19 grudnia 2025

Obcy, Upadek

 

    „Obcy” „Upadek”         

Albert Camus

Autor/ ur. 7 listopada 1913 w Mondovi, zm. 4 stycznia 1960 w Villeblevin – francuski pisarz, dramaturg, eseista i reżyser teatralny. Urodzony w Algierii Francuskiej, tworzył swoje dzieła głównie we Francji. Jest uważany za czołowego reprezentanta egzystencjalizmu w literaturze i za jednego z najwybitniejszych intelektualistów Europy w II połowie XX wieku. Był laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1957.

Tłumaczenie/ Maria Zenowicz, Joanna Guze

Tytuł oryginału/  fr L’Étranger, La Chute

Tematyka/ Obcy pokazuje, że w naszym społeczeństwie każdy człowiek, który nie płacze na pogrzebie matki, naraża się na wyrok śmierci. Chce się powiedzieć, że bohater książki zostaje skazany, gdyż nie wchodzi w grę ze społeczeństwem. W tym sensie jest obcy społeczeństwu, w którym żyje; błąka się po obrzeżach, na przedmieściach życia prywatnego, samotnego, zmysłowego. I dlatego czytelnicy ulegali pokusie, by uznać go za ludzki wrak. Można by jednak wyrobić sobie bardziej trafne wyobrażenie o tej postaci, a w każdym razie bliższe zamierzeniom autora, gdyby zastanowić się, w którym miejscu Mersault nie wchodzi w grę. Odpowiedź jest prosta, Mersault odmawia kłamstwa. Kłamać nie znaczy tylko twierdzić, że jest coś, czego nie ma. To także, to przede wszystkim, powiedzieć więcej, niż jest, i – w przypadku ludzkiego serca – powiedzieć więcej, niż się czuje. W Upadku ukazana jest przede wszystkim przenikliwa diagnoza człowieka współczesnego, osadzona na wielorako rozumianej dwoistości, ambiwalencji i swoistej grze luster. Bohater, Jean-Baptiste Clamence, prowadzi dialog, będący w gruncie rzeczy monologiem; poszukuje łaski  w świecie bez Boga, zamienia swoją winę i pokutę w patologiczną wręcz pychę z upadku w paradoksalnej koncepcji łączącej sądzenie i winę, sędziego i skazanego w jednej osobie.

Główny motyw/ Dla przypomnienia: Obcy - rzecz dzieje się w Algierze, narratorem i głównym bohaterem jest Francuz, Mersault, nieznany z imienia. Młody szeregowy urzędnik prowadzi nieskomplikowane życie, ma kilku znajomych na krzyż, spotyka się z kobietą; po śmierci matki, która mieszkała w domu opieki, zostaje sam, gdyż poza nią nie ma rodziny. Mersault nie okazuje ostentacyjnie uczuć, wydaje się obojętny, niezaangażowany, zarzuca mu się wyrachowanie. Szef, proponuje mu pracę w paryskiej filii firmy i sugeruje, że zmiana życia mogłyby mu się spodobać, Marsault odpowiada: „Życia nie da się zmienić, że każde życie jest tyle samo warte i że moje całkiem mi pasuje”. Pewnego dnia Mersault zabija Araba, idzie do więzienia. Upadek - bohaterem utworu jest Jean-Baptiste Clamence, a raczej ktoś, kto pod tym pseudonimem ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Przesiaduje on w barze Mexico-City, znajdującym się w żydowskiej dzielnicy Amsterdamu, jednej z mniej nobliwych w mieście. Spotyka tam pewnego mężczyznę, któremu zaczyna opowiadać o sobie i który staje się nie tyle interlokutorem (żadna z jego nielicznych wypowiedzi nie jest podana w mowie niezależnej, a jedynie powtarzana w wypowiedzi bohatera), ile słuchaczem swoistej spowiedzi Clamence’a. Jest on opisany „mniej więcej”, by zacytować samego Clamence’a, i niewiele o nim wiemy, mamy tylko relację bohatera, który widzi w mężczyźnie zadbanego, inteligenckiego przedstawiciela klasy średniej, a na końcu utworu powiedziane zostaje, że tak samo jak Clamence jest on adwokatem z Paryża. Postać ta może być zatem interpretowana nie tylko jako rzeczywiście istniejąca, lecz także jako wyimaginowane alter ego bohatera.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Tu nie ma czasu, człowiek nie uświadomił sobie jeszcze, co się stało, a już trzeba biec za karawanem.”

„Ale uważał, że jego prawdziwą chorobą była starość, a ze starości nie można wyleczyć.”

„Jednakże wyjaśniłem mu, że mam taką naturę – moje potrzeby fizyczne mącą często moje uczucia.”

„Zrozumiałem wówczas, że człowiek, który przeżył tylko jeden, jedyny dzień, może bez trudu żyć sto lat w więzieniu. Miałby dosyć wspomnień, żeby się nie nudzić.”

„Oto obraz tego procesu. Wszystko jest prawdziwe i nic nie jest prawdziwe.”

„(…) przypadek ma już wiele grzechów na sumieniu w tej sprawie.”

„Więc w końcu o co się go oskarża – o pogrzeb matki czy o zabójstwo człowieka?”

„Zawsze, nawet na ławie oskarżonych, człowiek słucha z ciekawością, gdy o nim mówią.”

„Człowiek zawsze ma przesadne wyobrażenie o tym, czego nie zna.”

***

„Być królem swych humorów to przywilej wielkich zwierząt.”

„Niech pan wyobrazi sobie człowieka z Cro-Magnon w roli pensjonariusza wieży Babel!”

„Wiem dobrze, że upodobanie do wykwintnej bielizny nie oznacza tym samym, iż ma się brudne nogi.”

„Ale serce ma swoją pamięć (…).”

„W tym kraju wszyscy są doktorami lub profesorami.”

„Kiedy nie ma się charakteru, trzeba sobie wypracować metodę.”

„Moja zasługa była żadna: chciwość, która w naszym społeczeństwie zajmuje miejsce ambicji, zawsze przyprawiała mnie o śmiech.”

„W końcu żyć ponad, wciąż jest jedynym sposobem, by być widzianym i zbierać ukłony większości.”

„Żeby zyskać rozgłos, wystarczy w gruncie rzeczy zabić dozorcę z kamienicy.”

„Bo czy to nie Eden, drogi panie, życie brane po prostu?”

„A czy wie pan, dlaczego jesteśmy zawsze bardziej sprawiedliwi i wielkoduszni ze zmarłymi? Przyczyna jest prosta! Wobec nich nie mamy zobowiązań.”

