13 lipca 2026

ZŁUDA

 

„ZŁUDA”

Carmen Laforet

Autorka/ (ur. 6 września 1921 w Barcelonie, zm. 28 lutego 2004 w Madrycie) –  hiszpańska powieściopisarka i nowelistka, najbardziej znana z głośnej debiutanckiej powieści Złuda. Dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w okresie wojny domowej na bezpiecznych Wyspach Kanaryjskich, gdzie kształciła się w Las Palmas. Po powrocie do Barcelony (1940) studiowała na tamtejszym uniwersytecie filozofię i literaturę. Następnie (1942) przeniosła się do Madrytu, gdzie studiowała prawo. W 1944 odniosła niespodziewanie wielki sukces literacki swą pierwszą powieścią Złuda, za którą przyznano jej Nagrodę im. Eugenio Nadala.

Tłumaczenie/ Kalina Wojciechowska

Tytuł oryginału/ es Nada

Tematyka/ Uważana za jedną z najlepszych hiszpańskich powieści XX wieku Złuda ma zapewnione miejsce wśród wielkich klasyków współczesnej literatury europejskiej. Swego czasu temat tej powieści był nowatorski i odważny, ukazywał bowiem brudne, złowrogie środowisko wielkiego miasta i stosunki rodzinne naznaczone nieufnością i egoizmem. Powieść postrzegano nawet jako alarmistyczną. Mimo zastosowania w utworze prostej fabuły i tradycyjnej struktury czasu młoda, 23-letnia autorka dała dowód swego talentu, tworząc nastrój, w którym dominują plugawe namiętności, przemoc i nienawiść –  przerażające dla głównej bohaterki, Andrei.

Główny motyw/ Andrea, pełna nadziei i złudzeń, podróżuje do Barcelony, by studiować filozofię i literaturę. Mieszka w domu swojej babci z krewnymi matki, niezdolnymi do okazywania uczuć oraz pozbawionymi psychicznej i moralnej równowagi. Miłośnik muzyki Roman to groźny maniak zamieszany w przemyt, który kończy się samobójstwem; niespełniony malarz okazuje się tyranem znęcającym się nad swoją żoną, a niezrównoważona Angustias tłumi swoje frustracje w klasztorze. Niesprzyjające okoliczności powodują, że Andrea ma poczucie długu wobec osób, które ją przygarnęły.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Wszystko wydawało się niezgodne z moją wyobraźnią (…).”

„Przyjemnie jest patrzeć, jak śpią ci, których się kocha.”

„Tykanie zegarka budzi dziś we mnie mocniejsze wzruszenie niż wycie wiatru wśród skał.”

„Po raz pierwszy odczułam, choć tego nie rozumiałam, że zainteresowanie, które wzbudza jakaś osoba, i szacunek to dwie rzeczy, nie zawsze idące w parze.”

„Tak, czasami myślę, że przyjaźń jest lepsza niż uczucie rodzinne. Czasami można się bardziej przywiązać do kogoś zupełnie obcej krwi.”

„Któż jest na tym pięknym i plugawym świecie dość interesujący, żeby go ścierpieć?”

„Nie będziesz nic potrzebowała, kiedy ten dom i jego sprawy przytępią twoje uczucia…”

„Barcelona! Taka wspaniała i taka bogata, a jednak jak ciężkie tu może być życie!”

„Mnie się podobają ludzie, którzy patrzą na życie inaczej niż wszyscy, którzy mają inny sąd o rzeczach niż większość ludzi…”

„(…) człowiek porusza się zawsze w tym samym kręgu osób, choćby nie wiem ile robił obrotów.”

„Kto może zrozumieć tysiące nici, które łączą ludzkie dusze, i pojąć, dokąd sięgają słowa?”

„Może sens życia dla kobiety polega wyłącznie na tym, że ktoś ją odkryje, spojrzy na nią w taki sposób, że ona sama poczuje się ładna i promienna? Nie na patrzeniu, nie na słuchaniu cudzych słów, lecz na przeżywaniu własnych uczuć i wrażeń, własnych rozpaczy i radości. Własnej złości lub dobroci…”

„Większe tragedie rozgrywały się obok mnie, a mimo to pozostałam wobec nich obojętna aż do szyderstwa.”

„Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że wszystko ma dalszy ciąg, szarzeje, niszczy się jeszcze za życia. Że nasza historia kończy się dopiero ze śmiercią z rozkładem ciała…”

Wojna domowa dobiegła końca, ale Hiszpania nadal cierpiała z powodu jej następstw, gdy Andrea przyjechała do Barcelony ze swojego prowincjonalnego miasteczka, aby studiować literaturę na uniwersytecie. Była zafascynowana aurą tego magicznego miasta, ponieważ miała tylko mgliste dziecinne wspomnienia z wcześniejszych wizyt u swoich bogatych krewnych. Nic nie mogło tak uspokoić i zachwycić jej wyobraźni, jak to miasto gotyckie, wynurzające się ponad wilgotnymi domami zbudowanymi bez żadnego stylu pośród czcigodnych kamieni, powleczonych już uroczystą patyną wieków, jakby i one zaraziły się pięknością bazyliki Sagrada Familia. Była sierotą, żyjącą ze skromnego stypendium przyznanego jej przez państwo, aby umożliwić jej naukę. Kiedy przybyła do domu babci w środku nocy, odkryła, że rodzina nie jest już bogata – wręcz przeciwnie. Dom był stary, zaniedbany, brudny, przepełniony meblami i bibelotami, reliktami tego, kiedy rodzina była właścicielem całego domu, zanim musieli podzielić go na dwie części i sprzedać drugą połowę. Rodzinę otaczała taka sama gotycka aura, jak ich dom. Babcia była bardzo stara i słaba, a jej umysł zaczynał zawodzić. Ciotka Angustias była surową religijną dewotką, zdeterminowaną, aby utrzymać standardy przeszłości, nalegając, aby Andrea była jej posłuszna we wszystkim. Dwaj synowie babci, Juan i Roman, wydawali się być w nieustannej walce, która często prowadziła do dość ekstremalnej przemocy, nie tyle wobec siebie, co do najbliższych, na przykład Juan wyładowywał swój gniew i frustrację na swojej żonie, Glorii, którą rodzina uważała za społecznie niższej klasy. W rodzinie panowała ogólna atmosfera szaleństwa – tylko Gloria, outsiderka, wydawała się twardo stąpać po ziemi. W ciągu następnego roku Andrea stopniowo poznaje sekrety każdego członka rodziny i zaczyna rozumieć, co doprowadziło ich do obecnego stanu, rozkładu i wzajemnego antagonizmu.

Książka była napisana pod ograniczeniami wciąż nowej dyktatury generała Franco, dlatego Carmen Laforet unika w niej jawnej dyskusji na temat polityki i wojny domowej, samego ówczesnego reżimu, ale wyraźnie pokazuje deprywację i ubóstwo, z którymi borykało się w tym czasie wielu Hiszpanów. Pokazuje jednak również, że nie jest to żadne usprawiedliwienie – wiele rodzin radziło sobie w tej nowej rzeczywistości dość dobrze nie popadając w żadną patologię. Autorka jakby sugeruje nam, dlaczego bracia Ramon i Juan wybrali złą stronę w wojnie domowej, i chociaż Juan próbował temu zaradzić, zmieniając strony konfliktu, ale dopiero wtedy, gdy stało się jasne, kto okaże się zwycięzcą w tej bratobójczej wojnie. Autorka nie wydaje własnego osądu na temat tego, kto miał rację, a kto nie, ale intrygujące jest to, dlaczego posiada aż tak negatywne zdanie na temat upadającej rodziny, która przed wojną była bogata i szanowana. Jest znacznie mniej cyniczna w stosunku do ludzi, którzy radzili sobie całkiem dobrze pod rządami frankistów. Czy można wyczytać w powieści coś więcej niż tylko to, że autorka chciała, aby książka przeszła przez cenzurę? Nie jestem w stanie tego ocenić.

Barcelona w powieści jest fascynująca, jednak zimna i wymagająca. Obnażona. Odarta z bezkrytycznego przeżywania i magii zaułków. Miasto przypomina bohaterkę książki, samotną, pokrzywdzoną młodą dziewczynę z andaluzyjskiej prowincji, która po śmierci matki przyjeżdża do Barcelony na studia w poszukiwaniu siebie, z nadzieją na szczęśliwą odmianę losu. I tak oto przez całą powieść śledzimy niezwykle trudną walkę o siebie: emigrantka w starciu ze swoimi zupełnie nowymi emocjami, a wszystko to w scenerii miasta, którego mroczne tętno jest zarówno przygodą, jak i ogromnym wyzwaniem. Sama pisarka w późniejszych wypowiedziach przyrównuje Barcelonę do książki, która wydaje się tworzyć całość, ale gdy się ją otwiera, rozpada się.

Jedną z silnych przyjaźni Carmel Laforet była jej relacja z Karoliną Babecką, polską emigrantką. Ojciec Babeckiej był Polakiem, matka pochodziła z Katalonii. Na początku wojny cała rodzina uciekła do Barcelony, gdzie Polka zajmowała się szpiegowaniem przeciwko Niemcom i pomocą w ucieczkach polskich żołnierzy, które organizowali funkcjonariusze polskiego konsulatu honorowego. Choć Złuda jest powieścią fikcyjną, zawiera elementy autobiograficzne i w przyjaźni Andrei, bohaterki powieści z Eną można się dopatrzeć inspiracji relacją pisarki z Karoliną Babecką. Bohaterka książki, mimo że ma zapewniony dach nad głową, skazana jest na obłęd i dziwactwa dalszej rodziny z ulicy Aribau, u których zamieszkuje. Jej entuzjazm spowodowany wrażeniami z nowego miasta opada i zaczyna się zmieniać w pesymizm i zgorzknienie. Przyjaźń z Eną jest dla niej wybawieniem od toksycznego środowiska, a sama Ena wzorem do naśladowania. To dzięki nowej bratniej duszy na nowo rodzi się w niej optymizm i chęć odkrywania miasta, przyjaciółka wprowadza ją w nowe środowisko uniwersyteckie i dodaje życiu blasku. Choć spośród głównych bohaterek Złuda tylko Andrea jest emigrantką, której poczucie wyobcowania zostaje nakreślone z wielką siłą, pisarka i jej polska przyjaciółka znalazły się w podobnych okolicznościach, choć z różnych powodów. Babecka uciekła wraz z rodziną przed wojną, Laforet przed macochą, która „przez swoją okrutną zazdrość nie pozwalała nawet na chwilę pobytu ojca z córką sam na sam”. Stały się nierozłączne.

Książka uważana jest za klasykę literatury egzystencjalnej i część hiszpańskiego tremendyzmu, który najwyraźniej charakteryzował się tendencją do podkreślania przemocy i groteski. Warto poznać, czym jest ten styl literacki, ponieważ z pewnością groteskowość i przemoc w książce nabiorą dla nas większego sensu. Jeśli chodzi o egzystencjalizm, to dla wielu bohaterów niewątpliwie istnieje egzystencjalny niepokój, ale sama Andrea wydaje się być nietknięta – przez większość czasu czuje się bardziej obserwatorem niż samą uczestniczką i mimo młodego wieku często wydaje się bardziej dorosła niż dorośli wokół niej. Istnieje również poczucie absurdu, które w jakiś sposób sprawia, że przemoc wydaje się niemal groteskowa, dzięki czemu nie jest tak ponura w tonie, jak sugeruje gotycka treść. W rzeczywistości przez większość czasu przewija się przez nią dość silna tendencja do czarnego humoru. 


Nie jestem pewny, czy naprawdę w pełni zrozumiałem tę książkę – czytelnikom, którym brak jest znajomości konwencji zarówno egzystencjalizmu, jak i tremendyzmu, książka może sprawić trochę trudności w zrozumieniu, można przegapić wiele niuansów, które byłyby jaśniejsze dla ludzi przesiąkniętych tymi szkołami, a niezbędna ostrożność Laforet wokół ówczesnej polityki utrudnia nam czytelnikom umieszczenie jej w politycznym spektrum, co oznacza, że nie możemy do końca powiedzieć, jak stronnicze były jej przedstawienia różnych części społeczeństwa, które występują w powieści.

Podobała mi się groteskowa rodzina, ich walki i rywalizacja, i chociaż myślałem, że Laforet nie daje nam wiele obrazów z codziennego życia Barcelony, zamiast tego przywołuje atmosferę niemal halucynacyjnej, nieco koszmarnej nierzeczywistości, która moim zdaniem była bardzo skuteczna w symbolizowaniu miasta pogodzonego z następstwami wojny, w której obywatele walczyli i zabijali się nawzajem na ulicach zaledwie kilka lat wcześniej. Nie ma poczucia powrotu do status quo sprzed wojny – Andrea wydaje się być uosobieniem nowego pokolenia patrzącego z zainteresowaniem na przeszłość, ale bez chęci jej ponownego przeżywania. Książka została napisana w 1945 roku, wciąż zbyt wcześnie, aby ktokolwiek mógł wiedzieć, jak rozwinie się powojenna Hiszpania, a to poczucie niepewności wydaje się być uchwycone w braku wizji Andrei na temat jej własnej przyszłości.

Widzimy przepaść, która oddziela bogatych od biednych, a rodzina Andrei zalicza się do tej drugiej kategorii. Żyli w brudzie, w ciasnocie i powoli dokańczali swój biedny żywot. Ale czytelnik ma wrażenie, że ich ubóstwo jest ich własnym dziełem. Mieszkańcy małego mieszkania przy ulicy Calle de Aribau są aktorami w makabrycznym, współzależnym dramacie. Sadystyczny i manipulacyjny wujek Roman to planeta, wokół której inni krążą jak droga asteroidów, zderzają się i rozbijają, co wprawia go w rozbawienie. Istnieje też szalony wujek Juan, oraz Gloria jego maltretowana żona i ich dziecko (zawsze jakby na skraju śmierci); do tego pobożna i obłudna ciotka Augustias; groteskowa pokojówka Antonia, niewolniczo oddana Romanowi; niejasna, słodka babcia Andrei. Złuda wydaje się być opowieścią gotycką.

Dom jest pełen napięć i walk, często z powodu starych nieporozumień, które rozciągają się przez wiele lat. Podłoże artystycznej i romantycznej zazdrości napędza konflikt Romana i Juana, ponieważ Roman był kiedyś w romantycznym związku z Glorią. W końcu ciotka Angustias ucieka z domu, przenosząc się do klasztoru, aby nie być świadkiem nieporozumień oraz aby uniknąć konfrontacji z powodu sekretu o długotrwałym, niefortunnym romansie z żonatym mężczyzną. Andrea dowiaduje się o podejrzanych działaniach członków swojej rodziny. Podąża za swoim wujkiem Juanem, który pewnej nocy zaczął śledzić Glorię, która poszła do baru swojej siostry tylko po to, aby ją prosić o pożyczenie pieniędzy na lekarstwo dla dziecka. Tam dowiadują się, że większość pieniędzy, które Juan rzekomo zarobił na sprzedaży swoich obrazów, została faktycznie zarobiona przez „hazard” Glorii w barze, z sugestią, że wspomniany „hazard” jest prawdopodobnie przykrywką dla prostytucji Glorii. Tymczasem Roman zarabia pieniądze, nielegalnie sprzedając towary na czarnym rynku.

Na uniwersytecie Andrea zaprzyjaźnia się z zamożną i charyzmatyczną młodą dziewczyną o imieniu Ena. Chociaż ich różnica w statusie społecznym tworzy lekkie niedopasowanie między dwiema dziewczynami, stają się bardzo sobie bliskie. Rodzice Eny często zapraszają Andreę na kolację, Andrea z ochotą dołącza do Eny i jej chłopaka Jaime do wspólnych  wycieczek. Chociaż Ena kocha Jaime, w końcu zrywa z nim, ponieważ ma inny plan, chce zostać kochanką wuja Andrei, Romana. W dalszej części powieści matka Eny ujawnia, że spotykała się z Romanem, gdy była młodą dziewczyną. Andrea w końcu dowiaduje się, że związek Eny z Romanem jest wykorzystywany tylko do zemsty za złe traktowanie jej matki wiele lat temu. Związek Eny z Romanem sprawia, że z czasem przyjaciółki oddalają się od siebie. Po jakimś czasie Andrea zaprzyjaźnia się z kolegą ze studiów. Pons (bo tak ma na imię ten chłopak) należy do grupy młodych artystów i filozofów z barcelońskiej bohemy, z których wielu wywodziło się z bogatych i inteligenckich rodzin. Gdy Andrea zbliża się do grupy, zdaje sobie sprawę, że Pons jest w niej zakochany. Dziewczyna dostrzega w tym szansę dla siebie, przecież tą znajomość może wykorzystać do ucieczki od życia w tej zaburzonej i niebezpiecznej rodzinie. Ostatecznie postanawia porzucić grupę znajomych, ponieważ zaczyna postrzegać ich jako pretensjonalnych, rozczarowujących i próżnych. „Jedni rodzą się, żeby żyć, inni po to, aby pracować, a jeszcze inni, żeby przyglądać się życiu. Mnie przypadła mała i przyziemna rola obserwatora. Nie sposób wyjść z tego kręgu. Nie sposób się wyzwolić. Straszne cierpienie było dla mnie w tej chwili jedną rzeczą realną” — stwierdza Andrea.

Warto w tym miejscu otworzyć nawias: dominujący współcześnie sentymentalny skrypt narracyjny może się wydawać zaskakujący, biorąc pod uwagę fakt, że pisarstwo kobiet w Hiszpanii ma ciekawą „buntowniczą” tradycję, zapoczątkowaną w latach powojennych właśnie przez Carmen Laforet. Laforet wprowadziła do literatury nowy typ bohaterki, odbiegający od miłosnych narracji pisanych i powszechnie czytanych przez kobiety w latach 40.  XX wieku. Bohaterka Złudy, Andrea, jest myślącą samodzielnie, niezależną młodą kobietą, która nie godzi się na podporządkowanie swojego życia tradycyjnym wzorcom, rysującym się jako alternatywa między mieszczańskim małżeństwem a religijną rezygnacją.

Pluskwy atakują pokoje, a postacie mają przebarwione zęby; dziecko Glorii prawie umiera na zapalenie płuc, chorobę niedożywionych. Są to przebłyski poważnych niedostatków, które, jak twierdzi historyk Miguel Ángel del Arco Blanco, Franco wykorzystał do konsolidacji swojej władzy. Pod rządami Franco dzieła literackie podlegały ścisłej cenzurze egzekwującej konserwatywne wartości i faszystowską narrację wojny domowej. Jak to czasami bywa ze sztuką tworzoną w ograniczonych okolicznościach, społeczna i polityczna krytyka osadzona w powieści Laforet jest tym bardziej niezwykła, biorąc pod uwagę jej twórczą grę z tym, co można, a czego nie można powiedzieć bezpośrednio. Poza rozproszonymi odniesieniami do wojny rzadko wymienia się sytuację polityczną. Jednak atmosfera jest przytłaczająca: ze ścian sączy się wilgoć, żaluzje zasłaniają światło dzienne. Nawet samo powietrze jest ciężkie. Życie rodzinne to gotycki koszmar, replikowany za tysiącem „zaciemnionych balkonów” w Barcelonie i poza nią.

To mieszkanie i inne podobne, to „nawiedzone” domy zamieszkane przez „duchy” dawnej przemocy – ale także przez ocalałych. Wojna domowa nastawia sąsiada przeciwko sąsiadowi, brata przeciwko bratu. Próbują żyć obok siebie, pozornie nierozwiązywalny konflikt między Juanem i Romanem pokazuje, jak przemoc można ujarzmić lub udomowić, a mimo to wciąż bąbelkuje pod powierzchnią. Dla Andrei jedyną ulgą od duszącego mieszkania jest uniwersytet. Tam zaprzyjaźnia się z ludźmi w jej wieku, którzy zapewniają komfort psychiczny z dala od upiornego świata, w której żyje jej rodzina. W bezbronnej z pozoru dziewczynie drzemie jednak siła, która chroniła ją przed rozpaczą i żądzą zemsty za doznane upokorzenia i krzywdy.

Istnieje pewnego rodzaju fabuła, odnosząca się do wujów i ich przeszłości, a także jest to rodzaj historii o dojrzewaniu Andrei. Ale obie te rzeczy są drugorzędne w stosunku do ogólnego charakteru książki – polityka ciąży nad powieściowym światem niby złowieszcza cisza; jest jak złośliwy nowotwór, który toczy i niszczy wszystko bez wyjątku: zatęchły uniwersytet, skostniałe mieszczańskie rodziny, kryjące moralną zgniliznę pod pancerzem dobrych manier, zagubionych młodzieniaszków, którzy nie wiedzą co robić i dokąd się zwrócić, by uciec z tego piekła nudy, ograniczeń, lęków, prowincjonalnych uprzedzeń i niesłychanego zamętu. Przeczytałem książkę już jakiś czas temu i utkwiła mi w pamięci, rosnąc w siłę, im więcej o niej myślałem, stopniowo zacząłem ją bardziej doceniać i rozpoznawać, dlaczego jest uważana za klasykę najwyższej jakości.

 

16 czerwca 2026

Utwory odnalezione

 

„Utwory odnalezione”

Izaak Babel

Autor/ Urodził się w Odessie 13 lipca 1894 roku w rodzinie bogatego żydowskiego kupca. Choć większość dzieciństwa spędził w Mikołajowie, oddalonym o 90 kilometrów od Odessy, to właśnie miasto urodzenia stało się jednym z najważniejszych tematów jego pisarstwa. W latach 1911-1915 Babel studiował w Wyższej Szkole Handlu i Ekonomii w Kijowie. Potem wyjechał do Petersburga z zamiarem poświęcenia się twórczości literackiej. Gdy w 1916 roku udało mu się wydrukować dwa opowiadania w redagowanym przez Maksyma Gorkiego czasopiśmie „Letopis”, wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Czegoś jednak musiało mu brakować, skoro, jak sam wspomina w jednym z opowiadań, zwrócił się go Gorkiego o poradę, co ma zrobić, by zostać dobrym pisarzem. Sławny twórca powiedział mu: „idź między ludzi i nie zaczynaj pisać, póki ich nie poznasz”. 16 maja 1939 roku został aresztowany przez NKWD. Oskarżono go o działalność trockistowską, członkostwo w organizacji terrorystycznej i szpiegostwo na rzecz Francji i Austrii. 26 stycznia 1940 roku, po trwającej dwadzieścia minut rozprawie bez obrońcy, skazano Izaaka Babla na karę śmierci. Wyrok wykonano nad ranem następnego dnia w podziemiach więzienia Butyrki.

Tłumaczenie/ Jerzy Pomianowski

Tytuł oryginału/ ru Собрание сочинений

Tematyka/ Opowiadaniami Izaaka Babla zachwycali się najsłynniejsi pisarze świata: Mann, Canetti, Hemingway, Malraux, a także wybitni twórcy z Polski: Gustaw Herling-Grudziński, Adolf Rudnicki i Jerzy Pilch. Sam Babel powiedział pisarzowi Konstantinowi Paustowskiemu: „Stylem się to załatwia, stylem, szanowny Panie! Gotów jestem napisać opowiadanie o praniu bielizny i niewykluczone, że zabrzmi to jak proza Juliusza Cezara”. I dodawał: „Żadne żelazo nie wchodzi w serce z tak mrożącą siłą, jak w porę postawiona kropka.” Babel jest więc twórcą cenionym, pomnikowym, encyklopedycznym i, jak to często bywa, zupełnie zapomnianym.

Główny motyw/ W zbiorze Utworów odnalezionych znajdziemy między innymi krótkie opowiadanie pt. Starowna kobieta. Pewien profesor i wykładowca literatury przeczytał swoim studentkom to trzystronicowe opowiadanie, jednak żadna z nich nie zrozumiała jego sensu. Nie domyśliły się nawet, jakie wydarzenie opisał Izaak Babel. Wykładowca odczytał tekst kilkakrotnie, lecz nie zauważył z ich strony żadnej reakcji. Studentki nie potrafiły odczytać, co dzieje się w opisywanej chałupie. Opowiadanie Starowna kobieta przedstawia bowiem zbiorowy gwałt. Można więc postawić pytanie, czy proza inaczej oddziałuje na współczesnego czytelnika, czy musimy na nowo nauczyć się czytać literaturę, a może to dzisiejszy odbiorca traci wrażliwość interpretacyjną? Natomiast autobiograficzny utwór Historia mojego gołębnika to arcydzieło literatury żydowskiej, rosyjskiej i światowej, w którym autor przedstawia historię pogromu Żydów w Mikołajowie. Prozę Babla cechują zwartość kompozycji, kontrastowość obrazów oraz lakoniczność wypowiedzi przy jednoczesnej ekspresywności. Wyróżniają ją także barwność i soczystość języka, subtelna ironia, humor słowny i sytuacyjny; tragizm splata się w niej z liryzmem, a podniosłość z naturalistycznym opisem.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

o    

„Wszyscy mężczyźni w naszej rodzinie byli łatwowierni i skorzy do pochopnych postępków: nie mieliśmy do niczego szczęścia.”

„Spośród Żydów komiwojażerowie to najweselsi i najbardziej otrzaskani w świecie ludzie.”

„Nikt na świecie nie odczuwa posiadania nowych rzeczy silniej niż dzieci.”

o    

„Nie ma powodu, aby dobrze opowiadana historia przypominała rzeczywistość. Rzeczywistość ze wszystkich sił stara się przypominać dobrze opowiedzianą historię.”

„Świat stał się wspaniały właśnie po to, aby sprawić nam przyjemność.”

„Kto w młodości nie drzemał w rogu kanapy na piersi gimnazjalistki, którą zdarzyło się przypadkiem spotkać na drodze życia? Nie ma w tym nic szczególnie złego, skutków zwykle też nie ma żadnych, ale trzeba mimo wszystko liczyć się z otoczeniem i z tym, że dziewczyna powinna chyba nazajutrz rano być na czas w gimnazjum.”

o    

„Nie — powiedział Herszkowicz — ludzie są dobrzy. Tylko nauczono ich myśleć, że są źli, no to w końcu uwierzyli.”

o    

„- Tylko durnie twierdzą, że na świecie nie ma szczęścia — powiedział. -Szczęście to stan natchnienia.”

„Teraz drukuje się byle mierzwę.”

o    

W domu Żyd wypija kieliszek wódki — ani Pan Bóg, ani Talmud nie bronią mu, żeby wypił jeszcze jeden (…)”

„Gdzie jarmark — tam jest i pan dziedzic. Gdzie pan dziedzic — tam już się kręci dziesięciu Żydów.”

„- Wszystkie żony mają mężów jak się należy. A mój umie tylko jedno: karmić żonę gadaniną.”

„Po co dorzucać polan do ognia, kiedy i tak buzuje?”

„Co to za życie, kiedy człowiek już nie żyje? Balów tam się nie wyprawia…”

o    

„Jego przekonania religijne nie pozwalały mu zabijać, ale dawały mu prawo, aby być zabitym.”

o    

„Cały świat jest dla mnie gigantycznym teatrem i to ja jestem w nim jedynym widzem bez lornetki.”

o    

„Niech ruski człowiek nie mówi <nie>, kiedy mu życie powiada, że <tak>.”

o    

„(…) mówią, że w kołchozie to wszyscy będą spać pod jedną kołdrą…”

o    

„Źródła judaizmu, stygmat, który kładzie się na całym życiu.”

„Ja też był uwierzył we wniebowstąpienie Eliasza, gdyby nie aeroplan, który szybował itd.”

            „Los jaki spotkał w Polsce utwory Izaaka Babla jest wyjątkowy, ale też przykładowy. Rzadko zdarza się, aby obcy pisarz znalazł sobie miejsce na tych czytelniczych półkach, gdzie trzyma się zwykle dzieła własnej literatury, związane z losami własnego pokolenia, rymujące się z myślami najbardziej intymnymi. Jeszcze rzadziej przychodzi to tak szybko, prawie w punkt. A już do osobliwości należy popularność takiego pisarza, gdy cała prawie jego twórczość ociera się o sprawy od dawna zaognione i przez innych omijane. Niemniej ten Żyd z Odessy, żołnierz Budionnego z 1920 roku, przysporzył u nas więcej zrozumienia i podziwu swojej literaturze niż wielu uznanych luminarzy”   napisał w posłowiu do książki Utwory odnalezione Izaaka Babla Jerzy Pomianowski. Ale on również był pisarzem, w dodatku jednym z największych w XX w. Stworzył własny nowatorski język do pokazania świata, jaki oglądał. Trudno znaleźć kryterium, aby Izaaka Babla potępić, albo rozgrzeszyć.

            Historia mojego gołębnika Izaaka Babla zaczyna się od pewnego niewinnego zdania, dopiero później autor ujawnia czytelnikowi niezbędne informacje, które kończy tragiczna scena, a mianowicie śmierć stryjecznego dziadka Szoela. Jak stwierdza autor, a zarazem narrator: „W dzieciństwie bardzo chciałem mieć gołębnik. W ciągu całego życia niczego bardziej nie pragnąłem”. Opowiadanie i szczegóły akcji od początku koncentrują się na tym pojedynczym pragnieniu, z którego wyłaniają się odpowiednie postacie, komplikacje społeczne, które w opowiadaniu potrzebne są jak szprychy w kole. Ta linia początkowa determinuje późniejszą metodę organizacyjną utworu polegającą na „ujawnianiu i ukrywaniu” informacji, aby nadać temu utworowi znaczący ciężar emocjonalny.

„Mój świat był mały i straszny. Zamknąłem oczy, by go nie widzieć, i przytuliłem się do ziemi, która leżała pode mną w niemym spokoju. Ta udeptana ziemia w niczym nie przypominała naszego życia i oczekiwania egzaminów w tym życiu. Gdzieś daleko jeździło po niej nieszczęście na wielkim koniu, lecz tętent kopyt słabł, ginął i cisza, gorzka cisza, która uderza nieraz dzieci w nieszczęściu, zatarła nagle granicę między moim ciałem a nieruchomą ziemią. Ziemia pachniała wilgotnym wnętrzem, grobem, kwiatami. Poczułem jej zapach i zapłakałem, wyzbyty lęku. Szedłem po obcej ulicy, zastawionej białymi skrzynkami, szedłem ustrojony w okrwawione pióra, sam, środkiem trotuarów, wymiecionych jak na niedzielę, i płakałem tak gorzko, głęboko i szczęśliwie, jak nie płakałem już nigdy więcej w życiu”. Często czyta się rekomendację książek, które mówią, że dzieło łamie serce lub zmienia życie. Dla mnie w dziewięciu przypadkach na dziesięć te stwierdzenia się nie sumują. Historia mojego gołębnika ma jednak tę moc. Kiedy zaczyna się ta historia, dziesięcioletni narrator, Izaak, martwi się o to, czy dobrze sobie poradzi w szkole. Ograniczenia liczby żydowskich dzieci, które mogły być przyjęte do szkoły średniej, sprawiają, że konkurencja o wysokie oceny jest ostra. Nie było niczym niezwykłym, że rodzice przekupywali nauczycieli żeby wystawiali dzieciom wyższe oceny. Nauczyciele zadawali nawet żydowskim dzieciom trudniejsze pytania niż innym, aby wyeliminować konkurencję. Izaak odczuwał dodatkową presję, aby dobrze wypaść jako uczeń, gdy jego ojciec zgadza się zbudować gołębnik pod warunkiem, że dostanie najlepsze oceny w szkole.

Po doskonałych wynikach na egzaminach z języka rosyjskiego i arytmetyki, Izaak dowiaduje się, że zostanie przyjęty do szkoły średniej. Jego ojciec był zachwycony, ale matka, świadoma nieszczęścia, jakie często nawiedza żydowskie rodziny, była zaniepokojona. Kiedy jego przyjęcie do gimnazjum zostało oficjalnie potwierdzone, rodzina urządziła przyjęcie: „Ojciec z radości urządził bal i zaprosił swoich towarzyszy — handlarzy zbożem, maklerów od sprzedaży gruntów i komiwojażerów z naszego okręgu, handlujących maszynami rolniczymi”. Świętując przy tradycyjnej żydowskiej muzyce i tańcach, goście wychwalali Izaaka i wznosili toasty za jego zdrowie i sukcesy. Nawet jego matka, która rzadko lubiła takie uroczystości, pozwoliła sobie na łyk wódki. Społeczność była dumna z Izaaka. Postrzegali osiągnięcia akademickie jako sposób na to, by Żydzi mogli stawić czoła większym siłom, które gromadziły się wokół nich. Niektórzy goście na przyjęciu rozpatrywali sukces Izaaka w kategoriach biblijnych: „Tak w czasach starożytnych Dawid, król Judei, zwyciężył Goliata i podobnie jak ja zatriumfował nad Goliatem; tak też naród nasz siłą swego rozumu zwycięży wrogów, którzy otoczyli nas i łakną naszej krwi”. 

            Po zbudowaniu gołębnika Izaak udaje się na targ, aby kupić swoje gołębie. Tymczasem na ulicach odbywają się dziwne uroczystości w odpowiedzi na ratyfikację przez cara nowej konstytucji. Po kupieniu ptaków chłopiec oznajmia złowieszczo, że „Wszystko poszło po mojej myśli i wszystko obróciło się na złe”. Uroczystości na zewnątrz przeradzają się w pogrom. Izaak został zaatakowany przez swojego rzekomego przyjaciela, niepełnosprawnego sprzedawcę papierosów Makarenko, który powala go na ziemię, zabijając jednego z nowo zakupionych ptaków. Kiedy Izaak wraca do domu, dowiaduje się, że jego stryjeczny dziadek Szoel został zabity podczas rosyjskiego pogromu. Na szczęście rodzice Izaaka byli bezpieczni, znajdując schronienie w domu poborcy podatkowego. Jednak niewinność i chłopięce marzenia zostały utracone na zawsze. W końcu była to nie tyle historia gołębnika, co historia utraty tego, co sobą reprezentował: wizji niewinnej i pełnej nadziei przyszłości. 


            Moje pierwsze honorarium zostało napisane w 1920 roku i najwyraźniej jest rozwinięciem innego opowiadania zatytułowanego Odpowiedź na ankietę. Nie zostało opublikowane za życia Izaaka Babla (został zamordowany na rozkaz Stalina w 1940 r.), aż do wczesnych lat 60. XX wieku, kiedy to zostało opublikowane w Nowym Jorku, najpierw po rosyjsku, a następnie w angielskim tłumaczeniu. Młody, samotny chłopak w duszącym od upałów Tyflisie chłonie „balsamiczne opary kaukaskiej wiosny”. Wsłuchuje się w „burzę cudzego milczenia”, zmysłowe chichoty dziewcząt, echa miłosnych uniesień. Obserwuje leniwe, rytualne zachowania mieszkańców, skrywające głęboką namiętność i potrzebę uczucia. Próbuje spisywać swoje doznania, mozolnie, bezskutecznie. Mieć wiosną w Tyflisie 20 lat i nie być kochanym to nieszczęście, stwierdza. Wreszcie spotyka kobietę, która zgadza się „za dziesiątaka” spędzić z nim noc. Pierwszą osobę, która wyrwała go z samotności, obdarowuje próbką swojej „twórczości”. Chcąc sprawdzić, jakie wrażenie wywoła jego pomysł na opowiadanie, opowiada Wierze swój zmyślony życiorys. Przedstawia siebie jako „chłopczyka” u Ormian, który pochował dwóch starych, zamożnych kochanków i teraz czeka na bogatych gości w hotelu, a nigdy jeszcze nie był z kobietą. Gdy po rzekomo pierwszej w jego życiu nocy miłosnej próbuje wręczyć Wierze dwie sztuki złota, ona oddaje mu złote krążki. Tyflistka prostytutka, jego pierwsza „czytelniczka”, płaci mu „pierwsze honorarium”, najhojniejsze, jakie w życiu otrzymał. To przeżycie, które pozostanie w nim aż do końca, jest ironicznym komentarzem Babla-artysty do kondycji twórcy, jego determinacji. A jednocześnie tak wiele mówi o istocie szczególnej więzi pomiędzy pisarzem a jego czytelnikiem, budowanej za pomocą kłamstwa, a przecież głębokiej i prawdziwej. Babel chętnie zwodził czytelników, sugerując, że jest bohaterem swoich opowieści. Fabułę jednego z najlepszych opowiadań Moje pierwsze honorarium zasłyszał od znajomego, który nie mając czym zapłacić prostytutce, wmówił kobiecie, że jest jej „siostrą”, czyli męską dziwką, i że nigdy jeszcze nie miał kobiety. To z tego tekstu pochodzi jedno z najlepszych pierwszych zdań w dziejach literatury światowej: „Mieszkać wiosną w Tyflisie, mieć dwadzieścia lat i nie być kochanym — to nieszczęście”. Ale ta historia naprawdę wydarzyła się w Petersburgu, nie w Tbilisi, a Babel w wieku dwudziestu lat mieszkał w Kijowie, gdzie poznał siedemnastoletnią Eugenię, swoją przyszłą żonę.

            Przemoc może wydawać się niepotrzebna w opowieściach Babla, ale artystycznie jest motywowana strukturą obrazów i symboliki jako częścią głęboko moralnej wizji świata. Modernistyczna proza Babla szokuje nas do rozpoznania prymitywnej brutalności istot ludzkich, a także paradoksalnej przemocy nowoczesności. Przemoc jest jawnie seksualna, związana z obrzędami inicjacyjnymi, dzięki którym dziecko odkrywa, że jest Żydem w świecie pogromów i dzięki którym intelektualista musi pogodzić się z okrucieństwem, musi poznać życie we wszystkich znaczeniach tego słowa. Świat jaki opisuje Babel w swoich utworach jest niesłychanie brutalny, ale czy ten świat naprawdę taki był, czy Babel tak go tylko odbierał? Myślę, że ten świat taki był. Kiedy czytamy jego teksty, szczególnie takie opowiadania jak Historia mojego gołębnika czy Starowna kobieta, uświadamiamy sobie bezinteresowną przemoc, która dotyka ludzi na co dzień, którą  sami sobie wyrządzali, to jakoś łatwiej jest nam zrozumieć, że potem mogło dojść do czegoś takiego jak Wielka Czystka, terroru instytucjonalnego podporządkowanego woli jednego człowieka. Wtedy uświadamiamy sobie, że Stalin nie był jakimś szarlatanem, który za sprawą jakiś ciemnych tajemnych mocy sprawił, że ci dobrzy ludzie, którzy mieszkali wokół siebie, byli swoimi sąsiadami mogli wyrządzać sami sobie tak straszne rzeczy. Izaak Babel był świadomy tego, że ten mechanizm przemocy podyktowany jakimiś narcystycznymi rozgrywkami działał i w środowisku literackim, i wśród chuliganów w Odessie. Autor był mądrym człowiekiem, wybitnie inteligentnym i ta inteligencja między innymi przejawiała się w tym, że on się z tym specjalnie nie ujawniał. Nie wiem czy historia lubi się powtarzać, ale ludzie pragną nienawiści dla niej samej, więc wymyślają tylko nowe sposoby zadawania cierpienia.

Odpowiadając na pytanie jak to się dzieje, że przemoc i kwestia gwałtu stają się kluczowymi tematami, które wypełniają całą jego twórczość: ma to związek z doświadczeniami z dzieciństwa. Jest to pokłosie pogromu, który Izaak przeżył jako dziecko mieszkając w Mikołajewie, oraz konsekwencji układu społecznego, który funkcjonuje w naturze świata. On sam kiedyś napisał, że Odessa w czasach jego dzieciństwa, to było wielkie portowe miasto, w którym żyła nieliczna niezwykle zamożna rada miasta i ogromna dzielnica, w której egzystowała żydowska społeczność w skrajnej biedzie. Takie rozwarstwienie ekonomiczne musiało odreagowywać przemocą, dlatego w jego opowiadaniach częstymi bohaterami są lokalni gangsterzy. Jak napisał Wojciech Stanisławski w „Miesięczniku Twórczość”: „Oczywiście powtarzanie doświadczeń życiowych, wplatanie ich w dzieło jest jedną ze starych jak świat tajemnic warsztatu pisarskiego. Dokonuje się to na wiele sposobów, krytycy zaś i biografowie prześcigają się w wyszukiwaniu po nowelach i poematach zamaskowanych i przetrawionych doznań dzieciństwa. Babel jednak rozegrał rzecz całą w zupełnie inny sposób: niezwykle sugestywnie, w szorstkiej i realistycznej manierze pisał prozę quasi-autobiograficzną, tak wiarygodną, w tylu szczegółach zbieżną z rzeczywistym życiem i kondycją Izaaka Emmanuiłowicza, że powszechnie traktowano ją jako wierny zapis doświadczeń pisarza, bohatera prozy utożsamiano z Bablem. <Nie ma powodu, aby dobrze napisana historia przypominała rzeczywistość. To rzeczywistość ze wszystkich sił stara się przypominać dobrze opisaną historię> — oto bablowski pomysł na rewolucję kopernikańską w literaturze! Nie tyle pikarejsko dopisać sobie nieistniejącą rodzinę, romanse i szkoły, co nadpisać, na realnym i łatwym do wyobrażenia życiorysie żydowskiego wunderkinda, kilka czarodziejskich szczegółów, zlewających się z prawdą na podobieństwo amalgamatu, nie do rozróżnienia dla kolejnych pokoleń czytelników <życiopisania>, którego w nieco podobnej formule (choć nie tak konsekwentnie) próbowali w XX wieku autorzy tak różni jak Danilo Kiś i Marek Nowakowski, o których życiu również plotkujemy do dziś, czytając ich prozę”.[1]

            W tym miejscu warto przytoczyć autentyczną historię, która wydarzyła się podczas zajęć uniwersyteckich, w których uczestniczyły wyłącznie studentki. Profesor postanowił przeczytać im krótkie, trzystronicowe opowiadanie Izaaka Babla pt. Starowna kobieta. Odczytał tekst po raz pierwszy –  nie wywołał on żadnej reakcji. Przeczytał go więc ponownie – i znów zapadła cisza. Wówczas profesor uświadomił sobie, że te młode kobiety po prostu nie rozumieją, o czym jest to opowiadanie. A jest ono w istocie opowieścią o zbiorowym gwałcie. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny są złożone i wynikają nie tylko z sytuacji literatury, ale także z całokształtu życia społecznego. Dwa czynniki wydają się jednak kluczowe. Po pierwsze, literatura nie zajmuje już wyjątkowego miejsca w koncercie sztuk. Po drugie, współczesna literatura coraz częściej oddzielona jest od żywego doświadczenia – raczej o nim mówi, próbuje je na swój sposób wyrazić, niż rzeczywiście w nim uczestniczy. Aby młodzi ludzie potrafili zrozumieć historyczność tekstu, nauczyciele muszą bardziej się starać już we wczesnym etapie przekazywania literatury dzieciom. Dla mnie wojna nie była Star Wars. Dziś w szkołach uczą się dzieci, których rodzice nie doświadczyli wojny, dlatego te historie stają się dla nich abstrakcją. Dziecko bowiem ma naturalną skłonność do wrzucania wszystkich wydarzeń, które nie należą do jego biograficznego doświadczenia, do jednego worka. Prof. Zbigniew Mikołejko w książce–rozmowie Jak błądzić skutecznie na pytanie, czy dawniej śmierć nie przerażała tak bardzo jak dzisiaj, ponieważ była codziennością, odpowiedział: „Nic bardziej mylnego – przerażała bardziej. Myśmy jednak tę śmierć odsunęli, uciekliśmy w jakieś tam racjonalności. Naszych zmarłych wygnaliśmy na cmentarze poza miastami. Umierających pozamykaliśmy w szpitalach i rozmaitych umieralniach, oddaliśmy w ręce specjalistów od umierania. To jedna odsłona. Druga jest odwrotna – pozornie. Bo siedzimy sobie oto przed telewizorem, jemy kanapkę i patrzymy na wydęte zwłoki, które po przejściu tsunami leżą na plaży. Patrzymy na doły śmierci gdzieś w Afryce, gdzie ludzie mordują się milionami, na ofiary wypadków leżące wprost na jezdni w czarnych foliowych workach. Ta pornografia śmierci zabija w nas wrażliwość na nią”.

Ewolucja kultury wyprowadziła śmierć, chorobę i przemoc z codziennego doświadczenia człowieka, ponieważ nie pasują one do dzisiejszej afirmacji życia. W Skandynawii, ale także np. we Francji, istnieje praktyka omawiania na lekcjach tematów trudnych: choroby, śmierci, bezrobocia, przemocy, depresji. Robi się to w oparciu o literaturę dziecięcą i młodzieżową, a nie, jak u nas, literaturę dla dorosłych, którą dzieciom trudno jest przyswoić. Szwedzi wiedzą, że nie wolno zostawiać dzieci samych z problemami, których bez pomocy dorosłych nie są w stanie zrozumieć. Dlatego dla polskiego, często młodego współczesnego odbiorcy prawdomówność Babla, jego dociekliwość w szukaniu cech ludzkich na ostrym skraju człowieczeństwa, tam, gdzie odnalezienie ich jest najtrudniejsze, może pozostawać niewidoczna. A przecież właśnie tam każde takie znalezisko staje się dowodem niepodważalnym.

            Ale wielki talent nie uchronił Izaaka Babla przed zbrodniczą machiną ZSRR. 16 maja 1939 roku został aresztowany przez NKWD. Oskarżono go o działalność trockistowską, członkostwo w organizacji terrorystycznej i szpiegostwo na rzecz Francji i Austrii. 26 stycznia 1940 roku, po trwającej dwadzieścia minut rozprawie bez obrońcy, skazano Izaaka Babla na karę śmierci. Wyrok wykonano nad ranem następnego dnia w podziemiach więzienia Butyrki.[2] Grób Błochina na cmentarzu Dońskim w Moskwie, usytuowany tuż przy głównym wejściu, na wprost cerkwi, dzieli jakieś sto kroków od symbolicznej mogiły ofiar stalinowskiego terroru. Ich ciała palono w nocy w nieistniejącym już krematorium urządzonym w podziemiach świątyni, prochy wrzucano do wykopanych za dnia dołów. Wśród tuzinów tabliczek upamiętniających zamordowanych, marszałka Michaiła Tuchaczewskiego i innych, do dziś nie ma tabliczki z nazwiskiem Babel. Jeden z największych pisarzy rosyjskich XX wieku nie ma grobu, pomnika, muzeum czy choćby tablicy pamiątkowej w mieście, w którym spędził niemal połowę życia.

             



[1] Wojciech Stanisławski „Miesięcznik Twórczość”, „Los Babla” 01/2024.

[2] Zabicie Izaaka Babla przypisuje się Wasilijowi Błochinowi, jednemu z głównych organizatorów i wykonawców zbrodni katyńskiej.