„Bezrobotny Lucyfer i inne opowieści”
Aleksander Wat
Autor/ ur. 1 maja 1900 r. w Warszawie, zm. 29
lipca 1967 r. w Antony (Francja). Prozaik, poeta, tłumacz. Przed II wojną
światową klasyk polskiego futuryzmu, tłumacz literatury rosyjskiej, redaktor
związanego z KPP „Miesięcznika Literackiego”. Po wybuchu wojny wraz z żoną
Pauliną (znaną jako Ola) i synem Andrzejem uciekł do Lwowa, gdzie w wyniku
prowokacji został aresztowany przez NKWD. Więziony najpierw na Zamarstynowie,
później na Łubiance. Po uwolnieniu na mocy amnestii odnalazł żonę i syna w
Kazachstanie, skąd w 1946 r. udało im się powrócić do Warszawy. W powojennej
Polsce pracował jako redaktor naczelny w PIW-ie, publikował wiersze, ale po
wprowadzeniu w życie socrealistycznych dyrektyw utrzymywał się głównie z
tłumaczeń. W „Kulturze” Wat publikował głównie na początku lat 60., zarówno
wiersze, jak i eseje. Szczególnie ważna była przyjaźń poety z Czesławem
Miłoszem. Plonem ich rozmów, najpierw w Berkeley, potem w Paryżu, jest
monumentalny, dwutomowy „pamiętnik mówiony” pt. Mój wiek. Aleksander Wat
popełnił samobójstwo przedawkowując leki przeciwbólowe. Jest pochowany na
cmentarzu Les Champeaux w Montmorency.
Język
oryginału/ pl Bezrobotny Lucyfer i inne
opowieści
Tematyka/
Aleksander Wat w Bezrobotnym Lucyferze
pokazuje, że diabeł nie pełni już tradycyjnej funkcji przeciwnika Boga i
człowieka, lecz staje się figurą tragiczną, ambiwalentną i zbędną. Jest zarazem
świadkiem, komentatorem i demaskatorem absurdów oraz symbolem
kulturowo-metafizycznego przełomu epoki. Autor koncentruje się na diable jako
figurze historyczno-kulturowej: pracowniku, artyście i demaskatorze, buntowniku
oraz strażniku niejednoznaczności. Z tym ujęciem wiąże się także problem
kryzysu wartości oraz przewartościowania tradycyjnych kategorii dobra i
zła. Wat odchodzi od jednoznacznie negatywnego obrazu szatana, ukazując go
raczej jako zwierciadło egzystencjalnych dramatów XX wieku. Natomiast utwór Żyd
Wieczny Tułacz przedstawia historię rozgrywającą się na przestrzeni
kilkuset lat, od początku XX wieku aż po wiek XXIX. Choć postać Ahaswera w
twórczości Wata przechodzi różne przemiany, realizacja tego motywu nie wykracza
poza ujęcia typowe dla modernizmu. Żyd Wieczny Tułacz jest dla poety figurą
człowieka, który nigdzie w świecie nie może znaleźć dla siebie miejsca. Mimo
poczucia wyobcowania, a może właśnie z jego powodu, Wat chętnie posługuje się
językiem toposów kultury, wskazując na uniwersalne tęsknoty i pragnienia
człowieka. Źródłem wykorzystywanych przez poetę figur jest kultura
śródziemnomorska, do której uniwersalnych narracji należy między innymi legenda
o Żydzie Wiecznym Tułaczu. Utwór łączy zatem porządek czasu współczesnego
autorowi z perspektywą futurologiczną.
Główny
motyw/ Bezrobotny Lucyfer przypomina w pewnym stopniu Mistrza i
Małgorzatę. W połowie lat trzydziestych Lucyfer przybywa na Ziemię, chcąc
siać zamęt i wprowadzać ludzi w grzech. Z przerażeniem odkrywa jednak, że
ludzie nie potrzebują już jego pomocy w czynieniu zła. Ludzkość dawno
przekroczyła granice wytyczone niegdyś przez samego diabła – i to do tego
stopnia, że stał się on całkowicie zbędny. Lucyfer tuła się więc od drzwi do
drzwi, poszukując dla siebie zajęcia. Od właściciela klubu nocnego dowiaduje
się, że jego średniowieczne orgie przy ogniskach uchodzą dziś za nudne i banalne
w porównaniu z nowoczesnymi dansingami. Od generałów zaś słyszy, że w polityce
o wiele skuteczniejszą bronią niż krętactwo i oszustwo bywają szczere zamiary.