„Człowiek jest taki, drogi panie, na dwie twarze: nie może kochać nie kochając siebie.”

„W Holandii wszyscy są specjalistami od malarstwa lub tulipanów.”

„Wie pan, że są ludzie, których religia polega na przebaczaniu zniewag; przebaczają, ale nie zapominają ich nigdy.”

„Rzecz prosta, że prawdziwa miłość jest czymś wyjątkowym, zdarza się mniej więcej dwa albo trzy razy na wiek. Poza tym próżność lub nuda.”

„Jest zresztą słowo, które gwarantuje naszą niewinność: nieszczęście.”

„W dzisiejszych czasach do sądzenia jesteśmy nieustannie gotowi, tak samo jak do nierządu.”

„Ale żeby być szczęśliwym, nie trzeba zbytnio zajmować się innymi.”

„Wszyscy jesteśmy wyjątkowymi wypadkami.”

„Zapewne, udawałem niekiedy, że biorę życie na serio. Ale bardzo szybko dostrzegłem błahość tego >serio< i nadal grałem tylko swoją rolę, jak umiałem.”

„Czy to nie wszystko [kobieta], co zostaje  nam z ziemskiego raju?”

„(…) prasa, która uczy mówić o miłości, nie uczy jej praktykować.”

„Człowiek bawi się w nieśmiertelnego i po kilku tygodniach nie wie nawet, czy dociągnie do jutra.”

„Niech mi pan wierzy, że religie mylą się od chwili, kiedy zaczynają moralizować i piorunują przykazaniami. Bóg nie jest niezbędny, żeby stworzyć winę ani żeby karać. Wystarczą bliźni, wspomagani przez nas samych.”

„Niech pan nie czeka na sąd ostateczny. Sąd ostateczny jest co dzień.”

„Zawsze są powody do zabicia człowieka. Nie sposób za to udowodnić, że powinien żyć. Dlatego zbrodnia zawsze znajduje adwokatów, a niewinność tylko niekiedy.”

„Ale największą katuszą dla człowieka jest być sądzonym bez prawa.”

„Sędziowie pozbawieni naturalnego wędzidła, rozkiełznani z woli przypadku, karzą podwójnie.”

„Czasem czyta się jaśniej w tym, który kłamie, niż w tym, który mówi prawdę.”

„Większość ludzi jest bardziej sentymentalna niż inteligentna.”

                       Bohater mikropowieści zatytułowanej Obcy, Meursault, prowadzi bezbarwne i pozbawione emocji życie. Zostaje przypadkowo wplątany w świat zbrodni. Meursault podczas śledztwa nie wykazuje skruchy, nie próbuje usprawiedliwiać popełnionego przez siebie morderstwa, bezwzględnie wyznając całą prawdę i przyjmując wyrok skazujący go na śmierć z taką obojętnością, jakby dotyczył kogoś innego. Bez kontekstu tych wydarzeń nie sposób zrozumieć założeń powieści, jej związku z filozofią egzystencjalizmu. W milczącej postawie bohatera można się doszukać niezgody na absurd świata, buntu wobec jego okrucieństwa i bezduszności. Doskonała prostota stylu Camusa, zakorzeniająca powieść w realiach codzienności, współgra z ukazaną w utworze wizją człowieka jako jednostki wyobcowanej w złowrogim, obcym świecie.

                       Powieść Alberta Camusa w niezwykle zdyscyplinowany sposób opisuje życie człowieka, którego konwencjonalne zachowanie ulega zachwianiu. W takim ujęciu ludzkiej egzystencji nie ma żadnej literackiej „sztuczki”; poznajemy po prostu pewien okres w życiu Meursaulta, zobojętniałego, społecznego wyrzutka, który wybiera samotne życie w odosobnieniu. W jego pustą egzystencję przenikają takie wydarzenia jak śmierć matki, morderstwo, wyrok śmierci, ale żadne z nich nie zdoła wzbudzić w bohaterze emocjonalnego poruszenia.

Powieść wykazuje spore podobieństwa do twórczości Franza Kafki, sugerujące, że pod powłoką oszczędnego stylu oraz osaczającej i bezosobowej narracji czai się wiele złożonych problemów. Meursault odczuwa obcość nie tylko w odniesieniu do innych, ale także w stosunku do  własnego życia, jakby nie wierzył, że ludzkiej egzystencji można przypisać jakieś znaczenie. Jego dystans wobec życia jako gry, która angażuje innych ludzi, nie świadczy o tym, że bohater jest bankrutem, lecz – co sugerował sam autor w jednym z wywiadów – że nie zgadza się na udział w zbiorowym kłamstwie.

Fabuła Obcego jest bardzo prosta. Bohater Meursault dowiaduje się o śmierci swojej matki. Udaje się do Marengo: do domu starców, w którym kobieta umarła i spędziła ostatnie lata swojego życia. Kiedy dociera na miejsce, wychodzi na jaw, że Meursault nie tylko nie odwiedzał matki w przytułku, ale też nie wie, ile kobieta miała lat, ani nawet nie ma ochoty zobaczyć jej ostatni raz przed pochówkiem. Bohater w żaden sposób nie jest w stanie okazać żalu po jej stracie. Po pogrzebie wikła się za to, zupełnie bezmyślnie, w porachunki swojego sąsiada sutenera z arabską kochanką. W konsekwencji tej znajomości uczestniczy w bójce na plaży z dwoma Arabami (jednym z nich jest brat kobiety), która kończy się bez ofiar. Z niewiadomych przyczyn jednak Meursault postanawia sam wrócić na miejsce sporu. Spotyka tam jednego z dwóch Arabów i bez zastanowienia go zabija. W trakcie wytoczonego mu procesu zostanie przez świadków opisany jako człowiek, który nawet nie płakał na pogrzebie swojej matki. Skazany do końca nie okaże skruchy, a w więzieniu odmówi nawet wsparcia od duchownego.

Tym, co przygniata w opowiadanej historii, jest z jednej strony bezmyślność i bierność głównego bohatera, będącego raczej przedmiotem niż podmiotem wydarzeń; z drugiej – ciężkie, przytłaczające oddziaływanie afrykańskiego słońca, które zdaje się odbierać zmysły i trzeźwość myślenia oraz staje się pierwszym impulsem popychającym do zbrodni. Tytułowy obcy jest pozbawiony jakiejkolwiek decyzyjności, a jego egzystencja objawia się jako skrajnie absurdalna. Od momentu, w którym dowiaduje się o śmierci matki (nie wiemy, jak wyglądało wcześniej jego życie), Meursault wydaje się płynąć przez życie, poddając się wszystkiemu (od sutenera po mamiące słońce), co napotka na swojej drodze. Nie wyraża sprzeciwu, bo też nie widzi, przeciwko czemu miałby się buntować. Jest więc człowiekiem pozbawionym wszelkiego poczucia wartości, o które mógłby walczyć, zarówno indywidualnych (miłość ani rodzina nie okazują się bodźcem do działania), jak i uniwersalnych,  na przykład życie ludzkie w ogóle. W tym sensie, definiując absurd przez pryzmat postaci Meursaulta, afrykańskie słońce okazuje się niczym innym niż wymówką, absurdalny akt: podszeptem schorowanej świadomości, która kryć musi w sobie jedynie nicość. Meursaultem nic nie może wstrząsnąć, ale najlżejszy podmuch wiatru, słoneczny promień, może popchnąć go do wykonania ruchu. Ruch ten pozostanie jednak zawsze intuicyjny, anarchistyczny w tym sensie, że chociaż sprawca tego nie planował, wznoszą się wokół niego fale oburzenia. Niestety, uporczywe trudności Meursaulta w zakresie umiejętności społecznych, wykazują jego upośledzenie relacji społecznych, komunikacji i interakcji, przypominające cechy z diagnostycznej podgrupy Aspergera zaburzeń ze spektrum autyzmu. Okazuje się, że Camus oparł zachowania Meursaulta na swoim bliskim przyjacielu Galindo, w związku z czym zaczęto szukać dowodu czy to prawda; okazało się, że Galindo był inteligentnym, ale dziwnym człowiekiem, który wykazywał charakterystyczne upośledzenie zachowań społecznych i osobistych z zespołu Aspergera. W ten sposób Camus rozpoznał i zrozumiał dziwne zachowanie swojego przyjaciela, zanim psycholodzy zdefiniowali zespół Aspergera (po raz pierwszy termin Asperger’s Syndrome został użyty w 1981 roku w publikacji Lorny Wing). Autor użył do stworzenia Meursaulta obserwując swojego kolegę, jego maniery, reakcje i sposób myślenia. Książka Obcy jest pierwszą z gatunku fikcji literackiej opublikowaną z taką dokładnością relacją człowieka z tym zaburzeniem. 


Relacje Meursaulta z innymi ludźmi przypominają tę pomiędzy nim a jego matką. Bycie kolegą Rajmunda ma dla niego taką samą wartość, jak ślub z Marią. Zaczyna spotykać się z nią dzień po pogrzebie matki. Nawet po tak niepokojącym początku znajomości, Maria obdarza Meursaulta miłością. Ale miłość nie jest słowem, którego mógłby używać, ponieważ ani nie wierzy w nie, ani go nie rozumie. Meursault wykazuje zainteresowanie kobietami, ale wynika to wyłącznie z pożądania, ich młodości i atrakcyjności. Maria dwukrotnie zadaje mu pytanie, czy ją kocha, a Mersault dwukrotnie zaprzecza. Maria nie potrafi zrozumieć jego zachowania, na pewno jednak nie postrzega go jako odmieńca, który nie ma tak wielu emocji jak otaczający ją ludzie. Ignoruje szokujące traktowanie jej przez Meursaulta, ale nie wiemy, czy postrzega je jako okrucieństwo szczerości. Dla osoby kochającej miłość jest realnym doświadczeniem, rodzajem największego wydarzenia na świecie. Meursault nie jest tego świadomy. Wydaje się, że to, co jest najbardziej zastanawiające pod kątem ekscentryczności bohatera, to nie jego jednostronne, cielesne traktowanie miłości, ale brak rozumienia tego, że jego zachowanie krzywdzi Marię.

Rzeczywiste zabójstwo odgrywa niewielką rolę w procesie Meursaulta. Społeczeństwo nie może tolerować wśród siebie istoty, która nie czuje wyrzutów sumienia, współczucia lub brak jej „innych cech normalnych ludzi”, więc ukaranie bohatera było wyrazem braku tej tolerancji. Prokurator domagał się kary śmierci, ponieważ, według niego, Meursault był „potworem” – widzimy więc, że podobnie jak Mersault nie rozumie społeczeństwa, tak społeczeństwo nie rozumie jego. Tymczasem dla Camusa bohater był tylko człowiekiem, który nie chciał kłamać, a więc społeczeństwo czuło w nim zagrożenie – był tym, który „zgodził się umrzeć za prawdę”.

Powieść Upadek to obraz człowieka przygniecionego kompleksem winy, wywołanej nieudzieleniem pomocy tonącej kobiecie. Camus tworzy analizę zarówno procesu uchylania się od odpowiedzialności, jak powolnej, lecz odważnej rehabilitacji opartej na szczerej samokrytyce. Upadek można również postrzegać jako literacką rozprawę z tzw. „znieczulicą” społeczną. Książka składa się z rozmów, chociaż słyszymy tylko jedną stronę. Bohater kiedyś był paryskim prawnikiem u szczytu sławy, lecz wstąpił do najnędzniejszych dzielnic Amsterdamu, miasta, które przypomina mu Kręgi piekła Dantego. W ciągu kilku nocy podczas kilku rozmów, choć z wieloma dygresjami, przedstawia historię swojego życia, ale zarówno ta historia, jak i dygresje ujawniają niewygodne prawdy o naszym własnym życiu. Dowiadujemy się na przykład, że był wiele lat wcześniej był bogaty i czerpał osobistą satysfakcję ze swojej domniemanej dobroczynności jako adwokat pokrzywdzonych. W końcu mówi, że specjalizował się w sprawach dotyczących spraw ubogich wdów i sierot. Dwa doświadczenia zachwiały jednak jego samozadowolenie, zmuszając go do porzucenia komfortu paryskiego życia. Pierwszy polegał na słyszeniu wewnętrznego głosu-rechotu, który zmusił go do przeanalizowania własnej hipokryzji i winy moralnej. A drugi miał związek z samobójczą śmiercią kobiety oraz jego umyślną niezdolnością i niechęcią do jej uratowania. Po latach postanawia odkupić swoją winę, porzuca zawód adwokata i staje się „sędzią – pokutnikiem”. Właśnie w podejrzanym barze Mexico City w Amsterdamie od nowa przeżywa tragedię znad Sekwany, opowiadając niezwykle przejmująco o winie i karze oraz o sobie, jako sprawcy tragicznego wydarzenia.

Upadek to jedno z najgłębszych, a zarazem najmroczniejszych dzieł Alberta Camusa. Świadczy o tym fakt, iż z jednej strony pobrzmiewają w nim echa słynnych polemik z francuską lewicą – zwłaszcza z koncepcjami humanizmu egzystencjalnego i autentyczności – z drugiej zaś poddaje się analizie elementy autobiograficzne, swoisty wymiar spowiedzi Camusa, oraz stawia pytanie o cel tak głębokiej samokrytyki. Szeroko omawiano także odniesienia do symboliki zawartej w dziele i nawiązania do kondycji współczesnego chrześcijaństwa. W Upadku Camusa, w moim przekonaniu, wybrzmiewa przede wszystkim przenikliwa diagnoza kondycji człowieka nowoczesnego, uformowana na doświadczeniu dwoistości, ambiwalencji oraz nieustannej gry pozorów i odbić. Jean-Baptiste Clamence prowadzi dialog, który w rzeczywistości ma charakter monologu — jest on bowiem skierowany zarówno ku wyimaginowanemu rozmówcy, jak i ku sobie samemu. Bohater poszukuje łaski, wyraźnie odsyłającej do porządku chrześcijańskiego objawienia, jednak w świecie pozbawionym transcendentalnego odniesienia jego świadomość winy i potrzeba pokuty ulegają zasadniczemu wypaczeniu. Zamiast prowadzić do odkupienia, przekształcają się w szczególną formę pychy, paradoksalnie zakorzenionej w samym upadku. Jej ostatecznym wyrazem jest koncepcja „sędziego-skazanego”, w której akt osądu i doświadczenie winy zostają skupione w jednej, wewnętrznie sprzecznej podmiotowości. „Niech mi pan wierzy, że religie mylą się od chwili, kiedy zaczynają moralizować i piorunują przykazaniami. Bóg nie jest niezbędny, żeby stworzyć winę ani żeby karać. Wystarczą nam bliźni, wspomagani przez nas samych. Mówi pan o sądzie ostatecznym. Niech mi pan pozwoli roześmiać się z szacunkiem. Czekam nań śmiało: poznałem to, co jest najgorsze, sąd ludzi. Dla nich nie ma okoliczności łagodzących, nawet dobrą intencję posądzą o zbrodnię. Czy słyszał pan przynajmniej o celi opluwania, którą wymyślił niedawno pewien naród, by dowieść, że jest największy na ziemi? Jest to murowane pudełko, gdzie więzień stoi, ale nie może się ruszać. Mocne drzwi, które zamykają go w tej muszli z cementu, kończą się na wysokości jego brody. Widać więc tylko twarz, na którą każdy przechodzący strażnik pluje obficie. Więzień, ściśnięty w celi, nie może się wytrzeć, choć, co prawda, wolno mu zamknąć oczy. Tak drogi panie, to jest pomysł ludzi. Nie trzeba Boga do tego małego arcydzieła. A zatem? A zatem jedyny pożytek z Boga byłby wówczas, gdyby dawał rękojmię niewinności, religię zaś widziałbym jako wielkie pranie, czym była zresztą, ale krótko, przez trzy lata tylko i nie nazywała się religią. Od tego czasu brak mydła, mamy brudne nosy i wycieramy je sobie wzajemnie”. Cytat ten wprowadza nas na drogę teologicznego traktatu i zaczątek Hiobowej historii. Ponieważ Camusa cechowała wielka wstydliwość, nie docenia się długu, jaki zaciągnął u pisarzy religijnych. Upadek można interpretować jako pastwienie się nad sobą. Kluczem do Upadku zdaje się być niebo nad Amsterdamem. Obłoki na tym niebie są porównane do gołębic krążących bez ustanku nad głowami ludzi. Nie znajdują jednak żadnej głowy godnej, żeby na nią zstąpić. Czyli: człowiek nie zdoła być prawym bez Łaski, ale Łaska go nie nawiedza.

Powieść Camusa opowiada o tytularnym upadku człowieka – jego metamorfozie spowodowanej brakiem reakcji na domniemane samobójstwo kobiety na paryskim moście. To studium traumatycznego przejścia od samozadowolenia i pychy człowieka o moralności mieszczańskiej – wziętego prawnika i „humanisty” – do złożonej figury sędziego – pokutnika, postaci „nawróconej” i nawracającej innych na swoją filozofię niemożliwego pojednania w świecie bez dostępu do zewnętrznej łaski i odkupienia. Clamence Camusa skazuje się na wygnanie ze świata współczesnej moralności, której sam był gwarantem i przedstawicielem jako prawnik, tworząc jej pastisz i uruchamiając nieskończony proces wzajemnych odwołań w paradoksalnej postawie sędziego-pokutnika. Po przemianie na moście jego działania stanowią mieszaninę pychy i winy. Trudno postrzegać jego konwersję w charakterze moralnej ewolucji, wyjścia ze „złej wiary” w stronę autentycznej egzystencji. Clamence kwestionuje bowiem i wyszydza autentyczność i zaprzecza możliwości odkupienia: „Teraz jest za  późno, zawsze będzie za późno! Na szczęście!”. W zamian bohater oferuje demonstrację winy i odpowiedzialności. Jego reakcją na bycie sądzonym i osądzonym jest własne królestwo sądzenia i naznaczania winą. Przestał również wierzyć w możliwość wyjścia ze swojego piekła wraz z utratą postulowanej niewinności człowieka, której poszukiwał w swoim byciu doskonałym humanistą i obywatelem. Okazała się ona ułudą jednej nocy, gdy nie potrafił przyjść z pomocą kobiecie skaczącej do wody. W Upadku anonimowa i nieobecna kobieta z mostu jest katalizatorem późniejszych doświadczeń wewnętrznych bohatera.

                       W swojej refleksji etycznej Camus był maksymalistą. Zdawał sobie sprawę, że człowiek XX wieku tkwi uwięziony w historii. Przekonywał jednak, że wartości moralne pozostają niezmienne. Świat, w którym zadowolenie odczuwa statystyczna większość, a cierpi przynajmniej jeden człowiek, wydawał mu się nie do przyjęcia. W wizji Camusa świat nie jest przyjazny człowiekowi, nie jest też rozumny ani wypełniony sensem. Okazuje się za to milczący i nieprzenikniony. Jego zimna obojętność zdaje się przerażać ludzi. Całą rzeczywistość wypełnia absurd. Również nasza egzystencja okazuje się absurdem. Niektórzy interpretatorzy utożsamiają poczucie absurdu z doświadczeniem otchłani.

                     

 

29 listopada 2025

HERZOG

 

„HERZOG”

Saul Bellow

Autor/ Urodził się w 1915 na obrzeżach kanadyjskiego Montrealu w atmosferze smutku i tęsknoty. Jego rodzice, rosyjscy Żydzi Lescha i Abraham, dopiero od dwóch lat przebywali na emigracji. W Sankt Petersburgu byli kimś, żyli na szczytach socjety, mieli dom i służbę. Matka stale opowiadała małemu Samuelowi, imię uprościł już jako dorosły, o podmiejskiej daczy, w której spędzali weekendy. Rodzice mieli poczucie ciągłego społecznego upadku. Abraham zajmował się w Kanadzie importem cebuli. Biznes nie dawał dochodów wystarczających na utrzymanie żony i dwójki dzieci, dlatego senior rodu musiał dorabiać w piekarni i jako dostawca węgla. Gdy brakowało legalnej pracy, nie wahał się brać za przemyt towarów do sąsiednich Stanów Zjednoczonych. Matka całe dnie spędzała w kuchni, między gotowaniem a zmywaniem, pogrążając się w coraz głębszej tęsknocie za utraconą ojczyzną. Jakby zapomniała, że wśród przyczyn emigracji były antysemickie niepokoje, wypełniające upadającą rosyjską monarchię. 

Tłumaczenie/ Krystyna Tarnowska

Tytuł oryginału/ an-us Herzog

Tematyka/ Główny bohater Moses Herzog, Amerykanin żydowskiego pochodzenia, nikomu nieznany wykładowca akademicki w średnim wieku bez widoków na zrobienie kariery zarówno naukowej, jak i finansowej, (rzeczywiście) przypomina samego Bellowa. W listach Herzoga można doszukać się jego poglądów. Zarówno w epistolarnej, jak i fabularnej materii powieści, tworzywem narracji jest jego biografia, tyle że przepuszczona przez filtr fikcji literackiej. Jeśli Herzog wspomina petersburskie lata swoich przodków, to mamy prawo sądzić, że autor oparł je na rodzinnych historiach, ale nie skopiował. Moses tak jak Saul jest potomkiem rosyjskich Żydów i swoje pochodzenie celebruje, poddaje wiwisekcji i analizie. Mimo zadeklarowanej, manifestacyjnej świeckości głównego bohatera powieść stanowi antropologiczny szkic do obrazu życia amerykańskich Żydów. Niedługo przed pojawieniem się Herzoga Ameryka odkryła problem diaspory.

Główny motyw/ Bohater oddaje się dziwacznej pasji pisania listów do wielkich postaci, dawnych i współczesnych artystów, polityków, filozofów oraz krewnych i znajomych. Jego epistoły preparowane w celu „wyrzucenia z siebie wszystkiego, usprawiedliwienia się, spojrzenia na sytuację z właściwej perspektywy, wyjaśnienia, naprawy szkód”, mają charakter wielowymiarowy. Są intymnym zapisem rozważań autora dotyczących rozmaitych aspektów życia publicznego od gospodarki, sztuki i religii po kuchnię i savoir-vivre. Są intymnym notatnikiem, w którym niespełniony intelektualista wyżywa się naprawdę, ucieka od ciężaru egzystencji.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Była w nim nieświadoma szczerość człowieka pochłoniętego własnymi myślami.”

Jako człowiek o niecodziennych skłonnościach uprawiał sztukę krążenia między przypadkowymi faktami, aby raptem dopaść sedna sprawy.”

„Piękno nie jest wymysłem człowieka.”

„Szukając szczęścia – trzeba być przygotowanym na niepowodzenia.”

„Proste, ogólnoludzkie sprawy są czymś zwykłym między osobami pozornie najbardziej nawet wyrafinowanymi.”

„(...) od kamieni wciąż szedł zapach wojennych morderstw.”

„Są takie chwile, w których człowiek chciałby wpełznąć do kryjówki jak zwierzę.”

„Przyjście na świat jest czymś ogromnie ryzykownym. Kto wie, co się może zdarzyć?”

„Człowiek rodzi się żeby zostać sierotą i zostawić po sobie sieroty (...).”

„Herzog uważał, że bezustanne myślenie o śmierci jest grzechem. Prowadź swój wóz i swój pług po kościach tych, co umarli.”

„Żaden mężczyzna nie potrafi zaspokoić kobiety, która go nie chce.”

„Wątpliwa to korzyść mieć umysł skomplikowany, kiedy nie jest się filozofem.”

„Czytał wytrwale w imię dyscypliny wewnętrznej i z wzrastającym poczuciem winy.”

„Czy jest to moment szczytowy rozkładu? Czy nadeszła owa odrażająca chwila w której umiera poczucie moralności, zanika sumienie, a szacunek dla wolności, prawa, dobrych obyczajów i tak dalej załamuje się w tchórzostwie, dekadencji krwi?”

„Jesteśmy w tych naszych czasach przeżytkami i teorie postępu nie bardzo się dla nas nadają, ponieważ doskonale znamy ich cenę.”

„W sferze kultury te nowo powstałe klasy wykształcone doprowadziły do chaosu myląc sądy estetyczne z sądami moralnymi.”

„(...) światem rządzi zawsze obłęd. Dyktatorowi potrzebne są tłumy żyjących i tłumy nieboszczyków.”

„W każdym intelektualiście siedzi gdzieś durny buc.”

„Moses E. Herzog – nie ma centa w banku, ale można znaleźć jego nazwisko w katalogach bibliotecznych.”

„Otóż podstawowym warunkiem trwałości istoty ludzkiej jest, aby rzeczona istota ludzka naprawdę odczuwała pragnienie istnienia. Tak twierdzi Spinoza.”

„Dusza to straszne obciążenie.”

„Nie ma żadnej rady na seksualne preferencje kobiet. Stara prawda. Ani mężczyzn.”

„Wielkość cnoty i chłonności duchowej człowieka mierzona jest codziennym życiem.”

„Ma więcej wiązek chrustu pod stopami niż Joanna D’Arc.”

„Chciałaby pofrunąć, lecz kapelusz wielkości koła młyńskiego, grube tweedy, medaliki, krzyżyki, ciężar w sercu –wszystko to utrudniało oderwanie się od ziemi.”

„Ale ja nigdy nie będę czcił złotego cielca.”

„Za tym wszystkim kryje się burżuazyjna Ameryka. Bo to jest brutalny świat blichtru i ekskrementów. Pełna pychy, leniwa cywilizacja zakochana w swoim własnym prostactwie.”

„Na chwilę przed końcem świata, na zgliszczach człowieczeństwa, jeszcze będą liczyli pieniądze. Będą się modlili nad swoimi bilansami...”

„Skutek jest taki, że patrzymy ze wstrętem na powszedni chleb, który przedłuża bezsensowne istnienie.”

„Jedna z najtrudniejszych rzeczy w życiu – nie rozumieć tego, co się doskonale rozumie.”

„Każde, najbardziej nawet jałowe i zależne życie ma swoje urojone godności, swoje przyszłe zaszczyty, swobody, o które należy walczyć.”

„Ale naturalnie cała siła witalna ojca wyczerpała się w dramacie jego życia, w walce o byt dla rodziny, w jego uczciwości.”

„Dusza matki była archaiczna, wypełniona starymi legendami, w których ważną rolę grały anioły i diabły.”

„Tak wiele milionów – niezliczone rzesze zginęły w straszliwej udręce. A przy tym w tych naszych czasach nie ma miejsca na cierpienie moralne. Bujne indywidualności są coś warte tylko wtedy, gdy wprowadzają element komiczny. Ale ja wciąż jestem niewolnikiem cierpień mojego ojca.”

„Tylko że w tej właśnie godzinie mogę się spóźnić na wieczność.”

„Można by pomyśleć – uśmiechnął się Herzog szeroko – że jestem czymś w rodzaju ludzkiego kapitału, źle zainwestowanego.”

„Był na pół elegancki, na pół niedbały. Taki miał styl. Jeżeli zawiązał starannie krawat, sznurowadła wlokły mu się po ziemi.”

„Bo wiedza o śmierci rodzi w nas pragnienie przedłużenia życia kosztem innych.”

„Unicestwienie nie jest metaforą. Dobro i Zło są czymś realnym.”

„Kiedy serce człowieka jest jak klatka, z której uleciały wszystkie mroczne ptaki, jest wolny, jest lekki.”

„Świat powinien kochać kochanków, ale nie teoretyków.”

„Na szczęście Bóg zsyła namiastkę – męża.”

„Naprawdę wierzył, że umarli powinni >grzebać umarłe swoje<. I że życie jest życiem tylko wtedy, kiedy się je wyraźnie rozumie jako umieranie.”

„O wiele straszliwszym umartwieniem jest składanie wizyt kobietom i patrzenie na to, co świat zrobił z cielesnych przyjemności. Jak małe zastosowanie mają niektóre starożytne idee...”

„Od upadku Napoleona ambitny młody człowiek przeniósł swoją żądzę władzy do buduaru. A tam dowodziły kobiety.”

„Na boku flirtowałem trochę z metafizyką.”

„Nóż i rana tęsknią do siebie.”

„Cieszymy się, gdy syfilitycy głoszą hasła czystości cielesnej.”

„(...) ale na tym polega trudność z ludźmi, którzy spędzili życie nad studiami humanistycznymi i dlatego wyobrażają sobie, że okrucieństwo kończy się z chwilą, gdy zostanie opisane w książkach.”

„Niektórzy ludzie są skazani na pewne związki. Może każdy związek jest albo radością, albo wyrokiem.”

„Okruchy przyzwoitości – wszystko, co my, biedacy, mamy do dania jedni drugim. Nic dziwnego, że życie >osobiste< jest upokorzeniem, a jednostka zasługuje na pogardę.”

„Bóg nie istnieje. Ale śmierć istnieje.”

„Każdy człowiek ma prawo do kilku sekretów.”

„(...) ludzkość nie potrafi się rozstać ze swoimi kochanymi i umarłymi na tym i na przyszłym świecie.”

„Jeżeli stary Bóg istnieje, musi być mordercą. Ale jedynym prawdziwym bogiem jest Śmierć.”

„Może cała moja przydatność i całe znaczenie polega tylko na tym, że utrzymuję przy życiu pewne pierwotne uczucia.”

„Dopiero potem stwierdzamy, ile niegodziwości jest w tym ukrytym raju.”

„Rodzaj ludzki żyje przeważnie wypaczonymi ideałami.”

            Bohaterem wszystkich powieści Saula Bellowa jest intelektualista. Samo to wyznacza pisarzowi oddzielne miejsce w amerykańskiej prozie współczesnej. Intelektualista jako intelektualista, a nie jako intelektualistyczny przedstawiciel takiego czy innego światopoglądu, klasy czy warstwy społecznej. Intelektualista Saula Bellowa nie wziął się zresztą znikąd,  zawsze ma rzetelną genealogię, jest Amerykaninem żydowskiego pochodzenia. Ale to pochodzenie, mimo konkretnego zaplecza klasowego, obyczajowego, religijnego także, podnosi tylko do wyższej abstrakcyjnej potęgi status intelektualisty. Intelektualista, a więc na gruncie amerykańskim, synteza świadomości wyobcowania. W swojej twórczości powieściowej Bellow nie sytuuje jednak problemu amerykańskiego intelektualisty na tak szerokiej społecznej bazie. Nie każe mu przezwyciężać osamotnienia, nie prowadzi go do żadnego, bodaj tragicznie nieudanego czynu. On dąży tylko w głąb lub panoramuje wszerz status wyobcowania.

            Głośna powieść Herzog daje najlepszy, bo poprzez najdoskonalszy utwór Bellowa, wgląd w ideę programową, tego pisarza. Moses Herzog, bohater tej powieści, to intelektualista mający kłopoty natury psychologicznej  – z istnieniem. Są tak wyolbrzymione, że przesłaniają wszystkie inne widnokręgi: społeczne, polityczne, nawet obyczajowe. Dookoła jest Ameryka, ale to tylko tło wewnętrznego rozdarcia bohatera. Moses Herzog chce właściwie niewiele: osobistego szczęścia. Ale obciążenie neurotyczne jest tak olbrzymie, że to „niewiele” urasta do rozmiarów niemożliwości.

            Jak w większości książek Bellowa, winę za trudne życie bohatera ponoszą kobiety. Nie są to nawet kobiety fatalne. Są to kobiety-hieny. Ale musi coś być z fatalności w samym bohaterze, jeśli dwa nieudane małżeństwa nie leczą go z potrzeby szukania dalszych niebezpiecznych związków. Coś każe mu dokonywać zawsze najgorszego wyboru. Chcąc być szczęśliwy, wybiera nieszczęście. Czy masochizm jest jego naturą, czy konsekwencją wyobcowania? Czy statut intelektualisty musi być uwarunkowany psychopatologią? Czy też tak musi się wyrodzić i zwyrodnieć amerykański intelektualista, nie mający ujścia dla swojej energii w życiu społeczeństwa?

            Powieść Bellowa jest znakomicie napisana i przekonywująca w warstwie konkretnej. Moses Herzog przeżywa prawidłowo swój los we własnym imieniu. Ponosi klęskę konkretny egzemplarz intelektualisty. Właściwie tak w powieści być powinno i nie byłoby sensownym żądanie od Bellowa szerokich uogólnień. Według monografisty-apologa Bellowa, Johna J. Claytona, powieść Herzog jest najdonioślejszą książką w amerykańskiej literaturze XX wieku, obroną człowieka i próbą wyprowadzenia go ze stanu alienacji, w który wtrąciła go rozpędzona cywilizacja. Herzog jest na pewno powieścią wielkiego współczucia i wyrozumiałości dla losu ludzkiego. Zaburzony człowiek w ryzach własnego nieszczęścia, obijający się o kanty coraz bardziej nowoczesnego świata. Czy jednak są to kanty realne? Bo przecież kontakt bohatera Bellowa ze światem sprowadza się do kontaktów rodzinnych i seksualnych. Złamanie kariery naukowej nie nastąpiło na skutek interwencji jakichś sił świata. Moses Herzog załamał się pod wpływem doznań najbardziej osobistych, wewnętrznych. Świat zewnętrzny istnieje tylko w jego wyobrażeniach, w jego obsesjach lękowych, w jego maniach prześladowczych. Między nim a światem w ogóle nie ma relacji.

            To natomiast, co stanowi o odrębności Bellowa w amerykańskiej literaturze, jest mocną stroną jego powieści. Herzog to głęboka sonda zapuszczona w status amerykańskiego intelektualisty. Moses Herzog pragnie przerwać zaklęty krąg niemożności działania. Chce interweniować, zmieniać, wychowywać ludzkość, reformować filozofie i systemy. W częstych momentach stresu układa listy. W tych listach, pisanych kompulsywnie na czym popadnie, wysyłanych i nie wysyłanych, układanych w myśli, śnionych, pali się ogień w mózgu pragnącego działać. Myśl skazana na samą siebie, a więc na jałowość, na nieużyteczność staje się czystym obłędem. Potrzebuje ujścia, realizacji, czynu, jakiegokolwiek czynu. I tutaj tragizm statusu amerykańskiego intelektualisty jest dominujący. Saul Bellow staje w obronie człowieka, ale człowiek jest dla niego jedynie człowiekiem, który myśli. Człowiek niemyślący nie interesuje pisarza. A znów intelektualista jako intelektualista to symbol minimalizmu humanistycznego. 


               Herzog jest ojcem dwójki dzieci, Marka i June, ale jest także rozwiedziony z obiema żonami, matkami jego dzieci. Rozwiódł się z matką Marka z powodu nieszczęśliwego małżeństwa, a jego drugi rozwód nastąpił po tym, jak został zdradzony przez żonę ze swoim najlepszym przyjacielem, Gersbachem. Podejmując samoanalizę przyznał, że dwukrotnie był złym mężem. Z Daisy, pierwszą żoną, postąpił haniebnie. Madeleine, druga żona, usiłowała go wykończyć. Dla syna i córki był kochającym, ale złym ojcem. Dla rodziców był niewdzięcznym dzieckiem. Dla swojego kraju był obojętnym obywatelem, dla rodzeństwa – czułym, ale trzymającym się z daleka bratem. W stosunkach z przyjaciółmi był egocentrykiem; w miłości był leniwy; w zetknięciu z błyskotliwością – tępy; wobec władzy – bierny; w postępowaniu z własną duszą – wykrętny. Uczucie bycia oszukanym przez byłą żonę jest pozornie siłą napędową powieści, ponieważ ostatecznym celem Mosesa Herzoga jest „uratowanie” córki przed drugą żoną i jej kochankiem. Gdy wspólna zdrada dwóch najbliższych osób wyszła na jaw, główny bohater, czterdziestosiedmioletni profesor literatury Moses Herzog nie tylko długo nie mógł powrócić do pracy naukowej, ale w ogóle miał trudności ze znalezieniem sobie miejsca. Nie znajdował ukojenia nawet w ramionach zmysłowej Ramony, kochanki, która ofiarowała mu nie tylko seks, lecz także miłość. „Oceniając swoje życie, zrozumiał, że źle pokierował wszystkim – wszystkim. Jego życie legło, jak to się mówi, w gruzach. Ponieważ jednak nie było takie znowu udane, nie miał czego żałować”. Tego rodzaju gorzką autoironię odnajdujemy na kartach książki jeszcze wielokrotnie, lecz zrozumienie przeżyć zdradzonego męża uzyskujemy dzięki opisowi detali z jego życia, wspomnień z nieudanego drugiego małżeństwa i wspomnień z pierwszego, w którym zachował się, jak sam stwierdził, „haniebnie” porzucając swoją dobrze poukładaną drugą połowę dla bardziej pociągającej go kobiety. Herzog ma poczucie odrzucenia i krzywdy. Przypisuje żonie metodyczne działanie, kierowane przez skrajny egoizm i niewdzięczność. Gdy jednak pomysł dokonania ostatecznej i nieodwołalnej zemsty przybiera realny kształt, od egzekucji powstrzymuje Mosesa widok kochanka żony kąpiącego i podmywającego jego własną córeczkę, z którą teraz może się jedynie widywać. Takich okrutnych scen jest w książce więcej. Gdy żona pojawia się na posterunku policji, zachowuje zimną krew i daje mu odczuć swoją przewagę, główny bohater jest tak samo bezradny, jak był w wielu wcześniejszych momentach swojego związku. Żona oskarżała go o różne niegodziwości, w tym o to, że jest „psychosomatycznym terrorystą”. Tak wyjaśniał to swojej pocieszycielce: „Dostawałem bólu brzucha tylko po to, żeby nad nią dominować, i dzięki torsjom umiałem zawsze postawić na swoim”. Autor, czemu trudno się dziwić, bardzo krytycznie przedstawił wiarołomnych bliskich swojego literackiego alter ego. O ile Valentine Gerbach, kochanek żony, został przez niego opisany wprawdzie jako agresywny, sentymentalny i gruboskórny, to nie odmówił mu energii, męskości, a nawet osobistego uroku. Natomiast swojej powieściowej żonie pozostawił właściwie tylko jedną zaletę: urodę. Napisał: „Ciąża pogrubiła jej rysy, ale mimo to Madeleine była piękna. Taka uroda robi z mężczyzny hodowcę, ogiera i sługę”.

            Kobiety takie jak Madeleine zdarzają się nie tylko amerykańskim Żydom, bezradnym wobec ich nieograniczonej próżności, egoizmu i braku samokrytycyzmu. Herzog pozbawiony został przez żonę twórczego potencjału, podczas gdy ona rozpoczęła karierę naukową. Jednak dla niej to był tylko kolejny kaprys, zaś dla niego istotna treść życia. Pod każdą szerokością geograficzną znaleźć można rozpieszczone paniusie, manipulujące mężczyznami, niestałe w przekonaniach i zmieniające zainteresowania. „Wiara katolicka podzieliła los cytr, kart do tarota, wypieku chleba i cywilizacji rosyjskiej. I życia na wsi”, napisał Bellow o swojej bohaterce przed pół wiekiem. Dzisiaj u kapryśnej żony Żyda mogłoby to być cokolwiek: harfa, bajkowe ilustracje, tłumaczenia z jidisz, śpiewanie ludowych pieśni w egzotycznym języku, zamiast katolicyzmu jakaś „wyzwolona” ideologia. Podobnie jak niestałość życiowych celów i fascynacji, cechą osób (zapewne niekoniecznie kobiet) tego pokroju jest również niestałość w uczuciach, instrumentalne traktowanie ludzi. Współczesna gojka, która uwiodła (innej kobiecie) i „upolowała” Żyda na męża, może porzucić go dla kogoś, kto będzie jej bardziej odpowiadał. Deklaracje miłości są fasadą, która bez trudu ustąpi miejsca innej. W każdym wypadku, zdawał się diagnozować amerykański pisarz, za tym wszystkim kryje się duchowa pustka, chore aspiracje i brak samoograniczania się w dążeniu do celu. Mężczyzna łatwo padnie łupem tak bezwzględnej piękności. Gdy to się stanie, cierpi w sposób niezamierzony przez nikogo, przekraczający jego zdolności adaptacyjne. Nauka, jaką czerpie dzięki osobistej tragedii, nie jest jednak warta całego tego cierpienia. Przekonanie o złych intencjach najbliższych osób jest na tyle dotkliwe, że z dawnej namiętności i przywiązania nie zostaje nic. Jedynie poczucie krzywdy, wywołanej przez fatalistyczny splot okoliczności. Pisze wszechwiedzący narrator: „Nie chciał poznawać zła. Ale nie mógł go nie doświadczyć. I dlatego inni, specjalnie wyznaczeni w tym celu, uczynili mu zło, żeby mógł ich oskarżyć o niegodziwość”.    

Herzog miota się między Chicago a Nowym Jorkiem, między byłymi żonami, kochankami, dziećmi, boryka się z brakiem pieniędzy, nieustannie wspomina matkę i ojca, żydowskich imigrantów i ich nędzne życie, w takim kontraście do aktualnie ogromnych zarobków braci Mosesa. Jednocześnie przejmuje się bieżącymi sprawami politycznymi, gospodarczymi, społecznymi  – pisze ciągle listy, nigdy nie wysłane do wszystkich, których spotkał na swej drodze, do tych, których spotkać nigdy nie mógł, do żywych i umarłych... Czyżby coraz bardziej zagłębiał się w szaleństwo? W swoim liście do generała Eisenhowera napisał: „Inteligentni ludzie, którzy nie mają wpływów, odczuwają pewnego rodzaju pogardę dla samych siebie, będącą odbiciem pogardy tych, którzy posiadają rzeczywistą polityczną czy społeczną władzę lub też sądzą, że ją posiadają”. Bierny wobec świata, energię przejawia w twórczości epistolarnej. Pisanie nieprzeznaczonych do wysyłki listów jest dla niego środkiem do samopoznania i formą autoterapii, narzędziem do przepracowania przeszłości, swoich postaw i postępków. Tym, co sprawia, że Herzog jest tak depresyjny, jest próba przez niego włączenia tak wielu sprzecznych idei w życie. W całej powieści kontrastują ze sobą nihilizm i nadzieja, rozpacz i komiczna ironia, wyobcowanie i przystosowanie. To, kim Herzog jest prywatnie, kłóci się z „maską”, którą nosi publicznie; jest bierny i masochistyczny, ale ma też skłonność do działania  i sadyzmu. Jedną z głównych idei powieści jest to, że ludzie muszą przetrwać, utrzymując bolesną świadomość tej mieszanej kondycji ludzkiej. Bohater Saula Bellowa dowiaduje się również, że jeden umysł nie jest w stanie pojąć całej ludzkiej rzeczywistości i że jaźń ulega zniszczeniu, gdy podporządkowuje swój los dla innych. Herzog jest nękany przez „instruktorów rzeczywistości”, tych, którzy próbują określić jego przyszłość i dopasować go do swojego stylu życia. Musi nieustannie walczyć o potwierdzenie swojej indywidualności. W końcu odkrywa, że egzystencja wiąże się z koniecznością zaakceptowania fragmentacji, płynności, porażki, cierpienia, irracjonalności, seksualności, rozpadu i śmierci. Powieść nie oferuje żadnych odpowiedzi poza uznaniem naszych trudności życiowych i ograniczeń. Ale według Bellowa tylko poprzez cierpienie i ograniczenia możemy osiągnąć tożsamość. Poza badaniem ludzkiej potrzeby indywidualności, powieść Bellowa dotyczy także serca  – na co wskazuje niemieckie słowo herz w nazwisku bohatera książki Herzog. Życie to nie system ani lista etykiet; życie to coś więcej niż tylko fakty i definicje. Życie, jak pokazuje nam Bellow, obejmuje obszary serca, które wymykają się racjonalnemu zrozumieniu.

            Ukochana żona Saula Bellowa odeszła od niego z jego najlepszym przyjacielem. Zabrała mu większą część majątku, a jego córkę miał odtąd wychowywać jej kochanek. Wcześniej przez całe lata zdradzali go niemal pod jego nosem. Ot, historia jakich wiele. Ale jak napisana! Saul Bellow otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie literatury po opublikowaniu Herzoga, powieści, która stanowiła swoiste rozliczenie osobistej tragedii, jakiej doświadczył. Zmieniając tożsamość bohaterów i niektóre realia mógł dać wyraz swojemu bólowi, a przy okazji dokonać pisarskiej zemsty na niewiernej żonie i niewiernym przyjacielu-pisarzu, któremu załatwiał pracę i którego wraz z jego żoną zabierał ze sobą, gdy się przeprowadzał. Chociaż narracja powieści jest trzecioosobowa, to chwilami, zapewne celowo, zamienia się w pierwszoosobową, tak jakby autor zapominał, że chce się zdystansować i zakamuflować wątek autobiograficzny. Bellow całe życie pisał swoją autobiografię. W swoich książkach potrafił ujawnić wstydliwe sekrety swojej rodziny. Pisarz bowiem był zarówno niedoceniany przez krytykę, jak i niezrozumiany przez rodzinę.