29 października 2026

Bezrobotny Lucyfer i inne opowieści

 

„Bezrobotny Lucyfer i inne opowieści”

Aleksander Wat

Autor/ ur. 1 maja 1900 r. w Warszawie, zm. 29 lipca 1967 r. w Antony (Francja). Prozaik, poeta, tłumacz. Przed II wojną światową klasyk polskiego futuryzmu, tłumacz literatury rosyjskiej, redaktor związanego z KPP „Miesięcznika Literackiego”. Po wybuchu wojny wraz z żoną Pauliną (znaną jako Ola) i synem Andrzejem uciekł do Lwowa, gdzie w wyniku prowokacji został aresztowany przez NKWD. Więziony najpierw na Zamarstynowie, później na Łubiance. Po uwolnieniu na mocy amnestii odnalazł żonę i syna w Kazachstanie, skąd w 1946 r. udało im się powrócić do Warszawy. W powojennej Polsce pracował jako redaktor naczelny w PIW-ie, publikował wiersze, ale po wprowadzeniu w życie socrealistycznych dyrektyw utrzymywał się głównie z tłumaczeń. W „Kulturze” Wat publikował głównie na początku lat 60., zarówno wiersze, jak i eseje. Szczególnie ważna była przyjaźń poety z Czesławem Miłoszem. Plonem ich rozmów, najpierw w Berkeley, potem w Paryżu, jest monumentalny, dwutomowy „pamiętnik mówiony” pt. Mój wiek. Aleksander Wat popełnił samobójstwo przedawkowując leki przeciwbólowe. Jest pochowany na cmentarzu Les Champeaux w Montmorency.

Język oryginału/ pl Bezrobotny Lucyfer i inne opowieści

Tematyka/ Aleksander Wat w Bezrobotnym Lucyferze pokazuje, że diabeł nie pełni już tradycyjnej funkcji przeciwnika Boga i człowieka, lecz staje się figurą tragiczną, ambiwalentną i zbędną. Jest zarazem świadkiem, komentatorem i demaskatorem absurdów oraz symbolem kulturowo-metafizycznego przełomu epoki. Autor koncentruje się na diable jako figurze historyczno-kulturowej: pracowniku, artyście i demaskatorze, buntowniku oraz strażniku niejednoznaczności. Z tym ujęciem wiąże się także problem kryzysu wartości oraz  przewartościowania tradycyjnych kategorii dobra i zła. Wat odchodzi od jednoznacznie negatywnego obrazu szatana, ukazując go raczej jako zwierciadło egzystencjalnych dramatów XX wieku. Natomiast utwór Żyd Wieczny Tułacz przedstawia historię rozgrywającą się na przestrzeni kilkuset lat, od początku XX wieku aż po wiek XXIX. Choć postać Ahaswera w twórczości Wata przechodzi różne przemiany, realizacja tego motywu nie wykracza poza ujęcia typowe dla modernizmu. Żyd Wieczny Tułacz jest dla poety figurą człowieka, który nigdzie w świecie nie może znaleźć dla siebie miejsca. Mimo poczucia wyobcowania, a może właśnie z jego powodu, Wat chętnie posługuje się językiem toposów kultury, wskazując na uniwersalne tęsknoty i pragnienia człowieka. Źródłem wykorzystywanych przez poetę figur jest kultura śródziemnomorska, do której uniwersalnych narracji należy między innymi legenda o Żydzie Wiecznym Tułaczu. Utwór łączy zatem porządek czasu współczesnego autorowi z perspektywą futurologiczną.

Główny motyw/ Bezrobotny Lucyfer przypomina w pewnym stopniu Mistrza i Małgorzatę. W połowie lat trzydziestych Lucyfer przybywa na Ziemię, chcąc siać zamęt i wprowadzać ludzi w grzech. Z przerażeniem odkrywa jednak, że ludzie nie potrzebują już jego pomocy w czynieniu zła. Ludzkość dawno przekroczyła granice wytyczone niegdyś przez samego diabła – i to do tego stopnia, że stał się on całkowicie zbędny. Lucyfer tuła się więc od drzwi do drzwi, poszukując dla siebie zajęcia. Od właściciela klubu nocnego dowiaduje się, że jego średniowieczne orgie przy ogniskach uchodzą dziś za nudne i banalne w porównaniu z nowoczesnymi dansingami. Od generałów zaś słyszy, że w polityce o wiele skuteczniejszą bronią niż krętactwo i oszustwo bywają szczere zamiary. Utwór Żyd Wieczny Tułacz opowiada historię o charakterze futurologicznej paraboli. W połowie lat trzydziestych uczeń szkoły talmudycznej, Natan, doznaje olśnienia: jedynym ratunkiem dla świata byłaby sytuacja, w której wszyscy Żydzi gremialnie przyjęliby wiarę katolicką i zmonopolizowali stan duchowny. Dzięki swojemu protektorowi i dobroczyńcy, baronowi Gouldowi, udaje mu się zrealizować ten plan – w 1965 roku przyjmuje imię Urban IX i zasiada na tronie Piotrowym. Do końca XX wieku cały kler zostaje przejęty przez Żydów, co wywołuje ogromną konsternację wśród antysemitów, którzy, nie widząc innego wyjścia, wyrzekają się wiary chrześcijańskiej. W połowie XXI wieku antysemici odnajdują w Zebrzydowie ostatniego Żyda przestrzegającego Talmudu i Tory, i postanawiają przejąć po nim religijną schedę. W XXII wieku dochodzi do paradoksalnej sytuacji: Żydzi–chrześcijanie organizują pogromy i getta dla antysemitów–Żydów.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

Bezrobotny Lucyfer

„Nie jesteśmy wrogami Boga. Nie można być wrogiem fikcji.”

„Czym może dziś zostać biedny diabeł, jeśli nie wynalazcą.”

„Medycyna już dawno przestała być domeną diabła, dawno przerwała pępowinę, łączącą Lucyfera z patologią.”

„Tam, gdzie dawniej widziano diabła, dziś widzi się wszechpotężne atrybuty płci.”

„Kolor klubów sportowych jest dziś ważniejszy niż kolor ras.”

„Moje cuda są dziecinną zabawką wobec zorganizowanego cudu cywilizacji — rzekł Lucyfer.”

„Gdyby złamana oś tej dorożki, która jutro pójdzie na szmelc, uważała się za oś świata, mielibyśmy dokładny wizerunek tych ludzi.”

„Jestem niestety kozłem ofiarnym, na którego walą się wszystkie przemiany świata i jego stwórcy.”

„Słynna afera z Hiobem była tylko wywiadem dziennikarskim.”

„Książka jest religią dla jednostek, gazeta jest religią dla mas.”

„Wiara jest wiecznie ta sama; zmienia się tylko jej przedmiot. Dziś kościołem jest prasa. Czyż wierni tego kościoła nie czytają co rano gazety porannej, a wieczorem gazety wieczornej, tak jak niegdyś zmawiali się co rano modlitwą poranną, a wieczorem modlitwą wieczorną?”

„Zaprawdę jedna strona gazety zawiera więcej opisów cudów, niż całą Biblia. Zresztą nie cud tworzy wiarę — wiara tworzy cud.”

„Lucyfer skusił kobietę, słusznie więc, aby kobieta nawróciła Lucyfera.”

„Jestem Lucyferem. Ja i kościół byliśmy bliźniętami syjamskimi.”

„Wszak wiem, że przestałby istnieć kościół, opierający się na walce z szatanem, skoro by się nawrócił.”

„(…) Bóg się dawno pojednał z szatanem, że pogodził ich wspólny przeciwnik — ludzkość.”

Żyd Wieczny Tułacz

„Pieniądz to paradoks.”

„Pragnął zmienić nieosobową potęgę bankiera na osobistą moc reformatora.”

„Cierpliwość jest cechą tego narodu. Cierpliwość wywiodła naród jego z Egiptu i cierpliwość po paru tysiącach lat powróciła go do ziemi obiecanej. Żyd stoi przed ścianą i czeka, aż ściana go przepuści.”

„Na przemian uwielbiał żarliwie Chrystusa i ulegał dialektyce Lenina.”

„Ogarniamy wzrokiem rozległe przestrzenie historii, połączymy nasz punkt wyjścia z krzewem płonącym Mojżesza, z Kalwarią, z Marksem. Co za gigantyczna i jasna panorama dziejowa.”

Trudno o bardziej przewrotny, a zarazem trafny pomysł niż ten, który proponuje Aleksander Wat w swojej noweli o bezrobotnym Lucyferze. Oto bowiem postać, która przez wieki była jednym z fundamentów wyobraźni religijnej i metafizycznej – uosobienie zła, buntownik przeciw porządkowi świata, figura dramatyczna i potężna, nagle okazuje się… nikomu niepotrzebna. Co więcej, jego upadek nie polega na klęsce w walce dobra ze złem, lecz na czymś znacznie bardziej współczesnym i dotkliwym: na utracie funkcji. Lucyfer nie zostaje pokonany, zostaje zignorowany.

Już sam punkt wyjścia jest ironiczny. Lucyfer, który zna „wszystkie tajemnice stworzenia”, postanawia jeszcze przydać się ludzkości i oferuje swoje usługi. Nie przychodzi jako niszczyciel, lecz jako ktoś, kto chce się „przekwalifikować”. Problem polega na tym, że nowoczesny świat nie przewiduje dla niego żadnego stanowiska. Jego wędrówka przez różne środowiska przypomina serię rozmów kwalifikacyjnych, tylko że każda kończy się odmową. I każda z tych odmów mówi więcej o świecie niż o samym Lucyferze.

Pierwsze zderzenie następuje z ideologią. Redaktor antyreligijnego pisma odrzuca Lucyfera, ponieważ ten, jako byt metafizyczny, wierzy w Boga, a więc jest dla racjonalistów niewiarygodny. Już tutaj pojawia się paradoks: Lucyfer zostaje wykluczony nie dlatego, że jest zbyt „diabelski”, lecz dlatego, że jest zbyt konsekwentny metafizycznie. Świat, który odrzucił religię, nie potrafi przyjąć nawet jej przeciwnika. W zetknięciu z nauką i techniką sytuacja wygląda podobnie. Lucyfer prezentuje swoje „cuda”, ale zostają one uznane za nienaukowe, a więc bezwartościowe. Nowoczesna cywilizacja sama produkuje cuda, tylko że są to cuda technologiczne, przewidywalne, mierzalne i użyteczne. To, co nie mieści się w tej logice, zostaje odrzucone jako zbędne. W rozmowie z lekarzem okazuje się, że medycyna również nie potrzebuje już diabła. Choroba przestaje być tajemnicą czy karą – staje się zjawiskiem biologicznym. Jak ironicznie sugeruje tekst, medycyna „przerwała pępowinę łączącą Lucyfera z patologią”. Tam, gdzie kiedyś widziano działanie sił nadprzyrodzonych, dziś widzi się diagnozę i terapię.

Jeszcze ciekawszy jest wątek sportu, który Wat przedstawia jako jedną z nowych religii nowoczesności. Sport nie jest już tylko rozrywką, staje się systemem wartości, przestrzenią rywalizacji i wspólnoty, a nawet namiastką sensu. Na stadionach rozgrywają się dziś dramaty, które kiedyś należały do sfery religii lub wojny. Nawet „upadek aniołów” zostaje tu przewrotnie zinterpretowany jako pierwszy rekordowy skok. Lucyfer przegrywa więc z tabelą wyników i kultem ciała. Jego metafizyczna energia zostaje zastąpiona energią fizyczną, mierzoną w sekundach, metrach i punktach. Makler patrzy na niego jak na inwestycję bez wartości. Jeśli czegoś nie da się przeliczyć na zysk, nie ma to znaczenia. Lucyfer nie generuje dochodu, więc zostaje odrzucony. W tym świecie nawet diabeł musi mieć „model biznesowy”. Dziennikarz z kolei redukuje rzeczywistość do informacji. Lucyfer mógłby być dla niego tematem – ale tylko chwilowym. Sensacja, nagłówek, krótka historia, która jutro zostanie zapomniana. W świecie mediów nie ma miejsca na trwałość ani głębię – liczy się natychmiastowość. Policjant reprezentuje porządek i system. Dla niego Lucyfer jest problemem, ponieważ nie daje się sklasyfikować. Nie ma dokumentów, nie mieści się w przepisach, nie podlega procedurom. A to w świecie biurokratycznym oznacza jedno: nie istnieje w sposób „prawidłowy”. Chaos, który Lucyfer reprezentuje, jest czymś, co system próbuje wyeliminować lub przynajmniej zignorować.

Najbardziej gorzki wymiar ma jednak spotkanie z ministrem wojny. To właśnie tutaj ujawnia się pełnia ironii. Minister reprezentuje świat, który potrafi niszczyć w sposób zorganizowany, systemowy i masowy. W porównaniu z nim Lucyfer jawi się jako amator. Zło, które kiedyś było indywidualne i symboliczne, zostaje zastąpione przez zło instytucjonalne, efektywne i bezosobowe. Nowoczesność nie potrzebuje diabła, bo sama produkuje jego funkcję – i robi to skuteczniej. Do tej galerii należy dodać jeszcze poetę i historyka, którzy pokazują rozpad nie tylko instytucji, ale też języka i prawdy. Wątek poety jest szczególnie ironiczny. Dawna poezja, związana z natchnieniem i metafizyką, zostaje zdegradowana do czegoś przypadkowego, wręcz groteskowego. Twórczość przestaje być aktem duchowym, a staje się czynnością mechaniczną lub chaotyczną. „Coraz mniej jest poetów, a coraz więcej radioamatorów” – to zdanie brzmi jak gorzka diagnoza kultury, w której ilość zastępuje jakość.

Jeszcze bardziej radykalna jest rozmowa z historykiem. Lucyfer odwołuje się do prawdy, ale słyszy, że prawda historyczna już nie istnieje – są tylko interpretacje, systemy i konwencje. Fakty przestają być czymś oczywistym. W takim świecie Lucyfer, operujący kategoriami dobra i zła, staje się zupełnie nieprzystający. Kulminacją tej serii odrzuceń jest spotkanie z biskupem, który odmawia Lucyferowi rozgrzeszenia. Instytucja zajmująca się grzechem i zbawieniem nie potrafi przyjąć samego jego uosobienia. To moment absurdalny, ale niezwykle wymowny.

W tej sytuacji Lucyfer próbuje popełnić samobójstwo. Jednak jako istota nieśmiertelna nie może tego zrobić. Jego tragedia polega więc na tym, że nie tylko nie ma miejsca w świecie, ale nawet nie może z niego odejść. I właśnie tutaj pojawia się kluczowa myśl całego utworu: Lucyfer nie jest bezrobotny dlatego, że zło zniknęło. Jest bezrobotny, ponieważ zło stało się wszechobecne. Nie potrzebuje już twarzy ani imienia. Rozproszyło się w systemach, instytucjach i codziennych praktykach. Stało się anonimowe. Lucyfer jako jednostka przegrywa więc z Lucyferem jako strukturą. I wtedy pojawia się rozwiązanie, które jest równie zaskakujące, co trafne: kino. Lucyfer zostaje Charliem Chaplinem. To nie tylko efektowna puenta, ale głęboka metafora. Chaplinowska postać łączy w sobie wszystkie sprzeczności nowoczesności: jest jednocześnie komiczna i tragiczna, mechaniczna i ludzka, zbuntowana i bezradna. Jego ciało działa jak maszyna, ale twarz zdradza emocje. Film staje się jedyną przestrzenią, w której można jeszcze pokazać to, czego nie da się uchwycić w języku nauki, religii czy polityki. Sztuka przejmuje funkcję metafizyki. 


Aleksander Wat napisał utwór Żyd wieczny tułacz w określonym kontekście historycznym (Polski) – w czasie narastających napięć społecznych, kryzysów politycznych oraz wzrostu nastrojów nacjonalistycznych i antysemickich w pierwszej połowie XX wieku. Antysemityzm był wówczas trwałym elementem propagandy środowisk narodowych. Już w 1902 roku Roman Dmowski na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego” nawoływał do powołania „aparatu niejako zawodowego antysemityzmu”. W 1905 roku endecja, na wzór rosyjski, wykorzystywała antysemityzm jako narzędzie walki z rewolucją. Chcąc odwrócić uwagę społeczeństwa od własnych porażek, takich jak utrata Chełmszczyzny czy klęski wyborcze, nasilano kampanię antyżydowską, m.in. ogłaszając w 1912 roku bojkot gospodarczy Żydów. Podczas konferencji wersalskiej przywódcy endecji, zwłaszcza Dmowski, coraz bardziej ulegali zmitologizowanej tezie o ogromnych, międzynarodowych wpływach Żydów. Kryzysy finansowe dodatkowo pogłębiały te nastroje, a obecność kapitału żydowskiego w części banków i przedsiębiorstw była przedstawiana jako zagrożenie. Szczególnie silne napięcia występowały na wsi oraz w miastach, gdzie konkurencja ekonomiczna sprzyjała konfliktom. Chłop spotykał się z Żydem trudniącym się handlem i pośrednictwem, natomiast drobnomieszczanin i inteligent polski postrzegał Żydów jako konkurencję zawodową. W efekcie niechęć wobec mechanizmów kapitalizmu przekształcała się w niechęć do Żydów. Program antyżydowski zyskiwał popularność, ponieważ oferował proste wyjaśnienia złożonych problemów społecznych, politycznych i gospodarczych.

W ten sposób kształtował się obraz „Żyda” nie jako konkretnej osoby, lecz jako mitu: irracjonalnego wroga, rzekomego sprawcy wszelkiego zła w przeszłości i teraźniejszości. Według tej narracji „żydostwo” miało odpowiadać zarówno za rozwój kapitalizmu, jak i za jego kryzysy oraz ideologie mu przeciwstawne, co prowadziło do absurdalnych i sprzecznych oskarżeń. Tego rodzaju uproszczone i mitologiczne wyobrażenia sprzyjały integracji różnych grup społecznych wokół wspólnego wroga. W tym kontekście utwór Wata można odczytywać jako głos w debacie epoki, ukazujący mechanizmy powstawania stereotypów oraz ich zakorzenienie w realiach społecznych i ideologicznych tamtego czasu. Także ze stereotypów masowej wyobraźni utkane są pozostałe opowieści tego tomu, a przede wszystkim nowela Żyd wieczny tułacz. Czego w niej nie ma! Jest zarówno gazetowa panorama wydarzeń lat międzywojennych, jak i typowe motywy konfliktów rasowych, a także stereotypy antyżydowskich urojeń (jakby parafrazy Protokołów mędrców Syjonu) oraz „klasyczne” motywy historii Ahaswera i konwersji Żydów na chrześcijaństwo. Ten ostatni wątek był eksploatowany w piśmiennictwie dwudziestolecia zarówno przez ideowych antysemitów (np. w teoriach spiskowych o „żydomasonerii”), jak i przez najwybitniejszych twórców epoki. Wystarczy przypomnieć jeden z głównych motywów Pożegnania jesieni, czyli konwersję Heli Bertz i jej ojca, stanowiącą konstrukcyjno-intelektualne centrum powieści Witkacego.

W tej mozaice stereotypowych motywów warto dostrzec nie tylko niezwykły słuch pisarski Aleksandra Wata. Jego proza zdaje się chłonąć rzeczywistość dwudziestolecia jak gąbka wodę. Erudycyjne oczytanie autora, a także umiejętność przekształcania materiałów należących do popularnego obiegu (gazetowych sensacji, broszur, traktatów czy publicystycznych domysłów) w pogłębione pytania filozoficzne i historiozoficzne o kierunek rozwoju cywilizacji są tego przykładem. W tym sensie futurysta Wat okazuje się zarazem katastrofistą. W noweli Żyd wieczny tułacz baron Gould, Żyd wywodzący się z Zebrzydowa, bogaty bankier prowadzący interesy w światowych metropoliach, formułuje wizję ratunku dla pogrążającej się w chaosie Europy. Jego „stypendysta” Natan studiuje różnorodne prądy intelektualne, łącząc fascynację chrześcijaństwem z uleganiem ideologii rewolucyjnej. Kontynent pogrąża się w „odmętach ogólnego chaosu”: ścierają się komunizm, faszyzm, izolacjonizm, kryzys Kościoła, mnożą się sekty religijne i narasta bezrobocie. Proletariat ginął w odmęcie ogólnego chaosu. Religijność, sekciarstwo i metafizyka przenikały przez pęknięte dno tonącego okrętu świata. Mówiono o znakach, które wyprzedzają dzień ostateczny. W Paryżu pięćdziesięcioletnia sprzedawczyni gazet, która nigdy nie zaznała mężczyzny, rodziła syna o promieniejącym ciele. W Londynie wieczorami widywano na niebie krwawe miecze i jeźdźców na ryżych koniach. W Berlinie właścicielka magazynu mód ogłosiła się zbawicielką świata. Finanse świata przechodziły ostry kryzys – niezbadanej choroby, której bakcyl wymykał się wysiłkom ekonomistów. Na karku świata, w Wiedniu, wzbierał najpotężniejszy wrzód. Wrzodem był baron Gould, dyktator giełd świata. Europa błagała go o ratunek. Europa ludożercza, spauperyzowana, mistyczna, sadystyczna, sprostytuowana. Baron zestarzał się i był głuchy na błagania. Natan był jego sekretarzem. Teraz kierował jego interesami w Nowym Jorku. Natan pragnął się wyróżnić. Faszyzm nauczył go, że przewrót polityczny jest kwestią zatrudnienia większej liczby bezrobotnych ambicji. Zwracał spojrzenie na wschód, do Zebrzydowa, odległego o dziesięć kilometrów od najbliższej stacji, zachlapanego błotem. Korzeniami był wrośnięty w stary jeszybot, a w wierzchołku gnieździła się dialektyka europejskiej cywilizacji. „Będę arką przymierza między Żydami a Europą, między Zachodem a Wschodem” – marzył Natan. W tej sytuacji Gould dochodzi do przekonania, że świat może ocalić jedynie „nowa religia” – synteza racjonalizmu i odnowionego katolicyzmu, którą mieliby współtworzyć Żydzi.

Dalszy rozwój wydarzeń ma charakter celowo paradoksalny i groteskowy: Natan zostaje papieżem, dochodzi do odwrócenia ról prześladowców i prześladowanych, a historia zatacza koło. Wat pokazuje w ten sposób mechanizm powtarzalności ideologii i złudność wszelkich „ostatecznych rozwiązań”. Jego wizja podporządkowana jest logice absurdu: przyszłość okazuje się jedynie przekształconą wersją przeszłości. W tym sensie nowela Wata nie tylko odzwierciedla realia międzywojnia, lecz także demaskuje trwałość mechanizmów myślenia opartych na stereotypach i lękach zbiorowych. Można zauważyć, że również współcześnie pojawiają się napięcia i spory wokół relacji chrześcijańsko-żydowskich, co pokazuje, iż tematy podjęte przez Wata pozostają aktualne. Nie oznacza to jednak prostego braku zmian, lecz raczej ciągłe przekształcanie się dawnych wyobrażeń i debat w nowych kontekstach historycznych.

Analizując motyw Ahaswera w twórczości Wata, badacze najczęściej interpretują utwór zatytułowany Żyd wieczny tułacz. Przedstawiona w nim historia opowiada o wydarzeniach rozgrywających się na przestrzeni kilkuset lat, od początku XX wieku aż do wieku XXIX, a zatem łączy porządek czasu współczesnego autorowi z futurologią. Najważniejsza wydaje się jednak kompozycyjna rama całej opowieści, wyznaczona przez dwa podobne do siebie wydarzenia, dzięki którym historia zatacza koło. Młody Żyd, Natan z Zebrzydowa, studiuje Torę. Pewnego dnia chce prosić rebego o radę, więc dogania go, chcąc porozmawiać. Mężczyzna odwraca się, a Natan „[…] z przerażeniem zamiast żółtaczkowatej, piegowatej twarzy rebego zobaczył rumianego, lnianowłosego i niebieskookiego proboszcza”. Po tym wydarzeniu Natan odkrywa, że jego edukacja była możliwa dzięki finansowemu wsparciu bogatego barona Goulda. Wdzięczny, postanawia odnaleźć swojego dobroczyńcę, porzucając naukę. Gdy dochodzi do spotkania z Gouldem, Natan ujawnia swój polityczny, a nie religijny cel – chciałby sfinansować światową rewolucję komunistyczną. Mężczyzna wielokrotnie ulega gwałtownym ideowym przemianom, aż w końcu zostaje papieżem. W międzyczasie w społeczeństwie nasilają się kolejne podziały. Wybucha i kończy się wojna, jednak konflikty nie zostają zażegnane. Wszystkie kościelne posady zostają przejęte przez Żydów. Antysemici nie potrafią się z tym pogodzić i stają się największymi wrogami systemu oraz nowego ustroju.

W następnych wiekach próbowano narzucać nowe wiary i nakładać represje na społeczeństwo niepoddające się restrykcjom. Ponadto następuje wiele absurdalnych z punktu widzenia historii wydarzeń, polegających na ponownych konwersjach religijnych, inkwizycjach i wojnach. Przełomowy okazał się rok 2900, kiedy to historia ponownie zatacza koło i drugi, mieszkający w Zebrzydowie Natan szuka pomocy u swego nauczyciela, który okazuje się jednak kimś innym. Choć od podobnego wydarzenia minęło prawie tysiąc lat, niewiele się zmieniło. Zarówno Natan z początku XX wieku, jak i Natan z przyszłości, stracił rodziców w pogromie. Rodzice pierwszego z bohaterów zginęli w zamieszkach skierowanych przeciwko Żydom. Prawdopodobnie to samo stało się z rodziną drugiego z Natanów, który oddawał się studiowaniu Talmudu. Choć w wykreowanej przez Wata historii Żydzi tracą i odzyskują swoje prawa, żadne zmiany w ich postrzeganiu nie zachodzą raz na zawsze. Historia się powtarza i czytelnik może przypuszczać, że w kolejnych stuleciach następowałyby dalsze rewolucje, spiski i wojny, niewiele mające wspólnego z roztrząsaniem zawiłości religijnych czy jakąkolwiek racjonalną logiką. Postać Ahaswera nie pojawia się w opowiadaniu jako osobowy bohater. Jedyne (poza tytułem utworu) bezpośrednie przywołanie legendy ma miejsce w szczególnym, bo wyodrębnionym dzięki szkatułkowej kompozycji, fragmencie opowieści, którym jest list Natana do barona Goulda. O tym, w jaki sposób Wat nawiązuje do historii o Ahaswerze, pisano już kilkukrotnie, dlatego warto skupić się na innych realizacjach tego motywu, zazwyczaj pomijanych w opracowaniach.

Opisując niesamowity awans społeczny, prowadzący Natana z błotnistego sztetla na tron św. Piotra, Wat parodiuje antysemicką narrację o żydowskiej żądzy zdominowania świata, utożsamiającą bolszewizm z „żydostwem”. Przeplata ją z legendarną postacią Torquemady – potomka żydowskich conversos, który inspirował legendę o Wielkim Inkwizytorze Dostojewskiego. Nowela proponuje jednak coś więcej niż groteskową satyrę. To, co naprawdę interesuje Wata, to masowy fenomen radykalizacji młodych Żydów „uwięzionych dziwnym splotem syjonizmu, katolicyzmu i komunizmu”. Dlatego Natan przechodzi kolejną transformację: nawróciwszy się na katolicyzm, wspina się na wszystkie szczeble hierarchii kościelnej, aż w 1965 roku zostaje wybrany na tron papieski jako Urban IX. W ten sposób realizuje się jego wizjonerski program: powstaje teokracja żydowsko-chrześcijańska, gwarantująca ortodoksyjność doktryny z pomocą nowej inkwizycji. Pokonawszy chińską armię, w 1985 roku Żydzi, nawróceni na katolicyzm, ustanawiają system papocezaryczny[1].

Historie Natana nawiązują więc do wielu wątków: nie tylko do antysemickiej narracji i społeczno-politycznych losów diaspory, lecz także do eschatologicznej i metahistorycznej roli judaizmu. Niewykluczone, że nihilistyczną wizję skojarzoną z legendą Żyda tułacza Wat zapożyczył od Sørena Kierkegaarda, filozofa wysoko cenionego przez jego ojca. Duński filozof postrzegał judaizm jako zestarzałą, nieaktualną religię i interpretował legendę o Ahaswerze jako symbol „porzucenia przez Boga, nihilizmu i wyobcowania” ówczesnej „epoki rozpaczy”, nazywanej przez niego „epoką Żyda wiecznego tułacza”.

 

 


[1] Papocezaryzm – doktryna polityczna głosząca zwierzchnictwo papieża nad cesarzem i innymi władcami świeckimi. W 1075 papież Grzegorz VII sporządził notatkę „Dictatus Papae”. Dokument ten wyrażał przekonanie, że to papież, nie cesarz, jest zwierzchnikiem świata chrześcijańskiego. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz