„Ostatnie
kuszenie Chrystusa”
Nikos Kazantzakis
Autor/
Urodził się w Heraklionie na Krecie, wówczas jeszcze pod panowaniem tureckim, w
rodzinie rolnika i sprzedawcy płodów rolnych. Wychowywał się na wsi wśród
chłopów, poznał ich dialekt i zwyczaje, co znalazło odzwierciedlenie w jego
późniejszej twórczości. Za datę jego urodzenia przyjmuje się 18 dzień lutego 1883 roku, wskazując, że
urodził się 30 dnia lutego 1883 roku (ta data spowodowana jest przejściem
Grecji w 1923 roku z kalendarza gregoriańskiego na juliański). Żądny wiedzy, zgodnie z wolą i życzeniem rodziców wyjeżdża na studia do Aten,
by na tamtejszym uniwersytecie studiować prawo. Po otrzymaniu tytułu doktora
praw, decyduje się wyjechać do Francji, gdzie w paryskiej College de France
studiuje filozofię u Henri Bergsona, którego wykłady (podobnie jak zetknięcie
się z filozofią Friedricha Nietzschego) wywrą istotny wpływ na jego późniejszą
twórczość. Nikos Kazantzakis umiera na skutek choroby 26 października 1957 w
szpitalu w klinice uniwersyteckiej we Freiburgu. Jego ciało zostało skremowane
i w związku ze sprzeciwem greckiego kościoła prawosławnego co do pochówku na
cmentarzu prawosławnym, złożone do grobu na szczycie weneckiego fortu Martinego
w Heraklionie na Krecie. Na pionowej płycie marmurowego nagrobka, powstałego w
latach 60. można zobaczyć napis (w wolnym tłumaczeniu): „Nie mam nadziei na
nic, niczego się nie boję, jestem wolny”.
Tłumaczenie/
Jan Wolff
Język
oryginału/ el Ο Τελευταίος Πειρασμός
Tematyka/
Mimo że w istocie jest to narracja
judeochrześcijańska, genialny grecki akcent autora jest głęboko odczuwalny w
każdym akapicie. Każde zdanie wydaje się starannie przemyślane, porównanie
precyzyjnie wyważone, a każda metafora — umieszczona z pełną świadomością jej
brzmienia i znaczenia. Porównania Nikosa mają niezwykłą siłę wyrazu. W istocie
mógłbym nazwać całe to dzieło antyprozaicznym. Nawet najprostsze
koncepcje, takie jak wschodzące słońce, otrzymują tak piękny, metaforyczny
kształt, że czytelnik pozostaje zdezorientowany wobec geniuszu autora. Nazwanie
Nikosa pisarzem byłoby krzywdzące — on jest malarzem słów. Laik może uznać, że
jego operowanie metaforą i symboliką bywa nadmierne, a nawet zbędne, jednak
odebranie choćby jednego z tych kunsztownych fragmentów oznaczałoby
ograniczenie wielkiego umysłu i potężnego głosu pokolenia greckich twórców —
autorów, którzy z taką swobodą operują językiem złożonym, o niezwykle szerokim
zasobie środków wyrazu. W obfitości metafor i porównań dostrzegamy nie
przesadę, lecz techniczną sprawność autora oraz mistrzostwo w posługiwaniu się
językiem.
Główny
motyw/ Poruszając duchowy wymiar książki,
czytelnik może spojrzeć wyłącznie w głąb własnego serca i swoich zmagań z
duchowością. Duchowość — słowo nadużywane do granic banału — przejęte przez
oszustów i szarlatanów. Nikos Kazantzakis bierze jednak pióro i uderza w samo
sedno tego pojęcia, w jego wieczne serce, badając tę walkę poprzez jej
najpełniejsze ucieleśnienie — postać Jezusa Chrystusa. W tej książce Chrystus
nieustannie zmaga się z pokusami ciała i walczy o wstąpienie ku duchowi.
Podążając śladami jego drogi, odnajdujemy w niej także własną, pierwotną
naturę, ujawniając nasze niedoskonałości i słabości. Każdy z nas codziennie
toczy walkę, by wypełnić w sobie „Ducha”; każdy z nas — ponieważ nie jest Synem
Bożym — doświadcza porażek. Piękno tej książki polega jednak na tym, że aż do
samego końca nie mamy pewności, czy nawet Chrystus odniesie zwycięstwo w tej
walce. Ukazany zostaje Chrystus wątpiący, chwiejny, pytający; widzimy uczniów
zagubionych oraz nadgorliwych rabinów. Obserwujemy Chrystusa, którego
przesłanie dojrzewa i zmienia się wraz z postępem jego drogi przez ewangeliczną
opowieść.
Cytaty
z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„Upijał
się, bluźnił, łajdaczył tylko po to, by przekonać nas, że jest grzesznikiem, a
nie tym, którego szukamy…”
„Wszystkie
twoje cnoty to córki strachu.”
„Przebiegły
diable, wiesz bardzo dobrze, że Bóg przebacza śpiewakom bez względu na to co
robią, bo po prostu kocha pieśni…”
„Co
mnie obchodzi Królestwo niebieskie? (…) Nie ziemię, nie królestwa tego świata —
chcę ocalić Magdalenę. To mi wystarczy!”
„Człowiekowi
nie mogą wyrosnąć skrzydła, dopóki nie stanie nad samą krawędzią przepaści!”
„Lepiej
być matką tego, który krzyżuje, niż ukrzyżowanego.”
„(…)
>naród wybrany<, >ziemia obiecana<, >królestwo niebieskie<,
>Mesjasz< — nic już nie przynosiło pocieszenia. Zbyt
długo żyli nadzieją, która zaczęła zmieniać się w rozpacz. Bogu się nie
spieszy, ale człowiekowi tak, a oni nie mogli już dłużej czekać.”
„Prawdziwy
głos Boga zawsze jest głosem wewnętrznym.”
„Gdyby
Bóg słuchał matek, zginęlibyśmy wszyscy w bagnie bezpiecznego, łatwego życia…”
„Głodu
nie trzeba się wstydzić, mój chłopcze, ani pragnienia, ani miłości.”
„Och,
ty biedaku, nie wiesz, że Bóg nie mieszka w klasztorach, ale w ludzkich domach!
Tam gdzie jest mąż i żona jest i Bóg; gdziekolwiek są dzieci i drobne
obowiązki, gotowanie, spory i pojednania tam też jest Bóg.”
„To
o pustynię chodzi, co! Też masz apetyt na ten piasek, tak? Gdzie masz oczy
chłopcze? Nie widzisz winnic, kobiet, słońca?”
„Źle mi się robi od słuchania o
Mesjaszu. Przychodzi jeden — ukrzyżowany. Przychodzi drugi —
ukrzyżowany.”
„Wszystko
jest w porządku tak długo, jak pozostaje to wśród słów.”
„Dziś
młodych ludzi uwiera własna skóra. Nie są ani ptakami, ani rybami, przypominają
latające ryby.”
„Młodość
jest jak choroba: przechodzi.”
„Im
więcej diabłów nosimy w sobie, tym większe mamy szanse, by stać się aniołami.”
„Kiedy
diabeł się zestarzeje, zostaje mnichem!”
„Jeśli
dokonamy jakiegoś dobrego lub, szlachetnego czynu, jeśli powiemy komuś dobre
słowo, Mesjasz przyśpiesza kroku i zbliża się do nas. Jeśli jesteśmy nieuczciwi
i źli, jeśli boimy się wszystkiego, Mesjasz odwraca się od nas plecami i
odchodzi.”
„(…)
prawo Boże jest jednakowe i dla ludzi i dla drzew. A jak się nazywa to prawo?
Czas.”
„Do
czego to doszło, skoro kazirodczy lubieżnik zabija świętych i deprawuje
ascetów!”
„Dwie
ścieżki wiodą do Boga: jedna z nich prowadzi poprzez rozum, druga przez serce.”
„Kłamstwa!
Kłamstwa! Mesjaszowi nie są potrzebne cuda. On sam jest cudem —
inne nie są potrzebne!”
„Wydał
z siebie triumfalny okrzyk: DOKONAŁO SIĘ! I zabrzmiało to tak, jakby
powiedział: Wszystko się zaczęło.”
W Ostatnim
kuszeniu Chrystusa Kazantzakis bezpośrednio nawiązuje do relacji
ewangelicznych, łącząc elementy mistycyzmu z niezwykle realistycznym
przedstawieniem biblijnych postaci, by wywrócić historię Chrystusa do góry
nogami. Bohaterowie Ewangelii zostają uczłowieczeni do stopnia, który niektórzy
uznali za bluźnierczy; wszyscy otrzymują ludzkie motywacje, z których nie
wszystkie są wzniosłe, a znane postacie z relacji ewangelistów: Piotr, matka
Chrystusa Maria, Maria Magdalena, a zwłaszcza Judasz — zostają ukazane w nowym
świetle. Główne epizody powieści opierają się na przekazach biblijnych, lecz
mają szczególny charakter filozoficzny, właściwy całemu dziełu Kazantzakisa. W
powieści każda pokusa, z którą mierzy się Jezus, przedstawiona jest jako walka,
w której bohater musi wybrać między „ciałem” a „duchem”, między uległością
wobec pragnienia odpoczynku od daremnego dążenia do ludzkiej doskonałości a
dążeniem do samospełnienia.
Fabuła
Ostatniego kuszenia Chrystusa luźno podąża za opowieściami
ewangelicznymi. Strukturalnie akcja koncentruje się na serii pokus, z których
większość ma swoje źródło w Ewangeliach. Ostatnia pokusa, której Jezus niemal
ulega, wisząc na krzyżu, stanowi ostateczną próbę jego wyboru „ducha” ponad
„ciało”: przez chwilę wyobraża sobie, że zostaje wybawiony od swojego losu, że
może żyć jak inni ludzie — z żoną i dziećmi — i dopiero dzięki heroicznemu
aktowi woli pokonuje pokusę oraz akceptuje własną śmierć jako część swego
przeznaczenia jako Zbawiciela. Kobiety w powieści, nawet matka Chrystusa, stają
się figurami pokusy ciała. Maria pragnie, by jej syn najpierw odciął się od
Rzymian, a następnie porzucił mesjańską „głupotę”, która zdaje się prowadzić
jedynie do konfrontacji z obcymi mocarstwami. Nieustannie namawia go, by
ustatkował się jako stolarz i ojciec. Gdy mówi się jej o szczególnej naturze
Jezusa, odpowiada: „Nie chcę, żeby mój syn został świętym… Chcę, żeby był
człowiekiem jak inni. Żeby się ożenił i dał mi wnuki. To jest po bożemu”.
Kazantzakis
poszerza znaczenie przypowieści ewangelicznych i kwestionuje utrwalone sposoby
ich interpretacji. Na przykład, opowiadając historię roztropnych i
nieroztropnych panien, pozostaje blisko biblijnego źródła aż do końcowego
momentu opowieści. W relacji św. Mateusza nieroztropne panny, które poszły
kupić oliwę, gdy przybył pan młody, wracają i wołają: „Panie, panie, otwórz
nam!”, na co słyszą odpowiedź: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. Jezus
kończy przypowieść jednoznacznym morałem: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia
ani godziny, w której przyjdzie Syn Człowieczy” (Mt 25,11–13). W wersji
Kazantzakisa Jezus opowiada zasadniczo tę samą historię aż do chwili, gdy panny
wracają i błagają o wpuszczenie. Wówczas jednak dramatyzuje ich prośbę: „Otwórzcie
drzwi! Otwórzcie drzwi! Otwórzcie drzwi!” — i w tym momencie przerywa opowieść.
Uśmiecha się. „A wtedy?” — pyta Natanael. — „Co wtedy, Rabbi, jak to się
skończyło?” Jezus w ujęciu Kazantzakisa nie formułuje żadnego morału. Zamiast
tego zwraca się do uczniów z pytaniem: „A co ty byś zrobił, Natanaelu?”, pyta,
wpatrując się w niego uważnie. „Co byś zrobił na miejscu pana młodego?”
Powtarza pytanie tak długo, aż Natanael w końcu odpowiada: „Otworzyłbym drzwi”.
Na to Jezus mówi: „Gratuluję ci, przyjacielu. W tym momencie, choć jeszcze
żywy, wkroczyłeś do raju. Pan młody zrobił tak, jak powiedziałeś”. Natychmiast
zostaje jednak wyzwany przez wójta wioski, który krzyczy: „Sprzeciwiasz się
prawu, synu Maryi!”. Jezus odpowiada: „To prawo sprzeciwi się memu sercu”. Dla
czytelnika znającego ewangeliczne źródło scena ta funkcjonuje podobnie jak
pierwotna przypowieść, lecz z wyraźnym, ironicznym odwróceniem perspektywy: to
właśnie tradycyjne Ewangelie zaczynają reprezentować „Stare Prawo”, przeciwko
któremu bohater Kazantzakisa stawia nową „ewangelię”, opartą jeszcze silniej na
ludzkiej relacji i współczuciu niż przesłanie Jezusa zapisane przez
ewangelistów. W tym ujęciu Kazantzakis wykazuje się największą odwagą
teologiczną, a sugestywna siła jego narracji prowadzi czytelnika do
opowiedzenia się po stronie bohatera i przyjęcia nowego przesłania zbawienia:
człowiek musi pomagać innym, jeśli ktokolwiek ma osiągnąć raj.
Potrzeba człowieczeństwa w interpretacji Judasza Iskarioty nie jest nigdzie tak widoczna, jak u Kazantzakisa. Podczas gdy ewangeliści przedstawiają Judasza jako słabego, egoistycznego tchórza, którego rozczarowanie Mesjaszem doprowadziło do zbrodni zdrady, Kazantzakis ukazuje go jako silnego kowala, fanatyka i zelotę — najpierw pełnego nadziei, że Jezus ustanowi królestwo polityczne, a następnie przepełnionego wiarą, że poprzez ukrzyżowanie i zmartwychwstanie wypełni On swoją mesjańską misję. Judasz Kazantzakisa jest najsilniejszym z Apostołów i jedynym, któremu Jezus bezpośrednio objawia drogę do zbawienia. Na krótko przed konfrontacją z Sanhedrynem i Poncjuszem Piłatem zabiera go na bok i mówi: „Ta ziemia, to królestwo szatana, zostanie zniszczone, a po nim przyjdzie królestwo niebieskie. Ja je sprowadzę. Jak? Poprzez swoją śmierć. Nie ma innej drogi”. Gdy Judasz wydaje się zdezorientowany i widzi, jak jego marzenie o politycznym buncie rozpływa się, Jezus dodaje: „Wytrzymasz, Judaszu. Bóg da ci tyle siły, ile będziesz potrzebował. Tak musi być: ja muszę zostać ukrzyżowany, a ty musisz mnie zdradzić. Razem musimy zbawić świat. Pomóż mi!”. Judasz zostaje zapoznany z tajemnicą Zmartwychwstania, ponieważ to on odegra kluczową rolę w doprowadzeniu do jego wypełnienia. To, co Kazantzakis dostrzegł w opowieści ewangelicznej, wzmacnia jego własne przekonanie, że Bóg potrzebuje człowieczeństwa: aby Chrystus mógł zostać ukrzyżowany i zmartwychwstać, najpierw musi zostać zdradzony. Zdrajca odgrywa zatem niezwykle istotną rolę w dziele zbawienia — rolę niemal równie ważną jak sam Mesjasz.
Na
pierwszy rzut oka takie odwrócenie tradycyjnego obrazu postaci wydaje się
herezją. W istocie Kazantzakis został poważnie skrytykowany przez greckich
biskupów prawosławnych, którzy rozważali jego ekskomunikę. Jeśli jednak
podejdzie się do tej powieści bez uprzedzeń, osiągnięcia autora w zakresie
charakterystyki postaci i eksploracji tematu wydają się szczególnie imponujące.
Przekonania Kazantzakisa o naturze człowieka i Boga najwyraźniej ujawniają się
w wewnętrznej walce jego bohatera, który jest zarazem Bogiem i człowiekiem.
Jego Chrystus to niechętny zbawiciel. Najpierw ukazany w wizji sennej, w której
widzi siebie ściganego przez „kusiciela”, Jezus nie jest heroicznym Mesjaszem,
lecz ubogim cieślą, którego „misja” prześladuje i nie pozwala mu oddawać się
cielesnym przyjemnościom. Jednym z jego pierwszych czynów jest zbudowanie
krzyża, na którym Rzymianie krzyżują zelotę, członka radykalnej grupy
żydowskiej dążącej do obalenia rzymskiego panowania. Podczas egzekucji tłum
wyśmiewa Jezusa za pomoc siłom okupacyjnym w ich brudnej pracy; nawet jego
matka jest zaniepokojona jego relacjami z Rzymianami i pragnie go od nich
odciągnąć.
Z
kolei wizję Boga jako czystego ducha wyraża sam Jezus w rozmowie z kobietą
Samarytanką przy studni. „Gdzie jest Bóg? Oświeć mnie” — pyta kobieta. Jezus
odpowiada: „Bóg jest duchem, a duchowi trzeba oddawać cześć w duszy”. W scenie
tej podkreślona zostaje ambiwalencja Jezusa, gdy kobieta dopytuje: „Czy ty
jesteś…?”. Jezus skłonił głowę na pierś, jakby wsłuchiwał się we własne serce i
oczekiwał, że ono udzieli mu odpowiedzi. Ambiwalencja Jezusa wobec własnej
misji widoczna jest również w innych fragmentach powieści. Przez znaczną jej
część Chrystus jawi się jako człowiek ścigany przez demona, człowiek, dla
którego każda chwila czuwania jest walką między ciałem a duchem. Dramat tego
wewnętrznego zmagania potęguje, z perspektywy czytelnika, nieustanne mieszanie
się w umyśle Chrystusa głosu Boga i Diabła; Bóg i Szatan zdają się pozostawać w
stanie wojny, której polem bitwy jest ludzka dusza Jezusa. Ucieka z domu, by
schronić się przed Kusicielem, lecz odkrywa, że wszędzie jest śledzony i
nękany. Szuka azylu w klasztorze[1], jednak umierający esseńczyk rozpoznaje w
nim Zbawiciela i wskazuje go jako swojego następcę — czego Jezus nie pragnie.
Przyciągany przez prostytutkę Marię Magdalenę, szuka pocieszenia w jej domu,
lecz zamiast zatracić się w zmysłowej rozkoszy, ostatecznie odchodzi również od
niej, po rozmowie o swojej misji. Choć inni, zwłaszcza apostołowie, gromadzą
się wokół Niego, wyczuwając w młodym cieśli coś niezwykłego, sam Jezus
niechętnie przyjmuje rolę Zbawiciela i nawet wtedy nie jest wolny od pokus świata.
Przez całe życie, a nawet na krzyżu, pokusy „ciała” pozostają obecne, próbując
odciągnąć Go od dzieła odkupienia.
Bohater
Ostatniego kuszenia Chrystusa jest zarazem Bogiem i człowiekiem, lecz
przez całą powieść Kazantzakis podkreśla człowieczeństwo Jezusa — często
kosztem utrwalonych wyobrażeń czytelnika o Jego boskiej naturze. Jezus
doświadcza pokus ciała i intelektu w sposób równie intensywny jak bohaterowie
powieści Fiodora Dostojewskiego czy D. H. Lawrence’a. Zmaga się z silnym,
niemal zwierzęcym pociągiem do Marii Magdaleny, pragnąc jej ciała tak samo, jak
pragnie ocalić jej duszę. Ucieka przed swoją misją, świadomy cierpienia, jakie
ona ze sobą niesie; chciałby być jak inni mężczyźni. Ostatecznie jednak
akceptuje swoje powołanie, poddaje się woli Boga i wypełnia swoje
przeznaczenie. Duch zwycięża nad ciałem, a ludzkość zostaje odkupiona przez
czyn bohatera. To właśnie jest ostateczne przesłanie, które Kazantzakis
przekazuje czytelnikowi we wszystkich swoich powieściach.
Nikos
Kazantzakis w swojej sfabularyzowanej wizji, opublikowanej w 1951 roku, stawia
pytanie o naturę Jezusa. Wydanie powieści wywołało liczne kontrowersje, a w
1954 roku Watykan przejściowo umieścił książkę w Indeksie ksiąg zakazanych. W
1988 roku Martin Scorsese zrealizował na podstawie tej powieści film z Willem
Dafoe w roli głównej; zdjęcia powstawały na pustyniach i w plenerach Maroko.
Siedemdziesiąt pięć lat później poważni teologowie również publicznie stawiają
te same pytania, m.in.: istnieje hipoteza, obecna zwłaszcza w nurtach
gnostyckich oraz we współczesnych interpretacjach alternatywnych, że Judasz był
najbardziej inteligentnym i duchowo przenikliwym spośród uczniów Jezusa. Według
tej koncepcji to właśnie on jako jedyny w pełni rozumiał naukę swego Mistrza i
sens Jego misji. W tej perspektywie Judasz nie działał z pobudek niskich czy
zdradzieckich, lecz wypełniał powierzone mu zadanie. Wydanie Jezusa miało
dokonać się na Jego polecenie, aby mogły się spełnić słowa Pisma i aby wypełnił
się plan odkupienia świata. Fundamentalne znaczenie przypisuje się tu słowom
zapisanym w Ewangelii św. Jana: „Co chcesz czynić, czyń prędzej” (J
13,27). W interpretacji dalekiej od ortodoksji słowa te nie są gorzkim
przyzwoleniem na zdradę, lecz mają charakter zachęty, a nawet swoistego
błogosławieństwa — ezoterycznego wezwania skierowanego do wybranego ucznia,
który jako jedyny rozumie konieczność nadchodzących wydarzeń. Skoro Jezus
wypowiada te słowa bezpośrednio do Judasza, zwolennicy tej interpretacji widzą
w tym dowód ścisłego porozumienia między nimi. W takim ujęciu sam akt zdrady
zostaje zakwestionowany — nie byłoby zdrady, lecz realizacja tajemnego i
dramatycznego planu zbawienia. Judasz nie zdradził Jezusa, lecz działał na Jego
życzenie w ramach misternie zaplanowanego dzieła zbawienia.
Taką
wizję przynosi tzw. Ewangelia Judasza — apokryficzny utwór odkryty w Egipcie,
spisany po koptyjsku najprawdopodobniej przez członków gnostyckiej sekty
kainitów w II wieku. Tekst ten znacząco odbiega od przekazu kanonicznych
ewangelii. Judasz nie jest w nim zdrajcą, lecz uczniem wyróżnionym — tym, który
przewyższy innych apostołów, ponieważ jako jedyny pojmuje prawdziwą, duchową
naturę Jezusa. Chrystus mówi do niego: „Przewyższysz ich wszystkich. Ale ty
poświęcisz ciało, które mnie okrywa”. W tej wizji Judasz wydaje Jezusa na
śmierć na Jego wyraźne życzenie — bez tego akt zbawienia nie mógłby się
dokonać. Niektórzy teologowie i autorzy idą jeszcze dalej, sugerując, że w
takiej interpretacji to właśnie Judasz — a nie Piotr — okazałby się uczniem
najwierniejszym i najodważniejszym. Zwracają uwagę, że Piotr trzykrotnie zaparł
się Jezusa ze strachu, podczas gdy Judasz — w tej alternatywnej wizji — miałby
świadomie przyjąć na siebie rolę znienawidzonego zdrajcy, godząc się na wieczne
potępienie w oczach ludzi. Gdyby rzeczywiście działał z polecenia Mistrza, jego
czyn należałoby rozumieć nie jako zdradę, lecz jako dramatyczny akt
posłuszeństwa. W tej logice to on, a nie Piotr, mógłby zostać uznany za
duchowego przywódcę wspólnoty.
Oczywiście
interpretacje te pozostają poza nauczaniem głównego nurtu chrześcijaństwa.
Tradycja katolicka, prawosławna i protestancka jednoznacznie mówi o zdradzie
Judasza oraz o jego osobistej odpowiedzialności za czyn. Piotr natomiast — mimo
swego zaparcia się Jezusa — staje się symbolem nawrócenia i przebaczenia.
