21 maja 2022

Księgarz z Kabulu

 

„Księgarz z Kabulu”

Åsne Seierstad

Autorka/ (ur. 10 lutego 1970 w Oslo, Norwegia) - norweska dziennikarka-wolny strzelec i pisarka, najbardziej znana dzięki relacjom o życiu codziennym w strefach działań wojennych (Kabul po 2001, Bagdad w 2003 i zrujnowane miasto Grozny w 2006).

Tłumaczenie/ Anna Marciniakówna

Tytuł oryginału/ nov „Bokhandleren i Kabul: Et familiedrama”

Tematyka/ Elegancki siwiejący mężczyzna zafascynował ją głęboką kulturą i miłością do książek, które latami zbierał i chronił w swojej księgarni przed talibami - za cenę aresztowania i prześladowań. Sułtan był wcieleniem „jasnej strony" Afganistanu, kraju, w którym trwająca od 30 lat wojna sprawiła, że kałasznikow, zgodnie z kopernikańską zasadą gorszego i lepszego pieniądza, wyparł książkę. Był nadzieją na jego odbudowę z gruzów. Seierstad przeniosła się ze swoim komputerem i notatnikiem do domu księgarza, przyjęta tam jak członek rodziny. Spędziła z nimi pięć miesięcy. To, że była wyemancypowaną kobietą z Zachodu, niepodlegającą afgańskim prawom i tradycjom, pozwoliło jej na przenikanie pomiędzy światem męskim i żeńskim, rzecz niedostępną dla dziennikarza - mężczyzny.

Główny motyw/ W rodzinnym mikrokosmosie Sułtan Chan okazał się wcieleniem nie kultury i liberalnych wartości, którymi się chełpił, ale domowym tyranem znajdującym w tradycji doskonałą pożywkę dla swej bezwzględności. Nie tylko wziął sobie młodą żonę, nie bacząc na rozpacz tej pierwszej, o 30 lat starszej, ale pomiatał rodziną, bezlitośnie podporządkowując potrzeby i pragnienia bliskich własnym celom. A już najokrutniej potraktował biednego stolarza, który ukradł mu garść pocztówek, doprowadzając do jego skazania na długie więzienie pomimo rozpaczliwych próśb jego matki, żony i chorych dzieci, dla których był on jedynym żywicielem.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Najpierw moje książki palili komuniści, potem plądrowali księgarnię mudżahedini, później znowu podpalali je talibowie”.

„W końcu księgarz to ktoś rzadko spotykany w kraju, gdzie trzy czwarte ludności nie umie czytać ani pisać”.

„(…) w Kabulu bowiem prawie nie ma miejsc, w których człowiek mógłby być sam”.

„Talibowie wszelką dyskusję uważali za herezję, a wątpliwość za grzech”.

„Dla talibów, których uważał za niedouczonych chłopskich kaznodziejów, żywił najwyższą pogardę; ich przywódcy pochodzili z najbiedniejszych i najbardziej zacofanych rejonów kraju, gdzie analfabetyzm był niemal powszechny”.

„(…) sianie ziarna w kradzionej ziemi jest sprzeczne z islamem”.

„Miłość ma niewiele wspólnego z romantycznością, wprost przeciwnie, może stać się ciężką zbrodnią, zasługującą na karę śmierci”.

„W Afganistanie seks ukrywa się pod powierzchnią życia”.

„Ona potrafi flirtować ruchem małego palca, ruchem dłoni, odpowiednim ustawieniem stopy”.

„Panny młode powinny wyglądać sztucznie, jak lalki. Nawet słowa na określenie panny młodej i lalki są podobne. W języku dari panna młoda to arus, lalka zaś to arusak”.

„Czasy nylonowych pończoch, zachodnich sukienek, odsłoniętych ramion, a przede wszystkim czasy bez burki są bladym wspomnieniem”.

„Ślub jest trochę jak śmierć. W rodzinie panny młodej przez kilka dni po weselu panuje smutek jak po pogrzebie. Utracono córkę, została sprzedana lub oddana”.

„Jedzenie jest jej najbezpieczniejszym schronieniem”.

„Najgorsze, co może spotkać matkę, to życie z dala od swoich dzieci”.

„Nędza czyni okradanie zwłok czymś naturalnym”.

„Terroryści to fałszywi muzułmanie!”.

„Nowi złodzieje zajęli miejsca dawnych!”.

 

            Sultan Chan był pierwszym człowiekiem, którego Åsne Seierstad spotkała w Kabulu, kiedy tam przybyła w listopadzie 2001 roku. Przedtem spędziła sześć tygodni z oddziałami Sojuszu Północnego – na pustyni przy granicy z Tadżykistanem. Towarzyszyła im w ofensywie przeciw talibom, spała na kamiennej podłodze, w ziemiankach, na linii frontu. Podróżowała ciężarówkami, pojazdami wojskowymi, konno i piechotą. Kiedy reżim talibów upadł, podążyła z Sojuszem Północnym do Kabulu. Tam w pewnej księgarni spotkała eleganckiego siwowłosego  mężczyznę. Po tygodniach spędzonych wśród gruzów i w kurzu, gdzie rozmowy dotyczyły wyłącznie taktyki wojennej i sukcesów na frontach, możliwość przeglądania książek, rozmowy o literaturze i historii wydawały się czymś niezwykle odświeżającym. „W końcu księgarz to ktoś rzadko spotykany w kraju, gdzie trzy czwarte ludności nie umie czytać ani pisać”. Półki w księgarni Sułtana Chana uginały się pod dziełami w różnych językach – zbiorami poezji i afgańskich legend, rozprawami historycznymi i powieściami. Był utalentowanym kupcem; kiedy dziennikarka wychodziła ze sklepu po pierwszej wizycie, niosła siedem tomów. Zaczęła często zaglądać do księgarni i przy okazji rozmawiać z interesującym człowiekiem, księgarzem i afgańskim patriotą, którego własny kraj tylekroć zawiódł.

            „Najpierw moje książki palili komuniści, potem plądrowali księgarnię mudżahedini, później znowu podpalali ją talibowie”. Godzinami Åsne Seierstad słuchała opowieści o zmaganiach Chana z kolejnymi reżimami i ich cenzurą oraz o jego  prywatnej wojnie – o tym, jak ukrywał książki przed policją, wypożyczając je ludziom na zewnątrz, i jak wreszcie poszedł za to do więzienia. Człowiek ten usiłował ocalić sztukę i literaturę swojego kraju, podczas gdy kolejni władcy dokonywali starań, by je zniszczyć. Autorka zdała sobie sprawę, że ma przed sobą żywy fragment historii kultury Afganistanu, chodzącą książkę historyczną. W reżimie komunistycznym sprzedawał zarówno komunistyczne, jak i konserwatywne dzieła  islamskie, zakazane książki sprzedawał spod lady. Gdy złapano go, pobito i uwięziono na rok, a jego książki spalono, wyszedł z więzienia bardziej ostrożny, ale z wzmocnioną determinacją do promowania wiedzy o kulturze i historii Afganistanu. Pięć lat później ponownie został uwięziony; kiedy wyszedł na wolność , miał około 30 lat. Te wydarzenia nie sprawiły, by księgarz się poddał, wręcz przeciwnie, prowadził swoją działalność dalej. Po wycofaniu się Sowietów w 1989 roku, wojna domowa zmusiła Chana do ucieczki do Pakistanu. Jego sklep został splądrowany, podobnie jak Biblioteka Narodowa Afganistanu. Po powrocie udało mu się kupić rzadkie książki biblioteczne od niepiśmiennych złodziei. Kiedy talibowie przejęli władzę, sklep Sułtana został ponownie napadnięty, a książki spalone. Aby kontynuować działalność pomimo zakazu rozpowszechniania wizerunków żywych istot, wkleił puste arkusze nad ilustracjami w swoich książkach. Do tego czasu był właścicielem trzech sklepów, z których dwa były prowadzone pod nadzorem krewnych. Ostrzeżony przez ministra kultury, że nie może już być chroniony, uzyskał kanadyjską wizę, ale nie mógł przekonać się do wyjazdu – być może dlatego, że w tym czasie miał 10 000 książek „ukrytych na strychach w całym Kabulu".

            Pewnego dnia zaprosił dziennikarkę do swojego domu na kolację. Cała rodzina – jedna z jego żon, synowie, siostry, brat, matka, kilku kuzynów – zasiadła na podłodze do wspaniałej uczty. Sułtan opowiadał różne historie, synowie śmiali się i żartowali. Panował nastrój swobody, całkowite przeciwieństwo atmosfery prostych żołnierskich posiłków w górach, z komendantami. Reporterka szybko jednak zauważyła, że kobiety mówiły niewiele. Śliczna, młodziutka żona Sułtana siedziała bez słowa przy drzwiach, obejmując dziecko. Pierwszej żony tego wieczora nie było. Pozostałe kobiety odpowiadały na pytania, na pochwały dotyczące jedzenia, same jednak nigdy nie zaczynały rozmowy. 


                        Pewnego mglistego lutowego dnia wprowadziła się do domu Sułtana Chana. Przyniosła komputer, notatniki, długopisy, telefon komórkowy i to, co miała na sobie. Dostała posłanie na podłodze obok Lejli, której zadaniem było dbać o jej dobre samopoczucie. Sułtan nakazał rodzinie, by dostarczano dziennikarce wszystkiego, czego by sobie życzyła. Dopiero później dowiedziała się, że zagroził karą każdemu, kto nie będzie tego polecenia respektował. Przez cały dzień podawano Åsne herbatę i kawę. Powoli była wprowadzana w życie rodziny. Jej członkowie opowiadali jej o różnych sprawach. Większość odpowiedzi padała spontanicznie – i często były to odpowiedzi na pytania, których nie zdążyła zadać lub na które nie starczało jej wyobraźni. Temu co usłyszała, nadała formę literacką, ale opisane w książce historie były prawdziwe, uczestniczyła w nich osobiście albo znała je z opowieści osób, które brały w nich udział. Kiedy kreśliła na kartach książki owe historie, punktem wyjścia dla niej były nie tylko relacje między biorącymi w nich udział bohaterami, ale także to, co odczuwali i myśleli w danej sytuacji.

Angielszczyzna Sułtana była barwna i rozwlekła; przyswoił ją dzięki pewnemu dyplomacie, któremu udzielał lekcji języka dari. Jego siostra Lejla mówiła świetnie po angielsku, gdyż chodziła do szkoły na uchodźstwie w Pakistanie. Najstarszy syn, Mansur, po kilku latach nauki w Pakistanie również władał płynną angielszczyzną. Rodzina afgańska opowiadała jej o swoich lękach, miłościach oraz kłótniach z Bogiem. Zabierano ją w podróże w interesach do Peszawaru i Lahore, brała udział w pościgu za Al-Kaidą, chodziła na bazar i do łaźni, uczestniczyła w weselu i przygotowaniach do niego, była w szkole, w Ministerstwie Edukacji, na posterunku policji i w więzieniu. Była gościem, ale szybko poczuła się jak w domu. Przyjmowano ją naprawdę fantastycznie, rodzina była otwarta i szczodra. Przeżyli razem mnóstwo cudownych chwil, jednak sama po jakimś czasie musiała przyznać, że rzadko kiedy bywała na kogoś tak wściekła jak w domu Sułtana Chana i nigdy nie kłóciła się tak często jak tam. Nigdy też wcześniej nie nachodziła ją tak silna ochota, by kogoś uderzyć.

Książki były całym życiem Sułtana. Z chwilą kiedy w szkole dostał swój pierwszy podręcznik, książki i opowieści całkowicie go urzekły. Urodził się w niezamożnej rodzinie, dorastał w latach 50. na wsi Deh Chodadad pod Kabulem. Matka i ojciec nie umieli pisać ani czytać, ale ciułali grosz do grosza, żeby wysłać dzieci do szkoły. Sułtan był najstarszym synem, więc wszystkie oszczędności szły na jego wykształcenie. Pierwszą maleńką księgarnię otworzył w centrum Kabulu, wśród sklepików z przyprawami i straganów z kebabem. Były lata siedemdziesiąte i społeczeństwo wahało się niepewnie między nowoczesnością a tradycją. W latach 70. XX wieku prawa kobiet w Afganistanie rozwijały się w tempie zbliżonym do wielu innych zachodnich narodów. Prawdziwa rewolucja nadeszła jednak już po upadku monarchii, w 1978 roku. W wyniku puczu władzę przejęli wówczas wspierani przez Sowietów członkowie komunistycznej Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu. Po 1978 roku w ośrodkach miejskich Afganistanu był nacisk na laicyzację, w latach 80. ubiór był wręcz wyznacznikiem przynależności do ideologii lewicowej w szerokim tego słowa znaczeniu. Był to tak silny trend, że gdy w 1992 roku upadł ostatni rząd komunistyczny Mohammada Nadżibullaha, a potem rządy objęli talibowie, dla kobiet w miastach konieczność ponownego założenia burek była szokiem.

Talibowie – jako fundamentalistyczne islamistyczne ugrupowanie polityczne i militarne – pojawili się w 1994 roku. Grupa ta składała się z byłych bojowników afgańskiego ruchu oporu, znanych jako mudżahedini, którzy walczyli z najeźdźcami sowieckimi w latach 80. XX wieku. Chcieli oni narzucić w Afganistanie swoją interpretację prawa islamskiego i usunąć wszelkie wpływy zagraniczne. Do 1998 roku przejęli kontrolę nad 90% Afganistanu. Po dojściu do władzy grupa szybko wywołała międzynarodowe oburzenie za wprowadzenie ekstremalnej wersji szariatu, która drastycznie naruszała prawa kobiet. Talibowie ogłosili, że kobietom nie wolno chodzić do pracy i nie mogą wychodzić z domów, chyba że towarzyszy im członek rodziny płci męskiej. Kiedy wychodziły, musiały nosić zakrywającą całe ciało burkę. Odmawiano im także formalnej edukacji i zmuszano do pozostania w domu. Przemoc fizyczna została znormalizowana jako środek kontroli. Talibowie opanowali urzędy oraz przejęli w swoje ręce edukację. Dzieci z pierwszych klas w taki oto sposób uczono alfabetu: „J. Jak jihad, dżihad – to nasz cel na świecie. I, jak Izrael – nasz wróg. K, kałasznikow – zwycięstwo będzie nasze. M, jak mudżahedini – nasi bohaterowie”. I tak dalej. Nawet w podręcznikach do matematyki na pierwszy plan wysuwała się wojna. Chłopcy – bo talibowie przygotowywali książki tylko dla chłopców – nie liczyli jabłek ani ciastek, lecz kule i kałasznikowy. „Mały Omar ma jednego kałasznikowa z trzema magazynkami. W każdym magazynku mieści się dwadzieścia kul. Omar wystrzelał dwie trzecie swoich kul i zabił sześćdziesięciu niewiernych. Ile niewiernych zabił jedną kulą?”.

 Przez kilka miesięcy Åsne Seierstad spała obok 19-letniej siostry Sułtana Chana i słuchała rodzinnych opowieści o niesprawiedliwości, jaka panowała w tej rodzinie. Siostra Sułtana Lejla traktowana była jak niewolnica. Mogła jeść tylko resztki ze stołu a lodówka była przed nią zamknięta na klucz. Jego 12-letni syn zmuszany był do pracy przy sprzedaży słodyczy, zamiast chodzić do szkoły. Jego (pierwsza) żona cierpiała, gdy Sułtan poślubił seksowną 16-latkę, i słyszała jak z sobą figlują w łóżku. Starszy syn Mansur opowiadał o swojej frustracji seksualnej i uczuciu obrzydzenia, gdy przyjaciel pokazał mu najlepszy sposób na seks; najlepiej zwabić do jego sklepu pogrążone w ubóstwie wdowy wojenne i żebrzące dziewczęta, a następnie wykorzystać je seksualnie. „Bo kiedy zerwiesz z niej burkę, kobieta niewiele może już zrobić." A gdyby kiedykolwiek zostali złapani, to kobieta miałaby kłopoty, a nie mężczyzna, bez względu na wszystko. Widać dokładnie jak w tej rodzinie nakręca się spirala przemocy, zachowania agresywne Sułtana wobec syna utrwalają się i nasilają pod wpływem wcześniejszych aktów agresji i zostają przenoszone przez Mansura na matkę i inne kobiety. Jest też opowieść o związku, który został zawarty pomiędzy starszym mężczyzną, mieszkającym w Kanadzie a młodą dziewczyną z Kabulu. Po ślubie wraca do Kanady, aby załatwić dla niej wizę, a ona z rozpaczy rozpoczyna romans z młodym chłopakiem, którego kochała. Po odkryciu tego faktu rodzina, matka i teściowa dziewczyny zgadzają się, że powinna zostać zabita. Jej bracia zostają wysłani, aby ją zamordować (została uduszona w swoim łóżku). Sułtan Chan w tym czasie przedrukowuje wiele książek o afgańskiej historii i kulturze oraz podejmuje niebezpieczną podróż do Pakistanu, „raju dla drukarzy pirackich książek". Kiedy stolarz zostaje przyłapany przez jego syna na kradzieży pocztówek i sprzedaży ich do innego sklepu, aby wyżywić głodującą rodzinę, traktuje kradzież jako fundamentalne zagrożenie dla swojego biznesu. Jego bezlitosne oskarżenie wysyła mężczyznę do więzienia na trzy lata, a rodzinę złodzieja skazuje na śmierć z głodu lub w najlepszym wypadku żebractwo. Na początku książki wydaje się czytelnikowi, że Sułtan Chan jest wolnomyślicielem i liberalnym człowiekiem, myśli o polityce i swoim patriotyzmie jak człowiek Zachodu, ale tak naprawdę jest mężczyzną tyranem, jeśli chodzi o kobiety w jego domu, czy to jego dwie żony, córki, siostry czy własną matkę. Dominuje nad nimi wszystkimi starymi zwyczajami i trudnymi zasadami ustalonymi w Świętym Koranie przez Proroka. Sułtan Chan nigdy nie wierzył w równe prawa kobiet, w ich prawo do edukacji, prawo do wyboru własnych mężów lub prawo do swobodnego życia. Był tylko przekonany o prawie do posłuszeństwa kobiet wobec mężczyzn, które chodziły po domu z głowami pochylonymi do samych stóp.

Pomimo tytułu, dominującym tematem książki jest brak wolności i autonomii dla kobiet w rodzinie Sułtana Chana. Księgarz jest przedstawiany jako autokratyczny patriarcha rodziny, który praktycznie zniewala swoją 19-letnią siostrę i poślubia 16-letnią dziewczynę, wprowadzając ją do rodziny jako drugą żonę. Obraz namalowany przez Asne Seierstada w „Księgarzu z Kabulu” nie jest ładny. Dziennikarka nie musiała długo czekać, aby zostać pozwaną przez Sułtana Chana, którego prawdziwe nazwisko brzmi Shah Muhammad Rais. Szah Muhammad Rais pojechał awanturować się z kobietą  aż do Norwegii. Telefonicznie poinformował ją o chęci spotkania.  Autorka na rozmowę wzięła ze sobą swojego ojca, chciała mu pokazać, że też ma rodzinę, która w razie czego będzie stała za nią murem. „Myślę, że najbardziej rozzłościło go wcale nie to, że przedstawiłam go jako domowego tyrana. Ale że napisałam o jego kłopotach finansowych, o ubogim mieszkaniu, o tym, że nie dla wszystkich starczało lepszego jedzenia. Chciał uchodzić za zamożnego człowieka, takiego, którego stać na to, by kobiety z jego domu nie pracowały. O to miał pretensje, a nie o to, że wyszedł na niesprawiedliwego i nazbyt surowego brata, męża i ojca”- wspominała ich spotkanie Seierstad. Szaha (Sułtan Chan) wytoczył przeciwko niej proces, który najprawdopodobniej zacznie się niedługo. Norweski prawnik księgarza pracuje za darmo, bo liczy na reklamę.  Szah natomiast nie ma prawa wjazdu do Norwegii (norweskie przepisy nie pozwalają, by starającą się o azyl osobę odwiedzali krewni) i nie wiadomo, czy sąd zgodzi się, by reprezentowała go żona. Czas pokaże, jak skończy się ta historia.

 

 

 

10 maja 2022

Boznańska. Non finito

 

„Boznańska”

Non finito

Angelika Kuźniak

 


Autorka/ (ur. 1974 w Słubicach) – polska reporterka, pisarka, z wykształcenia kulturoznawczyni (studiowała także lingwistykę na Universita degli Studi di Macerata we Włoszech). Od 2000 roku współpracuje z Gazetą Wyborczą, publikuje głównie w magazynie reporterów Duży Format. Jej reportaże ukazywały się także poza granicami kraju, w Niemczech, Rumunii, na Węgrzech, na Słowacji.

Tytuł oryginału/ pl „Boznańska”

Tematyka/ Panuje przekonanie, że wielcy twórcy byli zwykle też wielkimi nieszczęśnikami. A to trawiły ich choroby, a to bieda, brak miłości lub uznania. Bywali za bardzo porywczy, to znów nazbyt melancholijni. Biografia Boznańskiej zdaje się ów fatalistyczny wizerunek wzmacniać. Choć na pozór nie miała najgorzej. Sława, zamówienia na kolejne portrety, nagrody, wystawy… Spokojny żywot w Paryżu, w którym tuż obok głodem przymierali lub topili życie w alkoholu wielcy malarze. Ale były i cienie: samotność, kłopoty finansowe oraz skomplikowane relacje z mężczyznami. A w końcu postępujące na starość dziwactwo. Teoretycznie wiele jest przekazów dotyczących jej życia i autorka biografii pieczołowicie je zebrała. A mimo to trudno pozbyć się wrażenia, że życie Boznańskiej skrywa mgła jakiejś niemożliwej do rozszyfrowania tajemnicy.

Główny motyw/ „Boznańska. Non finito” to historia malarki niezwiązanej z konkretnymi nurtami artystycznymi czy koteriami, predestynowanej do sztuki. Kobiety obracającej się nieustannie wśród znamienitych osobistości, jak i zwykłych ludzi. Pozostającej w pewnym dystansie, za niewidzialną granicą nieprzekraczalną dla kogokolwiek, w związku z tym w specyficzny sposób samotnej. Bohaterki żyjącej na przestrzeni najważniejszych wydarzeń historycznych: zaborów, odzyskania niepodległości Polski, I i II wojny światowej, bezsprzecznie jednak zupełnie nierozumiejącej polityki.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„(…) pianino, nieodzowny rekwizyt mieszczańskiego domu”.

„Do Krakowa, >klaustrofobicznego miasta<, którego mieszkańcy >pokryci patyną wieków<, snują się >w melancholijnym zaduchu<, panie Boznańskie wracają po kilku tygodniach”.

„Dla Boznańskiej charakter, emocje i uczucia, >moralna osobowość< będą zawsze ważniejsze niż uroda modeli”.

„Każda ręka ma swój wyraz, swój temperament i charakter. Jest ona dopełnieniem psychologicznym twarzy”.

„Jakżebym chciała wydostać Ciebie i Izę z tego Krakowa, gdzie należy być zawsze smutnym i zatroskanym”.

„Duchy chyba naprawdę nie lubią przepychu”.

„Narodowość nie ma dla mnie znaczenia. Są tylko nieszczęśliwi”.

„Dwa nazwiska aż do śmierci będą dla mnie źródłem słodkich, smutnych i szlachetnych wspomnień. Jedno z nich to Boznańska”.

„Można o polityce nie mówić. Udawać, że nieciekawa. Ale polityka i tak Olgę dopada”.

„Znamy wszyscy przewrotne i okrutne instynkty artystów! Nie na darmo ich patronem jest Neron!”.

„Kto zbyt długo żył tylko z samym sobą, traci zdolność kochania innych”.

 

Tam, gdzie wszyscy widzieli brak, ona dostrzegała obfitość. Olga Boznańska swoją twórczością i życiem nadała słowu „niedokończony” nowy sens. Z daleka jej obrazy wydają się ledwie szkicem, zarysem myśli. Z bliska to dzieła – głównie portrety – które opowiadają najrozmaitsze historie i zapraszają widza do interpretacyjnej gry, mieniącej się kunsztownymi barwami. Nie inaczej z biografią artystki obchodzi się Angelika Kuźniak, która portret ekscentrycznej mistrzyni pędzla tworzy z rozbudzających wyobraźnię niedopowiedzeń, czasem trudnych do odczytania wspomnień czy wykluczających się wzajemnych relacji. Nie oznacza to jednak, że autorka porzuca dociekliwość i swój zmysł uważnej dokumentalistki, które można było dostrzec w poprzednich znakomitych biografiach. W nowej książce, nie bez powodu nazwanej „Non finito”, dostajemy garść niekiedy zaskakujących faktów czy anegdot, a także pocztówek z podróży śladami malarki. Chciałoby się po tej lekturze stwierdzić, że bohaterka książki to sentymentalna, broniąca swojej niezależności portrecistka i hodowczyni myszy ze skłonnością do dziwactw, ekstrawagancji i nieudanych romansów. A jednak Boznańska wciąż pozostaje nieodgadniona.

Na początku musimy zdać sobie sprawę, w jakiej epoce przyszło żyć i tworzyć Oldze Boznańskiej. Połowa lat osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku to czas, w którym wykształcenie kobiet wielu nadal uznaje za zbyteczne. „Dopóki kobieta jest przeznaczona do rodzenia dzieci i karmienia niemowląt, jak na to wskazuje sama budowa jej narządów, to stanowczo ani mowy być nie może o równouprawnieniu z rodzajem męskim – pisze w <<Przeglądzie Lekarskim>> w 1895 roku Ludwik Rydygier, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Lwowskiego. – Tak już w całej przyrodzie Pan Bóg rzeczy ułożył, albo kto woli, niech powie, tak już w całej przyrodzie rzeczy się ukształtowały, że role są podzielone nie tylko u ludzi, ale i u zwierząt, a nawet roślin”. Od 1846 roku Kraków znajduje się w granicach cesarstwa austriackiego. 6 maja 1878 minister wyznań i oświaty Karl Ritter von Stremayr wydaje rozporządzenie, w którym, pod pewnymi warunkami, dopuszcza kobiety do studiowania na wyższych uczelniach. Kształcić się mogą tylko za zgodą profesora i władz szkoły. Poza tym muszą przebywać w osobnych salach. Egzaminy – owszem, niech zdają. Ale po ukończeniu studiów nie dostaną dyplomu.

Olga i jej młodsza o trzy lata siostra Iza od początku są nierozłączne. Wraz z matką jeżdżą do Zakopanego, Eugenia Boznańska „leczy się klimatem”, ma gruźlicę. Razem szkicują. Grają na pianinie, nieraz na cztery ręce. Pianino stoi w pokoju w domu na piętrze kamienicy przy ulicy Wolskiej (dzisiaj Piłsudskiego) w Krakowie. Z tyłu posesji Boznański każe wybudować piętrową oficynę i przeznacza ją na wynajem. Boznańscy nie są zamożni, ale dobrze się im żyje. Iza od zawsze ujmująca „dziecięcym wdziękiem i żywością usposobienia”. Olga zastanawia „bladziutką twarzyczką, spokojem i powagą”. Po matce wychowanej na francuskich romansach odziedziczyła skłonność do melancholii. Przepisuje do sztambuchów poezje Juliusza Słowackiego, Adama Asnyka. Wiersze układa też sama. Jest w jej spuściźnie kilka kartek z poezją.

            Boznańscy dużo podróżują. Rok 1878 to podróż „dla zaspokojenia wyobraźni”. W Paryżu trwa wystawa światowa prezentująca nowe technologie. W Kunsthistorisches Museum w Wiedniu (podróż, „by córki świat większy widziały”) w roku 1881 Olga po raz pierwszy widzi obrazy nadwornego malarza hiszpańskiego Diega Velázqueza. Być może wtedy właśnie postanawia, że „całą duszą będzie żyć malarstwem”. Boznańscy opłacają jej nauczycieli i naukę na Wyższych Kursach dla Kobiet im. A. Baranowskiego. Oraz, to już później, studia w Monachium. Nie w akademii, kobiety nie mają tam wstępu. Olga uczy się malarstwa w prywatnych pracowniach.  Iza ma większy talent muzyczny (chwali ją sam Ignacy Paderewski), więc Boznańscy wysyłają ją na naukę do Lipska, a potem do Wiednia. Oceny ma wysokie, ale nie chce grać na egzaminie. Nie zostaje pianistką. Publiczność ją paraliżuje.

Kiedy w listopadzie 1892 roku gruźlica zabija Eugenię Boznańską, ojciec obiecuje córkom, że dopóki żyje, „krzywdy nie doznają na świecie. Ja prócz ojca jestem Waszym opiekunem aż do śmierci, i nic mnie nie odrzuci z mojej drogi raz wytkniętej w moim życiu”. Miesiąc po śmierci żony Adam Boznański sporządza pierwszy testament. Córki w spadku dostaną między innymi kamienicę na Wolskiej w Krakowie.

Iza zamieszkała z Olgą w Paryżu, ponieważ ojciec od 1898 roku wynajmował tam Oldze pracownię. Adam Boznański zaczyna mieć dużo zmartwień. Córka Olga wprawdzie dużo malowała, ale najczęściej za darmo. Iza jest alkoholiczką i narkomanką. Kiedy wpadała w ciąg, leżała rozebrana na łóżku i piła. Bez umiaru, do dna kolejnej butelki. W Paryżu palarni opium było bez liku. Kokainę lekarze przepisywali, jako lekarstwo na zmęczenie i katar. Jako antidotum na uzależnienie od morfiny. Tylko, po co z morfiny rezygnować, skoro można wybrać zastrzyk o ulubionym zapachu. W eleganckich lokalach morfinę wstrzykują lekarze. Tylko w pośladki, łatwiej ukryć ślady po igle. Iza zastrzyki robiła sobie sama. W 1903 roku powódź niszczy kamienicę na Wolskiej. Woda stała do pierwszego piętra. Boznański pisze do Olgi: „Siły mi opadły do tego stopnia, że w nocy z soboty na niedzielę dwa razy zemdlałem i byłem bez duszy, nie wiedząc, co się dzieje naokoło mnie”. Olga za radą lekarza zabiera ojca do siebie. Kamienicą opiekuje się administrator.

U Izy zdiagnozowano „nerwicę histeryczną”. Pierwsze symptomy zaburzenia psychicznego pojawiły się u niej już w 1888 roku. Leczą ją elektrowstrząsami oraz „gorącymi tuszami”. Jeden z lekarzy zaleca korzystanie z wód leczniczych. Siostry kłócą się stale o to samo. Że „Olga głupio wydaje pieniądze”. „Olunię tak ludzie wykorzystują, że prawdopodobnie wpadnie w nędzę”. Świadek Marcin Samlicki wspominał po latach: „Prawie wszystkie [kobiety] wykorzystywały ją przy zapłacie. Nawet najbogatsze, mogące dobrze zapłacić, targowały się o cenę możliwie najniższą. Artystka nie lubiła i nie umiała negocjować , więc zawsze stawała się ofiarą, tym bardziej, że stale potrzebując pieniędzy, godziła się na narzuconą cenę. Prym w wykorzystywaniu malarki prowadziły niestety Polki, one zresztą stanowiły większość jej klientek […]. Swój wyzysk osładzały szaloną serdecznością słów, uścisków i całusów oraz bardzo głośnym wychwalaniem talentu i dobroci artystki. […] Utkwiła mi w pamięci Cichowiczowa, żona notariusza z Poznania. Zamówiła wielki portret. Naturalnie za wywalczoną, niską cenę. […] "Często przychodziłem w czasie pozowania i rozmawiałem z matką i córką, panną już w starszym wieku. Obie były bardzo uprzejme i wiele przynoszące nowin z terenu Wielkopolski”.  Jak jednocześnie wynika z wypowiedzi świadków, Boznańska nie rozumie świata, nie pojmuje wrogości otoczenia i tego, „dlaczego ludzie tacy są”. Dla „usterek natury ludzkiej” ma dużą wyrozumiałość.  Uważała, że „oglądanie się na opinię innych napełnia człowieka lękliwością”. Raz czy dwa razy zapytała jedynie: „Czy u mnie naprawdę tak brudno, jak powiadają?”. 


Pewnego dnia w czerwcu 1934 roku Iza nie przyszła do Olgi. Nie pojawiła się  następnego dnia. Ani trzeciego też nie. W archiwum nie ma protokołu z sekcji zwłok. Policja na pewno zrobiła na miejscu oględziny. Zabezpieczyła ślady, pobrała próbki tkanin. Przeszukała. Przesłuchała świadków. Nie wiadomo, kto znalazł ciało. Wiadomo, że truciznę przygotowała sama. Według dokumentów ciało kobiety, lat 66, przewieziono do „trupiarni miejskiej”. Budynek stoi nad brzegiem Sekwany. Kiedy jej ciało leżało w trumnie, na wysokim katafalku, obok w staromodnej, pocerowanej sukni z trenem stała Olga. Ma 69 lat. Patrzy na siostrę w trumnie. I krzyczy: „To Murzynka jakaś – to przecież nie jest moja Iza!”. Ciało Izy Boznańskiej było „czarne jak węgiel”. Trucizna zżarła jej oczy, nos, uszy, piersi.

Jest 1939 rok. Olga Boznańska skończyła 74 lata. Od dwóch lat nie wychodzi z pracowni. Stawała się coraz bardziej nieufna wobec ludzi. Zaczęła się ludzi bać. Świadek Szymański pisał w liście do administratora kamienicy w Krakowie: „P. Olga Boznańska to jedna dziś już wielka życia tragedia”. Wymienia trzy przyczyny: odosobnienie, sklerozę i śmierć Izy. W 1912 roku w Krakowie Zygmunt Pusłowki zapytał Olgę: „Czy lubi Pani bajki o wróżkach? […]. Wróżki owe, zawezwane w dniu narodzin pewnej dziewczynki, powiedziały: <<Będziesz dobrym psychologiem, dobrą i wielką artystką, i będziesz rasową kobietą>>. Jak w każdej bajce, oprócz wróżki dobrej musi być i zła. Zła wróżka, o której zapomniano, przybyła również i rzekła: <<Będziesz nieśmiała, nieśmiała jedynie wobec kobiet ci podobnych, będziesz zdolna uchwycić na portrecie wyłącznie ich wygląd zewnętrzny, nie zaś duszę. Pozostawiam ci dar przenikania dusz kobiet zupełnie różnych od ciebie, jeśli zaś chodzi o te pierwsze, nawet sama siebie zrozumieć nie potrafisz i malując własny portret, będziesz siebie przedstawiała niby jakąś mieszczkę>>. Co Pani sądzi o tej historyjce? […] Powtarzam Pani, niech Pani przezwycięży nieśmiałość, a otworzą się przed Nią nowe możliwości”.

Malarz Jean-Etienne Liotard w swoim Traktacie o zasadach i regułach malarstwa pisze, że plamy to „brzydki i wulgarny sposób malowania, który głosi chwałę niecierpliwości, lenistwa, interesowności i ignorancji”. Takie mazaje „nie pozwalają pokazać delikatnych i lekkich uroków natury, które okraszają wszystkie przedmioty i stanowią ich najpiękniejszą ozdobę”. Malowania plamami należy więc unikać. Bo „najpiękniejsze cechy malarstwa to wyrazistość, czystość i jedność”. Ciekawe, co na to Tycjan, który kładł czasem farbę rękami i specjalnie zostawiał na płótnie ślady pędzla lub paznokcia. Co najmniej dwa ze swoich największych dzieł, Apolla i Marsjasza oraz Złożenie do grobu, namalował techniką pittura di macchia (malarstwo złożone z plam). Olga Boznańska kilka ze swoich prac także namalowała w ten sposób. Liotard chyba zapomniał – tę teorię potwierdzają badania – że mózg potrafi dokończyć dzieło. Doprowadzić to, co ludzkie oko nie widzi. Dzięki pracy oka i mózgu plama na obrazach Boznańskiej i Velázqueza zmienia się w kwiat. Z oddalenia obraz nabiera spójności. Oglądany z bliska jest abstrakcją. Trzeba więc podejść do obrazu, żeby „posmakować”. I oddalić się, aby ocenić. Wyjątkiem był niestety Kraków, gdzie niektórzy krytycy uznawali jej obrazy za brzydkie, kompletnie ich nie rozumiejąc. To dowód na letarg tego miasta, do którego wtedy nie docierały jeszcze żadne artystyczne nowości.

Na przekór „szalonym czasom”, jej tryb życia niemal się nie zmieniał. Nadal malowała całymi dniami, nadal kręcili się u niej goście, a do starych bywalców pracowni dołączali nowi. Coraz rzadziej wychodziła, najbezpieczniej czując się we własnym domu, wśród swoich obrazów i zwierząt. Od dawna lubiła otaczać się czworonożnymi i skrzydlatymi pupilami, razem z nią mieszkały między innymi pieski Bobi i KiKi, kanarek Maciuś oraz papuga Jacquot. Nie mogłam patrzeć na krzywdę żadnego stworzenia, więc nawet myszki w jej pracowni miały się dobrze. Wieczorami ustawiała na podłogach lampy, nie chcąc przypadkiem zranić któregoś z tych kruchych stworzonek.

Malując konsekwentnie, rozwijała interesujące ją zagadnienia. W portretach skupiała się już głównie na twarzy, a zwłaszcza oczach, gdzie koncentruje się wszystko, co najważniejsze w człowieku. Resztę postaci ledwo zaznaczała, pozostawiając coraz więcej niezamalowanych miejsc. Kontury i kształty zacierały się – bynajmniej nie przez dym papierosowy i kurz, które unosiły się w jej pracowni. Lubiła malować w takim otoczeniu, przy nieco przytłumionym, ale zawsze naturalnym świetle. Nigdy natomiast nie malowała w plenerze, obawiając się przypadkowych gapiów, którzy mogliby zakłócić jej pracę. Coraz częściej miewała jednak kłopoty finansowe. Przed swoją śmiercią to Adam Boznański zapewniał córkom bezpieczeństwo finansowe, regularnie wspierając Izę i Olgę. Później o wszystko musiała troszczyć się sama. Jedynym ratunkiem były wtedy dochody z czynszu krakowskiej kamienicy przy ul. Wolskiej. Niestety w czasie wojny praktycznie wcale do niej nie docierały, a później były nieregularne. Nie był to też czas sprzyjający sprzedaży obrazów.

W Paryżu całkiem już sama, myśli o powrocie do swojej, nieco już podupadłej kamienicy w Krakowie. Pyta o radę żyjących tam przyjaciół. Ludwik Puget, krakowski oryginał, malarz, rzeźbiarz, baron „herbu własnego”, nie radzi. Miasto przygnębia brudem, ludzie też niemyci, szarzy, z twarzami z kurzu i łoju. Dusi duch wszechobecnej stęchłej podeszwy, duszą wąskie ulice z pretensjonalną architekturą, warstwą kurzu i śmieci. Ktoś inny pisze jej o Żydach, są wszędzie, ich sklepy, ich cały handel hurtowy. Kuźniak przypomina tu nieszczęsnego Matejkę, który też ma swoją cegiełkę w poczcie myśli polskich: „Wy hebrajczycy, żyjąc w naszym kraju od wieków, nie poczuwacie się do szlachetniejszych dla kraju uczynków, wynoście się!”. W Kronikach tygodniowych dzielnie wtóruje mu potem Bolesław Prus: „Żydostwo nie tyle oznacza pochodzenie i religię, ile raczej: ciemnotę, pychę, separatyzm, próżniactwo i wyzysk”.

Olga mówi niewiele. Z roku na rok coraz mniej. Jedno zdanie, najwyżej kilka. Trochę ploteczek, żadnego gadania bez potrzeby. Mieszkanie tonie w brudzie, nie widzi tego. Ma siedemdziesiąt cztery lata, z domu nie wychodzi prawie od dwóch lat. Śmierć Izy, samotność i postępująca skleroza żrą ja od środka jak korniki szafę. Ma lęki, boi się ludzi, dźgają ją każde kroki na schodach, każde skrzypnięcie drzwi. Myśli, że to Francuzi chcą ja wyrzucić z kraju lub idą po nią Polacy, żeby podstępnie wywieźć do Krakowa. Kiedy choruje lub jest przeziębiona, wtedy śpi w ubraniu z kapeluszem na twarzy. W nogach łóżka nowy pies i świnka morska. Nad łóżkiem lata kanarek i papuga, pod łóżkiem myszy – to byłby obraz. Gaśnie jej życie jak papieros, podpala go ogniem z pieca, patyczkiem z papieru, raz jest to tysiąc franków, nie widzi, nie pamięta, że to pieniądz. Życie to zły sen, z którego wybawia śmierć, tak uważa. Śmierć to kres cierpień, wprowadza w nicość, a nicość to prawdziwa ojczyzna. No i gaśnie, sama w szpitalu sióstr miłosierdzia. Ciekawe, co stało się z tymi zwierzętami w jej mieszkaniu, podobno sąsiedzi skarżyli się na szczekanie psa.

Po dziś dzień Boznańska należy do najbardziej znanych polskich malarek, a jej dzieła cieszą się niesłabnącą popularnością. I słusznie, bo w historii polskiej sztuki niewiele było równie wybitnych indywidualności. Jej twórczość jest niezwykle oryginalna i wymyka się wszystkim kategoriom, wskazując zarazem na bardzo różnorodne inspiracje. Stosując wypracowaną przez siebie technikę, Boznańska osiągała prawdziwą wirtuozerię w posługiwaniu się kolorem. Jej głęboko psychologiczne, melancholijne portrety nadal nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Uprawiała malarstwo przez ponad pół wieku, wystawiała swoje prace w największych centrach kulturalnych Starego Kontynentu, a nawet w Stanach Zjednoczonych, zdobywając przy tym uznanie i liczne nagrody. Najbardziej znanym obrazem Olgi Boznańskiej jest obraz Dziewczynka z chryzantemami z 1894 olej, tektura, 88,5 × 69 cm, który znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie. 

 

15 kwietnia 2022

Cienie nad rzeką Hudson

 

„Cienie nad rzeką Hudson”

Isaac Bashevis Singer

 


Autor/ Prozaik, dziennikarz, laureat literackiej Nagrody Nobla. Mówił, że pisarz jest swoim dziełem, sam był literatem trzech narodów: żydowskiego tworzącego w jidysz, amerykańskiego i polskiego. Urodził się w 1902 lub 1904 r. w Leoncinie pod Warszawą, zmarł 24 lipca 1991 r. w Miami na Florydzie.

Tłumaczenie/ Elżbieta Zychowicz

Tytuł oryginału/ an-us „Shadows on the Hudson”

Tematyka/ Trudno jest orzec, kto jest głównym bohaterem powieści. Czy Borys Makawer, w którego mieszkaniu poznajemy prawie wszystkie postacie przewijające się w książce, będący swego rodzaju nestorem w tej grupce mniej lub bardziej zasiedziałych w Nowym Jorku emigrantów? Bardziej bym się skłaniał do stwierdzenia, że bohaterami są wszyscy ci, których autor przedstawia czytelnikowi na początku powieści. Tych parę kobiet i mężczyzn w różnym wieku, powiązanych ze sobą towarzysko lub spokrewnionych po spędzonym pewnie dotąd nieraz wspólnie wieczorze ozdobionym żydowskimi rytuałami, poznajemy bliżej, gdy wychodzą na ulice Nowego Jorku i stają się nie ludźmi, lecz „cieniami” przybyłymi z przedwojennej żydowskiej Europy Środkowej i Wschodniej.

Główny motyw/ Wszystko zaczyna się w nowojorskim mieszkaniu Borysa Makarewa, u którego zebrali się goście. Jest grudzień 1947 roku, zima, za oknem pada śnieg. Dla Borysa bloki, które widać z okna jego mieszkania do złudzenia przypominają mu Warszawę. W ten oto sposób trafiamy w środowisko zamerykanizowanych Żydów, których z dotychczasowych miejsc zamieszkania, głównie z Polski, wygnał Hitler i jego plan dokonania całkowitej zagłady. Część z nich umknęła rzezi, część przetrwała w obozach, część była świadkiem zagłady ich bliskich. I choć udało im się przeżyć, próby by wrócić do normalnego życia, do jako takiej zwyczajnej codzienności zdają się spełzać na niczym. Pomimo że  pozornie wydaje się być  inaczej. Pracują, robią karierę, zawierają związki małżeńskie, próbują podtrzymywać swoją kulturę i wiarę na amerykańskiej ziemi. Jednak w duszy przeżywają ogromne rozterki i  wątpliwości, czują rozdarcie w kwestii  swojej własnej wiary w Boga.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Skoro plemię niewiernych i tak nas wybije, zachowajmy choć nasze żydowskie imiona”.

„Jeśli młody człowiek nie popełnia błędów, to znaczy, że coś z nim nie w porządku”.

„Nie da się cofnąć wskazówek zegara historii. Czy tylko dlatego, że Hitler był szaleńcem, świat musi wrócić do epoki średniowiecza? Głupota! Istnieje wyłącznie jedno źródło wiedzy, a jest nim doświadczenie -  w starym dobrym znaczeniu, jakie przypisywali mu Locke i Hume”.

„Po tym, co zdarzyło się w Europie, nie ośmielam się nawet wspominać jego imienia – ponieważ jeśli Bóg naprawdę istnieje i pozwolił na to wszystko, to nawet gorzej, niż gdyby nie istniał”.

„Wszystkie religie mają swoje cuda”.

„Miłość opiera się całkowicie na telepatii. Ludzie, którzy się kochają, są w kontakcie telepatycznym”.

„Największą zdobyczą ludzkości jest nadal logika”

„Co można zobaczyć w telewizji? Próżność i głupotę”.

„Kto potrafi przewidzieć reakcję kobiety?”.

„Powinniśmy recytować psalmy! Moja siostra zna tylko to jedno lekarstwo na wszystkie schorzenia – od bólu zęba do antysemityzmu”.

„Czy świat funkcjonuje przypadkowo?”.

„Nawet romansów nie można ciągnąć przez całą noc – nie w naszym wieku”.

„Konie się potykają, nadzieje gasną, lata mijają”.

„Ludzie obawiają się szczęśliwego losu bardziej niż śmierci”.

„Nie chodzi mi o etykę – nie jestem naiwny. Mnie interesuje psychologia: co myślą ludzie wsuwając dziecko do pieca? Muszą przecież coś myśleć”.

„Z filozoficznego punktu widzenia nie istnieje coś takiego, jak >późno< czy >wcześnie<”…

„Ale po wrześniu trzydziestego dziewiątego roku uświadomiłem sobie, że nie ma takiego szaleństwa, którego nie dopuściłyby się człowiek”.

„(…) z jaką lekkością reżyser dramatu ludzkiego pokierował akcją, by niemożliwe stało się możliwe!”.

„Ale w tej sprawie wszystko było grzechem”.

„Co to za światło, które świeci dla dziwek, dla morderców, dla nazistów?”.

„Gdzie jest napisane, że nie można być jednocześnie szczęśliwym i nieszczęśliwym?”.

„Jeżeli nie mogę być szczęśliwa z tobą, to szczęście nie istnieje”.

„Po co Bóg dał nam uczucia, jeśli ciągle musimy nad nimi pracować? Poza tym, jakie znaczenie biologiczne ma ta późna miłość?”.

„Zająłem się dziedziną, od początku skazaną na niepowodzenie – filozofia jest martwa od dwustu lat”.

„(…) dorosłych traktuje się w podobny sposób jak dzieci – dostają różne rodzaje zabawek, ale nigdy to, czego najbardziej pragną”.

„Co za radość, że niebo istnieje i można przynajmniej ujrzeć w przelocie jego światła! Bez niego ludzie pogrążyliby się całkowicie w błahości”.

„Wrogość zawsze opiera się na zawiści”.

„Nawet dzisiejsi Żydzi są szczęśliwsi od innowierców”.

„Ale ludzki umysł to przedziwny mechanizm. Co dzisiaj podnieca ludzi? Tylko zło”.

„Tak jak ktoś widzi tylko jednym okiem, można też myśleć połową mózgu”.

„(…) konstytucja nie dotyczy pijaków… Mogą robić to, na co inni się nie odważą”.

„(…) postęp techniczny nastąpił kosztem siły duchowej ludzkości”.

„Po co zaprzęgać do wozu anioły, skoro można do tego użyć koni?”.

„Wszystko zostało stworzone w taki sposób, że nieustannie mamy wątpliwości”.

„Żyd bez Boga jest niewiernym, jeśli nawet mówi po hebrajsku”.

„Majmonides twierdzi, że piekło jest wstydem”.

„Chciałem wielu rzeczy, ale nigdy nie wyszedłem poza sferę pragnień”.

„Ale skoro wszystko na tym świecie jest pokręcone, czemu związki między mężczyznami i kobietami miałyby być proste?”.

„Historia zawsze dochodzi do tego samego wniosku – że ludzie są zbrodniarzami”.

„(…) ze wszystkimi indywidulnymi różnicami wieczna ludzka tragedia jest zawsze taka sama”.

„Ale wszystko ma swoje granice, najdroższy, nawet miłość”.

„Spinoza ma rację – we wszechświecie nie ma miejsca na błędy”.

„W wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone”.

„Na tym świecie nie powinniśmy przywiązywać się do niczego”.

„Co się stało z Żydami? Przez trzy tysiące lat opierali się bałwochwalstwu, a teraz nagle stali się głównymi producentami w Hollywood (…)”

„Wszy były jedyną rzeczą, którą plan pięcioletni wyprodukował w nadmiarze”.

„Tutaj istnieje tylko jedna miłość – miłość do dolara”.

„Dla ludzkiej natury typowe jest, że wielkości towarzyszy mierność”.

„Cała misja gatunku ludzkiego polega na grzebaniu się w błocie w poszukiwaniu pereł”.

„Wśród największego męczeństwa naszej historii toniemy w trywialności, głupocie, zachłanności”.

„Wszystkie ludzkie wysiłki są niczym w porównaniu z chromosomami”.

„Modlitwa jest ważną terapią”.

„Z biologicznego punktu widzenia pasożyt znajduje się na wyższym stopniu egzystencji niż jego karmiciel”.

„Tutaj wszyscy są zepsuci pozorną wolnością, którą kapitaliści rzucili masą na odczepne”.

„Ulica pełna jest przyszłych nieboszczyków”.

„Ach, ze wszystkich kłamstw wiosna jest najgorszym. Ma wszystkie wady jesieni, pomyślał Luria. Zawsze obfituje w deszcz, chłód i rozczarowanie”.

„Mężczyźni albo oddają się bez reszty seksowi, albo wszystko pozostaje dla nich w sferze duchowej”.

„Nieboszczyk nie musi płacić długów. Nieboszczyk jest zwolniony z przestrzegania przykazań”.

„Pan Stworzenia skonstruował ten nieszczęsny mały świat w taki sposób, że nie ma ludzi niezastąpionych”.

„Dla natury nie jesteśmy niczym więcej od wszy – taka jest gorzka prawda”.

„Twoje święte księgi mówią wciąż o wolnej woli. Ale ja ci powiadam, że człowiek ma tyleż wolnej woli, co roztocze lub kamień”.

„(…) my, Żydzi, nie otrzymaliśmy żadnych specjalnych przywilejów od natury. Cała nasza historia to jeden wielki pogrom, od Egiptu aż po dziś dzień”.

„Natura wydaje się cudowna, ale może tylko tak ją sobie wyobrażamy. Dla robaka, który pełza w pojemnikach na śmieci, nieczystości stanowią najwyższą harmonię, najwyższą estetyczną rozkosz”.

„Zawsze tak bywa – jedno nieszczęście pociąga za sobą drugie. Jeśli człowiek zgrzeszy raz, wykuwa pierwsze ogniwo całego łańcucha grzechów, złych uczynków, nieszczęść”.

„Samo życie jest jednym wielkim oszustwem”.

„Ale muszę podkreślić jedno – najgorszym informatorem jest sam człowiek”.

„No cóż, cały świat oparty jest na kłamstwie”.

„(…) dzisiejszy świat przypomina kogoś, kto pije słoną wodę. Im więcej pije, tym większe odczuwa pragnienie”.

„Nie da się przeprowadzić rewolucji w jedwabnych rękawiczkach”.

„Nie można służyć Bogu abstrakcyjnie”.

„Gdzie zostało napisane, że wszystko ma być łatwe?”.

„Tak właśnie funkcjonuje świat. Jeśli znasz Darwina, wiesz, że walka o przetrwanie jest siłą, która stworzyła świat”.

„Kiedy kobieta potrafi robić wszystko, wówczas musi to robić sama”.

„Kto powiedział, że przeszłość jest martwa, że odchodzi? W sferze duchowej pozostaje wszystko – każdy grzech, każdy dobry uczynek. Nieśmiertelność duszy jest oczywista nawet na tym świecie”.

„Ktoś, kto przeżył całe życie w kłamstwie i fałszu, nie staje się nagle uczciwy”.

 „Są ludzie, którym życie mija na szukaniu Boga”.

„Wczorajszy przyjaciel może być jutrzejszym wrogiem, argumentował. Ludzkość i jej rozwój to nie spokojne wody, lecz Heraklitowa rwąca rzeka, która co chwila zmienia bieg. Z każdą zmianą w polityce czy gospodarce przychodzą zmiany we wszystkich innych dziedzinach”.

„Przy całym swym kwiecistym języku owa kultura uznaje tylko jedną władzę: siłę”.

 

            Historia opisana w książce „Cienie nad rzeką Hudson” rozgrywa się pod koniec lat czterdziestych XX wieku, zaczyna się od mistrzowskiego fragmentu: kolacji w Nowym Jorku, której gospodarzem jest Boris Makawer, uchodźca, któremu odniesiony ekonomiczny sukces w Ameryce pozwolił praktykować ortodoksyjny judaizm bez obaw o przyszły byt. Jak wiemy religia tak może „utrudnić” ludziom życie, że pobożny Żyd nie ma czasu na nic innego poza nią . Dla Borysa Makawera i wielu innych Żydów religia stała się całodobowym zajęciem. Jednak Borys był na tyle wspaniałomyślny, że pozwalał sobie także na hojność wobec przyjaciół, dla których przyjazd do nowego kraju był mniej udany. Gośćmi Borysa są jego piękna córka Anna, nieszczęśliwa żona adwokata Stanisława Lurii; profesor Dawid Shrage, matematyk, którego żona zginęła w Holokauście; lekarz Salomon Margolin, skrywający  tajemnicę dotyczącą kolaboracji jego rodziny z Niemcami; oraz jedna z najważniejszych postaci, Hertz Grein, idealistyczny uczony, któremu poszczęściło się na giełdzie i jest kochankiem Anny Lurii. Singer po mistrzowsku bada życie psychiczne bohaterów, z których najbardziej żywy jest pierwszy mąż Anny zakłamany Jasza Kotik, słynny aktor komediowy, którego nic nie zatrzyma, aby osiągnąć sukces i odzyskać swoją byłą żonę wraz z jej majątkiem. Małżeństwa i związki rozpadają się, śmierć zbiera swoje żniwo, mądrość pisma świętego i kabały oraz nauczanie wielkich filozofów i mędrców współczesnej nauki są namiętnie polemizowane, czego konkluzją jest dostrzeżenie dramatu egzystencji. Jest to opera mydlana podniesiona do poziomu geniuszu, której niesamowita szerokość i prawdziwość podnosi Singera do roli Tołstoja końca XX wieku. Isaak Bashevis Singer triumfalnie kończy swoje dzieło serią podsumowań losów  bohaterów. Ta książka to niezrównany portret ludzkiej słabości widziany z perspektywy ogromnego współczucia. Opowiada historię zwykłych ludzi, szukających porządku we wszechświecie. Chociaż młodsze pokolenia coraz bardziej oddalają się od tradycji, członkowie żydowskiej społeczności wciąż pokładają wiarę we wspólnocie. Natura stawia ich wobec pokus, którym kultura nie pozwala ulegać. Religia stawia ich przed wyzwaniami, którym nie sposób sprostać. Każe im zaufać, nie oferując oczywiście żadnej odpowiedzi. Fakt Holocaustu zmusił ludzi do weryfikacji odpowiedzi na wiele pytań. Naturalne wydaje się poszukiwanie odpowiedzi w tych obszarach, które odnoszą się do źródeł istnienia zła, czyli do religii i moralności. Być może człowiek nie zawsze jest człowiekiem, skoro był zdolny do takiego zła? Dlaczego Bóg pozwolił na takie zło? Mogę pokusić się o stwierdzenie, że mowa noblowska wygłoszona w 1978 roku przez Isaaka Bashevisa Singera jest najlepszym wstępem do recenzji książki „Cienie nad rzeką Hudson”.

„Nasze pokolenie straciło wiarę w Opatrzność, ale także w samego człowieka, w jego instytucje i często w najbliższych ludzi” – mówił podczas mowy noblowskiej Isaac Bashevis Singer, który Literacką Nagrodę Nobla otrzymał w 1978 roku za pełną uczucia sztukę prozatorską, która wyrastając z polsko-żydowskich tradycji kulturowych porusza jednocześnie odwieczne problemy. „Gawędziarz i poeta naszych czasów, jak zawsze, musi być artystą ducha w pełnym tego słowa znaczeniu, a nie tylko głosicielem ideałów społecznych lub politycznych. Nie ma raju dla znudzonych czytelników i usprawiedliwienia dla nudnej literatury, która nie intryguje czytelnika, lecz podnosi go na duchu, daje mu radość i ucieczkę, które zawsze zapewnia prawdziwa sztuka. Niemniej jednak prawdą jest również, że poważny pisarz naszych czasów musi być głęboko zaniepokojony problemami swojego pokolenia. Nie może nie zauważyć, że moc religii, szczególnie wiara w objawienie, jest dziś słabsza niż w jakiejkolwiek innej epoce w historii ludzkości. Coraz więcej dzieci dorasta bez wiary w Boga, bez wiary w nagrodę i karę, w nieśmiertelność duszy, a nawet w zasady etyczne. Prawdziwy pisarz nie może zignorować faktu, że rodzina traci swój duchowy fundament. Wszystkie ponure proroctwa Oswalda Spenglera stały się rzeczywistością od czasów drugiej wojny światowej. Żadne osiągnięcia technologiczne nie mogą złagodzić rozczarowania współczesnego człowieka, jego samotności, poczucia niższości oraz lęku przed wojną, rewolucją i terrorem. Nasze pokolenie straciło wiarę w Opatrzność, ale także w samego człowieka, w jego instytucje i często w najbliższych mu ludzi.

            W swojej rozpaczy wielu, którzy stracili zaufanie do przywódców naszego społeczeństwa, patrzy na pisarza, mistrza słów. Mają nadzieję, że człowiek talentu i wrażliwości będzie zdolny  uratować cywilizację. Może jednak w artyście jest iskierka proroka. Jako syn narodu, który doznał najgorszych ciosów, jakie może wywołać ludzkie szaleństwo, muszę rozmyślać o nadchodzących zagrożeniach. Wielokrotnie pogodziłem się z tym, że nigdy nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi. Ale zawsze pojawia się nowa nadzieja, która mówi mi, że nie jest jeszcze za późno, abyśmy wszyscy sporządzili bilans  i podjęli decyzję. Wychowałem się w wierze w wolną wolę. Chociaż wątpiłem w to, co się objawiło, nigdy nie mogłem zaakceptować idei, że Wszechświat jest wypadkiem fizycznym lub chemicznym, będącym tylko wynikiem ślepej ewolucji. Chociaż nauczyłem się rozpoznawać kłamstwa, przekazywane >klisze< i bałwochwalstwo ludzkiego umysłu, wciąż trzymam się niektórych prawd, które, jak myślę, każdy z nas winien kiedyś zaakceptować. Musi istnieć sposób, aby człowiek mógł osiągnąć wszystkie możliwe przyjemności, ogół  mocy i wiedzę, które natura może mu dać, i nadal służyć Bogu – Bogu mówiącemu  czynami, a nie słowami, a którego słownictwem jest Kosmos. Nie wstydzę się przyznać, że należę do tych, którzy fantazjują, że literatura może przynieść nowe horyzonty i nowe perspektywy – filozoficzne, religijne, estetyczne, a nawet społeczne. W historii starej literatury żydowskiej nigdy nie było podstawowej różnicy między poetą a prorokiem. Nasza starożytna poezja często stawała się prawem i sposobem na życie.

Niektórzy z moich znajomych z jadłodajni niedaleko Jewish Daily Forward w Nowym Jorku nazywają mnie pesymistą i dekadentem, ale rezygnacja jest zawsze oparta na wierze. Pocieszyłem się czytając pisarzy pesymistów i dekadentów, jak Baudelaire, Verlaine, Edgar Allan Poe i Strindberg. Moje zainteresowanie badaniami psychicznymi sprawiło, że znalazłem ukojenie w takich mistykach jak wasz Swedenborg i u naszego rabina Nachmana z Bracławia, a także u wielkiego poety mego czasu, mojego przyjaciela Aarona Zeitlina, który zmarł kilka lat temu i pozostawił wysokiej jakości literackie dziedzictwo, napisane w większości w języku jidysz. Pesymizm osoby twórczej nie jest dekadencją, lecz ogromną pasją odkupienia człowieka. Podczas gdy poeta bawi, kontynuuje poszukiwanie wiecznych prawd, esencji bytu. Na swój sposób stara się rozwiązać zagadkę czasu i zmiany, znaleźć odpowiedź na cierpienie, objawić miłość w otchłani okrucieństwa i niesprawiedliwości. Dziwne, jak mogą się wydawać te słowa, często bawię się myślą, że kiedy wszystkie teorie społeczne upadną, a wojny i rewolucje pozostawią ludzkość w całkowitym mroku, poeta – którego Platon zakazywał w swojej republice – może powstać, aby nas wszystkich uratować. 


Ogromny zaszczyt przyznania mi przez Szwedzką Akademię Literackiej Nagrody Nobla to także uznanie języka jidysz – języka wygnania, bez ziemi, bez granic, nie wspieranego przez żaden rząd języka, w którym nie ma ani jednego słowa na temat broni, amunicji, ćwiczeń wojskowych, taktyki wojennej; języka, który był pogardzany zarówno przez nie-Żydów, jak i emancypowanych Żydów. Prawda jest taka, że to, co głoszą wielkie religie mówiące w jidysz, społeczeństwo  z gett praktykowało na co dzień. Byli to ludzie Księgi w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Wiedzieli, że nie ma większej radości niż studiowanie człowieka i relacji międzyludzkich, które nazwali Torą, Talmudem, Musaryzmem, Kabałą. Getto było nie tylko miejscem schronienia dla prześladowanej mniejszości, ale wielkim eksperymentem pokoju, samodyscypliny i humanizmu. Jako taki wciąż istnieje i nie poddaje się pomimo całej otaczającej go brutalności. Wychowałem się wśród tych ludzi. Dom mojego ojca przy ulicy Krochmalnej w Warszawie był domem nauki, trybunałem sprawiedliwości, domem modlitwy, opowiadania historii, a także miejscem wesel i bankietów chasydzkich. Jako dziecko usłyszałem od mojego starszego brata i mistrza, Israela Jehoszui Singera, który później napisał „Braci Aszkenazi”, wszystkie argumenty, które racjonaliści od Spinozy po Maxa Nordaua przedstawili przeciwko religii. Natomiast od mojego ojca i matki słyszałem wszystkie odpowiedzi, które wiara w Boga może zaoferować tym, którzy wątpią i szukają prawdy. W naszym domu i w wielu innych domach odwieczne pytania były bardziej aktualne niż najnowsze wiadomości w jidysz. Pomimo wszystkich rozczarowań i całego mojego sceptycyzmu wierzę, że narody mogą wiele nauczyć się od tych Żydów, ich sposobu myślenia, sposobu wychowywania dzieci, znalezienia szczęścia tam, gdzie inni widzą tylko nieszczęście i upokorzenie. Dla mnie język jidysz i postępowanie tych, którzy go mówili, są identyczne. W języku jidysz i w duchu jidysz można znaleźć wyrażenia pobożnej radości, żądzy życia, tęsknoty za Mesjaszem, cierpliwości i głębokiego uznania ludzkiej indywidualności. W języku jidysz panuje spokojny humor i wdzięczność za każdy dzień życia, każdy okruch sukcesu, każde spotkanie miłości. Mentalność jidysz nie jest wyniosła. Nie uważa zwycięstwa za coś oczywistego. Nie żąda i nie rozkazuje, ale przemyka, przemyca się wśród mocy zniszczenia, wiedząc gdzieś, że Boski plan stworzenia wciąż jest na samym początku. Są tacy, którzy nazywają jidysz martwym językiem, ale hebrajski był okrzykiwany tak przez dwa tysiące lat. Ożywił się w naszych czasach w najbardziej niezwykły, niemal cudowny sposób. Aramejski był z pewnością martwym językiem przez stulecia, ale potem ujawnił Zohar, dzieło mistyki o wzniosłej wartości. Faktem jest, że klasyka literatury jidysz to także klasyka współczesnej literatury hebrajskiej. Jidysz nie wypowiedział jeszcze swojego ostatniego słowa. Zawiera skarby, które nie zostały ujawnione oczom świata. Był to język męczenników i świętych, marzycieli i kabalistów – bogaty w humor i wspomnienia, których ludzkość nigdy nie zapomni. W przenośni, jidysz jest mądrym i pokornym językiem nas wszystkich, idiomem przerażonej i pełnej nadziei ludzkości”.

            Przejdźmy teraz do bohaterów książki Isaaka Bashevisa Singera „Cienie nad rzeką Hudson”. Już same nowojorskie mieszkanie Borysa Makawera, w którym spotykają się „rozbitkowie” z wojennej pożogi urządzone było na wzór lokum , które Borys opuścił uciekając z Warszawy. Pośrodku zniszczonego podwórza znajdował się mały ogródek otoczony drewnianym płotkiem. Brakowało jedynie handlarza starzyzną, z workiem na plecach, albo kataryniarza z papugą. Ciężkie mahoniowe meble, zdobione żyrandole z kryształowymi wisiorkami, pluszowe aksamitne kanapy oraz krzesła z koronkowymi narzutami i pokrowcami z frędzlami stały wśród odgłosów rozmów w języku polskim lub jidysz. Wśród dyskusji padały najróżniejsze pytania: Czyż szczęście nie jest jedynym celem każdego człowieka, każdego stworzenia? Czyż to naprawdę jakakolwiek różnica, czy ktoś pragnie rozkoszy na tym świecie, czy też w przyszłym? Ci, którzy nie zaznali szczęścia tutaj, poszukują go tam. Nawet ci, którzy popełnili samobójstwo, szukają spokoju. Filozofowie zauważyli, że pogoń za szczęściem jest głównym motywem ludzkiego istnienia. A co z wolnym wyborem? Wolny wybór jest możliwy tylko wtedy, gdy istnieje zarówno szczęście, jak i nieszczęście, prawda i kłamstwo, sukces i niepowodzenie. Czyż świat nie jest wyspą nieszczęścia na morzu szczęśliwości?

Kim jest istota ludzka  we Wszechświecie? Gdy człowiek zatraca się w ogromie boskości, nie zauważa swojej małości. Z trudem przychodzi uwierzyć, że każda z tych małych kropeczek zwanymi gwiazdami i planetami na nieboskłonie jest słońcem, wokół którego kręci się kilka planet takich jak Ziemia, planet, które może również zamieszkują inteligentne istoty. Nie, nasza Ziemia bez wątpienia nie jest wyjątkiem w Kosmosie. Nie można wykluczyć, że istnieją miliardy lub biliony takich planet, ze swoimi urokami i mankamentami, z rozkoszami i kłopotami. Czy życie na Ziemi jest bardziej wyjątkowe niż gdziekolwiek we Wszechświecie? Przecież za każdym razem, gdy otwieramy poranne gazety, śmierć śmieje się nam w twarz. W dzisiejszych czasach nie musimy czytać rozpraw etycznych, żeby myśleć o śmierci. Przypominają nam o niej na każdym kroku – w gazetach, w teatrze, na filmach, w agencji ubezpieczeniowej. Aż trudno uwierzyć, że nasza krucha egzystencja od urodzenia do końca obraca się wokół cmentarza.

            Ale jaką wartość ma wymyślanie samego pojęcia Boga i tworzenie liturgicznej poezji wysławiającej Jego miłosierdzie i dobroć, gdy istoty stworzone przez Niego paliły się nawzajem w piecach krematoryjnych i bawiły się czaszkami niemowląt? Co osiągnięto, modląc się do Boga, na którego istnienie nie ma absolutnego dowodu? Gdzie był „Ten, który obdarza rozumem człowieka”, gdy ojcowie musieli kopać groby dla siebie i dla swoich dzieci? I co robił „Ten, który zwraca wolność niewolnikom”, gdy Stalin więził miliony ludzi w obozach przymusowej pracy. Jeśli Bóg istnieje, - zadają pytania ateiści ludziom wierzącym - jest prawdopodobnie „kosmicznym Hitlerem”, który dla swojego honoru i swojej wielkości gotów jest torturować całe pokolenia, całe narody. Co ma, zatem robić człowiek, by usprawiedliwić swoją egzystencję?

 Każdy z bohaterów Singera do pewnego stopnia reprezentuje inny system przekonań. Borys Makawer jest kapitalistą, natomiast jego bratanek Herman Makawer  oddanym komunistą; eteryczny profesor Dawid Shrage spirytualistą; a pisarka Frieda Tamar reprezentuje bezinteresowną pobożność i feminizm. Wszyscy oni biorą udział we wspólnych intelektualnych rozmowach, są cyniczni, uprawiają intelektualny hedonizm. Jednak między wierszami możemy dostrzec, że żaden  z tych systemów nie pasuje do „świata chaosu", w którym „gang intelektualistów doprowadził gatunek ludzki na skraj otchłani”. Główną przyczyną ludzkiej rozpaczy, którą Singer w książce wielokrotnie przypomina, jest trauma Holokaustu. „Każdy, kto nie widział go na własne oczy", mówi jeden z bohaterów, „nie wie, czym naprawdę jest gatunek ludzki". A kiedy córka Borisa, Anna, zdolna bizneswoman, która dokonuje katastrofalnych wyborów dotyczących mężczyzn, przechodzi obok okien wystawowych sklepu mięsnego na Manhattanie i widzi tam całą jagnię, jej brzuch rozcięty od szyi do ogona, spokojnie myśli: „Cóż, można to zrobić każdemu. Mogli łatwo pokazać mnie w ten sam sposób. Niebo by z tego powodu nie upadło". Tu dochodzimy do wegetarianizmu samego pisarza, który wielokrotnie podkreśla w książce jak wielkie znaczenie miało dla niego nie jedzenie mięsa i szacunek dla zwierząt. Isaak Bashevis Singer był drugim zdobywcą Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, a zarazem wegetarianinem. Pierwszym oczywiście był George Bernard Shaw, który otrzymał tę nagrodę w roku 1925. W jednym z wywiadów Singer stanowczo oświadczył: „Myślę, że wszystko, co jest związane z wegetarianizmem, ma najwyższe znaczenie, ponieważ nie będzie pokoju na świecie, dopóki zjadamy zwierzęta”. Kiedy jeden z bohaterów profesor Dawid Shrage podupada na zdrowiu, robi się słabszy i bardziej przygnębiony, Singer za przyczynę jego choroby uznaje jedzenie mięsa: „Jak można być zdrowym, jedząc mięso i przyswajając martwą protoplazmę, soki i krew pokornych zwierząt? Jak można mieć nadzieję na boskie miłosierdzie, gdy pomaga się zabijać żywe istoty i pozbawia się dusz ich ciał?”. W innym fragmencie Hertz Grein zastanawia się nad losem ludzi i zwierząt: „Czy Bóg naprawdę jest dobry dla wszystkich? Czy był dobry dla sześciu milionów Żydów w Europie? Czy jest dobry dla wszystkich wołów, świń i kurcząt, które ludzie zabijają właśnie w tej chwili?”.

Według Singera podstawę każdej religii stanowi zasada, że ludzie powinni żyć w taki sposób, żeby nie budowali swojego szczęścia na nieszczęściach innych. Istoty ludzkie, boskie stworzenia, nie powinny grzeszyć wobec siebie, lecz pomagać sobie nawzajem w miarę możliwości. Taki jest sens judaizmu, chrześcijaństwa, buddyzmu, wszystkich religii. Wszystko inne można nazwać folklorem.  Isaak Bashevis Singer jest pełen sprzeczności, lecz mimo to jest wspaniały. Jest geniuszem. Można się z nim nie zgadzać, że wola jest ślepa. Można natomiast się zgodzić, że rzecz sama w sobie jest wolą, ale ani przez chwile autor nie wierzy, że ślepa siła mogłaby stworzyć amebę, kwiat czy człowieka. Najbardziej podziwiam u Singera to, że miał odwagę być pesymistą. Większość pisarzy próbowała tak czy inaczej przedstawiać piękny wszechświat i dawać ludziom nadzieję, co było jedynie myśleniem życzeniowym. Singer miał odwagę powiedzieć, że żyjemy w świecie zła. Pod tym względem przypomina on kabalistów. Oni także nazywali ten świat jaskinią demonów, najgorszym ze wszystkich światów. I Singer i kabaliści twierdzili, że ten świat jest najsłabszym ogniwem w Bożym łańcuchu, lecz mimo to możemy starać się, aby żyć uczciwie. W książce „Cienie nad rzeką Hudson” Singer porównuje wiarę do miłości. Religia nie jest sprawą prostą, podobnie jak miłość. Można kochać kobietę, a mimo to zdradzać ją. W wierze w Boga bohaterów książki Singera, jedna rzecz jest stała: nigdy nie twierdzą, że wszechświat jest wynikiem przypadku. Ponieważ nie istnieją dowody na istnienie Boga, więc, bohaterowie cały czas mają wątpliwości. W tych postaciach autor odzwierciedla tę niepewność. Wątpienie jest zresztą częścią religii. Wszyscy religijni myśliciele byli ludźmi wątpiącymi. Nawet Biblia, choć przesiąknięta wiarą, jest także przepełniona sceptycyzmem. Księgę Hioba można nazwać Księgą Sceptycyzmu. Bohaterowie książki Izaaka Bashevisa Singera „Cienie nad rzeką Hudson” niemal krzyczą do Boga słowami psalmu: „Dlaczego śpisz, Boże? Dlaczego się nie obudzisz, aby ujrzeć, co się dzieje?”. Kochankowie są pełni podejrzeń, a nawet wrogości w stosunku do tych, których kochają. Zakochana dziewczyna pyta dziesięć razy dziennie: „Czy mnie naprawdę kochasz?”, a ty zawsze musisz odpowiedzieć: „Tak, tak!”. To samo dotyczy religii. Wierzymy w Boga, ale jednocześnie wątpimy.

Singer jest doskonałym pisarzem i bystrym obserwatorem ludzkich spraw. Śmiało można go nazwać  znakomitym psychologiem. Przeanalizował ludzkie życie z punktu widzenia psychologii i miał wielką wiedzę na temat ludzkich namiętności. Zgadzam się z Singerem, a on zgadzał się ze Spinozą, kiedy mówi, że wszystko może stać się namiętnością. Oznacza to, że nie ma w życiu niczego, co nie mogłoby zostać  obsesją jednostki.