„Goodbye,
Columbus”
Philip Roth
Autor/ Urodzony w 1933
roku w (mieście) Newark, New Jersey amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia.
Ukończył Uniwersytet Bucknella w 1955, po czym wstąpił do United States Army,
gdzie służył 2 lata. Goodbye, Columbus to jego pierwsza opublikowana
powieść, za którą otrzymał National Book Award. Był również profesorem w
nowojorskim Hunter College. Napisał mnóstwo książek, np. Teatr Sabata
czy Amerykańska sielanka, a w swoim życiu otrzymał niejedną nagrodę
literacką. Z życia publicznego wycofał się w 2014 roku, zmarł 22 maja 2018
roku.
Tłumaczenie/ Wacław
Niepokólczycki
Tytuł
oryginału/ an-us Goodbye, Columbus
Tematyka/
Niektórzy amerykańscy rabini już po
wydaniu debiutanckiej książki Rotha Goodbye, Columbus uznali pisarza za
„złego Żyda”. I mimo iż książka wyszła w 1959 roku, to atak na Rotha
przypominał dzisiejsze sądy kapturowe w social mediach. Ta krótka historia
wakacyjnej miłości oprócz spraw damsko-męskich dotyka kwestii różnic klasowych,
kulturowych i rasowych, z naciskiem kładzionym na sytuację środowisk żydowskich
w społeczeństwie amerykańskim.
Główny
motyw/ Neil i Brenda są tej samej rasy i tej
samej religii; oboje mają lub uzyskają dyplom ukończenia studiów wyższych; ich
rodziny nie mają nic przeciwko sobie. Tym, co ich dzieli, jest po prostu to, że
znajdują się na różnych etapach swoich dróg do poszukiwania i realizacji
amerykańskiego snu. Neil jest absolwentem college'u, pracuje jako
urzędnik w bibliotece, ma skomplikowane relacje z otaczającym go światem. Jest
zarówno pozbawiony celu, jak i samoświadomy, inteligentny i wybredny, pochodzi
z klasy robotniczej i jest nadmiernie wykształcony. Nie mógłby bardziej różnić
się od Brendy, która jest studentką Radcliffe College i mieszka z bogatymi
rodzicami podczas wakacji w hrabstwie Westchester w stanie Nowy Jork. Para
spotyka się trochę przypadkowo. Wydaje się, że chłopakowi nie podoba mu się atmosfera
luksusu i fałszywej uprzejmości dziewczyny, ale „gryzie się w język” i zaprasza
Brendę na randkę. Ta dwójka szybko się do siebie zbliża, a Neil zostaje – nieco
niekomfortowo – pochłonięty dynamiką rodziny Brendy. W miarę rozwoju książki Goodbye,
Columbus konflikty między Neilem i Brendą się pogłębiają. Powieść subtelnie
stawia tę parę przeciwko sobie, gdy zaczynają doświadczać różnic wynikających z
dorastania (Brenda z pieniędzmi na przedmieściach, Neil w biedzie w mieście).
Cytaty
z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„Po
co jej pieniądze? Nawet nie wie, jak się nimi cieszyć.”
„Od
pierwszego roku na uczelni każda moja rozmowa kończy się wypowiedziami na temat
rodziców i jakie to okropne. Uniwersalny problem. Cały kłopot w tym, że oni o
tym nie wiedzą.”
„(…)
zrobiliśmy przegląd mebli, finansów oraz widoków na przyszłość i jedno jedyne,
co nam sprawiało przyjemność, to czysty powiew z zewnątrz, który przypominał,
że żyjemy, ale którym nie sposób było żyć.”
„Wiesz
mi, najwięksi ludzie w tym kraju ciężko pracowali. Nawet Rockefeller.”
„Jak
ja się ożeniłem, mieliśmy sztućce kupione na tandecie. A ten musi jadać na
złocie (…)”
„A
Bóg tylko się roześmiał, ten klown.”
„Trzeba
stosować psychologię. Właśnie dlatego posłałem dziecko na studia. Teraz, jeżeli
nie znasz trochę psychologii, to leżysz…”
„Wszystko,
co dobre w swoim życiu, mogę zliczyć na palcach!”
„Wierz
mi, szczęśliwym trzeba się urodzić!”
„Jaki
sens snuć marzenia o Tahiti, skoro nie ma się na bilet?”
„Chwała
Bogu, że święta (Rosz ha-Szana) są tylko raz w roku, bobym się przedwcześnie
zestarzała.”
Philip Roth w swoich książkach ukazuje życie
amerykańskich Żydów w XX wieku, będące ogniwem w nieodwracalnym procesie
historycznym. Żydowskość, żydowskie obyczaje, żydowskie wierzenia, żydowskie
ideały ukazane są u Rotha w stadium zamierania, wynaturzenia się i sublimacji.
Tutaj walkę z gettem obyczajowym i religijnym toczą sami Żydzi. Proces
historyczny wżarł się w ich sumienia. Ich rozdarcie wewnętrzne przybiera
ekstatyczność antycznej tragedii.
Czytelnik Polski może nie znać mikropowieści
Philipa Rotha Goodbye, Columbus. Środowisko Amerykańskich Żydów ukazane
w tej powieści ma już niewiele wspólnego z gettem opisanym przez innych
żydowskich pisarzy. Przede wszystkim – to nie jest jednolite środowisko, to
nawet nie jest już jedno środowisko. Neil Klugmann, młody intelektualista, jest
wykorzeniony z żydostwa, lecz nie zakorzeniony jeszcze w amerykańskim
kosmopolityzmie. Na rodzinę, ciotkę, emigrantkę z Europy i wuja, z którymi żyje
na co dzień, patrzy z ironią. Z tą samą ironią obserwuje rodzinę Patimkinów,
bogatych fabrykantów urządzeń sanitarnych, którzy zrealizowali amerykański
ideał sukcesu, zacierając związki ze środowiskiem, z którego pochodzą. Operacja
kosmetyczna prostuje im nosy i tryb życia, a studia dzieci na elitarnych
uniwersytetach otwierają im Amerykę Amerykanów. Miłość Neila i Brendy Patimkin
to miłość bez przyszłości. Roth z finezją psychologiczną ukazuje to wszystko,
co tę miłość z góry skazuje na nietrwałość. Żydowskość, ta żydowskość, która u
innych pisarzy jest czynnikiem wiążącym, tutaj staje się jeszcze jedną
przeszkodą, trudną do przezwyciężenia. Rodzice Brendy, znalazłszy dowód
łączących ich stosunków seksualnych, wytoczą właśnie stare, tradycyjne dla
żydowskiej obyczajowości racje (sponiewieranie ogniska domowego), aby
doprowadzić do zerwania i obumarcia uczuć Brendy i Neila. Klugmannowie i
Patimkinowie to dwa odległe światy. Przestrzeganie przez jednych i przez
drugich żydowskich obyczajów, świąt, to już tylko konwencja. Treści i sceny ich
życia są odmienne. Różnic społecznych nie zdoła usunąć wspólnota konwencji. Wie
o tym Brenda. Dowie się o tym Neil. Brenda wrośnie w Amerykę, zamerykanizuje
się bez trudu, nawet jej nazwisko figuruje na umywalkach i muszlach klozetowych
całego kraju. W Neilu pogłębi się kompleks wykorzenienia i obcości. Będzie
wśród podobnych sobie apatrydów Ameryki szukał uczuciowych związków. Sympatia,
którą darzy czarnoskórego chłopca, zakochanego w albumie Gauguina, jest
prefiguracją jego osamotnienia.
Goodbye, Columbus to przede
wszystkim opowieść o miłości, miłości do pewnego momentu szczerej – i ukazanej
z całkowitą szczerością (oczywiście artystyczną, nie „zwierzeniową”). Jest to
miłość pełna, cielesna w jakimś niemal klasycznym, helleńskim sensie; terenem
spotkań kochanków są bieżnie, boiska klubów sportowych, baseny pływackie. Tu
chłopak musi zaimponować dziewczynie, zyskać jej podziw i pełne fizyczne
oddanie. A jednocześnie jest to miłość czysta, wolna od pruderii i brudnych
toników obscenicznych. Roth powiedział bardzo wiele o miłości chłopca i
dziewczyny, (bardzo) po prostu nazwał pewne charakterystyczne dla obyczajowości
współczesnej sprawy, które w tradycji literackiej ujmowane były w sposób
konwencjonalny; już uchylenie tych konwencji i rozszerzenie pola realistycznej
obserwacji liczy mu się za zasługę pisarską.
Ale Roth powiedział znacznie więcej. Miłość jego bohaterów, chociaż szuka – jak każda miłość – odosobnienia, nie da się jej oderwać od ich kondycji, od ich egzystencji społecznej. Bohater Rotha – młody człowiek zatrudniony w bibliotece publicznej miasta Newark, jeżdżący starym modelem plymoutha i mieszkający w dzielnicy robotniczych domków – nie jest właściwą „partią” dla córki króla „Zlewów Kuchennych i Toaletowych”, wzbogaconego na wojennych dostawach urządzeń sanitarnych dla wszystkich budowli i koszar armii amerykańskiej, okrętów wojennych i lazaretów polowych. Należy teraz ten konflikt przedstawić w niezręcznym streszczeniu – u Rotha jest on zaznaczony delikatnie, paroma zaledwie kreskami: choćby owym niepokojem pana Patimkina przy obiedzie, że gość jego córki je tak mało, a człowiek, który je „jak ptaszek”, pewnie pracuje też „jak ptaszek”, choćby w owym powracającym na usta Brendy pytaniu, czy Neil wiąże swą przyszłość z biblioteką, choćby wreszcie w owych nieskładnych po pijaku, nie doprowadzonych do końca, a przecież aż nadto wymownych rozmowach w czasie ślubu brata Brendy, Rona.
Te rozmowy naprowadzają nas także na ślad
problemu zajmującego wiele miejsca w twórczości Rotha, chociaż w omawianej
opowieści nie podniesionego do rangi sprawy pierwszoplanowej; problemem tym
jest sytuacja środowisk żydowskich w społeczeństwie amerykańskim, środowisk w
dużym stopniu „w integrowanych” w to społeczeństwo, ale kultywujące swe
tradycje, a nieraz przeżywających konflikty charakterystyczne dla tak zwanego
procesu asymilacyjnego. Zainteresowanie Rotha tą problematyką ma nie tylko
osobisty charakter; było ono, w sytuacji literatury amerykańskiej, wykładnikiem
wrażliwości pisarza na problematykę społeczną. Ameryka z drugiej połowy XX
wieku, jak świadczą socjologowie, przeżywała okres względnej stabilizacji
społecznej – to nie były lata wielkiego kryzysu ani lata wojny światowej, kiedy
konflikty klasowe ujawniały się wprost i w znacznym natężeniu. Dziś wstrząsy i
pęknięcia społeczne, będące refleksami antagonizmu klasowego tkwiącego u
podstaw społeczeństwa, ale przesłoniętego konfliktem politycznym na linii
Demokraci i Republikanie (Joe Biden, Donald Trump), dają się dostrzec właśnie
na styku różnych narodowości składających się na mozaikę amerykańską, na styku
ras, a tym samym pochodzenia społecznego. Tu także szuka Roth szczególnego
odbicia problematyki społecznej. W innych jego utworach sprawy te widać
wyraźniej i rozwijają się one aż do natężenia konfliktowego; w Goodbye,
Columbus ortodoksyjne poglądy pani Patimkin są elementem tego samego
nuworyszowskiego mitotwórstwa, co obłędna egzaltacja Rona wsłuchującego się w
płytę z pamiątkowym nagraniem ofiarowaną wszystkim wychowankom uniwersytetu
Columbus w stanie Ohio, co wreszcie edukacja Brendy, którą rodzice wysyłają do
college’u w Bostonie, nawet nie w pobliskim Nowym Jorku (skoro już nie na
miejscu w Newark), ale dalej na północ, gdzie jest bardziej nobliwie. Natomiast
Neil walczy z resztą świata, aby rozwinąć własną tożsamość i wykroić dla siebie
wyjątkowe miejsce. Jako młody liberalny Żyd, torujący sobie drogę w
represjonowanej i konserwatywnej Ameryce lat pięćdziesiątych, jest oczywiste,
że Neil jest w opozycji do większości otaczającego go społeczeństwa.
Konsekwentnie zachęcany do asymilacji z kulturą, w której się znajduje, stara
się zrozumieć Brendę i jej rodzinę, którzy świadomie pozbywają się, a nawet
poddają się operacjom plastycznym, aby ukryć swoją żydowskość. Ale jednocześnie
pochodzi z rodziny zbudowanej na fundamentach wiary i inności kulturowej,
imigrantów którzy przybyli do Ameryki. Jako bibliotekarz, który całe swoje
młode życie spędził w Ameryce i ukończył filozofię, tradycyjne wartości jego
żydowskiej społeczności wydają się Neilowi równie obce jak nowobogackie życie
rodziny Brendy Patimkin.
Ciotka
Neila, Gladys jest uosobieniem postaci żyjącej w starym świecie, który pamięta
jeszcze z czasów sprzed przyjazdu do Ameryki. Ten świat ledwo wykracza poza
drzwi wejściowe jej domu i stara się zrozumieć, dlaczego Neil miałby szukać
lepszego życia. Jej panowanie nad domową kuchnią jest zarówno zabawne, jak i
symboliczne. Poglądy życiowe Gladys uosabia podawany w różnych godzinach inny
posiłek dla każdego członka rodziny, jeden po drugim. Jak mówi: „Jasne,
powinnam podawać cztery różne posiłki na raz?”. I nie doprawia swoich dań
pieprzem, ponieważ „słyszała od Galena Drake'a, że nie jest on wchłaniany przez
organizm”. Ciotka Gladys była zaniepokojona myślą, że wszystko, co podaje do
jedzenia, może przejść przez przełyk, żołądek i jelito tylko dla przyjemności.
Dla niej przygotowanie jedzenia, podawanie go i spożywanie należało do sfery
sacrum. Ale Neil należy już do nowego pokolenia, które przywiązuje większą wagę
do przyjemności płynącej z życia niż do tradycji, a to natomiast kłóciło się z
poglądami ciotki Gladys i rodzinną tradycją, którą ona reprezentuje.
Tytuł książki Goodbye, Columbus ma w
tekście podwójną proweniencję: jest zaintonowana na pamiątkowej płycie
podarowanej bratu Brendy po ukończeniu przez niego studiów w stanie Ohio, ale
pojawia się również we śnie Neila, w którym on i czarny chłopiec z biblioteki
wyruszają z Tahiti[1] Gaugina, podczas gdy żegnające ich kobiety krzyczą do
nich z brzegu: — „Żegnaj, Kolumbie”. Prawdziwymi odkrywcami Ameryki nie są
ludzie awansujący i zasymilowani, jak możemy to rozumieć, ale wyrzutkowie, czy
to ze względu na rasę, czy wrażliwość, pozycję społeczną i ekonomiczną. Sztuka,
jak wiedzą wszyscy jej poważni praktycy, to nie to samo, co robienie tego, na
co ma ochotę artysta. To tworzenie w „bólach”, który przypomina powstawanie
perły. Do tego dochodzi seks, który stanie się wielkim tematem w literaturze
Rotha, w tym przypadku oddala od siebie Neila i Brendę. Roth był i jest często
mylony, przez cenzuralną wrażliwość, zarówno religijno-konserwatywną, jak i
feministyczno-liberalną, ze zwykłym libertynem, ale nim nie był. Neil i Brenda
są z tego powodu postaciami dwuznacznymi, a sam Roth nie stoi wyraźnie po
stronie mężczyzny: kryzys w ich związku nadchodzi, gdy Neil namawia ją do
stosowania antykoncepcji, co odkrywa jej matka. Jeśli mamy tu do czynienia z
polemiką, z karzącymi czy purytańskimi poglądami Patimkinów, to po drugiej
stronie szali wartości znajduje się niepokojący element desperacji Neila. Para
nigdy szczerze i otwarcie nie rozmawia o społecznych różnicach ich rodzin, a
naleganie Neila na antykoncepcję jest jego sposobem na znalezienie drogi na
skróty do szybkiego małżeństwa. Pod koniec dowiadujemy się, że Brendzie było
„na rękę” znalezienie przez jej matkę diafragmy.
Początkowo może się wydawać, że Brenda daje
Neilowi szansę na wyrwanie się z robotniczej dzielnicy w której się wychowywał,
ale okazuje się, że nie oferuje mu tak naprawdę żadnego prawdziwego
rozwiązania. Dziewczyna jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu: jej zamożna
rodzina to idealni konsumenci ze wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami
narzuconymi Amerykanom z klasy średniej w latach pięćdziesiątych w XX wieku,
wciśniętymi do ich idyllicznego domu na wzgórzach, do tego Brenda jest
energiczną, wykształconą młodą kobietą z własnym budżetem domowym na własne
wydatki. Jest to jednak marzenie, które nie jest dla Neila, ponieważ chłopak
postanawia nie dokończyć asymilacji z tą idylliczną klasą średnią, która kiedyś
wyglądała tak kusząco. Asymilacja jest ważna w noweli na wiele sposobów. Jak
można się było spodziewać, u Rotha żydowskość znajduje się w centrum opowieści
i używa ironii, aby satyryzować niepokój związany z adaptacją, która wydaje się
upowszechniać u jego żydowskich bohaterach z klasy robotniczej. Poprzez swoje
ironiczne spojrzenie na elementy tożsamościowe, Roth po publikacji Goodbye,
Columbus został oskarżony przez środowiska konserwatywnych Żydów o
antyżydowskość. Był to zarzut, który był często powtarzany przez całą jego
karierę pisarską i który wydaje się pomijać niuanse tego, co miał na myśli
Philip Roth opisując zagubionych bohaterów w świecie, który był im
nieprzychylny i w którym nie mogli się odnaleźć.
Roth
rysuje również paralele między Żydami a innymi grupami mniejszościowymi, tak
jak to robi w swoich innych powieściach. Podczas swoich dyżurów w bibliotece
Neil spotyka młodego Afroamerykanina, który prawie codziennie przychodzi
popatrzeć na obrazy przedstawiające Tahiti w książce Gauguina. Wśród innych
pracowników biblioteki, Neil jest świadomy niepokoju związanego z obecnością
tego chłopca. Lecz kiedy skończyły się wakacje i chłopiec przestał przychodzić
do biblioteki Neil czuł pewne rozterki: „Dni płynęły wolno; nigdy już więcej
nie zobaczyłem czarnego chłopczyka i gdy któregoś dnia zajrzałem na półki,
Gauguina nie było, najwidoczniej szczękaty jegomość pożyczył go w końcu do
domu. Ciekawiło mnie, jak chłopczyk się zachowywał stwierdziwszy, że książki
nie ma. Czy płakał? Wyobraziłem sobie, że musiał mnie za to winić, ale zarazem
też zdałem sobie sprawę, że mieszam swój sen z rzeczywistością. Być może,
odkrył kogoś innego, Van Gogha, Vermeera… Ale nie, ci nie byli w jego typie.
Najprawdopodobniej machnął ręką na bibliotekę i wrócił do gry w palanta na
ulicy. Tym lepiej dla niego, myślałem. Jaki sens snuć marzenia o Tahiti, skoro
nie ma się na bilet?”. Otóż jest to opis wewnętrznych „ocenzurowanych” przez
psychikę przeżyć Neila z relacją z Brendą.
Miłość
sama w sobie jest rodzajem całkowitej asymilacji. Kochać w związku to tworzyć
więź z drugą osobą różną od nas, powstaje w ten sposób nowa ludzka hybryda.
Przy pomocy Neila, Roth zastanawia się, w jaki sposób poprzez związek jedna
osoba poznaje drugą i jak ważne jest, aby się dobrze poznać i kochać bez
wątpliwości. Fakt, że Neil kwestionuje własne powody, dla których kocha Brendę,
siedząc w kościele i czekając na nią, aż zostanie jej założona diafragma,
wskazuje, że ta miłość nie będzie trwała, a także łączy ideę miłości z
bezinteresowną religijną komunią człowieka i jego boga. Miłość Neila i Brendy –
jeśli w ogóle taka istniała – była miłością ekscytującą ale niepewną i obcą.
[1] Tahiti – wyspa w południowej części
Oceanu Spokojnego w archipelagu Wysp Towarzystwa (Wyspy Na Wietrze); największa
wśród wysp Polinezji Francuskiej, centrum polityczne, gospodarcze i kulturalne.
Pierwotna nazwa Otaheiti.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz