08 maja 2026

Grek Zorba

 

„Grek Zorba”

Nikos Kazantzakis

Autor/ Nikos Kazantzakis to dla wielu najwybitniejszy grecki pisarz XX wieku, a zarazem jeden z najczęściej tłumaczonych twórców swojego pokolenia. Geniusz literacki Kreteńczyka został w pełni doceniony dopiero pośmiertnie   zwłaszcza po światowym sukcesie ekranizacji jego powieści Grek Zorba. Jeśli twórczość Kazantzakisa opisać jednym słowem, byłoby to greckie patos. Jego dzieła są namiętne, surowe, buntownicze, nieprzewidywalne i często mistyczne jak sama Kreta, z której pochodził. Jego droga do pisarstwa rozpoczęła się podczas studiów filozoficznych w Paryżu, gdzie został uczniem słynnego Henriego Bergsona. To właśnie w tym okresie zafascynowała go filozofia Nietzschego, która głęboko wpłynęła na jego twórczość i poglądy.

Tłumaczenie/ Nikos Chadzinikolau

Język oryginału/ el Βίος και πολιτεία του Αλέξη Ζορμπά

Tematyka/ Grek Zorba, po raz pierwszy opublikowany w 1946 roku, to z jednej strony historia greckiego robotnika imieniem Zorba, namiętnego miłośnika życia, oraz bezimiennego narratora, który towarzyszy mu w podróży na Kretę, gdzie wspólnie podejmują pracę w kopalni węgla brunatnego. To także opowieść o mężczyznach i kobietach z miasteczka, w którym się osiedlają. Z drugiej strony jest to historia o Bogu i człowieku, Diable i Świętych, o walce ludzi o odnalezienie duszy i sensu życia. To powieść o miłości, odwadze i wierze. Grek Zorba został uznany za jedno z naprawdę niezapomnianych dzieł literatury, postać tytułowa została wykreowana z rozmachem, w tradycji Falstaffa i Sancho Pansy. Lata nie zgasiły jego zapału ani zdumienia, z jakim reaguje na wszystko, co przynosi mu życie czy pracując w kopalni, konfrontując się z szalonymi mnichami w górskim klasztorze, barwnie upiększając opowieści o swojej przeszłości, czy oddając się miłości, by uniknąć grzechu. Życie Zorby pełne jest wszystkich radości i smutków, jakie niesie ludzki los, a jego postawa budzi w narratorze głębokie zrozumienie prawdziwego znaczenia człowieczeństwa. To jedna z najważniejszych powieści afirmujących życie w literaturze XX wieku.

Główny motyw/ Powieść opowiada historię przyjaźni narratora z żywiołowym miłośnikiem życia – wojownikiem, poszukiwaczem przygód, muzykiem, kucharzem, górnikiem, gawędziarzem i tancerzem. To właśnie Zorba, opisany przez narratora jako „człowiek, którego tak długo na próżno szukałem”. Spędzają razem rok na Krecie. Zorba zarządza kopalnią, którą narrator finansuje jako przedsięwzięcie mające zbliżyć go do ludzi pracy, tych, których uczciwy i prosty styl życia podziwia, lecz którego sam nie potrafi naśladować. To także opowieść o podbojach miłosnych Zorby najbardziej pamiętna jest Madame Hortense, mocno umalowana, starzejąca się kurtyzana o bujnych kształtach, oferująca obu mężczyznom gościnę i coś więcej. Równolegle toczy się melancholijna „walka o życie i śmierć” narratora, piszącego traktat o Buddzie i oczekującego powrotu Zorby z kopalni, by wspólnie zjeść kolację. Choć powieść rozpoczyna się w kawiarni, gdzie rybacy chronią się przed burzą, a jej akcja rozgrywa się na greckiej wyspie, co czyni ją idealną lekturą na lato, nie jest to historia beztroska. Morze, piasek i namiętności obficie wypełniają jej karty, lecz w ostatniej części nad rozgrzaną słońcem Kretą przesuwa się cień.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Ale gdybym zechciał wyróżnić ludzi, którzy pozostawili głębokie ślady w mojej duszy, może wymieniłbym tylko trzy  cztery osoby: Homera, Bergsona, Nietzschego i Zorbę.”

„(…) Zorba, pełen ciała i kości, w moich rękach stał się atramentem i papierem.”

„Czy jesteś żonaty? (…) Jestem mężczyzną to znaczy ślepcem.”

„Wiele rozkoszy kryje w sobie ten świat  kobiety, owoce, idee.”

„Litość buddyjska, zimna jak wniosek sylogizmu metafizycznego.”

„Mówię ci, dziwny jest ten świat, a człowiek na nim to wielka bestia. Wielka bestia i wielki bóg.”

„Wszystko na tym świecie ma swój ukryty sens. Ludzie, zwierzęta, drzewa, gwiazdy są hieroglifami. Biada temu, kto zechce je odczytać i odgadnąć ich znaczenie…”

„W nic nie wierzę. Gdybym wierzył w człowieka, musiałbym teraz wierzyć w Boga i diabła, a to jest cała historia.”

„Czy czasem nie chcesz pokazać im nowych ciemności? Zostaw im stare, przywykli do nich.”

„Związki legalne są bez smaku jak potrawa bez pieprzu. O czym tu mówić? Cóż to za pocałunek, na który święci patrzą i błogosławią mu.”

„Wszystkie prawa i religie są błędne. Źle traktują kobietę. Odnoszą się do niej surowo, władczo i niesprawiedliwie… Gdybym ja wymyślał prawa, dałbym osobne dla mężczyzn, osobne dla kobiet.”

„Każda wioska ma swojego przygłupka, a jeśli nie, to tworzy go sobie dla rozrywki.”

„Życie w odróżnieniu od śmierci jest pasmem kłopotów.”

„Jeśli kobieta śpi sama, winni są mężczyźni. Wszyscy będziemy za to odpowiadać przed Bogiem w dniu Sądu Ostatecznego.”

„Każdy człowiek wybiera swoją drogę, a ludzie różnią się między sobą jak drzewa. Czy miałeś kiedy pretensje do figowca, że nie rodzi czereśni?”

„Raz jeszcze przekonałem się, jak bardzo prawdziwa jest stara legenda mówiąca o tym, że serce człowieka to czara pełna krwi, z której czerpią ukochani zmarli, padają przed nią i piją krew, aby znów ożyć. Im bardziej byli przez nas kochani, tym więcej naszej krwi wypijają.”

„W religiach, które utraciły moc wiary, bogowie stają się tylko figurami retorycznymi, ornamentami dla ludzkiej samotności lub obrazami zdobiącymi ściany.”

„Widzę wyraźnie, że cała moja mądrość to nic innego jak głupota.”

„Grzech wyznany nie nazywa się grzechem.”

„Sądzę, że za istotę ludzką może uważać się tylko ten, kto chce być wolny.”

„Dawne wzruszenia religijne przekształciły się teraz w doznania estetyczne. Dzikie plemiona wierzą, że instrument muzyczny, nieużywany do religijnych obrzędów, traci swoją mistyczną moc, choć wydaje harmonijne  dźwięki. Moja wiara uległa takiej właśnie przemianie. Religię zacząłem odczuwać jak sztukę.”

„Biada temu, kto nie uratuje się od buddów, bogów, ojczyzn i idei!”

„Jeździmy, przemierzamy ziemię i morza, a w gruncie rzeczy nie wytykamy nosa za próg naszego domu.”

„Wiesz, szefie dlaczego ona płacze? Nie. Dlatego, że widzi. Gdybym był malarzem świętych obrazów, przedstawiłbym Matkę Boską bez oczu, uszu i nosa, bo mi jej żal.”

„W nocnej koszuli nikt nie jest metropolitą.”

„Słyszałem kiedyś o siedemdziesięciu siedmiu rodzajach szaleństw, to jest siedemdziesiąte ósme…”

„Wszystko jest ideą. Wierzysz: drzazga ze starych drzwi staje się przenajświętszą relikwią.”

„Nosimy spodnie, sztywne kołnierzyki, kapelusze, ale wciąż jeszcze jesteśmy wałachami, mułami, wilkami, lisami, wieprzami. Stworzeni jesteśmy jakoby na obraz i podobieństwo Boga! Kto? My?”

„(…) pochłaniam mnóstwo smacznych potraw, które nie całkiem zamieniają się w nawóz. Coś z tego zostaje i przeistacza się w dobry humor, taniec, piosenki i spory — i to jest coś, co nazywam zmartwychwstaniem.”

„W człowieku już od urodzenia lęgną się robaki, tylko że ich nie widać. Skoro jednak poczują, że zaczyna gnić wyłażą ze swoich kryjówek — białe, bielutkie jak robaki w serze!”

„Rozum jest jak sklepikarz, prowadzi rachunki, notuje przychód i rozchód, zysk i stratę. To jest rozważny drobny kupiec, nie stawia wszystkiego na jedną kartę.”

Już kiedyś wspominałem o książce Grek Zorba, ale zrobiłem to zbyt krótko i zdecydowanie niewystarczająco. To jedna z tych powieści, do których chce się wracać myślą zarówno ze względu na jej filozofię, jak i na niezwykłą energię bijącą od głównego bohatera, Aleksego Zorby. Proza, refleksje i humor, które Nikos Kazantzakis wkłada w tę postać, są naprawdę zdumiewające. Mam wrażenie, że już o tym pisałem, i pewnie tak jest, ale w przypadku tej książki pewna doza déjà vu jest całkowicie na miejscu. Zorba to postać, która w niezwykle sugestywny sposób pokazuje, jak wiele można wiedzieć o świecie w sensie akademickim, a jednocześnie jak niewiele rozumieć z tego, co naprawdę ważne w życiu. Zorba stawia sobie za cel nauczyć swego powściągliwego, intelektualnego towarzysza,  Anglika, jak się rozluźnić, poczuć smak życia i cieszyć się chwilą. Ta relacja jest sercem całej powieści. Narrator, który pozostaje bezimienny (nazywany przez Zorbę „Szefem”), to nieco wycofany, „książkowy” człowiek w wieku około trzydziestu kilku lat, zafascynowany zarówno Dantem, jak i Buddą. Pracuje nad książką poświęconą Buddzie, a jego ideały filozoficzne koncentrują się wokół nieprzywiązania, bierności oraz dystansu wobec cielesności i świata materialnego. Jednocześnie jednak pragnienie bardziej namacalnego, bezpośredniego doświadczenia życia prowadzi go na Kretę. I tak z jednej strony mamy refleksyjnego obserwatora, z drugiej żywiołowego człowieka czynu, który ufa instynktowi, emocjom i doświadczeniu. To sprawia, że cała historia staje się momentami bardzo zabawną, a momentami głęboko refleksyjną podróżą. Śledząc ich wspólne przygody, widzimy, jak powoli rodzi się między nimi niezwykła więź. Tworzą świetny duet kontrastowy, ale właśnie dlatego tak przekonujący. Łączy ich również wspólny cel, który prowadzi przez kolejne wydarzenia i doświadczenia. Ogromną przyjemnością jest także wgląd w grecką kulturę, mentalność i sposób patrzenia na życie. W tej historii Grecja nie jest tylko tłem: jest żywą częścią opowieści, nadającą jej rytm i temperament. Nie chcę się zbytnio powtarzać, ale naprawdę jest to książka, którą warto przeczytać. A może nawet: którą warto przeczytać więcej niż raz, bo z każdą lekturą odkrywa się w niej coś nowego.

Zaskakujące jest to, że najsłynniejsza powieść Nikosa Kazantzakisa, Grek Zorba, stanowi pozorne odwrócenie stanowiska autora, według którego ludzie muszą porzucić przyjemności cielesne, aby osiągnąć duchowe samospełnienie. W tej powieści czytelnik dostrzega atrakcyjność bohatera, Aleksego Zorby, którego całe życie poświęcone jest zmysłowej gratyfikacji. Zorba jest antyintelektualny i antyreligijny; zrzucił kajdany paraliżującego intelektualizmu, które krępowały narratora, Szefa, czyniąc go nieskutecznym w kontaktach z innymi ludźmi, poza kręgiem „inteligencji”. Szef jest natomiast wybitnym ascetą, wyznawcą Buddy, który wyrzeka się przyjemności ciała, ponieważ wierzy, że bliskość z innymi prowadzi jedynie do bólu. Zorba zaś stanowi uosobienie bergsonowskiego élan vital. Szef wycofuje się ze zobowiązań; Zorba ich poszukuje. Przedsięwzięcie górnicze, w które angażują się obaj mężczyźni, jest sposobem Kazantzakisa na symboliczne ukazanie ogromnych różnic między nimi, a tym samym między reprezentowanymi przez nich stylami życia. Wydobycie, czyli pozyskiwanie z ziemi materiałów potrzebnych do przetrwania, jest ciężką pracą, lecz Zorba czerpie z niej przyjemność: brudzi się razem z towarzyszami, ryzykuje wraz z nimi, a w razie potrzeby nawet własnym życiem. Zaangażowanie Szefa ma natomiast charakter dyletancki, od czasu do czasu wtrąca się, by zobaczyć, jak idą sprawy, lecz w rzeczywistości pozostaje zdystansowany wobec samej pracy. Ich odmienne podejście do przedsięwzięcia górniczego znajduje odzwierciedlenie także w innych sferach życia. Zorba jest wielkim kobieciarzem, ponieważ wierzy, że tylko dzięki takim miłościom mężczyzna może osiągnąć spełnienie (a poza tym, jak mówi Szefowi, wszystkie kobiety pragną, by mężczyzna je kochał). I jak twierdzi: „Kastraci nie wejdą do raju”. Szef natomiast jest sparaliżowany kontaktem z kobietami. Upodobanie Szefa do książek paralelizuje zamiłowanie Zorby do tańca, gry na santuri i kobieciarstwa. Podczas gdy jeden poznaje życie z drugiej ręki, poprzez pisma innych, drugi doświadcza go bezpośrednio w pełni.

Siła działania Zorby, nawet w obliczu przytłaczających przeciwności i przy świadomości, że jego wysiłki mogą okazać się niewiele warte, czyni z niego bohatera, którego Nikos Kazantzakis wyraźnie podziwia. Porażka nie powstrzymuje go przed podejmowaniem kolejnych działań. Gdy jego skomplikowany plan transportowania drewna ze szczytu góry kończy się niepowodzeniem (zarówno dosłownie, jak i w sensie symbolicznym), Zorba przyjmuje to doświadczenie bez dłuższego rozpamiętywania i natychmiast podejmuje nowe przedsięwzięcia. Śmierć starej kurtyzany Hortensji, której Zorba obiecał małżeństwo, porusza go jedynie chwilowo: śmierć jest dla niego elementem naturalnego porządku świata i dlatego przyjmuje ją bez buntu. Pod koniec powieści również Szef zaczyna rozumieć nieuchronność śmierci oraz konieczność intensywnego życia pomimo tej wiedzy. Kiedy otrzymuje wiadomość o śmierci swojego przyjaciela Stavridakisa, przyjmuje ją ze stoickim spokojem; gdy dowiaduje się o śmierci Zorby, postanawia nie pogrążać się w żałobie, lecz wykorzystać swój talent literacki i spisać historię wspólnych doświadczeń.