Upadł, lecz się podniósł; zdradził ze słabości, lecz powrócił i został
umocniony w wierze. Warto także zauważyć, że wizerunek Judasza kształtował się
w określonym kontekście historycznym. W miarę jak rodząca się wspólnota
chrześcijańska oddzielała się od judaizmu, postać Judasza — jedynego z
apostołów noszącego imię bezpośrednio związane z Judeą — zaczęła symbolicznie
uosabiać zdradę. W późniejszych epokach obraz ten bywał niestety wykorzystywany
do podsycania antyjudaistycznych i antysemickich stereotypów, w których zdrada
stawała się cechą przypisywaną całemu narodowi. Współczesna teologia i badania
historyczne zdecydowanie odrzucają takie uproszczenia i podkreślają, że
odpowiedzialności jednostki nie wolno przenosić na całe wspólnoty. Dyskusja
wokół Judasza pozostaje więc jedną z najbardziej intrygujących debat w historii
chrześcijaństwa. Dotyka ona fundamentalnych pytań o wolność człowieka,
odpowiedzialność moralną, relację między Bożym planem a ludzkim wyborem oraz o
to, czy można mówić o „koniecznej zdradzie” w historii zbawienia. Postać
Judasza pozostaje dramatycznym symbolem — zarówno tajemnicy zła, jak i
niepokojącego pytania o granice ludzkiej interpretacji Bożych zamiarów.
Drugim
ważnym i zarazem kontrowersyjnym tematem jest kwestia zmartwychwstania Jezusa.
Ks. Eligiusz Piotrowski w 2022 roku opublikował monografię zatytułowaną Początki
wiary w zmartwychwstanie Jezusa: od Reimarusa do Ratzingera / Benedykta XVI.
Autor podejmuje w niej analizę rozwoju wiary w zmartwychwstanie — od
oświeceniowego racjonalizmu Hermanna Samuela Reimarusa aż po refleksję
teologiczną Josepha Ratzingera / Benedykta XVI. Problematyka ta pozostaje
kluczowa zarówno dla teologii dogmatycznej i fundamentalnej, jak i dla samej
wiarygodności chrześcijaństwa. Autor monografii ma świadomość, że w polskiej
przestrzeni teologicznej wciąż stosunkowo rzadko podejmuje się szeroką debatę
nad bogactwem interpretacyjnym wydarzeń paschalnych. W Polsce przez dziesięciolecia
dominował model duszpasterstwa koncentrujący się na religijności ludowej i
pobożności praktycznej. Prymas Stefan Wyszyński, działający w realiach systemu
komunistycznego, kładł nacisk przede wszystkim na ochronę tożsamości religijnej
i moralnej narodu. W konsekwencji refleksja bardziej krytyczna czy
historyczno-egzegetyczna nad zmartwychwstaniem nie była szeroko obecna w
debacie publicznej. W potocznym rozumieniu zmartwychwstanie interpretowane jest
najczęściej dosłownie — jako fizyczny powrót Jezusa do życia i opuszczenie
pustego grobu. W nurcie krytycznym pojawiają się jednak inne hipotezy.
Niektórzy badacze wskazują, że w praktyce rzymskiej skazańcy byli pochowani w
zbiorowych mogiłach, co prowadzi do pytania o historyczną kwestię grobu Jezusa.
Inni zwracają uwagę na semantykę greckiego słowa anástasis,
oznaczającego „powstanie”, „podniesienie”. W tej interpretacji zmartwychwstanie
nie musi oznaczać wyłącznie wydarzenia biologicznego, lecz może być rozumiane
jako wywyższenie Jezusa przez Boga oraz kontynuację Jego misji w historii.
„Sprawa Jezusa” nie kończy się na śmierci — Jego orędzie trwa w głoszeniu
uczniów i w powstawaniu wspólnoty.
Pojawia
się również pytanie o charakter objawień Zmartwychwstałego. Czy były one
doświadczeniami fizycznymi, mistycznymi, czy może wizjami rodzącymi się w
kontekście głębokiej traumy? W refleksji psychologicznej przywołuje się czasem
analogiczne zjawiska związane z doświadczeniem zbiorowej żałoby. Po
katastrofalnym trzęsieniu ziemi i tsunami w 2011 roku w japońskiej prefekturze
Miyagi Prefecture, szczególnie w mieście Ishinomaki, pojawiły się relacje
taksówkarzy o „pasażerach-duchach” — ofiarach żywiołu. Zjawisko to, opisywane
jako „duchy tsunami”, zostało przez specjalistów zinterpretowane jako forma
przeżywania zbiorowej traumy i próba radzenia sobie z ogromną stratą blisko 16
tysięcy osób. Niektórzy badacze stawiają więc hipotezę, że również uczniowie Jezusa
— przeżywając dramat ukrzyżowania — mogli doświadczać intensywnych wizji lub
przeżyć o charakterze religijnym, które interpretowali jako spotkania ze
Zmartwychwstałym. Tego rodzaju wyjaśnienia wpisują się w nurt
psychologiczno-historyczny. Z drugiej strony teologia chrześcijańska podkreśla,
że wiara paschalna uczniów nie ograniczała się do subiektywnego doświadczenia.
Wskazuje się na radykalną przemianę apostołów, gotowość do męczeństwa oraz
szybki rozwój wspólnoty jako argumenty przemawiające za tym, że byli oni
przekonani o realności spotkania ze Zmartwychwstałym. Debata ta pozostaje
otwarta i dotyka samego centrum chrześcijańskiej wiary: czy zmartwychwstanie
jest wydarzeniem historycznym w sensie empirycznym, wydarzeniem przekraczającym
historię, czy też symbolicznym językiem opisującym doświadczenie wiary? Spór o
zmartwychwstanie Jezusa nie jest jedynie akademicką dyskusją. To pytanie o to,
czym jest chrześcijaństwo: czy opiera się ono na wydarzeniu obiektywnym, czy na
interpretacji egzystencjalnej doświadczenia uczniów. Odpowiedź na nie w istocie
wyznacza granicę między klasyczną ortodoksją a nowoczesnymi próbami
reinterpretacji.
To,
co robi Nikos Kazantzakis, to oferowanie nam złożonego, wielowarstwowego,
pełnego szacunku i głęboko pokornego wglądu w wewnętrzne konflikty — nie tylko
jednostki, lecz całej ludzkości. W ten sposób Kazantzakis nie stworzył dzieła
przeznaczonego wyłącznie dla osób religijnych. Przeciwnie — wykracza on poza
doktryny i instytucjonalne ramy wiary, trafiając w samo sedno tego, czym
religia mogłaby być, gdyby została pozbawiona dogmatów: praktyką miłości,
nieustannym zmaganiem się z własną słabością i próbą scalania rozproszonych
fragmentów tożsamości. W tym sensie Kazantzakis triumfuje. Ostatnie kuszenie
Chrystusa to poruszający portret człowieka rozdartego między sprzecznymi
głosami wewnętrznymi, między powołaniem a pragnieniem zwyczajności, między
wizją a lękiem. Jezus ukazany przez Kazantzakisa doświadcza stanów granicznych —
halucynacji, zwątpienia, rozdarcia, które współczesne społeczeństwo mogłoby
interpretować jako zmaganie z depresją czy kryzysem psychicznym. A jednak to
właśnie z tej walki rodzi się siła zdolna poruszyć innych i zapoczątkować
duchowy ruch. To człowieczeństwo, a nie nadludzkość, staje się źródłem jego
duchowej mocy. Wymownym przykładem jest rozmowa Jezusa z kobietą, gdy pragnie
on ukryć się przed światem w klasztorze esseńczyków: „Och, ty biedaku, nie
wiesz, że Bóg nie mieszka w klasztorach, ale w ludzkich domach! Tam, gdzie jest
mąż i żona, tam jest i Bóg; gdzie są dzieci i drobne obowiązki — gotowanie,
spory i pojednania — tam także jest Bóg.” „To o pustynię chodzi, co? Też masz apetyt na
ten piasek? Gdzie masz oczy, chłopcze? Nie widzisz winnic, kobiet, słońca?” Ten
fragment doskonale oddaje jedną z najważniejszych idei powieści: świętość nie
polega na ucieczce od świata, lecz na odwadze przeżywania go w pełni. Bóg nie
jest obecny wyłącznie w ascezie, lecz także — a może przede wszystkim — w
codzienności, relacjach, pracy, konflikcie i pojednaniu. Kazantzakis proponuje
więc wizję duchowości radykalnie ludzkiej — nie czystej, nie doskonałej, lecz
prawdziwej. I właśnie dlatego jego dzieło pozostaje tak prowokujące, a zarazem
tak aktualne.
[1] W czasach Jezusa (I wiek n.e.) nie
istniały klasztory w rozumieniu chrześcijańskim, jakie znamy z późniejszej
historii. Jednakże, istniały żydowskie wspólnoty ascetyczne, które żyły w
sposób przypominający późniejszy monastycyzm (samotność, celibat, wspólna
własność, modlitwa).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz