19 lutego 2026

Ludzka skaza

 

„Ludzka skaza”

Philip Roth

Autor/ Philip Roth uznawany jest za jednego z najwybitniejszych twórców współczesnej literatury amerykańskiej. Miał w swym dorobku liczne dzieła, których celem było prowokować, obnażać prawdę i skłaniać do refleksji nad naturą człowieka i jego egzystencją. Do najwybitniejszych i najbardziej znanych utworów Philipa Rotha należą Kompleks Portnoya, Amerykańska sielanka, Lekcja anatomii oraz Ludzka skaza. Był Amerykaninem żydowskiego pochodzenia. Zresztą, niejednokrotnie odwoływał się na kartach swoich książek do swych żydowskich korzeni, do życia wśród imigracyjnej mniejszości. Przez wiele lat wymieniany był wśród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla, jednak nigdy jej nie otrzymał. Jego twórczość i tak zresztą obsypano deszczem prestiżowych nagród i wyróżnień.

Tłumaczenie/  Jolanta Kozak

Tytuł oryginału/ an-us The Human Stain

Tematyka/ Jest lato 1998 roku – lato Billa Clintona i Moniki Lewinsky – a w małym college'u w Nowej Anglii inny, niegdyś szanowany, wpływowy człowiek staje w obliczu kompromitacji. Jego przewinienie to wyrwana z kontekstu uwaga uznana za rasistowską. W ten sposób jedno słowo niszczy zaszczytną karierę Colemana Silka. Kilka lat później, w wieku 71 lat, Silk puka do drzwi znanego powieściopisarza mieszkającego na obrzeżach miasta, słynnego Saula Zuckermana (bohatera kilku innych powieści Rotha). Silk chce, aby jego historia została opowiedziana, i udostępnia siebie i swoje dokumenty Zuckermanowi. Powieściopisarz zaczyna odkrywać historię Silka, a po jego śmierci odkrywa dwie ukryte części jego życia. Pierwszą z nich jest tajemnica pochodzenia etnicznego Silka (którą ukrywał nawet przed żoną). Drugą – namiętny związek, który Silk rozpoczął z pomocą Viagry po śmierci żony. Był to związek z 34-letnią woźną w college'u. Była niewykształcona, wręcz niepiśmienna i miała za sobą tragiczną przeszłość. Pomimo wielu  ogromnych różnic między nimi, Silk i ta kobieta angażują się w pełen wzajemnego szacunku i erotyczny romans.

Główny motyw/ Do pewnego czasu życie profesora Silka toczyło się dość gładko. Ale dwa lata przed przejściem na emeryturę Silk od niechcenia odnosi się do dwóch uczniów, którzy nigdy nie pojawili się na zajęciach, jako „upiorów”, czyli duchów. Dwaj uczniowie, o czym Silk nie wie, są czarni, a „straszydło” to archaiczne, obraźliwe określenie czarnej osoby. Została wniesiona skarga i zwoływany sąd akademicki. Silk nie był lubiany przez wielu kolegów, ponieważ był orędownikiem wysokich standardów akademickich. Jednak w tej sytuacji przeczuwał swój upadek, który zakończył się jego wymuszoną rezygnacją (administracja chowa zbiorowo głowę w piasek). Zamieszanie powoduje, że ukochana żona Silka doznaje śmiertelnego zawału serca, a on sam wycofuje się w gorzkie odosobnienie.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„(…) jurny, młodzienieszkowaty prezydent w średnim wieku i zadziorna, zalotna, dwudziestoletnia pracownica Białego Domu, zabawiający się w Gabinecie Owalnym jak dwoje  nastolatków w aucie na parkingu, ożywili najstarszą zbiorową emocję Ameryki, jej najzdradliwszą  i najbardziej destrukcyjną rozkosz: ekstazę świętoszkowatości.”

„To w pewnym sensie fascynujące, co cierpienie moralne potrafi zrobić z człowiekiem, który nigdy wcześniej nie zdradzał słabości ciała ani ducha.”

„Nienawidzę tych cholernych łajdaków tak gorąco, jak Guliwer znienawidził całą ludzką rasę po pobycie w krainie koni. Odczuwam wobec nich najgorszą fizjologiczną awersję.”

„(…) miniaturowy symbol (tatuaż z kotwicą), przypominający mi, dlaczego nasze rozumowanie ludzi musi zawsze być choć odrobinę błędne.”

„(…) doprawdy, żaden syn barmana nie mógłby lepiej zadbać o swoją powagę.” (ucząc się łaciny i greki)

„(…) goje nie znoszą słuchać o Żydach i ich zdumiewającym awansie ze slumsów na salony.”

„Jeśli stworzyli cokolwiek wspólnego, to tylko problemy.”

„Wiem, że to samo, co przywraca nas do życia, może nas w końcu zabić. Wiem, że każdy błąd, który popełnia mężczyzna, ma podłoże seksualne.”

„Sekret zapewniający przetrwanie zawieruchy życia w minimalnym bólu polega na tym, aby wciągnąć jak najwięcej osób postronnych we własne rozczarowania.”

„Nic nie trwa wiecznie, ale i nic nie mija całkowicie. A nic nie mija całkowicie, ponieważ nic nie trwa wiecznie.”

„Raz jeszcze przeszłość była jego życiem.”

„(…) i wkrótce zamiast tego, z czym obecnie ma pan do czynienia, zetknie się pan z bezlitosnym purytanizmem, w imię którego wytarzają pana w smole i pieprzu.”

„Nigdy nie należy brać sobie do serca tego, co mówi we wzburzeniu człowiek, który poczuł się urażony w swojej godności.”

„Lecz zostać nagle zwolnionym z ograniczeń i schematów narzuconych przez ojca – to było tak, jakby stwierdzić, że wszystkie zegary i zegarki na całym świecie stanęły w miejscu, i nie wiadomo już zupełnie, która godzina.”

„(…) on przecież nie może pozwolić na to, aby o jego życiowych szansach przesądzał czynnik tak przypadkowy jak rasa.”

„Coleman już od kilku dobrych lat podawał się za Żyda – a przynajmniej nie wyprowadzał z błędu tych, którzy tak o nim sądzili (…). W wojsku nauczył się, że wystarczy trzymać się konsekwentnie własnego, w miarę wiarygodnego kłamstwa na swój temat, a nikt go nigdy nie zakwestionuje, bo nikogo aż tak nie interesuje druga osoba.”

„Jeśli chce się być rycerzem i bohaterem, trzeba nosić zbroję.”

„Musisz jednak przyznać, że ta dziewczyna [Monica Lewinsky] ujawniła więcej prawdy o Ameryce, niż ktokolwiek od czasów Dos Passosa.”

„W pewnym wieku nie powinno się ani uciekać za bardzo w żale nad przeszłością, ani prorokować oporu wobec teraźniejszości, podejmując wyzwania bieżących zniewag.”

„Nic nie odporni człowieka na awarie w najniższych rejestrach myśli.”

„Każdy człowiek na ziemi rozgrywa swój koniec inaczej: oni dwoje rozgrywają go, właśnie tak. Już nie mają jak zatrzymać się w czasie. Dokonało się.”

„Widzę, że jako stary człowiek zrozumiałeś, czym jest czas. To się nie rozumie aż do samego końca. A ty już zrozumiałeś. To przerażające.”

„Nie mam już w sobie ani cienia współczucia dla wielkich kłopotów tego świata.”

„(…) my zostawiamy po sobie skazę, ślad, odcisk palca. Nieczystość, okrucieństwo, gwałt, błąd, ekskrementy, nasienie – nie ma innego sposobu na istnienie tutaj.”

„[Życie] Jest w gruncie rzeczy bardzo podłe i bardzo mściwe, skoro wyznaczyło jej los zgodny nie z prawami logiki, tylko z antagonistycznym kaprysem perwersji.”

„Prowincjonalne trucizny nie pomagają sprawie. Ludzie tutaj są znudzeni, zawistni, ich życie jest, jakie jest, i zawsze takie będzie, więc nie kwestionują zasłyszanej historii, tylko ją powielają – przez telefon, na ulicy, w stołówce, w sali wykładowej.”

„Jądro ludzkiej ciemności jest niewytłumaczalne.”

„Interesowności nie da się tak łatwo zamaskować.”

„Bo chociaż świat pełen jest ludzi, którym się zdaje, że rozgryźli do końca ciebie lub twego bliźniego, studnia tego, czego nie wiemy, nie ma dna. Prawda o nas jest nieskończona. Podobnie jak kłamstwa.”

„Pochowany jako Żyd, pomyślałem, a także , jeżeli moje przypuszczenia były słuszne, zabity jak Żyd. Oto kolejny problem zmiany wcielenia.”

„Tylko że niebezpieczeństwo nienawiści polega na tym, że kiedy już się zacznie, końcowy rezultat stokrotnie przerasta zamiary.”

„(…) z każdym dniem słowa, które wokół siebie słyszę, wydają mi się coraz mniej pasować do rzeczywistości, którą rzekomo opisują.”

„Dzisiejszy uczeń traktuje własny brak zdolności jako należny przywilej.”

            Książka Philipa Rotha Ludzka skaza otwarcie sięga do wielkich tematów greckich tragedii i umieszcza je w nieprawdopodobnym kontekście, w Ameryce w 1998 roku podczas prezydentury Billa Clintona. Na pierwszych kilku stronach poznajemy żydowskiego bohatera tej książki, Colemana Silka, który ma to szczęście, że jego życie zostało przeanalizowane i opowiedziane przez naszego narratora, Nathana Zuckermana. Coleman jest siedemdziesięciojednoletnim profesorem filologii klasycznej, zmuszonym do rezygnacji z Kolegium Atena, gdzie kiedyś był szefem katedry filologii klasycznej. Coleman właśnie poinformował Nathana Zuckermana, że jego kochanką jest trzydziestoczteroletnia niepiśmienna sprzątaczka z college'u. W krótkich zdaniach dowiadujemy się o tym nawet wtedy, gdy Roth oddala obiektyw narracji, aby wprowadzić scenerię codziennego życia: widzimy amerykańską flagę powiewającą w tle przy której Nathan wyjaśnia czytelnikowi, że „(…) jurny, młodzienieszkowaty prezydent w średnim wieku i zadziorna, zalotna, dwudziestoletnia pracownica Białego Domu, zabawiający się w Gabinecie Owalnym jak dwoje nastolatków w aucie na parkingu, ożywili najstarszą zbiorową emocję Ameryki, jej najzdradliwszą  i najbardziej destrukcyjną rozkosz: ekstazę świętoszkowatości”.

            W tej powieści widzimy Rotha w doskonałej formie pisarskiej,  narracja prowadzi czytelnika torami retrospekcji do miejsca w którym dowiemy się, kim był naprawdę Coleman Silk i dlaczego został obsadzony w roli bohatera greckiej tragedii. Wywołał poruszenie w społeczności akademickiej, ponieważ pewnego dnia w sali wykładowej zapytał o dwóch studentów, którzy jeszcze nigdy nie byli na jego zajęciach: „Czy ktoś z państwa zna te osoby? Czy to żywi ludzie, czy może zmory?”. Okazuje się, że dwaj studenci są czarnoskórzy, a oni, urażeni epitetem „zmory”, wkrótce składają skargę do dziekana wydziału. Co zaskakujące, wielu wykładowców stanęło po stronie studentów, twierdząc, że profesor Silk jest rasistą. Oto refren, domagający się oczyszczenia. Jasne jest jednak, że Coleman nie był rasistą, niemniej jednak sprawy przybierają tak nieprzyjemny obrót, że rezygnuje z posady wykładowcy i przysięga walczyć z uczelnią o sprawiedliwość. W trakcie tej walki jego żona Iris Silk umiera z powodu stresu. Lecz z chwilą, kiedy Coleman stał się obiektem ataków – z chwilą gdy skarga o rasizm stała się przedmiotem dochodzenia, nie tylko ze strony nowego dziekana, ale i nielicznej wydziałowej organizacji czarnych studentów, a także grupy czarnych aktywistów z Pittsfield – jawny idiotyzm sytuacji sprawił, że Coleman zamieszkał z Faunią Farley, nową kochanką, która udawała, że jest analfabetką. Wkrótce jednak historia przybiera nieoczekiwany obrót. Nathan Zuckerman zabiera nas z powrotem do ukrytej przeszłości Colemana Silka, gdzie dowiadujemy się, że wychował się w East Orange w stanie New Jersey, w czarnej rodzinie. Tak, sam Coleman był czarnym mężczyzną w masce białego Żyda. Rzeczywiście, można powiedzieć, że był bardziej biały niż większość białych mężczyzn w Ameryce. Czarna osoba udająca białą może wydawać się mało prawdopodobna, ale tak się stało, szczególnie w czasach przed ruchem praw obywatelskich, kiedy o wiele łatwiej było poruszać się (nie mówiąc już o znalezieniu pracy) jako biały człowiek w Ameryce. Tym samym Roth zagłębia się w umysł człowieka, który porzucił swoje wspomnienia z dzieciństwa i swoją rodzinę, aby przyjąć nową rolę. Jeszcze przed swoją doniosłą decyzją, by żyć jako biały człowiek, Coleman nienawidził być utożsamiany z jakąkolwiek grupą narodowościową. Gdy Zuckerman spogląda wstecz na życie swojego bohatera, odkrywa więcej niż kilka sekretów, ale jeden przebija je wszystkie; tajemnica, której nie są świadome nawet dzieci Colemana. Starzejący się profesor, przesiąknięty życiem świeckiego żydowskiego intelektualisty, urodził się w rodzinie afroamerykańskiej. Ambitny i chętny do wytyczenia własnej ścieżki w świecie, młody Coleman postanowił wykorzystać swoją jasną skórę po zbyt wielu niepowodzeniach i zamienił swoją narodowość w jednej prześladowanej grupie na bycie członkiem w innej: od młodego czarnego mężczyzny, który w młodości trenował boks do liberalnego Żyda intelektualisty. Jest to rewelacja, która, słusznie lub niesłusznie, zmienia postrzeganie tematu tej historii, do tego Roth splata historię jednego życia przeżywanego jako jednostka z historią innych głównych bohaterów książki, a także z amerykańskim sumieniem z 1998 roku.

            Mogłoby się wydawać, że ciężar tych wielkich tematów zmiażdży poszczególnych bohaterów powieści, że bohaterowie są jedynie rekwizytami dla ambitnej wędrówki Rotha przez ludzkość. Roth sięga tu do, jak sam nazywa „zestawienia wielkości i intymności” (tak, tu też działa metafikcja; ale czyż Roth nie zawsze jest nieco solipsystyczny? Trochę metafikcyjny?). Pomimo tak wielkich tematów dziejących się w tej historii, postacie poruszają się jakby tylko na pierwszym planie, co sprawia, że pozostają całkowicie wyostrzone na tle ludzkich spraw i problemów. U Rotha to ludzie zawsze mają pierwszeństwo przed tematem. Kreacje tworzą narrację. Rzeczywiście, w tej książce autorowi udaje się przedstawić nam więcej postaci niż w jakiejkolwiek innej jego powieści. Roth poświęca czas na zbadanie kilku życiorysów, od Colemana Silka i Faunii Farley, po nemezis Colemana w college'u, Delphine Roux i byłego męża Faunii, Lestera Farleya. Roth poświęca nawet czas, aby nadać osobistą twarz stadu krów mlecznych i czarnej wronie. W jakiś sposób, w całej tej plątaninie, która normalnie spowodowałaby zamieszanie w tak ambitnej historii, Roth jest w stanie rzucić światło na doskonałe szczegóły, aby boleśnie ożywiać swoich bohaterów, nie odwracając uwagi czytelnika od całości, a ta całość nigdy nie odwraca naszej uwagi od rozsypanych kawałków. To właśnie charakteryzuje mistrzowskie pisarstwo Rotha. 


            Fabuła jest zwodniczo prosta. Co więcej, książka nosi wszelkie znamiona późniejszych prac Rotha: prowokacyjny temat (w tym przypadku poprawność polityczna, zakłamanie w środowisku akademickim), tragicznego bohatera i podtekstu etycznego odnoszące się nie tylko do konkretnego momentu historycznego, ale także do kultury w ogóle. Nic więc dziwnego, że większość recenzji koncentrowała się na kontrowersyjnym temacie i sprawie Billa Clintona i Moniki Lewinski. Jednak Roth nie bał się zmierzyć z afroamerykańskim doświadczeniem życia w społeczeństwie, które jest implicite i jawnie wrogie czyjejś egzystencji, i połączyć je z doświadczeniem żydowskim. Ludzka skaza łączy jednak te dwie grupy ściślej niż w którymkolwiek z jego poprzednich dzieł. Ironia polega na tym, że im bardziej rozwija się historia Colemana, tym bardziej Roth wydaje się kwestionować pojęcie rasy, na poziomie genetycznym, jako próbie na rozgraniczenie ludzkiego doświadczenia. Pokazuje raczej, w jaki sposób tożsamość jest wybierana – w tym przypadku dosłownie – ale zbyt często przez społeczeństwo, w którym się żyje, a następnie narzucana jednostce. Bo na czym tak naprawdę polega różnica w pigmentacji skóry w porównaniu ze znacznie większą złożonością jednostki? Jest to definiujący problem dla Colemana – potrzeba istnienia jako jednostka, nie po to, by narzucano mu tożsamość, ale po to, by wypracować własną odpowiedź na pytanie Sofoklesa o to, kim właściwie się jest? Jego wybór, by narzucić własną wolę swojej tożsamości, może wydawać się nieco ironiczny, ponieważ przenosi się z jednej grupy mniejszościowej do drugiej, ale to buntownicza autonomia sprawia, że to robi. W rzeczywistości to czytelnik staje się, gdy zbytnio skupia się na tym „przechodzeniu" z jednej grupy rasowej do drugiej, tak jakby przekroczona granica była czymś więcej niż społecznie skonstruowaną iluzją i tożsamością, a nie performansem. Nie chcę przez to powiedzieć, że doświadczenie nie jest definiowane przez grupy, których jest się członkiem, ale po prostu, że samo istnienie tych grup jest przekleństwem dla ludzkiego ducha. To naturalne, że czytelnik dostrzega problem Colemana jako atut, kiedy mówi  o „zmorach” – w końcu czarny człowiek z pewnością nie może być większym rasistą w stosunku do własnej rasy, niż Żyd może być antysemitą – ale to obnaża absurdalność politycznej poprawności we współczesnej myśli o rasie i tożsamości.

To jedno z najczęstszych wyzwań w naszym dorosłym życiu – to, że ludzie nie są zgodni co do jasnej definicji lub osądu. Że wszystko i wszyscy może być postrzegane inaczej przez pryzmat czasu i zdobytej mądrości. Prezydent może być zarówno nieoceniony, jak i destrukcyjny dla kobiet. Autor może być zarówno postępowy, jak i prymitywny w swoich poglądach. Człowiek, który decyduje się kłamać na temat swojego dziedzictwa, może być postrzegany zarówno jako wolny duch, jak i zdrajca swojej rasy. Profesor używający słowa, które ma dwa znaczenia, może zostać osądzony przychylnie lub spalony na stosie. Jego romans ze zdesperowaną kobietą może być postrzegany zarówno jako znęcanie się, jak i uczucie. Człowieka nawiedzanego przez wizje wojny w Wietnamie można postrzegać zarówno jako bohatera, jak i potwora. Pogodzenie się z tą wieloraką naturą ludzkości sprawiło, że poruszanie się po tym świecie, decydowanie, komu ufać i za jakimi opiniami podążać, stało się niezwykle trudne. To również sprawiło, że ta książka stała się o wiele bardziej fascynująca i skomplikowana.

To mętne myślenie wiąże się ze zdemaskowaniem przez naród amerykański prezydenta Clintona jako cudzołożnego hipokryty, uwikłanego w purytańskie poczucie moralnej sprawiedliwości do tego stopnia, że jego człowieczeństwo jest podporządkowane tłumowi obywateli. Jak sugeruje Roth, w Białym Domu powinien pojawić się baner głoszący: „Tu mieszka istota ludzka”. To poczucie własnej tożsamości, własnej istoty, przyćmione przez łatwe do wyciągnięcia wnioski oparte na skąpych informacjach, jest bardzo ważne dla zrozumienia, jak wielu bohaterów z książki Rotha Ludzka skaza: Faunia jest czymś więcej niż niepiśmiennym obiektem seksualnym, którym wydaje się być, Les Farley, który cierpi na traumę wojenną PTSD, jest kimś więcej niż stereotypowym weteranem z Wietnamu, a Delphine Roux, która czyta świat jak podręcznik i jest tak przesiąknięta teoriami filozofów że zapomina spojrzeć poza istotę człowieka, i sama staje się stereotypem – francuską feministką akademicką drugiej fali, typową męską szowinistką w damskim przebraniu. Tylko Coleman dostrzega swoje bogate wnętrze i pielęgnuje je, ukrywa przed światem, podobnie jak Roth, który przestrzega przed rozumieniem ludzi tylko przez pryzmat tego, co widzialne i pokazuje do jakich archetypów trzeba sięgać aby zrozumieć złożoność istoty człowieczeństwa. Włącza w tę krytykę świat fikcji, opakowując Colemana w co najmniej trzy rozpoznawalne tropy literackie: przebiegłego oszusta, tragicznego Mulata i Szlemiela żydowskiego tułacza. Postacie, podobnie jak ludzie, muszą być rozumiane przez znacznie więcej niż to, co wydaje się na pierwszy rzut oka.

To, że Roth jest w stanie połączyć historię Faunii, Lesa i Delphine – wszystkich satelitów z historii o Colemanie Silku – i sprawić, by każda z nich była przedłużeniem tematu jego tożsamości, jest świadectwem jego umiejętności pisarskich. Zebranie razem w jedną opowieść różnych doświadczeń życiowych, z których każde ma coś do dodania od siebie sprawia, że czytelnik ma duże pole do popisu do dyskusji o odwiecznych problemach tożsamościowych i o współczesnej atmosferze jaka panuje w  Stanach Zjednoczonych. Kiedyś był to Bill Clinton, obecnie jest Donald Trump i jego spotkania z prostytutkami czy gwiazdami filmów porno. Roth balansuje na cienkiej linii między popadaniem w stereotyp ze wszystkimi swoimi postaciami, ale człowieczeństwo i świadoma ironia obecne w całej powieści pomagają mu uniknąć takiego zarzutu. Od czasu do czasu bohaterowie stają się rzecznikami konkretnego komentarza, który Roth chce wygłosić, i chwilowo tracą realizm własnego głosu.

            Możemy mieć za złe Rothowi, że pobłaża starzejącemu się profesorowi, który uwodzi kobietę o połowę młodszą i utrzymuje z nią aktywne stosunki seksualne. Pojawienie się Viagry z pewnością oznacza, że rok 1998 był dobrym rokiem dla starszego mężczyzny, ale są chwile, kiedy i Faunia popada w pewny rodzaj fantazji. Pomysł, że młoda nauczycielka akademicka Delphine Roux może również potajemnie żywić pożądanie do Colemana, tylko podwaja nieprawdopodobieństwo i pozostawia lekkie rozczarowanie, że w powieści nie ma żadnej ważnej kobiety równej Colemanowi (jego żona umiera już w pierwszym rozdziale, a jego siostra z którą nie utrzymywał kontaktów nie pojawia się w ogóle w powieści na dłużej niż kilka zdań). Ale być może to wszystko idzie w parze z duchem czasu: kiedy prezydent Clinton uwiódł młodą stażystkę, autor pozwolił sobie na spełnienie swoich fantazji. Coleman czy Roth? W końcu, czy nie mówi to czegoś o męskiej psychice, że młodość i męskość tak często idą ze sobą w parze? Faunia w pewnym momencie mówi do Colemana znaczące słowa: „Widzę, że jako stary człowiek zrozumiałeś, czym jest czas. To się nie rozumie aż do samego końca. A ty już zrozumiałeś. To przerażające”. To poczucie, że podstawowe pragnienia seksualne przeważają nad innymi problemami, a przynajmniej mieszają się z tym, co jest postrzegane jako instynkt życia, jest kolejnym z prawdziwych osiągnięć książki. Już na samym początku zauważamy, że odkąd narrator Zuckerman stał się po operacji prostaty impotentem, pisał bardziej płodnie, a Coleman, we wczesnych porywach pożądania Faunii, traci wszelką zdolność do przekształcenia w prozę historii, którą chce opowiedzieć. Poza tym seks jest regularnie wykorzystywany jako powód do atakowania innych: Clinton jest prześladowany za romans z Monicą Lewinsky, Colemanna koledzy z uczelni topią w plotkach za to, że wziął Faunię za kochankę do tego samego powodu był prześladowany przez byłego męża Faunii Lesa. W rzeczywistości ironią losu jest to, że histeria związana ze skłonnościami seksualnymi i poprawnością polityczną w 1998 roku pochodzi z podobnego miejsca, które tak długo podtrzymywało maccartyzm w Ameryce, a Coleman, ominąwszy jedną formę tego ludzkiego dreszczyku emocji w potępianiu innych i obserwowaniu ich upadku, pada ofiarą drugiej. Przyjemność, jaką ludzie czerpią z wtrącania się w życie innych i potępiania ich, może być jedną z wad, do których odnosi się tytułowa „ludzka plama”. Jest ona jednak niewątpliwie szersza i poza prymitywną, dosłowną aluzją do skandalu Clinton-Lewinsky, opisuje bardziej ogólne poczucie, że ludzie muszą zostawić swój ślad, bez względu na to, jak bardzo starają się go wymazać.

            Wszystko to jest eksplorowane w błyskotliwej prozie Rotha, która rzadko spada poniżej doskonałej, ale jedną interesującą uwagą poboczną w opowiadaniu historii jest rola, jaką odgrywa Nathan Zuckerman. Jako narrator znajduje się poza historią, ale także w jej obrębie, zdając się faworyzować wersję wydarzeń Colemana, ale także pisząc z pewną dozą wiarygodności. Jednak po dokładnym zastanowieniu staje się jasne, że narracja Zuckermana wykracza poza granice tego, co jest poznawalne dla narratora i zawiera szczegóły, które po prostu nie byłyby dla niego dostępne (wydarzenia, przy których nie był obecny i nie mogły zostać włączone do rękopisu Colemana, wewnętrzny monolog postaci, który nie zostałby nigdzie zapisany), coś, co powinno podkreślać sposób, w jaki wszystkie historie są upiększane i narratywizowane przez ich autorów. Czy ma to znaczący wpływ na to, jak należy czytać Ludzką skazę? Nie jestem tego taki pewny, ale z pewnością warto mieć świadomość, że w narracji, która w dużej mierze polega na kontrolowaniu własnej historii i docenianiu niepoznawalnego, a także precyzji języka i zawodności interpretacji, narrator ma ostateczną kontrolę nad tym, co znane i nie zawsze można mu ufać, że przekaże rzeczy takimi, jakimi są.

Ludzka skaza to książka na tyle złożona, że daje trwałą satysfakcję i ma poczucie uchwycenia szczególnego okresu w historii Ameryki, a jednocześnie satyry na życie akademickie w małym miasteczku i poprawność polityczną, podejście do rasy i tożsamości oraz męskiej psychiki, by wymienić tylko kilka głównych tematów. Odwołuje się do świata klasycznego, będąc całkowicie zanurzonym w jego teraźniejszości i z pewnością należy do czołówki dotychczasowego kanonu Rotha. Jest to książka o nieprzemijającej wartości, taka, która jest określana jako wyznacznik końca XX wieku w Ameryce i taka, która zbliżyła się do sposobu, w jaki język jest i był używany i nadużywany w tamtym okresie. „Prawda o nas jest nieskończona. Podobnie jak kłamstwa. Tkwimy między młotem a kowadłem, pomyślałem. Denuncjowani przez  szlachetnych, szkalowani przez praworządnych – na koniec eksterminowani przez zbrodnicze szalonych. Ekskomunikowani przez zbawionych, przez wybranych, przez wszechobecnych ewangelizatorów moralności chwili, a potem reedukowani przez demona bezwzględności”.

            

 

Goodbye, Columbus

 

„Goodbye, Columbus”

Philip Roth

Autor/ Urodzony w 1933 roku w (mieście) Newark, New Jersey amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia. Ukończył Uniwersytet Bucknella w 1955, po czym wstąpił do United States Army, gdzie służył 2 lata. Goodbye, Columbus to jego pierwsza opublikowana powieść, za którą otrzymał National Book Award. Był również profesorem w nowojorskim Hunter College. Napisał mnóstwo książek, np. Teatr Sabata czy Amerykańska sielanka, a w swoim życiu otrzymał niejedną nagrodę literacką. Z życia publicznego wycofał się w 2014 roku, zmarł 22 maja 2018 roku.

Tłumaczenie/  Wacław Niepokólczycki

Tytuł oryginału/ an-us Goodbye, Columbus

Tematyka/ Niektórzy amerykańscy rabini już po wydaniu debiutanckiej książki Rotha Goodbye, Columbus uznali pisarza za „złego Żyda”. I mimo iż książka wyszła w 1959 roku, to atak na Rotha przypominał dzisiejsze sądy kapturowe w social mediach. Ta krótka historia wakacyjnej miłości oprócz spraw damsko-męskich dotyka kwestii różnic klasowych, kulturowych i rasowych, z naciskiem kładzionym na sytuację środowisk żydowskich w społeczeństwie amerykańskim.

Główny motyw/ Neil i Brenda są tej samej rasy i tej samej religii; oboje mają lub uzyskają dyplom ukończenia studiów wyższych; ich rodziny nie mają nic przeciwko sobie. Tym, co ich dzieli, jest po prostu to, że znajdują się na różnych etapach swoich dróg do poszukiwania i realizacji amerykańskiego snu.  Neil jest absolwentem college'u, pracuje jako urzędnik w bibliotece, ma skomplikowane relacje z otaczającym go światem. Jest zarówno pozbawiony celu, jak i samoświadomy, inteligentny i wybredny, pochodzi z klasy robotniczej i jest nadmiernie wykształcony. Nie mógłby bardziej różnić się od Brendy, która jest studentką Radcliffe College i mieszka z bogatymi rodzicami podczas wakacji w hrabstwie Westchester w stanie Nowy Jork. Para spotyka się trochę przypadkowo. Wydaje się, że chłopakowi nie podoba mu się atmosfera luksusu i fałszywej uprzejmości dziewczyny, ale „gryzie się w język” i zaprasza Brendę na randkę. Ta dwójka szybko się do siebie zbliża, a Neil zostaje – nieco niekomfortowo – pochłonięty dynamiką rodziny Brendy. W miarę rozwoju książki Goodbye, Columbus konflikty między Neilem i Brendą się pogłębiają. Powieść subtelnie stawia tę parę przeciwko sobie, gdy zaczynają doświadczać różnic wynikających z dorastania (Brenda z pieniędzmi na przedmieściach, Neil w biedzie w mieście).

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Po co jej pieniądze? Nawet nie wie, jak się nimi cieszyć.”

„Od pierwszego roku na uczelni każda moja rozmowa kończy się wypowiedziami na temat rodziców i jakie to okropne. Uniwersalny problem. Cały kłopot w tym, że oni o tym nie wiedzą.”

„(…) zrobiliśmy przegląd mebli, finansów oraz widoków na przyszłość i jedno jedyne, co nam sprawiało przyjemność, to czysty powiew z zewnątrz, który przypominał, że żyjemy, ale którym nie sposób było żyć.”

„Wiesz mi, najwięksi ludzie w tym kraju ciężko pracowali. Nawet Rockefeller.”

„Jak ja się ożeniłem, mieliśmy sztućce kupione na tandecie. A ten musi jadać na złocie (…)”

„A Bóg tylko się roześmiał, ten klown.”

„Trzeba stosować psychologię. Właśnie dlatego posłałem dziecko na studia. Teraz, jeżeli nie znasz trochę psychologii, to leżysz…”

„Wszystko, co dobre w swoim życiu, mogę zliczyć na palcach!”

„Wierz mi, szczęśliwym trzeba się urodzić!”

„Jaki sens snuć marzenia o Tahiti, skoro nie ma się na bilet?”

„Chwała Bogu, że święta (Rosz ha-Szana) są tylko raz w roku, bobym się przedwcześnie zestarzała.”

            Philip Roth w swoich książkach ukazuje życie amerykańskich Żydów w XX wieku, będące ogniwem w nieodwracalnym procesie historycznym. Żydowskość, żydowskie obyczaje, żydowskie wierzenia, żydowskie ideały ukazane są u Rotha w stadium zamierania, wynaturzenia się i sublimacji. Tutaj walkę z gettem obyczajowym i religijnym toczą sami Żydzi. Proces historyczny wżarł się w ich sumienia. Ich rozdarcie wewnętrzne przybiera ekstatyczność antycznej tragedii.

            Czytelnik Polski może nie znać mikropowieści Philipa Rotha Goodbye, Columbus. Środowisko Amerykańskich Żydów ukazane w tej powieści ma już niewiele wspólnego z gettem opisanym przez innych żydowskich pisarzy. Przede wszystkim – to nie jest jednolite środowisko, to nawet nie jest już jedno środowisko. Neil Klugmann, młody intelektualista, jest wykorzeniony z żydostwa, lecz nie zakorzeniony jeszcze w amerykańskim kosmopolityzmie. Na rodzinę, ciotkę, emigrantkę z Europy i wuja, z którymi żyje na co dzień, patrzy z ironią. Z tą samą ironią obserwuje rodzinę Patimkinów, bogatych fabrykantów urządzeń sanitarnych, którzy zrealizowali amerykański ideał sukcesu, zacierając związki ze środowiskiem, z którego pochodzą. Operacja kosmetyczna prostuje im nosy i tryb życia, a studia dzieci na elitarnych uniwersytetach otwierają im Amerykę Amerykanów. Miłość Neila i Brendy Patimkin to miłość bez przyszłości. Roth z finezją psychologiczną ukazuje to wszystko, co tę miłość z góry skazuje na nietrwałość. Żydowskość, ta żydowskość, która u innych pisarzy jest czynnikiem wiążącym, tutaj staje się jeszcze jedną przeszkodą, trudną do przezwyciężenia. Rodzice Brendy, znalazłszy dowód łączących ich stosunków seksualnych, wytoczą właśnie stare, tradycyjne dla żydowskiej obyczajowości racje (sponiewieranie ogniska domowego), aby doprowadzić do zerwania i obumarcia uczuć Brendy i Neila. Klugmannowie i Patimkinowie to dwa odległe światy. Przestrzeganie przez jednych i przez drugich żydowskich obyczajów, świąt, to już tylko konwencja. Treści i sceny ich życia są odmienne. Różnic społecznych nie zdoła usunąć wspólnota konwencji. Wie o tym Brenda. Dowie się o tym Neil. Brenda wrośnie w Amerykę, zamerykanizuje się bez trudu, nawet jej nazwisko figuruje na umywalkach i muszlach klozetowych całego kraju. W Neilu pogłębi się kompleks wykorzenienia i obcości. Będzie wśród podobnych sobie apatrydów Ameryki szukał uczuciowych związków. Sympatia, którą darzy czarnoskórego chłopca, zakochanego w albumie Gauguina, jest prefiguracją jego osamotnienia.

            Goodbye, Columbus  to przede wszystkim opowieść o miłości, miłości do pewnego momentu szczerej – i ukazanej z całkowitą szczerością (oczywiście artystyczną, nie „zwierzeniową”). Jest to miłość pełna, cielesna w jakimś niemal klasycznym, helleńskim sensie; terenem spotkań kochanków są bieżnie, boiska klubów sportowych, baseny pływackie. Tu chłopak musi zaimponować dziewczynie, zyskać jej podziw i pełne fizyczne oddanie. A jednocześnie jest to miłość czysta, wolna od pruderii i brudnych toników obscenicznych. Roth powiedział bardzo wiele o miłości chłopca i dziewczyny, (bardzo) po prostu nazwał pewne charakterystyczne dla obyczajowości współczesnej sprawy, które w tradycji literackiej ujmowane były w sposób konwencjonalny; już uchylenie tych konwencji i rozszerzenie pola realistycznej obserwacji liczy mu się za zasługę pisarską.

            Ale Roth powiedział znacznie więcej. Miłość jego bohaterów, chociaż szuka – jak każda miłość – odosobnienia, nie da się jej oderwać od ich kondycji, od ich egzystencji społecznej. Bohater Rotha – młody człowiek zatrudniony w bibliotece publicznej miasta Newark, jeżdżący starym modelem plymoutha i mieszkający w dzielnicy robotniczych domków – nie jest właściwą „partią” dla córki króla „Zlewów Kuchennych i Toaletowych”, wzbogaconego na wojennych dostawach urządzeń sanitarnych dla wszystkich budowli i koszar armii amerykańskiej, okrętów wojennych i lazaretów polowych. Należy teraz ten konflikt przedstawić w niezręcznym streszczeniu – u Rotha jest on zaznaczony delikatnie, paroma zaledwie kreskami: choćby owym niepokojem pana Patimkina przy obiedzie, że gość jego córki je tak mało, a człowiek, który je „jak ptaszek”, pewnie pracuje też „jak ptaszek”, choćby w owym powracającym na usta Brendy pytaniu, czy Neil wiąże swą przyszłość z biblioteką, choćby wreszcie w owych nieskładnych po pijaku, nie doprowadzonych do końca, a przecież aż nadto wymownych rozmowach w czasie ślubu brata Brendy, Rona. 


            Te rozmowy naprowadzają nas także na ślad problemu zajmującego wiele miejsca w twórczości Rotha, chociaż w omawianej opowieści nie podniesionego do rangi sprawy pierwszoplanowej; problemem tym jest sytuacja środowisk żydowskich w społeczeństwie amerykańskim, środowisk w dużym stopniu „w integrowanych” w to społeczeństwo, ale kultywujące swe tradycje, a nieraz przeżywających konflikty charakterystyczne dla tak zwanego procesu asymilacyjnego. Zainteresowanie Rotha tą problematyką ma nie tylko osobisty charakter; było ono, w sytuacji literatury amerykańskiej, wykładnikiem wrażliwości pisarza na problematykę społeczną. Ameryka z drugiej połowy XX wieku, jak świadczą socjologowie, przeżywała okres względnej stabilizacji społecznej – to nie były lata wielkiego kryzysu ani lata wojny światowej, kiedy konflikty klasowe ujawniały się wprost i w znacznym natężeniu. Dziś wstrząsy i pęknięcia społeczne, będące refleksami antagonizmu klasowego tkwiącego u podstaw społeczeństwa, ale przesłoniętego konfliktem politycznym na linii Demokraci i Republikanie (Joe Biden, Donald Trump), dają się dostrzec właśnie na styku różnych narodowości składających się na mozaikę amerykańską, na styku ras, a tym samym pochodzenia społecznego. Tu także szuka Roth szczególnego odbicia problematyki społecznej. W innych jego utworach sprawy te widać wyraźniej i rozwijają się one aż do natężenia konfliktowego; w Goodbye, Columbus ortodoksyjne poglądy pani Patimkin są elementem tego samego nuworyszowskiego mitotwórstwa, co obłędna egzaltacja Rona wsłuchującego się w płytę z pamiątkowym nagraniem ofiarowaną wszystkim wychowankom uniwersytetu Columbus w stanie Ohio, co wreszcie edukacja Brendy, którą rodzice wysyłają do college’u w Bostonie, nawet nie w pobliskim Nowym Jorku (skoro już nie na miejscu w Newark), ale dalej na północ, gdzie jest bardziej nobliwie. Natomiast Neil walczy z resztą świata, aby rozwinąć własną tożsamość i wykroić dla siebie wyjątkowe miejsce. Jako młody liberalny Żyd, torujący sobie drogę w represjonowanej i konserwatywnej Ameryce lat pięćdziesiątych, jest oczywiste, że Neil jest w opozycji do większości otaczającego go społeczeństwa. Konsekwentnie zachęcany do asymilacji z kulturą, w której się znajduje, stara się zrozumieć Brendę i jej rodzinę, którzy świadomie pozbywają się, a nawet poddają się operacjom plastycznym, aby ukryć swoją żydowskość. Ale jednocześnie pochodzi z rodziny zbudowanej na fundamentach wiary i inności kulturowej, imigrantów którzy przybyli do Ameryki. Jako bibliotekarz, który całe swoje młode życie spędził w Ameryce i ukończył filozofię, tradycyjne wartości jego żydowskiej społeczności wydają się Neilowi równie obce jak nowobogackie życie rodziny Brendy Patimkin.

Ciotka Neila, Gladys jest uosobieniem postaci żyjącej w starym świecie, który pamięta jeszcze z czasów sprzed przyjazdu do Ameryki. Ten świat ledwo wykracza poza drzwi wejściowe jej domu i stara się zrozumieć, dlaczego Neil miałby szukać lepszego życia. Jej panowanie nad domową kuchnią jest zarówno zabawne, jak i symboliczne. Poglądy życiowe Gladys uosabia podawany w różnych godzinach inny posiłek dla każdego członka rodziny, jeden po drugim. Jak mówi: „Jasne, powinnam podawać cztery różne posiłki na raz?”. I nie doprawia swoich dań pieprzem, ponieważ „słyszała od Galena Drake'a, że nie jest on wchłaniany przez organizm”. Ciotka Gladys była zaniepokojona myślą, że wszystko, co podaje do jedzenia, może przejść przez przełyk, żołądek i jelito tylko dla przyjemności. Dla niej przygotowanie jedzenia, podawanie go i spożywanie należało do sfery sacrum. Ale Neil należy już do nowego pokolenia, które przywiązuje większą wagę do przyjemności płynącej z życia niż do tradycji, a to natomiast kłóciło się z poglądami ciotki Gladys i rodzinną tradycją, którą ona reprezentuje.

            Tytuł książki Goodbye, Columbus ma w tekście podwójną proweniencję: jest zaintonowana na pamiątkowej płycie podarowanej bratu Brendy po ukończeniu przez niego studiów w stanie Ohio, ale pojawia się również we śnie Neila, w którym on i czarny chłopiec z biblioteki wyruszają z Tahiti[1] Gaugina, podczas gdy żegnające ich kobiety krzyczą do nich z brzegu: — „Żegnaj, Kolumbie”. Prawdziwymi odkrywcami Ameryki nie są ludzie awansujący i zasymilowani, jak możemy to rozumieć, ale wyrzutkowie, czy to ze względu na rasę, czy wrażliwość, pozycję społeczną i ekonomiczną. Sztuka, jak wiedzą wszyscy jej poważni praktycy, to nie to samo, co robienie tego, na co ma ochotę artysta. To tworzenie w „bólach”, który przypomina powstawanie perły. Do tego dochodzi seks, który stanie się wielkim tematem w literaturze Rotha, w tym przypadku oddala od siebie Neila i Brendę. Roth był i jest często mylony, przez cenzuralną wrażliwość, zarówno religijno-konserwatywną, jak i feministyczno-liberalną, ze zwykłym libertynem, ale nim nie był. Neil i Brenda są z tego powodu postaciami dwuznacznymi, a sam Roth nie stoi wyraźnie po stronie mężczyzny: kryzys w ich związku nadchodzi, gdy Neil namawia ją do stosowania antykoncepcji, co odkrywa jej matka. Jeśli mamy tu do czynienia z polemiką, z karzącymi czy purytańskimi poglądami Patimkinów, to po drugiej stronie szali wartości znajduje się niepokojący element desperacji Neila. Para nigdy szczerze i otwarcie nie rozmawia o społecznych różnicach ich rodzin, a naleganie Neila na antykoncepcję jest jego sposobem na znalezienie drogi na skróty do szybkiego małżeństwa. Pod koniec dowiadujemy się, że Brendzie było „na rękę” znalezienie przez jej matkę diafragmy.

            Początkowo może się wydawać, że Brenda daje Neilowi szansę na wyrwanie się z robotniczej dzielnicy w której się wychowywał, ale okazuje się, że nie oferuje mu tak naprawdę żadnego prawdziwego rozwiązania. Dziewczyna jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu: jej zamożna rodzina to idealni konsumenci ze wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami narzuconymi Amerykanom z klasy średniej w latach pięćdziesiątych w XX wieku, wciśniętymi do ich idyllicznego domu na wzgórzach, do tego Brenda jest energiczną, wykształconą młodą kobietą z własnym budżetem domowym na własne wydatki. Jest to jednak marzenie, które nie jest dla Neila, ponieważ chłopak postanawia nie dokończyć asymilacji z tą idylliczną klasą średnią, która kiedyś wyglądała tak kusząco. Asymilacja jest ważna w noweli na wiele sposobów. Jak można się było spodziewać, u Rotha żydowskość znajduje się w centrum opowieści i używa ironii, aby satyryzować niepokój związany z adaptacją, która wydaje się upowszechniać u jego żydowskich bohaterach z klasy robotniczej. Poprzez swoje ironiczne spojrzenie na elementy tożsamościowe, Roth po publikacji Goodbye, Columbus został oskarżony przez środowiska konserwatywnych Żydów o antyżydowskość. Był to zarzut, który był często powtarzany przez całą jego karierę pisarską i który wydaje się pomijać niuanse tego, co miał na myśli Philip Roth opisując zagubionych bohaterów w świecie, który był im nieprzychylny i w którym nie mogli się odnaleźć.

Roth rysuje również paralele między Żydami a innymi grupami mniejszościowymi, tak jak to robi w swoich innych powieściach. Podczas swoich dyżurów w bibliotece Neil spotyka młodego Afroamerykanina, który prawie codziennie przychodzi popatrzeć na obrazy przedstawiające Tahiti w książce Gauguina. Wśród innych pracowników biblioteki, Neil jest świadomy niepokoju związanego z obecnością tego chłopca. Lecz kiedy skończyły się wakacje i chłopiec przestał przychodzić do biblioteki Neil czuł pewne rozterki: „Dni płynęły wolno; nigdy już więcej nie zobaczyłem czarnego chłopczyka i gdy któregoś dnia zajrzałem na półki, Gauguina nie było, najwidoczniej szczękaty jegomość pożyczył go w końcu do domu. Ciekawiło mnie, jak chłopczyk się zachowywał stwierdziwszy, że książki nie ma. Czy płakał? Wyobraziłem sobie, że musiał mnie za to winić, ale zarazem też zdałem sobie sprawę, że mieszam swój sen z rzeczywistością. Być może, odkrył kogoś innego, Van Gogha, Vermeera… Ale nie, ci nie byli w jego typie. Najprawdopodobniej machnął ręką na bibliotekę i wrócił do gry w palanta na ulicy. Tym lepiej dla niego, myślałem. Jaki sens snuć marzenia o Tahiti, skoro nie ma się na bilet?”. Otóż jest to opis wewnętrznych „ocenzurowanych” przez psychikę przeżyć Neila z relacją z Brendą.

Miłość sama w sobie jest rodzajem całkowitej asymilacji. Kochać w związku to tworzyć więź z drugą osobą różną od nas, powstaje w ten sposób nowa ludzka hybryda. Przy pomocy Neila, Roth zastanawia się, w jaki sposób poprzez związek jedna osoba poznaje drugą i jak ważne jest, aby się dobrze poznać i kochać bez wątpliwości. Fakt, że Neil kwestionuje własne powody, dla których kocha Brendę, siedząc w kościele i czekając na nią, aż zostanie jej założona diafragma, wskazuje, że ta miłość nie będzie trwała, a także łączy ideę miłości z bezinteresowną religijną komunią człowieka i jego boga. Miłość Neila i Brendy – jeśli w ogóle taka istniała – była miłością ekscytującą ale niepewną i obcą.

           

           

           

 

 

 

 

 

 

             

 


[1] Tahiti – wyspa w południowej części Oceanu Spokojnego w archipelagu Wysp Towarzystwa (Wyspy Na Wietrze); największa wśród wysp Polinezji Francuskiej, centrum polityczne, gospodarcze i kulturalne. Pierwotna nazwa Otaheiti.