„ZŁUDA”
Carmen Laforet
Autorka/ (ur. 6 września 1921 w Barcelonie, zm. 28 lutego 2004 w Madrycie)
– hiszpańska powieściopisarka i nowelistka, najbardziej znana z głośnej
debiutanckiej powieści Złuda. Dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w
okresie wojny domowej na bezpiecznych Wyspach Kanaryjskich, gdzie kształciła
się w Las Palmas. Po powrocie do Barcelony (1940) studiowała na tamtejszym
uniwersytecie filozofię i literaturę. Następnie (1942) przeniosła się do
Madrytu, gdzie studiowała prawo. W 1944 odniosła niespodziewanie wielki sukces
literacki swą pierwszą powieścią Złuda, za którą przyznano jej Nagrodę
im. Eugenio Nadala.
Tłumaczenie/ Kalina Wojciechowska
Tytuł oryginału/ es Nada
Tematyka/ Uważana za jedną z najlepszych hiszpańskich
powieści XX wieku Złuda ma zapewnione miejsce wśród wielkich klasyków
współczesnej literatury europejskiej. Swego czasu temat tej powieści był
nowatorski i odważny, ukazywał bowiem brudne, złowrogie środowisko wielkiego
miasta i stosunki rodzinne naznaczone nieufnością i egoizmem. Powieść
postrzegano nawet jako alarmistyczną. Mimo zastosowania w utworze prostej
fabuły i tradycyjnej struktury czasu młoda, 23-letnia autorka dała dowód swego
talentu, tworząc nastrój, w którym dominują plugawe namiętności, przemoc i
nienawiść – przerażające dla głównej bohaterki, Andrei.
Główny motyw/ Andrea, pełna nadziei i złudzeń, podróżuje do
Barcelony, by studiować filozofię i literaturę. Mieszka w domu swojej babci z
krewnymi matki, niezdolnymi do okazywania uczuć oraz pozbawionymi psychicznej i
moralnej równowagi. Miłośnik muzyki Roman to groźny maniak zamieszany w
przemyt, który kończy się samobójstwem; niespełniony malarz okazuje się tyranem
znęcającym się nad swoją żoną, a niezrównoważona Angustias tłumi swoje
frustracje w klasztorze. Niesprzyjające okoliczności powodują, że Andrea ma
poczucie długu wobec osób, które ją przygarnęły.
Cytaty z książki charakteryzujące problematykę
utworu:
„Wszystko wydawało się niezgodne z moją wyobraźnią
(…).”
„Przyjemnie jest patrzeć, jak śpią ci, których się
kocha.”
„Tykanie zegarka budzi dziś we mnie mocniejsze
wzruszenie niż wycie wiatru wśród skał.”
„Po raz pierwszy odczułam, choć tego nie
rozumiałam, że zainteresowanie, które wzbudza jakaś osoba, i szacunek — to dwie
rzeczy, nie zawsze idące w parze.”
„Tak, czasami myślę, że przyjaźń jest lepsza niż
uczucie rodzinne. Czasami można się bardziej przywiązać do kogoś zupełnie obcej
krwi.”
„Któż jest na tym pięknym i plugawym świecie dość
interesujący, żeby go ścierpieć?”
„Nie będziesz nic potrzebowała, kiedy ten dom i
jego sprawy przytępią twoje uczucia…”
„Barcelona! Taka wspaniała i taka bogata, a jednak
jak ciężkie tu może być życie!”
„Mnie się podobają ludzie, którzy patrzą na życie
inaczej niż wszyscy, którzy mają inny sąd o rzeczach niż większość ludzi…”
„(…) człowiek porusza się zawsze w tym samym kręgu
osób, choćby nie wiem ile robił obrotów.”
„Kto może zrozumieć tysiące nici, które łączą
ludzkie dusze, i pojąć, dokąd sięgają słowa?”
„Może sens życia dla kobiety polega wyłącznie na
tym, że ktoś ją odkryje, spojrzy na nią w taki sposób, że ona sama poczuje się
ładna i promienna? Nie na patrzeniu, nie na słuchaniu cudzych słów, lecz na
przeżywaniu własnych uczuć i wrażeń, własnych rozpaczy i radości. Własnej
złości lub dobroci…”
„Większe tragedie rozgrywały się obok mnie, a mimo
to pozostałam wobec nich obojętna aż do szyderstwa.”
„Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że wszystko ma
dalszy ciąg, szarzeje, niszczy się jeszcze za życia. Że nasza historia kończy
się dopiero ze śmiercią — z rozkładem ciała…”
Wojna domowa dobiegła końca, ale
Hiszpania nadal cierpiała z powodu jej następstw, gdy Andrea przyjechała do
Barcelony ze swojego prowincjonalnego miasteczka, aby studiować literaturę na
uniwersytecie. Była zafascynowana aurą tego magicznego miasta, ponieważ miała
tylko mgliste dziecinne wspomnienia z wcześniejszych wizyt u swoich bogatych
krewnych. Nic nie mogło tak uspokoić i zachwycić jej wyobraźni, jak to miasto
gotyckie, wynurzające się ponad wilgotnymi domami zbudowanymi bez żadnego stylu
pośród czcigodnych kamieni, powleczonych już uroczystą patyną wieków, jakby i
one zaraziły się pięknością bazyliki Sagrada Familia. Była sierotą, żyjącą ze
skromnego stypendium przyznanego jej przez państwo, aby umożliwić jej naukę.
Kiedy przybyła do domu babci w środku nocy, odkryła, że rodzina nie jest już
bogata – wręcz przeciwnie. Dom był stary, zaniedbany, brudny, przepełniony
meblami i bibelotami, reliktami tego, kiedy rodzina była właścicielem całego
domu, zanim musieli podzielić go na dwie części i sprzedać drugą połowę.
Rodzinę otaczała taka sama gotycka aura, jak ich dom. Babcia była bardzo stara
i słaba, a jej umysł zaczynał zawodzić. Ciotka Angustias była surową religijną
dewotką, zdeterminowaną, aby utrzymać standardy przeszłości, nalegając, aby
Andrea była jej posłuszna we wszystkim. Dwaj synowie babci, Juan i Roman,
wydawali się być w nieustannej walce, która często prowadziła do dość
ekstremalnej przemocy, nie tyle wobec siebie, co do najbliższych, na przykład
Juan wyładowywał swój gniew i frustrację na swojej żonie, Glorii, którą rodzina
uważała za społecznie niższej klasy. W rodzinie panowała ogólna atmosfera
szaleństwa – tylko Gloria, outsiderka, wydawała się twardo stąpać po ziemi. W
ciągu następnego roku Andrea stopniowo poznaje sekrety każdego członka rodziny
i zaczyna rozumieć, co doprowadziło ich do obecnego stanu, rozkładu i
wzajemnego antagonizmu.
Książka była napisana pod
ograniczeniami wciąż nowej dyktatury generała Franco, dlatego Carmen Laforet
unika w niej jawnej dyskusji na temat polityki i wojny domowej, samego
ówczesnego reżimu, ale wyraźnie pokazuje deprywację i ubóstwo, z którymi
borykało się w tym czasie wielu Hiszpanów. Pokazuje jednak również, że nie jest
to żadne usprawiedliwienie – wiele rodzin radziło sobie w tej nowej
rzeczywistości dość dobrze nie popadając w żadną patologię. Autorka jakby
sugeruje nam, dlaczego bracia Ramon i Juan wybrali złą stronę w wojnie domowej,
i chociaż Juan próbował temu zaradzić, zmieniając strony konfliktu, ale dopiero
wtedy, gdy stało się jasne, kto okaże się zwycięzcą w tej bratobójczej wojnie.
Autorka nie wydaje własnego osądu na temat tego, kto miał rację, a kto nie, ale
intrygujące jest to, dlaczego posiada aż tak negatywne zdanie na temat
upadającej rodziny, która przed wojną była bogata i szanowana. Jest znacznie
mniej cyniczna w stosunku do ludzi, którzy radzili sobie całkiem dobrze pod
rządami frankistów. Czy można wyczytać w powieści coś więcej niż tylko to, że
autorka chciała, aby książka przeszła przez cenzurę? Nie jestem w stanie tego
ocenić.
Barcelona w powieści jest fascynująca,
jednak zimna i wymagająca. Obnażona. Odarta z bezkrytycznego przeżywania i
magii zaułków. Miasto przypomina bohaterkę książki, samotną, pokrzywdzoną młodą
dziewczynę z andaluzyjskiej prowincji, która po śmierci matki przyjeżdża do
Barcelony na studia w poszukiwaniu siebie, z nadzieją na szczęśliwą odmianę
losu. I tak oto przez całą powieść śledzimy niezwykle trudną walkę o siebie:
emigrantka w starciu ze swoimi zupełnie nowymi emocjami, a wszystko to w
scenerii miasta, którego mroczne tętno jest zarówno przygodą, jak i ogromnym
wyzwaniem. Sama pisarka w późniejszych wypowiedziach przyrównuje Barcelonę do
książki, która wydaje się tworzyć całość, ale gdy się ją otwiera, rozpada się.
Jedną z silnych przyjaźni Carmel
Laforet była jej relacja z Karoliną Babecką, polską emigrantką. Ojciec
Babeckiej był Polakiem, matka pochodziła z Katalonii. Na początku wojny cała
rodzina uciekła do Barcelony, gdzie Polka zajmowała się szpiegowaniem przeciwko
Niemcom i pomocą w ucieczkach polskich żołnierzy, które organizowali
funkcjonariusze polskiego konsulatu honorowego. Choć Złuda jest
powieścią fikcyjną, zawiera elementy autobiograficzne i w przyjaźni Andrei,
bohaterki powieści z Eną można się dopatrzeć inspiracji relacją pisarki z
Karoliną Babecką. Bohaterka książki, mimo że ma zapewniony dach nad głową,
skazana jest na obłęd i dziwactwa dalszej rodziny z ulicy Aribau, u których
zamieszkuje. Jej entuzjazm spowodowany wrażeniami z nowego miasta opada i
zaczyna się zmieniać w pesymizm i zgorzknienie. Przyjaźń z Eną jest dla niej
wybawieniem od toksycznego środowiska, a sama Ena wzorem do naśladowania. To
dzięki nowej bratniej duszy na nowo rodzi się w niej optymizm i chęć odkrywania
miasta, przyjaciółka wprowadza ją w nowe środowisko uniwersyteckie i dodaje
życiu blasku. Choć spośród głównych bohaterek Złuda tylko Andrea jest
emigrantką, której poczucie wyobcowania zostaje nakreślone z wielką siłą,
pisarka i jej polska przyjaciółka znalazły się w podobnych okolicznościach,
choć z różnych powodów. Babecka uciekła wraz z rodziną przed wojną, Laforet
przed macochą, która „przez swoją okrutną zazdrość nie pozwalała nawet na
chwilę pobytu ojca z córką sam na sam”. Stały się nierozłączne.
Książka uważana jest za klasykę literatury egzystencjalnej i część hiszpańskiego tremendyzmu, który najwyraźniej charakteryzował się tendencją do podkreślania przemocy i groteski. Warto poznać, czym jest ten styl literacki, ponieważ z pewnością groteskowość i przemoc w książce nabiorą dla nas większego sensu. Jeśli chodzi o egzystencjalizm, to dla wielu bohaterów niewątpliwie istnieje egzystencjalny niepokój, ale sama Andrea wydaje się być nietknięta – przez większość czasu czuje się bardziej obserwatorem niż samą uczestniczką i mimo młodego wieku często wydaje się bardziej dorosła niż dorośli wokół niej. Istnieje również poczucie absurdu, które w jakiś sposób sprawia, że przemoc wydaje się niemal groteskowa, dzięki czemu nie jest tak ponura w tonie, jak sugeruje gotycka treść. W rzeczywistości przez większość czasu przewija się przez nią dość silna tendencja do czarnego humoru.
Nie jestem pewny, czy naprawdę w pełni
zrozumiałem tę książkę – czytelnikom, którym brak jest znajomości konwencji
zarówno egzystencjalizmu, jak i tremendyzmu, książka może sprawić trochę
trudności w zrozumieniu, można przegapić wiele niuansów, które byłyby
jaśniejsze dla ludzi przesiąkniętych tymi szkołami, a niezbędna ostrożność
Laforet wokół ówczesnej polityki utrudnia nam czytelnikom umieszczenie jej w
politycznym spektrum, co oznacza, że nie możemy do końca powiedzieć, jak
stronnicze były jej przedstawienia różnych części społeczeństwa, które
występują w powieści.
Podobała mi się groteskowa rodzina,
ich walki i rywalizacja, i chociaż myślałem, że Laforet nie daje nam wiele
obrazów z codziennego życia Barcelony, zamiast tego przywołuje atmosferę niemal
halucynacyjnej, nieco koszmarnej nierzeczywistości, która moim zdaniem była
bardzo skuteczna w symbolizowaniu miasta pogodzonego z następstwami wojny, w której
obywatele walczyli i zabijali się nawzajem na ulicach zaledwie kilka lat
wcześniej. Nie ma poczucia powrotu do status quo sprzed wojny – Andrea wydaje
się być uosobieniem nowego pokolenia patrzącego z zainteresowaniem na
przeszłość, ale bez chęci jej ponownego przeżywania. Książka została napisana w
1945 roku, wciąż zbyt wcześnie, aby ktokolwiek mógł wiedzieć, jak rozwinie się
powojenna Hiszpania, a to poczucie niepewności wydaje się być uchwycone w braku
wizji Andrei na temat jej własnej przyszłości.
Widzimy przepaść, która oddziela
bogatych od biednych, a rodzina Andrei zalicza się do tej drugiej kategorii.
Żyli w brudzie, w ciasnocie i powoli dokańczali swój biedny żywot. Ale
czytelnik ma wrażenie, że ich ubóstwo jest ich własnym dziełem. Mieszkańcy
małego mieszkania przy ulicy Calle de Aribau są aktorami w makabrycznym,
współzależnym dramacie. Sadystyczny i manipulacyjny wujek Roman to planeta,
wokół której inni krążą jak droga asteroidów, zderzają się i rozbijają, co
wprawia go w rozbawienie. Istnieje też szalony wujek Juan, oraz Gloria jego
maltretowana żona i ich dziecko (zawsze jakby na skraju śmierci); do tego
pobożna i obłudna ciotka Augustias; groteskowa pokojówka Antonia, niewolniczo
oddana Romanowi; niejasna, słodka babcia Andrei. Złuda wydaje się być
opowieścią gotycką.
Dom jest pełen napięć i walk, często z
powodu starych nieporozumień, które rozciągają się przez wiele lat. Podłoże
artystycznej i romantycznej zazdrości napędza konflikt Romana i Juana, ponieważ
Roman był kiedyś w romantycznym związku z Glorią. W końcu ciotka Angustias
ucieka z domu, przenosząc się do klasztoru, aby nie być świadkiem nieporozumień
oraz aby uniknąć konfrontacji z powodu sekretu o długotrwałym, niefortunnym
romansie z żonatym mężczyzną. Andrea dowiaduje się o podejrzanych działaniach
członków swojej rodziny. Podąża za swoim wujkiem Juanem, który pewnej nocy
zaczął śledzić Glorię, która poszła do baru swojej siostry tylko po to, aby ją
prosić o pożyczenie pieniędzy na lekarstwo dla dziecka. Tam dowiadują się, że
większość pieniędzy, które Juan rzekomo zarobił na sprzedaży swoich obrazów,
została faktycznie zarobiona przez „hazard” Glorii w barze, z sugestią, że
wspomniany „hazard” jest prawdopodobnie przykrywką dla prostytucji Glorii.
Tymczasem Roman zarabia pieniądze, nielegalnie sprzedając towary na czarnym
rynku.
Na uniwersytecie Andrea zaprzyjaźnia
się z zamożną i charyzmatyczną młodą dziewczyną o imieniu Ena. Chociaż ich
różnica w statusie społecznym tworzy lekkie niedopasowanie między dwiema
dziewczynami, stają się bardzo sobie bliskie. Rodzice Eny często zapraszają
Andreę na kolację, Andrea z ochotą dołącza do Eny i jej chłopaka Jaime do
wspólnych wycieczek. Chociaż Ena kocha Jaime, w końcu zrywa z nim,
ponieważ ma inny plan, chce zostać kochanką wuja Andrei, Romana. W dalszej
części powieści matka Eny ujawnia, że spotykała się z Romanem, gdy była młodą
dziewczyną. Andrea w końcu dowiaduje się, że związek Eny z Romanem jest
wykorzystywany tylko do zemsty za złe traktowanie jej matki wiele lat temu.
Związek Eny z Romanem sprawia, że z czasem przyjaciółki oddalają się od siebie.
Po jakimś czasie Andrea zaprzyjaźnia się z kolegą ze studiów. Pons (bo tak ma
na imię ten chłopak) należy do grupy młodych artystów i filozofów z
barcelońskiej bohemy, z których wielu wywodziło się z bogatych i inteligenckich
rodzin. Gdy Andrea zbliża się do grupy, zdaje sobie sprawę, że Pons jest w niej
zakochany. Dziewczyna dostrzega w tym szansę dla siebie, przecież tą znajomość
może wykorzystać do ucieczki od życia w tej zaburzonej i niebezpiecznej
rodzinie. Ostatecznie postanawia porzucić grupę znajomych, ponieważ zaczyna
postrzegać ich jako pretensjonalnych, rozczarowujących i próżnych. „Jedni rodzą
się, żeby żyć, inni po to, aby pracować, a jeszcze inni, żeby przyglądać się
życiu. Mnie przypadła mała i przyziemna rola obserwatora. Nie sposób wyjść z
tego kręgu. Nie sposób się wyzwolić. Straszne cierpienie było dla mnie w tej
chwili jedną rzeczą realną” — stwierdza Andrea.
Warto w tym miejscu otworzyć nawias:
dominujący współcześnie sentymentalny skrypt narracyjny może się wydawać
zaskakujący, biorąc pod uwagę fakt, że pisarstwo kobiet w Hiszpanii ma ciekawą
„buntowniczą” tradycję, zapoczątkowaną w latach powojennych właśnie przez
Carmen Laforet. Laforet wprowadziła do literatury nowy typ bohaterki,
odbiegający od miłosnych narracji pisanych i powszechnie czytanych przez
kobiety w latach 40. XX wieku. Bohaterka Złudy, Andrea, jest
myślącą samodzielnie, niezależną młodą kobietą, która nie godzi się na
podporządkowanie swojego życia tradycyjnym wzorcom, rysującym się jako
alternatywa między mieszczańskim małżeństwem a religijną rezygnacją.
Pluskwy atakują pokoje, a postacie
mają przebarwione zęby; dziecko Glorii prawie umiera na zapalenie płuc, chorobę
niedożywionych. Są to przebłyski poważnych niedostatków, które, jak twierdzi
historyk Miguel Ángel del Arco Blanco, Franco wykorzystał do konsolidacji
swojej władzy. Pod rządami Franco dzieła literackie podlegały ścisłej cenzurze
egzekwującej konserwatywne wartości i faszystowską narrację wojny domowej. Jak
to czasami bywa ze sztuką tworzoną w ograniczonych okolicznościach, społeczna i
polityczna krytyka osadzona w powieści Laforet jest tym bardziej niezwykła,
biorąc pod uwagę jej twórczą grę z tym, co można, a czego nie można powiedzieć
bezpośrednio. Poza rozproszonymi odniesieniami do wojny rzadko wymienia się
sytuację polityczną. Jednak atmosfera jest przytłaczająca: ze ścian sączy się
wilgoć, żaluzje zasłaniają światło dzienne. Nawet samo powietrze jest ciężkie.
Życie rodzinne to gotycki koszmar, replikowany za tysiącem „zaciemnionych
balkonów” w Barcelonie i poza nią.
To mieszkanie i inne podobne, to
„nawiedzone” domy zamieszkane przez „duchy” dawnej przemocy – ale także przez
ocalałych. Wojna domowa nastawia sąsiada przeciwko sąsiadowi, brata przeciwko
bratu. Próbują żyć obok siebie, pozornie nierozwiązywalny konflikt między
Juanem i Romanem pokazuje, jak przemoc można ujarzmić lub udomowić, a mimo to
wciąż bąbelkuje pod powierzchnią. Dla Andrei jedyną ulgą od duszącego
mieszkania jest uniwersytet. Tam zaprzyjaźnia się z ludźmi w jej wieku, którzy
zapewniają komfort psychiczny z dala od upiornego świata, w której żyje jej
rodzina. W bezbronnej z pozoru dziewczynie drzemie jednak siła, która chroniła
ją przed rozpaczą i żądzą zemsty za doznane upokorzenia i krzywdy.
Istnieje pewnego rodzaju fabuła,
odnosząca się do wujów i ich przeszłości, a także jest to rodzaj historii o
dojrzewaniu Andrei. Ale obie te rzeczy są drugorzędne w stosunku do ogólnego
charakteru książki – polityka ciąży nad powieściowym światem niby złowieszcza
cisza; jest jak złośliwy nowotwór, który toczy i niszczy wszystko bez wyjątku:
zatęchły uniwersytet, skostniałe mieszczańskie rodziny, kryjące moralną
zgniliznę pod pancerzem dobrych manier, zagubionych młodzieniaszków, którzy nie
wiedzą co robić i dokąd się zwrócić, by uciec z tego piekła nudy, ograniczeń,
lęków, prowincjonalnych uprzedzeń i niesłychanego zamętu. Przeczytałem książkę
już jakiś czas temu i utkwiła mi w pamięci, rosnąc w siłę, im więcej o niej
myślałem, stopniowo zacząłem ją bardziej doceniać i rozpoznawać, dlaczego jest
uważana za klasykę najwyższej jakości.



