29 lipca 2022

Umierając żyjemy

„Umierając żyjemy”

Robert Silverberg


Autor/ (ur. 15 stycznia 1935) – amerykański pisarz oraz redaktor science fiction i fantasy. Wielokrotny zdobywca nagród Hugo, Nebula, Locusa i Damon Knight Memorial Grand Master Award, członek Science Fiction and Fantasy Hall of Fame. W latach 1967-1968 prezes SWFA. Urodził się w Brooklynie w Nowym Jorku w żydowskiej rodzinie. Studiował na Uniwersytecie Columbia i ukończył literaturę angielską w 1956 roku.

Tłumaczenie/ Maria Korusiewicz

Tytuł oryginału/ an-us „Dying inside”

Tematyka/ Z książki wyłaniają się aż dwa przesłania. Pierwsze, mówiące, że żałosny człowiek będzie żałosny nawet jeśli posiądzie zdolność czytania innym w myślach, a może i zwłaszcza wtedy; oraz drugie, pokazujące czytelnikowi, że czytanie w myślach może nam pomóc w jednej z następujących rzeczy: w skutecznym pozyskiwaniu partnerów seksualnych, w zapoznawaniu się z seksualnymi podbojami innych osób, w kradzieży cudzych odczuć podczas stosunku seksualnego. Bohater Dawid Selig to człowiek rozdarty, niedowartościowany, mimo dodatkowego „trzeciego oka" błądzący po omacku, nieudolny w socjalnych kontaktach, samotny i wyobcowany. Jest przekonany, że jest wyjątkiem, tragiczną anomalią, okrutnym żartem genetyki. Całości dopełnia interesująca panorama amerykańskich realiów przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych: Wietnam, rewolucja seksualna, wszechobecna konsumpcja rozmaitych środków psychotropowych, nieco odmienna od współczesnej wizja kwestii rasowej - wszystko to widziane oczami telepaty.

Główny motyw/ Dawid Selig od dzieciństwa ma zdolności telepatyczne. Bez trudu czyta w myślach innych ludzi i poznaje ich najgłębiej skrywane sekrety. Z czasem jednak dochodzi do wniosku, że ten dar jest zarówno narzędziem władzy, jak i przekleństwem. Wkraczający w wiek średni, coraz bardziej wyalienowany Selig nie potrafi nawiązać normalnych związków z ludźmi. Ledwo wiąże koniec z końcem, utrzymując się z pisania prac semestralnych dla studentów. Jest coraz bardziej zniesmaczony tym, co dzieje się w Ameryce. Na domiar złego odkrywa, że jego cudowny dar zaczyna z niewiadomego powodu zanikać… Kiedy Dawid Selig spotyka Nyquista, będącego  - ku jego ogromnemu zdumieniu - również  telepatą i to takim, który traktuje swoje nadnaturalne zdolności zupełnie inaczej niż Selig, bohater zmienia swoje postrzeganie rzeczywistości: Silverberg, konfrontując te postacie, demonstruje, jak własne nastawienie, narzucone przez siebie okowy i granice determinują los człowieka.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Tak czy owak budynki starzeją się. Jak wszystko”.

„Kiedy człowiek wie, że coś w nim obumiera, nie stara się ufać przypadkowym nawrotom witalności”.

„To było chyba w 1969. W neolicie”.

„Ten, kto podgląda, może ujrzeć swoje zmartwienie”.

„Ale nie można nakazywać sobie miłości. Nie można powoływać jej do życia tylko przy pomocy dobrych intencji”.

„Zdałem sobie sprawę, że był już wewnętrznie martwy, chociaż w rzeczywistości jego serce biło jeszcze przez całą dekadę”.

„Freud mówił, że nie ma przypadków. Nie ma żadnych przejęzyczeń. Wszystko czynimy rozmyślnie na tym lub innym poziomie świadomości”.

„Prawdziwy kłopot z tobą, Selig, polega na tym, że jesteś  głęboko religijnym człowiekiem, który nie wierzy w Boga”.

„Swoją drogą nie rozumiem, jak ktoś wystarczająco dorosły, by znać życie może pakować się w małżeństwo. Dlaczego miłość wymaga zalegalizowania?”.

„On jest fascynujący. Myślę, że kobry też są fascynujące”.

„Ludzie zawsze denerwują się, kiedy mówi im się rzeczy, których nie chcą słyszeć”.

„Grzechem przeciw miłości jest próbować zmienić duszę ukochanej, nawet jeśli sądzisz, że kiedy już ją zmienisz, bardziej ją pokochasz”.

„Problem polega na tym, by nie przeciągać sprawy, kiedy już wiadomo, że się naprawdę skończyła”.

„Gdzie jest Bóg w rzeczy samej? Czy On naprawdę umarł, czy wyjechał na urlop, czy jest tylko roztargniony? Spójrzcie na Jego sprawiedliwość”.

„Cierpimy żyjąc. Umierając żyjemy”.

            „Lepsza od Internetu byłaby tylko telepatia“ — powiedział kiedyś Michael Dell, amerykański przedsiębiorca, założyciel oraz dyrektor generalny przedsiębiorstwa Dell. Historia starzejącego się telepaty stopniowo tracącego swoją moc, została napisana przez Roberta Silverberga podczas jego twórczego szczytu na początku lat 70. XX wieku (okres, w którym był, według jego słów, „przyzwyczajony do czynienia cudów"). Czas od samego pomysłu na książkę do ukończenia powieści trwał mniej niż dziewięć tygodni. Po „Umierając żyjemy” Silverberg nigdy więcej nie napisał książki tak szybko i nachodzi mnie refleksja, że odrobina jego mocy umarła wraz z tą powieścią, będącej  zgrabną alegorią procesu twórczego, o którym kiedykolwiek czytałem.

            Bohater powieści, Dawid Selig, urodził się z darem, umiejętnością jasnego czytania w myślach, w ten sposób uzyskał dostęp do powierzchownej paplaniny zbiorowej nieświadomości mieszkańców Nowego Jorku, potrafił też dostrzec głębię indywidualnej duszy spotkanych przez niego osób. Jego dar jest dotkliwy. Od dzieciństwa potrafił czytać w myślach pszczoły przelatującej akurat nad łąką oddaloną o kilka kilometrów od niego, mógł także doświadczać przyjemności albo cierpienia każdej napotkanej osoby, którą w danej chwili wybrała jego psychika. Nic dziwnego, że  wiara mężczyzny w prawdziwość i emocjonalne ciepło ludzi z czasem stawała się martwa. Był zbyt wrażliwy na funkcjonowanie w takich często nieszczerych relacjach, dlatego wiódł życie odludka. Jednocześnie czerpał wielką przyjemność, wręcz doznawał voyeurystycznej ekstazy ze swojej zdolności do zagłębiania się głęboko w dusze innych, w badaniu ich najgłębszych tajemnic i przewidywaniu - ba, wykorzystywaniu - ich wrażliwości. Poczucie winy, które odczuwał z tego powodu, było namacalne, podobnie jak jego emocjonalna izolacja. W końcu, kto chciałby być przyjacielem telepaty? Kto czułby się wystarczająco komfortowo w ciemnych zakamarkach swojego umysłu, kiedy wie, że wpuścił medium do swojego życia emocjonalnego?                   

„Umierając żyjemy” to książka o momencie życia, kiedy zdajemy sobie sprawę, że najlepsze lata mogą być już za nami, że nieświadomie przekroczyliśmy punkt, z którego wszystko jest już tylko „z górki”. Telepatyczne osłabienie mocy Seliga nie jest niespodzianką, kiedy wkraczamy w kryzys wieku średniego, gdy starość wkrada się do naszego życia, a my jak bohater książki podejmujemy walkę z entropicznym chaosem niepewności - tak jak wszyscy musimy zmierzyć się z upływającym czasem oraz z rzeczywistością nadchodzącej śmierci. Ale niemożliwe staje się faktem, gdy ktoś myśli o  utracie zdolności telepatycznych Dawida, dotykają go osobiste straty, których wszyscy doświadczamy wraz z wiekiem. Niezależnie od tego, czy jest to utrata rodzica, miłości, zwierzaka, przyjaciela, lat młodości, wigoru seksualnego, młodego ciała, sprawności fizycznej. Wiek średni to moment, w którym stajemy na przysłowiowym półmetku własnego życia, podsumowujemy dotychczasowe osiągnięcia i porażki, czasami podejmujemy drastyczne kroki by spełnić własne marzenia w poczuciu, że na ich spełnienie nie mamy już wiele czasu. Zadajemy sobie pytania w poszukiwaniu sensu naszego istnienia: Kim tak naprawdę jestem? Czy moje wcześniejsze wybory były słuszne? Czy mam szansę jeszcze coś zmienić w moim życiu? Wydaje się, że to, w jaki sposób odpowiemy sobie na te pytania i jak podejdziemy do zmian naturalnie pojawiających się w naszym życiu, zdecyduje czy znajdziemy się w stanie kryzysu wieku średniego czy też nie. W Pirke Awot (5:21) w traktacie Miszny w porządku Nezikin, która zajmuje się kwestiami etyki, napisane jest, że dopiero w wieku 40 lat człowiek dochodzi do siły duchowej. Traktat ten powołuje się na symbolikę Izraelitów, którzy wędrowali z Egiptu do Ziemi Kanaan przez 40 lat. Na uwagę zasługują także dwa fakty historyczne: Krzysztof Kolumb miał 41 lat, kiedy wyruszył jako organizator i kapitan wyprawy, która płynęła na trzech statkach: „Santa María”, „Niña” i „Pinta” pod flagą Kastylii w poszukiwaniu zachodniej drogi morskiej do wschodniej Azji (według ówczesnego nazewnictwa – do Indii). Otto von Bismarck miał 47 lat, kiedy został politykiem, mężem stanu, premierem Prus, kanclerzem Rzeszy zwanym Żelaznym Kanclerzem. Przyczynił się do zjednoczenia Niemiec. W polityce wewnętrznej zwolennik ewolucyjnego konserwatyzmu. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych polityków europejskich XIX wieku. 

Selig nie ma jednak komfortu wspólnego doświadczenia rzeczywistości i to jest prawdziwa tragedia jego egzystencji. Istoty ludzkie nie są odizolowanymi systemami; pracujemy razem, aby stworzyć rodzaj równowagi antyentropowej, na poziomie nieświadomości, dzielimy się informacjami, tworzymy intelektualne formy i rytuały przeciwko upływowi czasu. Ale co z Seligiem, człowiekiem odizolowanym od reszty społeczeństwa? Czy jest w stanie zajrzeć tylko w jedną stronę? Przecież w pojedynkę siły entropii mogą go tylko zniszczyć. Odcięty od reszty, może umrzeć w środku. Wszyscy tego doświadczamy i wszyscy się tego boimy. Dzięki temu, że historie tworzące imaginarium są reprezentowane w słowach, opowieściach, całej symbolicznej spuściźnie wchłanianej przez każdego z nas – w rodzinie, szkole, kulturze masowej- mogą one jednocześnie stanowić szkielet podmiotowości całej wspólnoty. Właśnie ten szkielet określamy terminem pole albo uniwersum symboliczne. Oznacza on sieć relacji pomiędzy symbolami, determinującą sensy i działania społeczne, rozpiętą w pewnej etycznej ramie. Te związki nie są uświadamiane, jednak decydują o tym, jak poszczególne figury wyobraźni pozycjonują się wobec siebie, jak są wartościowane, jak wreszcie sytuują się podmioty indywidualne, poszczególni ludzie w wyobrażeniu świata społecznego. W społeczeństwie jak w lustrze widzimy nasze lęki, ale także społeczeństwo podpowiada nam jak sobie radzić z kryzysami poprzez nieświadomie wykonywane rytuały.

W dniach przepełnionych klimatem dostojewszczyzny Dawid Selig lubił myśleć o swojej mocy jak o przekleństwie, potwornej karze za jakiś niewyobrażalny grzech. Coś w rodzaju znamiona Kaina. Ten wyjątkowy dar przysporzył mu z pewnością mniej kłopotów, ale gdy odzyskiwał  wreszcie zdrowy rozsądek, wiedział, że nazywanie mocy przekleństwem było czystą (choć wygodną) melodramatyczną bzdurą. Był to naprawdę boski dar. Doprowadzał go do ekstazy. Bez mocy był niczym głupek – z nią stawał się bogiem. Czy tak wygląda przekleństwo? I czy to było takie straszne? Moc obdarowuje rozkoszą. Oto cały wywód w jednym, krótkim zdaniu. Śmiertelnicy rodzą się w dolinie łez i szukają wyjścia na wszystkie możliwe sposoby. Niektórzy w pogoni za przyjemnością zmuszeni są zwrócić się w stronę narkotyków, seksu, pijaństwa, biczy i łańcuchów, kolekcjonowania pierwszych edycji, karaibskich podróży, chińskich buteleczek z pachnidłami, poezji staroangielskiej, gumowych kombinezonów, gier komputerowych, pracoholizmu. Ale nie on, nie przeklęty Dawid Selig. Wszystko, co musiał zrobić, to usiąść gdzieś spokojnie, otworzyć jak najszerzej swoje receptory i wchłaniać fale myśli przynoszone przez telepatyczny wiatr.

            Najlepszym pod tym względem był okres między czternastym a dwudziestym piątym rokiem życia. Wcześniej był jeszcze zbyt naiwny i nieuformowany, żeby docenić informacje, które pochłaniał. Moc zaczęła dostrzegalnie słabnąć dopiero koło trzydziestki. Zmiana miała charakter nieodwracalny – raczej jakościowy niż ilościowy. I tak, kiedy pewnego sierpniowego dnia, w ciepłym, brueghelowskim krajobrazie Dawid leżał sobie na sianie, na farmie należącej do rodziny Schiele’ów, którzy każdego lata uzupełniali sobie swoje dochody wynajmując domek mieszczuchom tęskniącym za wiejskim zaciszem. Tego lata lokatorami byli Sam i Aneta Stein z Brooklynu wraz z córką Barbarą. Steinowie zaprosili na tydzień swoich bliskich przyjaciół, Paula i Martę Selig z synem Dawidem i córką Judytą. Dawid snując się po gospodarstwie podszedł pod budynek stodoły, w której zobaczył Barbarę i Hansa Schiele syna właściciela gospodarstwa. Osobowość Dawida zaczęła mieszać się z jaźnią Barbary, która leżała w ramionach Hansa. Naga, spoczywała na dywanie zeszłorocznych liści. Jej skóra była mokra od potu. Ciało Hansa rozgniatało ją swoim ciężarem. Dawid słyszał w swoim umyśle oszałamiające skurcze orgazmu dziewczyny. Słyszał jej przyśpieszone bicie serca. Jednak utrzymywanie w umyśle kogoś przeżywającego takie uniesienie, to jak próba okiełznania najdzikszego konia. Dawid uciekł z budynku stodoły i kroczył w stronę pola. Trafił na osobowość starego, sękatego George’a Schiele ojca Hansa, który pracował w odległym kącie pola kukurydzy. Dawid nigdy jeszcze nie zaglądał do jego duszy. Stary George, mężczyzna dobrze po sześćdziesiątce, to ponura i surowa postać. Rzadko się odzywał i sztywno, z uporem krzątał się przez całe dnie po obejściu, a jego twarz o ciężkich, opadających policzkach była zawsze ściągnięta lodowatym grymasem. Jednak Dawid zauważył różnicę między umysłem młodej podnieconej dziewczyny a tym starym człowiekiem. Zdumienie – stary Schiele był mistykiem, ekstatykiem! W jego umyśle nie było żadnego mroku, żadnej ciemnej mściwości. To czysty buddyzm. Na szeroko rozstawionych nogach stał Schiele w żyznej glebie swoich pól, opierając się na motyce. I jednoczył się ze wszechświatem. Bóg wypełniał jego duszę. Mężczyzna łączył się w jedno z wszelkimi rzeczami. Niebo, drzewa, ziemia, słońce, rośliny, potok, owady, ptaki – wszystko było częścią niepodzielnej całości i Schiele żył w głębokiej harmonii ze Wszystkim. Jak to możliwe? Jak taki nieprzystępny, bezbarwny człowiek mógł w głębi duszy cieszyć się tego rodzaju doznaniami? Pod wpływem starego człowieka Dawid zaczął dostrzegać potok wrażeń. Pieśń ptaka, światło słońca, zapach kwiatów i skib przewróconej gleby, klekotanie zielonych kolb kukurydzy, łaskotanie potu spływającego po sczerniałej żylastej szyi, ruch planety, wełnisty, niedojrzały zarys księżyca dążącego do pełni – tysiące olśnień spowijało tego człowieka. Dawid dzielił jego uniesienia. Klęczał w jego duszy pełen poszanowania i bojaźni. Świat w tym momencie był potężnym hymnem. Ten prosty, ograniczony człowiek żył w łasce. Dawid próbował połączyć mózgi ojca i syna, pogrążonego w ekstazie Hansa i pogodzonego z upływającym czasem jego starego ojca. Ojciec i syn, starość i młodość, kapłan i profan.

            Silverberg mógł z łatwością przekształcić książkę „Umierając żyjemy” w opowieść o człowieku, który dysponuje szczególną mocą, który staje się supermanem, który wykorzystuje swoją moc dla dobra ludzkości. Ale Dawid nie jest supermanem, nie jest zainteresowany sławą ani pomaganiem ludziom. W rzeczywistości idea „wykorzystania swojej mocy dla dobra świata" nie jest wcale poruszana w powieści. Myślę, że częścią tego, co Silverberg próbuje nam powiedzieć, jest to, że człowiek obdarzony wyjątkowym darem nie czuje się kimś niezwykłym, a tym bardziej nie dąży do tego, aby go tak postrzegano.  Autor podczas wywiadu powiedział, że nie jest to książka tylko o kryzysie wieku średniego, ale po prostu książka o zmianach. Nasze życie się zmienia, zmieniają się nasze zdolności, a my możemy być przygnębieni, możemy bać się zmian, lub możemy rozkoszować się nowym światem, który otwiera się przed nami, jeśli tylko na to pozwolimy. 

Styl Silverberga nacechowany jest lśniącymi subtelnościami, które raz po raz pokazują jego talent artystyczny jako jednego z czołowych autorów XX wieku. W tym momencie przypomina mi się ewangeliczna przypowieść o talentach, którą znajdujemy u Mateusza. Daje nam do ręki idealną nić przewodnią, pozwalając zrozumieć, co jeszcze dziś rewolucja judeochrześcijańska wnosi do moralności. Ten tekst, tak prosty i niezrównanie głęboki, pozwala nam lepiej niż cokolwiek innego pojąć radykalny przewrót, który śladem judaizmu chrześcijaństwo podejmuje wobec starożytnej etyki Greków. Opowiada historię pana, który wybierając się w podróż, powierzył trzy różne sumy pieniędzy trzem swoim sługom, a mianowicie pięć talentów pierwszemu, dwa drugiemu i jeden trzeciemu – słowo „talent” (talenta [po grecku]) oznaczało pieniądze, ale też symbolizowało naturalne dary, które otrzymywało się przy urodzeniu. Po powrocie pan zażądał rozliczenia. Pierwszy sługa zwrócił mu dziesięć talentów, drugi cztery, a trzeci, który ze strachu, żeby nie oskarżono go o złe wykorzystanie, zakopał w ziemi monetę, oddał ją panu nietkniętą,  niewykorzystaną dla wypracowania zysku. Pan zrugał go i przegnał, natomiast gorąco pogratulował dwóm pozostałym. To oczywiste, że istnieją między nami naturalne nierówności. Próżno byłoby je negować w imię źle pojętego egalitaryzmu. Nic nie możemy poradzić na to, tak już jest, że niektórzy są de facto silniejsi, piękniejsi, a nawet inteligentniejsi niż inni. Kto zaprzeczy, że Einstein czy Newton byli ponadprzeciętnie inteligentni, co odróżniało ich od szarego człowieka. To fakt. To, że pierwszy sługa miał pięć talentów, a drugi tylko dwa, to również fakt. Co z tego wynika? Jakie ma to znaczenie w wymiarze moralnym? Odpowiedź brzmi: żadne! Dlatego że liczy się tylko to, co każdy zrobi z tym, co mu przypadło w udziale; innymi słowy, o wartości moralnej człowieka przesądza wolność i wykonana praca, a nie natura! Musimy dobrze pojąć doniosłość niezrównanej etyki, jakie niesie to proste zdanie.

Powieść Silverberga oferuje niesamowicie sugestywny obraz życia Nowego Jorku pod koniec lat 1950. i 60.: czasy biseksualnych profesorów, swingujących singli, Black Power, narkotyków psychodelicznych oraz wszechstronnych wstrząsów społecznych i politycznych. Zwracając z kolei  uwagę na oczytanie i inteligencję bohatera, powieść jest również wypełniona cytatami z T.S. Eliota, Jamesa Joyce'a, Samuela Becketta, Lewisa Carrolla, Szekspira i wielu innych pisarzy.

 

           

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz