„Chrystus
ukrzyżowany po raz wtóry”
Nikos Kazantzakis
Autor/ urodził
się 18 lutego 1883 r. w Heraklionie na Krecie, zmarł 26 października 1957 r. we
Fryburgu Bryzgowijskim w Niemczech. Był greckim powieściopisarzem, poetą,
dramaturgiem, tłumaczem i myślicielem. Uważany przez wielu za najważniejszego
greckiego pisarza i filozofa XX wieku. Jest autorem m. in.: Greka Zorby,
Ostatniego kuszenia Chrystusa, Sztuki ascezy: Zbawcy Boga. Prowadził
niezwykle kosmopolityczne życie, spędzając stosunkowo niewiele czasu w Grecji,
choć wszystkie jego najważniejsze dzieła zostały napisane w języku nowogreckim.
Jego poglądy na religię i politykę niejednokrotnie przysparzały mu kłopotów. W
1945 roku przez krótki czas był członkiem rządu greckiego. Kazantzakis był bez
wątpienia postacią złożoną; można przypuszczać, że w życiu prywatnym był równie
ognisty i namiętny jak niektóre z wykreowanych przez niego postaci literackich.
Tłumaczenie/ Jadwiga
Dackiewicz
Język
oryginału/ el Ο Χριστός ξανασταυρώνεται
/ fr La Passion grecque, Le Christ recrucifié
Tematyka/
Ta książka jest piękną medytacją nad tym,
jak prawdziwe przyjęcie postawy na wzór Chrystusa przemienia dobrego człowieka
w człowieka wielkiego oraz jak prosta, szczera Ewangelia stanowi zagrożenie dla
potężnych, bogatych i chciwych. Kazantzakis być może nakreślił swoje postacie
zbyt ostro; niewielu bohaterów prowadzi naprawdę złożone, wielowymiarowe życie.
Być może dlatego, że ci, którzy byli najbardziej skomplikowani, zostali
zniszczeni przez własne emocje. Michelis i Panayartoras — obaj stracili kobietę, którą kochali. Jeden
zwrócił się ku destrukcji, próbując zniszczyć świat. Drugi wybrał ascezę,
odwracając się od świata. Manolios i wdowa odnajdują natomiast zbawienie w
męczeństwie, choć „Kościół” odmawia uznania ich ofiary za drogę do zbawienia.
Książka nieustannie stawia pytanie, dlaczego „Kościół” nie chce dostrzec
Chrystusa i zamiast tego upiera się przy własnej sprawiedliwości.
Główny
motyw/ Akcja powieści rozgrywa się w latach 20.
XX wieku, w niewielkiej greckiej wiosce położonej na terytorium Turcji. Właśnie
mijają Święta Wielkanocne, a za rok ma odbyć się misterium Męki Pańskiej, które
od wielu pokoleń, co siedem lat, wystawiane jest przez mieszkańców. Biorąc pod
uwagę zarówno wygląd, jak i cechy charakteru, wybranych zostaje sześcioro osób,
które wcielą się w biblijne postacie: Chrystusa, apostołów Jana, Jakuba, Piotra
i Judasza, Kajfasza oraz Marię Magdalenę. Początkowo wszystko przebiega bez
zakłóceń, jednak sytuacja zaczyna się komplikować, gdy do wioski przybywa grupa
greckich uchodźców, którzy popadli w niełaskę Turków. Przygotowania do
ceremonii trwają wiele miesięcy, a losy bohaterów stopniowo zaczynają splatać
się z losami odtwarzanych przez nich postaci. Na jaw wychodzą skrywane żądze,
zawiść, nienawiść i obłuda. Religijna ortodoksja oraz fanatyzm uwalniają demony
drzemiące w ludziach, którzy pod przykrywką wiary okazują się zdolni do
najbardziej niegodziwych czynów.
Cytaty
z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„Każda
wioska musi mieć kogoś takiego, o kim uczciwe kobiety mogłyby poplotkować.”
„Poganie
mieli teatry i cyrk, a chrześcijanie Misteria…”
„Bez
Judasza nie ma Ukrzyżowania, a bez Ukrzyżowania nie ma Zmartwychwstania.”
„Człowiek
to delikatna maszyna; rozmontowuje się łatwo. Niech się tylko zepsuje jedna
śrubka…”
„Oto
ci >najlepsi< z całej wsi! Jeden chrapie, drugi się upija, trzeci czyta,
a stary chciwiec wysiaduje swe dukaty…”
„Popi
są jak kobiety, daję słowo: noszą długie włosy, a gdy dwóch się spotka, ta
zaczynają je sobie wzajemnie wyrywać.”
„Diabeł
nie pop! Powiada, że jest rzecznikiem Boga. Ale skoro Bóg ma być do niego
podobny, biada biednym ludziom!”
„Świat
jest tajemnicą, wielką tajemnicą. Nie można odróżnić Boga od szatana…”
„Masz
rację, ludzie różnią się od siebie tylko ubraniami.”
„Grzechy
ludzkie są jak łańcuch — bez końca.”
„Księża,
biskupi, panowie, notable, nauczyciele — same łotry!”
„To
wy, kapłani, ukrzyżowaliście Chrystusa. Gdyby powtórnie zszedł na ziemię, po
wtórnie byście go ukrzyżowali.”
„Tylko
czyste serce może być głosem Boga!”
„Gdyby
mnie zapytano, jaka droga prowadzi do nieba, rzekłbym: najtrudniejsza.”
„Cóż
to za Bóg, który pozwala umierać dzieciom?”
„(…)
życie, to choroba którą trzeba leczyć.”
Imponujący
dorobek literacki Kazantzakisa odzwierciedla całe życie jego starań o wyrażenie
zarówno duchowych, jak i politycznych radykalizmów, których ucieleśnieniem
często staje się postać Chrystusa. To, co jego biograf Peter Bien nazywa
„polityką eschatologiczną”, znalazło wyraz w jego twórczości, uczestnictwie w
działalności politycznej oraz w jego idiosynkratycznej wierze —
która, choć ateistyczna, nigdy w pełni nie opuściła chrześcijańskiej orbity.
Przemieszczając się przez całe życie między różnymi formami poglądów,
Kazantzakis nigdy nie znalazł zewnętrznego domu dla swoich przekonań. Zamiast
tego, jak argumentuje Bien, dążył do szczególnej formy „osobistego zbawienia
poprzez zaangażowanie polityczne”, w której świadomy, nietzscheański człowiek,
przekształcony przez tragiczną akceptację życia, doprowadza swoje ziemskie
działania do harmonii z nieustannie rozwijającą się ewolucją immanentnego
Ducha. Była to nowa religia postchrześcijańska, którą Kazantzakis rozwinął pod
wpływem filozofa Henriego Bergsona, którego wykładów słuchał w Paryżu w 1908
roku. Bergsonowska koncepcja siły życiowej kierującej ewolucją całej materii ku
duchowemu udoskonaleniu — „transsubstancjacji ciała w ducha”, jak
ujął to Bien — stała się nadrzędną obsesją życia i
twórczości Kazantzakisa. Przekonanie to, dalekie od bycia źródłem pocieszenia,
było raczej próbą zrozumienia jego chaotycznej walki ze światem materialnym,
zwłaszcza w kontekście porażek politycznych. Co istotne, „eschatologiczny”
wymiar jego dojrzałego światopoglądu sprawił, że Kazantzakis odkładał
transformujące odrodzenie wszystkich struktur i wartości, których tak pragnął,
w pesymistycznie pojmowaną przyszłość — zawsze pozostającą tuż poza zasięgiem.
Jest to spostrzeżenie o kluczowym znaczeniu.
Taki
problematyczny rodzaj poglądów wynikał z przekonania, że współczesna dusza
została uwięziona w „epoce przejściowej”, czasie naznaczonym dekadencją ducha,
którą należało przezwyciężyć poprzez narzucenie nowych, uniwersalnych mitów i
wartości. Podobnie jak jemu współczesny Thomas Mann, Kazantzakis był dzieckiem
fin de siècle. Obaj autorzy nienawidzili „chorobowości” i „wiotkości”
XIX-wiecznej cywilizacji liberalno-burżuazyjnej i pragnęli gwałtownej,
zdecydowanej przemiany, która przekształciłaby świat. Chociaż w późniejszych
latach obaj złagodnieli i wykazywali różne stopnie skruchy za swój wcześniejszy
wkład w XX-wieczny „pożar”, mający swe źródło w tak apokaliptycznych poglądach,
znamienne pozostaje to, jak łatwo w trakcie swoich politycznych peregrynacji
wahali się między lewicą a prawicą. Polityka Kazantzakisa zazwyczaj wychwalała
samą formę kataklizmu i odnowy, niezależnie od ich treści. Jednak, podobnie jak
u Manna, jego ambiwalencja w sprawach politycznych, choć dziś może wywoływać
sprzeciw, paradoksalnie stanowi jedno ze źródeł jego artystycznej siły.
Chrystus
ukrzyżowany po raz wtóry to wielowarstwowa powieść, która na
pierwszy rzut oka wydaje się podążać za prostym schematem. Likowrissi to
fikcyjna wieś w Anatolii około 1922 roku, gdzie Grecy żyją w niespokojnym
podporządkowaniu swoim osmańskim władcom. Wieś przygotowuje ambitną inscenizację
Męki Pańskiej w czasie Wielkiego Tygodnia, a jej starszyzna wybiera mieszkańców
do wcielenia się w role apostołów: pasterza Manolisa jako Chrystusa,
szlachetnego Michelisa jako Jana, wędrownego kupca Jannakosa jako Piotra oraz
właściciela kawiarni Kostantisa jako Jakuba. Niemal natychmiast ci skromni
mieszkańcy zaczynają traktować swoje role dosłownie, co prowadzi do konfliktu
ze starszyzną, która z kolei zostaje przedstawiona jako galeria karykaturalnych
wcieleń grzechów głównych i reprezentuje dominujące instytucje: gniewnego
lokalnego prawosławnego księdza, ojca Grigorisa; starego żarłoka Patriarchesa;
arcyskąpego Ladasa oraz tchórzliwego nauczyciela Hadzinikolisa.
Widzimy,
jak fabuła powieści osiąga punkt kulminacyjny, gdy wieś zostaje skonfrontowana
z grupą Greków szukających schronienia —uchodźców z innej wioski, uciekających
przed prześladowaniami ze strony armii tureckiej. Obawiając się, że przybysze
mogą zagrozić jego pozycji i zmienić dotychczasową równowagę w Likowrissi,
ojciec Grigoris odrzuca uchodźców oraz ich przywódcę, duchownego Fotisa,
realizując własny plan prześladowań. Jego argumenty sprowadzają się do
stwierdzeń w rodzaju: „(...) bo ja także sprawuję opiekę nad duszami i także
będę musiał zdać Bogu rachunek” oraz „Odejdźcie z Bogiem, nie siejcie
spustoszenia w naszej wsi!”. Pop Fotis przyjmuje jednak jego drwiny z
godnością, mimo że prosi jedynie o pomoc dla swojego ludu. Dychotomia między
tymi dwoma popami, widoczna zarówno w ich słowach, jak i w stylu życia, tworzy
nową warstwę w już i tak misternie skonstruowanej sieci postaci.
Poprzez satyryczny język Kazantzakis mistrzowsko splata różne poziomy moralnego upadku, które uosabiają wiejscy notable. Najbardziej godną podziwu postacią jest stary marynarz i przemytnik znany jako kapitan Burza, który, mimo swojej dziwacznej przeszłości, nie udaje człowieka prawego i odchodzi z tego świata z niewiele większym dobytkiem niż ten, z którym na niego przyszedł. Jego stosunek do własnego życia kontrastuje z postawą innych przywódców wioski, którzy wydają się całkowicie usatysfakcjonowani nieustannym korzystaniem z ziemi, jedzenia czy władzy — często pod pozorem autorytetu sankcjonowanego przez Kościół. Jeden z nich regularnie ucztuje i chce w pełni korzystać z uroków życia, ostentacyjnie demonstrując swoje obżarstwo. Inny, najbogatszy człowiek we wsi, chodzi w starych ubraniach i je bardzo skromnie, lecz dzięki lichwie sprawia, że wszyscy czują się wobec niego zobowiązani, nawet wobec Boga, przynajmniej tak mu się wydaje. Największy autorytet, pop Grigoris, od czasu do czasu próbuje pokazać coś na kształt wspólnotowej troski, lecz jego przywiązanie do statusu i pozycji nie pozwala mu na żaden kompromis, który mógłby zagrozić jego osobistym korzyściom. Nawet ubogich uchodźców nazywa „zarazą” (skąd my to znamy?). Nikt poza kapitanem Burzą nie chce oddać czegokolwiek, co mogłoby osłabić ich pozycję we wsi lub choćby ją w najmniejszym stopniu podważyć. Niezależnie od tego, jak deklarują swoje intencje, to właśnie poziom egoizmu, który reprezentują, stanowi główne źródło napięcia w tej historii. Przez pryzmat wartości wyznawanych przez wiejskich notabli widzimy, że autor wyżej ocenia tych, którzy potrafią dostrzec własne wady, niż tych, którzy z wyniosłością odmawiają ich uznania — nie mówiąc już o zmierzeniu się z nimi.
Głównym
antagonistą historii jest Panajotis, zwany Połykaczem Gipsu, pobożny wieśniak
wybrany do odegrania roli Judasza. Jest człowiekiem obsesyjnie skupionym na
własnych wewnętrznych zmaganiach, choć nie zawsze w pełni świadomym ich źródła.
Nie potrafi uciec od swojej brutalnej natury, a wynikająca z tego frustracja
sprawia, że nieustannie wybucha gniewem. Chciwi starsi wioski oraz obłudny pop
uczynili go zgorzkniałym, dlatego Panajotis nie ma szacunku do tych, którzy
wykorzystują wiarę jako zasłonę dla własnych interesów. Ten niepokój prowadzi
go do konfliktu z Manoliosem. Manolios szczerze stara się oczyścić swoje życie,
aby godnie odegrać rolę Chrystusa, lecz w oczach Panajotisa pasterz
przemieniony w ascetę jest albo oszustem, albo bolesnym przypomnieniem jego
własnej porażki. W Manoliosie widzi więc jakby straszliwe zwierciadło własnej
duszy. Jedyną satysfakcję może mu dać jego upadek — dowód
na to, że nawet ten, który pretenduje do świętości, pozostaje omylny.
W
tym miejscu warto zatrzymać się nad samą rolą Judasza. Nie każdy czytelnik
pamięta, że w sensie biblijnym Judasz nie jest jedynie zdrajcą. Przez długi
czas był przecież także jednym z Apostołów — uczniem Chrystusa. Dopiero później stał
się figurą zdrady. Kazantzakis wykorzystuje tę ambiwalencję, lecz w jego
powieści postać Judasza pozostaje na drugim planie. Panajotis nie chce być
Judaszem, lecz nie potrafi odrzucić przypisanej mu roli. Jego upór i duma nie
pozwalają mu przezwyciężyć własnego ego, a bez tego nie może odnaleźć spokoju.
Antagonista ukazany jest w świetle tego dramatu niemal z pogardliwą surowością.
Panajotis ciągnie przez życie jakby z ołowiem przywiązanym do nóg. W
rzeczywistości jest brutalem: płacze nad własnymi porażkami, lecz jednocześnie
bije córki, przeklina zwierzęta i topi frustrację w alkoholu. Próbuje
wszystkiego, by zagłuszyć nienawiść do samego siebie, lecz wybiera zawsze
niewłaściwe środki. Jedyną prawdziwą pociechą jest dla niego miłość do wdowy
Kateriny, która w misterium ma odegrać rolę Marii Magdaleny. To ona potrafi
spojrzeć poza jego twardą skorupę i dostrzec w nim coś więcej, a jej uczucie
daje mu przynajmniej cień godności w oczach społeczności. W jednej z najbardziej
dramatycznych scen Panajotis staje twarzą w twarz z niemal przemienionym
Manoliosem. Chce go zabić, lecz jednocześnie próbuje przekonać go, aby to
Manolios skierował nóż przeciwko niemu. Im więcej współczucia i miłości okazuje
mu Manolios, tym silniejsza staje się pogarda Panajotisa — a
zarazem tym bardziej przytłacza go świadomość własnej klęski. Jego
samoudręczenie staje się niemal odznaką honoru, którą nosi jak tarczę.
Panajotis jest złym człowiekiem — a przynajmniej sam najbardziej w to
wierzy. W skali moralnej stworzonej przez Kazantzakisa stanowi skrajny biegun
samoupokorzenia. Jego niepokój jest widoczny na zewnątrz, lecz przede wszystkim
paraliżuje go odrzucenie własnej zdolności do dobra. Manolios zdaje się
rozumieć tę sprzeczność: uważa, że Panajotis kocha Boga, lecz nie potrafi
przyjąć Jego miłości.