W powieści Grek Zorba Kazantzakis przechodzi od analizy kontrastu między przeciwstawnymi stylami życia do skoncentrowania uwagi na samej figurze bohatera. Powieść Kapitan Michalis, nawiązująca do powstania kreteńskiego z lat osiemdziesiątych XIX wieku, skupia się natomiast na postaci kapitana Michalisa, rozdartego między poczuciem osobistej godności a obowiązkiem służby ojczyźnie. Postacie heroiczne, zarówno historyczne, jak i literackie, zajmowały w twórczości Kazantzakisa miejsce szczególne. Jego powieści i dramaty często stanowią próbę ponownego opowiedzenia historii bohaterów znanych z wcześniejszych dzieł oraz reinterpretacji ich zmagań w świetle własnej koncepcji „pozytywnego nihilizmu”. Nie dziwi zatem, że wśród bohaterów jego utworów pojawiają się takie postacie jak Odyseusz, Faust, Krzysztof Kolumb, św. Franciszek czy nawet Jezus Chrystus w powieści Ostatnie kuszenie Chrystusa.

Jak przedstawiono w powieści, przednowoczesne społeczeństwo greckie przypominało realia starożytnej Grecji, w której mężczyźni sprawowali niepodzielną władzę nad rodziną, często w sposób surowy i autorytarny, natomiast kobiety ograniczano do roli domowej, podporządkowanej woli męża. W powszechnym przekonaniu kobiety uchodziły za istoty niższe, moralnie podejrzane, a nawet potencjalnie niebezpieczne. Jak zauważa Platon, „moralność kobiet była źle oceniana w całej Grecji” (Werner Jaeger 243)[1], co wskazuje na głęboko zakorzenione uprzedzenia obecne w kulturze i filozofii epoki. W rzeczywistości kobieta pozbawiona męża była postrzegana jako jednostka niepełna, niemal wykluczona społecznie i napiętnowana zarówno przez mężczyzn, jak i inne kobiety. Jej status wiązał się z poczuciem wstydu i marginalizacji, co dodatkowo wzmacniało patriarchalny porządek społeczny. Podobny obraz odnajdujemy w powieści Grek Zorba, gdzie wdowa z wioski odmawia ponownego zamążpójścia, przez co staje się obiektem pogardy i napiętnowania. Mężczyźni, którzy jej pożądają, reagują wrogością na jej niezależność, natomiast kobiety odnoszą się do niej z niechęcią, widząc w niej zagrożenie dla obowiązujących norm. Jej postać ujawnia napięcie między pragnieniem autonomii a społecznym przymusem podporządkowania. Opisując wdowę, jeden z mieszkańców wsi mówi: „Ona włada całą wsią: gasisz lampę i wyobrażasz sobie, że obejmujesz wdowę, a nie żonę. Stąd te piękne dziadki…”. Wypowiedź ta odsłania uprzedmiotowienie kobiety oraz mechanizmy fantazji i kontroli, które stoją za społeczną hipokryzją – z jednej strony pożądanie, z drugiej potępienie. 


Hierarchia patriarchalna odgrywała istotną rolę w powieści, ponieważ motywy vendetty i zazdrości pochłaniały mężczyzn z wioski, prowadząc ich ostatecznie do zamordowania wdowy, która odmówiła ponownego zamążpójścia. Małżeństwo stanowiło bowiem podstawowy warunek zachowania honoru w społeczności, co pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego kobieta pozbawiona męża była postrzegana jako poważne naruszenie norm moralnych. W „Journal of Gender Studies” wskazuje się, że na wiejskich terenach Grecji kodeksy moralne związane z honorem i wstydem były jasno określone: „Wszystkie wspólnoty moralne mogą posiadać pewną formę honoru i wstydu, jednak w rejonie Morza Śródziemnego wartości te przybierają szczególną postać. Po pierwsze, zarówno honor, jak i hańba mężczyzn są w dużej mierze związane z kobietami, a konkretnie z ich zachowaniami seksualnymi. Po drugie, wstyd przypisywany jest przede wszystkim kobietom. Po trzecie, mężczyźni zdobywają honor kosztem innych mężczyzn, co prowadzi do rywalizacji między równymi. Osiągnięcie honoru polega na pokonaniu lub przechytrzeniu innych, często także w kontekście rywalizacji erotycznej” (Lazaridis)[2]. Te wyjaśnienia ról społecznych kobiet i mężczyzn dobrze korespondują z obrazem przedstawionym w Greku Zorbie, gdzie mężczyźni rywalizują o wdowę, traktując ją jednocześnie jako obiekt pożądania i źródło potencjalnego wstydu. Jej odmowa ponownego zamążpójścia podważa ustalony porządek społeczny, przez co staje się symbolem zagrożenia dla obowiązujących norm. Grecja przedstawiona przez Kazantzakisa ma jednak również charakter częściowo romantyzowany. W kulturze zachodniej utrwaliło się wyobrażenie Grecji jako krainy ponadczasowego piękna i antycznych ideałów – miejsca jasnego nieba, bielonych domów, krystalicznych wód Morza Egejskiego oraz słonecznych krajobrazów znanych z literatury i filmu. Tego rodzaju wizja często przesłania złożoność rzeczywistości społecznej oraz surowość obowiązujących norm obyczajowych. W rzeczywistości zarówno struktura społeczna, jak i kodeksy moralne greckiego społeczeństwa ulegały znaczącym przemianom, odbiegając od utrwalonych „egzotycznych” stereotypów. Autorzy tacy jak Kazantzakis czy Alki Zei podejmowali próbę reinterpretacji greckiej tożsamości – zarówno dla własnego społeczeństwa, jak i dla odbiorcy zagranicznego, zwłaszcza w kontekście przemian historycznych i dążeń niepodległościowych. Wiejskie społeczeństwo kreteńskie ukazane w tekście okazuje się bezwzględne, a wręcz potworne wobec kobiet. Trudno sobie wyobrazić, by czytelnik z jakiejkolwiek epoki mógł przyjąć ten obraz bez potrzeby sprzeciwu czy żądania zmiany, opisane realia budzą nie tylko zdumienie, lecz także moralny niepokój.

Kolejnym wstrząsającym momentem jest scena okradania na łożu śmierci madame Hortensji. Kobieta jeszcze żyje, a już wokół niej zaczyna się swoisty rytuał przejmowania jej dobytku. Żałobniczki śpiewają pieśni, jakby chciały przyspieszyć jej odejście, podczas gdy inni bez skrupułów zagarniają jej własność: chłopcy łapią kury na podwórku, inni plądrują sklep. Atmosfera tej sceny jest przejmująca, niemal groteskowa w swojej brutalności. Padają słowa: „Trzeba pomyśleć o jej kufrach, bieliźnie, o towarach w sklepiku i kurach, i królikach. Ty ględzisz mi tu o czekaniu, aż odda ducha! Tymczasem kto pierwszy, ten lepszy!”, a także: „Umieraj, no szybciej, stara! Pospiesz się! My też chcemy coś z tego mieć!”. Fragment ten odsłania skrajne uprzedmiotowienie człowieka: kobieta przestaje być osobą, a staje się jedynie źródłem dóbr do podziału. Autor nie tylko ukazuje okrucieństwo jednostek, ale też obnaża mechanizmy społeczne, w których śmierć nie budzi współczucia, lecz staje się okazją do rywalizacji i zysku.

Jednocześnie nikt w tej historii nie zbliża się w pełni do pewnych ideałów buddyjskich. Zorba pozostaje wolny – zarówno od przywiązania do rzeczy, jak i od uzależnienia swojej wartości od sukcesu podejmowanych działań. Nikt nie okazuje też większego współczucia niż on: wobec Szefa, wobec wdowy,  którą, ryzykując własne życie, próbuje ocalić przed mściwym, religijnym tłumem, oraz wobec umierającej Madame Hortensji, cudzoziemki i niegdyś piosenkarki kabaretowej, dawno już po swoim zenicie, odrzuconej przez wszystkich wokół. Jego osąd nie jest jednak doskonały, ponieważ życie okazuje się zbyt złożone, by można je było w pełni kontrolować. Przedsięwzięcie wydobywcze podejmowane dla Szefa kończy się spektakularną porażką, a spotkanie Szefa z wdową pośrednio przyczynia się do jej tragicznej śmierci z rąk mieszkańców. Mimo to Zorba wykazuje niezwykłą odporność egzystencjalną: przyjmuje życie w całej jego intensywności, zarówno w jego katastrofach, jak i radościach, w jego cierpieniu i pięknie, poddając się jego rytmowi, zamiast próbować go podporządkować.

Narrator spełnia swoją funkcję konstrukcyjną w powieści, jednak zdarzają się momenty, w których jego sposób myślenia staje się nużący, a ostentacyjny dystans wobec świata przybiera formę nie tyle refleksyjnej powściągliwości, ile intelektualnej ucieczki, chwilami wręcz nieodpowiedzialnej, a nawet moralnie wątpliwej. Ale Zorba! To postać zupełnie innego kalibru: zabawny, dziki, pomysłowy, bezwzględny, niezłomny, sprośny, bluźnierczy i szaleńczy. Przede wszystkim jednak jest on przerażająco, niemal niepokojąco żywy. Zorba przypomina żywioł, siłę natury, której nie sposób ujarzmić ani w pełni zrozumieć. Jest w nim coś więcej niż komizm: rys demoniczny, który czyni go postacią przekraczającą konwencjonalne kategorie. Należy do długiej tradycji literackiej, którą można prześledzić od Arystofanesa, przez Plauta, Rabelais’go i Cervantesa, aż po Woltera. W pewnym sensie jest picaro, sprytnym łotrzykiem i towarzyszem podróży, jednak wyróżnia go dzikość i intensywność istnienia, których klasycznym bohaterom pikarejskim często brakuje. Jego okrzyki, dzikie lub wzruszające pieśni grane na santuri (instrumencie przypominającym cytrę), gwałtowne tańce oraz niesłabnąca, mimo wieku, energia erotyczna tworzą postać niemal przytłaczającą w swojej ekspresji. Zorba żyje całkowicie zmysłami: „Widzę tymi oczami, słyszę tymi uszami, trawię tymi wnętrznościami. A reszta to duchy — mówię wam. Kiedy umrę, wszystko umrze. Cały świat Zorby pójdzie na dno!”. To egzystencja zanurzona w teraźniejszości, pozbawiona metafizycznych zabezpieczeń, a zarazem niezwykle intensywna. Potrafi przystosować się do wszystkiego, nawet do śmierci, która „na chwilę odebrała mu mowę, ale szybko położył ją na właściwym miejscu”.

Kazantzakis tworzy przy tym niezwykle sugestywne sceny i postacie. Dwie śmierci, każda przerażająca na swój sposób, rozgrywają się w prymitywnej, nadmorskiej wiosce na Krecie, której obraz na długo pozostaje w pamięci. Pojawia się także klasztor skorumpowanych mnichów, przywodzący na myśl satyryczne wizje Boccaccia czy Balzaca. Sytuacja kobiet w tej historii mogłaby stać się przedmiotem ostrej krytyki ze strony myślicielek pokroju Simone de Beauvoir, jednak postać starej, zniszczonej kurtyzany  Madame Hortense (tu określanej jako Bouboulina), którą Zorba obdarza ciepłem i uwagą, pozostaje jednym z najbardziej poruszających elementów powieści. Koncepcyjnie utwór nie zmierza do jednoznacznego celu, brak tu klasycznej puenty czy moralnego rozstrzygnięcia. I właśnie w tym sensie siła powieści tkwi nie w jej strukturze, lecz w samej obecności Zorby: w jego energii, spontaniczności i radykalnej afirmacji życia. Można odczytywać tę postawę jako formę panteizmu czy świeckiego, „pogańskiego” podejścia do istnienia, które samo w sobie nie daje gotowego modelu życia, ale prowokuje do jego intensywnego przeżywania. Dlatego, mimo pewnych ograniczeń interpretacyjnych, trudno tę książkę zignorować, to doświadczenie literackie, które bardziej się przeżywa, niż analizuje. Jak wiadomo, Kościół potępiał Nikosa Kazantzakisa: za ukazanie Jezusa jako postaci z krwi i kości w Ostatnim kuszeniu Chrystusa, za krytyczny obraz duchowieństwa i jego hipokryzji w powieści Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry, a także za Greka Zorbę, uznanego przez niektórych za przejaw herezji i zbyt śmiałej afirmacji życia. Tymczasem sam Kazantzakis zdawał się podkreślać, że duchowość i człowieczeństwo nie są sobie przeciwstawne, lecz wzajemnie się przenikają. Wyraża to choćby w słowach Zorby: „Jak Ci już mówiłem, Szefie, każdy ma swój raj. Twój raj, na przykład, zapchany będzie książkami i wielkimi butlami atramentu, czyjś inny pełen beczek wina, wódki, koniaku, a jeszcze inny - złotych angielskich monet. Dla mnie raj to właśnie niewielki, schludny pokoik z barwnymi sukniami na wieszaku, z pachnącymi mydełkami, szerokim łóżkiem ze sprężynowym materacem i - obok mnie babski ród.”

Uważam, że ta książka jest dziś niedoceniana, między innymi ze względu na sposób, w jaki współczesna kultura nauczyła nas konsumować media przez pryzmat poprawności politycznej. Recenzje zarzucające jej mizoginię często mijają się z sednem, sprowadzając interpretację do powierzchownego odczytania. Jednym z kluczowych motywów powieści jest ukazanie ludzkiej natury jako pełnej sprzeczności i okrucieństwa – zwłaszcza wtedy, gdy moralność opiera się na religii, dumnej ignorancji i patriarchalnych strukturach. Nawet Szef i Zorba nie zostali wykreowani jako postacie, które należy bezrefleksyjnie podziwiać. Przeciwnie – są niedoskonali, złożeni i zagubieni, próbujący odnaleźć sens w brutalnym, absurdalnym i krótkim życiu oraz określić swoje miejsce w nieskończenie skomplikowanym świecie i w ciągu historii. Ta książka nie została napisana po to, by dostarczać prostych ideałów, gotowych odpowiedzi czy pocieszenia. Nie ma też na celu potwierdzania przekonań czytelnika. Raczej prowokuje do refleksji i konfrontacji z niewygodnymi pytaniami. Dlaczego więc sięgać po literaturę filozoficzną, jeśli nie jest się gotowym na otwartość myślenia i próbę zrozumienia jej głębszego sensu? Przypomina nam ona, że istnieje świat wykraczający poza nasze schematy i strefę komfortu. Życie jest po to, by go doświadczać i przeżywać, a nie jedynie analizować czy obserwować przez wąską soczewkę teorii. W żargonie millenialsów światopogląd Zorby można by określić jako realizację filozofii „YOLO”[3].

Choć powieść nie opiera się na wyraźnie zarysowanej fabule, przyciąga czytelnika swoją charyzmatyczną, „większą niż życie” postacią oraz jej refleksjami. Stanowi przy tym wnikliwe studium napięcia między intelektualnym, niemal naukowym poznaniem świata a praktyczną mądrością wynikającą z doświadczenia. Zorba bez wątpienia należy do tych bohaterów literackich, którzy zapadają w pamięć. Upływ czasu nie osłabia jego energii ani nie odbiera mu radości życia. Jego refleksje nadają opowieści głębię, choć nie zawsze prowadzą do jednoznacznych wniosków ani nie zawsze mają charakter afirmujący. Co więcej, niektóre z jego poglądów nie są już dziś w pełni akceptowalne. Mimo to właśnie ich prowokacyjny charakter sprawia, że zmuszają czytelnika do konfrontacji z własnymi przekonaniami i do refleksji nad własnym sposobem postrzegania świata.

 


[1] Werner Jaeger Paideia Formowanie człowieka greckiego.

[2] Nikolaos Lazaridis jest grecko-amerykańskim badaczem specjalizującym się w historii starożytnego basenu Morza Śródziemnego, szczególnie egiptologii i studiów klasycznych, znanym z badań nad literaturą starożytnego Egiptu, tradycjami mądrości oraz porównawczymi relacjami grecko-egipskimi.

[3] YOLO to akronim od angielskiego „You Only Live Once” (Żyje się tylko raz), używany w slangu jako zachęta do spontanicznego działania, podejmowania ryzyka i cieszenia się chwilą bez zamartwiania się konsekwencjami. To popularne hasło motywujące do szalonych decyzji, często utożsamiane z ideą „carpe diem”.

 

02 kwietnia 2026

Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry

 

„Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry”

Nikos Kazantzakis

Autor/ urodził się 18 lutego 1883 r. w Heraklionie na Krecie, zmarł 26 października 1957 r. we Fryburgu Bryzgowijskim w Niemczech. Był greckim powieściopisarzem, poetą, dramaturgiem, tłumaczem i myślicielem. Uważany przez wielu za najważniejszego greckiego pisarza i filozofa XX wieku. Jest autorem m. in.: Greka Zorby, Ostatniego kuszenia Chrystusa, Sztuki ascezy: Zbawcy Boga. Prowadził niezwykle kosmopolityczne życie, spędzając stosunkowo niewiele czasu w Grecji, choć wszystkie jego najważniejsze dzieła zostały napisane w języku nowogreckim. Jego poglądy na religię i politykę niejednokrotnie przysparzały mu kłopotów. W 1945 roku przez krótki czas był członkiem rządu greckiego. Kazantzakis był bez wątpienia postacią złożoną; można przypuszczać, że w życiu prywatnym był równie ognisty i namiętny jak niektóre z wykreowanych przez niego postaci literackich.

Tłumaczenie/ Jadwiga Dackiewicz

Język oryginału/ el Ο Χριστός ξανασταυρώνεται / fr La Passion grecque, Le Christ recrucifié

Tematyka/ Ta książka jest piękną medytacją nad tym, jak prawdziwe przyjęcie postawy na wzór Chrystusa przemienia dobrego człowieka w człowieka wielkiego oraz jak prosta, szczera Ewangelia stanowi zagrożenie dla potężnych, bogatych i chciwych. Kazantzakis być może nakreślił swoje postacie zbyt ostro; niewielu bohaterów prowadzi naprawdę złożone, wielowymiarowe życie. Być może dlatego, że ci, którzy byli najbardziej skomplikowani, zostali zniszczeni przez własne emocje. Michelis i Panayartoras obaj stracili kobietę, którą kochali. Jeden zwrócił się ku destrukcji, próbując zniszczyć świat. Drugi wybrał ascezę, odwracając się od świata. Manolios i wdowa odnajdują natomiast zbawienie w męczeństwie, choć „Kościół” odmawia uznania ich ofiary za drogę do zbawienia. Książka nieustannie stawia pytanie, dlaczego „Kościół” nie chce dostrzec Chrystusa i zamiast tego upiera się przy własnej sprawiedliwości.

Główny motyw/ Akcja powieści rozgrywa się w latach 20. XX wieku, w niewielkiej greckiej wiosce położonej na terytorium Turcji. Właśnie mijają Święta Wielkanocne, a za rok ma odbyć się misterium Męki Pańskiej, które od wielu pokoleń, co siedem lat, wystawiane jest przez mieszkańców. Biorąc pod uwagę zarówno wygląd, jak i cechy charakteru, wybranych zostaje sześcioro osób, które wcielą się w biblijne postacie: Chrystusa, apostołów Jana, Jakuba, Piotra i Judasza, Kajfasza oraz Marię Magdalenę. Początkowo wszystko przebiega bez zakłóceń, jednak sytuacja zaczyna się komplikować, gdy do wioski przybywa grupa greckich uchodźców, którzy popadli w niełaskę Turków. Przygotowania do ceremonii trwają wiele miesięcy, a losy bohaterów stopniowo zaczynają splatać się z losami odtwarzanych przez nich postaci. Na jaw wychodzą skrywane żądze, zawiść, nienawiść i obłuda. Religijna ortodoksja oraz fanatyzm uwalniają demony drzemiące w ludziach, którzy pod przykrywką wiary okazują się zdolni do najbardziej niegodziwych czynów.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Każda wioska musi mieć kogoś takiego, o kim uczciwe kobiety mogłyby poplotkować.”

„Poganie mieli teatry i cyrk, a chrześcijanie Misteria…”

„Bez Judasza nie ma Ukrzyżowania, a bez Ukrzyżowania nie ma Zmartwychwstania.”

„Człowiek to delikatna maszyna; rozmontowuje się łatwo. Niech się tylko zepsuje jedna śrubka…”

„Oto ci >najlepsi< z całej wsi! Jeden chrapie, drugi się upija, trzeci czyta, a stary chciwiec wysiaduje swe dukaty…”

„Popi są jak kobiety, daję słowo: noszą długie włosy, a gdy dwóch się spotka, ta zaczynają je sobie wzajemnie wyrywać.”

„Diabeł nie pop! Powiada, że jest rzecznikiem Boga. Ale skoro Bóg ma być do niego podobny, biada biednym ludziom!”

„Świat jest tajemnicą, wielką tajemnicą. Nie można odróżnić Boga od szatana…”

„Masz rację, ludzie różnią się od siebie tylko ubraniami.”

„Grzechy ludzkie są jak łańcuch — bez końca.”

„Księża, biskupi, panowie, notable, nauczyciele — same łotry!”

„To wy, kapłani, ukrzyżowaliście Chrystusa. Gdyby powtórnie zszedł na ziemię, po wtórnie byście go ukrzyżowali.”

„Tylko czyste serce może być głosem Boga!”

„Gdyby mnie zapytano, jaka droga prowadzi do nieba, rzekłbym: najtrudniejsza.”

„Cóż to za Bóg, który pozwala umierać dzieciom?”

„(…) życie, to choroba którą trzeba leczyć.”

Imponujący dorobek literacki Kazantzakisa odzwierciedla całe życie jego starań o wyrażenie zarówno duchowych, jak i politycznych radykalizmów, których ucieleśnieniem często staje się postać Chrystusa. To, co jego biograf Peter Bien nazywa „polityką eschatologiczną”, znalazło wyraz w jego twórczości, uczestnictwie w działalności politycznej oraz w jego idiosynkratycznej wierze która, choć ateistyczna, nigdy w pełni nie opuściła chrześcijańskiej orbity. Przemieszczając się przez całe życie między różnymi formami poglądów, Kazantzakis nigdy nie znalazł zewnętrznego domu dla swoich przekonań. Zamiast tego, jak argumentuje Bien, dążył do szczególnej formy „osobistego zbawienia poprzez zaangażowanie polityczne”, w której świadomy, nietzscheański człowiek, przekształcony przez tragiczną akceptację życia, doprowadza swoje ziemskie działania do harmonii z nieustannie rozwijającą się ewolucją immanentnego Ducha. Była to nowa religia postchrześcijańska, którą Kazantzakis rozwinął pod wpływem filozofa Henriego Bergsona, którego wykładów słuchał w Paryżu w 1908 roku. Bergsonowska koncepcja siły życiowej kierującej ewolucją całej materii ku duchowemu udoskonaleniu „transsubstancjacji ciała w ducha”, jak ujął to Bien stała się nadrzędną obsesją życia i twórczości Kazantzakisa. Przekonanie to, dalekie od bycia źródłem pocieszenia, było raczej próbą zrozumienia jego chaotycznej walki ze światem materialnym, zwłaszcza w kontekście porażek politycznych. Co istotne, „eschatologiczny” wymiar jego dojrzałego światopoglądu sprawił, że Kazantzakis odkładał transformujące odrodzenie wszystkich struktur i wartości, których tak pragnął, w pesymistycznie pojmowaną przyszłość zawsze pozostającą tuż poza zasięgiem. Jest to spostrzeżenie o kluczowym znaczeniu.

Taki problematyczny rodzaj poglądów wynikał z przekonania, że współczesna dusza została uwięziona w „epoce przejściowej”, czasie naznaczonym dekadencją ducha, którą należało przezwyciężyć poprzez narzucenie nowych, uniwersalnych mitów i wartości. Podobnie jak jemu współczesny Thomas Mann, Kazantzakis był dzieckiem fin de siècle. Obaj autorzy nienawidzili „chorobowości” i „wiotkości” XIX-wiecznej cywilizacji liberalno-burżuazyjnej i pragnęli gwałtownej, zdecydowanej przemiany, która przekształciłaby świat. Chociaż w późniejszych latach obaj złagodnieli i wykazywali różne stopnie skruchy za swój wcześniejszy wkład w XX-wieczny „pożar”, mający swe źródło w tak apokaliptycznych poglądach, znamienne pozostaje to, jak łatwo w trakcie swoich politycznych peregrynacji wahali się między lewicą a prawicą. Polityka Kazantzakisa zazwyczaj wychwalała samą formę kataklizmu i odnowy, niezależnie od ich treści. Jednak, podobnie jak u Manna, jego ambiwalencja w sprawach politycznych, choć dziś może wywoływać sprzeciw, paradoksalnie stanowi jedno ze źródeł jego artystycznej siły.

Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry to wielowarstwowa powieść, która na pierwszy rzut oka wydaje się podążać za prostym schematem. Likowrissi to fikcyjna wieś w Anatolii około 1922 roku, gdzie Grecy żyją w niespokojnym podporządkowaniu swoim osmańskim władcom. Wieś przygotowuje ambitną inscenizację Męki Pańskiej w czasie Wielkiego Tygodnia, a jej starszyzna wybiera mieszkańców do wcielenia się w role apostołów: pasterza Manolisa jako Chrystusa, szlachetnego Michelisa jako Jana, wędrownego kupca Jannakosa jako Piotra oraz właściciela kawiarni Kostantisa jako Jakuba. Niemal natychmiast ci skromni mieszkańcy zaczynają traktować swoje role dosłownie, co prowadzi do konfliktu ze starszyzną, która z kolei zostaje przedstawiona jako galeria karykaturalnych wcieleń grzechów głównych i reprezentuje dominujące instytucje: gniewnego lokalnego prawosławnego księdza, ojca Grigorisa; starego żarłoka Patriarchesa; arcyskąpego Ladasa oraz tchórzliwego nauczyciela Hadzinikolisa.

Widzimy, jak fabuła powieści osiąga punkt kulminacyjny, gdy wieś zostaje skonfrontowana z grupą Greków szukających schronienia uchodźców z innej wioski, uciekających przed prześladowaniami ze strony armii tureckiej. Obawiając się, że przybysze mogą zagrozić jego pozycji i zmienić dotychczasową równowagę w Likowrissi, ojciec Grigoris odrzuca uchodźców oraz ich przywódcę, duchownego Fotisa, realizując własny plan prześladowań. Jego argumenty sprowadzają się do stwierdzeń w rodzaju: „(...) bo ja także sprawuję opiekę nad duszami i także będę musiał zdać Bogu rachunek” oraz „Odejdźcie z Bogiem, nie siejcie spustoszenia w naszej wsi!”. Pop Fotis przyjmuje jednak jego drwiny z godnością, mimo że prosi jedynie o pomoc dla swojego ludu. Dychotomia między tymi dwoma popami, widoczna zarówno w ich słowach, jak i w stylu życia, tworzy nową warstwę w już i tak misternie skonstruowanej sieci postaci. 

Poprzez satyryczny język Kazantzakis mistrzowsko splata różne poziomy moralnego upadku, które uosabiają wiejscy notable. Najbardziej godną podziwu postacią jest stary marynarz i przemytnik znany jako kapitan Burza, który, mimo swojej dziwacznej przeszłości, nie udaje człowieka prawego i odchodzi z tego świata z niewiele większym dobytkiem niż ten, z którym na niego przyszedł. Jego stosunek do własnego życia kontrastuje z postawą innych przywódców wioski, którzy wydają się całkowicie usatysfakcjonowani nieustannym korzystaniem z ziemi, jedzenia czy władzy często pod pozorem autorytetu sankcjonowanego przez Kościół. Jeden z nich regularnie ucztuje i chce w pełni korzystać z uroków życia, ostentacyjnie demonstrując swoje obżarstwo. Inny, najbogatszy człowiek we wsi, chodzi w starych ubraniach i je bardzo skromnie, lecz dzięki lichwie sprawia, że wszyscy czują się wobec niego zobowiązani, nawet wobec Boga, przynajmniej tak mu się wydaje. Największy autorytet, pop Grigoris, od czasu do czasu próbuje pokazać coś na kształt wspólnotowej troski, lecz jego przywiązanie do statusu i pozycji nie pozwala mu na żaden kompromis, który mógłby zagrozić jego osobistym korzyściom. Nawet ubogich uchodźców nazywa „zarazą” (skąd my to znamy?). Nikt poza kapitanem Burzą nie chce oddać czegokolwiek, co mogłoby osłabić ich pozycję we wsi lub choćby ją w najmniejszym stopniu podważyć. Niezależnie od tego, jak deklarują swoje intencje, to właśnie poziom egoizmu, który reprezentują, stanowi główne źródło napięcia w tej historii. Przez pryzmat wartości wyznawanych przez wiejskich notabli widzimy, że autor wyżej ocenia tych, którzy potrafią dostrzec własne wady, niż tych, którzy z wyniosłością odmawiają ich uznania nie mówiąc już o zmierzeniu się z nimi. 


Głównym antagonistą historii jest Panajotis, zwany Połykaczem Gipsu, pobożny wieśniak wybrany do odegrania roli Judasza. Jest człowiekiem obsesyjnie skupionym na własnych wewnętrznych zmaganiach, choć nie zawsze w pełni świadomym ich źródła. Nie potrafi uciec od swojej brutalnej natury, a wynikająca z tego frustracja sprawia, że nieustannie wybucha gniewem. Chciwi starsi wioski oraz obłudny pop uczynili go zgorzkniałym, dlatego Panajotis nie ma szacunku do tych, którzy wykorzystują wiarę jako zasłonę dla własnych interesów. Ten niepokój prowadzi go do konfliktu z Manoliosem. Manolios szczerze stara się oczyścić swoje życie, aby godnie odegrać rolę Chrystusa, lecz w oczach Panajotisa pasterz przemieniony w ascetę jest albo oszustem, albo bolesnym przypomnieniem jego własnej porażki. W Manoliosie widzi więc jakby straszliwe zwierciadło własnej duszy. Jedyną satysfakcję może mu dać jego upadek dowód na to, że nawet ten, który pretenduje do świętości, pozostaje omylny.

W tym miejscu warto zatrzymać się nad samą rolą Judasza. Nie każdy czytelnik pamięta, że w sensie biblijnym Judasz nie jest jedynie zdrajcą. Przez długi czas był przecież także jednym z Apostołów uczniem Chrystusa. Dopiero później stał się figurą zdrady. Kazantzakis wykorzystuje tę ambiwalencję, lecz w jego powieści postać Judasza pozostaje na drugim planie. Panajotis nie chce być Judaszem, lecz nie potrafi odrzucić przypisanej mu roli. Jego upór i duma nie pozwalają mu przezwyciężyć własnego ego, a bez tego nie może odnaleźć spokoju. Antagonista ukazany jest w świetle tego dramatu niemal z pogardliwą surowością. Panajotis ciągnie przez życie jakby z ołowiem przywiązanym do nóg. W rzeczywistości jest brutalem: płacze nad własnymi porażkami, lecz jednocześnie bije córki, przeklina zwierzęta i topi frustrację w alkoholu. Próbuje wszystkiego, by zagłuszyć nienawiść do samego siebie, lecz wybiera zawsze niewłaściwe środki. Jedyną prawdziwą pociechą jest dla niego miłość do wdowy Kateriny, która w misterium ma odegrać rolę Marii Magdaleny. To ona potrafi spojrzeć poza jego twardą skorupę i dostrzec w nim coś więcej, a jej uczucie daje mu przynajmniej cień godności w oczach społeczności. W jednej z najbardziej dramatycznych scen Panajotis staje twarzą w twarz z niemal przemienionym Manoliosem. Chce go zabić, lecz jednocześnie próbuje przekonać go, aby to Manolios skierował nóż przeciwko niemu. Im więcej współczucia i miłości okazuje mu Manolios, tym silniejsza staje się pogarda Panajotisa a zarazem tym bardziej przytłacza go świadomość własnej klęski. Jego samoudręczenie staje się niemal odznaką honoru, którą nosi jak tarczę. Panajotis jest złym człowiekiem a przynajmniej sam najbardziej w to wierzy. W skali moralnej stworzonej przez Kazantzakisa stanowi skrajny biegun samoupokorzenia. Jego niepokój jest widoczny na zewnątrz, lecz przede wszystkim paraliżuje go odrzucenie własnej zdolności do dobra. Manolios zdaje się rozumieć tę sprzeczność: uważa, że Panajotis kocha Boga, lecz nie potrafi przyjąć Jego miłości.

Gdy pop Fotis wraz z grupą uchodźców zostaje odrzucony przez mieszkańców Likowrissi, nie tylko z determinacją przyjmuje ich decyzję, lecz także  odnajduje w niej wielkie błogosławieństwo. Łączy cierpienie z wolnością. Będąc całkowicie zależnym od Boga i tylko od Boga, on i jego ludzie mogą odkrywać najgłębsze i najbardziej satysfakcjonujące prawdy, wolni od wszelkich przywiązań jak wygłodniałe ptaki uciekające przez dziury w sieci. Gdy docierają do wioski, uchodźcy umierają z głodu. Stuletni starzec Panagosi, podobnie jak biblijny Mojżesz niósł z Egiptu kości Józefa, dźwigał w worku kości przodków jako dowód całkowitego porzucenia ojczyzny. Mimo to rodzi się w nich niemal nienaturalna nadzieja na przyszłość. Choć śmierć była blisko, a niewątpliwie tak było, nie przewidywali jej nadejścia. Po odrzuceniu uchodźcy znajdują schronienie w starożytnych grotach wieńczących pobliską górę Sarakinę, zgodnie z sugestią Manolisa. Po kilku dniach jeden z mieszkańców Likowrissi odwiedza ich osadę i, obserwując z daleka ich stan, nie jest pewien, czy wychudzeni ludzie oszaleli, czy też stali się świętymi dzięki wierze w własne przetrwanie. Pop Fotis skacze z kamienia na kamień, rysując na niebie przyszłe granice wyimaginowanej wioski. Ten żar wiary staje się ich jedynym pożywieniem, niczym „manna z nieba”. W tym samym czasie pojawia się znana nam z historii inna podłość. Sknera Ladas namawia komiwojażera i lokalnego listonosza Jannakosa, by udał się do grot uchodźców i zaproponował im, że w zamian za kolczyki, bransolety, obrączki i monety otrzymają oliwę, pszenicę oraz wino. Jannakos zgadza się na tę propozycję, skuszony obietnicą połowy zysków. Co ciekawe, Jannakos ma odegrać rolę św. Piotra i próbuje przygotować się do niej duchowo. Przyrzekł sobie, że nie będzie oszukiwał ludzi na wadze ani otwierał cudzych listów i ich czytał, choć właśnie to było jego jedyną rozrywką po śmierci żony, która udławiła się niedogotowaną ciecierzycą.

Pop Fotis, którego imię przywodzi na myśl żywiołowe „radosne światło” (Fōs hilarón) z prawosławnego hymnu nieszpornego, jawi się jako idealny nietzscheański bohater w świecie Kazantzakisa. W akcie pełnej samorealizacji podejmuje on walkę z ciężarem materialności, walkę, którą ostatecznie przegrywa. A jednak jego nieugięta postawa staje się świadectwem, dzięki któremu proces „przemiany ciała w ducha” może trwać dalej, przenoszony z pokolenia na pokolenie. Odczytywanie powieści wyłącznie jako filozoficznego eksperymentu czy ilustracji idei byłoby jednak redukcją jej znaczenia. Taka interpretacja pomija bowiem patos wyrastający ze struktury i fabuły utworu. Wydarzenia przedstawione przez Kazantzakisa odsłaniają znacznie głębszy niepokój: dramat o naturze zarazem osobistej, duchowej i społecznej, w którym sąsiad zostaje postawiony przeciwko sąsiadowi.

Do wioski przybywają uchodźcy pozbawieni wszystkiego. Błagają jedynie o rzeczy najprostsze: o jedzenie, schronienie przed nadchodzącą zimą, o kawałek ziemi, który pozwoliłby im przetrwać. Ich prośby pozostają jednak bez odpowiedzi. Manolis apeluje do mieszkańców, by poszli za przykładem Chrystusa, by przyodziali nagich i nakarmili głodnych, by oddali dziesiątą część owoców swojej pracy uchodźcom i pomogli im się utrzymać. Pyta zarazem, dlaczego wiara w życie wieczne nie skłania ich do sprawiedliwości w życiu doczesnym. Ich egoistyczne przywiązanie do dóbr materialnych prowadzi do faktycznego bluźnierstwa przeciwko Chrystusowi, którego imię deklarują czcić. Mieszkańcy wioski początkowo reagują szokiem, lecz stopniowo zaczynają rozumieć, że Manolis mówi prawdę. Zaniepokojeni starsi próbują przerwać to niemal ewangeliczne „Kazanie na Górze”, które zdaje się rzucać moralne zaklęcie na zgromadzonych. Jeden z nich stwierdza z goryczą: „Ciągle tylko narzekanie, skandale i kradzieże. Biedni stali się pyskaci, a bogaci stracili sen”. W odpowiedzi na tę „bezczelność” wiejski ksiądz, ojciec Grigoris, wyśmiewa tłum i woła: „Świat oparty jest na czterech podstawowych zasadach: wierze, ojczyźnie, honorze oraz własności. Nie tykajcie ich, Bóg dzieli dobra według praw tajemnych, znanych tylko Jemu”. Kiedy argumenty ojca Grigorisa nie przyniosły skutku, kapłan najpierw rozpuszczał plotki o Manolisie, że jest chory psychicznie; gdy to nie przyniosło efektu, oskarżył chłopaka, że jest komunistą i że sterują nim Moskale. Ponieważ i to nie pomogło, pop udał się do władz tureckich i doniósł im, że celem Manolisa jest obalenie ich władzy.

Scena ta przywołuje kolejny dobrze znany cień z biografii Kazantzakisa. W połowie lat dwudziestych pisarz postrzegał siebie jako rewolucyjnego komunistę i sympatyzował z ideą radykalnej przemiany społecznej. W tej perspektywie religia zdradza własny pierwotny impuls, impuls do przemiany materialnej rzeczywistości, zastępując go wygodną hipokryzją klasowego uprzywilejowania. Taki religijny formalizm staje się w istocie formą ateizmu: obrazą samej osoby Chrystusa. W tej logice potrzebny jest młot „bolszewizmu”, który rozbije władzę „czterech wielkich filarów świata”. Prawdziwy geniusz powieści polega jednak na tym, że Kazantzakis nadaje temu konfliktowi wymiar niemal mityczny. Różne epoki, idee i doświadczenia nakładają się tu na siebie, tworząc wielowarstwową narrację o radykalnej walce społeczno-religijnej. Ten zabieg sprawia, że powieść wymyka się prostym klasyfikacjom ideologicznym. Warstwowa struktura opowieści osłabia najbardziej niepokojące nietzscheańskie podteksty filozofii Kazantzakisa i ostatecznie pozostawia czytelnika w konfrontacji z czymś jeszcze bardziej wymagającym: z wewnętrzną kontrowersją samej Ewangelii, której radykalizm pozostaje trudny do pogodzenia zarówno z porządkiem społecznym, jak i z ludzką skłonnością do bezpieczeństwa i posiadania.  Walka nie toczy się tu przeciwko zewnętrznemu wrogowi, lecz w obrębie samej panującej rzeczywistości społecznej. Jej granice wyznaczają rodzina, Kościół, państwo, a właściwie całe codzienne życie. To brat przeciwko bratu, syn przeciwko ojcu, wierni przeciwko hipokryzji, radykałowie przeciwko skostniałym strażnikom porządku. Jest to zatem walka społeczeństwa z samym sobą i przeciwko sobie walka zwykle niewidzialnej rzeczywistości społecznej, która nagle zostaje odsłonięta. Nie jest to konflikt wspólnoty z jakąś siłą zewnętrzną, lecz moment, w którym mgła ideologii zostaje rozwiana, a sprzeczności wychodzą na otwartą przestrzeń.

Głęboko osobiste pytania: kto zapewnia, kto korzysta i kto decyduje o kwestiach życia materialnego, pytania, które Manolios i jego towarzysze stawiają, podejmując los uchodźców, prowadzą wprost do problemu, który można nazwać jedynie walką klasową. Właśnie tam, gdzie kwestie moralne splatają się z najbardziej przyziemnymi warunkami egzystencji, objawia się prawdziwy dramat powieści. Jeśli postać Chrystusa można podporządkować jakiejkolwiek frakcyjnej interpretacji, to tylko w tym sensie, że wymyka się on wszelkim takim próbom. Chrystus Kazantzakisa stoi poza partykularnymi programami, a zarazem ucieleśnia krzyk ubogich. W świetle Ewangelii ujawnia się nie tylko hipokryzja tych, którzy bronią „czterech filarów świata”, lecz także ich głęboka bezradność i absurdalność. Filarom tym wierze, ojczyźnie, honorowi i własności przypisuje się rolę fundamentów porządku, lecz w rzeczywistości prowadzą one ku drodze śmierci. Chrystus natomiast przynosi możliwość nowego życia.

Kazantzakis uważał, że gdyby Chrystus powrócił na ziemię, ludzie ponownie by Go ukrzyżowali, i czyniliby to z przekonaniem, że działają słusznie. „Blisko dwa tysiące lat minęło od tego dnia, a do dziś nie przestano Cię krzyżować. Kiedy zejdziesz na ten świat, Panie, by nie krzyżowano Cię więcej, byś mógł żyć wiecznie między nami?”. Ta intuicja odsłania tragiczny paradoks ludzkiej natury: zdolność usprawiedliwiania przemocy w imię porządku, prawa czy moralności. Może więc właściwe pytanie brzmi nie tylko, czy jesteśmy gotowi na zmianę, lecz raczej: co musimy najpierw zmienić w sobie, aby w ogóle móc ją rozpoznać i przyjąć. Jak mówi jeden z bohaterów Kazantzakisa: „Tak, to prawda — człowiek jest potworem. Czyni tak, jak mu się podoba. Wybiera drogę, którą chce iść. Brama piekła i brama raju stykają się ze sobą, a człowiek przekracza tę, którą sam wybiera. Szatan może wejść tylko do piekła, anioł tylko do raju — lecz człowiek może wybrać”. W tym właśnie tkwi zarówno jego tragedia, jak i jego wolność.

Postacie powieści mogą jedynie wydać kravgí, ślepy krzyk rozpaczy i nadziei zarazem, zanim zostaną uciszone przez siły porządku, które próbują przywrócić dawną równowagę. Ich prawdziwa nadzieja ma jednak charakter eschatologiczny: nie spełnia się w czasie teraźniejszym, lecz przekracza go. W tym sensie bohaterowie zostają niejako usprawiedliwieni wobec koszmaru historii, który ich miażdży. Ich jedynym autentycznym działaniem jest wytrwanie w walce, która nie kończy się wraz z ich klęską, lecz rozciąga się na przyszłe pokolenia. Stagnacja i bezruch oznaczają bowiem śmierć, zarówno w polityce, jak i w religii. Najlepiej pokazują to obrońcy „czterech filarów świata”, dla których porządek społeczny musi pozostać niezmienny nawet za cenę zduszenia życia. Wbrew osobistym przekonaniom Kazantzakisa świat nie zostaje przekształcony w jednym apokaliptycznym momencie ani w gwałtownym zakończeniu „ery przejściowej”. Przemiana dokonuje się raczej poprzez długotrwałą, cierpliwą i świadomą pracę. Wymaga wysiłku, który przekracza jedno pokolenie i staje się procesem historycznym, a zarazem duchowym.

Na tym polega siła Chrystusa u Kazantzakisa. Jest On postacią ukazującą, że przemiana może rozpocząć się nawet wewnątrz systemu, który wydaje się całkowicie zamknięty i niepodważalny, w samej tkance istniejącej rzeczywistości społecznej. Chrystus czerpie z dawnych walk i nadaje im nowy sens, otwierając je ku przyszłości. Jest to Chrystus, który z natury pozostaje wyzwaniem, i dlatego staje się postacią głęboko kontrowersyjną. Jego obecność podważa „ateizm czterech filarów świata”: system, który powołuje się na wiarę, ojczyznę, honor i własność, a w rzeczywistości służy siłom niszczącym i uciskającym życie. W świetle Ewangelii filary te okazują się nie fundamentem ładu, lecz maską, pod którą ukrywa się lęk przed przemianą.