Utwór Żyd Wieczny Tułacz opowiada historię o charakterze futurologicznej
paraboli. W połowie lat trzydziestych uczeń szkoły talmudycznej, Natan, doznaje
olśnienia: jedynym ratunkiem dla świata byłaby sytuacja, w której wszyscy Żydzi
gremialnie przyjęliby wiarę katolicką i zmonopolizowali stan duchowny. Dzięki
swojemu protektorowi i dobroczyńcy, baronowi Gouldowi, udaje mu się zrealizować
ten plan – w 1965 roku przyjmuje imię Urban IX i zasiada na tronie Piotrowym.
Do końca XX wieku cały kler zostaje przejęty przez Żydów, co wywołuje ogromną
konsternację wśród antysemitów, którzy, nie widząc innego wyjścia, wyrzekają
się wiary chrześcijańskiej. W połowie XXI wieku antysemici odnajdują w
Zebrzydowie ostatniego Żyda przestrzegającego Talmudu i Tory, i postanawiają
przejąć po nim religijną schedę. W XXII wieku dochodzi do paradoksalnej
sytuacji: Żydzi–chrześcijanie organizują pogromy i getta dla antysemitów–Żydów.
Cytaty z książki charakteryzujące
problematykę utworu:
Bezrobotny Lucyfer
„Nie jesteśmy wrogami Boga. Nie można być
wrogiem fikcji.”
„Czym może dziś zostać biedny diabeł, jeśli
nie wynalazcą.”
„Medycyna już dawno przestała być domeną
diabła, dawno przerwała pępowinę, łączącą Lucyfera z patologią.”
„Tam, gdzie dawniej widziano diabła, dziś
widzi się wszechpotężne atrybuty płci.”
„Kolor klubów sportowych jest dziś
ważniejszy niż kolor ras.”
„Moje cuda są dziecinną zabawką wobec
zorganizowanego cudu cywilizacji — rzekł Lucyfer.”
„Gdyby złamana oś tej dorożki, która jutro
pójdzie na szmelc, uważała się za oś świata, mielibyśmy dokładny wizerunek tych
ludzi.”
„Jestem niestety kozłem ofiarnym, na
którego walą się wszystkie przemiany świata i jego stwórcy.”
„Słynna afera z Hiobem była tylko wywiadem
dziennikarskim.”
„Książka jest religią dla jednostek, gazeta
jest religią dla mas.”
„Wiara jest wiecznie ta sama; zmienia się
tylko jej przedmiot. Dziś kościołem jest prasa. Czyż wierni tego kościoła nie
czytają co rano gazety porannej, a wieczorem gazety wieczornej, tak jak niegdyś
zmawiali się co rano modlitwą poranną, a wieczorem modlitwą wieczorną?”
„Zaprawdę jedna strona gazety zawiera
więcej opisów cudów, niż całą Biblia. Zresztą nie cud tworzy wiarę — wiara
tworzy cud.”
„Lucyfer skusił kobietę, słusznie więc, aby
kobieta nawróciła Lucyfera.”
„Jestem Lucyferem. Ja i kościół byliśmy
bliźniętami syjamskimi.”
„Wszak wiem, że przestałby istnieć kościół,
opierający się na walce z szatanem, skoro by się nawrócił.”
„(…) Bóg się dawno pojednał z szatanem, że
pogodził ich wspólny przeciwnik — ludzkość.”
Żyd Wieczny Tułacz
„Pieniądz to paradoks.”
„Pragnął zmienić nieosobową potęgę bankiera
na osobistą moc reformatora.”
„Cierpliwość jest cechą tego narodu.
Cierpliwość wywiodła naród jego z Egiptu i cierpliwość po paru tysiącach lat
powróciła go do ziemi obiecanej. Żyd stoi przed ścianą i czeka, aż ściana go
przepuści.”
„Na przemian uwielbiał żarliwie Chrystusa i
ulegał dialektyce Lenina.”
„Ogarniamy wzrokiem rozległe przestrzenie
historii, połączymy nasz punkt wyjścia z krzewem płonącym Mojżesza, z Kalwarią,
z Marksem. Co za gigantyczna i jasna panorama dziejowa.”
Trudno o bardziej przewrotny, a zarazem
trafny pomysł niż ten, który proponuje Aleksander Wat w swojej noweli o
bezrobotnym Lucyferze. Oto bowiem postać, która przez wieki była jednym z
fundamentów wyobraźni religijnej i metafizycznej – uosobienie zła, buntownik
przeciw porządkowi świata, figura dramatyczna i potężna, nagle okazuje się…
nikomu niepotrzebna. Co więcej, jego upadek nie polega na klęsce w walce dobra
ze złem, lecz na czymś znacznie bardziej współczesnym i dotkliwym: na utracie
funkcji. Lucyfer nie zostaje pokonany, zostaje zignorowany.
Już sam punkt wyjścia jest ironiczny.
Lucyfer, który zna „wszystkie tajemnice stworzenia”, postanawia jeszcze przydać
się ludzkości i oferuje swoje usługi. Nie przychodzi jako niszczyciel, lecz
jako ktoś, kto chce się „przekwalifikować”. Problem polega na tym, że
nowoczesny świat nie przewiduje dla niego żadnego stanowiska. Jego wędrówka
przez różne środowiska przypomina serię rozmów kwalifikacyjnych, tylko że każda
kończy się odmową. I każda z tych odmów mówi więcej o świecie niż o samym
Lucyferze.
Pierwsze zderzenie następuje z ideologią.
Redaktor antyreligijnego pisma odrzuca Lucyfera, ponieważ ten, jako byt
metafizyczny, wierzy w Boga, a więc jest dla racjonalistów niewiarygodny. Już
tutaj pojawia się paradoks: Lucyfer zostaje wykluczony nie dlatego, że jest
zbyt „diabelski”, lecz dlatego, że jest zbyt konsekwentny metafizycznie. Świat,
który odrzucił religię, nie potrafi przyjąć nawet jej przeciwnika. W zetknięciu
z nauką i techniką sytuacja wygląda podobnie. Lucyfer prezentuje swoje „cuda”,
ale zostają one uznane za nienaukowe, a więc bezwartościowe. Nowoczesna
cywilizacja sama produkuje cuda, tylko że są to cuda technologiczne,
przewidywalne, mierzalne i użyteczne. To, co nie mieści się w tej logice,
zostaje odrzucone jako zbędne. W rozmowie z lekarzem okazuje się, że medycyna
również nie potrzebuje już diabła. Choroba przestaje być tajemnicą czy karą –
staje się zjawiskiem biologicznym. Jak ironicznie sugeruje tekst, medycyna
„przerwała pępowinę łączącą Lucyfera z patologią”. Tam, gdzie kiedyś widziano
działanie sił nadprzyrodzonych, dziś widzi się diagnozę i terapię.
Jeszcze ciekawszy jest wątek sportu, który
Wat przedstawia jako jedną z nowych religii nowoczesności. Sport nie jest już
tylko rozrywką, staje się systemem wartości, przestrzenią rywalizacji i
wspólnoty, a nawet namiastką sensu. Na stadionach rozgrywają się dziś dramaty,
które kiedyś należały do sfery religii lub wojny. Nawet „upadek aniołów”
zostaje tu przewrotnie zinterpretowany jako pierwszy rekordowy skok. Lucyfer
przegrywa więc z tabelą wyników i kultem ciała. Jego metafizyczna energia
zostaje zastąpiona energią fizyczną, mierzoną w sekundach, metrach i punktach.
Makler patrzy na niego jak na inwestycję bez wartości. Jeśli czegoś nie da się
przeliczyć na zysk, nie ma to znaczenia. Lucyfer nie generuje dochodu, więc
zostaje odrzucony. W tym świecie nawet diabeł musi mieć „model biznesowy”.
Dziennikarz z kolei redukuje rzeczywistość do informacji. Lucyfer mógłby być
dla niego tematem – ale tylko chwilowym. Sensacja, nagłówek, krótka historia,
która jutro zostanie zapomniana. W świecie mediów nie ma miejsca na trwałość
ani głębię – liczy się natychmiastowość. Policjant reprezentuje porządek i
system. Dla niego Lucyfer jest problemem, ponieważ nie daje się sklasyfikować.
Nie ma dokumentów, nie mieści się w przepisach, nie podlega procedurom. A to w
świecie biurokratycznym oznacza jedno: nie istnieje w sposób „prawidłowy”.
Chaos, który Lucyfer reprezentuje, jest czymś, co system próbuje wyeliminować
lub przynajmniej zignorować.
Najbardziej gorzki wymiar ma jednak
spotkanie z ministrem wojny. To właśnie tutaj ujawnia się pełnia ironii.
Minister reprezentuje świat, który potrafi niszczyć w sposób zorganizowany,
systemowy i masowy. W porównaniu z nim Lucyfer jawi się jako amator. Zło, które
kiedyś było indywidualne i symboliczne, zostaje zastąpione przez zło
instytucjonalne, efektywne i bezosobowe. Nowoczesność nie potrzebuje diabła, bo
sama produkuje jego funkcję – i robi to skuteczniej. Do tej galerii należy
dodać jeszcze poetę i historyka, którzy pokazują rozpad nie tylko instytucji,
ale też języka i prawdy. Wątek poety jest szczególnie ironiczny. Dawna poezja,
związana z natchnieniem i metafizyką, zostaje zdegradowana do czegoś
przypadkowego, wręcz groteskowego. Twórczość przestaje być aktem duchowym, a
staje się czynnością mechaniczną lub chaotyczną. „Coraz mniej jest poetów, a
coraz więcej radioamatorów” – to zdanie brzmi jak gorzka diagnoza kultury, w
której ilość zastępuje jakość.
Jeszcze bardziej radykalna jest rozmowa z
historykiem. Lucyfer odwołuje się do prawdy, ale słyszy, że prawda historyczna
już nie istnieje – są tylko interpretacje, systemy i konwencje. Fakty przestają
być czymś oczywistym. W takim świecie Lucyfer, operujący kategoriami dobra i
zła, staje się zupełnie nieprzystający. Kulminacją tej serii odrzuceń jest
spotkanie z biskupem, który odmawia Lucyferowi rozgrzeszenia. Instytucja
zajmująca się grzechem i zbawieniem nie potrafi przyjąć samego jego uosobienia.
To moment absurdalny, ale niezwykle wymowny.
W tej sytuacji Lucyfer próbuje popełnić samobójstwo. Jednak jako istota nieśmiertelna nie może tego zrobić. Jego tragedia polega więc na tym, że nie tylko nie ma miejsca w świecie, ale nawet nie może z niego odejść. I właśnie tutaj pojawia się kluczowa myśl całego utworu: Lucyfer nie jest bezrobotny dlatego, że zło zniknęło. Jest bezrobotny, ponieważ zło stało się wszechobecne. Nie potrzebuje już twarzy ani imienia. Rozproszyło się w systemach, instytucjach i codziennych praktykach. Stało się anonimowe. Lucyfer jako jednostka przegrywa więc z Lucyferem jako strukturą. I wtedy pojawia się rozwiązanie, które jest równie zaskakujące, co trafne: kino. Lucyfer zostaje Charliem Chaplinem. To nie tylko efektowna puenta, ale głęboka metafora. Chaplinowska postać łączy w sobie wszystkie sprzeczności nowoczesności: jest jednocześnie komiczna i tragiczna, mechaniczna i ludzka, zbuntowana i bezradna. Jego ciało działa jak maszyna, ale twarz zdradza emocje. Film staje się jedyną przestrzenią, w której można jeszcze pokazać to, czego nie da się uchwycić w języku nauki, religii czy polityki. Sztuka przejmuje funkcję metafizyki.
Aleksander Wat napisał utwór Żyd
wieczny tułacz w określonym kontekście historycznym (Polski) – w czasie
narastających napięć społecznych, kryzysów politycznych oraz wzrostu nastrojów
nacjonalistycznych i antysemickich w pierwszej połowie XX wieku. Antysemityzm
był wówczas trwałym elementem propagandy środowisk narodowych. Już w 1902 roku
Roman Dmowski na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego” nawoływał do powołania
„aparatu niejako zawodowego antysemityzmu”. W 1905 roku endecja, na wzór
rosyjski, wykorzystywała antysemityzm jako narzędzie walki z rewolucją. Chcąc
odwrócić uwagę społeczeństwa od własnych porażek, takich jak utrata
Chełmszczyzny czy klęski wyborcze, nasilano kampanię antyżydowską, m.in.
ogłaszając w 1912 roku bojkot gospodarczy Żydów. Podczas konferencji
wersalskiej przywódcy endecji, zwłaszcza Dmowski, coraz bardziej ulegali
zmitologizowanej tezie o ogromnych, międzynarodowych wpływach Żydów. Kryzysy
finansowe dodatkowo pogłębiały te nastroje, a obecność kapitału żydowskiego w
części banków i przedsiębiorstw była przedstawiana jako zagrożenie. Szczególnie
silne napięcia występowały na wsi oraz w miastach, gdzie konkurencja
ekonomiczna sprzyjała konfliktom. Chłop spotykał się z Żydem trudniącym się
handlem i pośrednictwem, natomiast drobnomieszczanin i inteligent polski
postrzegał Żydów jako konkurencję zawodową. W efekcie niechęć wobec mechanizmów
kapitalizmu przekształcała się w niechęć do Żydów. Program antyżydowski
zyskiwał popularność, ponieważ oferował proste wyjaśnienia złożonych problemów
społecznych, politycznych i gospodarczych.
W ten sposób kształtował się obraz „Żyda”
nie jako konkretnej osoby, lecz jako mitu: irracjonalnego wroga, rzekomego
sprawcy wszelkiego zła w przeszłości i teraźniejszości. Według tej narracji
„żydostwo” miało odpowiadać zarówno za rozwój kapitalizmu, jak i za jego
kryzysy oraz ideologie mu przeciwstawne, co prowadziło do absurdalnych i
sprzecznych oskarżeń. Tego rodzaju uproszczone i mitologiczne wyobrażenia
sprzyjały integracji różnych grup społecznych wokół wspólnego wroga. W tym
kontekście utwór Wata można odczytywać jako głos w debacie epoki, ukazujący
mechanizmy powstawania stereotypów oraz ich zakorzenienie w realiach
społecznych i ideologicznych tamtego czasu. Także ze stereotypów masowej
wyobraźni utkane są pozostałe opowieści tego tomu, a przede wszystkim nowela Żyd
wieczny tułacz. Czego w niej nie ma! Jest zarówno gazetowa panorama
wydarzeń lat międzywojennych, jak i typowe motywy konfliktów rasowych, a także
stereotypy antyżydowskich urojeń (jakby parafrazy Protokołów mędrców Syjonu)
oraz „klasyczne” motywy historii Ahaswera i konwersji Żydów na chrześcijaństwo.
Ten ostatni wątek był eksploatowany w piśmiennictwie dwudziestolecia zarówno
przez ideowych antysemitów (np. w teoriach spiskowych o „żydomasonerii”), jak i
przez najwybitniejszych twórców epoki. Wystarczy przypomnieć jeden z głównych
motywów Pożegnania jesieni, czyli konwersję Heli Bertz i jej ojca,
stanowiącą konstrukcyjno-intelektualne centrum powieści Witkacego.
W tej mozaice stereotypowych motywów warto
dostrzec nie tylko niezwykły słuch pisarski Aleksandra Wata. Jego proza zdaje
się chłonąć rzeczywistość dwudziestolecia jak gąbka wodę. Erudycyjne oczytanie
autora, a także umiejętność przekształcania materiałów należących do
popularnego obiegu (gazetowych sensacji, broszur, traktatów czy
publicystycznych domysłów) w pogłębione pytania filozoficzne i historiozoficzne
o kierunek rozwoju cywilizacji są tego przykładem. W tym sensie futurysta Wat
okazuje się zarazem katastrofistą. W noweli Żyd wieczny tułacz baron
Gould, Żyd wywodzący się z Zebrzydowa, bogaty bankier prowadzący interesy w
światowych metropoliach, formułuje wizję ratunku dla pogrążającej się w chaosie
Europy. Jego „stypendysta” Natan studiuje różnorodne prądy intelektualne,
łącząc fascynację chrześcijaństwem z uleganiem ideologii rewolucyjnej.
Kontynent pogrąża się w „odmętach ogólnego chaosu”: ścierają się komunizm,
faszyzm, izolacjonizm, kryzys Kościoła, mnożą się sekty religijne i narasta
bezrobocie. Proletariat ginął w odmęcie ogólnego chaosu. Religijność,
sekciarstwo i metafizyka przenikały przez pęknięte dno tonącego okrętu świata.
Mówiono o znakach, które wyprzedzają dzień ostateczny. W Paryżu
pięćdziesięcioletnia sprzedawczyni gazet, która nigdy nie zaznała mężczyzny,
rodziła syna o promieniejącym ciele. W Londynie wieczorami widywano na niebie
krwawe miecze i jeźdźców na ryżych koniach. W Berlinie właścicielka magazynu
mód ogłosiła się zbawicielką świata. Finanse świata przechodziły ostry kryzys –
niezbadanej choroby, której bakcyl wymykał się wysiłkom ekonomistów. Na karku
świata, w Wiedniu, wzbierał najpotężniejszy wrzód. Wrzodem był baron Gould,
dyktator giełd świata. Europa błagała go o ratunek. Europa ludożercza,
spauperyzowana, mistyczna, sadystyczna, sprostytuowana. Baron zestarzał się i
był głuchy na błagania. Natan był jego sekretarzem. Teraz kierował jego interesami
w Nowym Jorku. Natan pragnął się wyróżnić. Faszyzm nauczył go, że przewrót
polityczny jest kwestią zatrudnienia większej liczby bezrobotnych ambicji.
Zwracał spojrzenie na wschód, do Zebrzydowa, odległego o dziesięć kilometrów od
najbliższej stacji, zachlapanego błotem. Korzeniami był wrośnięty w stary
jeszybot, a w wierzchołku gnieździła się dialektyka europejskiej cywilizacji.
„Będę arką przymierza między Żydami a Europą, między Zachodem a Wschodem” –
marzył Natan. W tej sytuacji Gould dochodzi do przekonania, że świat może
ocalić jedynie „nowa religia” – synteza racjonalizmu i odnowionego katolicyzmu,
którą mieliby współtworzyć Żydzi.
Dalszy rozwój wydarzeń ma charakter celowo
paradoksalny i groteskowy: Natan zostaje papieżem, dochodzi do odwrócenia ról
prześladowców i prześladowanych, a historia zatacza koło. Wat pokazuje w ten
sposób mechanizm powtarzalności ideologii i złudność wszelkich „ostatecznych
rozwiązań”. Jego wizja podporządkowana jest logice absurdu: przyszłość okazuje
się jedynie przekształconą wersją przeszłości. W tym sensie nowela Wata nie
tylko odzwierciedla realia międzywojnia, lecz także demaskuje trwałość mechanizmów
myślenia opartych na stereotypach i lękach zbiorowych. Można zauważyć, że
również współcześnie pojawiają się napięcia i spory wokół relacji
chrześcijańsko-żydowskich, co pokazuje, iż tematy podjęte przez Wata pozostają
aktualne. Nie oznacza to jednak prostego braku zmian, lecz raczej ciągłe
przekształcanie się dawnych wyobrażeń i debat w nowych kontekstach
historycznych.
Analizując motyw Ahaswera w twórczości
Wata, badacze najczęściej interpretują utwór zatytułowany Żyd wieczny tułacz.
Przedstawiona w nim historia opowiada o wydarzeniach rozgrywających się na
przestrzeni kilkuset lat, od początku XX wieku aż do wieku XXIX, a zatem łączy
porządek czasu współczesnego autorowi z futurologią. Najważniejsza wydaje się
jednak kompozycyjna rama całej opowieści, wyznaczona przez dwa podobne do
siebie wydarzenia, dzięki którym historia zatacza koło. Młody Żyd, Natan z
Zebrzydowa, studiuje Torę. Pewnego dnia chce prosić rebego o radę, więc dogania
go, chcąc porozmawiać. Mężczyzna odwraca się, a Natan „[…] z przerażeniem
zamiast żółtaczkowatej, piegowatej twarzy rebego zobaczył rumianego,
lnianowłosego i niebieskookiego proboszcza”. Po tym wydarzeniu Natan odkrywa,
że jego edukacja była możliwa dzięki finansowemu wsparciu bogatego barona
Goulda. Wdzięczny, postanawia odnaleźć swojego dobroczyńcę, porzucając naukę.
Gdy dochodzi do spotkania z Gouldem, Natan ujawnia swój polityczny, a nie
religijny cel – chciałby sfinansować światową rewolucję komunistyczną.
Mężczyzna wielokrotnie ulega gwałtownym ideowym przemianom, aż w końcu zostaje
papieżem. W międzyczasie w społeczeństwie nasilają się kolejne podziały.
Wybucha i kończy się wojna, jednak konflikty nie zostają zażegnane. Wszystkie
kościelne posady zostają przejęte przez Żydów. Antysemici nie potrafią się z
tym pogodzić i stają się największymi wrogami systemu oraz nowego ustroju.
W następnych wiekach próbowano narzucać
nowe wiary i nakładać represje na społeczeństwo niepoddające się restrykcjom.
Ponadto następuje wiele absurdalnych z punktu widzenia historii wydarzeń,
polegających na ponownych konwersjach religijnych, inkwizycjach i wojnach.
Przełomowy okazał się rok 2900, kiedy to historia ponownie zatacza koło i
drugi, mieszkający w Zebrzydowie Natan szuka pomocy u swego nauczyciela, który
okazuje się jednak kimś innym. Choć od podobnego wydarzenia minęło prawie
tysiąc lat, niewiele się zmieniło. Zarówno Natan z początku XX wieku, jak i
Natan z przyszłości, stracił rodziców w pogromie. Rodzice pierwszego z
bohaterów zginęli w zamieszkach skierowanych przeciwko Żydom. Prawdopodobnie to
samo stało się z rodziną drugiego z Natanów, który oddawał się studiowaniu
Talmudu. Choć w wykreowanej przez Wata historii Żydzi tracą i odzyskują swoje
prawa, żadne zmiany w ich postrzeganiu nie zachodzą raz na zawsze. Historia się
powtarza i czytelnik może przypuszczać, że w kolejnych stuleciach następowałyby
dalsze rewolucje, spiski i wojny, niewiele mające wspólnego z roztrząsaniem
zawiłości religijnych czy jakąkolwiek racjonalną logiką. Postać Ahaswera nie
pojawia się w opowiadaniu jako osobowy bohater. Jedyne (poza tytułem utworu)
bezpośrednie przywołanie legendy ma miejsce w szczególnym, bo wyodrębnionym
dzięki szkatułkowej kompozycji, fragmencie opowieści, którym jest list Natana
do barona Goulda. O tym, w jaki sposób Wat nawiązuje do historii o Ahaswerze,
pisano już kilkukrotnie, dlatego warto skupić się na innych realizacjach tego
motywu, zazwyczaj pomijanych w opracowaniach.
Opisując niesamowity awans społeczny,
prowadzący Natana z błotnistego sztetla na tron św. Piotra, Wat parodiuje
antysemicką narrację o żydowskiej żądzy zdominowania świata, utożsamiającą
bolszewizm z „żydostwem”. Przeplata ją z legendarną postacią Torquemady –
potomka żydowskich conversos, który inspirował legendę o Wielkim
Inkwizytorze Dostojewskiego. Nowela proponuje jednak coś więcej niż groteskową
satyrę. To, co naprawdę interesuje Wata, to masowy fenomen radykalizacji
młodych Żydów „uwięzionych dziwnym splotem syjonizmu, katolicyzmu i komunizmu”.
Dlatego Natan przechodzi kolejną transformację: nawróciwszy się na katolicyzm,
wspina się na wszystkie szczeble hierarchii kościelnej, aż w 1965 roku zostaje
wybrany na tron papieski jako Urban IX. W ten sposób realizuje się jego
wizjonerski program: powstaje teokracja żydowsko-chrześcijańska, gwarantująca
ortodoksyjność doktryny z pomocą nowej inkwizycji. Pokonawszy chińską armię, w
1985 roku Żydzi, nawróceni na katolicyzm, ustanawiają system papocezaryczny[1].
Historie Natana nawiązują więc do wielu
wątków: nie tylko do antysemickiej narracji i społeczno-politycznych losów
diaspory, lecz także do eschatologicznej i metahistorycznej roli judaizmu.
Niewykluczone, że nihilistyczną wizję skojarzoną z legendą Żyda tułacza Wat
zapożyczył od Sørena Kierkegaarda, filozofa wysoko cenionego przez jego ojca.
Duński filozof postrzegał judaizm jako zestarzałą, nieaktualną religię i
interpretował legendę o Ahaswerze jako symbol „porzucenia przez Boga, nihilizmu
i wyobcowania” ówczesnej „epoki rozpaczy”, nazywanej przez niego „epoką Żyda
wiecznego tułacza”.
[1] Papocezaryzm – doktryna polityczna głosząca
zwierzchnictwo papieża nad cesarzem i innymi władcami świeckimi. W 1075 papież
Grzegorz VII sporządził notatkę „Dictatus Papae”. Dokument ten wyrażał
przekonanie, że to papież, nie cesarz, jest zwierzchnikiem świata chrześcijańskiego.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz