07 października 2021

Most na Drinie

 

„Most na Drinie”


Ivo Andrić


Autor/ (Urodzony: 9 października 1892, zmarł: 13 marca 1975). Jugosłowiański powieściopisarz, nowelista i poeta, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1961. Chętnie pisał o życiu w Bośni i bośniackiej historii. Andrić urodził się w zubożałej rzemieślniczej rodzinie. Dorastał w Višegradzie nad Driną, gimnazjum ukończył w Sarajewie. Przed I wojną światową studiował nauki humanistyczne w Zagrzebiu, Grazu i Krakowie, studia ukończył jednak dopiero w połowie lat dwudziestych w Grazu, gdzie uzyskał także tytuł doktorski (za pracę „Rozwój życia duchowego Bośni w czasach panowania tureckiego”).

Tłumaczenie/ Halina Kalita

Tytuł oryginału/ sr „Na Drini ćuprija”.

Tematyka/ „Most na Drinie” – to pieśń o ojczyźnie, pieśń o ziemi, pieśń o życiu rodaków, dalekich i bliskich. Jest to jedno z najgłębszych i najbardziej swoistych dzieł literatury światowej XX wieku, w którym legendy i baśnie ludu dziwnie przeplatają się z rzeczywistymi, realnymi wydarzeniami, a  bohaterowie z ludowych opowieści występują w jednym rzędzie z żywymi, ówczesnymi mieszkańcami Wyszegradu. „Most na Drinie” nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. Jest filozoficzną refleksją nad ludzkim cierpieniem. Most to bolesna, choć piękna utopia. Jest jak Bóg patrzący na cierpienia swoich dzieci. To miejscowy Hiob. Człowiek na moście nie przypomina Serba czy Boszniaka, lecz obłąkanego osobnika z obrazu Muncha. Sam Andrić z kolei to pisarz pogranicza wielu kultur, narodowości i religii.

Główny motyw/ Akcja książki Ivo Andricia rozciąga się na przestrzeni prawie 400 lat- od połowy XVI wieku do pamiętnego roku 1914. Ukazane w niej wydarzenia koncentrują się wokół wzniesionego na rzece Drinie kamiennego mostu, który jest niemym świadkiem ważnych wydarzeń i dramatów w życiu kolejnych pokoleń zamieszkujących miasto, w którym most się znajduje - jarzma tureckiego, serbskich powstań narodowych, austriackiej okupacji a w końcu - wojen bałkańskich i wybuchu I wojny światowej. W książce tytułowy most posiada znaczenie metaforyczne- symbolizuje zgodę budowaną ponad podziałami narodowymi i religijnymi, stanowi więź łączącą zamieszkujące miasto wspólnoty- Serbską, Muzułmańską i Żydowską. Pomimo harmonijnego współżycia mieszkańców miasta, dla ich wspólnoty i więzi ich łączących pojawiają się zagrożenia- rosnące w siłę nacjonalizmy oraz imperialne dążenia mocarstw. W miarę ich narastania, w społeczności, która w obliczu każdego zagrożenia była w stanie współpracować, pojawiają się antagonizmy.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Lud bowiem pamięta i przekazuje to, co może pojąć i co potrafi przetworzyć w legendę.”

„Ludzie bowiem łatwo zmyślają historie i prędko je roznoszą, a rzeczywistość przedziwnie i nierozłącznie miesza się i splata z legendami.”

„A sens i istota istnienia mostu polegały na jego niezmienności.”

„Któż by przypuszczał, że na świecie wszystko jest w takiej wzajemnej zależności i nawet na odległość tak ze sobą powiązane?”

„My wszyscy umieramy jeno raz, a wielcy ludzie dwakroć: raz, gdy sami odchodzą, a drugi, gdy puścizna po nich przepada.”

„Jednakże kłopoty nie trwają wiecznie (i to jest ich wspólną cechą z radością), lecz mijają albo przynajmniej zmieniają się i giną w zapomnieniu.”

„Ludzie bowiem lubują się w takich pogaduszkach o upadku i poniżeniu tych, którzy zdołają zbyt wysoko wznieść się i wzbić.”

„(…) oczy patrzą, usta mówią, człowiek żyje, ale życia, prawdziwego życia już nie ma.”

„I gdyby ludzie słuchali tylko głosu swego strachu, nikt nie wychyliłby nosa z domu.”

„Jednakże sama świadomość, że jest posiadaczem tylu i tak cennych ksiąg, podnosiła jego znaczenie w oczach ludzi, którzy nie wiedzą, co to jest książka, a także podnosiła jego wartość we własnych oczach.”

„(…) ludzie potrafią pogodzić się z czystością nawet wówczas, gdy nie wypływa ona z ich przyzwyczajeń i potrzeb; oczywiście pod warunkiem, że sami nie muszą jej utrzymywać.”

„Rodowity mieszkaniec kasaby z natury nie jest karciarzem. Jak już widzieliśmy, ich namiętności są zgoła inne: kobiety, wino, śpiew, włóczęga albo rojenia nad rodzinną rzeką.”

„(…) ciężkie czasy nie mogą obejść się bez czyjegoś nieszczęścia.”

„Prawił im nieboszczyk Mułła Ibrahim, że to wielki grzech ruszać żywą wodę, zawracać ją i zmieniać jej brzeg, choćby tylko na dzień albo godzinę.”

„Na słowach opiera się ten Boży świat.”

„Jeśli wybierasz się do piekła, lepiej ci iść powoli.”

„Młodzi ludzie uważają dzień za stracony, jeśli nie kładą się wieczorem z uszami pełnymi huku a oczami pełnymi blasku.”

„Każde pokolenie ma swoje złudzenia co do cywilizacji, jedni wierzą, że współdziałają w jej rozwoju, a inni, że są świadkami jej upadku. W gruncie rzeczy ona zawsze płonie, tli się i gaśnie zależnie od tego, skąd i pod jakim kątem na nią się patrzy.”

„Tak to często miłość zmuszona jest szukać sobie odległych i brzydkich zakątków.”

„Żołądek, żołądek ma pierwszeństwo.”

„Ale są sprawy, które z natury rzeczy nie mogą pozostać utajone, przebijają każdy, nawet najtwardszy pancerz i wykraczają poza każdą, nawet najpilniej strzeżoną granicę.”

„Są trzy rzeczy, których niepodobna ukryć – mawiali Turcy – a mianowicie: miłość, kaszel i nędza.”

„Jako że dla zakochanych czas zawsze jest krótki, a żadna ścieżka nie dość długa.”

„Człowiek męczy się całe życie i nigdy nie ma tego, czego potrzebuje, a cóż dopiero tego, czego pragnie.”

„Kto nie kocha, nie umie ocenić wielkości cudzego uczucia, ani potęgi zazdrości, ani utajonej w niej groźby.”

„(…) ty właściwie ani nie kochasz, ani nie nienawidzisz, bo tak w jednym, jak i w drugim wypadku trzeba na chwilę choćby wyjść poza swoje <ja>, narazić się na coś, zapomnieć się, przezwyciężyć siebie i swoją pychę.”

„Prawo zysku i strat, cudowne prawo zawsze kierujące postepowaniem ludzi (…).”

„W ogóle zda się, iż obecnemu pokoleniu zależy raczej na pojęciach o życiu niż na nim samym”.

„Najgorszą i najtragiczniejszą ze wszystkich słabości ludzkich jest niewątpliwie kompletny brak umiejętności przewidywania, będący w rażącej sprzeczności z tyloma talentami, zdolnościami i wiadomościami człowieka.”

„Most stał jak skazaniec, ale wciąż jeszcze nietknięty i cały, pośród dwóch skłóconych ze sobą światów.”

„Cisza usposabia do modlitwy; sama też jest jak modlitwa.”

„Tylko we śnie można przeżyć i ujrzeć takie rzeczy. Tylko we śnie.”

„Może ta ohydna religia, co wszystko porządkuje, czyści, przerabia i upiększa, żeby zaraz potem pożreć i zburzyć, rozszerzy się po całym świecie; może cały Boży świat zmieni w pustkowie, aby móc bezsensownie budować i krwiożerczo burzyć, w pastwisko dla swojego nienasyconego głodu i niepojętych zachcianek?”


              „Most na Drinie” to opowieść o mieście Wyszegrad, o jego mieszkańcach, ich życiu, zwyczajach, troskach i problemach. Akcja powieści rozpoczyna się w XVI wieku w Bośni, gdy przyszłe miasto jest niewielką w ogromnym Imperium Osmańskim osadą, w której krzyżują się wyznania i języki poddanych sułtana. Wioska żyje głównie z handlu dzięki odbywającym się w tym miejscu przeprawom przez rzekę Drinę. Dzięki staraniom Mehmeda Paszy Sokolovicia (jako dziecko urodzone niedaleko Wyszegradu został wzięty w służbę sułtana tzw. dewszirma) postawiono most, który ułatwił transport oraz pozwolił na rozwój osady. Mijały lata, Wyszegrad rozrastał się, a most stał się nie tylko drogą łączącą przeciwległe brzegi, ale również miejscem spotkań towarzyskich, na których zarówno muzułmanie, żydzi, jak i chrześcijanie wspólnie dyskutowali, handlowali, czy grali w karty. We wszystkich gawędach o osobistych, rodzinnych czy ogólnych sprawach zawsze powtarzały się słowa „na moście”. Bo rzeczywiście każde dziecko stawiało pierwsze kroki na drińskim moście i tu spędzało czas na dziecięcych zabawach. Dzieci chrześcijańskie, zrodzone w lewobrzeżnej kasabie, w zaraniu życia „przechodziły” most, gdy zaraz w pierwszym tygodniu zanosili je rodzice do cerkwi na chrzest. Ale wszystkie dzieci, zarówno te z prawego brzegu, jak i muzułmańskie, których w ogóle się nie chrzci, spędzały niemal całe dzieciństwo w cieniu mostu, podobnie jak kiedyś ich ojcowie i dziadowie. Tak więc życie chłopców upływało pod mostem i dookoła niego na czczych zabawach lub na dziecinnych rojeniach. Z nadejściem lat męskich przenosili się na most, gdzie wyobrażenia młodzieńcze znajdowały inne pragnienia i tęsknoty, gdzie zaczynały się już życiowe sprawy, troski i zmagania. Most i jego najbliższe otoczenie było miejscem pierwszych marzeń miłosnych, pierwszych spojrzeń przelotnych, zaczepek i szeptów. Było pierwszym miejscem interesów i zakupów, sporów i nieporozumień, spotkań i wyczekiwań. Most był świadkiem wielkich wydarzeń i przemian dziejowych, do 1878 roku tam wieszano i wbijano na pal głowy tych, których z jakichkolwiek powodów skazano na śmierć, a kara śmierci, zwłaszcza w niespokojnych czasach, była rzeczą częstą. Nie było wesela ani pogrzebu, żeby idąc przez most kondukty nie zatrzymały się choćby przez chwilę na moście. W ciągu kilku stuleci wykształciła się silna wspólnota lokalna, podzielona religią i obyczajami, jednak potrafiąca wspólnie przeciwstawiać się zagrożeniom. Symbolicznym przykładem jest tutaj wspólne ratowanie dobytków mieszkańców, gdy miasto nawiedza powódź stulecia.

Jak wiemy z historii świata, nie ma przypadkowych budowli, nieodpowiadających ludzkiej społeczności, wśród której powstały, tak samo jak nie ma dowolnych linii i nieusprawiedliwionych kształtów w architekturze. A powstanie i istnienie każdej monumentalnej, pięknej, pożytecznej budowli, tak samo jak i jej stosunek do miejsca, w którym została wyniesiona, często kryją w sobie skomplikowane i tajemnicze dramaty i dzieje. W każdym razie jedno było pewne: istniała głęboka więź pomiędzy tym mostem a życiem okolicznych mieszkańców. Losy ich tak się splatały, że oddzielenia nie sposób ani sobie wyobrazić, ani opisać. Dlatego też opowieść o powstaniu i losach mostu na Drinie jest jednocześnie opowieścią o życiu mieszkańców Wyszegradu i całych pokoleń jego mieszkańców, podobnie jak w każdej gawędzie o miasteczku przewija się sylwetka kamiennego mostu o jedenastu przęsłach z kapiją niby koroną pośrodku.

Hybrydyczność wzajemnych relacji chrześcijańsko-muzułmańskich w mieście można zaobserwować na przykładzie stosunku rdzennej wyszegradzkiej ludności muzułmańskiej do chrześcijan. W obliczu ucisku, niedogodności, trudności, które wynikają z działań władzy osmańskiej, słowiańscy muzułmanie utożsamiają się z pozostałymi mieszkańcami miasta, tworząc ponad podziałami konfesyjnymi wspólnotę tymczasową, opartą na opozycji władza kontra lud. Ponieważ budowa mostu na rzece Drinie była wielką niedogodnością ekonomiczną dla mieszkańców miasta, wszyscy jednomyślnie nie byli zachwyceni inwestycją wezyra. Most wszystkim mieszkańcom uosabiał coś, co zostało im narzucone, obce i niechciane. Postrzegali go jako element, który zakłócał ład i harmonię spokojnego życia miasta, dlatego również wyszegradzcy muzułmanie widzieli go początkowo jako zaburzający spokój zamysł. Na tym moście często zaczynają się lub kończą koleje czyjegoś losu, życia. Głębi tej powieści nadają uczestniczący w różnych zdarzeniach ludzie, ze wskazaniem na zdarzenia, które miały miejsce właśnie na moście. Zapadają w pamięć czytelnika, są charakterystyczni, budzą w czytelniku wzruszenie lub zastanowienie, sugestywnie trafiają do wyobraźni. Pozostają na długo w naszej czytelniczej pamięci. Ich sylwetki, także psychologiczne, Andrić kreśli z mistrzowskim wyczuciem. Z niezwykłą wrażliwością i współodczuwaniem, bohaterów negatywnych nie napiętnuje, pozostawia czytelnikowi możliwość odniesienia się do nich i ich oceny. Książkę napisał ze znajomością i przewidywalnością ludzkich zachowań, co z kolei pozwala nam wnikać całkowicie do umysłu postaci, w ich sposób myślenia, rozumowania i reagowania. Autor niemal się z nimi utożsamia, niezależnie, czy jest to mężczyzna, czy kobieta. Powieść fascynuje. Dominuje ludowość, tradycja, i nieufność do zmian i nowoczesności. W język literacki wpleciony jest język potoczny, dotyczy to na przykład nazewnictwa odnoszącego się do miejsc, osób, charakterystycznego ubioru czy pewnych czynności.

Wraz z nadejściem XIX wieku w mieście zaczynają pojawiać się niepokoje związane z budzącą się świadomością narodową mieszkańców. Do tego czasu ludność dzieliła się według wyznania. Po nieudanym powstaniu Serbów w 1804 roku życie miasta zaczyna zmieniać się. Pojawią się już nie tylko hasła nawołujące do powstania narodowego, ale także powoli docierają nowe idee z Zachodu. Wraz z nastaniem 1878 roku i traktatu berlińskiego Wyszegrad przeszedł pod panowanie austriackie. Zaczęto budować kolej, która połączyła miasto z resztą nowego państwa. W tym czasie miasto powoli traci swój wschodni charakter. Turecka kultura zostaje wyparta przez europejską. Zmienia się język urzędowy, moda oraz zwyczaje. Z każdym miesiącem rośnie liczba cudzoziemców. Owi cudzoziemcy swoimi ustawami i rozporządzeniami ogarniali samo życie wraz z ludźmi, żywym i martwym inwentarzem oraz zmieniali i przestawiali wszystko wokół siebie: zarówno zewnętrzny wygląd kasaby, jak i nawyki i naturę ludzi od kołyski po grób. Każde rozpoczęte przez nich przedsięwzięcie wydawało się niewinne, nawet niedorzeczne. Mierzyli jakieś puste ugory, znaczyli drzewa w lesie, przeprowadzali inspekcję wychodków i ścieków, zaglądali koniom i krowom w zęby, sprawdzali miary i wagi, wypytywali o choroby, o nazwy drzewek owocowych, o gatunki owiec albo drobiu. Wydawało się, jakby urzędnicy austro-węgierscy się bawili. Tak niepojęte, nierealne i błahe były w oczach ludzi te wszystkie ich poczynienia. A potem wszystko, co robili tak uważnie i pilnie, okazało sens tego na pozór nonsensownego i dawno zarzuconego posunięcia. Oczywista, jak to bywa zawsze i wszędzie w podobnych okolicznościach, nowe życie oznaczało mieszaninę starego i nowego. Stare poglądy i wartości ścierały się z nowymi, przenikały wzajemnie albo istniały obok siebie, jakby czekając, że ktoś je przeżyje. I zaprawdę, kasaba ciągle zmieniała wygląd, jako że cudzoziemcy ścinali drzewa, sadząc nowe w innym miejscu, naprawiali drogi, wytyczali nowe, kopali kanały, wznosili nowe budynki. W międzyczasie do Wyszegradu zaczęły docierać idee socjalistyczne i nacjonalistyczne. Mimo tego jedna rzecz pozostaje niezmienna - most. Wokół niego w dalszym ciągu rozwija się życie towarzyskie miasta. Powieść kończy się w 1914 roku, kiedy jedno z przęseł mostu zostaje poważnie uszkodzone. Ma to charakter symboliczny, gdyż naruszono nie tylko budowlę, ale symbol. Symbol połączenia Wschodu z Zachodem, tak charakterystycznego dla kultury bałkańskiej. 


Ivo Andrić w bardzo ciekawy sposób ukazuje w książce losy mieszkańców Wyszegradu, bo tak to już życie ludzkie jest urządzone – i sam Stwórca Jedyny chyba tak chciał - że każdy łut dobra jest zaprawiony dwoma łutami zła, że na tym padole nie ma dobroci bez nienawiści ani wielkości bez zawiści, podobnie jak nie ma nawet najmniejszego przedmiotu, by nie rzucał cienia. Dotyczy to osobliwie wielkich, bogobojnych i sławnych mężów. Pod bokiem każdego z nich rośnie równolegle z ich sławą ich kat, który tylko czyha na okazję, by niekiedy wcześniej, niekiedy później z niej skorzystać. Drugim wymiarem książki jest pokazanie, że tragedia nieszczęśliwych ludzi polega właśnie na tym, że rzeczy niemożliwe i zakazane stają się dla nich na chwilę łatwo osiągalne albo przynajmniej takimi się wydają, a gdy raz przekształcą się w pragnienie, pokazują się znów tym, czym są: nieosiągalne i zakazane, ze wszystkimi skutkami dla tych, którzy jednak ważą się po nie sięgnąć.  Trzeci wymiar powieści dotyczy zmieniających się pokoleń. „Każde pokolenie ma swoje złudzenia, co do cywilizacji, jedni wierzą, że współdziałają w jej rozwoju, a inni, że są świadkami jej upadku. W gruncie rzeczy ona zawsze płonie, tli się i gaśnie zależnie od tego, skąd i pod jakim kątem na nią się patrzy.” To pokolenie, które współcześnie patrzy na świat, roztrząsa pod gwiazdami zagadnienia filozoficzne, społeczne i polityczne, bogatsze jest tylko w iluzję; poza tym jest podobne do innych pokoleń. Ono ma także wrażenie, iż zapala pierwsze pochodnie nowej cywilizacji, gasząc ostatnie płomienie starej, dogorywającej. Co można by o nich powiedzieć szczególnego, to że dawno nie było pokolenia, które by więcej i śmielej marzyło i mówiło o życiu, szczęściu i wolności, a które by mniej zaznało życia, bardziej się nacierpiało, w większej było niewoli i liczniej ginęło, niż to, które będzie cierpieć, dźwigać okowy i ginąć.

Nadszedł wreszcie rok 1914, ostatni rok opowieści o moście na Drinie. Nadszedł podobnie jak poprzednie lata spokojnym krokiem ziemskiego czasu, ale w takt coraz to nowych głuchych pomruków i coraz bardziej niezwykłych, piętrzących się niby fale wydarzeń. Owego lata 1914 roku, gdy władcy tego świata sprowadzili ludzkość Europy z boiska powszechnego prawa głosu na uprzednio przygotowaną arenę powszechnej służby wojskowej, kasaba stanowiła mały, ale wymowny przykład pierwszych objawów choroby, która z czasem stanie się europejską i w ogóle światową. Były to czasy z pogranicza dwóch epok dziejów ludzkości, gdy lepiej był widoczny kres jednej, kończącej się ery, niż początek nowej, dopiero świtającej. Wtedy szukano jeszcze usprawiedliwienia dla gwałtów, a dla bestialstwa wynajdowano jakąś nazwę, zapożyczoną z duchowej skarbnicy minionego stulecia. Wszystko, co się działo, miało jeszcze pozory godności i urok nowości, ów straszliwy, krótkotrwały, niewysłowiony urok, który później tak kompletnie zanikł, że nawet ci, co go wówczas tak żywo odczuwali, nie potrafili odtworzyć go sobie we wspomnieniach.

Tego mostu już nie ma w jego dawnym kształcie. Padł ofiarą wojny, z której przed ponad stu laty wyłoniła się Jugosławia. Jej także już nie ma. Być może nie miała racji bytu, jak każda ideologiczna utopia, którą dosięgło nieszczęście konfrontacji z żywą materią społeczną. To problem ludzi zawieszonych pomiędzy światami, który prześladował Andricia i naznaczył jego bohaterów piętnem niezawinionego dramatu. Który wyzwolił w nim rozumiejące współczucie dla postaci. Most na Drinie Mehmeda Paszy Sokolovicia, choć leżał na granicy światów, to jednak łączył ze sobą dwa brzegi przepaści. Spajał czasy i ludzi, nawet wbrew ich przekonaniu i woli. Był prośbą o pamięć dobrą albo przynajmniej miłosierną. Był nie tylko wołaniem wielkiego wezyra z małej osady Sokolovići, ale głosem tych wszystkich, dla których przez wieki stanowił może niewielką, może martwą, może niechcianą, ale przecież wspólną cząstkę ich egzystencji.

W latach krwawej dezintegracji Jugosławii wiele grup próbowało przedstawiać Andricia, jako rodaka, roszcząc sobie prawa do jego twórczości oraz do sławy, jaką przyniosła mu literacka Nagroda Nobla, którą otrzymał w 1961 roku za powieść „Most na Drinie”. Dysputy prowadzono nie tylko na gruncie kulturowym, ale też politycznym, ponieważ dzieła pisarza wielokrotnie wykorzystywane były, jako podstawa historyczna (sic!) do wyjaśniania zbrodni wojennych oraz rzekomo niekończących się sporów na tle etnicznym w Bośni i Hercegowinie. Tym samym rozpad Jugosławii miał ogromny wpływ na odbiór Andricia i jego twórczości. Prezentowanych przez każdą z trzech głównych grup narodowościowych w Bośni i Hercegowinie (Serbów, Chorwatów i Bośniaków, czyli bośniackich muzułmanów) postaw wobec Andricia nie da się sprowadzić do jednego „narodowego” wyobrażenia, należy jednak zauważyć, że w latach dziewięćdziesiątych postać pisarza była instrumentalizowana przez elity polityczne i kulturalne, które strategicznie korzystały z jego wizerunku, by umocnić segregację narodową wśród byłych sąsiadów z Jugosławii. Serbowie, a w mniejszym stopniu także i Chorwaci, rościli sobie wyłączne prawo do twórczości i sławy Andricia, stawiając jego pomniki, podczas gdy Bośniacy aktywnie starali się wymazać go z kart historii i wyeliminować z edukacji młodzieży oraz z przestrzeni publicznych. O różnicach w rozumieniu roli Andricia najdobitniej świadczy incydent, jaki miał miejsce na początku lipca 1991 roku w Wyszegradzie. Sprawca nazwiskiem Murat Šabanović wyrzucił popiersie Andricia do rzeki Driny. Dużo później stwierdził w wywiadzie dla czasopisma „Slobodna Bosna”, że do pozbycia się „Rushdiego Bośni” zachęcali go muzułmańscy przywódcy polityczni.

Andrić nigdy nie uważał się za głosiciela prawd absolutnych. Nuty zwątpienia obecne są nawet w jego pracy doktorskiej. Chociaż stawia śmiałą tezę, że Imperium Osmańskie miało na rozwój Bośni i Hercegowiny jednoznacznie negatywny wpływ i że ciemiężyło swych chrześcijańskich poddanych, wydaje się skonfundowany faktem, iż życie intelektualne kościoła katolickiego kwitło pod rządami Turków. Można również wnioskować, że jako człowiek starszy, Andrić był coraz mniej przekonany, czy jest w stanie przedstawić muzułmanów bez uprzedzeń. W październiku 1961 roku Komitet Noblowski Szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk podjął decyzję o przyznaniu nagrody w dziedzinie literatury Ivo Andriciowi, twórcy serbsko-chorwackiego obszaru językowego, który w swych dziełach z epickim rozmachem ukazał złożone losy ludzi różnych nacji i konfesji na tle burzliwych dziejów ziemi bośniackiej.

 

 

23 września 2021

Rękopis znaleziony w Saragossie

 

„Rękopis znaleziony w Saragossie”


Jan Potocki


Autor/ Urodził się 8 marca 1761 roku w Pikowie na Podolu, zmarł śmiercią samobójczą 23 grudnia 1815 roku w Uładówce koło Pikowa. Potocki to pierwszy polski archeolog, badacz starożytności słowiańskich. Erudyta zafascynowany nowymi koncepcjami naukowymi, wolnomyśliciel i fantasta, światły umysł wykraczającym poza ramy epoki. Jan Potocki pozostawił po sobie około 30 dzieł, pisanych wyłącznie w języku francuskim. Najważniejsze z nich to „Rękopis znaleziony w Saragossie".

Tłumaczenie/ Anna Wasilewska

Tytuł oryginału/ fr „Manuscrit trouvé à Saragosse”

Tematyka/ „Rękopis znaleziony w Saragossie" można odczytywać jako powieść inicjacyjną, w której zderzone zostają rozmaite światopoglądy i systemy, polityczne i religijne. Potocki, jako człowiek schyłku Oświecenia, miał świadomość złożoności świata, którego nie zdoła wyjaśnić przywiązanie do jednego systemu. Wiedział też, że próba opisania świata za pomocą logiki i rozsądku musi zderzyć się z poczuciem, że świat nie zawsze jest racjonalny i często wymyka się prawom logiki. Nie podzielał też optymizmu i wiary w postęp wielu oświeceniowych myślicieli.

Główny motyw/ Akcja powieści Potockiego dzieje się w czasach wojen napoleońskich, bohaterem jest młody kapitan gwardii walońskiej Alfons van Worden, który zmierzając do Madrytu wybiera drogę przez góry Sierra Morena. Jest to droga najkrótsza, ale jednocześnie uchodząca za najniebezpieczniejszą. Jak można się domyśleć van Wordena czeka szereg niespodzianek. Wbrew własnej woli trafia raz za razem do maksymalnie surrealistycznych miejsc. W ten sposób wchodzimy w fantasmagoryczny świat powracającego czasu, krzyżujących się wątków i filozoficznych pytań.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„(…) złe duchy mają władzę od północy do pierwszego piania koguta”.

„(…) tyle już widziałem rzeczy niezwyczajnych, że jedna więcej nie przykuła na dłużej mojej uwagi”.

„(…) ludzkie serce mieści w sobie wiele przeciwieństw”.

„Zapewne zemsta jest grzechem pierworodnym naszego kraju (…)”.

„Mało jest ludzi, którzy nie zaznali szczęśliwych dni, ale nie wiem, czy są tacy, którzy mogliby liczyć szczęście w latach”.

„(…) śmiejmy się z zarozumiałości tych, którzy sądzą, że do lektury wystarczy organ wzroku”.

„Wielu ludzi zna cały świat z wyjątkiem własnego kraju”.

„Odrodzenie sztuk jest w każdym kraju najbardziej interesującą epoką historyczną”.

„Nie sposób dzisiaj wyobrazić sobie, jak kochano w pierwszych stuleciach świata”.

„(…) miłość ma swoją magię podobnie jak kabała”.

„Ach, mój przyjacielu, kto raz usłyszał głos umarłych, nie zabawi długo pomiędzy żywymi”.

„Jesteś młody, rozumny, przystojny, ale złoto zawsze dobrze robi miłości”.

„(…) nie ma na świecie nic przyjemniejszego, niż wiedzieć co dzieje się u innych (…)”.

„Ale wielka tajemnica ludzkiego serca na tym polega, że nikt nie czyni, co by czynić pragnął. Jeden upatruje szczęścia wyłącznie w małżeństwie, przez całe życie szuka wybranki i umiera w stanie kawalerskim. Drugi przysięga nigdy się nie żenić, i bierze sobie jedną żonę po drugiej”.

„(…) jak wszystko na świecie, zmartwienia także mają swój kres”.

„Wszyscy synowie Adama ulepieni są z tej samej gliny”.

„(…) bo któryż młody człowiek mógłby przyglądać się z zimną krwią wnętrzu mieszkania młodego małżeństwa? Obrazki tego rodzaju sprawiają, że ludzie się żenią”.

„(…) pojęcie szczęścia zakłada spełnienie pragnień (…)”.

„Mój ty głuptasku, czy geometria nauczyła cię, jak się robi dzieci?”.

„Bóg jest wielki; daje rozum i odbiera go według swojej woli. Szaleńcy są żywym dowodem potęgi boskiej nicości ludzkiego rozumu. Szaleńcy nieznający dobra ani zła są pierwowzorem dawnego stanu niewinności. Przysługuje im pierwszy stopień świętości”.

„Jak to – rzekłem sobie – szedłem po śladach Locke’a i Newtona i dotarłem do granic ludzkiej inteligencji; wspierałem zasady jednego obliczeniami drugiego i doszedłem niemal do otchłani metafizyki; i co mi z tego przyszło? Wzięto mnie za szaleńca, za istotę niższego rzędu, która nawet nie należy do rodzaju ludzkiego. Niechaj przepadnie rachunek różniczkowy i wszelkie całki, z którymi wiązałem nadzieję sławy!”.

„Życie, podobne do fluidu magnetycznego, jest postrzegane tylko przez pryzmat wywoływanych przez siebie skutków”.

„W istocie głód jest pierwszym doznaniem dziecka. Mleko daje mu pierwsze uczucie przyjemności, a pamięć o nim stanowi pierwsze pojęcie dziecka. Odmowa ze strony karmicielki jest jego pierwszym strapieniem”.

„Jeżeli człowiek zataja swoje nazwisko, uczynki i zamiary, niedługo będzie musiał ukryć całe swoje życie”.


            Jan Potocki, urodzony na Podolu jeszcze pod panowaniem ostatniego króla Sasa, a zmarły z własnej ręki w roku ostatecznej klęski Napoleona, miał życie równie skomplikowane jak bohater jego najważniejszego dzieła – „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Nic w tym zresztą dziwnego, bowiem umieścił w tej powieści wspomnienia z podróży po Europie i Afryce Północnej, którą odbył pod koniec XVIII wieku. Jednak co ciekawe, hrabia nigdy nie był tam, gdzie rozgrywa się najważniejsza część akcji tytułowego rękopisu, czyli w półpustynnych hiszpańskich górach Sierra Morena. W połowie maja 1791 roku przejeżdżał jedynie w pobliżu, w drodze z Madrytu do Maroka. Jechał drogą, która dziś jest autostradą i omija Sierra Morena szerokim łukiem.

            Główny bohater „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, kapitan gwardii walońskiej Alfons van Worden, jedzie w przeciwnym kierunku niż Potocki - z Andujar do Venta de Cardenas. Jak wiadomo, oberżysta ostrzega go, że podróż przez te góry jest niebezpieczna, i namawia, by jechał naokoło. Jednak van Worden powołuje się na honor nakazujący mu jechać drogą najkrótszą. Choćby była najniebezpieczniejsza. Akcja dzieje się w roku 1739, a więc szlak jeszcze nie istnieje. Ale w 1791 roku, gdy przez Hiszpanię jechał Potocki, droga omijająca te góry była nie mniej niebezpieczna. Podróżni odbywali ją pod eskortą wojskowych, a i tak zbójcy organizowali napady na dyliżanse. Potocki spędził kilka dni w oberży, czekając na eskortę, która kursowała wahadłowo. Zapewne nasłuchał się tam wiele opowieści, – kto wie, czy już wtedy nie szkicował swojej prawie 800 stronicowej powieści.

            „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana Potockiego to powieść fantastyczna a zarazem wielka rozprawa o kulturowej i historycznej tożsamości cywilizacji Śródziemnomorskiej, o jej powikłanych korzeniach i bogactwie, które należy rozpoznać. Takie jest zadanie jej głównego bohatera, Alfonsa van Wordena i takie także zadanie staje przed czytelnikiem. Wielowątkowa narracja tej książki w zaskakujący sposób żongluje czasem osobowym, literackim i historycznym. Filozoficzny i poznawczy aspekt powieści Potockiego dotyczy głównych oświeceniowych problemów: rozumu i doświadczenia, religii i historii. Ujawnia się poprzez opowiadanie i wysłuchiwanie opowieści, przez konfrontację myśli i doświadczeń. Dla głównego bohatera ma charakter inicjacyjny. Pobudza do myślenia i wprowadza w życie erotyczne, społeczne i polityczne. Droga Alfonsa przebiega w czasie i przestrzeni realnej i wyobrażonej zarazem. Jest realna, bo dotyczy prawdziwych miejsc i wydarzeń historycznych; jest wyobrażona, bo jest opowiedziana przez kogoś, a więc zależna także od literackiej fikcji. Poza zamkniętą przestrzenią gór Sierra Morena roztacza się nieskończony horyzont czasu i opowieści.

            W pierwszej części narracja skupiona jest wokół osoby Alfonsa. Jego perypetie tworzą powieściowy efekt błądzenia, który powstaje dzięki powtarzającym się motywom. Bohater i czytelnik przeżywają zaskakujące deja vu. Rozpoczyna się gra z czasem i pamięcią; w tok głównej narracji wprowadzone zostają opowieści bohaterów. Ważna jest ikonografia, do której odwołuje się autor książki. Pierwsze jej źródło to hiszpańskie barokowe vanitas, drugie to romantyzm, który kojarzy się na przykład z twórczością Goi. Ten barokowo – romantyczny pierwiastek piętnuje rzeczywistość dwoistością czasu i przestrzeni. Nadaje im cech fantastycznych, ale zarazem trzyma się konkretnych hiszpańskich motywów. Ważnym miejscem akcji jest oczywiście grota Gomelezów. To tu Alfons wkracza w baśniowy wymiar snu. Mauretański charakter groty to ekwiwalent orientalnego królestwa Gomelezów w powieści.  Potocki odnosi się do romantycznych fantazmatów na temat Orientu, jako miejsca „poetyckiego wyobcowania” i „egzotycznej cudowności”. Jest to romantyzm „gotycki” z atmosferą „niesamowitości” i tajemniczej erotyki. Druga część książki rozgrywa się w zamku Kabalisty oraz – za sprawą opowiadań Avadora – w Madrycie. Zamek to biblioteka i miejsce magiczne. Tajemnicze znaki na ścianach biblioteki to sygnały sfery filozoficznej i ezoterycznej. Współtworzą one poznawczy i inicjacyjny charakter wydarzeń, w których uczestniczy Alfons. Sygnalizują możliwość emocjonalnego i intelektualnego zjednoczenia człowieka ze światem. Astrologiczne i kabalistyczne znaki – wszystkie mają związek z pojmowaną symbolicznie liczbą, jako sferą boskich idei i harmonii. Oznaczają magiczny związek między mikrokosmosem – człowiekiem a makrokosmosem – wszechświatem. Nie bez przyczyny to właśnie Geometra (Velazquez) i Kabalista (Uzeda) wprowadzają bohatera do zamku…  

Spisek, wokół którego rozgrywa się akcja powieści Potockiego, obejmuje swoim zasięgiem niemal całą kule ziemską – od Ameryki po Orient, od Belgii po Sycylię. A to przecież prefiguracja ulubionego motywu współczesnych thrillerów, które czytamy dla „zabicia” czasu w podróży. Tyle że w wersji Potockiego to jest napisane przez prawdziwego erudytę o szalonej wyobraźni, przy której jeszcze wyraźniej widać, że pomysły współczesnych autorów to dziecinada. Pytania, które zadaje ta powieść, też są bardzo współczesne. Tłem akcji przeważnie jest XVII- wieczna Hiszpania, kraj jednocześnie bogaty i zbankrutowany. Cały ówczesny świat ją podziwiał. Na kartach powieści ciągle przewijają się postacie, które nie muszą nic robić, bo albo odziedziczyły jakąś fortunę po krewnym, który dorobił się w Nowym Świecie, albo pobierają rentę od państwa. Co za tym idzie, absurdalnie dużo uwagi poświęcają towarzyskim intrygom. 


Najbardziej niezwykłym i symbolicznym miejscem akcji „Rękopisu…” jest zamek kabalisty. Marek Basiega pisał o nim, jako o drugim uprzywilejowanym miejscu w labiryncie – jego centrum (M. Basiega: Labirynt, jako klucz do filmów „Rękopis znaleziony w Saragossie” i „Sanatorium Pod Klepsydrą” Wojciecha J. Hasa. „Kino” 1985, nr 6). Jest to obszar zamknięty, który ma też cechy niszczycielskie. Tam nabierają sensu dziwaczne wydarzenia, tam znajduje się Księga, w której los Alfonsa jest już definitywnie rozstrzygnięty. W zamku van Worden wysłuchuje licznych historii opowiedzianych przez naczelnika Cyganów, które w rzeczywistości ukazują wciąż jedną i tę samą historię w różnych wariantach. W ten sposób odsłania się ponadczasowy charakter jego wędrówki, od której nie ma ucieczki. W scenach, których akcja rozgrywa się właśnie w tej przestrzeni, znajduje się również najwięcej nawiązań do kabały, astrologii, czarnej magii. Widzimy właściwie tylko część zamku, wejście, krużganki oraz jedno wnętrze – bibliotekę. Zaraz na początku zauważamy, że oprócz zazwyczaj występujących w pomieszczeniach tego typu książek, globusów, wypchanych ptaków, które są typowymi rekwizytami, pojawiającymi się w pracowniach naukowych, (jako symbole oświeceniowego pragnienia poznania wszystkich tajemnic świata), na ścianach narysowane są dziwne malowidła, a na kominku zawieszone czaszki zwierzęce. Ich wykorzystanie może wydać się widzom dość dziwne, tym bardziej, że Jan Potocki niewiele pisze o wystroju tego miejsca, ale uwypuklają one panującą tam atmosferę tajemnicy.

Żeby podkreślić jak ważna w kabalistyce jest symbolika liter, przywołam opis litery „Alef”(א) Tadeusza Zadereckiego: [Alef] jest pierwszą literą alfabetu hebrajskiego. Jej symbolem jest jeden, jako jeden Bóg, z kształtu i geometrycznego rozbioru, daje nam treść tę samą: zawiera w ukryciu odpowiednik Bożego Imienia. Alef wskazuje na tajemnicę istnienia i jest prafundamentem wszechrzeczy. I dla alfabetu też było początkiem. W nim tkwi reszta liter hebrajskich i z niego się rodzi. Alef po przestawieniu liter (metoda kabalistów) znaczy Pele – cud. Stąd związek Alefa z Bogiem i jego dziełem. Jeszcze inny wariant przestawienia liter prowadzi do wyrazu Opel – mrok, ciemność, rzecz ukryta. Istota Boża jest rzeczywiście ukryta dla zmysłów człowieka, jest ciemnością i mrokiem tajemnicy. Tajemniczość zaś tej litery podkreśla i jej charakter dźwiękowy (przydech), jej duchowy charakter jest zupełnie niepojęty. Kształt tej litery potwierdza, że Bóg jest początkiem i końcem wszechrzeczy. (Dokładnej analizy alfabetu hebrajskiego, ukrytej symboliki poszczególnych liter, dokonał Tadeusz Zaderecki w książce Tajemnice alfabetu hebrajskiego, Warszawa-Lwów 1939).

Najważniejszym, tajemniczym rekwizytem w „Rękopisie znalezionym w Saragossie”, jednocześnie związanym z kulturą żydowską, jest Księga (Talmud, kultura Wschodu – kultura słowa). Oficer wycofującej się armii z Saragossy natrafia na nią zupełnie przypadkiem. W książce Jana Potockiego czytamy: „Pokój był ogołocony z cenniejszych przedmiotów, pozostawiono jedynie drobiazgi znikomej wartości. W kącie, na ziemi, zauważyłem kilka zapisanych zeszytów; podniosłem je i przejrzałem ich zawartość. Był to rękopis hiszpański; jakkolwiek bardzo słabo znałem ten język, to przecież zdołałem pojąć, żem znalazł rzecz zajmującą: rękopis zawierał historię o kabalistach, zbójcach i upiorach”. Znaczenie motywu Księgi w „Rękopisie…” analizowała szczegółowo Iwona Kolasińska, pisząc: „Jeśli Księga spełnia w istocie funkcję tropu, to przede wszystkim w tym sensie, iż poucza, że nie ma tak naprawdę prostych dróg i nie ma takich map, by warto im do końca zawierzyć” (I. Kolasińska: Na początku była Księga… „Kwartalnik Filmowy” 1999, nr 27-28, s. 244-255). Doświadcza tego van Worden, gdy błądzi w górach Sierra Morena. Okazuje się, że los raz zapisany na kartach Księgi jest losem spełnionym, nie ma już powrotu. Czas utracony przez Alfonsa na krążeniu po górach zwraca się w postaci sztuki, staje się częścią Księgi, której dalszy ciąg miał dopisać sam bohater. W książce istnieje ona jako wieczny prawzór zdarzeń. Postaci zachowują się jak marionetki w rękach losu, którym w tym wypadku kieruje narrator przez np. „przyspieszanie i zwalnianie rzeczywistości”. Melancholijne, dłużące się do granic wytrzymałości jazdy van Wordena po górach, kontrastują tempem z opowieściami Cygana.

Jan Potocki pragnął pozostawić – nie tylko Alfonsowi, ale i czytelnikowi – wybór między magią i racjonalizmem. Dlatego doświadczenia van Wordena zostają wpisane pomiędzy te dwa bieguny: racjonalnego uzasadnienia i/lub negacji zjawisk nadprzyrodzonych oraz irracjonalnej wiary w duchy, zjawy, widma i demony. W końcu XVII i początkach XVIII wieku zderzenie to było szczególnie widoczne. Filozofia oświecenia nie była – jak się niekiedy sądzi – programem rezygnacji z metafizyki, jako ogólnego poglądu na świat i człowieka. Chciała ona tylko budować ów pogląd opierając się na wynikach poznania naukowego, bez odwoływania się do zastanych dogmatów filozoficznych, do stereotypów tradycji i religii. Na naszych oczach budowany jest przecież teatr iluzji, a między człowiekiem i przedmiotem tworzy się subtelna więź. Dekoracje, poddane nieraz daleko idącej stylizacji, nadają wizji charakter subiektywny. Pejzaże, wnętrza, rekwizyty stają się czymś więcej niż refleksem świadomości pojawiających się w ich otoczeniu postaci. W istocie odzwierciedlają ich poglądy, symbolizują różne drogi, jakie może podjąć Alfons u początku podróży. W tej optyce wędrówka kapitana gwardii wallońskiej jest obrazem losu człowieka rozdartego, symbolem niepogodzenia się w nim dwóch żywiołów: racjonalizmu i magii, a jednocześnie – jak pisał Marek Basiega – odsłonięciem przed nami ukrytego dążenia ku rzeczom magicznym, niesprawdzalnym, ku innemu bytowi, choćby za cenę utraty w sobie rozumu, dla szaleństwa. (M. Basiega: Labirynt jako klucz…, op. cit.)

Gdyby książkę Jana Potockiego przeczytał twórca psychoanalizy Zygmunt Freud na pewno dzieło to wzbogaciłoby prace nad teorią marzeń sennych. Marzenie senne w koncepcji Freuda to strażnik spokojnego snu. Potrzeby id na jawie są trzymane w ryzach przez ego oraz superego. Podczas snu te dwie „wyższe” instancje słabną i id ma dużo większy wpływ (Freud 2004). Zdaniem Freuda – domaga się podczas snu zaspokojenia swoich potrzeb i marzenie senne to wspomniane wyżej halucynowane zaspokojenie potrzeby (Freud 1952, 2004). Czemu jednak często to zaspokojenie wygląda w tak nieoczywisty sposób? Freud uważa, że marzenie senne w wielu wypadkach służy zaspokojeniu nieakceptowanych społecznie impulsów – seksualnych lub agresywnych. Sen musi ich spełnienie ukryć przed śpiącym, by silne emocje związane z nieakceptowanym pragnieniem nie przerwały spokojnego wypoczynku. Dzieje się to za pośrednictwem pracy snu, w której Freud wyróżnia kilka mechanizmów. Natomiast Carl Gustav Jung uważał, że w psychice człowieka są zawarte biologiczne elementy, wspólne dla wszystkich ludzi, które wynikają z historii gatunku (Dudek 2007; Jung 1995). Nazwał je archetypami. Poza nimi istnieje też część umysłu charakterystyczna dla danej jednostki, tej jednak psycholog poświęcał mniej uwagi. Archetypy, które najczęściej można zaobserwować w codziennym funkcjonowaniu ludzi albo właśnie w snach, to Cień, Persona, Anima i Animus. Persona to zdaniem Junga wynikający z ewolucji mechanizm, który powstał ze względu na to, że człowiek nigdy nie może „być sobą” w społeczeństwie (Jung 1981). Według twórcy psychologii analitycznej przymus wielokrotnego zakładania przez ludzi „masek” przez całe pokolenia sprawił, że w drodze ewolucji stały się one elementem naszego naturalnego wyposażenia. W codziennym życiu Persona objawia się w zachowaniu i myślach, które towarzyszą nam w obecności innych, zaś byłyby nam obce w sytuacji samotności. W snach Persona może występować symbolicznie, jako maska, przebranie, „bycie kimś innym” (nie sobą).

W książce pojawiają się sny z motywami szubienicy, Potocki wprowadza na scenę marzeń sennych bohaterki pierwszej „fantastycznej przygody” Alfonsa — siostry Eminę i Zibeldę. Wprowadza je używając całego aparatu baśniowych niesamowitości. A więc: nieoczekiwany dźwięk dzwonu, bijącego godzinę dwunastą, pojawienie się afrykańskiej kobiety; zaproszenie na ucztę, której niezwykły przepych kontrastuje z opuszczeniem gospody; dziwny i podniecający taniec dziewcząt; ich lęk przed relikwiami i wzmiankami o religii; napój o tajemniczym działaniu; pianie koguta, przerywające opowieść sióstr. Wreszcie one same, niezwykle odziane, o kontrastowych, jak w baśniach, typach urody, wciągające bohatera do wspólnego łoża, by obudził się rano u stóp szubienicy Los Hermanos. Mamy tu do czynienia oczywiście z prastarym i na różne sposoby użytkowanym motywem przemiany kobiety w szatana (czasem przybierającego postać odrażających zwłok w momencie zbliżenia z mężczyzną). Potocki wykorzysta ów motyw raz jeszcze — w historii Orlandyny. Motyw przybrania przez szatana postaci kobiety występuje często również w formie bardziej skomplikowanej; kobieta bowiem ma uśpić czujność i łatwiej opętać ofiarę. Druga noc spędzona z „kuzynkami” (w grocie, która staje się gospodą) kończy się dla Alfonsa również pod szubienicą; szyję oplata mu powróz, w który przemieniła się plecionka z włosów, włożona mu na szyję w miejsce szkaplerza z relikwiami. Z niezwykłym wyczuciem Potocki nie wprowadza głównego bohatera już po raz trzeci w tę samą sytuację — odtąd inni bohaterowie będą się w niej znajdować, by potwierdzić Alfonsowi prawdę jego przeżyć. A więc: kabalista, usiłujący wejść w kontakt z dwiema córkami Salomona i „zwiedziony” przez złe duchy; Rebeka, która popełniła błąd w naukach kabalistycznych, próbując ich mocą przywołać „boskie bliźnięta”; Velasquez, gdy odurzony alikantem spędził noc w gospodzie ze swą ciotką i jej powiernicą; Paszeko, gdy znalazł się w podobnej sytuacji ze swą macochą i jej siostrą. Nakładają się tu dwa elementy, dwa chwyty: skojarzenie eros i thanatos oraz perwersyjna „miłość we trójkę”.

 Miejscem, w którym rozpoczynają się dziwne przygody Alfonsa jest, jak wiemy, opuszczona gospoda Venta Quemada. Niesamowitość tego miejsca, określona zaraz na wstępie ostrzegawczym napisem, potwierdzana jest ciągle przez to, iż wszystkie wyżej wymienione przygody spotykają bohaterów w tym właśnie miejscu. Przewija się, więc gospoda przez akcję wydarzeń, jako miejsce groźne i niesamowite, tym bardziej, iż, pozornie, mogące ulegać przemianom: porzucone w rozpadlinie skały relikwie znajduje Alfons w szparze podłogi gospody. Gospoda czy oberża to (obok grot i lochów) jedno z częstszych miejsc wydarzeń niezwykłych, czasem zgoła niesamowitych (dość przypomnieć noszącą cechy „czerwonej oberży” gospodę z Mnicha). Niezwykły, diabelski charakter gospody podkreśla w swej opowieści „opętany Paszeko”, którego rola polega na przekonaniu Alfonsa o nieziemskim charakterze jego przygód (poprzez relacjonowanie własnej analogicznej przygody). Pewne szczegóły, jakimi Paszeko wzbogaca swoje opowiadanie, zaczerpnięte są z arsenału baśni. A więc pojawiające się w płomieniu kominka trupy braci Zoto, obracające się kołem kościotrupy o ognistych językach, ścigające i torturujące swą ofiarę przy akompaniamencie piekielnego wycia; biała koza przemieniająca się w czarnego kozła, aby w szalonym pędzie zanieść Paszeka do jaskini, w której spędza noc z dziewczętami Alfons — wszystkie te niesamowite, na wzór baśniowy ukształtowane motywy, tworzą jedynie ramę dla opowiadania o przygodzie Alfonsa.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedno spostrzeżenie, a mianowicie jak wiemy Jan Potocki napisał książkę w 1794 roku. W Dekameronie piątym opisał relacje nowonarodzonego dziecka z matką oraz rozwój dziecka, znaczenie opieki rodzicielskiej w pierwszych tygodniach życia, które są niezwykle istotne w jego dalszym rozwoju. Czytamy tam: „W istocie głód jest pierwszym doznaniem dziecka. Mleko daje mu pierwsze uczucie przyjemności, a pamięć o nim stanowi pierwsze pojęcie dziecka. Odmowa ze strony karmicielki jest jego pierwszym strapieniem”. Słynna psychoanalityk Melanie Klein badała tę relację w latach 1921-1945, a więc 150 lat później. Zgodnie z Klein dziecko rodzi się z poczuciem potrzeby posiadania czegoś, co istnieje na zewnątrz. To, co daje mu ciepło, miłość, zaspokaja głód, czego dotyka i wyraźnie widzi, to pierś, lecz nie ma świadomości, że to pierś matki. Z czasem zorientuje się, że pierś nie należy do niego, (co ma miejsce około piątego miesiąca życia, kiedy dziecko znajduje się w pozycji depresyjnej). Dzięki rozszczepieniu - głównemu mechanizmowi obronnemu stosowanemu w tym okresie życia, ma ono w fantazji możliwość całkowitego oddzielenia wszystkiego, co dobre od tego, co złe. Melanie Klein opisuje sposób doświadczania matki przez dziecko: doświadcza jej, jako „dobrej piersi", kiedy jest źródłem zaspokojenia, i złej piersi, kiedy go frustruje. Niemowlę kocha tę dobrą pierś i pragnie ją posiąść, natomiast zła pierś jest obiektem projekcji jego agresywnych impulsów i jest zagrożeniem dla dziecka jak i dla jego idealnego obiektu. Możemy sobie zadać pytanie: skąd Jan Potocki znał tak zaawansowaną wiedzę psychoanalityczną?

Nie da się ukryć, że mamy w tym przypadku do czynienia z bardzo dziwnym tekstem, bo tak naprawdę to nie wiadomo, jaki jest oryginał. Potocki pisał tę powieść przez wiele lat, w różnych wariantach. To jest arcydzieło literatury polskiej napisane po francusku, i mało kto wie, że jest to arcydzieło, manifest dzieł surrealistycznych przypominające filmy nakręcone przez Luisa Buñuela. Mamy do czynienia z niezwykle nowoczesnym myśleniem, oryginalnym, nietypowym. Po pierwsze to powieść szkatułkowa, historia w historii. „Rękopis znaleziony w Saragossie" to mieszanina powieści awanturniczej, powiastki filozoficznej i romansu grozy. Po drugie obfituje w nadzwyczajne wątki, autor wplótł też w fabułę swoje przemyślenia dotyczące religii czy sensu życia, odwołując się do ponadczasowych zasad, takich jak: honor, rycerskość, czy zwycięstwo dobra nad złem. Ilekroć byśmy czytali „Rękopis znaleziony w Saragossie” tyle razy odczytamy go inaczej. Doszukamy się ukrytych znaczeń i na pewno przyśni nam się po tej lekturze któryś z bohaterów powieść. Na pewno będzie ciekawie.  

 

 

 

09 września 2021

Ile mil do Babilonu?

 

 „Ile mil do Babilonu?”


Jennifer Johnston


Autorka/ (ur. 12 stycznia 1930 w Dublinie), irlandzka pisarka, laureatka Whitbread Book Award w 1979 r. i została nominowana do Nagrody Bookera w 1977 roku.

Tłumaczenie/ Beata Janiżanka

Tytuł oryginału/ en-ie “How Many Miles to Babylon?”

Tematyka/ Alec i Jerry nie powinni być przyjaciółmi, ponieważ dzielił ich stan społeczny: dla Aleca życie było przywilejem, podczas gdy dla Jerry’ego egzystencja była jednym wielkim trudem. Ale to nie miało znaczenia dla dwóch młodych mężczyzn, których połączyła wspólna miłość do koni i pływania. Młodzi mężczyźni myśleli, że całe życie jest jeszcze przed nimi. Kiedy w 1914 roku wybucha wojna, zarówno Jerry, jak i Alec zaciągają się do armii – lecz obaj zupełnie z innych powodów. Na polach Flandrii stoją razem w okopach, ale po raz kolejny dzieli ich warstwa społeczna: jeden, jako oficer a drugi, jako szeregowiec. I to właśnie tam, w otoczeniu błota, chaosu i śmierci, jeden z nich podejmie fatalną decyzję, której konsekwencje wystawią na próbę ich przyjaźń i lojalność.

Główny motyw/ Jennifer Johnston w swojej książce „Ile mil do Babilonu?” porusza wiele tematów: miłości, przyjaźni i honoru. W mniejszym stopniu jest to również powieść o klasowości, jaka panuje w społeczeństwie oraz o bezsensowności wojny. Historia zaczyna się w wiejskiej Irlandii, gdzie dwóch bardzo różnych chłopców żyjących na odrębnych biegunach podziału klasowego nagle staje się bliskimi przyjaciółmi. Alec jest jedynakiem, synem bogatych właścicieli ziemskich. Jerry, mały jak na swój wiek, ale traktowany jak dorosły pracuje przy koniach w posiadłości Aleca. Między arystokratą i jednym z jego robotników rodzi się  przyjaźń, która podąża za nimi aż do okopów I wojny światowej. To historyczna fikcja najwyższego kalibru.

 Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„A zresztą tu czy tam przyszłość jest równie nie znana”.

„Jakże lękają się ludzie demonów, czających się w naszych umysłach!”.

„Na sondowanie swojej duszy nie mam ani nie miałem ochoty, to zajęcie dla tych, co mają dużo czasu”.

„Wiara dodaje otuchy żyjącym. Myślę, że dla umarłych nie ma znaczenia”.

„Prawdziwa przyjaźń wchłania i to, co złe i to, co piękne”.

„Wspomnienia wypływają na wierzch niczym wodorosty na powierzchni morza, gdy tylko poruszy się głębiny, w których ukryte jest każde słowo, każdy gest, każde westchnienie”.

„Ziemia jest naszym największym bogactwem. Nigdy jej źle nie traktuj”.

„Wojny rzadko się kończą przed Bożym Narodzeniem”.

„Jak babie nie obiecasz gwiazdki z nieba, to z tobą nie pójdzie. A dasz gwiazdkę, to będzie żądała księżyca”.

„Są ludzie, co rodzą się starzy i nigdy już nie młodnieją”.

„Zawsze zdumiewała mnie szybkość, z jaką świat przechodził od mroku do światła”.

„Bałem się, że pewnego pięknego dnia obudzę się i odkryję, że pogodziłem się już z groteskową ohydą naszego życia”.

„Jeżeli nie uda mi się zostać bohaterem we Flandrii, zgłoszę się na bohatera w Irlandii”.

„Może dojrzałość to stan, w którym żywiołowy umysł człowieka i jego pogodna dusza mogą żyć obok siebie w spokoju”.

„Co za różnica, czyim jestem synem? Ostatecznie to, o co ocieramy się od urodzenia, czyni nas tym, czym jesteśmy”.

„Trzeba było wielu stuleci, żeby zbudować społeczeństwo, w którym żyjemy. Byłoby źle, gdyby miało je zniszczyć garstka narwańców”.

„Żal mi tego, czego nigdy nie będą znał”.


                    Książka „Ile mil do Babilonu?” Jennifer Johnston została opublikowana w 1974 roku. Jej akcja rozgrywa się kilka lat przed wybuchem I wojny światowej w Irlandii oraz w okopach podczas wielkiej wojny światowej we Flandrii. A więc w okresie kiedy wzrastały silne nastroje wśród Irlandczyków nawołujące do niepodległości. Przedstawia życie bogatej irlandzkiej rodziny, która „chroni się” za murami obojętności w pięknym domu na prowincji. Strzeże swojego życia przed skomplikowaną rzeczywistością, nieprzyjemnymi informacjami ze świata i krajowej polityki. Jednak brak miłości i trudne charaktery rodziców głównego bohatera prowadzą z biegiem lat do upadku rodziny. Żyją nie dopuszczając do siebie żadnych refleksji, uporządkowanym i spokojnym rytmem dni – ojciec polując na lisy, matka karmiąc łabędzie - który jest tylko sporadycznie przerywane przez przykre doniesienia o ofiarach wojennych. W miarę jak coraz więcej miejscowych mężczyzn zaciąga się do armii, a wielu z nich ginie na froncie lub zostaje okaleczonych w okopach na wojnie w Europie, konflikt światowy powoli staje się rzeczywistością dla rodziny żyjącej w swojej prywatnej „arkadii”. Kiedy ich syn Alec zaciąga się na front, jego dumni rodzice zmuszeni są do uznania jego istnienia, jego uczuć i pragnień, które do tej pory nie były zauważane.  

                    W domu zawsze panowała napięta atmosfera, ponieważ rodzice Aleca nie znosili się nawzajem. Żyli w jednym domu, lecz osobno. Alec zaprzyjaźnił się z Jerrym Crowe'em, miejscowym chłopcem z klasy robotniczej, co ciekawe, między nimi nie rozwinęła się tylko bliska przyjaźń, lecz miłość. Jerry zanim dołączył do brytyjskich sił zbrojnych, był czynnie zaangażowany w działalność niepodległościową, którą rozpowszechniał w okolicznych miejscowościach. Jego zaciągnięcie się na front miało dla spraw Irlandii ważny cel. Planował zdobyć doświadczenie na temat metod walki, które później po zakończeniu wojny chciał wykorzystać w boju o wolny kraj. Sam kiedyś podsumował swój pomysł słowami: „Jeżeli nie uda mi się zostać bohaterem we Flandrii, zgłoszę się na bohatera w Irlandii”.

                    W powieści „Ile mil do Babilonu?” Jennifer Johnston w ciekawy sposób bada temat miłości w opozycji do nienawiści. Alec Moore doświadcza wiele bólu z powodu miłości do Jerre’go, miłości, która była mu zabroniona, a której nigdy nie otrzymał od własnych rodziców. Bohater opowiada swoją tragiczną historię, przywołując psychiczne blizny, jakie pozostały po jego dzieciństwie, pozbawionym rodzicielskiej miłości, a przepełnionym samotnością w wielkim domu. Jego matka była zimną i okrutną kobietą, była manipulacyjna, pełna nienawiści do męża, którego uważała za słabego. Posługując się szantażem powiedziała synowi, że nie jest jego ojcem. Tę rozmowę Alec podsumował: „Jednym zdaniem, pozbawiłaś mnie ojca”. Jednak matka bez żadnych emocji odpowiedziała: „Na miłość boską, nie rób z tego melodramatu”. Od dzieciństwa Alec żył w cieniu swojej pięknej matki, której natura nie obdarzyła macierzyńskimi instynktami. Fizyczne piękno pani Moore kontrastuje w powieści z jej mściwą osobowością. Działania kobiety, które są wyrachowane, zimne i lekceważące, sugerują jej patologiczny charakter. Pomimo utrzymania pięknego domu nie jest to dom, w którym widać prawdziwą miłość i szczere uczucia. Dla arystokratki relacje międzyludzkie są bez znaczenia, chyba, że może uzyskać z nich jakąś korzyść na przykład zaspokoić swojego wewnętrznego narcyza. Używa swojego uroku, pozoru miłości, aby czerpać uwagę, jednak pod jej fałszywą powierzchownością widzimy zło. Alicia Moore lekceważy również uczucia męża, nieustannie obrażając go nawet w obecności syna. Kiedy kobieta odkrywa przyjaźń między Alec’em i Jerry'm Crowe'em robi wszystko, aby tę znajomość zniszczyć. 


                    W dzieciństwie Alec był osamotniony. Nigdy nie starał się usprawiedliwiać, po prostu stwierdził po latach fakt. Tradycyjne bariery pochodzenia i edukacji dzieliły go od otoczenia i rówieśników. Uczony był szeregu przedmiotów przez liczne guwernantki aż do momentu, gdy przekroczył magiczną granicę lat dziesięciu i został oddany w ręce wikarego, który prawdopodobnie gwoli powiększenia swych szczupłych dochodów usiłował przez kilka godzin dziennie uczyć chłopca matematyki, literatury i oczywiście łaciny. Miał dwanaście lat, kiedy wyłoniła się sprawa posłania chłopca do szkoły, a ujrzała światło dzienne  w tym sensie, że sam zainteresowany się o tym dowiedział. Alec nawet w towarzystwie rodziców był sam, a oni dzięki niemu nie byli sami. Jego rodzice byli znakomitymi, serdecznymi gospodarzami i prawdopodobnie wesołymi gośćmi, gdy jednak nie brali udziału w życiu towarzyskim, każde z nich zamykało się w jakimś swoim własnym świecie. Spotykali się tylko przy swoim synu.

                    Alec miał więc przyjaciela. Bliskiego przyjaciela, o którym nikt nie wiedział. Nigdy nie chodził do niego do domu ani on nie przychodził do niego. Spotykali się kiedy Jerry wracał ze szkoły nad jeziorem albo na wzgórzu za domem, dokąd Alec brał po południu swojego kuca. Dobrze schowani za naturalną ścianą lśniącego granitu, urządzali tam sobie maneż. Przesunęli kamienie, zasypali dziury, żeby poprowadzić tor wokół krzewów janowca, i zbudowali sześć łatwych przeszkód. Tor dla chłopców wydawał się szczytem doskonałości. Po lekcji jazdy z Jerrym Alec puszczał swojego kuca Faraona wolno, żeby poskubał sobie tę odrobinę trawy, jaka tam rosła. Jerry zawsze miał przy sobie organki, na których grał jak mistrz. Siadał po turecku przymykał oczy i ująwszy organki w obie dłonie przyciskał je do ust. Palce jego bosych stóp poruszały się po ziemi w jakimś pełnym ekstazy swoistym tańcu. Grał ballady, zarówno sentymentalne, jak i rewolucyjne, starodawne pieśni bez słów, zawiłe melodie, które przywodziły na myśl muzykę wschodu.  Czasem Alec usiłował śpiewać powtarzając słowa, które rzucał mu kątem ust Jerry. Alec poprzez te irlandzkie piosenki zdobywał mnóstwo wiadomości z historii, którymi jego nauczyciel pastor Bingham byłby przerażony.

                    Zaraz po wstąpieniu w szeregi brytyjskiej armii chłopcy zostali wysłani na front do Flandrii. Ich przyjaźń trwała pod nieprzychylnym dowództwem majora Glendinninga, który zabraniał swoim oficerom kolegowania się z żołnierzami niższego stopnia. Pewnego dnia Jerry tymczasowo opuszcza szeregi plutonu, aby szukać swojego ojca, który zaginął na polu bitwy. Po powrocie zostaje skazany na śmierć za dezercję, jako przykład dla innych żołnierzy, którzy mogą również rozważać ucieczkę. Alec, jako oficer, otrzymuje rozkaz dowodzenia plutonem egzekucyjnym, który ma rozstrzelać Jerry’ego. 

                    Obrazy nienawiści opisane w powieści krążą wokół odniesień do I wojny światowej oraz irlandzkiej polityki niepodległościowej. Od najwcześniejszych momentów w książce czujemy zbliżający się konflikt polityczny w Europie, który stanowi tło dla zwaśnionego małżeństwa państwa Moor. Można argumentować, że nienawiść między Alicią i Frederickiem Moorem jest wykorzystywana, jako skompresowany obraz nienawiści między siłami sojuszniczymi i wrogimi w czasie wojny. Alec całe życie traktowany był jak marionetka. W domu - między skonfliktowanymi rodzicami, a w wojsku pomiędzy stronami zwaśnionych państw. Wnioski, które wypływają z nienawiści w rodzinie Aleca pełnią taką samą funkcję moralną jak obrazy wojny oraz zachowań angielskich oficerów w stosunku do irlandzkich żołnierzy szeregowych. Sprawiają, że czytelnik rozumie, że miłość jest niezbędnym elementem przetrwania świata, ponieważ bez niej jest tylko chaos, okrucieństwo i nienawiść. Decyzja Aleca o pójściu na wojnę jest częściowo konsekwencją nienawistnego zachowania jego matki. Szaleństwo wojny, śmierć i okaleczenia żołnierzy dowodzą tylko, jak bardzo destrukcyjna jest siła ludzkiej wrogości często wobec swoich najbliższych. Decyzja Aleca o zostaniu żołnierzem sprawia, że jego ojciec jest pozbawiony jedynego źródła miłości. Scena rozstania z ojcem przed wyjazdem Aleca na front, choć wydaje się powierzchowna, jest w rzeczywistości rozdzierającym serce epizodem. Ojciec daje synowi na pamiątkę zegarek dziadka. Symbol upływającego czasu przekazywany z pokolenia na pokolenie. Natomiast matka Aleca postrzega jego decyzję o zostaniu żołnierzem, jako osobisty triumf. Jawnie „wpycha” swojego syna w ramiona śmierci. Opis wojny w powieści wywołuje poczucie grozy w czytelniku. Okopy, które opisuje Alec, są symbolicznym zejściem do piekła. Jednak miłość Aleca do przyjaciela pozostaje nienaruszona pomimo barier klasowych między żołnierzami w armii. Alec stara się podtrzymywać przyjaźń do Jerry'ego, troszcząc się o jego dobro i próbując buforować niektóre nadużycia, narzucane przez dowódców.  

                    Ta powieść pasuje do kategorii realizmu społecznego. Jest to historia pozostająca niezwykle wierna życiu. Johnston nie przesadza z jej fabułą ani nie rozciąga jej poza granice wiarygodności. Powieść oparta jest mocno w rzeczywistym czasie i miejscu w historii Europy. Jej główne postacie należą do jasno zdefiniowanych środowisk społecznych, anglo-irlandzkiej szlachty i katolickiej irlandzkiej chłopsko-robotniczej klasy niższej, żyjących na początku XX wieku. Obaj mężczyźni są bardzo dokładnie sportretowani, ponieważ każdy z nich posiada pewne cechy reprezentujące swoje środowiska klasowe. Johnston używa również symbolu łabędzi. W odstępach czasu w książce łabędź jest przedstawiony, jako symbol lojalności i wiecznej przyjaźni. Aleca i Jerry’ego cechuje wspólna miłość i szacunek do łabędzi, gdy zaczynają się poznawać jeszcze jako młodzi chłopcy. Łabędzie pojawiają się ponownie we Flandrii podczas działań wojennych, zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. Żołnierze byli już tak zmęczeni, że nie mieli sił nawet złorzeczyć. Na szarym niebie, lecąc z południa na północ, ukazały się dwa łabędzie. Leciały nisko, skrzydła ich z godnością wachlowały powietrze. Alec przystanął, zaskoczony ich widokiem, jak gdyby doświadczył wizyty starych znajomych w niezupełnie właściwym momencie. Łabędzie musnęły w locie nagie gałęzie kilku okaleczonych drzew i pofrunęły w bok, ponad szeregiem żołnierzy. Alec pozdrowił je ręką i w tej samej chwili huknął strzał. Szyja pierwszego ptaka drgnęła i opadła. Bezwładna kupa mięsa i piór runęła na ziemię. Żywy łabędź zawahał się, a potem odleciał szukając schronienia w chmurach. Przywołany obraz symbolizuje rychłą śmierć Jerry'ego, ponieważ więź przyjaźni między nim a Alec’em ma zostać niebawem zerwana.

                    Tytuł powieści został zaczerpnięty od znanej dziecięcej rymowanki: Ile mil do Babilonu? Był to rym, którego Alec nauczył się, jako dziecko i wracał do niego, jako dorosły mężczyzna. Jest recytowany kilka razy na kartach książki między innymi na jej początku i znowu jak Alec wyrusza na front. Odzwierciedla lęk Aleca, gdy udaje się w nieznane, do jakiejś „babilońskiej" krainy, nie wiedząc, czy kiedykolwiek wróci do domu. „Ile mil do Babilonu?” nie jest powieścią wyłącznie o wojnie. Chociaż I wojna światowa jest w tle, Johnston dotyka również historii Irlandii, w szczególności napięć między Irlandczykami i Brytyjczykami. Poprzez rewolucyjne skłonności Jerry'ego i ostre komentarze na temat Irlandczyków dokonane przez majora Glendinninga, Jennifer Johnston wskazuje na nadchodzącą walkę o niepodległość Irlandii.

                    Kim jest tak naprawdę Alicia Moore? To tak zwana „Matka-Vendetta”, która na syna kieruje gorycz i agresję, jaką czuje do męża, po tym jak ten ją zawiódł. Alec przypomina jej o życiowej porażce. Wydaje się przeszkodą, która stoi na drodze jej aspiracji. Podejmuje z nim grę: Gdyby nie ty... to bym... Nie przepuści żadnej okazji, by poniżyć syna i upokorzyć – odegrać się za jego ojca. Matka wchodzi w rolę prześladowcy. Takie dzieci wychowywane przez „Matkę-Vendettę”, paradoksalnie, mocno ją idealizują i próbują spełnić wymagania matki, ale nigdy nie czują się dość wartościowe. Jeszcze gorsza wydaje się być „Matka-Kastrująca Kwoka”, która kamufluje swoją wrogość do ojca i mężczyzn za parawanem nadopiekuńczości. Doświadczyła bólu w relacji z mężczyznami. Lęka się więc męskiej siły i kastruje syna. To także „Matka-Najwyższa Izba Kontroli” naruszone poczucie bezpieczeństwa próbuje zrekompensować sobie kontrolą. Nie tyle kocha syna, co ma go we władaniu. Śledzi każdy jego krok. Traktuje syna przedmiotowo. Alicia Moor w zależności od okoliczności zakłada różne maski, aby upokorzyć i zniszczyć swojego syna.

                    Pod wieloma względami powieść „Ile mil do Babilonu?” jest tragedią posłuszeństwa: Alec, samotny chłopak, jedynak z anglo-irlandzkiego bogatego domu, jest tylko pionkiem w patologicznych rozrachunkach swoich rodziców. Czuł silne pragnienie ucieczki z domu, na co wojna dała mu szansę. Alec odciął się i poszedł na front w nadziei, że zablokuje swoje myśli na temat relacji między nim a rodzicami. Pomyślał, że teraz, gdy więzy uzależnienia emocjonalnego zostały zerwane i uwolnił się od nich także finansowo, ma nadzieję na nowe życie. O dziwo, akcja książki rozgrywa się na froncie podczas I wojny światowej, gdzie ginie tysiące młodych żołnierzy, ale tylko dwie śmierci opisane w powieści pozostawiają ostry ślad na psychice czytelnika – Aleca i Jerry’ego.