25 października 2025

Opowiadania bizarne

 

 „Opowiadania bizarne„

Olga Tokarczuk 

Autorka/ urodziła się 29 stycznia 1962 roku w Sulechowie. Jest polską noblistką, pisarką, eseistką, poetką i autorką scenariuszy, a także psychoterapeutką. Ukończyła Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Po studiach zaczęła pracę jako psychoterapeutka w poradni zdrowia psychicznego w Wałbrzychu. Wszystko to wywarło duży wpływ na jej późniejszą twórczość literacką. Olga Tokarczuk zadebiutowała na łamach pisma „Na przełaj” w 1979 roku. W 2018 roku została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Kilkakrotnie była nominowana do Nagrody Literackiej „Nike”. Do tej pory otrzymała dwie statuetki za powieść Bieguni oraz Księgi Jakubowe. W 2018 roku została laureatką The Man Booker International Prize. Tę prestiżową nagrodę przyznano jej za powieść Bieguni. W 2022 roku po raz kolejny została nominowana do tego wyróżnienia. Tym razem za powieść Księgi Jakubowe.

Tytuł oryginału/ pl Opowiadania bizarne

Tematyka/ Czym jest tytułowa bizarność, której autorka przygląda się uważnie, obchodząc ją ostrożnie z wielu stron? W języku angielskim i francuskim słowa tego używa się na trudno uchwytną dziwaczność, nietypowość danej rzeczy bądź sytuacji. Trudno jednak o bezpośrednią definicję, dlatego najlepiej sięgnąć po metaforę – w tym przypadku przestrzenną. Bizarność to kondycja, w którą popada rzeczywistość w miejscach granicznych i stanach przejściowych, gdzie słabną oddziaływania rozmaitych, często przeciwstawnych sił. W opowiadaniu Zielone dzieci, które rozgrywa się na XVII-wiecznym Wołyniu, takim miejscem są rubieże targanej wojnami Rzeczpospolitej, tereny odległe od zachodnich stolic rozumu i porządku.

Główny motyw/ Zbiór otwiera opowiadanie Pasażer. Tytuł nawiązuje nie tylko do sytuacji fabularnej, rozmowy dwóch pasażerów w samolocie. Każdy ma też własnego pasażera w sobie. Takiego na stałe. To opowiadanie o tym, że siedzi w nas jakiś lęk. O tym, że czasem najbardziej boimy się siebie. O samotności, niezrozumieniu, o zakątku w każdym z nas, który jest ciemny, do którego nikt nie ma dostępu. Możemy szukać u ludzi ratunku, możemy próbować kogoś wpuścić, szukać ukojenia. Ale nic to nie daje. Nie ma ucieczki od tego lęku, ani od samego siebie. Rozmówcy w zakończeniu zapadają w sen „ukołysani basowym mruczeniem silników”. Zastanawiam się – być może człowiek, który odrzuca duchowość, nie zakłada, że istnieje taka „opcja” jak zbawienie, ktoś taki jak Zbawiciel, jest w pewnym sensie skazany na zapadanie w swego rodzaju trans, by chwilowo zapomnieć. Bo nie ma kogoś, kto tę ciemność, lęk, zło może zabrać, pokonać.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

Zielone dzieci

„Całe wsie popalone, pola zryte, zamienione w ugory, wyrastające wszędzie szubienice, jakby temu tylko służyć miała sztuka ciesielska – budowaniu narzędzi mordu i zbrodni.”

„Ogień tylko i miecz mają tu zatrudnienie.”

„Pole działania natury jest ogromne, o wiele większe niż skromne poletko człowieka.”

„Każda pożoga sprawia, że natura odbiera to, co człowiek jej zabrał, a także odważnie sięga po same istoty ludzkie, próbując przywrócić je do stanu naturalnego.”

„(…) życie bez świadomości istnienia Boga – mogło być prostsze i nie trzeba by stwarzać sobie tych dręczących pytań: Dlaczego to Bóg pozwala na tak wielkie cierpienie całego stworzenia, skoro jest dobry, miłościwy i wszechmogący?”

Szwy

„Stare klepsydry zawsze spieszą.”

Prawdziwa historia

„Dzisiejsze zakupy przypominają raczej grzebanie w śmieciach.”

Transfugium

„(…) emocje zawsze są prawdziwe, nieprawdziwa może być ich przyczyna.”

„Żal to jest dziwna, zupełnie nieracjonalna emocja. Nic już nie zmieni. Niczego nie odwoła. Należy do tych daremnych i płonnych uczuć, z których nie ma żadnego pożytku.”

„Stypa, wesele… Jedzenie zawsze jest radosne.”

Góra Wszystkich Świętych

„(…) teraz ludzie są tacy zwyczajni i nie wystarcza im siły, by zmienić świat na dobre.”

„Wiemy dziś, że człowiek rodzi się jako bomba różnych potencjałów i czas dorastania nie jest wcale wzbogacaniem i uczeniem się, ale raczej eliminacją kolejnych możliwości. W końcu z dzikiej bujnej rośliny stajemy się czymś w rodzaju bonsai – skarlałą, przystrzyżoną i sztywną miniaturą możliwych siebie.”

Kalendarz ludzkich świąt

„Skoro świat jest stworzony na miarę człowieka, to dlaczego czujemy, że nas przerasta? Dlaczego sprawy naturalne wydają nam się przerażające albo wstydliwe?”

Zbiór opowiadań Olgi Tokarczuk Opowiadania bizarne skupia się wokół różnych sposobów zadawania i odpowiadania na pytania typu „co by było, gdyby?” Autorka bierze na warsztat elementy rzeczywistości, które uważamy za niezmienne, niepodważalne, i bawi się nimi. Może nas to zaprowadzić w najróżniejsze strony: XVII-wieczne Kresy, Daleki Wschód, Polskę współczesną, a także niepokojącą przyszłość rodem z Black Mirror. Moim zdaniem najlepszą historią w tym zbiorze jest ta ostatnia – Kalendarz ludzkich świąt, oznaczający coś w rodzaju „Kalendarza (lub harmonogramu) ludzkich rytuałów” – z najdziwniejszym (najbardziej DZIWACZNYM) założeniem ze wszystkich: co by było, gdybyśmy zamienili religię na oddawanie czci kosmicie? A co by było, gdybyśmy mieli okazję sprawić, by obchody Wielkanocy stały się niepokojąco dosłowne? Zobaczmy, co Olga Tokarczuk mówi nam o religiach we współczesnym świecie, i w przyszłości.

Przyjrzyjmy się opowiadaniu Kalendarz ludzkich świąt. Historia przedstawia pogrążone w chaosie i post-katastrofie klimatycznej post-plastikowe społeczeństwo. Bez stabilności i bezpieczeństwa zapewnianego dotychczas przez religię, ludzie są zdezorganizowani i desperacko oczekują, że jakiś deus ex machina przyjdzie i ich zbawi. I rzeczywiście, ktoś to robi. Obcy Monodikos, którego pochodzenie jest owiane tajemnicą, nie jest oczywistym zbawcą. Nic o nim nie wiemy i, szczerze mówiąc... On też nic nie robi. Nawet nie mówi ani nie reaguje na nic, co ludzie mu robią. Monodikos jest całkowicie pasywny i w ogóle nie daje wyraźnych oznak bycia inteligentnym lub świadomym. On (a może nawet to?) nic nie wnosi do społeczeństwa ludzkiego, jedynie jest ciężarem dla jego zasobów i opiekunów. Jednak przez setki lat ludzie desperacko pracowali, aby przedłużyć jego życie, stworzyć instytucje i zorganizować społeczeństwo wokół niego. Nikt nie kwestionuje jego roli jako zbawiciela, tego, który sprawia, że ludzie mogą czuć się bezpiecznie. Monodikos może być analogiczny do boga. Jest milczącym bogiem, który w żaden sposób nie wchodzi w interakcje ze swoimi czcicielami, a mimo to są przekonani o związku z nim, przekonani, że ma on wpływ na ich życie. Jak bardzo różni się on od innych bogów, którzy kiedykolwiek byli czczeni przez ludzi?

Monodikos może być również reprezentacją religii w ogóle. Ludzie wmówili sobie, że jest on niezbędnym elementem społeczeństwa, bez niego byłby tylko chaos. W jakiś sposób, nie dostarczając żadnych rzeczywistych rozwiązań rzeczywistych problemów, wpasował się we wszystkie elementy życia. Jest teraz w samej tkance społeczeństwa i chociaż nie ma dobrego powodu, aby tam być, wydaje się niemożliwe, aby usunąć go teraz bez upadku społeczeństwa. Być może Olga Tokarczuk próbuje nam pokazać rzeczy w jednej analogii: jak absurdalna jest idea kultu, a jednocześnie dlaczego tak trudno się jej pozbyć. Być może ostrzega nas, że my, jako ludzie, nigdy nie będziemy wolni od myślenia religijnego. Nawet w dalekiej przyszłości, długo po tym, jak nasze stare religie wymrą, nadal będziemy je powielać, zmieniać fragmenty, aby wydawały się nowe, i nadal desperacko będziemy trzymali się tych samych idei. To, co możemy również zaobserwować w kulcie Monodikosa, to to, jak bardzo to wszystko jest sztuczne. Ludzie, mając w głowie jasny cel, stworzyli narrację i zbudowali całą mitologię od podstaw. Wszystkie ich rytuały są symulowane. Jak wiemy, najważniejszym ze świąt dla chrześcijan z teologicznego punktu widzenia jest oczywiście Wielkanoc. Dlatego czytanie tej historii tuż przed Wielkanocą będzie dla czytelników niepokojącym doświadczeniem. Widzimy w tym opowiadaniu jak wyznawcy Monodikosa przeprowadzają na nim nawet zabieg kliniczny, który przenosi historię zmartwychwstania Chrystusa na niepokojąco dosłowny poziom. Punkt kulminacyjny opowieści ujawnia, że niektórzy ludzie uważają kult Monodikosa za niepokojący, dostrzegają to też czytelnicy. Widzą w nim ofiarę, a jego „opiekunów” jako wyzyskujących, traktujących go jak narzędzie i gotowych poświęcić go, aby utrzymać społeczeństwo w stanie stabilności. „On jest nieśmiertelny, jego śmierć nie jest ostateczna, tak jest po prostu. Bez niego zapanowałby chaos. Już raz tak było, nikt nie chce, żeby ten czas wrócił. Trzeba coś poświęcić, żeby mieć spokojne życie” – mówi opiekun Ilon, opiekun Monodikosa. Z drugiej strony, czy nie możemy uznać, że fundamentem chrześcijaństwa są ofiary złożone z ludzi? Jezus i później pierwsi chrześcijanie, to jedna wielka historia męczenników. „Co ty wiesz o świecie, o żywych ludziach. Doprowadzasz tylko do dobrej formy hodowaną ofiarę, żeby tacy jak ty mogli ją zabić w imię odwiecznej tradycji. Jesteś takim samym mordercą jak oni, choć wydaje ci się, że go ratujesz” – odpowiada Filipa Ilonowi.

Jako osoby spoza tego społeczeństwa widzimy, jak sztuczne są wszystkie jego rytuały. „Religia” Monodikosa jest napisana i zorganizowana przez kalendarz. A jednak nie zauważamy tego w religiach współczesnych. Większość mitologii została stworzona „sztucznie”. Kościół katolicki ma historię celowego umieszczania świąt w określonych porach roku, kiedy chciał zniechęcić ludzi do angażowania się w pogańskie rytuały. Preferowana przez siebie chrześcijańską uroczystość przypadała na ten sam dzień, co te związane z innymi mitologiami. Dla przykładu, przecież wszyscy wiemy, że Jezus nie urodził się w grudniu. Urodził się na przełomie września i października w święto Sukkot (Święto Szałasów). A tradycja stajenki betlejemskiej to tak naprawdę szałas, namiot, który upamiętnia namioty, które służyły ludowi Izraela podczas ucieczki z Egiptu i ich wędrówki przez pustynię do Kanaanu.

Jeśli jest coś lepszego w ludziach przyszłości, to to, że przynajmniej mają dowód na istnienie swojego boga. Nie muszą angażować się w gimnastykę umysłową, aby uzasadnić swoje przekonania. Monodikos, w przeciwieństwie do naszych starych bogów, istnieje w prawdziwym świecie. On jest materialny. Ma ciało, można go zobaczyć i dotknąć. Być może ludzie przyszłości zmęczyli się abstrakcyjnymi bóstwami i skomplikowanymi mitologiami. Odrzucali bogów, w których trudno było uwierzyć. Może nie będą tak wyrafinowani jak my, a może są po prostu będą bardziej praktyczni. Nie przerosły one jednak całkowicie naszych bogów. Po prostu przepakowali te same pomysły w prostszą formę. Myślę, że taka będzie ewolucja religii. W końcu każda z nich jest poddawana recyklingowi. Niektórzy powiedzieliby, że ludzie przyszłości są bardziej szczęśliwi, bo nie muszą już zmagać się z abstrakcją wiary. Monodikos istnieje naprawdę. Można go dotknąć, zobaczyć, zmierzyć jego parametry. Nie jest metaforą ani symbolem – jest ciałem, formą, substancją. Dla niektórych to ostateczny dowód na to, że religia osiągnęła swój szczyt, dla innych – że została zdegradowana do poziomu kolejnego produktu. 


Z perspektywy historycznej nie jest to zaskakujące. Religia zawsze ewoluowała, dostosowując się do czasu i potrzeb ludzi. W epoce mitów bogowie byli nieokiełznani i kapryśni, potem przekształcili się w abstrakcyjne koncepcje moralne. Teraz przyszła pora na coś nowego – boga fizycznego, namacalnego, obecnego tu i teraz. Niektórzy uważają, że Monodikos jest naturalnym krokiem w tej ewolucji – bogiem, którego nie trzeba interpretować ani usprawiedliwiać, bogiem, którego istnienie jest oczywiste. Ale czy to na pewno oznacza koniec wiary? A może jest to tylko kolejna jej wersja, dostosowana do wymagań epoki pragmatyzmu i technologii? Możliwe, że Monodikos jest tylko jeszcze jednym etapem w nieskończonym recyklingu idei. Ludzie przyszłości, zmęczeni szukaniem niewidzialnego, stworzyli boga na swoje podobieństwo – czy raczej takiego, jakiego mogli zrozumieć i zaakceptować. Nie znaczy to jednak, że wszyscy są przekonani. Są tacy, którzy widzą w Monodikosie jedynie twór technologii, sztuczną manifestację ludzkiej potrzeby wiary, produkt inżynierii, a nie boskości. Czy bóg, który może być przebadany i opisany w podręcznikach, wciąż jest bogiem? A może to po prostu nowy rodzaj idola, kolejny symbol, który ludzie nadali znaczenie? Nie wiemy jeszcze, czy Monodikos przetrwa próbę czasu. Ale jeśli historia czegoś nas nauczyła, to tego, że bogowie zawsze się zmieniają – i zawsze wracają.

Dziesięć tekstów z Opowiadań bizarnych skoncentrowane zostało wokół ludzkich lęków, które odsłaniają również to, co głęboko ukryte w naszej podświadomości. Tokarczuk boryka się zatem z wszechobecnym, także w przypadku człowieka, dualizmem. Z jednej strony starcie natury z kulturą, metafizyczności z fizycznością, tymczasowości z uniwersalizmem, śmiertelności z ponadczasowością, indywidualności z powtarzalnością, egzystencji według norm z wykraczaniem poza nie. To celowe działanie. Wszak, jak przypomniała Kinga Dunin, „Kiedy wykraczamy poza granice normy, życiowej rutyny, spotykamy to, co wyparte”.[1] W dziesięciu opowiadaniach pojawia się kompletny zestaw motywów fantastycznych: sobowtóry (tajemnicza postać w Pasażerze; nagromadzenie bliźniąt w Górze Wszystkich Świętych), powroty zmarłych (matka spełniająca z zaświatów zemstę w Przetworach; ożywający co roku na nowo bóg-człowiek w Kalendarzu ludzkich świąt), złe spojrzenia (kategorycznie zakazane w świecie Wizyty), przedmioty porzucające swoje właściwe funkcje (w Szwach). Jest też upiorne powracanie tego samego, o którym w pierwszym opowiadaniu zbioru narratorka mówi: „Najgorsze bywa to, co powtarzalne, rytmiczne, niezmienne, przewidywalne, nieuchronne i bezwładne — to, na co się nie ma wpływu, a co chwyta w swoje kleszcze i targa ze sobą do przodu”. Pojawia się wreszcie (w Wizycie) „jeden z najpewniejszych chwytów artystycznych służących do łatwego wywoływania niesamowitych oddziaływań przez opowiadania”, polegający na tym, że „pozostawia się czytelnika w niepewności co do tego, czy w wypadku pewnej postaci ma się do czynienia z osobą czy na przykład z automatem”.

Opowiadania bizarne są zatem – najoględniej rzecz ujmując – opowieścią o przekraczaniu granic:  tych, które sytuują się między życiem i śmiercią, a które wiążą się ze starością; tych, które rozdzielają to, co ludzkie od tego, co zwierzęce czy też tych, które łączą się z wchodzeniem w relacje z nowymi technologiami lub religijnością. Wszystkie one podszyte są lękiem i wszystkie wiążą się z wypadnięciem poza tzw. strefę prywatnego komfortu. Wszystkie też, co należy podkreślić – jak słusznie zauważył Sowiński „zbudowane są na prostym, ale skutecznym pomyśle, czyli udosłownieniu tego, co w naszym imaginarium ma status wyświechtanej metafory. Tokarczuk na nowo wprawia w ruch rzeczy oswojone i udomowione, dobitnie udowadniając, że – na dobre i na złe – od dziwności świata oddziela nas jedynie cieniutka warstwa codziennego języka”. Z tego też powodu składające się na Opowiadania bizarne narracje punktem wyjścia snutych historii czynią coś doskonale nam znanego, niebywale powszechnego, by po chwili – wykorzystując tkwiący w tym zdarzeniu potencjał ekscentryczności – wyrzucić nas poza nasze przyzwyczajenia, testując granice naszej wrażliwości i lekturowej wytrzymałości. Dzieje się tak dlatego, że – jak z kolei pisała Justyna Sobolewska, „Tym, co łączy te opowieści jest spojrzenie na człowieka nie jak na »koronę stworzenia», ale część wielkiej całości, a czasem etap przejściowy. Opowiadaniom patronują Metamorfozy Owidiusza, czyli jego opowieść o transformacjach”. Przy czym już na wstępie należy podkreślić, że będziemy mieli do czynienia z różnymi przemianami i metamorfozami. Jedną z nich wymusi przypadek, jak to miało miejsce w Prawdziwej historii, gdzie bohaterem jest naukowiec, który podczas konferencji opuścił hotel i stracił dokumenty. Bez możliwości potwierdzenia własnej tożsamości czy skontaktowania się z kimś, kogo znał i bez znajomości języka został wypchnięty na margines społeczny, a w konsekwencji starcia z tłumem zamordowany. Inna spowodowana została chorobą serca i koniecznością przeprowadzenia zabiegu transplantacji, która przewartościowała dotychczasową egzystencję Pana M. i jego żony (Serce). Najwięcej uwagi Tokarczuk zdaje się jednak tym razem poświęcać kwestiom dotyczącym pokazania, że wiara w antropocentryzm jest błędna.[2]

W większości tekstów z Opowiadań bizarnych mamy wszakże do czynienia z afirmatywnym obrazem natury. Pojawia się on choćby w Zielonych Dzieciach i w Transfugium. Natura jest dla Olgi Tokarczuk niebywale istotnym punktem odniesienia. Problem sprowadzony do pytania o rolę człowieka w ekosystemie i jego relacje z innymi istotami staje się jeszcze bardziej aktualny w sytuacji zmian klimatycznych i różno aspektowej destrukcji przyrody. Tym bardziej, że różnice pomiędzy ludźmi a zwierzętami wcale nie są takie duże, jak chcielibyśmy wierzyć. Kwestie związane z płynnością granic międzygatunkowych i podejściem człowieka do innych gatunków komentowano już wielokrotnie. Podobna problematyka zdaje się bliska także Tokarczuk, która choćby w opowiadaniu zatytułowanym Zielone Dzieci zastanawia się nad płynnością owych granic. Tytułowe dzieci oglądane są oczami przybyłego z Francji lekarza Jana Kazimierza Williama Davissona, dla którego Rzeczpospolita Obojga Narodów jest krajem dzikim i niebezpiecznym, dziw(acz)ną mieszaniną chrześcijaństwa i pogaństwa. Medyk obserwuje dzieci, których skóra wygląda jakby była porośnięta mchem. Chce wyjaśnić ich fenomen. Ponieważ wierzy, że rozum przewyższa wiarę, spekulując, że ów zielonkawy kolor jest efektem długotrwałego przebywania w lesie. Skóra dzieci upodobniła się do otaczającej je przyrody na takiej samej zasadzie, jak „skrzydła niektórych ptaków stają się podobne do kory drzew, a pasikoniki do trawy”. Tokarczuk, wykorzystując postulowaną przez Darwina „chwiejność granic w świecie naturalnym”, próbuje pokazać, że uważniejsze spojrzenie na świat roślin może uzmysłowić nie tylko liczne podobieństwa i różnice pomiędzy człowiekiem a innymi gatunkami, a także „pozwala również wytrącić z narcystycznego zauroczenia własnym obrazem”. W tym kontekście znaczący wydaje się zwłaszcza fakt, że to dziewczynka opowiada badaczom o zwyczajach swojego ludu, który stoi po stronie natury, o życiu na drzewach i spaniu w dziuplach, żywieniu się leśnymi jagodami, grzybami i orzechami, traktowaniu śmierci jako integralnej części życia i potrzebie bycia użytecznym dla innych istot, postrzegając martwe ciało jako pokarm dla ptaków i leśnej zwierzyny. Proekologiczna egzystencja łączy się z brakiem wojen i szacunkiem dla każdej żyjącej istoty, dając utopijny obraz krainy spokojnej i harmonijnej, która – co ważne, usytuowana została na peryferiach, będących przeciwieństwem centrum.[3]

Opowiadania bizarne Olgi Tokarczuk są zatem swego rodzaju przeglądem tkwiących głęboko w naszej podświadomości obaw wiążących się z poczuciem samotności, niespełnienia, wszechobecnych braków, bizarności i koniecznością przekraczania granic. Rezultatem tej niestabilności emocjonalnej jest ponawianie pytań o własne „ja” i swoje miejsce w przerastającej nas rzeczywistości. Tokarczuk przyznawała zresztą to wprost: „W jakimś sensie to, o czym piszę, jest projekcją naszych lęków. Jak się już kogoś bać– to przede wszystkim siebie”. [4]

 

 


[1]Wszystko boli, z Olgą Tokarczuk rozmawia Kinga Dunin, https://krytykapolityczna.pl/kultura/czytajdalej/kingadunin-olga-tokarczuk-rozmowa/   [dostęp: 29.07.2021]

[2] „Skomplikowany splot sensów” Na marginesie Opowiadań bizarnych Olgi Tokarczuk Agnieszka Nęcka-Czapska* DOI 10.24425/rl.2022.140979 ruch literacki ● R. LXIII ● 2022 ● z. 3 (372) PL

[3] „Skomplikowany splot sensów” Na marginesie Opowiadań bizarnych Olgi Tokarczuk Agnieszka Nęcka-Czapska DOI 10.24425/rl.2022.140979 ruch literacki ● R. LXIII ● 2022 ● z. 3 (372) PL

[4] „Wszystko boli”, z Olgą Tokarczuk rozmawia Kinga Dunin.

 

02 października 2025

Problem trzech ciał

 

      „Problem trzech ciał”

Liu Cixin

Autor/ (ur. 1963 r.) to jedna z największych gwiazd chińskiej i światowej fantastyki naukowej. Zanim w pełni poświęcił się karierze pisarskiej, przez wiele lat pracował jako inżynier w elektrowni. Opublikował ponad 20 antologii i powieści z gatunku hard science fiction. Otrzymał liczne nagrody Yinhe i Xingyun, najbardziej prestiżowe wyróżnienia dla chińskojęzycznych twórców fantastyki. Jego trylogia „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” została uznana za największe w ostatnich latach wydarzenie w światowej SF, przetłumaczono ją na kilkadziesiąt języków, a twórcy Gry o tron kręcą na jej podstawie serial dla Netflixa. W 2015 roku za Problem trzech ciał, pierwszy tom cyklu, Liu zdobył Nagrodę Hugo dla najlepszej powieści, po raz pierwszy w historii przyznaną autorowi nieanglojęzycznemu. Książka znalazła się także w finale nagród Nebula, Prometeusza, Locusa i Johna W. Campbella. 

Tłumaczenie/ Andrzej Jankowski

Tytuł oryginału/ zh-cn 三体

Tematyka/ W eseju-manifeście Beyond Narcissism z 2013 roku Liu Cixin napisał, że najbardziej wartościowym wkładem fantastyki naukowej w literaturę piękną jest możliwość wyjścia z antropocentrycznego narcyzmu. W czasie, w którym narracje powieściowe stają się coraz bardziej fragmentaryczne i introspektywne, człowiek może znaleźć w science fiction alternatywę: zrozumieć siebie przez zrozumienie natury i swojej relacji z nią; zobaczyć, że jest częścią większej całości. Liu postuluje literaturę, która nie zamyka się w psychologii jednostki, lecz otwiera się na kosmiczną skalę istnienia – zarówno w sensie przestrzennym, jak i czasowym. Taka perspektywa nie tylko poszerza horyzonty wyobraźni, ale też kwestionuje centralne miejsce człowieka we wszechświecie. Problem trzech ciał stanowi ilustrację tego myślenia: konfrontuje ludzkość z obcą cywilizacją, której istnienie radykalnie zmienia nasze rozumienie miejsca człowieka w kosmosie. Kontakt z Trisolarianami ukazuje, jak niewielki i podatny na zniszczenie jest świat, który uznawaliśmy za trwały i wyjątkowy. W tym sensie science fiction staje się narzędziem filozoficznego przewartościowania – literaturą, która nie tylko opowiada o przyszłości, ale umożliwia spojrzenie na teraźniejszość z nowej, odczłowieczonej perspektywy.

Główny motyw/ Problem trzech ciał rozpoczyna się w trakcie chińskiej rewolucji kulturalnej. Ye Wenjie, młoda astrofizyczka, jest świadkiem publicznej egzekucji swojego ojca. Wkrótce potem zostaje zesłana do obozu pracy, a następnie trafia do odizolowanej placówki naukowej, gdzie może wykorzystać część swojej wiedzy z zakresu astrofizyki. Tam prowadzi badania i testuje metodę wzmacniania sygnału radiowego wysyłanego w kosmos. Ku swojemu zaskoczeniu, osiem lat później otrzymuje wiadomość od przedstawiciela obcej cywilizacji – Trisolarian – który ostrzega ją, by nie odpowiadała na żadne dalsze sygnały. Rozczarowana ludzkością i doświadczonymi krzywdami, Ye Wenjie postanawia jednak odpowiedzieć, umożliwiając tym samym Trisolarianom zlokalizowanie Ziemi.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„W Chinach każda myśl, która ośmiela się bujać w obłokach, spadnie z powrotem na ziemię. Zbyt mocna jest siła przyciągania rzeczywistości.”

„Czy to możliwe, że między ludzkością a złem istnieje taki związek jak między oceanem a górą lodową pływającą po jego powierzchni? Zarówno ocean, jak i góra lodowa są z tego samego materiału. To, że góra lodowa wydaje się czymś odmiennym, wynika tylko stąd, że ma inny kształt. W rzeczywistości jest tylko drobną częścią ogromnego oceanu…”

„Nawet nóż do skrobania ryb może stać się narzędziem zbrodni!”

„Na pewno pan wie, że zdolność jakiejś osoby do poznania prawdy jest wprost proporcjonalna do wiedzy tej osoby.”

„Była jak gwiazda, zawsze taka odległa. Nawet światło, którym mnie opromieniała, było zawsze zimne.”

„Odkryliśmy wielką zasadę natury – prawa fizyki są niezmienne w czasie i przestrzeni. Wszystkie prawa fizyki w ludzkich dziejach, od prawa Archimedesa po teorię strun, wszystkie odkrycia naukowe i owoce umysłowych wysiłków naszego gatunku są produktami ubocznymi tego wielkiego prawa.”

„Kobiety myślą inaczej niż mężczyźni. Ani gorzej, ani lepiej. Oba sposoby myślenia są potrzebne światu.”

„Kiedy będziesz w moim wieku, uświadomisz sobie, że wszystko, co niegdyś wiele dla ciebie znaczyło, okazuje się mało istotne.”

„(…) życie jest naprawdę wynikiem przypadku, jakich wiele we Wszechświecie.”

„Te trzy wielkie prawa [Izaaka Newtona] rządzą wszystkim – od ruchu planet po podział komórki.”

„Na tej planecie codziennie ginie jakiś gatunek, który nie przyciąga uwagi ludzi.”

„Teraz naprawdę mamy epokę masowej zagłady.”

„Oto reguły gry cywilizacji: priorytetem jest zapewnienie ludziom przetrwania i wygodnego życia.”

„Ludzie wszędzie są tacy sami.”

„Nawet jeśli Bóg kiedyś istniał, umarł dawno temu.”

„Nie wiemy, jaka jest cywilizacja pozaziemska, ale wiemy, jacy są ludzie.”

„Po poznaniu prawdy każdy staje się duchowo nową osobą i postrzega świat inaczej.”

„Spójrzmy na fakty: przejście od gospodarki zbieracko-łowieckiej do rolniczej zajęło ludziom ponad sto tysięcy ziemskich lat. Przejście od gospodarki rolniczej do epoki przemysłowej kilka tysięcy lat. Ale z epoki przemysłowej do epoki atomu tylko dwieście. Potem, zaledwie po kilkudziesięciu latach, wkroczyli w epokę informacyjną. Ta cywilizacja posiada przerażającą zdolność przyśpieszania swojego rozwoju.”

Problem trzech ciał, powieść autorstwa Cixina Liu, odnosi się do jednej z kluczowych teorii naukowych XX w., która wraz z mechaniką kwantową wywróciła wiarę w porządek i regularność panujące w przyrodzie. Wszystko, co możemy zrobić, to stawiać mniej lub bardziej trafne prognozy.

Od kiedy Izaak Newton w Principia mathematica podał prawa, które rządzą zarówno ruchem ciał na Ziemi, jak i na niebie, wydawało się, że prognozowanie losów Układu Słonecznego jest tylko kwestią techniczną. Ot, trzeba rozwiązać odpowiednie równania ruchu. Metodę przeprowadzania takich obliczeń podał blisko sto lat później francuski matematyk Pierre-Simon Laplace. W swej Mechanice nieba butnie pisał: „Inteligencja, która by w danym momencie znała wszystkie siły, przez które jest ożywiona, oraz wzajemne położenia bytów ją tworzących i przy tym byłaby dostatecznie obszerna, by te dane poddać analizie, mogłaby w jednym wzorze objąć ruch największych ciał Wszechświata i najmniejszych atomów; nic nie byłoby dla niej niepewne i zarówno przyszłość, jak i przeszłość byłyby dostępne dla jej oczu”. Wkrótce okazało się jednak, że w praktyce idei Laplace'a nie daje się zrealizować. Równania różniczkowe opisujące ruch ciał związanych siłami grawitacji są tak skomplikowane, iż nikt nie był w stanie znaleźć ich ogólnych rozwiązań. Dla dwóch ciał – np. Słońca i Ziemi, zadanie jest banalnie proste, ale już przy trzech staje się zbyt trudne. Na tym właśnie polega osławiony problem trzech ciał.

            Klasyczna SF przyzwyczaiła nas do tego, że gdy Ziemi zagrażają kosmici albo choćby asteroida, w imieniu ludzkości środki zaradcze podejmuje nasz naturalny globalny przywódca, czyli prezydent USA. Nawet fantastyka tworzona w naszym obozie zazwyczaj trzymała się tego schematu, u Lema też to Amerykanie próbują odszyfrować tytułowy Głos Pana, wysyłają Pirxa do szczeliny Cassiniego i konstruują Golema XIV. Powody były prozaiczne. Umieszczając choćby fragment akcji na Kremlu, autor otwierałby cenzorską puszkę Pandory. Bezpieczniej było się trzymać Ameryki i bohaterów o anglojęzycznych, a przynajmniej niesłowiańskich nazwiskach. Powieść Liu Cixina zaskakuje więc zachodniego czytelnika nie tylko tym, że bohaterowie są Chińczykami, ale też tym, że nie ma tu żadnej kpiny. Wszystko jest śmiertelnie serio: i hipotezy naukowe, i mechanizmy społeczne. Te mechanizmy są dla nas szokująco egzotyczne, ale właśnie dlatego czytamy tę powieść z takim zaciekawieniem. Chińskie społeczeństwo nadzoru i kontroli najwyraźniej doczekało się czegoś, czego nie dorobił się blok radziecki – autora science fiction na serio wierzącego w przyszłość tego ustroju. I to nie tylko w Chinach. Liu Cixin zdaje się uważać, że ten ustrój zapanuje na całej planecie i w ewentualnych ziemskich koloniach.

            Podczas rewolucji kulturalnej poszczególne frakcje zwolenników Mao toczyły regularne walki uliczne, mordowały siebie nawzajem (w imię jedności). Te sceny pokazane są na początku Problemu trzech ciał, pierwszego tomu trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi. Jedną z bohaterek jest Ye Wenjie, córka astrofizyka, którego na jej oczach zamęczyli fanatycy. Ją samą też próbowali zabić, jako element burżuazyjny, ale Ye Wenjie się poszczęściło – zamiast śmierci spotkało ją kilka lat tortur w obozie. Przeżyła i dotrwała do naszych czasów, gdy zaczyna się akcja trylogii.

Chiński pisarz science fiction Liu Cixin od czasu zdobycia w 2015 roku nagrody Hugo za najlepszą powieść jest nieustannie określany mianem „chińskiego Arthura C. Clarke’a”. Sam jednak wielokrotnie z pokorą podkreśla, że wszystko, co pisze, to jedynie nieporadne imitacje Clarke’a. Jedno podobieństwo między Liu a Clarkiem stanowi obsesja na punkcie wyobrażeń o spotkaniu z obcymi. Jednakże w ich wizjach pojawia się zasadnicza różnica: podczas gdy obcy w utworach Clarke’a są najczęściej życzliwi, u Liu są przeważnie wrogo nastawieni. Chociaż dotychczasowe badania dostarczyły cennych perspektyw dotyczących posthumanistycznych idei zawartych w powieści Problem trzech ciał, konieczne jest jeszcze dokładniejsze zbadanie, w jaki sposób przedstawienie rozwoju technologicznego w powieści przecina się z filozoficznymi podstawami posthumanizmu. Niniejsza recenzja postara się wypełnić tę lukę poprzez analizę reprezentacji środowisk wirtualnych, sztucznej inteligencji oraz komputerów kwantowych, a także ich wpływu na ludzką tożsamość i ewolucję. Umieszczając twórczość Liu w szerszym kontekście filozofii posthumanistycznej i science fiction, recenzja ma na celu lepsze zrozumienie radykalnej refleksji nad przyszłością ludzkości w rzeczywistości zdominowanej przez technologię. Szczególnie dzięki postępom w fizyce kwantowej, sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości, książka Liu podkreśla ogromny wpływ innowacji technicznych na ludzką tożsamość. Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów jest rozwój sofonów – subatomowych cząstek pełniących funkcję wyrafinowanych komputerów kwantowych. Urządzenia te podważają ludzkie granice epistemologiczne, oznaczając przejście od systemów wiedzy zdominowanych przez człowieka do epoki, w której inteligencja zostaje coraz bardziej uwewnętrzniona w bytach nieludzkich. 


 Opowieść Liu Cixina koncentruje się wokół mrożącego krew w żyłach skrzyżowania egzystencjalnej podatności na zagładę i kosmicznego przerażenia. Przybycie dwóch inteligentnych subatomowych cząstek – sofonów – to coś więcej niż inwazja na Ziemię. Problem trzech ciał wprowadza element rzeczywistości rozszerzonej (AR) w formie gry wideo. Jeden z bohaterów, Wang Miao, zakłada kombinezon AR i zanurza się w symulacji przedstawiającej inną planetę oraz rozwijającą się na niej cywilizację. Cywilizacja ta doświadcza przerażających sekwencji: od spalania się żywcem, przez zamarzanie na śmierć, aż po krótkie okresy względnie umiarkowanego klimatu. Zadaniem stawianym przed uczestnikiem symulacji jest ustalenie, jakie zjawiska na niebie, bądź ich kombinacje, odpowiadają za te gwałtowne i nieprzewidywalne zmiany klimatyczne. Co ciekawe, gra ta okazuje się powiązana z naszymi odległymi kosmicznymi „przyjaciółmi”. Gracze mogą komunikować się w czasie rzeczywistym z Trisolarianami, którzy przyjmują formę awatarów. Dzięki temu Trisolaranie angażują uczestników gry w swoją historię oraz w wyzwania, jakie stawia przed nimi unikalne środowisko ich planety.

Akcja powieści rozpoczyna się w czasie rewolucji kulturalnej – okresu fanatyzmu, w którym Chińska Republika Ludowa w istocie stała się państwem zdominowanym przez kult jednostki Mao Zedonga. Kult Mao przenikał wszystkie aspekty życia społecznego, dążąc do wymazania wszelkich niekomunistycznych elementów historii i kultury Chin, niejednokrotnie przy użyciu przemocy. Oznaczało to również ścisłą kontrolę nad systemem edukacji, aby uniemożliwić nauczanie idei uznanych za kontrrewolucyjne. W powieści ważną rolę odgrywa książka Milcząca wiosna Rachel Carson, która jest integralnym elementem fabuły i po  premierze Problemu trzech ciał trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów Amazonu. W pierwszej części powieści Ye Wenjie otrzymuje egzemplarz Milczącej wiosny autorstwa Rachel Carson i głęboko przeżywa zawarte w nim refleksje na temat roli ludzkości w świecie przyrody. Na głos czyta słowa: „W naturze nic nie istnieje samotnie”. Po raz pierwszy opublikowana w 1962 roku książka Silent Spring powszechnie uchodzi za przełomowe ostrzeżenie, które zwróciło uwagę opinii publicznej na zbiorowy wpływ człowieka na własną przyszłość poprzez zanieczyszczenie chemiczne. Najbardziej znany i zapadający w pamięć rozdział książki – Bajka na jutro – przedstawia wizję anonimowego amerykańskiego miasteczka, w którym całe życie – od ryb i ptaków, przez kwitnące jabłonie, aż po dzieci – zostało „uciszone” przez podstępne działanie DDT.[1]

Na tym tle ojciec Ye Wenjie jawi się jako ceniony profesor fizyki na prestiżowym Uniwersytecie Tsinghua w Pekinie. Był uznanym specjalistą w swojej dziedzinie, wykładającym fundamentalne teorie współczesnej fizyki, takie jak ogólna teoria względności i mechanika kwantowa. Jego przywiązanie do dorobku nauki zachodniej – w tym do prac Einsteina i Bohra – stało się podstawą oskarżeń o propagowanie ideologii reakcyjnych. Został pobity na śmierć przez studentów Czerwonej Gwardii na oczach przerażonej córki. Sama Ye Wenjie również padła ofiarą prześladowań i uwięzienia za rzekome przyjęcie myśli zachodniej. Została jednak ocalona przez dwóch wojskowych naukowców pracujących w Czerwonym Brzegu, ściśle tajnym programie kosmicznym rządu Chin, którzy dostrzegli jej wybitne zdolności fizyczne i potencjał badawczy. W Problemie trzech ciał planeta Trisolaris, okrążająca swoje słońca, doświadcza okresów względnej stabilności, które regularnie przerywane są nagłymi epizodami klimatycznego chaosu. W ciągu całej swojej historii Trisolaris przechodziła przez setki stabilnych faz, w trakcie których społeczeństwo osiąga różne poziomy rozwoju naukowego i technologicznego – tylko po to, by zostały one unicestwione przez gwałtowne zmiany klimatyczne. Trisolaranie wykształcili zdolność odwodnienia organizmu, pozwalającą im przetrwać te okresy, jednak ostatecznie uznali, że jedynym sposobem na długoterminowe ocalenie ich cywilizacji jest kolonizacja innej planety nadającej się do zamieszkania i charakteryzującej się stabilniejszym klimatem. W porównaniu z Trisolaris bladoniebieska kropka, którą znamy jako Ziemię, jawi się jako wyjątkowo kusząca.

Druga część historii rozgrywa się we współczesności. Naukowiec zajmujący się nanomateriałami, Wang Miao, nagle odkrywa, że jego życie wywraca się do góry nogami: tajemnicza gra w wirtualnej rzeczywistości, kult Obcych oraz zamachy na jego życie splatają go z szorstkim policjantem Shi Qiangiem, zwanym „Da Shi”. Opracowany przez Wanga superwytrzymały stop nanomateriałowy może stać się przełomem technologicznym w niedalekiej przyszłości. Jego badania sprawiają jednak, że staje się celem kultu czcicieli Obcych, a zarazem predestynują go do roli silnej głównej postaci, gdy świat wokół pogrąża się w chaosie. Jednym z najbardziej fascynujących elementów powieści jest opis gry w wirtualnej rzeczywistości. Gracze wcielają się w postacie historyczne i próbują znaleźć rozwiązanie zagadek związanych z losami wirtualnej planety. Problem polega na tym, że planeta ta krąży wokół układu trzech gwiazd, co powoduje nieregularne zmiany klimatyczne i cykliczną zagładę jej wirtualnej populacji. Ów problem fizyczny nie jest nowy – po raz pierwszy został sformułowany przez Izaaka Newtona w 1689 roku w jego Principiach. Mówiąc najprościej, dotyczy on sposobu, w jaki trzy ciała w ruchu oddziałują na siebie.

Za pośrednictwem Problemu trzech ciał Liu Cixin podejmuje głęboką refleksję nad konwergencją rozwoju technologii i posthumanizmu, skłaniając czytelników do przemyślenia przyszłości ludzkiej tożsamości w gwałtownie zmieniającym się wszechświecie. Powieść podkreśla kruchość ludzkiej tożsamości wobec wyzwań współczesności i sił kosmicznych poprzez przedstawienie komputerów kwantowych, środowisk wirtualnych oraz spotkania ludzkości z cywilizacją Trisolarian. Powieść Problem trzech ciał łączy w sobie niezwykle wiele tematów i wątków naukowych. Pojawia się tu idea przestrzeni wielowymiarowej – składanej przestrzeni, w której mieści się superkomputer. Autor wprowadza także zjawisko splątania kwantowego, które zdaje się umożliwiać komunikację szybszą niż światło. Trisolaranie poruszają się z prędkością podświetlną, co oznacza, że ludzkość musi przygotować się na nadejście inteligentnych kosmicznych sąsiadów – choć dopiero za czterysta lat. Powieść ukazuje moment, w którym ludzie uświadamiają sobie, że nie są sami we wszechświecie. Co więcej, pewna grupa zaczyna wynosić Trisolarian do rangi istot quasi-religijnych, a sofony stają się głosem „Pana”. Wiele wątków i idei zostaje wplecionych w fabułę, a ich złożony charakter może być dla czytelnika wyzwaniem. Problem trzech ciał jest książką o ogromnej wadze i wielowymiarowym znaczeniu, mimo że na pierwszy rzut oka może wydawać się trudna w odbiorze.

Niniejsze studium ukazuje, w jaki sposób Liu radykalnie przesuwa punkt ciężkości poza człowieka, badając przejście ku przyszłości posthumanistycznej i stawiając krytyczne pytania etyczne oraz filozoficzne dotyczące wykorzystania technologii w definiowaniu ludzkiego istnienia. Jak pokazuje powieść, analiza ujawnia, że rozwój technologiczny zasadniczo podważa tradycyjne wyobrażenia o sprawczości i tożsamości człowieka. Reprezentując wyższość Trisolarian, sofony ukazują granice ludzkiej wiedzy i kontroli, zmuszając tym samym społeczeństwo do konfrontacji z własną podatnością na zagrożenia. Podobnie jak symulacja Problemu trzech ciał, sama powieść ukazuje, w jaki sposób odczłowieczenie i alienacja mogą wynikać z immersyjnych środowisk wirtualnych, które zacierają granicę między rzeczywistością a przestrzenią cyfrową. Te obszary badań wpisują się w posthumanistyczne podejście do antropocentryzmu, podkreślając potrzebę bardziej inkluzywnego i elastycznego rozumienia ludzkiej tożsamości w świecie zdominowanym przez technologię.

Przedstawiona w powieści wizja ewolucji człowieka ku posthumanistycznemu przeznaczeniu dodatkowo uwydatnia nieuniknioność integracji technologii z ludzkim ciałem i umysłem. Możliwość przeniesienia ludzkiej świadomości do formatu cyfrowego czy binarnego sugeruje przyszłość, w której tożsamość człowieka nie jest ograniczona biologicznie. Niemniej jednak taka transformacja niesie ze sobą problemy natury etycznej. Postacie takie jak Ye Wenjie, które uosabiają konflikt między przetrwaniem a integralnością moralną, zmuszają czytelników do rozważenia ceny ewolucji posthumanistycznej i losu ludzkich wartości w coraz bardziej technicznym wszechświecie.

W istocie Problem trzech ciał stanowi fascynującą narrację służącą badaniu filozoficznych i etycznych konsekwencji posthumanizmu. Umieszczając niezwykłe zjawiska w kontekście szerszego dyskursu nad rozwojem technologicznym i ludzką tożsamością, niniejsze studium pozwala lepiej zrozumieć, w jaki sposób science fiction może oświetlać zarówno problemy, jak i możliwości związane z przyszłością posthumanistyczną. Innowacyjna wizja powieści, przedstawiająca wszechświat zdominowany przez technologię, zaprasza czytelników do refleksji nad drogą ludzkiej cywilizacji i odwiecznym pytaniem o to, co znaczy być człowiekiem w nieustannie zmieniającym się świecie.

 

 

 


[1] Clofenotanum; DDT, Azotox) – organiczny związek chemiczny z grupy chlorowanych węglowodorów. Stosowany jest jako środek owadobójczy.