11 maja 2019

Wspomnienie Babilonu


„Wspomnienie Babilonu”


David Malouf




Autor/ (ur. 20 marca 1934 roku w Brisbane) to australijski pisarz zajmujący się historią i przyrodą swojego kraju. Pochodzi z rodziny o libańsko-angielsko-żydowsko-portugalskich korzeniach. Przez pewien czas mieszkał w Anglii i Toskanii.

Tłumaczenie/ Joanna Jabłońska-Bayro

Tematyka/ Powieść Maloufa opowiada o stykaniu się kultur, miedzy którymi nie może dojść do prawdziwego kontaktu. Któraś ze stron musi ponieść klęskę. I będą to oczywiście zawsze ci słabsi cywilizacyjnie.  Dziwny przybysz witany jest, więc z podejrzliwością. Jest tym, który poznał tajemnice czarnych ludzi, ale może też być ich szpiegiem, może sprowadzić nieszczęście na młodą osadę. Jego obecność musi prędzej czy później doprowadzić do konfliktu. Pojawienie się Gemmy’ego w tej małej społeczności jest takim wstrząsem dla obu stron, a jego wiedza o „innych” tak mała, że osadnicy zmuszeni są postawić sobie pytanie o wrodzony „zmysł wyższości”. Mieszkańcy, którzy stają się sprzymierzeńcami chłopca, szybko zostają wykluczeni ze społeczności. Jest to lekka proza. Dla nas może trochę egzotyczna poprzez swoją australijskość, ale z drugiej strony bardzo bliska. Mówi, bowiem o człowieku w ogóle, o człowieku w sensie antropologicznym. O człowieku, któremu pomieszały się języki, a teraz próbuje odzyskać ich dawny sens, by móc na nowo nazwać „wodę”, nazwać „świat”, nazwać „miłość”.


 Główny motyw/ Najsłynniejsza powieść australijskiego pisarza rozpoczyna się „pewnego dnia w połowie dziewiętnastego wieku”, kiedy to troje bosych dzieci spotyka dziwacznego przybysza znikąd. Ni to białego, ni czarnego nędznego człowieka, który odmienia życie ich, a także mieszkańców osady, w której zamieszkał. Jest Brytyjczykiem. Został wyrzucony za burtę przepływającego u wybrzeży Australii statku, mając zaledwie trzynaście lat. Wycieńczonego znaleźli na brzegu Aborygeni. Pozostał w ich plemieniu przez kilkanaście następnych lat. Przez drugą połowę swojego życia. Nie był jednak jednym z nich, choć poznał ich język, zwyczaje, mimo że przyjął ich sposób rozumienia świata. Gdy powraca do świata białych osadników, nie jest również taki jak oni. Jest dziwnym tworem: czarnym białym człowiekiem. Nie pamięta ojczystego języka. Jego mowa przypomina bełkot będący mieszaniną słów Buszmenów i Europejczyków. Kim więc jest człowiek żyjący w dwóch różnych, nierozumiejących się kulturach? Czy przynależność do którejś z nich wyznacza istotę człowieczeństwa?

 Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Czuł smutek, jak głód, lecz był to głód serca, nie brzucha (…)”.

„(…) prawdziwe życie, gdy już kogoś dopadnie, nigdy nie jest takie, jak to z wyobraźni”.

„Śmierć była w tych stronach o wiele bardziej samotna, życie też”.

„Wtedy po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że istnieją obszary poznania, do których nie ma dla niego wstępu”.

„Ludzie miewają czasem dwie natury”.

„Odkąd zaczął kochać i trochę o sobie zapomniał, świat i wszystko wokół ukazało mu się w innym świetle”.

      

Francuski socjolog Alain Touraine podkreśla, że świadomość własnej tożsamości nigdy nie jest świadomością teraźniejszości, ale przede wszystkim świadomością przeszłości. Najbardziej znaczącą wspólnotą, w której formowana jest nasza społeczna tożsamość, jest naród. Dlatego mówiąc o tożsamości narodowej, należy zastanowić się nad tym, czym w rzeczywistości jest naród i jakie czynniki go tworzą. Tak, więc w pojęciu tożsamości ważne są dwa aspekty. Pierwszy z nich to pamięć własnej przeszłości i świadoma antycypacja przyszłości, tworzące poczucie ciągłości istnienia. Drugi aspekt ma związek z postrzeganiem odmienności i dotyczy świadomej różnicy między kategorią  „my” a kategorią  „inni”.

Aby rozpocząć recenzje na temat książki „Wspomnienie Babilonu” Davida Malouf musimy zapoznać się z historią zaanektowania Australii. Przeciętny Aborygen prawdopodobnie do dzisiaj nie pojmuje, jak to się stało, że przez postawienie stopy na australijskim lądzie kapitan Cook automatycznie zajął cały kontynent dla korony brytyjskiej, nie pytając nikogo o zdanie. Chociaż miał wyraźny rozkaz, „jeżeli spotkasz tam krajowców, twoim obowiązkiem jest uzyskać ich zgodę tak na lądowanie, jak i na waszą obecność na tamtym lądzie”. Jednakże rozkazy rozkazami, a życie życiem. Na przywitanie były strzały z muszkietów, a potem już nikt o nic nikogo nie pytał. Ten precedens występuje do dziś i przestał być precedensem — jest po prostu kolonialną, postkolonialną i neokolonialną rzeczywistością. W styczniu 1788 roku kapitan Artur Phillip przywiózł do Australii pierwszy transport zesłańców i utworzył pierwszą kolonię karną w miejscu, gdzie obecnie jest Sydney. Rocznica wetknięcia przez niego brytyjskiej flagi 26 stycznia 1788 roku jest do dziś świętem narodowym Australii. Tak naprawdę współcześni Australijczycy świętują moment rozpoczęcia masowej eksterminacji Aborygenów oraz rabunku i eksploatacji ich kraju.

Biali kolonizatorzy, zdobywając kolejne Nowe Światy, narzucali podbitym lu­dom swoje postrzeganie rzeczywistości. To inne postrzeganie zawierało się nie tylko w sposobie myślenia, ale także w materialnej formie, którą nadaje się myśli, by móc się nią podzielić z członkami swojej społeczności. Dla Europejczyków czas ma postać linearną. Waż­ne dla nich wydarzenia umieszczane są, więc symbolicznie na osi czasu, która „przyrasta" od lewej strony do prawej, co ułatwia chronolo­giczne porządkowanie faktów. Z takim postrzeganiem rzeczywistości Euro­pejczycy wyruszyli na podbój świata. W wielu miejscach natknęli się na społeczności, które nie znały pisma, co według białych świadczyło o niskim poziomie tych kultur. Przykładem ta­kiego lądu jest Australia, której pierwszymi mieszkańcami byli Aborygeni[1] nie posługiwali się pismem, a co więcej - początkowo nie mogli w ogóle zrozumieć tego systemu znaków. Wiązało się to między innymi z odmiennym odczuwaniem czasu, historii, ale także przestrzeni.

W książce „Wspomnienie Babilonu”, czytelnicy są „zaproszeni” na pogranicze dwóch kultur- Aborygenów i Europejczyków, skolonizowanych i kolonizujących, ludzi postrzeganych, jako prymitywni i cywilizowani. Powieść jest historią chłopca o imieniu Gemmy, który zostaje przyjęty przez Aborygenów po tym, jak został wyrzucony za burtę statku do morza, a po 16 latach życia wśród tubylców wraca do „cywilizowanego” społeczeństwa europejskich osadników w Australii. W książce widzimy nie tylko powracanie Gemmy'ego do świata „białego człowieka”, ale także jego dwuznaczne uczucia zarówno wobec osady, jak i Aborygenów.  Także rodzina McIvora jest w powieści bardzo ważna, ponieważ to właśnie dzieci z tej rodziny znalazły Gemmy'ego. Ich rodzice zgodzili się na zamieszkanie u nich odnalezionego chłopca. Z tego powodu rodzina doświadcza ostracyzmu na skutek strachu innych osadników, który czują wobec chłopca „hybrydy” wrogość. W pewnym momencie rodzina zaczyna się „oddzielać” od innych w osadzie, ale pod koniec książki, kiedy Gemmy odejdzie, ponownie stają się częścią społeczności. Narracja rozpoczyna się od umieszczenia Gemmy’ego, „nieznanego stworzenia”, w osadzie i początkowo wszyscy mieszkańcy są ciekawi jego osoby, ale wkrótce po jego przybyciu osadnicy zaczynają być podejrzliwi, co do „dzikiej” mentalności Gemmy’ego i zadają sobie pytanie, czy może mieć kontakty z „czarnymi” z buszu. Wielu osadników próbowało zdobyć informacje od Gemmy'ego o miejscu pobytu czarnych, a ich obawy osiągają szczyt, gdy dwóch Aborygenów spotyka się razem z Gemmy na podwórzu domu McIvora.

Kiedy Gemmy przybył do wioski miejscowy pastor i nauczyciel postanowili spisać historię „dzikiego” chłopca. Na siedmiu kartkach papieru zmieściło się całe życie chłopaka. Wiedział, czym jest pismo, choć nigdy nie nauczył się go używać. Trzymając kartki w dłoniach, obracając je to w jedną, to w drugą, poczuł ich dziwny zapach, całe życie jakby utkwiło mu w gardle- łzy i trochę śmiechu- i wypełniła go potężna wdzięczność. Przekazał im, kim był. Gdyby pozwolono mu zatrzymać te kartki, żeby mógł nad nimi rozmyślać i wąchać je, wtedy odzyskałby siebie z przeszłości, utracony Gemmy wróciłby do niego. Wówczas właśnie zaczął zastanawiać się, jak wykraść swoje życie z kieszeni pastora. Nie dziwiło go- taka jest przecież istota magii-, że wszystko, co mu się przydarzyło, jego losy, dobry i zły, pot i ból, przebyte mile, obolałe kości, nocne znaczone lodowatą rosą sny, tak wiele snów- wszystko, co opowiedział, ujrzał i rozpoznał podczas tego długiego popołudnia, i to, co chciał opowiedzieć, choć mu się nie udawało, skurczyło się do rozmiarów czegoś, co można chwycić w dłonie i schować do kieszeni. Zastanawiał się czy był to zapach jego życia, jego duszy, czarna „krew” atramentu, która wsiąknęła w kartki papieru. Wszystkie wydarzenia jego życia- te opowiedziane i te przemilczane, i inne, które dopiero teraz zaczął sobie przypominać- spisane były na kartce zwinięte niby skóra węża. Teraz obudziły się i stały się świadome.
Przygarnęli go McIvorowie, rodzina dzieci, które go znalazły; pozwolili mu spać pod czerwonym kocem na werandzie przy domu. W zamian za to pomagał Jackowi McIvorowi w pracy na farmie. Był chętny do pracy, przynajmniej na początku, ale nie potrafił się skupić i brakowało mu wytrwałości; był też zbyt słaby, nie mógł wykonywać najcięższych prac.  Pomiędzy nim a dziećmi od samego początku istniała więź, która miała źródło w pierwszym spotkaniu przy płocie. Czuły, że mają do niego prawo, bo zobaczyły go pierwsze, a on, wiedziony instynktem przetrwania, starał się wykorzystać swoją słabość, dostrzegał zalety ich opieki. Pozwalał im się prowadzić jak pies- pies też go zresztą polubił- wysłuchiwał ich tajemnic, oglądał drobiazgi, które były dla nich cenne. W zamian za to przekazał im trochę z tego, co sam umiał. Nauczył dziewczynki splatać trawę i robić z niej koszyczki, drążyć tykwę, wykopywać białe i żółte korzenie, które po otrząśnięciu z nich resztek ziemi można było upiec w popiele. Nauczył je zbierać jagody, które pękały na języku wilgocią i słodyczą. Gemmy starał się przypodobać dziewczynkom, był ich uczniem, gdy chciały być nauczycielkami, lalką, gdy chciały go ubierać.
Od samego początku byli w osadzie ludzie, dla których jedyną metodą postepowania z Aborygenami była przemoc. Lecz byli też inni, bardziej umiarkowani mieszkańcy osady, którzy sugerowali, że warto by spróbować uciec się do łagodniejszych metod. Marzyli o bezpiecznej przestrzeni, w której, nie łamiąc zasad dobrego wychowania, zajęliby się w spokoju budową tego, co mogliby nazwać domem, a przy odrobinie szczęścia może nawet miastem. Było tam też miejsce dla tubylców, pracowaliby, jako robotnicy albo służący.
Jednak pewnej nocy po wcześniejszych oskarżeniach o spotykanie się z Aborygenami i „spiskowanie” z nimi, Gemmy zostaje porwany z łóżka i pobity przez niektórych ludzi z osady, a Jack McIvor był tym, który uratował go od śmierci. Po tym incydencie Jack postanawia, że najlepiej byłoby, gdyby Gemmy zamieszkał z panią Hutchence, ale Gemmy nie zostaje tam długo i wkrótce ucieka do buszu. Zanim jednak opuści osadę na dobre, udaje się do pastora, aby odzyskać i zniszczyć papiery, które zawierały historię jego życia.
            Pewne terminy i pojęcia wyłaniają się ze świata przedstawionego w tej powieści, takie jak: hybrydyzm, trzecia przestrzeń czy stereotypy. Pojęcie hybrydy weszło do użytku w języku angielskim już w XVII wieku, podczas gdy jego powszechniejsze użycie sięga XIX wieku. Jego pochodzenie pochodzi od łacińskiego słowa „hybrida”: „potomstwo oswojonej lochy i dzika, dziecko człowieka wolnego i niewolnika”, ta hybrydyzacja w literaturze znajduje się, już w „Burzy” Williama Szekspira w szlachetnym dzikusie Kalibanie. Wskazanie na słowo „hybrydyzacja” w dawnym użyciu, czyli krzyżowaniu dwóch różnych zwierząt, które ostatecznie tworzą trzeci gatunek, w konsekwencji przeszły do ludzkiej kultury, gdzie skrzyżowanie dwóch kultur tworzy coś na kształt „trzeciej przestrzeni”.
Pobicie Gemmy’ego potwierdziło tylko obawy Jacka McIvora. Po tym wydarzeniu zdał sobie sprawę, że ma tyle powodów, by bać się swoich „cywilizowanych” sąsiadów, tak samo jak bali się ich Aborygeni. Mamy tutaj przykład uniwersalnego lęku, podobnego do tego, jaki przeżywali Polacy ukrywający w swoich domach Żydów. Prawie wszyscy „Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata” najbardziej obawiali się swoich polskich sąsiadów. Innym źródłem cierpień dla Polaków ratujących Żydów były powojenne rozstania ukrywających się z ukrywanymi. Polscy rodzice zżywali się z żydowskimi dziećmi, które przechowywali. Zestawienie obu grup obala poglądy czytelnika dotyczące tego, kto wydaje się być „dziki” a kto wydaje się „cywilizowany” i opiekuńczy.
Gemmy, chociaż jest już dojrzałym mężczyzną jest kilkakrotnie opisywany, jako dziecko ze względu na swoje zachowanie, a mimo to ci - rzekomo „cywilizowani” mężczyźni, którzy próbowali pobić Gemmy'ego na śmierć, cały czas podsycają swoje irracjonalne obawy i zachowują się zgodnie z instynktem agresywnych kolonizatorów. W przeciwieństwie do podstępnych zachowań białych osadników, Aborygeni odwiedzający Gemmy zachowują się bardzo refleksyjnie. Aborygeni przychodzą do Gemmy’ego w ciągu dnia, ponieważ nie czują, że muszą ukrywać swoje działania w sposób, w jaki robią to osadnicy, kiedy na przykład przyszli zabić chłopca w nocy. Jeden z robotników na farmie sąsiada będąc świadkiem tych odwiedzin myśli sobie, dlaczego nie zadają sobie trudu i nie przychodzą w nocy tylko przychodzą w dzień, przecież można ich zobaczyć? Aborygeni pozostają w ogródku McIvora, by nie „obrażać” żadnego z innych osadników, a jednocześnie dbają o Gemmy’ego przynosząc mu to, czego potrzebuje w życiu. Możemy postrzegać zachowanie sąsiadów, jako pewną formę maskowania. Nosząc maskę cywilizacji, są w stanie ukryć swoje prawdziwe uczucia, ale gdy maska zostanie usunięta, przeraża nas ich prawdziwa twarz. Jak już wspomniałem, jednym z podstawowych motywacji w kolonializmie było „cywilizowanie” „dziczy”. Nasz biedny bohater Gemmy jest prekursorem. Nie jest już białym człowiekiem ani Europejczykiem, niezależnie od tego, że urodził się biały. Jest prawdziwym dzieckiem tego miejsca, chociaż nie jest genetycznym Aborygenem czuje się nim, ponieważ przyjął ich myślenie, zachowania, kulturę oraz emocje.
W książce istnieje także sugestia, że sam Bóg „wybrał” Gemmy’ego, ponieważ jest człowiekiem z prostego ludu. Łatwo jest znaleźć inne przykłady z Biblii, gdzie Bóg wybiera jednego z najsłabszych, aby dawał świadectwo moralności. Gemmy posiada cechy, które mają „moralni ludzie”, którzy ustalają standardy w Biblii: są oni biedni, społeczni wyrzutkowie, słabi i do pewnego stopnia chorzy, przychodzą „skądś”. W pewnym sensie Gemmy przypomina tych „wybrańców” z Biblii. Jeśli w rzeczywistości Gemmy może być postrzegany, jako przykład „wybranego”, wówczas całkowicie odwraca on biblijną reprezentację podziału, o której mówiłem wcześniej. Ostrzeżenie przed „łączeniem” wspomniane w Księdze Kapłańskiej obraca się, gdy Pan Frazer przedstawia Gemmy'ego, jako hybrydę, jako prekursora i prawdziwe dziecko boże. Gemmy, jako hybryda wzbudza różne lęki, także lęk, że jest demonem. Mężczyźni wielokrotnie ostrzegają McIvora, który przygarnął chłopca pod swój dach, że „ten dzikus” może bałamucić jego żonę, że może „wchodzić” jej do łóżka. Jest to przykład lęku białego mężczyzny przed utratą seksualności, płodności a co za tym idzie władzy patriarchalnej. Lęki o seksualność wśród białych mężczyzn nie wygasły i są często przywoływane podczas sesji terapeutycznych, w których pojawia się rasizm i agresja do mężczyzn o innym kolorze skóry. Przedmiotowe traktowanie siebie zaczyna się już od samego penisa, który według ogromnej ilości mężczyzn jest zbyt mały, a jednym z ulubionych męskich żartów jest opisywanie jego gigantycznej wielkości. Do dziś pamiętam wiążącą się z tym jedną historię, gdzie pewien mężczyzna nie mógł przeboleć, że jego partnerka miała kilka lat wcześniej partnera pochodzącego z Afryki. Nie interesowało go, że była z nim znacznie mniej szczęśliwa, również w życiu erotycznym. Że tamten nie zaspokajał jej potrzeb i po rozstaniu chciała jak najszybciej o nim zapomnieć. Nic nie mogło w jego wyobraźni usunąć tego, że tamten miał większego penisa od niego. W końcu sam podjął decyzję o rozstaniu, gdyż stwierdził, że to dla niego za dużo, by mógł to kiedykolwiek zaakceptować.
„Wspomnienie Babilonu” jest książką, która zadaje wiele pytań:, co to znaczy być Człowiekiem? Pyta także o współczucie i skąd pochodzą źródła ludzkiego strachu przed „innym”? Ludzie, którzy przyjmują do siebie Gemmy’ego i otaczają go opieką i troską a także ci niezliczeni osadnicy o zamkniętych umysłach, wszyscy tworzą oszałamiającą mozaikę Australii w latach 40. XIX wieku, w którym może zobaczyć swoje odbicie człowiek współczesny.
            

[1] Aborygeni australijscy (łac. Aborigines, od ab origine – „od początku”, czyli „ci, którzy byli tu od początku”) – rdzenni mieszkańcy Australii. Przybyli do Australii wg różnych źródeł od ok. 125 do 50 tys. lat temu prawdopodobnie z południowo-wschodniej Azji, przez pomost wyspowy dzisiejszej Indonezji i wyspę Nową Gwineę

05 maja 2019

Kraina wód


„Kraina wód”


Graham Swift




Autor/ (ur. 4 maja 1949 w Londynie) – brytyjski prozaik. Studiował w Queens’ College na Uniwersytecie Cambridge oraz na uniwersytecie w Yorku. W latach 1974-1983 pracował, jako nauczyciel. Jest członkiem Królewskiej Akademii Literatury.

Tłumaczenie/ Aleksandra Ambros

Tematyka/ W swojej powieści „Kraina wód”, Graham Swift wyjawia swoje zainteresowanie naturą wieloznaczności i paradoksu, co jest wyraźnie widoczne już w samym tytule jego powieści (ang. Waterland). Graham Swift wyjaśnia, iż ta podstawowa dychotomia Wody/Lądu leży w naturze Fenów gdzie woda i ląd jednoczą się, scalają, oraz okazjonalnie kolidują ze sobą. W powieści, poza podziałem Woda/Ląd, zachodzą jeszcze dwa równie ważne, splecione paradoksem konflikty, mianowicie, Natura kontra Człowiek oraz Baśń kontra Historia.

Główny motyw/ „Kraina wód” Grahama Swifta, wydana w 1983 roku, to najbardziej znana powieść tego pisarza. Jej narratorem jest Tom Crick, nauczyciel historii, który zostaje zmuszony do wcześniejszego przejścia na emeryturę z powodu skandalu wywołanego przez żonę. Decyzja dyrektora szkoły, by zredukować liczbę godzin historii, spotyka się ze sprzeciwem Toma, który postanawia ukazać swoim uczniom rolę historii w ich życiu. Ostatnie lekcje Tom prowadzi, więc w sposób nietypowy: opowiada uczniom o swoim życiu oraz o miejscu, w którym się urodził. Powieść Swifta jest nie tylko historią życia Toma, lecz także refleksją na temat przekazu historycznego oraz autorefleksją na temat procesu opowiadania każdej historii, w tym historii narratora. 

 Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Nie zapominaj (…) choćbyś nie wiem, czego dowiedział się o ludziach, choćby okazali się najgorsi, że każdy z nich ma serce i że każdy był kiedyś maleńkim dzieckiem ssącym mleko matki…”.

„Co rozpoczął szlam, kontynuował człowiek”.

„(…) coś w naturze dąży do powrotu”.

„Praktyczne odniesienie do dzisiejszego realnego świata”.

„Dzieci, zło nie jest czymś, co wydarza się daleko- ono nagle dotyka twojego ramienia”.

„(…) historia to cienka opończa, łatwa do przekłucia ostrzem noża zwanego Teraz”.

„(…) radość nigdy nie stworzyła historii”.

„Deszcz jest dobry na pogrzeb: kryje łzy ludzkie, sugeruje niebiańskie”.

„Ostatnia rzecz, w jaką chce wierzyć, to to, że znajduje się w krainie baśni”.

„Są ci, którzy tworzą historię, i ci, którzy ją kontemplują, są ci, którzy powodują wydarzenia, i ci, którzy pytają, >dlaczego<?”.

„Ciekawość rodzi aktywność, wiedza rodzi sceptycyzm”.

„Są mity postępu i mity upadku”.

„Nigdzie jednak nie jest powiedziane, że nie może nas pociągać, a nawet wzbudzać naszego pożądania to, na myśl, o czym się wzdragamy…”.


            W „Krainie wód” Graham Swift opowiada historię Toma Cricka, nauczyciela historii, który zmuszony jest przejść na „wcześniejszą” emeryturę. Od najwcześniejszych stron zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to wykład, prawie kazanie, a także opowieść w naglącej potrzebie zdania relacji o trudnych okolicznościach życia nauczyciela historii „odchodzącego” w stan spoczynku, Toma Cricka. Po 32 latach pracy, jako nauczyciel historii, a teraz w obliczu zamknięcia wydziału historii w swojej szkole i kataklizmu w jego małżeństwie - po tym, jak jego dotychczasowa niezłomna żona „otrzymała” dziecko „przez Boga”. (W tym samym czasie jego niestabilna psychicznie żona Mary porywa dziecko z supermarketu). Mary przed wielu laty zapadła na chorobę psychiczną po tym, kiedy dowiedziała się, że jest bezpłodna z powodu aborcji, którą zmuszona była wykonać we wczesnych latach swojej młodości. Po porwaniu dziecka, żona Cricka zostaje zabrana do szpitala psychiatrycznego. Kiedy Tom zabiera niemowlę od Mary i zwraca ją matce, Mary staje się „umysłowo wytrącona z równowagi” i prosi Toma, by wyjaśnił jej obłęd i przyczyny jej choroby. Nie mając nic do stracenia, Tom opowiada swoim uczniom różne historie z własnego dzieciństwa z lat 40. XX wieku i życia swoich przodków, sięgające XVIII wieku. Wszystkie te historie mają tę samą scenerię, mianowicie Norfolk, naturalnie bagnisty region, który leży we wschodniej części Anglii. Na pierwszy rzut oka „Kraina wód” jest przykładem tradycyjnej regionalnej konwencji literackiej, ale w rzeczywistości prawie każdy aspekt tej powieści jest przemyślany i przedstawiony czytelnikowi przez „obiektyw” osobistych doświadczeń.

            Sam tytuł powieści (Waterland), która składa się z dwóch antagonistycznych elementów: wody i ziemi paradoksalnie połączonych w jedno słowo graniczne, ujawnia niejednoznaczną naturę torfowisk. Cała historia zawiera wiele paradoksów i dychotomii, które spotykają się w formacjach liminalnych. Feny, w których rozgrywa się akcja książki, były prawie całkowicie pod wodą, po wiekach ludzkiego drenażu, stały się bardzo rozległym, płaskim, bagnistym regionem o bogatym życiu wodnym. Na początku powieści Swift przedstawia proces rekultywacji terenu, który jest punktem wyjścia dla wszystkich ekologicznych i dekonstrukcyjnych aspektów opowieści. Wraz z tym opisem pojawia się pierwsze, podstawowe zderzenie człowieka z naturą. Zaczyna się w XVII wieku od konfliktu między „ludźmi z wody” (przodkowie Cricka) i „ludźmi ziemi” (ludzie holenderskiego inżyniera Corneliusa Vermuydena, którzy zaczęli osuszać ziemię). Tubylcy byli tak ściśle związane z Fenami i ich wodnistą naturą, że sabotowali rekultywację, a nawet mordowali „lud ziemi” w imię autonomii tego regionu. Swift robi charakterystyczną cezurę w języku, którego używa do opisywania obu walczących stron, mianowicie, nawiązuje do różnych aluzji, które są implikowane w dychotomicznych wyobrażeniach starych ludzi Cricksa i Vermuydena. Przedstawiając ludzi z „wody”, Swift używa obrazów zwierzęcych. Podczas jednej ze swoich lekcji Tom Crick porównuje swoich przodków do zwierząt, kiedy mówi, że Cricksowie w przeszłości „żyli jak szczury wodne”. Sytuacja wydaje się odwrotna, gdy Swift opisuje ludzi z „lądu”. Mężczyźni Vermuydena są związani z cywilizacją, dążeniem do postępu, ciężką pracą i swoimi osiągnięciami. Tom Crick przedstawia Holendrów, jako „praktycznych i wybiegających w przyszłość”, ludzi, którzy przynoszą postęp dzikim Fenom przez ciągłe kopanie wałów lub rowów i osuszanie ziemi. Co więcej, zaczynają buntować się przeciwko naturalnym siłom Fenów, które rozpalają konflikt między człowiekiem a naturą. Kiedy przodkowie Toma Cricka porzucają swoją wodnistą przynależność i wodny styl życia i stają się ludźmi lądowymi, podobnie jak Holendrzy zamieniają się w „budowniczych śluz, grobli, kanałów oraz strażników zamków i wiatraków”. Jak można zauważyć, Cricksowie nie tylko stali się nowoczesnymi istotami ludzkimi, które zdecydowały się bardziej polegać na konstrukcjach cywilizacyjnych niż na ich pierwotnym, dobrze znanym środowisku, ale całkowicie zmieniły walczące strony i zdradzili swoją „pierwotną przynależność” rodową.

Tom Crick, jako nauczyciel historii wykorzystuje dwa różne tryby opowiadania historii, jeden zgodny z jego profesją, a drugi, w którym łamie surowe nakazy programowe. Te dwa wzajemnie się wykluczające tryby można nazwać historycznym profesjonalnym stylem opowiadania historii oraz tradycyjnym bajkowym stylem przekazywania opowieści. Co więcej, Crick używa ich zamiennie, opowiadając tę samą historię, co czyni cały dyskurs jednocześnie wiarygodnym i nieprawdopodobnym. W pierwszym trybie oratorskim Tom Crick opisuje wszystko, co jest związane z ludźmi na lądzie, których osiągnięcia są pieczołowicie udokumentowane w rocznikach i kronikach. Wspomina postacie historyczne, takie jak „inżynier Cornelius Vermuyden, zatrudniony […] przez króla Charlesa”, a także kluczowe wydarzenia z zapisów historycznych, na przykład: „w 1713 roku śluza w Denver ustąpiła”. Ten styl opowiadania jest zorientowany racjonalnie i stanowi relację ściśle historyczną. Drugi styl opowiadania historii polega na opisie elementów nadprzyrodzonych, baśniowych i niewiarygodnych takich jak: czarownice, duchy i zjawy. Interpretacja przeszłości zawiera implikacje wadliwości historii, jako ludzkiej konstrukcji, a mianowicie jej subiektywności w interpretowaniu zdarzeń i krótkowzroczności w wyjaśnieniach. W tym rozumowaniu historii nie można ufać i przyjmować za pewnik, a w mitach, oprócz elementów fikcyjnych, można znaleźć pewną wiedzę, autentyczność i archetypy.

            Jest to fascynująca historia, wciągająco opowiedziana, obejmująca całą historię Fenlandów Wschodniej Anglii, ale szczególnie dotyczy rodziny Atkinsona - rolników, piwowarów i spedytorów w Fens w ciągu czterech pokoleń - i ich skromnych sąsiadów, Cricksów. (Narrator, sam nauczyciel historii, to Crick i syn stróża śluzy na rzece Leem, Henrego Crick i jego zmarłej żony Helen Atkinson.) To tajemnicza opowieść w gotyckiej kolorystyce i niezwykłym napięciu: godna uwagi, zwłaszcza, że wcześnie powiedziano nam, „kto to zrobił”, ale niesie ze sobą żarliwość nauczyciela historii w dążeniu do wyjaśnień na temat smutnych, następczych wydarzeń. Narracja prowadzi nas wraz z panem Crickiem od powstania rodziny Atkinsonów, którzy chcieli zyskać rozgłos w lokalnym biznesie (byli właścicielami browaru produkującego piwo o wyraźnym, a czasem magicznym smaku) i sprawach obywatelskich (osuszanie ziem i utrzymanie dróg wodnych) - poprzez różne dygresje do czasu geologicznego i cyklu życia europejskich węgorzy słodkowodnych - do ostatecznego upadku imperium brytyjskiego, do tragicznych wydarzeń morderstw i samobójstw, które mają miejsce podczas II wojny światowej i tuż po niej, które podsycają dreszczyk w powieści.

            Czytelnik „Krainy wód”, odkąd przeczyta pierwszą stronę książki, zastanawia się nad znaczeniem dwóch myśli Henry’ego Cricka: „Nie zapominaj (…), choćbyś nie wiem, czego dowiedział się o ludziach, choćby okazali się najgorsi, że każdy z nich ma serce i że każdy był kiedyś maleńkim dzieckiem ssącym mleko matki…” oraz „Czy wiecie, czym są gwiazdy? Są srebrnym pyłem bożego błogosławieństwa. Odłupanymi kawałeczkami nieba. Bóg spuścił je na nas. Ale kiedy zobaczył, jacy jesteśmy niegodziwi, rozmyślił się i rozkazał gwiazdom się zatrzymać. Dlatego wiszą na niebie, ale wyglądają, jakby miały w każdej chwili spaść…”. Pierwsza strona powieści stawia pytanie o granice wybaczenia (Bóg nie zdołał wybaczyć ludzkiej niegodziwości, człowiek ma tymczasem nakaz, aby pamiętać o pierwotnej niewinności drugiego, być może właśnie po to, by móc wybaczyć). Poznając dramatyczne losy rodziny Cricków i Atkinsonów, krok po kroku czytelnik może sprawdzać hipotezę o wartości imperatywu wybaczenia i o nieobecności Bożej opieki w świecie. Dlatego też książka „Kraina wód” ma w sobie tyle analogii do Biblii: jest woda (Potop), zbrodnia (Kain i Abel), gwałt (Amon i Tamar), bezpłodność (Sara), kazirodztwo (Lot i jego córki). 

            Książka kończy się wspomnieniami Toma o jego opóźnionym umysłowo (termin używany w latach trzydziestych, a nawet 1980) starszym bracie, Dicku, kiedy płyną w łodzi w dół rzeki z Tomem i jego ojcem. Jest to pocieszający obraz, ale pod spodem kryje się przemoc: wyśmiewany, Dick zakochuje się w Mary, (która prowokuje go seksualnie), a kiedy arogancki typ Freddie Parr, twierdzi, że jest kochankiem Mary, Dick morduje go w sprytny i podstępny sposób sugerując przypadkowe utonięcie. Dick uważa, że ​​dziecko, które on, Dick, powinien był spłodzić, zostało spłodzone przez Parra. Tom przyznaje, że obawia się brata. Dick nigdy nie uważał się za sprawcę śmierci Parra, ale my wiemy, że jego życie w izolacji jest dla niego i tak już wystarczającą karą.

 Wielokrotnie w powieści pojawiają się zdarzenia nie do końca wyjaśnione: pożar browaru Atkinsona w 1911 r., czy śmierć kolegi z dzieciństwa Cricka Freddiego Parra w lipcu 1943 r. Wyjaśnienia, które można uznać, jako fakt (w obu przypadkach „wypadek”) wyjaśniają, w rzeczywistości bardzo mało. To tylko mgliste przypuszczenia, a plotki zaczynają zapewniać poczucie kontekstu dla tych działań. Nauczyciel historii Crick, z tymi przypowieściami, sugeruje, że narracje, które ukrywają się za „mgiełką” niedomówień, mogą być rzeczywiście pouczające, o ile nie oczekuje się, że będą czymś więcej niż opowieściami. Crick opowiada te wszystkie historie dzieciom na lekcji historii - a przede wszystkim sprytnemu, lekceważącemu uczniowi o imieniu Price, który jest wyraźnie „zastępczym” synem Cricka, – który nigdy nie przestaje zadawać pytań, „dlaczego?”.

Dla Toma Cricka te incydenty to przede wszystkim traumy z jego własnego życia, które, dotykają go w średnim wieku. Jego żona, ostatnia ofiara szaleństwa, która wydaje się zbyt ważna w tej powieści, została „zaszufladkowana” do roli porywaczki, która ukradła dziecko innej kobiecie w supermarkecie. Mniej więcej w tym samym czasie i być może ze względu na jego małżeńskie kłopoty, Crick zaczął rezygnować ze standardowego programu nauczania historii, by opowiedzieć swoje historie o swoim dzieciństwie na wschodzie Anglii. W tym kontekście możemy przypomnieć, że już Freud po raz pierwszy wspomina o przymusie powtarzania. Służy on ożywianiu traumatycznych przeżyć w celu ich związania i odreagowania pobudzenia, które zalewa straumatyzowanego. Znosi zasadę przyjemności. Tak, więc, jak na ironię, próba wyjaśnienia przez Cricka problemów własnego życia, pogarsza tylko jego sytuację.

W „Krainie wód” nie sposób przewidzieć, na jakie konsekwencje bohaterowie są narażeni, na jakie reakcje, na jakie reperkusje, jakie „wieże murować i obalać” będą, do jakiego stopnia zmuszeni będą „kręcić się za własnym ogonem”, na jaki chaos będą przystawać, byle tylko upewnić siebie, że przecież coś się dzieje, że też tworzą jakąś historię. Nie sposób przewidzieć, jakiej mocy „wywary” są gotowi przyrządzić, jakie interpretacje, mity, manie uznać za swoje, byle tylko przekonać siebie, że rzeczywistość nie jest próżnym naczyniem. Crick brnie dalej na przekór swoim przełożonym, faktycznie ryzykując całą swoją karierę, że to, co robi nie jest wyjaśnieniem. Ponieważ sięgnął już kresu swoich możliwości wyjaśniania, tak jak jego żona (niegdyś wytrwała i cierpliwa kobieta) zatraciła poczucie rzeczywistości- zatraciła przynależność do rzeczywistości. Ponieważ właśnie „Niepojęte” zmusza go do wyplatania, do uciekania coraz dalej w przeszłość. Ponieważ kiedy nie ma drogi w przód, jedyną drogą jest…

Gdzie zaś historia nie podkopuje samej siebie, nie zastawia na siebie pułapek w sposób tak otwarcie przewrotny, tam budzi owo zdradzieckie pragnienie powrotu. Rodzi się wtedy nieprawe, ale rozpieszczone dziecię-Nostalgia. Jakże tęsknimy, jak, być może, tęsknić będziemy my pewnego dnia w późnym wieku swojej starości, jeśli ten dzień nadejdzie, za czasami, nim historia nas zagarnie, nim sprawy przybiorą zły obrót. Jakże tęsknimy za złocistością lipcowego wieczoru. Jak marzymy o „Raju”. O „mleku matki”. O tym, by rozsunąć zasłonę, która zapadła się między nami a „Złotym Wiekiem”.