19 lutego 2026

Goodbye, Columbus

 

„Goodbye, Columbus”

Philip Roth

Autor/ Urodzony w 1933 roku w (mieście) Newark, New Jersey amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia. Ukończył Uniwersytet Bucknella w 1955, po czym wstąpił do United States Army, gdzie służył 2 lata. Goodbye, Columbus to jego pierwsza opublikowana powieść, za którą otrzymał National Book Award. Był również profesorem w nowojorskim Hunter College. Napisał mnóstwo książek, np. Teatr Sabata czy Amerykańska sielanka, a w swoim życiu otrzymał niejedną nagrodę literacką. Z życia publicznego wycofał się w 2014 roku, zmarł 22 maja 2018 roku.

Tłumaczenie/  Wacław Niepokólczycki

Tytuł oryginału/ an-us Goodbye, Columbus

Tematyka/ Niektórzy amerykańscy rabini już po wydaniu debiutanckiej książki Rotha Goodbye, Columbus uznali pisarza za „złego Żyda”. I mimo iż książka wyszła w 1959 roku, to atak na Rotha przypominał dzisiejsze sądy kapturowe w social mediach. Ta krótka historia wakacyjnej miłości oprócz spraw damsko-męskich dotyka kwestii różnic klasowych, kulturowych i rasowych, z naciskiem kładzionym na sytuację środowisk żydowskich w społeczeństwie amerykańskim.

Główny motyw/ Neil i Brenda są tej samej rasy i tej samej religii; oboje mają lub uzyskają dyplom ukończenia studiów wyższych; ich rodziny nie mają nic przeciwko sobie. Tym, co ich dzieli, jest po prostu to, że znajdują się na różnych etapach swoich dróg do poszukiwania i realizacji amerykańskiego snu.  Neil jest absolwentem college'u, pracuje jako urzędnik w bibliotece, ma skomplikowane relacje z otaczającym go światem. Jest zarówno pozbawiony celu, jak i samoświadomy, inteligentny i wybredny, pochodzi z klasy robotniczej i jest nadmiernie wykształcony. Nie mógłby bardziej różnić się od Brendy, która jest studentką Radcliffe College i mieszka z bogatymi rodzicami podczas wakacji w hrabstwie Westchester w stanie Nowy Jork. Para spotyka się trochę przypadkowo. Wydaje się, że chłopakowi nie podoba mu się atmosfera luksusu i fałszywej uprzejmości dziewczyny, ale „gryzie się w język” i zaprasza Brendę na randkę. Ta dwójka szybko się do siebie zbliża, a Neil zostaje – nieco niekomfortowo – pochłonięty dynamiką rodziny Brendy. W miarę rozwoju książki Goodbye, Columbus konflikty między Neilem i Brendą się pogłębiają. Powieść subtelnie stawia tę parę przeciwko sobie, gdy zaczynają doświadczać różnic wynikających z dorastania (Brenda z pieniędzmi na przedmieściach, Neil w biedzie w mieście).

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Po co jej pieniądze? Nawet nie wie, jak się nimi cieszyć.”

„Od pierwszego roku na uczelni każda moja rozmowa kończy się wypowiedziami na temat rodziców i jakie to okropne. Uniwersalny problem. Cały kłopot w tym, że oni o tym nie wiedzą.”

„(…) zrobiliśmy przegląd mebli, finansów oraz widoków na przyszłość i jedno jedyne, co nam sprawiało przyjemność, to czysty powiew z zewnątrz, który przypominał, że żyjemy, ale którym nie sposób było żyć.”

„Wiesz mi, najwięksi ludzie w tym kraju ciężko pracowali. Nawet Rockefeller.”

„Jak ja się ożeniłem, mieliśmy sztućce kupione na tandecie. A ten musi jadać na złocie (…)”

„A Bóg tylko się roześmiał, ten klown.”

„Trzeba stosować psychologię. Właśnie dlatego posłałem dziecko na studia. Teraz, jeżeli nie znasz trochę psychologii, to leżysz…”

„Wszystko, co dobre w swoim życiu, mogę zliczyć na palcach!”

„Wierz mi, szczęśliwym trzeba się urodzić!”

„Jaki sens snuć marzenia o Tahiti, skoro nie ma się na bilet?”

„Chwała Bogu, że święta (Rosz ha-Szana) są tylko raz w roku, bobym się przedwcześnie zestarzała.”

            Philip Roth w swoich książkach ukazuje życie amerykańskich Żydów w XX wieku, będące ogniwem w nieodwracalnym procesie historycznym. Żydowskość, żydowskie obyczaje, żydowskie wierzenia, żydowskie ideały ukazane są u Rotha w stadium zamierania, wynaturzenia się i sublimacji. Tutaj walkę z gettem obyczajowym i religijnym toczą sami Żydzi. Proces historyczny wżarł się w ich sumienia. Ich rozdarcie wewnętrzne przybiera ekstatyczność antycznej tragedii.

            Czytelnik Polski może nie znać mikropowieści Philipa Rotha Goodbye, Columbus. Środowisko Amerykańskich Żydów ukazane w tej powieści ma już niewiele wspólnego z gettem opisanym przez innych żydowskich pisarzy. Przede wszystkim – to nie jest jednolite środowisko, to nawet nie jest już jedno środowisko. Neil Klugmann, młody intelektualista, jest wykorzeniony z żydostwa, lecz nie zakorzeniony jeszcze w amerykańskim kosmopolityzmie. Na rodzinę, ciotkę, emigrantkę z Europy i wuja, z którymi żyje na co dzień, patrzy z ironią. Z tą samą ironią obserwuje rodzinę Patimkinów, bogatych fabrykantów urządzeń sanitarnych, którzy zrealizowali amerykański ideał sukcesu, zacierając związki ze środowiskiem, z którego pochodzą. Operacja kosmetyczna prostuje im nosy i tryb życia, a studia dzieci na elitarnych uniwersytetach otwierają im Amerykę Amerykanów. Miłość Neila i Brendy Patimkin to miłość bez przyszłości. Roth z finezją psychologiczną ukazuje to wszystko, co tę miłość z góry skazuje na nietrwałość. Żydowskość, ta żydowskość, która u innych pisarzy jest czynnikiem wiążącym, tutaj staje się jeszcze jedną przeszkodą, trudną do przezwyciężenia. Rodzice Brendy, znalazłszy dowód łączących ich stosunków seksualnych, wytoczą właśnie stare, tradycyjne dla żydowskiej obyczajowości racje (sponiewieranie ogniska domowego), aby doprowadzić do zerwania i obumarcia uczuć Brendy i Neila. Klugmannowie i Patimkinowie to dwa odległe światy. Przestrzeganie przez jednych i przez drugich żydowskich obyczajów, świąt, to już tylko konwencja. Treści i sceny ich życia są odmienne. Różnic społecznych nie zdoła usunąć wspólnota konwencji. Wie o tym Brenda. Dowie się o tym Neil. Brenda wrośnie w Amerykę, zamerykanizuje się bez trudu, nawet jej nazwisko figuruje na umywalkach i muszlach klozetowych całego kraju. W Neilu pogłębi się kompleks wykorzenienia i obcości. Będzie wśród podobnych sobie apatrydów Ameryki szukał uczuciowych związków. Sympatia, którą darzy czarnoskórego chłopca, zakochanego w albumie Gauguina, jest prefiguracją jego osamotnienia.

            Goodbye, Columbus  to przede wszystkim opowieść o miłości, miłości do pewnego momentu szczerej – i ukazanej z całkowitą szczerością (oczywiście artystyczną, nie „zwierzeniową”). Jest to miłość pełna, cielesna w jakimś niemal klasycznym, helleńskim sensie; terenem spotkań kochanków są bieżnie, boiska klubów sportowych, baseny pływackie. Tu chłopak musi zaimponować dziewczynie, zyskać jej podziw i pełne fizyczne oddanie. A jednocześnie jest to miłość czysta, wolna od pruderii i brudnych toników obscenicznych. Roth powiedział bardzo wiele o miłości chłopca i dziewczyny, (bardzo) po prostu nazwał pewne charakterystyczne dla obyczajowości współczesnej sprawy, które w tradycji literackiej ujmowane były w sposób konwencjonalny; już uchylenie tych konwencji i rozszerzenie pola realistycznej obserwacji liczy mu się za zasługę pisarską.

            Ale Roth powiedział znacznie więcej. Miłość jego bohaterów, chociaż szuka – jak każda miłość – odosobnienia, nie da się jej oderwać od ich kondycji, od ich egzystencji społecznej. Bohater Rotha – młody człowiek zatrudniony w bibliotece publicznej miasta Newark, jeżdżący starym modelem plymoutha i mieszkający w dzielnicy robotniczych domków – nie jest właściwą „partią” dla córki króla „Zlewów Kuchennych i Toaletowych”, wzbogaconego na wojennych dostawach urządzeń sanitarnych dla wszystkich budowli i koszar armii amerykańskiej, okrętów wojennych i lazaretów polowych. Należy teraz ten konflikt przedstawić w niezręcznym streszczeniu – u Rotha jest on zaznaczony delikatnie, paroma zaledwie kreskami: choćby owym niepokojem pana Patimkina przy obiedzie, że gość jego córki je tak mało, a człowiek, który je „jak ptaszek”, pewnie pracuje też „jak ptaszek”, choćby w owym powracającym na usta Brendy pytaniu, czy Neil wiąże swą przyszłość z biblioteką, choćby wreszcie w owych nieskładnych po pijaku, nie doprowadzonych do końca, a przecież aż nadto wymownych rozmowach w czasie ślubu brata Brendy, Rona. 


            Te rozmowy naprowadzają nas także na ślad problemu zajmującego wiele miejsca w twórczości Rotha, chociaż w omawianej opowieści nie podniesionego do rangi sprawy pierwszoplanowej; problemem tym jest sytuacja środowisk żydowskich w społeczeństwie amerykańskim, środowisk w dużym stopniu „w integrowanych” w to społeczeństwo, ale kultywujące swe tradycje, a nieraz przeżywających konflikty charakterystyczne dla tak zwanego procesu asymilacyjnego. Zainteresowanie Rotha tą problematyką ma nie tylko osobisty charakter; było ono, w sytuacji literatury amerykańskiej, wykładnikiem wrażliwości pisarza na problematykę społeczną. Ameryka z drugiej połowy XX wieku, jak świadczą socjologowie, przeżywała okres względnej stabilizacji społecznej – to nie były lata wielkiego kryzysu ani lata wojny światowej, kiedy konflikty klasowe ujawniały się wprost i w znacznym natężeniu. Dziś wstrząsy i pęknięcia społeczne, będące refleksami antagonizmu klasowego tkwiącego u podstaw społeczeństwa, ale przesłoniętego konfliktem politycznym na linii Demokraci i Republikanie (Joe Biden, Donald Trump), dają się dostrzec właśnie na styku różnych narodowości składających się na mozaikę amerykańską, na styku ras, a tym samym pochodzenia społecznego. Tu także szuka Roth szczególnego odbicia problematyki społecznej. W innych jego utworach sprawy te widać wyraźniej i rozwijają się one aż do natężenia konfliktowego; w Goodbye, Columbus ortodoksyjne poglądy pani Patimkin są elementem tego samego nuworyszowskiego mitotwórstwa, co obłędna egzaltacja Rona wsłuchującego się w płytę z pamiątkowym nagraniem ofiarowaną wszystkim wychowankom uniwersytetu Columbus w stanie Ohio, co wreszcie edukacja Brendy, którą rodzice wysyłają do college’u w Bostonie, nawet nie w pobliskim Nowym Jorku (skoro już nie na miejscu w Newark), ale dalej na północ, gdzie jest bardziej nobliwie. Natomiast Neil walczy z resztą świata, aby rozwinąć własną tożsamość i wykroić dla siebie wyjątkowe miejsce. Jako młody liberalny Żyd, torujący sobie drogę w represjonowanej i konserwatywnej Ameryce lat pięćdziesiątych, jest oczywiste, że Neil jest w opozycji do większości otaczającego go społeczeństwa. Konsekwentnie zachęcany do asymilacji z kulturą, w której się znajduje, stara się zrozumieć Brendę i jej rodzinę, którzy świadomie pozbywają się, a nawet poddają się operacjom plastycznym, aby ukryć swoją żydowskość. Ale jednocześnie pochodzi z rodziny zbudowanej na fundamentach wiary i inności kulturowej, imigrantów którzy przybyli do Ameryki. Jako bibliotekarz, który całe swoje młode życie spędził w Ameryce i ukończył filozofię, tradycyjne wartości jego żydowskiej społeczności wydają się Neilowi równie obce jak nowobogackie życie rodziny Brendy Patimkin.

Ciotka Neila, Gladys jest uosobieniem postaci żyjącej w starym świecie, który pamięta jeszcze z czasów sprzed przyjazdu do Ameryki. Ten świat ledwo wykracza poza drzwi wejściowe jej domu i stara się zrozumieć, dlaczego Neil miałby szukać lepszego życia. Jej panowanie nad domową kuchnią jest zarówno zabawne, jak i symboliczne. Poglądy życiowe Gladys uosabia podawany w różnych godzinach inny posiłek dla każdego członka rodziny, jeden po drugim. Jak mówi: „Jasne, powinnam podawać cztery różne posiłki na raz?”. I nie doprawia swoich dań pieprzem, ponieważ „słyszała od Galena Drake'a, że nie jest on wchłaniany przez organizm”. Ciotka Gladys była zaniepokojona myślą, że wszystko, co podaje do jedzenia, może przejść przez przełyk, żołądek i jelito tylko dla przyjemności. Dla niej przygotowanie jedzenia, podawanie go i spożywanie należało do sfery sacrum. Ale Neil należy już do nowego pokolenia, które przywiązuje większą wagę do przyjemności płynącej z życia niż do tradycji, a to natomiast kłóciło się z poglądami ciotki Gladys i rodzinną tradycją, którą ona reprezentuje.

            Tytuł książki Goodbye, Columbus ma w tekście podwójną proweniencję: jest zaintonowana na pamiątkowej płycie podarowanej bratu Brendy po ukończeniu przez niego studiów w stanie Ohio, ale pojawia się również we śnie Neila, w którym on i czarny chłopiec z biblioteki wyruszają z Tahiti[1] Gaugina, podczas gdy żegnające ich kobiety krzyczą do nich z brzegu: — „Żegnaj, Kolumbie”. Prawdziwymi odkrywcami Ameryki nie są ludzie awansujący i zasymilowani, jak możemy to rozumieć, ale wyrzutkowie, czy to ze względu na rasę, czy wrażliwość, pozycję społeczną i ekonomiczną. Sztuka, jak wiedzą wszyscy jej poważni praktycy, to nie to samo, co robienie tego, na co ma ochotę artysta. To tworzenie w „bólach”, który przypomina powstawanie perły. Do tego dochodzi seks, który stanie się wielkim tematem w literaturze Rotha, w tym przypadku oddala od siebie Neila i Brendę. Roth był i jest często mylony, przez cenzuralną wrażliwość, zarówno religijno-konserwatywną, jak i feministyczno-liberalną, ze zwykłym libertynem, ale nim nie był. Neil i Brenda są z tego powodu postaciami dwuznacznymi, a sam Roth nie stoi wyraźnie po stronie mężczyzny: kryzys w ich związku nadchodzi, gdy Neil namawia ją do stosowania antykoncepcji, co odkrywa jej matka. Jeśli mamy tu do czynienia z polemiką, z karzącymi czy purytańskimi poglądami Patimkinów, to po drugiej stronie szali wartości znajduje się niepokojący element desperacji Neila. Para nigdy szczerze i otwarcie nie rozmawia o społecznych różnicach ich rodzin, a naleganie Neila na antykoncepcję jest jego sposobem na znalezienie drogi na skróty do szybkiego małżeństwa. Pod koniec dowiadujemy się, że Brendzie było „na rękę” znalezienie przez jej matkę diafragmy.

            Początkowo może się wydawać, że Brenda daje Neilowi szansę na wyrwanie się z robotniczej dzielnicy w której się wychowywał, ale okazuje się, że nie oferuje mu tak naprawdę żadnego prawdziwego rozwiązania. Dziewczyna jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu: jej zamożna rodzina to idealni konsumenci ze wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami narzuconymi Amerykanom z klasy średniej w latach pięćdziesiątych w XX wieku, wciśniętymi do ich idyllicznego domu na wzgórzach, do tego Brenda jest energiczną, wykształconą młodą kobietą z własnym budżetem domowym na własne wydatki. Jest to jednak marzenie, które nie jest dla Neila, ponieważ chłopak postanawia nie dokończyć asymilacji z tą idylliczną klasą średnią, która kiedyś wyglądała tak kusząco. Asymilacja jest ważna w noweli na wiele sposobów. Jak można się było spodziewać, u Rotha żydowskość znajduje się w centrum opowieści i używa ironii, aby satyryzować niepokój związany z adaptacją, która wydaje się upowszechniać u jego żydowskich bohaterach z klasy robotniczej. Poprzez swoje ironiczne spojrzenie na elementy tożsamościowe, Roth po publikacji Goodbye, Columbus został oskarżony przez środowiska konserwatywnych Żydów o antyżydowskość. Był to zarzut, który był często powtarzany przez całą jego karierę pisarską i który wydaje się pomijać niuanse tego, co miał na myśli Philip Roth opisując zagubionych bohaterów w świecie, który był im nieprzychylny i w którym nie mogli się odnaleźć.

Roth rysuje również paralele między Żydami a innymi grupami mniejszościowymi, tak jak to robi w swoich innych powieściach. Podczas swoich dyżurów w bibliotece Neil spotyka młodego Afroamerykanina, który prawie codziennie przychodzi popatrzeć na obrazy przedstawiające Tahiti w książce Gauguina. Wśród innych pracowników biblioteki, Neil jest świadomy niepokoju związanego z obecnością tego chłopca. Lecz kiedy skończyły się wakacje i chłopiec przestał przychodzić do biblioteki Neil czuł pewne rozterki: „Dni płynęły wolno; nigdy już więcej nie zobaczyłem czarnego chłopczyka i gdy któregoś dnia zajrzałem na półki, Gauguina nie było, najwidoczniej szczękaty jegomość pożyczył go w końcu do domu. Ciekawiło mnie, jak chłopczyk się zachowywał stwierdziwszy, że książki nie ma. Czy płakał? Wyobraziłem sobie, że musiał mnie za to winić, ale zarazem też zdałem sobie sprawę, że mieszam swój sen z rzeczywistością. Być może, odkrył kogoś innego, Van Gogha, Vermeera… Ale nie, ci nie byli w jego typie. Najprawdopodobniej machnął ręką na bibliotekę i wrócił do gry w palanta na ulicy. Tym lepiej dla niego, myślałem. Jaki sens snuć marzenia o Tahiti, skoro nie ma się na bilet?”. Otóż jest to opis wewnętrznych „ocenzurowanych” przez psychikę przeżyć Neila z relacją z Brendą.

Miłość sama w sobie jest rodzajem całkowitej asymilacji. Kochać w związku to tworzyć więź z drugą osobą różną od nas, powstaje w ten sposób nowa ludzka hybryda. Przy pomocy Neila, Roth zastanawia się, w jaki sposób poprzez związek jedna osoba poznaje drugą i jak ważne jest, aby się dobrze poznać i kochać bez wątpliwości. Fakt, że Neil kwestionuje własne powody, dla których kocha Brendę, siedząc w kościele i czekając na nią, aż zostanie jej założona diafragma, wskazuje, że ta miłość nie będzie trwała, a także łączy ideę miłości z bezinteresowną religijną komunią człowieka i jego boga. Miłość Neila i Brendy – jeśli w ogóle taka istniała – była miłością ekscytującą ale niepewną i obcą.

           

           

           

 

 

 

 

 

 

             

 


[1] Tahiti – wyspa w południowej części Oceanu Spokojnego w archipelagu Wysp Towarzystwa (Wyspy Na Wietrze); największa wśród wysp Polinezji Francuskiej, centrum polityczne, gospodarcze i kulturalne. Pierwotna nazwa Otaheiti.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz