„Kaspijskie
marzenia”
Gina B. Nahai
Autorka/
Gina Barkhordar Nahai – amerykańska
pisarka irańskiego pochodzenia. Urodziła się w Teheranie w rodzinie perskich
Żydów, jednak już jako dziecko opuściła wraz z rodziną Iran. W wieku 17 lat
przybyła do Stanów Zjednoczonych. Ukończyła studia z zakresu politologii na
UCLA. Po ich zakończeniu pracowała w organizacji badawczej RAND Corporation w
Santa Monica (Kalifornia). Swoją pierwszą powieść opublikowała w wieku 31 lat.
Jest laureatką licznych nagród literackich. Posługuje się biegle językiem
perskim, angielskim, francuskim i hiszpańskim.
Tłumaczenie/
Urszula Gardner
Tytuł
oryginału/ an-us Caspian Rain
Tematyka/
Kaspijskie marzenia
budzą się do życia z godnym pozazdroszczenia rozmachem, co jest dość niezwykłe,
zważywszy na to, że tak duża część powieści Giny B. Nahai opiera się na
czekaniu. Niezwykłe jest również to, że w książce przesyconej okrucieństwem
kryje się tak wiele empatii, a w powieści pełnej pułapek fałszywej nadziei tyle
pomysłowych wybryków. Ma zaledwie 292 strony, ale nie znajdziemy w niej nic
szybkiego ani prostego, a także niewiele pocieszenia. To, co oferuje, to
niepokojąco piękne portrety bohaterów – gdy rodziny się rozpadają, a marzenia
obracają w ruinę. To znakomicie skonstruowana opowieść o tęsknocie i pustce, o
kakofonii i ciszy. Powieść Nahai może wydać się niektórym zbyt bezlitosna, lecz
idealnie wpisuje się w nastrój, który bywa określany mianem the 3 a.m. of
the soul.[1]
Główny
motyw/ Naszą narratorką jest Yaas, irańska
dziewczyna urodzona w pozornie stabilnych latach poprzedzających rewolucję.
Jest córką Omida i Bahar – on, zamożny Żyd, ocalały z getta; ona, kobieta z
trudnej rodziny, z której nie można uciec, zwłaszcza w kraju, gdzie kobiety są
w zasadzie pozbawione praw. Małżeństwo zawarte ponad klasowymi granicami stawia
Bahar w sytuacji nie do utrzymania, bez łatwego wyjścia – tym bardziej, gdy
Omid wiąże się z kochanką o imieniu Niyaz, kobietą nieznającą żadnych granic.
Dzieciństwo Yaas komplikuje się z każdym kolejnym szabatem.
Cytaty
z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„Wszystko
jest przecież iluzją i nie ma na świecie człowieka, który potrafiłby z całą
pewnością powiedzieć, co jest, a co nie jest możliwe.”
„(…)
Irańczycy nie cierpią Arabów, nazywają ich zjadaczami szczurów, gdyż jest
to dokładnie to, co te dzikusy robią; zawojowali połowę świata po to tylko, by
puścić z dymem książki i powyrywać języki poetom i filozofom, który wydał
podbity naród – i po co?”
„Niektóre
rodziny są dziwniejsze od innych – wiem, o czym mówię.”
„(…)
posiada taki rodzaj umysłu, z którego nie ma żadnego pożytku.”
„Robienie
cyrku z ceremonii pogrzebowej to zdecydowanie domena Zachodu.”
„Nie
dość, że wywołał burzę plotek, która nie ominęła żadnego zakładu kosmetycznego
w mieście, to teraz jeszcze chce podsunąć plotkarzom linę, by go na niej
powiesili.”
„Wyjdziesz
stąd w sukni ślubnej, a wrócić będziesz mogła tylko w całunie…”
„(…)
żyjemy w czasach Rozumu, nawet zmarli to wiedzą i zachowują się odpowiednio.”
„Otwarcie
się przyznała, że jest tancerką, co przecież niewiele się różni od bycia
dziwką, no może poziomem wyrafinowania.”
„(…)
Niemcy są bardzo skrupulatni, także w obliczu śmierci.”
„(…)
cechuje się niezrozumiałym i przerażającym okrucieństwem charakterystycznym dla
ludzi, którzy sami nie osiągnęli w życiu wiele, dostali jednak pewną władzę nad
innymi.”
„Zna
cenę marzeń i ścigania ich bez względu na koszty.”
„Wiem,
jak to jest mieć matkę, która nie zwraca uwagi na swoje dziecko, nawet gdy jest
z nim w jednym pomieszczeniu. Która kocha i nienawidzi równocześnie.”
„W
życiu każdego istnieją zawoalowane prawdy i pilnie strzeżone tajemnice (…).”
„W
niektórych częściach świata Prawda wyzwala. W innych – i tych jest większość –
stanowi wyrok śmierci.”
„(…)
nad każdym wisi cień tych, którzy wywarli na człowieka największy wpływ. Widać
go - w postaci obecności lub nieobecności – w oczach, ruchach rąk,
sposobie, w jaki ktoś się śmieje.”
„Są
granice, poza które nie wolno się posunąć… Są występki, za które nie ma
przebaczenia, i zbrodnie, za które skazuje się nie tylko winowajcę, lecz także
ludzi z nim spokrewnionych.”
„Na
każdy grzech – jedna cnota; na każdy przejaw okrucieństwa – jedna łaska.”
„Jak
to się dzieje, że marzenia jednych, równie wygórowane i nieprawdopodobne jak
innych, spełniają się, drugich zaś nie, pozostając marzeniami ściętej głowy?”
„Problem
z bogatymi ludźmi polega na tym, że im się wydaje, że są odporni na Boski
gniew.”
„Słabi
oraz ci, którzy uzależnieni są od woli i zachcianek innych, dźwigają swoiste
brzemię.”
„Można
definiować człowieka poprzez jego czyny bądź też poprzez wybory, jakich by
dokonał, gdyby dane mu było poznać wszystkie okoliczności i konsekwencje.”
Kaspijskie
marzenia, powieść Giny B. Nahai, opowiada o
podziałach: między bogatymi a biednymi, między Wschodem a Zachodem, a także
między ludźmi zdolnymi do głębokich uczuć i tymi, którzy nie potrafią (lub nie
chcą) ich doświadczać. Akcja rozpoczyna się około dekady przed islamską
rewolucją w Iranie w 1979 roku, od propozycji małżeństwa, która od samego
początku skazana jest na nieuchronną porażkę.
Omid,
co w języku perskim oznacza „nadzieja”, to młody mężczyzna pochodzący z
zamożnej żydowskiej rodziny z Teheranu. Wybiera Bahar (jej imię znaczy
„wiosna”) – dziewczynę z klasy robotniczej, przypadkowo spotkaną na ulicy,
ponieważ uważa ją za osobę „bezpieczną”: łatwą do zdobycia, gotową wyjść za
niego bez wahania ze względu na jego pozycję i to, co może jej zaoferować. Omid
zakłada, że Bahar nie będzie stawiać żadnych wymagań, a już na pewno nie
emocjonalnych. Towarzyszy mu silnie posiniaczone ego: dziewczyna, którą miał
poślubić, zerwała zaręczyny. Ten pozornie pragmatyczny wybór odsłania jednak
głębszy dramat – lęk przed bliskością, instrumentalne traktowanie drugiego
człowieka oraz złudzenie, że hierarchie społeczne mogą zagwarantować kontrolę
nad uczuciami. „Omid radzi sobie z życiem tak, jak Amerykanie radzą sobie ze
śmiercią – w sposób elegancki, a nawet z gracją, jednakże bez nadmiernej
uczuciowości”. Nahai z subtelnością pokazuje, jak osobiste decyzje bohaterów
splatają się z napięciami społecznymi i historycznymi, zapowiadając nie tylko
prywatną katastrofę, lecz także nadchodzący rozpad świata, który wydawał się
trwały.
Ma rację. Bahar wychodzi za niego, ponieważ od zawsze marzyła o księciu, który zabierze ją do lepszego życia. Jej ojciec, w młodości uczeń kantora, nie stanął na wysokości zadania i nie zdołał zaspokoić swoich ambicji śpiewaka solisty prowadzącego zbiorowe modlitwy; zaczął śpiewać na weselach i pogrzebach. Jej matka była krawcową; przyjmowała zlecenia od bogatych żydowskich i muzułmańskich kobiet. Jaka była to partia dla chłopaka z bogatej rodziny? Całe miasto mówiło o krawcowej, która nie umie szyć, i o śpiewaku, który nie potrafi śpiewać, i jeszcze – gdyby komuś było mało – o bracie, który udaje muzułmanina, i o drugim, który udaje, że żyje. To wszystko szczera prawda, ta rodzina była dziwna nawet jak na standardy obowiązujące na ulicach Teheranu. Bahar jak i Omid jednak szybko zostają uwięzieni w bezlitosnym, jałowym emocjonalnie związku; „(…) małżeństwa są zawierane i trwają, gdyż rozwód nie wchodzi w rachubę; mężowie są zadowoleni, a żony nie mają innego wyboru, jak być im posłuszne. Nikt nie oczekuje od życia, że będzie >szczęśliwe<.” Omid znajduje drogę ucieczki, zakochując się w innej kobiecie; Bahar takiej możliwości nie ma. Historię tę opowiada ich jedyne dziecko – Yaas (jej imię oznacza „jaśmin”), introwertyczna dziewczyna, której postępujący ubytek słuchu pozostaje w bezpośrednim, niemal symbolicznym związku z rozpadem małżeństwa rodziców. W świecie przedstawionym tej powieści głębokie uczucia są zagrożeniem, a wrażliwość okazuje się słabością. Pod koniec książki jedynymi osobami, które nie zostają całkowicie zniszczone, są ci, którzy niewiele czują. Dowiadujemy się, że emocjonalnie zahamowany Omid – którego imię, ironicznie, oznacza „nadzieję” – ostatecznie doświadcza namiętności z Nijaz, swoją kochanką, lecz nigdy nie zostajemy dopuszczeni do jego wnętrza, by tę przemianę przeżyć razem z nim. O Nijaz, wychowanej w zaniedbaniu mimo zamożności rodziny, wiemy niewiele. Ma dość nieustannych przeprowadzek i drażni ją irańska skłonność do funkcjonowania w szczelnych, rodzinnych kręgach. Ojciec wysłał ją do Anglii do szkoły z internatem, w istocie do sierocińca dla dzieci bogaczy, którzy nie chcieli być rodzicami. Nigdy jednak nie dowiadujemy się, co naprawdę czuje do Omida. Jest piękna, lecz emocjonalnie nieprzenikniona, niemal drewniana, a przez to idealnie dopasowana do jego chłodu.
Sedno
tej opowieści oraz przenikającego ją bólu tkwi w losach Yaas i Bahar. Bahar
usiłuje walczyć z rozczarowaniami małżeństwa: gdy mąż zabrania jej ukończenia
szkoły, próbuje się sprzeciwić; gdy w salonie piękności do którego chodzi jej
rywalka odmawiają jej wizyty, uparcie czeka kilka godzin na swoją kolej; gdy
Omid zaczyna mówić o odejściu, odmawia mu prawa do wygłoszenia pożegnalnej
tyrady. Jednocześnie ignoruje narastające problemy ze słuchem córki, żywiąc
złudną nadzieję, że same przeminą. W tej ucieczce od rzeczywistości powiela
mechanizmy przemocy i wyparcia, które sama próbuje przezwyciężyć. Jednak
przekonanie jej rodziny, że należy „ukrywać straty i robić wszystko, by nie
dopuścić do większych”, w jej przypadku nie działa. Yaas tymczasem pragnie miłości
i akceptacji ze strony rodziców zbyt pochłoniętych własnymi problemami, aby móc
jej je ofiarować. Kurczowo trzyma się niemożliwych nadziei – że wydarzy się
cud, który scali rodzinę, przywróci jej słuch i uczyni ją kimś naprawdę
kochanym. Podobnie jak Bahar, próbuje naginać rzeczywistość do innej wersji,
bardziej znośnej – i podobnie ponosi porażkę.
Nahai
z niezwykłą sugestywnością odtwarza zapachy, gesty i codzienne rytuały starej
dzielnicy Teheranu. Przykładem jest pokojówka Ruby, która maluje sobie sztuczne
znamię, polewa piersi perfumami i zakłada przezroczysty czador, by zejść na
ulicę i spotkać się z kochankiem. Yaas wspina się na drzewo w ogrodzie i objada
się morwami, aż jej dłonie stają się lepkie od soku. Te zmysłowe detale budują
świat intymny, cielesny, pulsujący życiem mimo narastającego bólu. Autorka nie
stroni jednak także od tego, co okropne i niepokojące. W rodzinie Bahar jest
siostra, którą mąż-psychiatra regularnie bije i zamyka w gołębniku, oraz brat,
który zginął w wypadku drogowym, a którego duch, ubrany w starą koszulę i
zgniłe buty, nawiedza dom niczym materialny ślad niewypowiedzianej traumy.
Przemoc i śmierć nie zostają tu wyparte; wracają pod postacią obsesji, widm i
rodzinnych legend. Rodzina Omida z kolei tak obsesyjnie dba o pozory
przyzwoitości, że graniczy to z groteskowym okrucieństwem. Wśród sąsiadów
pojawiają się tajemniczy naziści, półobłąkana ofiara szachowskich komnat
tortur, kradnąca włosy martwym dziewicom, oraz średniowieczny w duchu
sprzedawca butów, aspirujący gwiazdor rocka, noszący koszule coraz szerzej
rozpięte na rosnącym brzuchu i romansujący z zadziorną kurdyjską pokojówką
Bahar. Ten barwny, momentami absurdalny korowód postaci odsłania społeczeństwo
na skraju rozpadu, w którym represja, pożądanie i szaleństwo współistnieją tuż
pod cienką warstwą konwenansu.
Elementy
realizmu magicznego w Kaspijskich marzeniach nie są ornamentem ani
ucieczką w fantazję, lecz sposobem mówienia o tym, co w rzeczywistości zbyt
bolesne, by dało się wypowiedzieć wprost. Duch zmarłego brata, krążący po domu
w starej koszuli i zgniłych butach, nie tyle straszy, ile ucieleśnia nierozliczoną
żałobę i rodzinne milczenie. On także pomagał swoim rodzicom utrzymać swą
głuchotę w tajemnicy, chronił swoje siostry przed wyrokami ferowanymi przez
świat zewnętrzny, który nie zna przebaczenia, usuwa się w cień po to, by innym
łatwiej się żyło, aż wreszcie ginie pod kołami samochodu. To, że posłusznie
nabrał wody w usta, pomogło jego rodzinie, lecz zarazem obrabowało go z
historii, jaką powinien opowiedzieć, z historii będącej jego życiem. Bez niej
na zawsze pozostał zaledwie chłopcem, który umarł w młodym wieku. Istniał tylko
w pamięci rodziców, którym złamał serca, odebrał wszelki śmiech, do jakiego
byli być może zdolni. Podobnie narastająca głuchota Yaas – choć fizyczna i
realna –nabiera wymiaru niemal metafizycznego: cisza staje się przestrzenią, w
której dziecko chroni się przed krzykiem, przemocą i emocjonalną pustką
dorosłych. Dziewczynka straciła ojca w ten sam sposób, w jaki straciła słuch i
zaufanie matki. Co ciekawe, na końcu książki autorka wyjaśnia, że imię Yaas
znaczy nie tylko „jaśmin”, lecz także „rozpacz”. Przysięgła matce, że nie
dopuści do tego, by ktokolwiek się dowiedział, że ona też traci słuch. Tak
długo strzegła tego sekretu, aż stał się jej jedynym przyjacielem. Sądziła, że
zaprzeczenie i milczenie ochronią ją oraz matkę. Realizm magiczny pozwala
Nahai zawiesić granicę między tym, co rzeczywiste, a tym, co wyobrażone,
pokazując, jak bohaterowie – zwłaszcza Bahar i Yaas – przekształcają świat, by
móc w nim przetrwać. Fantastyczne pęknięcia w realistycznej narracji okazują
się odpowiednikami psychicznych mechanizmów obronnych: wyparcia, iluzji,
nadziei graniczącej z obsesją. To właśnie dzięki nim codzienność starego
Teheranu – pełna zapachów, ciał i rutyn – zyskuje wymiar mitu, a prywatne
dramaty urastają do rangi opowieści uniwersalnej. W tej perspektywie realizm
magiczny staje się językiem traumy i dziecięcej percepcji świata: rzeczy
nienazwane powracają jako widma, a niespełnione pragnienia przybierają kształt
cudów, na które bohaterki czekają mimo wszystko. Magia nie przynosi tu
ocalenia, pozwala jednak nazwać stratę i nadać jej sens, zanim historia i
polityka bezpowrotnie zmienią porządek ich życia. W ten sam porządek znaczeń
wpisuje się postać drugiego brata Bahar. Żyje on marzeniem, że zostanie wielkim
artystą estradowym. Od lat włóczy się po ulicach, przesiaduje w kawiarniach, a
po powrocie do domu opowiada, że spotkał kogoś znanego z telewizji i że wkrótce
ten ktoś zaproponuje mu pracę. Dla otoczenia pozostaje wariatem i marzycielem –
figurą życiowej porażki. Gdy pewnego dnia zapytano go, czy naprawdę wierzy w
to, co opowiada, odpowiedział, że oczywiście nie. Dodał jednak, że sama
nadzieja, iż tak mogłoby się stać, pozwala mu dalej żyć. „Zna cenę marzeń i
ścigania ich bez względu na koszty”. Nie jest więc jedynie naiwnym fantastą,
lecz postacią tragiczną: świadomie wybiera iluzję, ponieważ tylko ona nadaje
sens jego istnieniu. Jego wyznanie pokazuje, że marzenia nie muszą być
prawdziwe, by były życiodajne – wystarczy, że umożliwiają przetrwanie
codzienności. To bohater, który rozumie złudność własnych nadziei, a mimo to
nie potrafi – i nie chce – się ich wyrzec.
Bahar
od samego początku nie potrafiła zaakceptować faktu, że urodziła córkę. Na
wiele tygodni przed narodzinami Yaas kupowała ubrania i zabawki przeznaczone
dla chłopca, będąc głęboko przekonana, że nosi pod sercem syna. Na sali
porodowej płakała i krzyczała, że wszyscy się mylili co do płci jej dziecka:
wróżki, ciotki i dalsze krewne, żaden z wyznaczników, ani karty tarota, ani
wzory z fusów po kawie, ani inne znaki nie zdołały trafnie przewidzieć, że w
rodzinie Arbabów urodzi się dziewczynka. Bahar do końca wierzyła, że urodzi
chłopca, dlatego narodziny córki stały się dla niej doświadczeniem bolesnego
rozczarowania. Płakała nie tylko w szpitalu, lecz także długo po powrocie do
domu. Dziewczynka przez lata słyszała od matki, że to przez nią jej możliwości,
jakkolwiek skromne były jeszcze przed narodzinami dziecka, zmalały niemal do
zera. Bahar utraciła bowiem pozycję matki dziedzica rodu, a wraz z nią resztki
społecznego znaczenia i nadziei na lepszą przyszłość. Córka od najmłodszych lat
obarczana była winą za niespełnione ambicje matki, za życie, które nie
potoczyło się zgodnie z oczekiwaniami. W ten sposób Gina B. Nahai pokazuje
mechanizm przemocy przekazywanej z pokolenia na pokolenie: matki, same
ukształtowane przez patriarchalny porządek, karzą swoje córki za sam fakt bycia
dziewczynkami. Czynią to nie poprzez otwartą brutalność, lecz przez zasiewanie
w ich niewinnych sercach strachu, poczucia winy i rozczarowania. Odbierają im
nadzieję, skazując je na powtórzenie losu, który wcześniej stał się udziałem
ich matek i babek. To cicha, codzienna przemoc, która nie pozostawia widocznych
ran, ale na trwałe kształtuje tożsamość bohaterek.
To
barwna galeria postaci ekscentrycznych. Gdy jednak niemal wszyscy są dziwaczni,
szaleni, przygnębieni, targani myślami samobójczymi albo emocjonalnie
wyjałowieni, trudno się z kimkolwiek naprawdę utożsamić. Czytelnik proszony
jest o współczucie wobec Yaas, która przez większą część powieści kurczowo
trzyma się wiary, że mimo rozpadu życia wokół niej wszystko jeszcze może się
naprawić. Jak jednak mówi jej wujek już na początku: „Możesz mieć nadzieję, ile
chcesz. To nie znaczy, że wygrasz”.
Yaas
ostatecznie się poddaje i dokonuje skrajnego aktu autodestrukcji – gestu
zapowiadanego od pierwszych stron książki. Ten finał nie jest zaskoczeniem,
lecz logicznym domknięciem świata, w którym nadzieja nie ma realnego oparcia, a
cierpienie narasta bez możliwości rozładowania. Motyw jednego błędnego ruchu, w
tym przypadku małżeństwa, który nieodwracalnie zatruwa wszystko wokół, może
wydawać się szczególnie bliski czytelnikom z Iranu. Obsesja na punkcie dawnych
tragedii, powracających jak niezamknięte rany, stanowi tam swoisty kulturowy
refren, obecny zarówno w myśleniu politycznym, jak i w estetycznych wyborach: w
kinie, literaturze, narracjach rodzinnych. Dla zachodniego czytelnika ta
nieustanna rozpacz może być jednak trudniejsza do przyjęcia, pozbawiona
katharsis, niemal bezlitośnie konsekwentna. Nawet ogród rodzinny zaczyna
obumierać i żadne podlewanie nie jest w stanie go ocalić. W świecie Kaspijskich
marzeń przetrwanie okazuje się udziałem wyłącznie postaci bezdusznych lub
emocjonalnie zamkniętych. Reszta płonie, gnije albo wysycha, tak jakby
sama zdolność do odczuwania była wyrokiem, a gaśnięcie nadziei stanowiło jedyne
możliwe zakończenie.
Polecam
również:
Pawi
krzyk: Książki
i Psychoanaliza: Wyniki wyszukiwania: pawi krzyk
Księżyc
i anioł: Książki
i Psychoanaliza: Wyniki wyszukiwania: Księżyc i anioł
Niedzielna
cisza: Książki
i Psychoanaliza: Wyniki wyszukiwania: Niedzielna cisza
[1] To określenie bywa używane w literaturze
i eseistyce anglosaskiej na opisanie poczucia bezsennej rozpaczy, niepokoju czy
egzystencjalnego kryzysu, który najczęściej dopada człowieka w środku nocy.