Gdy
pop Fotis wraz z grupą uchodźców zostaje odrzucony przez mieszkańców
Likowrissi, nie tylko z determinacją przyjmuje ich decyzję, lecz także
odnajduje w niej wielkie błogosławieństwo. Łączy cierpienie z wolnością. Będąc
całkowicie zależnym od Boga i tylko od Boga, on i jego ludzie mogą odkrywać
najgłębsze i najbardziej satysfakcjonujące prawdy, wolni od wszelkich
przywiązań — jak wygłodniałe ptaki uciekające przez
dziury w sieci. Gdy docierają do wioski, uchodźcy umierają z głodu. Stuletni
starzec Panagosi, podobnie jak biblijny Mojżesz niósł z Egiptu kości Józefa,
dźwigał w worku kości przodków jako dowód całkowitego porzucenia ojczyzny. Mimo
to rodzi się w nich niemal nienaturalna nadzieja na przyszłość. Choć śmierć
była blisko, a niewątpliwie tak było, nie przewidywali jej nadejścia. Po
odrzuceniu uchodźcy znajdują schronienie w starożytnych grotach wieńczących
pobliską górę Sarakinę, zgodnie z sugestią Manolisa. Po kilku dniach jeden z
mieszkańców Likowrissi odwiedza ich osadę i, obserwując z daleka ich stan, nie
jest pewien, czy wychudzeni ludzie oszaleli, czy też stali się świętymi dzięki
wierze w własne przetrwanie. Pop Fotis skacze z kamienia na kamień, rysując na
niebie przyszłe granice wyimaginowanej wioski. Ten żar wiary staje się ich
jedynym pożywieniem, niczym „manna z nieba”. W tym samym czasie pojawia się
znana nam z historii inna podłość. Sknera Ladas namawia komiwojażera i
lokalnego listonosza Jannakosa, by udał się do grot uchodźców i zaproponował
im, że w zamian za kolczyki, bransolety, obrączki i monety otrzymają oliwę,
pszenicę oraz wino. Jannakos zgadza się na tę propozycję, skuszony obietnicą
połowy zysków. Co ciekawe, Jannakos ma odegrać rolę św. Piotra i próbuje
przygotować się do niej duchowo. Przyrzekł sobie, że nie będzie oszukiwał ludzi
na wadze ani otwierał cudzych listów i ich czytał, choć właśnie to było jego
jedyną rozrywką po śmierci żony, która udławiła się niedogotowaną ciecierzycą.
Pop
Fotis, którego imię przywodzi na myśl żywiołowe „radosne światło” (Fōs
hilarón) z prawosławnego hymnu nieszpornego, jawi się jako idealny
nietzscheański bohater w świecie Kazantzakisa. W akcie pełnej samorealizacji
podejmuje on walkę z ciężarem materialności, walkę, którą ostatecznie
przegrywa. A jednak jego nieugięta postawa staje się świadectwem, dzięki
któremu proces „przemiany ciała w ducha” może trwać dalej, przenoszony z
pokolenia na pokolenie. Odczytywanie powieści wyłącznie jako filozoficznego
eksperymentu czy ilustracji idei byłoby jednak redukcją jej znaczenia. Taka interpretacja
pomija bowiem patos wyrastający ze struktury i fabuły utworu. Wydarzenia
przedstawione przez Kazantzakisa odsłaniają znacznie głębszy niepokój: dramat o
naturze zarazem osobistej, duchowej i społecznej, w którym sąsiad zostaje
postawiony przeciwko sąsiadowi.
Do
wioski przybywają uchodźcy pozbawieni wszystkiego. Błagają jedynie o rzeczy
najprostsze: o jedzenie, schronienie przed nadchodzącą zimą, o kawałek ziemi,
który pozwoliłby im przetrwać. Ich prośby pozostają jednak bez odpowiedzi.
Manolis apeluje do mieszkańców, by poszli za przykładem Chrystusa, by
przyodziali nagich i nakarmili głodnych, by oddali dziesiątą część owoców
swojej pracy uchodźcom i pomogli im się utrzymać. Pyta zarazem, dlaczego wiara
w życie wieczne nie skłania ich do sprawiedliwości w życiu doczesnym. Ich
egoistyczne przywiązanie do dóbr materialnych prowadzi do faktycznego
bluźnierstwa przeciwko Chrystusowi, którego imię deklarują czcić. Mieszkańcy
wioski początkowo reagują szokiem, lecz stopniowo zaczynają rozumieć, że
Manolis mówi prawdę. Zaniepokojeni starsi próbują przerwać to niemal
ewangeliczne „Kazanie na Górze”, które zdaje się rzucać moralne zaklęcie na
zgromadzonych. Jeden z nich stwierdza z goryczą: „Ciągle tylko narzekanie,
skandale i kradzieże. Biedni stali się pyskaci, a bogaci stracili sen”. W
odpowiedzi na tę „bezczelność” wiejski ksiądz, ojciec Grigoris, wyśmiewa tłum i
woła: „Świat oparty jest na czterech podstawowych zasadach: wierze, ojczyźnie,
honorze oraz własności. Nie tykajcie ich, Bóg dzieli dobra według praw tajemnych,
znanych tylko Jemu”. Kiedy argumenty ojca Grigorisa nie przyniosły skutku,
kapłan najpierw rozpuszczał plotki o Manolisie, że jest chory psychicznie; gdy
to nie przyniosło efektu, oskarżył chłopaka, że jest komunistą i że sterują nim
Moskale. Ponieważ i to nie pomogło, pop udał się do władz tureckich i doniósł
im, że celem Manolisa jest obalenie ich władzy.
Scena
ta przywołuje kolejny dobrze znany cień z biografii Kazantzakisa. W połowie lat
dwudziestych pisarz postrzegał siebie jako rewolucyjnego komunistę i
sympatyzował z ideą radykalnej przemiany społecznej. W tej perspektywie religia
zdradza własny pierwotny impuls, impuls do przemiany materialnej
rzeczywistości, zastępując go wygodną hipokryzją klasowego uprzywilejowania.
Taki religijny formalizm staje się w istocie formą ateizmu: obrazą samej osoby
Chrystusa. W tej logice potrzebny jest młot „bolszewizmu”, który rozbije władzę
„czterech wielkich filarów świata”. Prawdziwy geniusz powieści polega jednak na
tym, że Kazantzakis nadaje temu konfliktowi wymiar niemal mityczny. Różne
epoki, idee i doświadczenia nakładają się tu na siebie, tworząc wielowarstwową
narrację o radykalnej walce społeczno-religijnej. Ten zabieg sprawia, że
powieść wymyka się prostym klasyfikacjom ideologicznym. Warstwowa struktura
opowieści osłabia najbardziej niepokojące nietzscheańskie podteksty filozofii
Kazantzakisa i ostatecznie pozostawia czytelnika w konfrontacji z czymś jeszcze
bardziej wymagającym: z wewnętrzną kontrowersją samej Ewangelii, której
radykalizm pozostaje trudny do pogodzenia zarówno z porządkiem społecznym, jak
i z ludzką skłonnością do bezpieczeństwa i posiadania. Walka nie toczy
się tu przeciwko zewnętrznemu wrogowi, lecz w obrębie samej panującej
rzeczywistości społecznej. Jej granice wyznaczają rodzina, Kościół, państwo, a
właściwie całe codzienne życie. To brat przeciwko bratu, syn przeciwko ojcu, wierni
przeciwko hipokryzji, radykałowie przeciwko skostniałym strażnikom porządku.
Jest to zatem walka społeczeństwa z samym sobą i przeciwko sobie —
walka zwykle niewidzialnej rzeczywistości społecznej, która nagle zostaje
odsłonięta. Nie jest to konflikt wspólnoty z jakąś siłą zewnętrzną, lecz
moment, w którym mgła ideologii zostaje rozwiana, a sprzeczności wychodzą na
otwartą przestrzeń.
Głęboko
osobiste pytania: kto zapewnia, kto korzysta i kto decyduje
o kwestiach życia materialnego, pytania, które Manolios i jego towarzysze
stawiają, podejmując los uchodźców, prowadzą wprost do problemu, który można
nazwać jedynie walką klasową. Właśnie tam, gdzie kwestie moralne splatają się z
najbardziej przyziemnymi warunkami egzystencji, objawia się prawdziwy dramat
powieści. Jeśli postać Chrystusa można podporządkować jakiejkolwiek frakcyjnej
interpretacji, to tylko w tym sensie, że wymyka się on wszelkim takim próbom.
Chrystus Kazantzakisa stoi poza partykularnymi programami, a zarazem ucieleśnia
krzyk ubogich. W świetle Ewangelii ujawnia się nie tylko hipokryzja tych,
którzy bronią „czterech filarów świata”, lecz także ich głęboka bezradność i
absurdalność. Filarom tym — wierze, ojczyźnie, honorowi i własności — przypisuje się rolę fundamentów porządku,
lecz w rzeczywistości prowadzą one ku drodze śmierci. Chrystus natomiast
przynosi możliwość nowego życia.
Kazantzakis
uważał, że gdyby Chrystus powrócił na ziemię, ludzie ponownie by Go
ukrzyżowali, i czyniliby to z przekonaniem, że działają słusznie. „Blisko dwa
tysiące lat minęło od tego dnia, a do dziś nie przestano Cię krzyżować. Kiedy
zejdziesz na ten świat, Panie, by nie krzyżowano Cię więcej, byś mógł żyć
wiecznie między nami?”. Ta intuicja odsłania tragiczny paradoks ludzkiej
natury: zdolność usprawiedliwiania przemocy w imię porządku, prawa czy
moralności. Może więc właściwe pytanie brzmi nie tylko, czy jesteśmy gotowi na
zmianę, lecz raczej: co musimy najpierw zmienić w sobie, aby w ogóle móc ją
rozpoznać i przyjąć. Jak mówi jeden z bohaterów Kazantzakisa: „Tak, to prawda —
człowiek jest potworem. Czyni tak, jak mu się podoba. Wybiera drogę, którą chce
iść. Brama piekła i brama raju stykają się ze sobą, a człowiek przekracza tę,
którą sam wybiera. Szatan może wejść tylko do piekła, anioł tylko do raju —
lecz człowiek może wybrać”. W tym właśnie tkwi zarówno jego tragedia, jak i
jego wolność.
Postacie
powieści mogą jedynie wydać kravgí, ślepy krzyk rozpaczy i nadziei
zarazem, zanim zostaną uciszone przez siły porządku, które próbują przywrócić
dawną równowagę. Ich prawdziwa nadzieja ma jednak charakter eschatologiczny:
nie spełnia się w czasie teraźniejszym, lecz przekracza go. W tym sensie
bohaterowie zostają niejako usprawiedliwieni wobec koszmaru historii, który ich
miażdży. Ich jedynym autentycznym działaniem jest wytrwanie w walce, która nie
kończy się wraz z ich klęską, lecz rozciąga się na przyszłe pokolenia.
Stagnacja i bezruch oznaczają bowiem śmierć, zarówno w polityce, jak i w
religii. Najlepiej pokazują to obrońcy „czterech filarów świata”, dla których
porządek społeczny musi pozostać niezmienny nawet za cenę zduszenia życia.
Wbrew osobistym przekonaniom Kazantzakisa świat nie zostaje przekształcony w
jednym apokaliptycznym momencie ani w gwałtownym zakończeniu „ery
przejściowej”. Przemiana dokonuje się raczej poprzez długotrwałą, cierpliwą i
świadomą pracę. Wymaga wysiłku, który przekracza jedno pokolenie i staje się
procesem historycznym, a zarazem duchowym.
Na
tym polega siła Chrystusa u Kazantzakisa. Jest On postacią ukazującą, że
przemiana może rozpocząć się nawet wewnątrz systemu, który wydaje się
całkowicie zamknięty i niepodważalny, w samej tkance istniejącej rzeczywistości
społecznej. Chrystus czerpie z dawnych walk i nadaje im nowy sens, otwierając
je ku przyszłości. Jest to Chrystus, który z natury pozostaje wyzwaniem, i
dlatego staje się postacią głęboko kontrowersyjną. Jego obecność podważa
„ateizm czterech filarów świata”: system, który powołuje się na wiarę,
ojczyznę, honor i własność, a w rzeczywistości służy siłom niszczącym i
uciskającym życie. W świetle Ewangelii filary te okazują się nie fundamentem
ładu, lecz maską, pod którą ukrywa się lęk przed przemianą.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz