24 sierpnia 2026

Wyspa skazańców

 

„Wyspa skazańców”

 Dennis Lehane

Autor/ (ur. 1965 r.), amerykański pisarz, autor powieści kryminalnych oraz scenarzysta. Dorastał w Bostonie. Zanim stał się pełnoetatowym pisarzem, pracował jako opiekun niepełnosprawnych umysłowo i molestowanych dzieci, był także kelnerem, parkingowym, szoferem limuzyny, ekspedientem w księgarni i ładowaczem naczep. Jego pierwsza powieść, Wypijmy, nim zacznie się wojna, zdobyła w 1995 roku Shamus Award. Od tego czasu wydał dziewięć powieści, które przetłumaczono na ponad 30 języków i które stały się bestsellerami – wśród nich takie perełki jak: Ciemności, weź mnie za rękę, Pułapka zza grobu, Gdzie jesteś, Amando?, Modlitwy o deszcz, Rzeka tajemnic, Wyspa skazańców, Miasto niepokoju, Mila księżycowego światła i Nocne życie.

Tłumaczenie/ Sławomir Stuniarz

Tytuł oryginału/ en-us Shutter Island

Tematyka/ Główny bohater powieści Wyspa skazańców został przedstawiony jako osoba cierpiąca na poważny przypadek schizofrenii, będącej skutkiem traumatycznych przeżyć wojennych. Do najważniejszych z nich należą m.in. wydarzenia z czasów wojny – Teddy Daniels podczas walk w Dachau zabił setki żołnierzy, a także poczucie winy spowodowane tym, że nie zaprowadził swojej żony Dolores do psychiatry. Tragiczna kulminacja nastąpiła w chwili, gdy jego żona niespodziewanie zamordowała ich troje dzieci, topiąc je w stawie. Zmuszony do zabicia ukochanej żony, Teddy do końca życia nosił w sobie żal i poczucie straty całej rodziny. Nie potrafił uciec od rzeczywistości i nieświadomie pogrążył się w zaburzeniach psychicznych. Fikcyjna historia autorstwa Dennisa Lehane’a opiera się na podejściu psychoanalitycznym, czerpiącym z teorii Zygmunta Freuda.

Główny motyw/ Akcja wydanej w 2003 roku powieści Dennisa Lehane’a Wyspa skazańców rozgrywa się latem 1954 roku, kiedy amerykański szeryf Teddy Daniels przybywa na wyspę Shutter, gdzie mieści się szpital Ashecliffe dla obłąkanych. Wraz ze swoim partnerem, Chuckiem Aule, wyrusza na poszukiwanie zbiegłej pacjentki, morderczyni Rachel Solando, gdy nad wyspę nadciąga huragan. Jednak nic w szpitalu Ashecliffe nie jest takie, jak się wydaje. Teddy Daniels również nie. Czy przybył tam, by odnaleźć zaginioną pacjentkę? A może został wysłany, by zbadać pogłoski o radykalnych metodach leczenia stosowanych w Ashecliffe? Im bardziej Teddy i Chuck zbliżają się do prawdy, tym bardziej staje się ona nieuchwytna – i tym mocniej obaj zaczynają podejrzewać, że nigdy nie opuszczą Shutter Island. Bo ktoś, lub coś  próbuje doprowadzić ich do szaleństwa…

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Jeśli czas naprawdę jest dla mnie ciągiem zakładek, to odnoszę wrażenie, jakby ktoś potrząsnął księgą mego życia i powypadały z niej pożółkłe paski papieru, etykiety pudełek z zapałkami i spłaszczone mieszadełka do kawy, a stronice z pozaginanymi rogami zostały wygładzone.”

„Widzisz, jedni za morzem przepadają, a inni w nim przepadają.”

„Moim zdaniem piękno rzeczy istnieje w umyśle tego, który ją ogląda.”

„Najpierw niech pan zobaczy obóz zagłady, doktorze, a potem podzieli się ze mną swoimi uczuciami wobec Boga.”

„Ten świat na każdym kroku uświadamia tylko człowiekowi jego ubóstwo, przypomina mu, czego nie ma, czego nigdy nie posiądzie i co utracił, nie zdążywszy się tym nacieszyć.”

„Wiecie, panowie, co przypomina dziedzina zdrowia psychicznego w obecnych czasach? (…) Pole bitwy. Toczy się na nim wojna, ideologiczna, filozoficzna, a nawet psychologiczna.”

„Oto iście kafkowski dylemat, w całej swej jaskrawości.  Jeśli ktoś nie jest wariatem, ale inni ogłosili światu, że jest, wszystkie jego protesty tylko umacniają świat w przekonaniu, że zwariował.”

„Uzasadnione protesty stanowią zaprzeczenie. Słuszne obawy nazywane są paranoją. Instynkt samozachowawczy przemianowany zostaje na mechanizm obronny. W tej sytuacji jest się z góry skazanym na porażkę.”

„Mózg wysyła neuroprzekaźniki do układu nerwowego. To mózg steruje bólem. Steruje lękiem. Snem. Empatią. Głodem. W rzeczywistości mózg zarządza wszystkim, co kojarzymy z sercem, duszą czy układem nerwowym. Wszystkim.”

„Hitlerowcy wykorzystywali Żydów. Sowieci mieli do dyspozycji więźniów w gułagach. A my eksperymentowaliśmy na pacjentach na Shutter Island.”

„Bóg uwielbia przemoc i gwałt.”

„Przemoc przychodzi nam łatwiej niż oddychanie. Toczymy wojny. Składamy całopalne ofiary. Łupimy, rwiemy na strzępy ciała naszych braci. Pola naszych bitew usłane są cuchnącymi trupami.”

„Zmęczeni jesteśmy lękiem, zmęczeni smutkiem, zmęczeni bezradnością, zmęczeni samym zmęczeniem. Marzy nam się, żeby znów było jak za dawnych lat, chociaż nawet ich nie pamiętamy, a przy tym, paradoksalnie, na łeb, na szyję przemy w przyszłość. A cierpliwość i wyrozumiałość pierwsze padają ofiarami postępu.”

„I jak tam jest w szerokim świecie? To samo gówno, tylko inne języki.”

„Świat jest bezwzględny. Nic nikomu za darmo nie daje. Raczej odbiera.”

Książka rozpoczyna się prologiem doktora Sheehana, który początkowo wydaje się niezrozumiały i pozbawiony sensu, dopiero po zakończeniu lektury nabiera on właściwego znaczenia. Właściwa akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Teddy Daniels znajduje się na promie płynącym na Shutter Island, gdzie mieści się Ashecliffe Institution – ośrodek dla osób chorych psychicznie, które dopuściły się zbrodni z użyciem przemocy. Zarówno Teddy, jak i jego partner Chuck są amerykańskimi szeryfami federalnymi, jednak stanowią swoje przeciwieństwa. Choć obaj są weteranami wojennymi, Chuck przedstawiany jest jako łagodny i spokojny, podczas gdy Teddy to mężczyzna twardy, pokryty bliznami i zmagający się z własnymi demonami.

Żona Teddy’ego, Dolores, została niedawno zamordowana przez podpalacza Andrew Laeddisa. Bohater wspomina również, że już w dzieciństwie łączyła go z ojcem trudna i niezdrowa relacja. Interesujące wydaje się zestawienie Teddy’ego i Chucka jako partnerów – można odnieść wrażenie, że Chuck pełni wobec niego rolę swoistego „głosu rozsądku” lub „dobrego anioła”. Obaj przybywają do Ashecliffe w związku z zaginięciem jednej z pacjentek, Rachel Solando, skazanej za zamordowanie własnych dzieci, w których istnienie nadal wierzyła. Instytucja ta znana jest z wykorzystywania przestarzałych i kontrowersyjnych metod leczenia psychiatrycznego, takich jak lobotomia, elektrowstrząsy czy inne nieludzkie formy terapii. Sama wyspa opisywana jest jako miejsce mroczne i odizolowane, o ponurej, przytłaczającej atmosferze.

Na miejscu bohaterowie spotykają doktora Crawleya, który kieruje szpitalem. Początkowo sprawia on wrażenie człowieka aroganckiego i nieprzyjemnego, zirytowanego obecnością federalnych agentów. Dopiero z czasem jego zachowanie zaczyna wydawać się bardziej zrozumiałe. Teddy i Chuck udają się następnie do pokoju Rachel, który okazuje się niewielki i pozbawiony jakichkolwiek miejsc, w których można by się ukryć lub przez które można by uciec. Znajdują tam jednak tajemniczą notatkę z napisem: Zasada Czterech: Ja Jestem 47, Oni To 80 + Wy Jesteście 3, My Jesteśmy 4, Ale Kim Jest 67?” Początkowo znaczenie tego komunikatu pozostaje niejasne, jednak z czasem okazuje się ono kluczowe dla zrozumienia całej intrygi. Teddy i Chuck dochodzą do wniosku, że przy tak rygorystycznych środkach bezpieczeństwa Rachel musiała otrzymać pomoc w ucieczce i nadal przebywa na wyspie, ponieważ fizycznie niemożliwe byłoby jej opuszczenie.

Wkrótce obaj dowiadują się, że doktor Sheehan opuścił wyspę na krótki urlop mniej więcej w tym samym czasie, gdy zaginęła Rachel. Teddy i Chuck zaczynają podejrzewać, że oboje mogli się w sobie zakochać i uciec razem. Doktor Crawley nalega, by kontynuowali poszukiwania, lecz Teddy jest przekonany, że ich obecność nie ma już sensu i zamierza odpłynąć pierwszym promem. Tej nocy śni o Dolores, która we śnie nakazuje mu policzyć łóżka i ujawnia, że Andrew Laeddis, jej zabójca, znajduje się wśród pacjentów Ashecliffe. Ten sen stanowi poruszający moment ukazujący cierpienie Teddy’ego oraz jego nieustanną tęsknotę za zmarłą żoną.

Rano Teddy i Chuck rozmawiają o nadchodzącej burzy, która prawdopodobnie uniemożliwi im opuszczenie wyspy. Teddy twierdzi, że udało mu się złamać kod Rachel, jednak jego interpretacja okazuje się niejasna. Analizując zapis, obaj dochodzą do wniosku, że dotyczy on życia Rachel, choć wciąż nie potrafią wyjaśnić znaczenia liczby 67. W tym fragmencie doktor Crawley zachowuje się podejrzanie – sprawia wrażenie, jakby wiedział, co oznacza tajemnicza liczba, ale celowo to ukrywa. Scena ta wydaje się istotna dla zrozumienia samego Teddy’ego, który ujawnia swoje zdolności analityczne i determinację w dążeniu do prawdy.

Podczas przesłuchań pacjentów Teddy pyta jedną z kobiet, czy zna kogoś o imieniu Andrew Laeddis. Kobieta reaguje lękiem, ale zaprzecza. Chuck dopytuje Teddy’ego o tę historię, a ten opowiada mu o śmierci swojej żony. W retrospekcji ukazany zostaje ostatni dzień Teddy’ego z Dolores, z której zachowania wynika, że mogła cierpieć na zaburzenia psychiczne. Opis ten różni się od wcześniejszych wspomnień bohatera, co sugeruje, że Teddy idealizuje przeszłość i wybiórczo zachowuje w pamięci jedynie dobre chwile. W dalszej części fabuły Chuck dowiaduje się, że Teddy odkrył, iż Laeddis został przeniesiony do Ashecliffe kilka miesięcy wcześniej, co tłumaczy jego obecne zaangażowanie w sprawę. Choć Chuck stara się okazać zrozumienie, domaga się, by Teddy ujawnił swoje prawdziwe intencje wobec Laeddisa. Teddy unika jednak odpowiedzi, co może świadczyć o jego wewnętrznym zagubieniu i braku jasności co do własnych motywów.

Teddy pozwala jednemu z pacjentów napisać coś w swoim notesie; gdy wraz z Chuckiem odczytuje wiadomość, widzi jedynie słowo: Uciekaj. Wkrótce obaj wyruszają na eksplorację wyspy, gdzie natrafiają na stos ułożony z trzynastu kamieni – liczby pojawiającej się wcześniej w kodzie Rachel. Teddy interpretuje to jako znak i kontynuuje poszukiwania. W rozmowie z Chuckiem wspomina, że czytał o eksperymentach prowadzonych na pacjentach z użyciem leków psychotropowych, a następnie ujawnia, iż od dawna interesował się zarówno Ashecliffe, jak i samym Laeddiseem. Okazuje się, że już wcześniej próbował uzyskać dostęp do wyspy, lecz wówczas otrzymał informację, że taki pacjent w ogóle nie istnieje. W tym momencie fabuły widać wyraźnie, że Teddy zaczyna tracić stabilność emocjonalną. Śmierć żony wciąż go prześladuje, a obsesja na punkcie Laeddisa staje się jego głównym motywem działania. Chuck zaczyna natomiast dostrzegać niepokojące zbieżności – przypomina, że Teddy kontaktował się z Ashecliffe rok wcześniej, a teraz został przydzielony do sprawy Rachel. Coraz wyraźniej sugeruje, że w całej tej sytuacji może kryć się spisek. W pewnym momencie Chuck wysuwa hipotezę, że Rachel wcale nie istnieje, a cała misja została zaaranżowana, by zwabić Teddy’ego na wyspę i zatrzymać go tam na stałe. Teddy, próbując uspokoić partnera, tłumaczy, że działa na polecenie senatorów, którzy chcą sprawdzić sposób wydatkowania środków przeznaczanych na instytucję. Jednak w tym momencie narracja zaczyna budzić wątpliwości: zarówno Chuck, jak i czytelnik mogą odczuwać, że zbyt wiele elementów łączy się w jedną, niepokojąco spójną całość. 


Po zażyciu leków Teddy ma dziwny, niepokojący sen. Pojawiają się w nim dzieci oraz Dolores. Śni także o Andrew. W wizji Teddy marzy o miłości do Rachel, a jego umysł nieustannie miesza postaci Dolores i Rachel, jakby granica między nimi całkowicie się zatarła. Przyszło mi wtedy do głowy, że jeśli Dolores była chora psychicznie, Teddy może dostrzegać w Rachel podobne cechy – i właśnie dlatego czuje z nią tak silną, emocjonalną więź. We śnie Teddy i Rachel decydują się rozpocząć wspólne, nowe życie. Rachel mówi, że teraz wszystko jest w porządku i że nie skrzywdzi ich dzieci. Zacząłem się wówczas zastanawiać, czy scena ta nie symbolizuje samotności Teddy’ego – jego desperackiego pragnienia odzyskania utraconego życia, o którym kiedyś marzył, oraz głębokiej tęsknoty za poczuciem bliskości.  Jest tak zrozpaczony, że próbuje odnaleźć namiastkę dawnego szczęścia w każdej osobie, która przypomina mu o jego przeszłości. To marzenie o spokoju, którego nie potrafi już osiągnąć na jawie. Po przebudzeniu Teddy widzi doktora Crawleya, który pyta go o Dolores. Teddy opowiada, jak bardzo za nią tęskni: widać w nim nie tylko smutek, lecz także przytłaczające poczucie winy. Później odnajduje Chucka, który zdradza mu, że zakradł się do gabinetu doktora Sheehana. Choć nie znalazł tam zbyt wiele, odkrył w kalendarzu zablokowane dni, oznaczone wpisem pacjenta numer 67.

Tej nocy Teddy ponownie rozmyśla o Dolores i o początkach ich związku. Sposób, w jaki opisuje ich miłość, wydaje się niezwykle czysty i szczery: jak wspomnienie czegoś, co już dawno przeminęło, ale wciąż boli. Wydaje się, że właśnie wtedy Teddy doznaje olśnienia: wraca do kodu Rachel i zaczyna go analizować. Rozkłada wszystko na czynniki pierwsze i dochodzi do wniosku, że chodzi o kogoś o nazwisku Andrew Laeddis. Pomyślałem wtedy, że to naprawdę niesamowita książka: taka, która trzyma w napięciu do ostatnich stron. Zacząłem się zastanawiać, czy fakt, że dopiero tak późno odkrywamy prawdę o tym, że Andrew i Teddy to ta sama osoba, nie ma na celu pogłębienia przepaści między ich tożsamościami. Bo choć obaj są jednym człowiekiem, w pewnym sensie istnieją niezależnie od siebie — jak dwa odbicia w lustrze, które nigdy nie mogą się spotkać. Widzimy różne oblicza Andrew: tego, którego zna Teddy – podpalacza, strażnika, postać pełną gniewu i przemocy, oraz tego prawdziwego Andrew, byłego weterana wojennego, który uciekał w alkohol, by nie stawić czoła rozpadającemu się życiu rodzinnemu. A obok nich istnieje jeszcze Teddy – wersja samego siebie, jaką stworzył jego umysł, by móc dalej funkcjonować. To, kim naprawdę jest, pozostaje niejasne. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać, czy „Teddy” nie jest wytworem syna Andrew, Edwarda, zamordowanego przez własną matkę, i czy cały świat przedstawiony nie jest tylko symbolicznym echem tej tragedii.

Crawley również coś ukrywał, przed samym sobą i przed innymi. Ukrywał fakt, że jego instytucja chyli się ku upadkowi, a stosowane tam metody terapeutyczne balansują na granicy etyki. Udawał, że prowadzone eksperymenty i złożone terapie mają na celu przełom w leczeniu, podczas gdy często bardziej szkodziły pacjentom, niż im pomagały. On i Sheehan zachowywali się tak, jakby chcieli uchronić Andrew przed lobotomią, ale jeśli rzeczywiście mieli takie możliwości, dlaczego po prostu tego nie zrobili? Nawet jeśli Andrew był agresywny, nie oznaczało to przecież, że zasługiwał na to, by zostać zamienionym w bezwolnego człowieka. Wydaje mi się jednak, że w gruncie rzeczy Andrew sam nie chciał już żyć z ciężarem tego, co zrobił. To właśnie Teddy, jego iluzoryczne alter ego, pozwolił mu na ucieczkę. Dzięki niemu Andrew mógł nie być sobą, mógł odrzucić swoją winę i żyć w świecie, który choć zbudowany na kłamstwie, był mniej bolesny niż rzeczywistość. W końcu może łatwiej jest stracić rozum, niż w pełni poczuć ciężar własnych grzechów. Crawley mówi Teddy’emu, że to nie może być przypadek, iż Rachel Solando ma dokładnie te same litery w imieniu i nazwisku co jego żona, Dolores Chanal, oraz że Rachel – podobnie jak Dolores – zabiła swoje dzieci. W tym momencie byłem przekonany, że to gaslighting.[1] Przecież Teddy nigdy wcześniej nie wspominał o dzieciach! Jeśli już, to raczej wydawał się przygnębiony tym, że nigdy nie zdążyli założyć rodziny, zanim ją stracił.

A jednak Crawley nie ustępuje. Pisze na kartce imiona: Edward Daniels, Andrew Laeddis, Dolores Chanal, Rachel Solando – i układa z nich pewien wzór. Litery zaczynają się układać w sposób, który budzi w Teddym niepokój, choć on sam jeszcze nie rozumie dlaczego. Wtedy Crawley mówi mu, że te imiona mają związek z jego przeszłością – że to były imiona jego dzieci. Teddy reaguje gwałtownie, zaprzecza, mówiąc, że to dzieci Rachel, nie jego. I wtedy przychodzi moment olśnienia. Dlaczego dzieci miałyby mieć nazwisko Laeddis? Nagle wszystko zaczyna się układać w całość. To nie gaslighting – to prawda. Prawda, przed którą Teddy uciekał przez cały czas. Teddy to tak naprawdę Andrew Laeddis, a Rachel… to jego żona, Dolores.

Crawley mówi mu, że Dolores była poważnie chora psychicznie. Spaliła ich mieszkanie, a terapeuta zasugerował Andrew, by przeprowadzili się z dziećmi do odosobnionego domu nad jeziorem, w nadziei, że tam uda się jej dojść do siebie. Ale to się nigdy nie udało. Dolores miała myśli samobójcze i w końcu skrzywdziła dzieci. Andrew, nie mogąc sobie z tym poradzić, zaczął pić – o czym Teddy zresztą wspominał wcześniej w książce. Alkohol był jego tarczą, ucieczką od poczucia winy, od prawdy, którą próbował wymazać z pamięci. Crawley przypomina mu, że lekarze ostrzegali go, że jego żona stanowi zagrożenie dla dzieci. Andrew zignorował te ostrzeżenia – a teraz musi żyć z konsekwencjami. Wtedy Crawley postanawia przeprowadzić ostateczną próbę: oddaje Teddy’emu jego pistolet i mówi, żeby zrobił z nim, co chce. Teddy chwyta broń i strzela. Ale to tylko pistolet na wodę. Symboliczny gest – pokazujący, że jego świat był jedną wielką iluzją. Ten moment uderzył mnie najmocniej. Poczułem dziwny smutek i pustkę, bo byłem już emocjonalnie związany z Teddym. Współczułem mu, wierzyłem w jego historię, w jego ból, w jego walkę o prawdę. I nagle okazało się, że to wszystko było tylko konstrukcją umysłu człowieka, który nie mógł pogodzić się z rzeczywistością. Mimo że fizycznie nie umarł, czułem, jakby naprawdę zniknął – jakby ten Teddy, którego znałem, przestał istnieć.

Po chwili do pokoju wchodzi Chuck. Ale to już nie Chuck – to doktor Sheehan, jego prawdziwa tożsamość. Wtedy wszystko staje się jasne: ten „cholerny szpital” naprawdę odtworzył fantazję pacjenta, pozwalając mu żyć w roli, którą sam sobie stworzył. To szaleństwo, ale zarazem desperacka próba leczenia – wejście w świat chorego, by pomóc mu zrozumieć prawdę o sobie. Okazuje się, że Sheehan i Crawley przez cały czas grali w tę fantazję razem z nim. Pozwolili Andrew być Teddym, mówić jego słowami, widzieć świat jego oczami. Gdy Teddy pyta ich o burzę, odpowiadają, że nie mogli jej stworzyć, ale mogli ją przewidzieć – tak jak mogli przewidzieć burzę w jego umyśle. Mówią mu, że kiedy „Teddy” pobił George’a Noyce'a schizofrenika cierpiącego na dodatek na manię prześladowczą, zrobił to dlatego, że George nazwał go Andrew – i w tym jednym momencie jego dwa światy się zderzyły. Był zagrożeniem, nie tylko dla innych, ale i dla samego siebie. Crawley pokazuje mu kod Rachel: „you are him”„jesteś nim”. To było ostrzeżenie, które Andrew sam sobie wysyłał, próbując przebić się przez własne złudzenia. Teddy nie chce tego przyjąć, walczy z tym do końca. W końcu zostaje odprowadzony do swojej celi. Wtedy wchodzi pielęgniarka – i okazuje się, że to ta sama kobieta, która wcześniej udawała Rachel. Krąg się zamyka. Cały ten świat, wszystkie postaci, wszystkie wydarzenia były elementami jednej wielkiej terapii – i jednego wielkiego kłamstwa, w które Andrew chciał wierzyć, bo prawda była zbyt bolesna, by ją unieść.

Tak jak zasugerowałem wcześniej w rzeczywistości Teddy to Andrew Laeddis, a Chuck okazuje się jego głównym terapeutą. Andrew jest rozdarty między swoim świadomym „ja” – Teddym Danielsem, a nieświadomym – Andrew Laeddisem, co stanowi rezultat jego tragicznej przeszłości. Wie, że jego żona Dolores zamordowała ich dzieci, a on sam zabił ją w napadzie gniewu. Jego poczucie winy i wewnętrzna walka wciągają go jednak z powrotem w świat urojeń, w którym nieustannie prześladuje go wizja córki próbującej przekonać go, że to on jest odpowiedzialny za śmierć rodziny.

Wyspa skazańców stanowi doskonały przykład freudowskiej hipotezy psychozy, zgodnie z którą osobowość „id” (czyli „to”) dąży do natychmiastowego zaspokojenia popędów. Przykładem tego jest postać Dolores – kobiety cierpiącej na depresję i schizofrenię, która pod wpływem głosów w swojej głowie podpala mieszkanie i dopuszcza się innych irracjonalnych czynów. Dolores istnieje jedynie w fantazjach Teddy’ego, a jej irracjonalne i psychotyczne skłonności prowadzą do zabicia trójki ich dzieci bez zastanowienia nad konsekwencjami. Niektórzy interpretują tę relację jako symboliczny przejaw kontroli – Dolores włada Teddym, ponieważ ten sam jej na to pozwala. Z kolei postać doktora Sheehana uosabia osobowość „ego”, która staje w obliczu rzeczywistości i stara się racjonalizować każdą sytuację. Rozumie on powagę choroby Andrew i współuczestniczy w jego iluzorycznym świecie jako część terapii, mającej ostatecznie doprowadzić do wyleczenia pacjenta z jego stanu psychotycznego. Przykładem tego jest scena, w której dr Sheehan i Teddy prowadzą śledztwo w sprawie zaginionej pacjentki i zostają uwięzieni w budynku podczas huraganu.

Teddy stopniowo zaczyna podejrzewać, że lekarze z Shutter Island przeprowadzają pranie mózgu na swoich pacjentach, w tym również na nim samym i doktorze Sheehanie. Dr Sheehan zgadza się z przekonaniami Teddy’ego i zachowuje racjonalność, starając się z nim współpracować. Teddy wykazuje objawy urojeń wielkościowych oraz prześladowczych, wierzy, że stoi u progu wielkiego odkrycia, a jednocześnie czuje się ofiarą spisku lekarzy. Zaburzenia urojeniowe Teddy’ego mogą wynikać z jego doświadczeń wojennych oraz ze śmierci żony i dzieci, co doprowadziło go do stworzenia nowej tożsamości w celu ochrony przed bólem przeszłości. Pomimo licznych wskazówek i sugestii pojawiających się w całej powieści, jego urojenia nie ustępują. Wyspa skazańców nie tylko opiera się na motywie traumy, lecz sama w sobie stanowi jej przejaw, ponieważ odcina i podważa zrozumienie czytelnika. Aby w pełni docenić istotę traumy w tej historii, potrzebna jest zarówno wiedza kliniczna, jak i literacka wrażliwość. Myślę, że ta książka pokazuje coś znacznie głębszego – że każdy z nas w jakiś sposób ukrywa się przed okrucieństwem świata. Niezależnie od tego, czy tworzymy sobie inną osobowość, pijemy, żeby zapomnieć, czy po prostu uciekamy w wyobraźnię – wszyscy szukamy schronienia przed bólem.

Książka Wyspa skazańców została sfilmowana jako Wyspa tajemnic (ang. Shutter Island) w 2010 roku w reżyserii Martina Scorsese. W postać Teddiego Danielsa wcielił się Leonardo DiCaprio.

 

 


[1] Gaslighting to forma przemocy psychicznej, w której manipulator systematycznie podważa rzeczywistość ofiary, wpędzając ją w wątpliwości co do własnej pamięci, percepcji i zdrowego rozsądku. Osoba poddawana gaslightingowi staje się zdezorientowana, traci pewność siebie i w efekcie jest całkowicie zależna od manipulatora. 

 

15 lipca 2026

Królowa piękna z Jerozolimy

 

„Królowa piękna z Jerozolimy”

Sarit Yishai-Levi

Autorka/ (ur.1947 w Jerozolimie) izraelska dziennikarka. Pochodzi z sefardyjskiej rodziny, która mieszka w Jerozolimie od ośmiu pokoleń. Studiowała w Nissan Nativ Acting Studio, a następnie na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Potem przez kilka lat grała w teatrze i filmie, jednak rozpoczęła pracę jako dziennikarka. Była pierwszą izraelską kobietą, która przeprowadziła wywiad z Jaserem Arafatem (podczas pierwszej wojny libańskiej w Bejrucie). Pracowała jako korespondentka dla różnych izraelskich gazet i czasopism, w tym At”, Monitin”, HaOlam HaZehiHadashot”. Prowadziła także izraelskie programy telewizyjne i radiowe w Los Angeles. Obecnie jest głównym korespondentem magazynu Olam Ha'Ishai”, prowadzi programy telewizyjne na temat turystyki i stylu życia.

Tłumaczenie/ Regina Gromacka

Tytuł oryginału/ he מלכת היופי של ירושלים

Tematyka/ Akcja Królowej piękna z Jerozolimy została umieszczona w Jerozolimie na przestrzeni kilkudziesięciu lat, przed powstaniem państwa izraelskiego, jak i już po jego ustanowieniu. Fabuła koncentruje się wokół sefardyjskiej rodziny Ermosa, którą prześladuje przekleństwo: jej członkowie wchodzą w związki małżeńskie pozbawione miłości. Opowiedziana w nielinearny sposób, podąża za Gawrielem Armozą, jego żoną Rozą Armozą i trzema córkami: Luną, Ryfką i Rachel. Gawriel jest dość stronniczy w stosunku do swojej najstarszej córki Luny, ale jego otwarte uczucie do niej sprawia, że ​​jego żona jest zgorzkniała, ponieważ nigdy nie okazał jej (żadnej) miłości. Kontrastująca dynamika prowadzi do wielu komplikacji w rodzinie.

Główny motyw/ Luna o zielonych oczach była najpiękniejszą kobietą w całej Jerozolimie. Jej córka Gabriela nie odziedziczyła po niej słynnej urody i wdzięku. Kobiety nie rozumieją się i nie potrafią znaleźć wspólnego języka, ale gdy dochodzi do tragedii, Gabriela odkrywa, że matka ma do zaoferowania znacznie więcej niż starannie pomalowane usta. Aby zrozumieć tę trudną relację, dziewczyna odkrywa różne wątki historii swojej rodziny: od prababki Mercady, znanej uzdrowicielki, kobiety surowej, zimnej i bezwzględnej; przez zgorzkniałą babcię Rozę, która sprzątała domy Anglików i nigdy nie zaznała szczęścia; po kochającą zabawę, promienną Lunę. Gabriela musi zmierzyć się z przeszłością o wiele bardziej złożoną, niż mogła przypuszczać i teraźniejszością, która bywa okrutna.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Mimo ich błagań odmawiała wychodzenia z domu, wstydziła się, że ją Lunę, właścicielkę najpiękniejszych nóg w Jerozolimie, ludzie zobaczą na wózku inwalidzkim.”

„(…) kiedyś spytałam babcię Rozę, co to jest Bóg, a ona powiedziała mi, że Bóg jest tęczą na niebie.”

„U nas w rodzinie, Gabrielo, miłość to takie słowo, którego nigdy się nie wypowiada.”

„Zresztą, co to jest miłość? Kto to wie? Moje córki przed zamążpójściem mówiły: >Kocham Davida<, >Kocham Moiza<, >Kocham Elego<. A ja patrzę i mówię: Miłość? Prędzej Mesjasz nadejdzie.”

„Jakie to szczęście, że zostały nam tylko córki, bo mężczyźni w naszej rodzinie żenią się z kobietami, których nie kochają.”

„(…) miłość nie tylko jest ślepa, ale potrafi też oślepić, miłość może dać wielkie szczęście, ale też sprowadzić wielkie nieszczęście.”

„Przypomniałam sobie, jak babcia Roza powiedziała mi kiedyś, że nic nie ginie, bo istnieje kraina wszystkich zagubionych rzeczy, i tam, jak mówiła babcia Roza, znajdują się utracone wspomnienia, zapomniane chwile, zagubione miłości.”

„On został zaczarowany oczami matki, a teraz jego syn został zaczarowany oczami córki.”

„Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem.”

„Ach, Tel Aviv, Tel Aviv. Ilekroć przyjeżdżał do białego miasta, czuł się jak turysta we własnym kraju.”

„To prawda, miał córki, były światłem jego życia, ale czy mężczyźnie wystarcza bycie ojcem, żeby czuł, że żyje?”

„Miłość, jeśli Bóg jej nie pobłogosławi, jest przeklęta i łączą się z nią piekielne męki.”

„Nie rozumiem, co znaczy, że ważą się historyczne losy, ale za to rozumiem ludzi, a u ludzi kobieta jest kobietą, a mężczyzna mężczyzną, nieważne, czy w czasie wojny, czy pokoju.”

„Odpuść nam nasze winy, niedobrze jest być bardzo piękną tylko kłopoty sprowadzi na nią ta uroda.”

„(...) gdyby na Uniwersytecie Hebrajskim były studia modowe albo hollywoodzkie, Luna już miałaby doktorat.”

„Dalej żyjesz jak księżniczka, podczas gdy twój ojciec już dawno przestał być królem.”

„Wygląd nie ma znaczenia, kobieto! Najważniejsze jest to, co człowiek robi w swoim życiu.”

„Słowa mają moc niszczenia, nawet nieumyślnie, nawet przy dobrych chęciach.”

„Zyskał od nas sklep, ale nie zyskał szacunku.”

„Miłość to wybór żony jako przyjaciółki na całe życie (…)”

„Bóg nie spełnił wszystkich moich próśb.”

„Dopóki nie znajdziesz kogoś do kochania potrzebujesz kogoś, kto będzie cię kochał.”

„Oto jestem kolejnym ogniwem w łańcuchu kobiet z rodziny Ermozów: Markeda-Roza-Luna-Gabriela. Czułam się z nimi połączona przeklętą nicią.”

Królowa piękna z Jerozolimy to epicka opowieść, której tłem są Jerozolima oraz Izrael z początków poprzedniego stulecia. Autorka snuje historię kilku pokoleń rodziny Ermozów. Gabriela, najmłodsza z familii, aby zrozumieć samą siebie, odkrywa dzieje swoich bliskich. Z jednej strony jest to proza kameralna, skupiona na emocjach przede wszystkim kobiet: prababki, babki, matki oraz jej sióstr. Z drugiej zaś strony powieść ma wymiar monumentalny, ponieważ poprzez obserwowane wydarzenia staje się zapisem przemian zachodzących w Izraelu: od panowania tureckiego, przez okupację brytyjską, aż po powstanie państwa. Autorka koncentruje się przede wszystkim na czterech bohaterkach: Rozie, Merkadzie, Lunie i Gabrieli. Ta ostatnia nie potrafi porozumieć się ze swoją matką; z pomocą przychodzą jej ciotka i babka, które stopniowo ujawniają wydarzenia z przeszłości oraz losy rodziny. Doświadczenia te w znaczący sposób wpłynęły na obecne życie bohaterek i odcisnęły na nim trwałe piętno. Historia zapisana na kartach powieści wywołuje ogrom skrajnych emocji. To poruszająca, wartościowa i wielowymiarowa opowieść o skomplikowanych relacjach, zwłaszcza na linii mąż–żona, a także o macierzyństwie, poświęceniu i tęsknocie.

Całą historię rodziny Ermozów tuż przed śmiercią opowiedziała Gabrieli jej babcia, Roza. Była to opowieść o stracie i przetrwaniu, o losie, który potrafi w jednej chwili odebrać wszystko, a w następnej   nieoczekiwanie odmienić życie. Gdy w Jerozolimie wybuchła epidemia cholery, matka i ojciec Rozy zmarli, pozostawiając ją samą z młodszym rodzeństwem. Miała dziesięć lat, kiedy została sierotą; Efraim miał zaledwie pięć. Jeden z braci, Nisim, uciekł do Ameryki. Drugiego, Rachamima, Turcy powiesili przy Bramie Damasceńskiej za odmowę wstąpienia do wojska. Roza i Efraim zostali sami, głodni i bosi. Każdego dnia dziewczynka chodziła na targowisko Machane Jehuda, już po zamknięciu straganów, zbierając z ziemi resztki: rozgniecione pomidory, nadpsute ogórki, czasem kawałek chleba. Tak uczyła się troski i odpowiedzialności, zanim jeszcze zdążyła nauczyć się dorosłego życia. Aby ocalić brata, zaczęła pracować jako służąca u Anglików. Tam, dzięki łaskawości jaśnie pani, dostawała przynajmniej coś do jedzenia. I wtedy, gdy miała szesnaście lat, los ponownie upomniał się o nią – Merkada wydała ją za swojego syna, Gawriela, a życie Rozy nagle skręciło w zupełnie inną stronę. Gawriel był bogaty i piękny, pożądany przez wszystkie dziewczęta Jerozolimy. A jednak Merkada wybrała właśnie ją – biedną sierotę, bez posagu i bez nazwiska. Dlaczego? Odpowiedź przyszła dopiero po latach. Wtedy Roza nie pytała. Przyjmowała dar, jakim była odmiana losu, z niedowierzaniem i wdzięcznością. Znała Gawriela z targu. W każdy piątek przychodziła po ser i oliwki rozdawane biednym na szabat przez jego ojca, Rafaela. Kto mógł przypuszczać, że to ona zostanie żoną Gawriela, matką jego córek? Jakie szanse miała sierota z dzielnicy Szam’a, pozbawiona rodziny i rodowodu, by wejść do domu Ermozów? A jednak stało się. Spośród wszystkich dziewcząt w Jerozolimie to ją Merkada wybrała na narzeczoną swojego syna. Roza sądziła, że śni. Choć dano jej czas do namysłu, odpowiedziała natychmiast „tak”. I tak, ni stąd, ni zowąd, zyskała dom, ubrania, jedzenie i rodzinę. Nie musiała już sprzątać u Anglików. Najważniejsze jednak było to, że w miejsce utraconych bliskich pojawili się nowi: mąż, dzieci, teściowa, w której pragnęła odnaleźć matkę, oraz rodzeństwo, które miało wypełnić pustkę po tych, których zabrała choroba i wojna.

Jednak w rodzinie Ermozów słowa „miłość” się nie wypowiadało. Gawriel nigdy nie zaszczycił Rozy powiedzeniem „kocham cię”. „Zresztą, co to jest miłość? Kto to wie? Można patrzeć i zastanawiać się: Miłość? Prędzej Mesjasz nadejdzie. Jakie to szczęście – zastanawiała się Roza – że zostały jej tylko córki, bo mężczyźni w tej rodzinie żenią się z kobietami, których nie kochają”. Słowo „miłość” mężczyznom w tej rodzinie nie przechodzi przez gardło. Ale istnieje mnóstwo historii miłosnych, które złamały serca Gawriela i jego ojca Rafaela. 


Pradziadek Gabrieli, Rafael, był bardzo zacnym człowiekiem, znawcą Tory, zagłębiał się w studia nad kabałą, a nawet przemierzył całą drogę z Jerozolimy do Safedu[1], żeby modlić się u świętego Ha-Ariego[2]. Powiadali, że Rafael poprzysiągł sobie w duchu, że wyrzeknie się ślubnego baldachimu i ceremonii zaślubin, i zamiast tego niemal zaczął składać śluby, że nie będzie płodził synów, tylko całkowicie i bez reszty odda się studiowaniu świętych ksiąg. Pewnego dnia, Rafael zdążał którąś z uliczek w Safedzie do synagogi Josefa Karo[3] i gdy tak szedł pogrążony w myślach, mamrocząc słowa modlitwy z półprzymkniętymi oczami, przypadkowo natknął się na młodą aszkenazyjkę[4], idącą z naprzeciwka. Rafael przestraszył się i podniósł głowę, a wtedy jego oczy napotkały jej „niebieskie jak morze i głębokie jak studnia” oczy. Dwa złote warkocze okalały jej twarz, jasna skóra była nieskazitelna. Rafael poczuł się tak, jakby ujrzał piękno samej Szechiny[5], więc czym prędzej zakrył oczy dłonią i poszedł w swoją stronę. Ale po tym spotkaniu przez wszystkie następne noce i dnie nie mógł wyrzucić ze swych myśli obrazu tej dziewczyny. Przychodziła do niego w myślach rano, kiedy się modlił, i wieczorem, gdy odprawiał wieczorne modlitwy. Postać aszkenazyjki, na którą natknął się w zaułkach Safedu, ścigała go jak zły duch i nie było dnia i nocy, żeby zdołał odpędzić  myśli o dziewczynie o niebieskich oczach i złotych warkoczach. Jednak ojciec Rafaela zeswatał go z inną dziewczyną, tak jak on sefaradyjką[6]: z Riwką Merkadę, piętnastoletnią córkę rabbiego Jochanana Tolego, pobożnego Żyda i wielkiego kupca. Rafael nie mógł okazać nieposłuszeństwa ojcu. Nawet nie przyszło mu do głowy żeby porozmawiać z ojcem o dziewczynie o niebieskich oczach, która pochodziła ze społeczności aszekenazyjskiej, bo dobrze wiedział, że takie rzeczy były zabronione. Jaki skandal i wstyd mogła przynieść rodzinie aszkenazyjska narzeczona. Tak bardzo sefaradyjczycy sprzeciwiali się małżeństwom z aszekenazyjczykami, że szanowny sir Moses Montefiore[7] we własnej osobie przyznawał nagrody w wysokości stu złotych napoleonów wszystkim tym, którzy zawarli małżeństwo mieszane. Jednak i tak wysoka zachęta pieniężna nie skłoniła nikogo aby zawrzeć mieszane małżeństwo sefaradyjsko-aszkenazyjskie. Z małżeństwa Rafaela z Merkadą urodził się syn, dziadek Gabrieli, Gawriel. Rafael Ermoza zakochał się w gwarnej i różnobarwnej atmosferze targu i wciąż wypatrywał wśród aszkenazyjskich kobiet napotkanych na ulicach Jerozolimy tej dziewczyny z Safedu. Choćby zakryta była od stóp do głów, jak to było w zwyczaju wśród pobożnych kobiet, rozpoznałby ją po niebieskich oczach.

W końcu Turcy opuścili Ziemię Izraela, a w ich miejsce przybyli Anglicy. Jakiś czas później syn Rafaela Gawriel wrócił z Ameryki i zaczął pracować w sklepie ojca. Sklep przynosił dobre zyski, sytuacja materialna rodziny znacznie się poprawiła. Merkada postanowiła znaleźć Gawrielowi narzeczoną, chłopak miał już dwadzieścia lat. Rafael i Merkada układali sobie w głowie listę wszystkich panien, które wchodziły w rachubę. Nie było to trudne. Koniec końców sefaradyjczycy tworzyli zamkniętą społeczność i dobrze się między sobą znali. Pewnego dnia Rafael siedział w drzwiach sklepu i wtedy zobaczył, jak nadchodzą. Starsza kobieta powłócząca nogami, utykająca, ubrana była na czarno od stóp do głów, za rękę trzymała młodą złotowłosą kobietę z dwoma warkoczami. Zbliżały się powoli. Oczy starszej pochwyciły jego wzrok i serce przestało mu bić. To była ona! Ona! Niebieskooka z Safedu. To ta kobieta, o której niebieskich oczach próbował zapomnieć od ponad dwudziestu lat. Rozpoznał ją bez żadnych wątpliwości. Jej oczy wciąż były tymi samymi niebieskimi oczami, które go zauroczyły. Nagle młoda kobieta, córka starszej podniosła wzrok i stanęła jak zaczarowana. Rafael podążył za nimi, żeby zobaczyć, co przykuło jej uwagę, i wtedy, ku swemu przerażeniu, ujrzał swojego syna Gawriela stojącego za ladą – jego wzrok jakby zatrzasnął się w spojrzeniu młodej aszkenazyjskiej dziewczyny. Tamtej nocy Gawriel nie mógł zasnąć, ponieważ myślał o dziewczynie, którą spotkał w sklepie. Od tamtej pory zachowanie Gawriela się zmieniło, późno przychodził z targu, stał się markotny, nawet nie chciał słyszeć o ślubie z wybraną mu przez rodziców dziewczyną. W głowie miał tylko rudowłosą aszkenazyjkę. Od tego momentu wszechświat przestał istnieć. Odrzucone przez Gawriela oświadczyny wywołały skandal, które omal nie rozerwały Jerozolimy na strzępy. Niebywała historia miłosna Rochel Weinstein, aszkenazyjki z Mea Szearim[8], i Gawriela Ermozy, sefaradyjczyka z Ohel Mosze, była na językach całego miasta. Nie dość, że Gawriel zakochał się w aszkenazyjce, w dodatku pobożnej dziewczynie, to jeszcze w biały dzień trzymali się za ręce na ulicy przy ludziach. Rafael wpadł w szał, Merkada zemdlała. Biada oczom, które to widziały. Na nic się zdały krzyki, płacz i rwanie szat, nie pomogły zaklinania, modlitwy i obrzędy. Aszkenazyjska dziewczyna Rochel została wypędzona z domu ojca i okryta wstydem. Parę nocy spędziła w przytułku dla starców w zamian za ścielenie łóżek i wynoszenie nocników. Gawriel był zagubiony i bezradny.

Roza, babka Gabrieli, miała szesnaście lat, kiedy poślubiła dwudziestoletniego Gawriela. Cóż, delikatnie mówiąc, piękna nie była. Merkada zemściła się na swoim ukochanym synu. Dała mu za żonę kobietę bez rodziny, bez rodowodu, bez pieniędzy i bez urody. Gawriel nawet słówkiem nie pisnął i nie zaprotestował. Dokładnie rok po pogrzebie swojego ojca Rafaela poślubił Rozę, mając poczucie winy, że sprawa z aszkenazyjką wepchnęła ojca do grobu. Był to ślub bez muzykantów, tak jak żenią się nędzarze, a nie członkowie rodziny Ermoza. Gawiel ożenił się z Rozą, nadal prowadził  sklep, chociaż odkąd zmarł jego ojciec, a Rochel została usunięta z jego życia, odwrócił się od swojego Boga i stał się świeckim Żydem. Z tego związku narodziła się matka Gabrieli – Luna. Wbrew przekonaniu Merkady o tym, iż nazwał córkę Luną, żeby ją ukarać za narajenie mu Rozy, naprawdę czuł, że światło księżyca w dniu narodzin dziecka rozświetliło jego życie na nowo.

Rodzina Gabrieli ma mnóstwo tajemnic, które dziewczyna powoli rozwiązuje. To w wielkim skrócie historia niekochania. W tej opowieści bardzo niewielu bohaterów jest bezgranicznie szczęśliwych i spełnionych. Ograniczenia, które narzucają sami sobie lub robi to społeczność, w której żyją, doprowadzają do tego, że ich biografie są pełne tęsknot i żalu. Ciekawa jest też powtarzalność losów. To także historia matki, która nie potrafi kochać swojej córki. Luna nie zauważa, jakie szkody czyni w psychice Gabrieli, nie potrafi pomóc córce w przezwyciężaniu bolesnego dziedzictwa.  Przede wszystkim jest to pomocna książka dla kobiet, które muszą uwolnić się z traum dzieciństwa, Yishai-Levi Sarit odważnie obala mit matki, jako istoty doskonałej, nastawionej na swoje dziecko i wyraźnie sprzeciwia się zamykaniu ust córkom, którym odmawia się prawa do wyrażenia swoich emocji i zrzucenia balastu cierpienia. Królowa piękna z Jerozolimy to także opis powielania wyniesionego z dzieciństwa sposobu budowania relacji z własną rodzicielką, a może to być jedynie odpowiedź na odczuwane głębokie niezadowolenie z własnego życia jako kobiety dorosłej. Tak czy inaczej, dochodzi do krzywdzenia dziecka przez najbliższą mu osobę. Roza nie kocha Luny, Luna nie potrafi kochać Gabrieli. Trauma pokoleniowa, jaką nosi w sobie cała rodzina Ermoza, obecna jest niemal na każdej stronie książki.

Sarit Yishai-Levi w swojej książce uchwyciła zarówno nierozerwalną nić łączącą pokolenia sefardyjskiej rodziny, jak i zawiłości codziennego życia w Jerozolimie. Ta powieść, przesycona widokami, dźwiękami i zapachami niczym jerozolimski targ, a przy tym tak bogata w szczegóły i kolorowa jak lewantyński gobelin, to poruszający opis pojednania matki i córki. Na podstawie książki nakręcono izraelski serial (2021–2023) pod tym samym tytułem. Jest to, moim zdaniem, absolutne arcydzieło. Dla zainteresowanych przesyłam również link do oficjalnego zwiastuna serialu. W obsadzie znaleźli się: Swell Ariel Or, Michael Aloni, Hila Saada, Itzik Cohen, Yuval Scharf, Israel Ogalbo, Eli Steen, Irit Kaplan, Mali Levi, Tom Hagi, Luna Mansour oraz Hisham Suliman.  królowa piękna z jerozolimy serial zwiastun - Szukaj w Google

 

 


[1] Święte miasto Safed należy do najbardziej urokliwych miejsc w Izraelu. To totalny mix mistycyzmu, religii i sztuki, a wszystko to w przepięknej scenerii XVI -wiecznego niebieskiego miasteczka.

[2] Przydomek wielkiego kabalisty, rabbiego Izaaka Lurii.

[3] Józef ben Efraim Karo (hebr. יוסף קארו; znany jako ha-Mechaber, pol. Autor, lub pod akronimem Maran, pol. Nasz Mistrz) (ur. 1488 w Toledo; zm. 24 marca 1575 w Safedzie) – jeden z największych rabinów, kabalista, czynny na przełomie XV i XVI wieku w Safedzie. Jedna z najważniejszych postaci w historii halachy (prawa żydowskiego), nadal będąca wielkim autorytetem dla wyznawców judaizmu.

[4] Aszkenazyjczycy (hebr. Aszkenazim) to odłam Żydów, głównie z terenów środkowej i wschodniej Europy. Nazwa wywodzona jest od opisanego w Starym Testamencie (Księga Jeremiasza) ludu Aszkenaz, mieszkającego na północ od ziem Izraelitów. Używana była od X w. najpierw na określenie Niemców, a od XI w. Żydów niemieckich, a wraz z ich migracjami rozciągnęła się stopniowo na Europę Środkową, Wschodnią i częściowo Zachodnią (Francja). Podstawowym wyróżnikiem aszkenazyjczyków był wykształcony przez nich język jidysz (od niem. jüdisch – żydowski). Była to mieszanka niemiecko-hebrajska z silnymi zapożyczeniami słowiańskimi, zapisywana za pomocą alfabetu hebrajskiego. Aszkenazyjczycy stosowali też inną wymowę hebrajskiego. Od Żydów sefardyjskich różniły ich także przepisy rytualne i obrzędy religijne, formy budownictwa religijnego oraz wyposażenie wnętrz sakralnych. W XVIII w. wśród zamieszkałych na ziemiach polskich Żydów zrodził się chasydyzm, który wywarł wielki wpływ na kulturę aszkenazyjską. W XIX w. Żydzi aszkenazyjscy mieszkali w przeważającej większości na terenach dawnej Rzeczpospolitej w granicach Rosji i Austrii, stanowiąc ok. 90 proc. ogółu ludności wyznania mojżeszowego. W II poł. XIX w. nastąpił rozkwit kultury i nauki w jidysz. Po I wojnie światowej najważniejszym ośrodkiem kultury aszkenazyjskiej była Rzeczpospolita. Przedwojenne fale migracji oraz Holocaust spowodowały całkowity zanik kultury aszkenazyjskiej na terenach środkowej i wschodniej Europy. Obecnie główne jej skupiska to USA i Izrael.

[5] Szechina (hebr.) – boska obecność w świecie.

[6] Sefardyjczycy (hebr. Sfaradim, jid. Sfardim) to nazwa Żydów zamieszkujących początkowo Półwysep Iberyjski. Od aszkenazyjczyków odróżniały ich rytuały religijne oraz język zw. ladino. Była to mieszanka judeohiszpańska oparta na średniowiecznym dialekcie kastylijskim, zapisywana przeważnie w alfabecie hebrajskim, ale czasem także łacińskim, z licznymi zapożyczeniami z greki, arabskiego i tureckiego. Po wygnaniu Żydów z Hiszpanii i Portugalii (XV–XVI w.) język i kultura sefardyjska rozprzestrzeniły się w basenie Morza Śródziemnego, głównie w granicach imperium osmańskiego. Już od średniowiecza charakteryzowała sefardyjczyków wyrafinowana kultura, nierzadko dominująca nad lokalnymi społecznościami. W XX w. liczne grupy Żydów sefardyjskich osiedliły się w obu Amerykach, Afryce Południowej i w Izraelu, gdzie obecnie jest ich największa liczba. Na ziemiach I i II Rzeczpospolitej społeczność sefardyjska miała dużo mniejsze znaczenie niż aszkenazyjska.

[7] Sir Moses Montefiore urodził się w 1784 roku we Włoszech, wychował się w Londynie. Stał się jednym z nielicznych żydowskich członków Giełdy „London Stock Exchange”. Reprezentował Rotszyldów w ich interesach. Był człowiekiem kierującym się miłością do innych Żydów, zwłaszcza tych, którzy osiedlili się w Erec Isroel - ziemi izraelskiej. Był ich rzecznikiem w stosunkach z władcami osmańskimi.

[8] Me’a Sze’arim – jedna z najstarszych dzielnic żydowskich w Jerozolimie, w Izraelu. Jest zamieszkana głównie przez żydów charedim i chasydów.