„Ludzka skaza”
Philip Roth
Autor/
Philip
Roth uznawany jest za jednego z najwybitniejszych twórców współczesnej
literatury amerykańskiej. Miał w swym dorobku liczne dzieła, których celem było
prowokować, obnażać prawdę i skłaniać do refleksji nad naturą człowieka i jego
egzystencją. Do najwybitniejszych i najbardziej znanych utworów Philipa Rotha
należą Kompleks Portnoya, Amerykańska sielanka, Lekcja
anatomii oraz Ludzka skaza. Był Amerykaninem żydowskiego
pochodzenia. Zresztą, niejednokrotnie odwoływał się na kartach swoich książek
do swych żydowskich korzeni, do życia wśród imigracyjnej mniejszości. Przez
wiele lat wymieniany był wśród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla, jednak
nigdy jej nie otrzymał. Jego twórczość i tak zresztą obsypano deszczem
prestiżowych nagród i wyróżnień.
Tłumaczenie/
Jolanta
Kozak
Tytuł
oryginału/ an-us
The Human Stain
Tematyka/ Jest lato 1998 roku – lato Billa
Clintona i Moniki Lewinsky – a w małym college'u w Nowej Anglii inny, niegdyś
szanowany, wpływowy człowiek staje w obliczu kompromitacji. Jego przewinienie
to wyrwana z kontekstu uwaga uznana za rasistowską. W ten sposób jedno słowo
niszczy zaszczytną karierę Colemana Silka. Kilka lat później, w wieku 71 lat,
Silk puka do drzwi znanego powieściopisarza mieszkającego na obrzeżach miasta,
słynnego Saula Zuckermana (bohatera kilku innych powieści Rotha). Silk chce, aby
jego historia została opowiedziana, i udostępnia siebie i swoje dokumenty
Zuckermanowi. Powieściopisarz zaczyna odkrywać historię Silka, a po jego
śmierci odkrywa dwie ukryte części jego życia. Pierwszą z nich jest tajemnica
pochodzenia etnicznego Silka (którą ukrywał nawet przed żoną). Drugą – namiętny
związek, który Silk rozpoczął z pomocą Viagry po śmierci żony. Był to związek z
34-letnią woźną w college'u. Była niewykształcona, wręcz niepiśmienna i miała
za sobą tragiczną przeszłość. Pomimo wielu ogromnych różnic między nimi,
Silk i ta kobieta angażują się w pełen wzajemnego szacunku i erotyczny romans.
Główny
motyw/ Do
pewnego czasu życie profesora Silka toczyło się dość gładko. Ale dwa lata przed
przejściem na emeryturę Silk od niechcenia odnosi się do dwóch uczniów, którzy
nigdy nie pojawili się na zajęciach, jako „upiorów”, czyli duchów. Dwaj
uczniowie, o czym Silk nie wie, są czarni, a „straszydło” to archaiczne,
obraźliwe określenie czarnej osoby. Została wniesiona skarga i zwoływany sąd
akademicki. Silk nie był lubiany przez wielu kolegów, ponieważ był orędownikiem
wysokich standardów akademickich. Jednak w tej sytuacji przeczuwał swój upadek,
który zakończył się jego wymuszoną rezygnacją (administracja chowa zbiorowo
głowę w piasek). Zamieszanie powoduje, że ukochana żona Silka doznaje
śmiertelnego zawału serca, a on sam wycofuje się w gorzkie odosobnienie.
Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„(…) jurny, młodzienieszkowaty prezydent w średnim wieku i
zadziorna, zalotna, dwudziestoletnia pracownica Białego Domu, zabawiający się w
Gabinecie Owalnym jak dwoje nastolatków w aucie na parkingu, ożywili
najstarszą zbiorową emocję Ameryki, jej najzdradliwszą i najbardziej
destrukcyjną rozkosz: ekstazę świętoszkowatości.”
„To w pewnym sensie fascynujące, co cierpienie moralne potrafi
zrobić z człowiekiem, który nigdy wcześniej nie zdradzał słabości ciała ani
ducha.”
„Nienawidzę tych cholernych łajdaków tak gorąco, jak Guliwer
znienawidził całą ludzką rasę po pobycie w krainie koni. Odczuwam wobec nich
najgorszą fizjologiczną awersję.”
„(…) miniaturowy symbol (tatuaż z kotwicą), przypominający mi,
dlaczego nasze rozumowanie ludzi musi zawsze być choć odrobinę błędne.”
„(…) doprawdy, żaden syn barmana nie mógłby lepiej zadbać o swoją
powagę.” (ucząc się łaciny i greki)
„(…) goje nie znoszą słuchać o Żydach i ich zdumiewającym awansie
ze slumsów na salony.”
„Jeśli stworzyli cokolwiek wspólnego, to tylko problemy.”
„Wiem, że to samo, co przywraca nas do życia, może nas w końcu
zabić. Wiem, że każdy błąd, który popełnia mężczyzna, ma podłoże seksualne.”
„Sekret zapewniający przetrwanie zawieruchy życia w minimalnym bólu
polega na tym, aby wciągnąć jak najwięcej osób postronnych we własne
rozczarowania.”
„Nic nie trwa wiecznie, ale i nic nie mija całkowicie. A nic nie
mija całkowicie, ponieważ nic nie trwa wiecznie.”
„Raz jeszcze przeszłość była jego życiem.”
„(…) i wkrótce zamiast tego, z czym obecnie ma pan do czynienia,
zetknie się pan z bezlitosnym purytanizmem, w imię którego wytarzają pana w
smole i pieprzu.”
„Nigdy nie należy brać sobie do serca tego, co mówi we wzburzeniu
człowiek, który poczuł się urażony w swojej godności.”
„Lecz zostać nagle zwolnionym z ograniczeń i schematów narzuconych
przez ojca – to było tak, jakby stwierdzić, że wszystkie zegary i zegarki na
całym świecie stanęły w miejscu, i nie wiadomo już zupełnie, która godzina.”
„(…) on przecież nie może pozwolić na to, aby o jego życiowych
szansach przesądzał czynnik tak przypadkowy jak rasa.”
„Coleman już od kilku dobrych lat podawał się za Żyda – a
przynajmniej nie wyprowadzał z błędu tych, którzy tak o nim sądzili (…). W
wojsku nauczył się, że wystarczy trzymać się konsekwentnie własnego, w miarę
wiarygodnego kłamstwa na swój temat, a nikt go nigdy nie zakwestionuje, bo
nikogo aż tak nie interesuje druga osoba.”
„Jeśli chce się być rycerzem i bohaterem, trzeba nosić zbroję.”
„Musisz jednak przyznać, że ta dziewczyna [Monica Lewinsky]
ujawniła więcej prawdy o Ameryce, niż ktokolwiek od czasów Dos Passosa.”
„W pewnym wieku nie powinno się ani uciekać za bardzo w żale nad
przeszłością, ani prorokować oporu wobec teraźniejszości, podejmując wyzwania
bieżących zniewag.”
„Nic nie odporni człowieka na awarie w najniższych rejestrach
myśli.”
„Każdy człowiek na ziemi rozgrywa swój koniec inaczej: oni dwoje
rozgrywają go, właśnie tak. Już nie mają jak zatrzymać się w czasie. Dokonało
się.”
„Widzę, że jako stary człowiek zrozumiałeś, czym jest czas. To się
nie rozumie aż do samego końca. A ty już zrozumiałeś. To przerażające.”
„Nie mam już w sobie ani cienia współczucia dla wielkich kłopotów
tego świata.”
„(…) my zostawiamy po sobie skazę, ślad, odcisk palca. Nieczystość,
okrucieństwo, gwałt, błąd, ekskrementy, nasienie – nie ma innego sposobu na
istnienie tutaj.”
„[Życie] Jest w gruncie rzeczy bardzo podłe i bardzo mściwe, skoro
wyznaczyło jej los zgodny nie z prawami logiki, tylko z antagonistycznym
kaprysem perwersji.”
„Prowincjonalne trucizny nie pomagają sprawie. Ludzie tutaj są
znudzeni, zawistni, ich życie jest, jakie jest, i zawsze takie będzie, więc nie
kwestionują zasłyszanej historii, tylko ją powielają – przez telefon, na ulicy,
w stołówce, w sali wykładowej.”
„Jądro ludzkiej ciemności jest niewytłumaczalne.”
„Interesowności nie da się tak łatwo zamaskować.”
„Bo chociaż świat pełen jest ludzi, którym się zdaje, że rozgryźli
do końca ciebie lub twego bliźniego, studnia tego, czego nie wiemy, nie ma dna.
Prawda o nas jest nieskończona. Podobnie jak kłamstwa.”
„Pochowany jako Żyd, pomyślałem, a także , jeżeli moje
przypuszczenia były słuszne, zabity jak Żyd. Oto kolejny problem zmiany
wcielenia.”
„Tylko że niebezpieczeństwo nienawiści polega na tym, że kiedy już
się zacznie, końcowy rezultat stokrotnie przerasta zamiary.”
„(…) z każdym dniem słowa, które wokół siebie słyszę, wydają mi się
coraz mniej pasować do rzeczywistości, którą rzekomo opisują.”
„Dzisiejszy uczeń traktuje własny brak zdolności jako należny
przywilej.”
Książka
Philipa Rotha Ludzka skaza otwarcie sięga do wielkich tematów greckich
tragedii i umieszcza je w nieprawdopodobnym kontekście, w Ameryce w 1998 roku
podczas prezydentury Billa Clintona. Na pierwszych kilku stronach poznajemy
żydowskiego bohatera tej książki, Colemana Silka, który ma to szczęście, że
jego życie zostało przeanalizowane i opowiedziane przez naszego narratora,
Nathana Zuckermana. Coleman jest siedemdziesięciojednoletnim profesorem
filologii klasycznej, zmuszonym do rezygnacji z Kolegium Atena, gdzie kiedyś
był szefem katedry filologii klasycznej. Coleman właśnie poinformował Nathana
Zuckermana, że jego kochanką jest trzydziestoczteroletnia niepiśmienna
sprzątaczka z college'u. W krótkich zdaniach dowiadujemy się o tym nawet wtedy,
gdy Roth oddala obiektyw narracji, aby wprowadzić scenerię codziennego życia:
widzimy amerykańską flagę powiewającą w tle przy której Nathan wyjaśnia
czytelnikowi, że „(…) jurny, młodzienieszkowaty prezydent w średnim wieku i
zadziorna, zalotna, dwudziestoletnia pracownica Białego Domu, zabawiający się w
Gabinecie Owalnym jak dwoje nastolatków w aucie na parkingu, ożywili najstarszą
zbiorową emocję Ameryki, jej najzdradliwszą i najbardziej destrukcyjną
rozkosz: ekstazę świętoszkowatości”.
W tej
powieści widzimy Rotha w doskonałej formie pisarskiej, narracja prowadzi
czytelnika torami retrospekcji do miejsca w którym dowiemy się, kim był
naprawdę Coleman Silk i dlaczego został obsadzony w roli bohatera greckiej
tragedii. Wywołał poruszenie w społeczności akademickiej, ponieważ pewnego dnia
w sali wykładowej zapytał o dwóch studentów, którzy jeszcze nigdy nie byli na
jego zajęciach: „Czy ktoś z państwa zna te osoby? Czy to żywi ludzie, czy może
zmory?”. Okazuje się, że dwaj studenci są czarnoskórzy, a oni, urażeni epitetem
„zmory”, wkrótce składają skargę do dziekana wydziału. Co zaskakujące, wielu
wykładowców stanęło po stronie studentów, twierdząc, że profesor Silk jest
rasistą. Oto refren, domagający się oczyszczenia. Jasne jest jednak, że Coleman
nie był rasistą, niemniej jednak sprawy przybierają tak nieprzyjemny obrót, że
rezygnuje z posady wykładowcy i przysięga walczyć z uczelnią o sprawiedliwość.
W trakcie tej walki jego żona Iris Silk umiera z powodu stresu. Lecz z chwilą,
kiedy Coleman stał się obiektem ataków – z chwilą gdy skarga o rasizm stała się
przedmiotem dochodzenia, nie tylko ze strony nowego dziekana, ale i nielicznej
wydziałowej organizacji czarnych studentów, a także grupy czarnych aktywistów z
Pittsfield – jawny idiotyzm sytuacji sprawił, że Coleman zamieszkał z Faunią
Farley, nową kochanką, która udawała, że jest analfabetką. Wkrótce jednak
historia przybiera nieoczekiwany obrót. Nathan Zuckerman zabiera nas z powrotem
do ukrytej przeszłości Colemana Silka, gdzie dowiadujemy się, że wychował się w
East Orange w stanie New Jersey, w czarnej rodzinie. Tak, sam Coleman był
czarnym mężczyzną w masce białego Żyda. Rzeczywiście, można powiedzieć, że był
bardziej biały niż większość białych mężczyzn w Ameryce. Czarna osoba udająca
białą może wydawać się mało prawdopodobna, ale tak się stało, szczególnie w
czasach przed ruchem praw obywatelskich, kiedy o wiele łatwiej było poruszać
się (nie mówiąc już o znalezieniu pracy) jako biały człowiek w Ameryce. Tym
samym Roth zagłębia się w umysł człowieka, który porzucił swoje wspomnienia z
dzieciństwa i swoją rodzinę, aby przyjąć nową rolę. Jeszcze przed swoją
doniosłą decyzją, by żyć jako biały człowiek, Coleman nienawidził być
utożsamiany z jakąkolwiek grupą narodowościową. Gdy Zuckerman spogląda wstecz
na życie swojego bohatera, odkrywa więcej niż kilka sekretów, ale jeden
przebija je wszystkie; tajemnica, której nie są świadome nawet dzieci Colemana.
Starzejący się profesor, przesiąknięty życiem świeckiego żydowskiego
intelektualisty, urodził się w rodzinie afroamerykańskiej. Ambitny i chętny do
wytyczenia własnej ścieżki w świecie, młody Coleman postanowił wykorzystać
swoją jasną skórę po zbyt wielu niepowodzeniach i zamienił swoją narodowość w
jednej prześladowanej grupie na bycie członkiem w innej: od młodego czarnego
mężczyzny, który w młodości trenował boks do liberalnego Żyda intelektualisty.
Jest to rewelacja, która, słusznie lub niesłusznie, zmienia postrzeganie tematu
tej historii, do tego Roth splata historię jednego życia przeżywanego jako
jednostka z historią innych głównych bohaterów książki, a także z amerykańskim
sumieniem z 1998 roku.
Mogłoby się wydawać, że ciężar tych wielkich tematów zmiażdży poszczególnych bohaterów powieści, że bohaterowie są jedynie rekwizytami dla ambitnej wędrówki Rotha przez ludzkość. Roth sięga tu do, jak sam nazywa „zestawienia wielkości i intymności” (tak, tu też działa metafikcja; ale czyż Roth nie zawsze jest nieco solipsystyczny? Trochę metafikcyjny?). Pomimo tak wielkich tematów dziejących się w tej historii, postacie poruszają się jakby tylko na pierwszym planie, co sprawia, że pozostają całkowicie wyostrzone na tle ludzkich spraw i problemów. U Rotha to ludzie zawsze mają pierwszeństwo przed tematem. Kreacje tworzą narrację. Rzeczywiście, w tej książce autorowi udaje się przedstawić nam więcej postaci niż w jakiejkolwiek innej jego powieści. Roth poświęca czas na zbadanie kilku życiorysów, od Colemana Silka i Faunii Farley, po nemezis Colemana w college'u, Delphine Roux i byłego męża Faunii, Lestera Farleya. Roth poświęca nawet czas, aby nadać osobistą twarz stadu krów mlecznych i czarnej wronie. W jakiś sposób, w całej tej plątaninie, która normalnie spowodowałaby zamieszanie w tak ambitnej historii, Roth jest w stanie rzucić światło na doskonałe szczegóły, aby boleśnie ożywiać swoich bohaterów, nie odwracając uwagi czytelnika od całości, a ta całość nigdy nie odwraca naszej uwagi od rozsypanych kawałków. To właśnie charakteryzuje mistrzowskie pisarstwo Rotha.
Fabuła
jest zwodniczo prosta. Co więcej, książka nosi wszelkie znamiona późniejszych
prac Rotha: prowokacyjny temat (w tym przypadku poprawność polityczna,
zakłamanie w środowisku akademickim), tragicznego bohatera i podtekstu
etycznego odnoszące się nie tylko do konkretnego momentu historycznego, ale
także do kultury w ogóle. Nic więc dziwnego, że większość recenzji
koncentrowała się na kontrowersyjnym temacie i sprawie Billa Clintona i Moniki
Lewinski. Jednak Roth nie bał się zmierzyć z afroamerykańskim doświadczeniem
życia w społeczeństwie, które jest implicite i jawnie wrogie czyjejś
egzystencji, i połączyć je z doświadczeniem żydowskim. Ludzka skaza
łączy jednak te dwie grupy ściślej niż w którymkolwiek z jego poprzednich
dzieł. Ironia polega na tym, że im bardziej rozwija się historia Colemana, tym
bardziej Roth wydaje się kwestionować pojęcie rasy, na poziomie genetycznym,
jako próbie na rozgraniczenie ludzkiego doświadczenia. Pokazuje raczej, w jaki
sposób tożsamość jest wybierana – w tym przypadku dosłownie – ale zbyt często
przez społeczeństwo, w którym się żyje, a następnie narzucana jednostce. Bo na
czym tak naprawdę polega różnica w pigmentacji skóry w porównaniu ze znacznie
większą złożonością jednostki? Jest to definiujący problem dla Colemana –
potrzeba istnienia jako jednostka, nie po to, by narzucano mu tożsamość, ale po
to, by wypracować własną odpowiedź na pytanie Sofoklesa o to, kim właściwie się
jest? Jego wybór, by narzucić własną wolę swojej tożsamości, może wydawać się
nieco ironiczny, ponieważ przenosi się z jednej grupy mniejszościowej do
drugiej, ale to buntownicza autonomia sprawia, że to robi. W rzeczywistości to
czytelnik staje się, gdy zbytnio skupia się na tym „przechodzeniu" z
jednej grupy rasowej do drugiej, tak jakby przekroczona granica była czymś
więcej niż społecznie skonstruowaną iluzją i tożsamością, a nie performansem.
Nie chcę przez to powiedzieć, że doświadczenie nie jest definiowane przez
grupy, których jest się członkiem, ale po prostu, że samo istnienie tych grup
jest przekleństwem dla ludzkiego ducha. To naturalne, że czytelnik dostrzega
problem Colemana jako atut, kiedy mówi o „zmorach” – w końcu czarny
człowiek z pewnością nie może być większym rasistą w stosunku do własnej rasy,
niż Żyd może być antysemitą – ale to obnaża absurdalność politycznej
poprawności we współczesnej myśli o rasie i tożsamości.
To jedno z najczęstszych wyzwań w naszym dorosłym
życiu – to, że ludzie nie są zgodni co do jasnej definicji lub osądu. Że
wszystko i wszyscy może być postrzegane inaczej przez pryzmat czasu i zdobytej
mądrości. Prezydent może być zarówno nieoceniony, jak i destrukcyjny dla
kobiet. Autor może być zarówno postępowy, jak i prymitywny w swoich poglądach.
Człowiek, który decyduje się kłamać na temat swojego dziedzictwa, może być
postrzegany zarówno jako wolny duch, jak i zdrajca swojej rasy. Profesor używający
słowa, które ma dwa znaczenia, może zostać osądzony przychylnie lub spalony na
stosie. Jego romans ze zdesperowaną kobietą może być postrzegany zarówno jako
znęcanie się, jak i uczucie. Człowieka nawiedzanego przez wizje wojny w
Wietnamie można postrzegać zarówno jako bohatera, jak i potwora. Pogodzenie się
z tą wieloraką naturą ludzkości sprawiło, że poruszanie się po tym świecie,
decydowanie, komu ufać i za jakimi opiniami podążać, stało się niezwykle
trudne. To również sprawiło, że ta książka stała się o wiele bardziej
fascynująca i skomplikowana.
To mętne myślenie wiąże się ze zdemaskowaniem przez naród amerykański
prezydenta Clintona jako cudzołożnego hipokryty, uwikłanego w purytańskie
poczucie moralnej sprawiedliwości do tego stopnia, że jego człowieczeństwo jest
podporządkowane tłumowi obywateli. Jak sugeruje Roth, w Białym Domu powinien
pojawić się baner głoszący: „Tu mieszka istota ludzka”. To poczucie własnej
tożsamości, własnej istoty, przyćmione przez łatwe do wyciągnięcia wnioski
oparte na skąpych informacjach, jest bardzo ważne dla zrozumienia, jak wielu
bohaterów z książki Rotha Ludzka skaza: Faunia jest czymś więcej niż
niepiśmiennym obiektem seksualnym, którym wydaje się być, Les Farley, który
cierpi na traumę wojenną PTSD, jest kimś więcej niż stereotypowym weteranem z
Wietnamu, a Delphine Roux, która czyta świat jak podręcznik i jest tak
przesiąknięta teoriami filozofów że zapomina spojrzeć poza istotę człowieka, i
sama staje się stereotypem – francuską feministką akademicką drugiej fali,
typową męską szowinistką w damskim przebraniu. Tylko Coleman dostrzega swoje
bogate wnętrze i pielęgnuje je, ukrywa przed światem, podobnie jak Roth, który
przestrzega przed rozumieniem ludzi tylko przez pryzmat tego, co widzialne i
pokazuje do jakich archetypów trzeba sięgać aby zrozumieć złożoność istoty
człowieczeństwa. Włącza w tę krytykę świat fikcji, opakowując Colemana w co
najmniej trzy rozpoznawalne tropy literackie: przebiegłego oszusta, tragicznego
Mulata i Szlemiela żydowskiego tułacza. Postacie, podobnie jak ludzie, muszą
być rozumiane przez znacznie więcej niż to, co wydaje się na pierwszy rzut oka.
To, że Roth jest w stanie połączyć historię Faunii,
Lesa i Delphine – wszystkich satelitów z historii o Colemanie Silku – i
sprawić, by każda z nich była przedłużeniem tematu jego tożsamości, jest
świadectwem jego umiejętności pisarskich. Zebranie razem w jedną opowieść
różnych doświadczeń życiowych, z których każde ma coś do dodania od siebie
sprawia, że czytelnik ma duże pole do popisu do dyskusji o odwiecznych
problemach tożsamościowych i o współczesnej atmosferze jaka panuje w
Stanach Zjednoczonych. Kiedyś był to Bill Clinton, obecnie jest Donald Trump i
jego spotkania z prostytutkami czy gwiazdami filmów porno. Roth balansuje na
cienkiej linii między popadaniem w stereotyp ze wszystkimi swoimi postaciami,
ale człowieczeństwo i świadoma ironia obecne w całej powieści pomagają mu
uniknąć takiego zarzutu. Od czasu do czasu bohaterowie stają się rzecznikami
konkretnego komentarza, który Roth chce wygłosić, i chwilowo tracą realizm
własnego głosu.
Możemy
mieć za złe Rothowi, że pobłaża starzejącemu się profesorowi, który uwodzi
kobietę o połowę młodszą i utrzymuje z nią aktywne stosunki seksualne.
Pojawienie się Viagry z pewnością oznacza, że rok 1998 był dobrym rokiem dla
starszego mężczyzny, ale są chwile, kiedy i Faunia popada w pewny rodzaj
fantazji. Pomysł, że młoda nauczycielka akademicka Delphine Roux może również
potajemnie żywić pożądanie do Colemana, tylko podwaja nieprawdopodobieństwo i
pozostawia lekkie rozczarowanie, że w powieści nie ma żadnej ważnej kobiety
równej Colemanowi (jego żona umiera już w pierwszym rozdziale, a jego siostra z
którą nie utrzymywał kontaktów nie pojawia się w ogóle w powieści na dłużej niż
kilka zdań). Ale być może to wszystko idzie w parze z duchem czasu: kiedy
prezydent Clinton uwiódł młodą stażystkę, autor pozwolił sobie na spełnienie
swoich fantazji. Coleman czy Roth? W końcu, czy nie mówi to czegoś o męskiej
psychice, że młodość i męskość tak często idą ze sobą w parze? Faunia w pewnym
momencie mówi do Colemana znaczące słowa: „Widzę, że jako stary człowiek
zrozumiałeś, czym jest czas. To się nie rozumie aż do samego końca. A ty już
zrozumiałeś. To przerażające”. To poczucie, że podstawowe pragnienia seksualne
przeważają nad innymi problemami, a przynajmniej mieszają się z tym, co jest
postrzegane jako instynkt życia, jest kolejnym z prawdziwych osiągnięć książki.
Już na samym początku zauważamy, że odkąd narrator Zuckerman stał się po
operacji prostaty impotentem, pisał bardziej płodnie, a Coleman, we wczesnych
porywach pożądania Faunii, traci wszelką zdolność do przekształcenia w prozę
historii, którą chce opowiedzieć. Poza tym seks jest regularnie wykorzystywany
jako powód do atakowania innych: Clinton jest prześladowany za romans z Monicą
Lewinsky, Colemanna koledzy z uczelni topią w plotkach za to, że wziął Faunię
za kochankę do tego samego powodu był prześladowany przez byłego męża Faunii
Lesa. W rzeczywistości ironią losu jest to, że histeria związana ze
skłonnościami seksualnymi i poprawnością polityczną w 1998 roku pochodzi z
podobnego miejsca, które tak długo podtrzymywało maccartyzm w Ameryce, a
Coleman, ominąwszy jedną formę tego ludzkiego dreszczyku emocji w potępianiu
innych i obserwowaniu ich upadku, pada ofiarą drugiej. Przyjemność, jaką ludzie
czerpią z wtrącania się w życie innych i potępiania ich, może być jedną z wad,
do których odnosi się tytułowa „ludzka plama”. Jest ona jednak niewątpliwie
szersza i poza prymitywną, dosłowną aluzją do skandalu Clinton-Lewinsky,
opisuje bardziej ogólne poczucie, że ludzie muszą zostawić swój ślad, bez
względu na to, jak bardzo starają się go wymazać.
Wszystko
to jest eksplorowane w błyskotliwej prozie Rotha, która rzadko spada poniżej
doskonałej, ale jedną interesującą uwagą poboczną w opowiadaniu historii jest
rola, jaką odgrywa Nathan Zuckerman. Jako narrator znajduje się poza historią,
ale także w jej obrębie, zdając się faworyzować wersję wydarzeń Colemana, ale
także pisząc z pewną dozą wiarygodności. Jednak po dokładnym zastanowieniu
staje się jasne, że narracja Zuckermana wykracza poza granice tego, co jest
poznawalne dla narratora i zawiera szczegóły, które po prostu nie byłyby dla
niego dostępne (wydarzenia, przy których nie był obecny i nie mogły zostać
włączone do rękopisu Colemana, wewnętrzny monolog postaci, który nie zostałby
nigdzie zapisany), coś, co powinno podkreślać sposób, w jaki wszystkie historie
są upiększane i narratywizowane przez ich autorów. Czy ma to znaczący wpływ na
to, jak należy czytać Ludzką skazę? Nie jestem tego taki pewny, ale z
pewnością warto mieć świadomość, że w narracji, która w dużej mierze polega na
kontrolowaniu własnej historii i docenianiu niepoznawalnego, a także precyzji
języka i zawodności interpretacji, narrator ma ostateczną kontrolę nad tym, co
znane i nie zawsze można mu ufać, że przekaże rzeczy takimi, jakimi są.
Ludzka skaza to książka na tyle złożona, że daje trwałą
satysfakcję i ma poczucie uchwycenia szczególnego okresu w historii Ameryki, a
jednocześnie satyry na życie akademickie w małym miasteczku i poprawność
polityczną, podejście do rasy i tożsamości oraz męskiej psychiki, by wymienić
tylko kilka głównych tematów. Odwołuje się do świata klasycznego, będąc
całkowicie zanurzonym w jego teraźniejszości i z pewnością należy do czołówki
dotychczasowego kanonu Rotha. Jest to książka o nieprzemijającej wartości, taka,
która jest określana jako wyznacznik końca XX wieku w Ameryce i taka, która
zbliżyła się do sposobu, w jaki język jest i był używany i nadużywany w tamtym
okresie. „Prawda o nas jest nieskończona. Podobnie jak kłamstwa. Tkwimy między
młotem a kowadłem, pomyślałem. Denuncjowani przez szlachetnych,
szkalowani przez praworządnych – na koniec eksterminowani przez zbrodnicze
szalonych. Ekskomunikowani przez zbawionych, przez wybranych, przez
wszechobecnych ewangelizatorów moralności chwili, a potem reedukowani przez
demona bezwzględności”.



