19 grudnia 2025

Dżuma

 

„Dżuma”

Albert Camus

Autor/ przyszedł na świat 7 listopada 1913 roku w położonym w Algierii Mondovi (obecnie Deran). Jest znany przede wszystkim jako pisarz i eseista, choć tworzył również sztuki teatralne. Pozostawił po sobie pisane oszczędnym, lecz bogatym w znaczenia językiem eseje filozoficzne, nowele, artykuły prasowe i prozę powieściową. W roku 1957 otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. 4 stycznia 1960 na drodze między Sens i Paryżem, rozpędzony samochód Michela Gallimarda, wyposażony w mocny silnik, wpada w poślizg i uderza w drzewo. Pasażerem, który ginie na miejscu jest Albert Camus. Miał ze sobą niedokończony szkic powieści Pierwszy człowiek. Pisarz żył zaledwie 47 lat.

Tłumaczenie/ Joanna Guze

Tytuł oryginału/ fr La Peste

Tematyka/ Nigdy nie jesteśmy dostatecznie przygotowani na nieszczęście – ani logistycznie, ani psychicznie. Mieszkańcy Oranu, zanurzeni w prozaiczności swojego życia, skupieni na zarabianiu pieniędzy i drobnych przyjemnościach, próbują jak najdłużej wypierać istnienie choroby, ignorować niezaprzeczalne. Nawet gdy liczba ofiar gwałtownie wzrasta, życie nadal próbuje wygrywać ze śmiercią: ludzie wychodzą wieczorami na ulice, jadają w restauracjach, oddają się rozwiązłości. Po pierwszym zrywie namiętności przychodzi rozpacz, a potem akceptacja. W algierskim miasteczku Oran trwa epidemia dżumy, ale miejska elita pragnie wierzyć, że zaraza nie przekroczy progu opery, że klejnoty i koafiury odstraszą śmierć. Nagle, pośrodku sceny, śpiewak pada rażony chorobą, muzyka się urywa, zapada cisza. Dżuma dotarła także tutaj. Nie ma przed nią schronienia, nie ma rytuału, który mógłby stawić jej opór. W obliczu plagi wszyscy są równi, śmierć wybiera sobie ofiary, nonszalancko wskazując palcem. Stają do walki z dżumą i własną bezradnością.

Główny motyw/ Dżuma jest opowieścią, którą można potraktować jako kolekcję psychicznych i etycznych strategii przetrwania. Każdy z nas decyduje, jak poradzi sobie z zagrożeniem, jaki wektor obierze: egoizmu czy działania dla wspólnoty, wyparcia czy samoświadomości. Główny bohater, doktor Rieux, odcina się od emocji, żeby przetrwać. Jego życie ma sens tylko dzięki aktywności, przynoszeniu pomocy jak największej liczbie chorych. W tym działaniu nie ma ani tęsknoty za heroizmem, ani patosu. To tylko rutyna poszczególnych zabiegów, chłód analizy, przewidywalność procedur. Mierzenie się codziennie ze śmiercią dzięki przeświadczeniu o słuszności swoich działań. Nieszczęście nie kieruje się logiką, nie robi bilansu win i zasług, spada na bezbronnych i nie ma żadnej wartości. Ale w obliczu czegoś, nad czym nie mamy kontroli, możemy przynajmniej kontrolować siebie. Każdy sam zdecyduje, jaki sens odnajdzie w zagrożeniu. Ci, którzy odcinają się od innych, zamykają się w czterech ścianach swojego strachu. Ale choroba, która ma izolować ludzi od siebie, daje siłę, kiedy wytwarza poczucie wspólnoty i solidarności.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Najdogodniej można poznać miasto starając się dociec, jak się w nim pracuje, jak kocha i jak umiera.”

„Ale są miasta i kraje, gdzie ludzie od czasu do czasu podejrzewają istnienie czegoś innego. Na ogół nie zmienia to ich życia.”

„Mężczyźni i kobiety albo łączą się pospiesznie w tym, co nazywa się aktem miłosnym, albo powoli przyzwyczajają się do siebie. Między tymi krańcami często nie ma środka.”

„Szczury umierają bowiem na ulicy, a ludzie w domu. Dzienniki zaś zajmują się tylko ulicą.”

„Kiedy wybucha wojna, ludzie powiadają: >To nie potrwa długo, to zbyt głupie<. I oczywiście, wojna jest na pewno zbyt głupia, ale to nie przeszkadza jej trwać.”

„Poza tym gadanie wyolbrzymia wszystko.”

„(…) hipotezy w nauce, jak i w życiu, są zawsze niebezpieczne.”

„Tak, w nieszczęściu jest cząstka abstrakcji i irrealności. Ale kiedy abstrakcja zaczyna nas zabijać, trzeba się zająć abstrakcją.”

„Aby walczyć z abstrakcją, trzeba trochę być do niej podobnym.”

„Lecz w tym, w czym jedni widzieli abstrakcję, inni widzieli prawdę.”

„W niedzielę rano na przykład kąpiele morskie są poważną konkurencją dla mszy.”

„Sądziliście, że wystarczy wam odwiedzać Boga w niedzielę, abyście byli panami waszych dni.”

„Po raz pierwszy wszyscy stali się wrażliwi na barwy nieba i zapachy ziemi, które znaczą zmiany pór roku.”

„Ale ta łajdacka choroba! Nawet ci, których nie tknęła, noszą ją w sobie.”

„(…) Bóg na pewno nie istnieje, w przeciwnym razie księża byliby niepotrzebni.”

„(…) przypisując zbyt wielkie znaczenie pięknym czynom, składa się pośrednio hołd złu.”

„Ale zawsze nadchodzi godzina w historii, kiedy ten, co ośmiela się powiedzieć, że dwa i dwa to cztery, jest karany śmiercią.”

„Teraz wiem, że człowiek jest zdolny do wielkich czynów. Ale jeśli nie jest zdolny do wielkiego uczucia, nie interesuje mnie.”

„Miłość bowiem żąda odrobiny przyszłości, a myśmy mieli tylko chwile.”

„Nic w świecie nie jest warte, żeby człowiek odwrócił się od tego, co kocha.”

„Inaczej rozumiem miłość. I nigdy nie będę kochał świata, gdzie dzieci są torturowane.”

„Cierpienie dziecka jest na pewno upokarzające dla umysłu i serca.”

„Ale mówiono mi, że trzeba tylko kilku trupów, aby powstał świat, gdzie nie zabija się nikogo.”

„Znam dziś tylko jedno konkretne zagadnienie: czy można być świętym bez Boga.”

„(…) świat bez miłości jest martwym światem (…).”

            Dżuma to książka, po którą wielu z nas sięgnęło w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19. Za sprawą powieści francuskiego pisarza przenosimy się do algierskiego Oranu – miasta ogarniętego epidemią. Warto jednak zaznaczyć, że miejsce akcji ma w Dżumie charakter umowny – Camus celowo unika szczegółowych opisów zarówno czasu, jak i przestrzeni wydarzeń. W zapisie dat ostatnie cyfry zastąpione są kropkami, co nadaje opowieści ponadczasowy, uniwersalny wymiar i otwiera ją na rozmaite interpretacje.

Tytułowa dżuma to oczywiście epidemia, która ogarnia miasto. Wszystko zaczyna się niepozornie – od znalezienia przez jednego z bohaterów, doktora Castela, martwego szczura. Ale powieść Camusa można odczytywać nie tylko dosłownie. Dżuma to także metafora zła, z którym człowiek musi się zmierzyć – zła, które rozprzestrzenia się w świecie, ale też tego, które każdy nosi w sobie. Ta walka ze złem ma wymiar zarówno wspólnotowy, jak i głęboko osobisty. Gdyby Albert Camus żył dzisiaj, z pewnością miałby wiele do powiedzenia o stanie współczesnych stosunków międzynarodowych i kondycji człowieka. Na szczęście pozostawił po sobie bogaty dorobek pisemny – będący zarazem przestrogą przed zatwardziałością serc, jak i inspiracją do działania z miłością i współczuciem. W czasach, gdy przemoc często przedstawiana jest jako droga do zbawienia, patriotyzm utożsamiany z odkupieniem, a rozszerzająca się kontrola państwa przybiera pozory pokuty, pisma Camusa przypominają o roli „uzdrowicieli" – ludzi, którzy nie poddają się złu, lecz starają się je przezwyciężać. Camus uczy nas, że sama myśl – nawet najszlachetniejsza – nic nie znaczy, jeśli nie towarzyszy jej działanie. Jego twórczość pozostaje żywa i aktualna, bo stawia pytania, z którymi nadal musimy się zmierzyć – o odpowiedzialność, wolność, solidarność i granice ludzkiego sumienia. Nie możemy zapomnieć o jednym: będziemy tym, kim siebie uczynimy. Można uczynić siebie przestępcą, zaprzańcem, (można uczynić) siebie zakonnika, artystę, lekarza, przyzwoitego pracownika, po prostu dobrego człowieka. Doktor Bernard Rieux, bohater powieści Camusa, angażując się w walkę z dżumą, buduje siebie jako człowieka, staje się tym, kim chce się stać. W Dżumie jest też ten cholerny staruszek, który pojawia się na początku, a potem znika bez śladu. To obrzydliwa postać. Rzuca bezpańskim kotom kawałki papieru z okna, a kiedy zwierzęta – niecnie zwabione, głodne – podchodzą, pluje na nie, straszy je i śmieje się okropnie. Mamy więc wybór między doktorem Rieux a tym ohydnym starcem… I dwa bieguny naszego losu, samotność i solidarność. Ale – co u Alberta Camusa ( i jako pisarza i jako człowieka) jest bardzo znamienne – te dwa bieguny powinny gdzieś się sprząc. Jesteśmy bowiem zawsze samotni, ale tę drastyczną samotność możemy w pewnym stopniu przełamać przez solidarność, wypełniając sens własnego życia, budując istotę własnego człowieczeństwa – przez zaangażowanie i działanie dla innych.

            Akcja powieści rozgrywa się w zwyczajnym, nadmorskim miasteczku w rodzinnej Algierii Camusa – wówczas będącej francuskim terytorium kolonialnym – i dokumentuje dziesięć miesięcy, podczas których dżuma, wyjątkowo zaraźliwa i śmiertelna choroba, pochłania setki ofiar i odbiera mieszkańcom resztki normalnego życia. Nad miastem nieustannie unosi się złowieszczy, dymiący całun – to dym z krematorium, które pracuje bez przerwy, dzień i noc. Żołnierze strzegą zamkniętych bram, a miasto zostaje objęte kwarantanną i odcięte od reszty świata. Z tej przytłaczającej, niemal apokaliptycznej scenerii wyłaniają się dwaj cisi bohaterowie: Bernard Rieux, miejscowy lekarz, który pełni także rolę narratora, oraz Jean Tarrou – nowo przybyły do miasta, który dobrowolnie włącza się w walkę z epidemią. Razem diagnozują chorych, opiekują się umierającymi i organizują usuwanie ciał. W jednym z późniejszych fragmentów Tarrou dzieli się z Rieux swoją refleksją na temat dżumy – nie tylko jako choroby, ale także jako metafory zła, które drzemie w każdym z nas. Camus starał się określić istotę człowieczeństwa w najtrudniejszym okresie historycznym: przemarszu faszyzmu i totalitaryzmu przez Europę, z towarzyszącym mu terroryzmem policyjnym, torturami, wojną i obozami koncentracyjnymi. Unikał obojętności i podkreślał, że stawiając czoła niesprawiedliwości i przeciwnościom losu, umacnia się ludzkiego ducha.

Jeden z najstarszych pacjentów doktora Rieux – demoniczny, przykuty do łóżka astmatyk – łuska groch i z ironią stwierdza, że nie boi się dżumy, bo nie można umrzeć na dwie rzeczy naraz. Dla niego epidemia to niemal widowisko, które śledzi z cynicznym dystansem. Tymczasem w innej części miasta ksiądz Paneloux ogłasza z ambony, że zaraza to Boży sąd nad grzeszną ludzkością. Jednak jego przekonania zostają wystawione na ciężką próbę, gdy musi być świadkiem agonii niewinnego dziecka. Kolejne kazanie, które wygłasza, ma już inny ton – jego religia przestaje być narzędziem kary, staje się próbą niesienia pociechy i wspólnoty w smutku. „Któż mógłby bowiem twierdzić, że wieczna radość może wynagrodzić chwilę ludzkiego cierpienia?” Ta zmiana okazuje się jednak dla niego zbyt trudna. Niedługo później zapada na zdrowiu i umiera. Nie wiemy, czy przyczyną była dżuma – jego ciało zostaje oznaczone z gorzką dwuznacznością jako cas douteux. „Napisano na karcie kontrolnej: >Wypadek wątpliwy<.” 


Śmierć dziecka to jedyny fragment powieści, którego nigdy nie potrafiłem przeczytać do końca. Camus przez większość czasu jest powściągliwy wobec swoich czytelników – jego styl jest chłodny, oszczędny, wyważony. Ale właśnie dlatego te kilka stron działa tak porażająco. Nie ma tu histerii, nie ma emocjonalnych uniesień. Jest tylko rzeczowa, beznamiętna proza, która z chirurgiczną precyzją opisuje, jak zaraza dławi życie.  Właśnie ta chłodna dokładność sprawia, że scena ta uderza z taką siłą. To moment, w którym moc i okrucieństwo zarazy osiągają swoje apogeum – centralny punkt powieści. Dla mnie jednak pozostaje to czarna plama. Miejsce, którego nie potrafię dotknąć. Jeśli doktor Rieux jest kimś, kogo możemy nazwać bohaterem tej książki, to nie dlatego, że wykazuje się nadzwyczajną odwagą czy wygłasza wielkie manifesty moralne. Jest nim dlatego, że potrafi spojrzeć w oczy cierpieniu – także temu najbardziej nieznośnemu, jak agonia dziecka – i mimo wszystko kontynuować nieustępliwą walkę z zarazą. Rieux to jeden z typowych chłodnych bohaterów Camusa. Nie daje się wciągnąć w rozważania o sensie dżumy, nie spekuluje na temat jej przebiegu i nie traci energii na afektowne współczucie. Na początku może wydawać się odpychający, zbyt oschły, może nawet znieczulony. Ale z czasem jego nieustanne powtarzanie, że „musi wykonywać swoją pracę”, jego cicha determinacja, z jaką leczy chorych i organizuje pracę ochotników, nabierają rangi autentycznej szlachetności. Doktor Rieux wie, że troski i lęki wybiegające poza granice jego lekarskiego powołania mogą prowadzić tylko do bezsilności albo do samozadowolenia. Odmawia sobie tego luksusu. Jego milczące oddanie obowiązkom, jego odwaga, która nie potrzebuje słów, a także straty osobiste, które ostatecznie poniesie, czynią z niego postać głęboko poruszającą – nie bohatera wielkich gestów, lecz z codziennej wytrwałości.

Zaskakujące w kolejnym bohaterze Dżumy, Tarrou, jest to, że nie tylko działa, ale i myśli – a jego refleksje są głęboko zakorzenione w przeżyciu i doświadczeniu. W tym sensie jest jednym z nielicznych egzystencjalistów, którzy potrafią myśleć i działać jednocześnie. Jego teoria dżumy wyrasta z traumy młodości – chwili, która na zawsze zmienia jego sposób widzenia świata. Chodzi o moment, w którym jako młody chłopiec był świadkiem, jak jego ojciec, zastępca prokuratora generalnego, posyła człowieka na śmierć. Zestawienie opanowania ojca z brutalną ostatecznością wyroku – pozbawieniem życia drugiego człowieka – uświadamia Tarrou szaleństwo tkwiące w społecznych instytucjach i ukrytej przemocy, która drzemie w ludziach. Nawet jeśli ta przemoc jest zorganizowana, zalegalizowana i kontrolowana, wciąż pozostaje przemocą – i nie daje się całkowicie wyeliminować.

W tym doświadczeniu rodzi się jego przekonanie, że każdy człowiek nosi w sobie zarazę – że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu skażeni, bo wszyscy, choćby potencjalnie, jesteśmy zdolni do wyrządzenia śmiertelnej krzywdy drugiemu człowiekowi. Tarrou używa słowa „dżuma” jako metafory tej ukrytej przemocy – przemocy, która rodzi się z dominacji, z poczucia wyższości, z prawa do sądzenia i karania. Jego życie staje się próbą ucieczki od tej przemocy – gorącym pragnieniem pozostania czystym. Tarrou obsesyjnie próbuje dowiedzieć się, czy można zostać sprawiedliwym – kimś, kto dokonuje cudu i nikogo nie krzywdzi. To pragnienie, choć piękne, okazuje się niemal niemożliwe do zrealizowania. Jego losy w tej walce pozostają niejednoznaczne… ale nie zdradzę ich tutaj, by nie odbierać nikomu przyjemności z czytania.

Zastanawiając się nad argumentami w kontekście kondycji moralnej w naszym życiu, odkrywamy, że niewiele wiemy o doktorze Rieux poza tym, że z oddaniem angażuje się w pomoc ofiarom epidemii i jest w swoim działaniu anielsko cierpliwy i miłosierny. Camus bardzo skąpo kreśli tę postać. Nic nie pisze o pasjach doktora – nie wiadomo, jaką książkę ostatnio czytał, jakiej muzyki słucha albo komu kibicuje w sportowych rozgrywkach. Czy ma poczucie humoru? Nie znajduję w książce żadnego fragmentu, który pozwalałby go odkryć. Wiemy tylko, że z troską myśli o swojej chorej żonie, która na kilka dni przed zamknięciem miasta wyjechała do sanatorium. Trzeba jednak przyznać, że Rieux jest na tyle skoncentrowany na ratowaniu chorych w Oranie, że nie przeżywa zbyt emocjonalnie rozstania z żoną. To jednak z pewnością nie obojętność, ale raczej typ osobowości, który utrudnia mu okazywanie silnych emocji, albo może cnota umiarkowania, nad którą latami pracował. Trudno też odnaleźć fragment, w którym doktor wypowiadałby się źle o innych osobach. Jest pewne, że ludzie z otoczenia Rieux czują jego życzliwość i akceptację.

Camus, odmawiając pójścia w kierunku metafizycznego buntu przeciw Stwórcy, ogranicza swój bunt do dziedziny względności, tam gdzie ludzka działalność może mieć miejsce. Bunt przeciw Bogu traci swą zażartość. „Zbawienie człowieka, to zbyt wielkie słowo dla mnie. Nie idę tak daleko. Interesuje mnie jego zdrowie, przede wszystkim zdrowie.” Można to wywnioskować z wypowiedzi doktora Rieux, z którym w Dżumie autor najbardziej się utożsamia. Na pytanie Tarrou, przeciw komu broni swych chorych, Rieux odpowiada: nie wiem. Stwierdza jednak nieco później, że w tej sprawie jego postawa uległa zmianie. Dawniej nie mógł oglądać śmierci istot powołanych do życia, nie buntując się przeciw stanowi, który był udziałem człowieka, a dalej przeciw Bogu – sprawcy tego stanu. „Byłem wówczas młody i zdawało mi się, że moja niechęć godzi w porządek świata. Potem stałem się bardziej skromnym”. Ewolucja naszego autora jest w tym względzie bardzo widoczna. W takim układzie człowiek nie jest niewinny, bo czyni zło, lecz zarazem nie jest nie winny z powodu niewiedzy – braku rozeznania, niemocy wyboru dobra, a więc nieświadomego czynienia zła. Bóg nie jest przyczyną zła, człowiek zaś nie odpowiada za nie w pełni, choć niejednokrotnie je wybiera.

O Dżumie stwierdzono, że promuje tezę o bezużyteczności walki, skoro zło i ucisk ostatecznie nigdy nie mają zostać pokonane, skoro dżuma ma nigdy nie umierać. Widziano w niej karygodne nawoływanie do solidarności z ofiarami bez podjęcia walki z oprawcami. Jeszcze zanim otrzymał Nagrodę Nobla, Camus potępił radzieckie obozy pracy, krytykował socrealizm, wypowiadał się w kwestiach wolności politycznych, potępiał tyranię i masowe morderstwa, które postrzegał jako nieodłącznie towarzyszące rewolucji. W interpretacji I.D. Schuniajewa camusowski Mit Syzyfa okazał się celebracją wiary w walkę, Obcy – krytyką burżuazyjnego społeczeństwa pełnego hipokryzji i formalnej moralności, Dżuma natomiast utworem antyfaszystowskim.[1]

Na końcu Dżumy jest scena pełna nadziei i radości – scena, która z pewnością nie była udziałem ludzi po zakończeniu pandemii COVID-19. W Oranie, po zniesieniu kwarantanny, ludzie wychodzą na ulice, tańczą, śpiewają, ściskają się, a pociągi przyjeżdżają na perony, gdzie rozdzieleni przez chorobę ludzie znów spotykają się z bliskimi. To piękny obraz wspólnoty, która odzyskuje swoje człowieczeństwo po trudnym czasie. Ale nie widzieliśmy tego po pandemii COVID-19 – ani w Warszawie, ani w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku czy Barcelonie. Dlaczego? Ponieważ w wielu przypadkach ludzie nie wierzyli w powagę pandemii, nie traktowali jej z należytą uwagą. Zamiast wspólnego wyjścia z kryzysu, dostaliśmy podziały – nie tylko w przestrzeni fizycznej, ale także w sferze zbiorowej świadomości. W tym sensie zakończenie Dżumy staje się jeszcze bardziej wymowne i tragiczne, bo ukazuje nie tylko zwycięstwo nad zarazą, ale także siłę jedności i solidarności, która często bywa wystawiana na próbę w rzeczywistości.

 

 

 

 

 

           

           

 


[1] Por. I. D. Schuniajewa, Sovremennaia frantsuzskaia literatura, Moskwa 1961, s. 153-196, cyt. za: E. Tall, Soviet Responses…, s. 322-323

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz