13 lipca 2026

ZŁUDA

 

„ZŁUDA”

Carmen Laforet

Autorka/ (ur. 6 września 1921 w Barcelonie, zm. 28 lutego 2004 w Madrycie) –  hiszpańska powieściopisarka i nowelistka, najbardziej znana z głośnej debiutanckiej powieści Złuda. Dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w okresie wojny domowej na bezpiecznych Wyspach Kanaryjskich, gdzie kształciła się w Las Palmas. Po powrocie do Barcelony (1940) studiowała na tamtejszym uniwersytecie filozofię i literaturę. Następnie (1942) przeniosła się do Madrytu, gdzie studiowała prawo. W 1944 odniosła niespodziewanie wielki sukces literacki swą pierwszą powieścią Złuda, za którą przyznano jej Nagrodę im. Eugenio Nadala.

Tłumaczenie/ Kalina Wojciechowska

Tytuł oryginału/ es Nada

Tematyka/ Uważana za jedną z najlepszych hiszpańskich powieści XX wieku Złuda ma zapewnione miejsce wśród wielkich klasyków współczesnej literatury europejskiej. Swego czasu temat tej powieści był nowatorski i odważny, ukazywał bowiem brudne, złowrogie środowisko wielkiego miasta i stosunki rodzinne naznaczone nieufnością i egoizmem. Powieść postrzegano nawet jako alarmistyczną. Mimo zastosowania w utworze prostej fabuły i tradycyjnej struktury czasu młoda, 23-letnia autorka dała dowód swego talentu, tworząc nastrój, w którym dominują plugawe namiętności, przemoc i nienawiść –  przerażające dla głównej bohaterki, Andrei.

Główny motyw/ Andrea, pełna nadziei i złudzeń, podróżuje do Barcelony, by studiować filozofię i literaturę. Mieszka w domu swojej babci z krewnymi matki, niezdolnymi do okazywania uczuć oraz pozbawionymi psychicznej i moralnej równowagi. Miłośnik muzyki Roman to groźny maniak zamieszany w przemyt, który kończy się samobójstwem; niespełniony malarz okazuje się tyranem znęcającym się nad swoją żoną, a niezrównoważona Angustias tłumi swoje frustracje w klasztorze. Niesprzyjające okoliczności powodują, że Andrea ma poczucie długu wobec osób, które ją przygarnęły.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Wszystko wydawało się niezgodne z moją wyobraźnią (…).”

„Przyjemnie jest patrzeć, jak śpią ci, których się kocha.”

„Tykanie zegarka budzi dziś we mnie mocniejsze wzruszenie niż wycie wiatru wśród skał.”

„Po raz pierwszy odczułam, choć tego nie rozumiałam, że zainteresowanie, które wzbudza jakaś osoba, i szacunek to dwie rzeczy, nie zawsze idące w parze.”

„Tak, czasami myślę, że przyjaźń jest lepsza niż uczucie rodzinne. Czasami można się bardziej przywiązać do kogoś zupełnie obcej krwi.”

„Któż jest na tym pięknym i plugawym świecie dość interesujący, żeby go ścierpieć?”

„Nie będziesz nic potrzebowała, kiedy ten dom i jego sprawy przytępią twoje uczucia…”

„Barcelona! Taka wspaniała i taka bogata, a jednak jak ciężkie tu może być życie!”

„Mnie się podobają ludzie, którzy patrzą na życie inaczej niż wszyscy, którzy mają inny sąd o rzeczach niż większość ludzi…”

„(…) człowiek porusza się zawsze w tym samym kręgu osób, choćby nie wiem ile robił obrotów.”

„Kto może zrozumieć tysiące nici, które łączą ludzkie dusze, i pojąć, dokąd sięgają słowa?”

„Może sens życia dla kobiety polega wyłącznie na tym, że ktoś ją odkryje, spojrzy na nią w taki sposób, że ona sama poczuje się ładna i promienna? Nie na patrzeniu, nie na słuchaniu cudzych słów, lecz na przeżywaniu własnych uczuć i wrażeń, własnych rozpaczy i radości. Własnej złości lub dobroci…”

„Większe tragedie rozgrywały się obok mnie, a mimo to pozostałam wobec nich obojętna aż do szyderstwa.”

„Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że wszystko ma dalszy ciąg, szarzeje, niszczy się jeszcze za życia. Że nasza historia kończy się dopiero ze śmiercią z rozkładem ciała…”

Wojna domowa dobiegła końca, ale Hiszpania nadal cierpiała z powodu jej następstw, gdy Andrea przyjechała do Barcelony ze swojego prowincjonalnego miasteczka, aby studiować literaturę na uniwersytecie. Była zafascynowana aurą tego magicznego miasta, ponieważ miała tylko mgliste dziecinne wspomnienia z wcześniejszych wizyt u swoich bogatych krewnych. Nic nie mogło tak uspokoić i zachwycić jej wyobraźni, jak to miasto gotyckie, wynurzające się ponad wilgotnymi domami zbudowanymi bez żadnego stylu pośród czcigodnych kamieni, powleczonych już uroczystą patyną wieków, jakby i one zaraziły się pięknością bazyliki Sagrada Familia. Była sierotą, żyjącą ze skromnego stypendium przyznanego jej przez państwo, aby umożliwić jej naukę. Kiedy przybyła do domu babci w środku nocy, odkryła, że rodzina nie jest już bogata – wręcz przeciwnie. Dom był stary, zaniedbany, brudny, przepełniony meblami i bibelotami, reliktami tego, kiedy rodzina była właścicielem całego domu, zanim musieli podzielić go na dwie części i sprzedać drugą połowę. Rodzinę otaczała taka sama gotycka aura, jak ich dom. Babcia była bardzo stara i słaba, a jej umysł zaczynał zawodzić. Ciotka Angustias była surową religijną dewotką, zdeterminowaną, aby utrzymać standardy przeszłości, nalegając, aby Andrea była jej posłuszna we wszystkim. Dwaj synowie babci, Juan i Roman, wydawali się być w nieustannej walce, która często prowadziła do dość ekstremalnej przemocy, nie tyle wobec siebie, co do najbliższych, na przykład Juan wyładowywał swój gniew i frustrację na swojej żonie, Glorii, którą rodzina uważała za społecznie niższej klasy. W rodzinie panowała ogólna atmosfera szaleństwa – tylko Gloria, outsiderka, wydawała się twardo stąpać po ziemi. W ciągu następnego roku Andrea stopniowo poznaje sekrety każdego członka rodziny i zaczyna rozumieć, co doprowadziło ich do obecnego stanu, rozkładu i wzajemnego antagonizmu.

Książka była napisana pod ograniczeniami wciąż nowej dyktatury generała Franco, dlatego Carmen Laforet unika w niej jawnej dyskusji na temat polityki i wojny domowej, samego ówczesnego reżimu, ale wyraźnie pokazuje deprywację i ubóstwo, z którymi borykało się w tym czasie wielu Hiszpanów. Pokazuje jednak również, że nie jest to żadne usprawiedliwienie – wiele rodzin radziło sobie w tej nowej rzeczywistości dość dobrze nie popadając w żadną patologię. Autorka jakby sugeruje nam, dlaczego bracia Ramon i Juan wybrali złą stronę w wojnie domowej, i chociaż Juan próbował temu zaradzić, zmieniając strony konfliktu, ale dopiero wtedy, gdy stało się jasne, kto okaże się zwycięzcą w tej bratobójczej wojnie. Autorka nie wydaje własnego osądu na temat tego, kto miał rację, a kto nie, ale intrygujące jest to, dlaczego posiada aż tak negatywne zdanie na temat upadającej rodziny, która przed wojną była bogata i szanowana. Jest znacznie mniej cyniczna w stosunku do ludzi, którzy radzili sobie całkiem dobrze pod rządami frankistów. Czy można wyczytać w powieści coś więcej niż tylko to, że autorka chciała, aby książka przeszła przez cenzurę? Nie jestem w stanie tego ocenić.

Barcelona w powieści jest fascynująca, jednak zimna i wymagająca. Obnażona. Odarta z bezkrytycznego przeżywania i magii zaułków. Miasto przypomina bohaterkę książki, samotną, pokrzywdzoną młodą dziewczynę z andaluzyjskiej prowincji, która po śmierci matki przyjeżdża do Barcelony na studia w poszukiwaniu siebie, z nadzieją na szczęśliwą odmianę losu. I tak oto przez całą powieść śledzimy niezwykle trudną walkę o siebie: emigrantka w starciu ze swoimi zupełnie nowymi emocjami, a wszystko to w scenerii miasta, którego mroczne tętno jest zarówno przygodą, jak i ogromnym wyzwaniem. Sama pisarka w późniejszych wypowiedziach przyrównuje Barcelonę do książki, która wydaje się tworzyć całość, ale gdy się ją otwiera, rozpada się.

Jedną z silnych przyjaźni Carmel Laforet była jej relacja z Karoliną Babecką, polską emigrantką. Ojciec Babeckiej był Polakiem, matka pochodziła z Katalonii. Na początku wojny cała rodzina uciekła do Barcelony, gdzie Polka zajmowała się szpiegowaniem przeciwko Niemcom i pomocą w ucieczkach polskich żołnierzy, które organizowali funkcjonariusze polskiego konsulatu honorowego. Choć Złuda jest powieścią fikcyjną, zawiera elementy autobiograficzne i w przyjaźni Andrei, bohaterki powieści z Eną można się dopatrzeć inspiracji relacją pisarki z Karoliną Babecką. Bohaterka książki, mimo że ma zapewniony dach nad głową, skazana jest na obłęd i dziwactwa dalszej rodziny z ulicy Aribau, u których zamieszkuje. Jej entuzjazm spowodowany wrażeniami z nowego miasta opada i zaczyna się zmieniać w pesymizm i zgorzknienie. Przyjaźń z Eną jest dla niej wybawieniem od toksycznego środowiska, a sama Ena wzorem do naśladowania. To dzięki nowej bratniej duszy na nowo rodzi się w niej optymizm i chęć odkrywania miasta, przyjaciółka wprowadza ją w nowe środowisko uniwersyteckie i dodaje życiu blasku. Choć spośród głównych bohaterek Złuda tylko Andrea jest emigrantką, której poczucie wyobcowania zostaje nakreślone z wielką siłą, pisarka i jej polska przyjaciółka znalazły się w podobnych okolicznościach, choć z różnych powodów. Babecka uciekła wraz z rodziną przed wojną, Laforet przed macochą, która „przez swoją okrutną zazdrość nie pozwalała nawet na chwilę pobytu ojca z córką sam na sam”. Stały się nierozłączne.

Książka uważana jest za klasykę literatury egzystencjalnej i część hiszpańskiego tremendyzmu, który najwyraźniej charakteryzował się tendencją do podkreślania przemocy i groteski. Warto poznać, czym jest ten styl literacki, ponieważ z pewnością groteskowość i przemoc w książce nabiorą dla nas większego sensu. Jeśli chodzi o egzystencjalizm, to dla wielu bohaterów niewątpliwie istnieje egzystencjalny niepokój, ale sama Andrea wydaje się być nietknięta – przez większość czasu czuje się bardziej obserwatorem niż samą uczestniczką i mimo młodego wieku często wydaje się bardziej dorosła niż dorośli wokół niej. Istnieje również poczucie absurdu, które w jakiś sposób sprawia, że przemoc wydaje się niemal groteskowa, dzięki czemu nie jest tak ponura w tonie, jak sugeruje gotycka treść. W rzeczywistości przez większość czasu przewija się przez nią dość silna tendencja do czarnego humoru. 


Nie jestem pewny, czy naprawdę w pełni zrozumiałem tę książkę – czytelnikom, którym brak jest znajomości konwencji zarówno egzystencjalizmu, jak i tremendyzmu, książka może sprawić trochę trudności w zrozumieniu, można przegapić wiele niuansów, które byłyby jaśniejsze dla ludzi przesiąkniętych tymi szkołami, a niezbędna ostrożność Laforet wokół ówczesnej polityki utrudnia nam czytelnikom umieszczenie jej w politycznym spektrum, co oznacza, że nie możemy do końca powiedzieć, jak stronnicze były jej przedstawienia różnych części społeczeństwa, które występują w powieści.

Podobała mi się groteskowa rodzina, ich walki i rywalizacja, i chociaż myślałem, że Laforet nie daje nam wiele obrazów z codziennego życia Barcelony, zamiast tego przywołuje atmosferę niemal halucynacyjnej, nieco koszmarnej nierzeczywistości, która moim zdaniem była bardzo skuteczna w symbolizowaniu miasta pogodzonego z następstwami wojny, w której obywatele walczyli i zabijali się nawzajem na ulicach zaledwie kilka lat wcześniej. Nie ma poczucia powrotu do status quo sprzed wojny – Andrea wydaje się być uosobieniem nowego pokolenia patrzącego z zainteresowaniem na przeszłość, ale bez chęci jej ponownego przeżywania. Książka została napisana w 1945 roku, wciąż zbyt wcześnie, aby ktokolwiek mógł wiedzieć, jak rozwinie się powojenna Hiszpania, a to poczucie niepewności wydaje się być uchwycone w braku wizji Andrei na temat jej własnej przyszłości.

Widzimy przepaść, która oddziela bogatych od biednych, a rodzina Andrei zalicza się do tej drugiej kategorii. Żyli w brudzie, w ciasnocie i powoli dokańczali swój biedny żywot. Ale czytelnik ma wrażenie, że ich ubóstwo jest ich własnym dziełem. Mieszkańcy małego mieszkania przy ulicy Calle de Aribau są aktorami w makabrycznym, współzależnym dramacie. Sadystyczny i manipulacyjny wujek Roman to planeta, wokół której inni krążą jak droga asteroidów, zderzają się i rozbijają, co wprawia go w rozbawienie. Istnieje też szalony wujek Juan, oraz Gloria jego maltretowana żona i ich dziecko (zawsze jakby na skraju śmierci); do tego pobożna i obłudna ciotka Augustias; groteskowa pokojówka Antonia, niewolniczo oddana Romanowi; niejasna, słodka babcia Andrei. Złuda wydaje się być opowieścią gotycką.

Dom jest pełen napięć i walk, często z powodu starych nieporozumień, które rozciągają się przez wiele lat. Podłoże artystycznej i romantycznej zazdrości napędza konflikt Romana i Juana, ponieważ Roman był kiedyś w romantycznym związku z Glorią. W końcu ciotka Angustias ucieka z domu, przenosząc się do klasztoru, aby nie być świadkiem nieporozumień oraz aby uniknąć konfrontacji z powodu sekretu o długotrwałym, niefortunnym romansie z żonatym mężczyzną. Andrea dowiaduje się o podejrzanych działaniach członków swojej rodziny. Podąża za swoim wujkiem Juanem, który pewnej nocy zaczął śledzić Glorię, która poszła do baru swojej siostry tylko po to, aby ją prosić o pożyczenie pieniędzy na lekarstwo dla dziecka. Tam dowiadują się, że większość pieniędzy, które Juan rzekomo zarobił na sprzedaży swoich obrazów, została faktycznie zarobiona przez „hazard” Glorii w barze, z sugestią, że wspomniany „hazard” jest prawdopodobnie przykrywką dla prostytucji Glorii. Tymczasem Roman zarabia pieniądze, nielegalnie sprzedając towary na czarnym rynku.

Na uniwersytecie Andrea zaprzyjaźnia się z zamożną i charyzmatyczną młodą dziewczyną o imieniu Ena. Chociaż ich różnica w statusie społecznym tworzy lekkie niedopasowanie między dwiema dziewczynami, stają się bardzo sobie bliskie. Rodzice Eny często zapraszają Andreę na kolację, Andrea z ochotą dołącza do Eny i jej chłopaka Jaime do wspólnych  wycieczek. Chociaż Ena kocha Jaime, w końcu zrywa z nim, ponieważ ma inny plan, chce zostać kochanką wuja Andrei, Romana. W dalszej części powieści matka Eny ujawnia, że spotykała się z Romanem, gdy była młodą dziewczyną. Andrea w końcu dowiaduje się, że związek Eny z Romanem jest wykorzystywany tylko do zemsty za złe traktowanie jej matki wiele lat temu. Związek Eny z Romanem sprawia, że z czasem przyjaciółki oddalają się od siebie. Po jakimś czasie Andrea zaprzyjaźnia się z kolegą ze studiów. Pons (bo tak ma na imię ten chłopak) należy do grupy młodych artystów i filozofów z barcelońskiej bohemy, z których wielu wywodziło się z bogatych i inteligenckich rodzin. Gdy Andrea zbliża się do grupy, zdaje sobie sprawę, że Pons jest w niej zakochany. Dziewczyna dostrzega w tym szansę dla siebie, przecież tą znajomość może wykorzystać do ucieczki od życia w tej zaburzonej i niebezpiecznej rodzinie. Ostatecznie postanawia porzucić grupę znajomych, ponieważ zaczyna postrzegać ich jako pretensjonalnych, rozczarowujących i próżnych. „Jedni rodzą się, żeby żyć, inni po to, aby pracować, a jeszcze inni, żeby przyglądać się życiu. Mnie przypadła mała i przyziemna rola obserwatora. Nie sposób wyjść z tego kręgu. Nie sposób się wyzwolić. Straszne cierpienie było dla mnie w tej chwili jedną rzeczą realną” — stwierdza Andrea.

Warto w tym miejscu otworzyć nawias: dominujący współcześnie sentymentalny skrypt narracyjny może się wydawać zaskakujący, biorąc pod uwagę fakt, że pisarstwo kobiet w Hiszpanii ma ciekawą „buntowniczą” tradycję, zapoczątkowaną w latach powojennych właśnie przez Carmen Laforet. Laforet wprowadziła do literatury nowy typ bohaterki, odbiegający od miłosnych narracji pisanych i powszechnie czytanych przez kobiety w latach 40.  XX wieku. Bohaterka Złudy, Andrea, jest myślącą samodzielnie, niezależną młodą kobietą, która nie godzi się na podporządkowanie swojego życia tradycyjnym wzorcom, rysującym się jako alternatywa między mieszczańskim małżeństwem a religijną rezygnacją.

Pluskwy atakują pokoje, a postacie mają przebarwione zęby; dziecko Glorii prawie umiera na zapalenie płuc, chorobę niedożywionych. Są to przebłyski poważnych niedostatków, które, jak twierdzi historyk Miguel Ángel del Arco Blanco, Franco wykorzystał do konsolidacji swojej władzy. Pod rządami Franco dzieła literackie podlegały ścisłej cenzurze egzekwującej konserwatywne wartości i faszystowską narrację wojny domowej. Jak to czasami bywa ze sztuką tworzoną w ograniczonych okolicznościach, społeczna i polityczna krytyka osadzona w powieści Laforet jest tym bardziej niezwykła, biorąc pod uwagę jej twórczą grę z tym, co można, a czego nie można powiedzieć bezpośrednio. Poza rozproszonymi odniesieniami do wojny rzadko wymienia się sytuację polityczną. Jednak atmosfera jest przytłaczająca: ze ścian sączy się wilgoć, żaluzje zasłaniają światło dzienne. Nawet samo powietrze jest ciężkie. Życie rodzinne to gotycki koszmar, replikowany za tysiącem „zaciemnionych balkonów” w Barcelonie i poza nią.

To mieszkanie i inne podobne, to „nawiedzone” domy zamieszkane przez „duchy” dawnej przemocy – ale także przez ocalałych. Wojna domowa nastawia sąsiada przeciwko sąsiadowi, brata przeciwko bratu. Próbują żyć obok siebie, pozornie nierozwiązywalny konflikt między Juanem i Romanem pokazuje, jak przemoc można ujarzmić lub udomowić, a mimo to wciąż bąbelkuje pod powierzchnią. Dla Andrei jedyną ulgą od duszącego mieszkania jest uniwersytet. Tam zaprzyjaźnia się z ludźmi w jej wieku, którzy zapewniają komfort psychiczny z dala od upiornego świata, w której żyje jej rodzina. W bezbronnej z pozoru dziewczynie drzemie jednak siła, która chroniła ją przed rozpaczą i żądzą zemsty za doznane upokorzenia i krzywdy.

Istnieje pewnego rodzaju fabuła, odnosząca się do wujów i ich przeszłości, a także jest to rodzaj historii o dojrzewaniu Andrei. Ale obie te rzeczy są drugorzędne w stosunku do ogólnego charakteru książki – polityka ciąży nad powieściowym światem niby złowieszcza cisza; jest jak złośliwy nowotwór, który toczy i niszczy wszystko bez wyjątku: zatęchły uniwersytet, skostniałe mieszczańskie rodziny, kryjące moralną zgniliznę pod pancerzem dobrych manier, zagubionych młodzieniaszków, którzy nie wiedzą co robić i dokąd się zwrócić, by uciec z tego piekła nudy, ograniczeń, lęków, prowincjonalnych uprzedzeń i niesłychanego zamętu. Przeczytałem książkę już jakiś czas temu i utkwiła mi w pamięci, rosnąc w siłę, im więcej o niej myślałem, stopniowo zacząłem ją bardziej doceniać i rozpoznawać, dlaczego jest uważana za klasykę najwyższej jakości.