01 lutego 2020

Angielski pacjent


„Angielski pacjent”


Michael Ondaatje


Autor/ (ur. 12 września 1943) - kanadyjski pisarz i poeta, laureat nagrody Booker Prize w roku 1992 za powieść „Angielski pacjent” (ang. The English Patient). Urodził się na Cejlonie (obecnie Sri Lanka), w rodzinie o bardzo zróżnicowanym pochodzeniu, mającej korzenie portugalskie, holenderskie, tamilskie i syngaleskie. W 1954 przeprowadził się z matką do Anglii, w 1962 osiadł na stałe w Kanadzie.

Tłumaczenie/ Wacław Sadkowski

Tematyka/ Książka otrzymała w 1992 roku Nagrodę Bookera, a cztery lata później na jej podstawie powstał nagrodzony dziewięcioma Oscarami film Anthony’ego Minghelli z Ralphem Fiennesem, Juliette Binoche, Willemem Dafoe i Kristin Scott Thomas w rolach głównych. Ta powieść jest historią niezwykłej miłości zaplątanej w wojenne realia. Dramat polega na tym, że jest to uczucie z góry skazane na porażkę. W „Angielskim pacjencie" mamy nawiązania chociażby do „Anny Kareniny" L. Tołstoja oraz bardzo liczne do „Dziejów" Herodota. Bohaterowie nie ruszają się nigdzie bez swoich ukochanych lektur, cytują je dowolnie i naturalnie, w odniesieniu do niemal każdej sytuacji.

Główny motyw/ Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść zaczyna się pod koniec II wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka Hana opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. To historia miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną.

  Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Jestem kimś takim, kto pozostawiony sam sobie w obcym mieszkaniu podchodzi do półki z książkami, wyjmuje jakiś tom i zagłębia się w nim”.

„W chwilach tuż przed zaśnięciem najsilniej odczuwa to, że żyje”.

„Wszystko, co niezwykłe, staje się dziś podejrzane”.

„Ci, co płaczą, zużywają na to więcej energii niż na jakąkolwiek inną czynność”.

„Smutek graniczy z nienawiścią”.

„Odpoczywać to znaczy przyjmować wszystkie elementy rzeczywistości bez ich osądzania”.

„Nigdy nie myślałem, że słowa mają walor erotyczny”.

„Kiedy jesteśmy młodzi, nie spoglądamy w lustro. (…) Dopiero podstarzały Narcyz pożąda swego bałwochwalczego wizerunku”.

„Człowiek na pustyni może hołubić w złączonych dłoniach czyjąś nieobecność, wiedząc, że wzmacnia go bardziej niż woda”.

„Są takie słowa europejskie, których nie można przetłumaczyć na inny język. Felhomaly. Mrok grobowcowy. Z konotacjami odzwierciedlającymi intymne związki zmarłych z żywymi”.

„Zbyt dumna na to, by być kochanką, tajemnicą”.

„Na pustyni narzędzia przetrwania znajdują się pod powierzchnią (…)”.

„Doszedłem do tego, że kocham czubek twej strzykawki (…)”.

„Wiem, jak kochanek rozpoznaje innych, zakamuflowanych kochanków”.

„Porty Efezu, rzeki Heraklita zaginęły, zastąpiły je bagniste moczary”.

„Czym był nasz związek? Zdradą wobec tych, co nas otaczali, czy też pragnieniem innego życia?”.

„Ludzie zawsze recytowali na pustyni wiersze”.

„Mądrość rodzi się z przetworzenia najlżejszego choćby odruchu emocji”.

„Jest rzeczą ważną, by umrzeć w świętym miejscu”.

„Miłość jest czymś tak drobnym, że może przejść przez ucho igielne”.



            Proza kanadyjskiego pisarza i poety Michaela Ondaatje jest niezwykła i ujmująca. Przepiękne, perfekcyjne wręcz skonstruowane zdania płyną bez trudu przez całe dzieło pisarza. „Angielski pacjent” to urzekająca książka, zarówno pod względem bogactwa językowego, jak samej historii - pełnej smutku i tragedii.

            Akcja powieści rozgrywa się pod koniec II wojny światowej, ale narrator „porusza się” między zniszczonymi wojną Włochami, a wspomnieniami przedwojennej, afrykańskiej pustyni. Książka przedstawia poruszającą historię Laszlo de Almasy’ego (potwornie poparzonego, tytułowego „angielskiego pacjenta”). Oszpecony, okaleczony i umierający pacjent przebywa w zrujnowanej i opuszczonej willi razem z młodą pielęgniarką Haną, która zdecydowała się nim opiekować. Pewnego dnia w życie tej dziwnej pary wkracza Singh (zwany „Łososiem”) - młody indyjski saper w służbie Brytyjskiej Armii - oraz Caravaggio - pełen uroku Kanadyjczyk, który w czasie wojny został okaleczony. Historia nieszczęśliwej miłości Almasy’ego do mężatki splata się z życiem Hany, Caravaggia i „Łososia”- jego historia „wypływa” z niego, z tego dziwnego żyjącego „tworu”, jakim się stał po zestrzeleniu w Afryce na wszystkich bohaterów. Gdy Hana i „Łosoś” nieśmiało zaczynają swój romans, horror wojny oddala się na chwilę, ale mimo to ciągle przypomina o sobie. Postacie są ciepłe, ludzkie, sympatyczne, ale też niewolne od wad, ułomne, niejednoznaczne. Jedna z najbardziej wzruszających scen książki to moment, w którym „Łosoś”, usłyszawszy o bombardowaniu Hiroszimy, opuszcza willę, co burzy spokój domu. Pokazuje, jak zniszczenie i okropny nacisk na każdą z postaci może być zarówno mikrokosmosem, jak i oddziaływać na całą powieść. Jest to wspaniałe, intrygujące zakończenie. Podział i jedność, sojusznik i wróg - granice stają się nieczytelne oraz niemożliwe do rozróżnienia, zasypują każdego z bohaterów piaskami z pustynnych wspomnień angielskiego pacjenta. W tle zaś przewijają się krajobrazy pustyni, malowidła tajemniczych „pływaków” odkryte przez Almasy’ego w afrykańskich jaskiniach i wątek szpiegowski.

            Beduini odnajdują na pustyni pilota, który uległ rozległym oparzeniom w wyniku zapalenia się samolotu po jego zestrzeleniu przez Niemców w czasie II wojny światowej podczas działań w Afryce Północnej. Ogień kompletnie zdeformował jego twarz i resztę ciała, zaś uraz spowodował u niego amnezję wsteczną w takim stopniu, iż nie tylko nie pamięta wydarzeń z przeszłości, ale nawet tego, kim jest. Wkrótce chory trafia pod opiekę Brytyjczyków we Włoszech. Podczas podróży wraz z wojskami alianckimi, jego stan pogarsza się na tyle, że jedna z pielęgniarek decyduje się odłączyć od wojska i tymczasowo zamieszkać w zrujnowanym podczas wojny toskańskim klasztorze, by godnie opiekować się poparzonym pacjentem w ostatnich dniach jego życia. Stopniowo „angielski pacjent” przypomina sobie własną przeszłość i odkrywa splot tragicznych wydarzeń, które doprowadziły go do tego stanu.

            Młoda pielęgniarka, Hana mając dość ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce swojego oddziału, postanawia zatrzymać się w wypatrzonej z daleka opuszczonej willi razem z cierpiącym „angielskim pacjentem”. Obiecała sobie, że gdy tylko ten wyzionie ducha, dołączy do reszty grupy. Przeszła w Kanadzie przeszkolenie w Women’s College Hospital i została wysłana za ocean w okresie inwazji na Sycylię. Był to rok 1943. Pierwsza Kanadyjska Dywizja Piechoty torowała sobie drogę na północ Włoch, a poranione ciała odsyłano na tyły, do szpitali polowych. Po bitwie o Arezzo, kiedy cofnęła się pierwsza fala uderzeniowa, dniem i nocą przebywała wśród rannych. Jednak najwięcej opieki potrzebował ciężko ranny pilot, którego nazywano „tym rannym Anglikiem” i który nie mógł być ze względu na swój stan nigdzie przeniesiony. Hana robiła mu okłady z belladony na oczy, przemywała mu zwęgloną skórę i opatrywała otwarte rany. Powiedziano jej, że „szpital” nie jest bezpiecznym miejscem - willa i klasztor były przez całe miesiące niemieckim bastionem, zarzucanym przez sprzymierzonych pociskami i rakietami. Ale uparcie odmawiała wyjazdu, zrzuciła strój pielęgniarki i „wypisała” się z wojny. Ponieważ inne pielęgniarki odmówiły pozostania, zdecydowała się czuwać przy rannym Angliku tu, na miejscu. Było w tym jej pacjencie coś, co pragnęła rozgryźć, przeniknąć, co pozwoliłoby jej uciec od dorosłości.

 Podejmując decyzję o zamieszkaniu w ruinach willi, Hana miała nadzieję na samotne opiekowanie się hrabią. Prędko jednak pojawia się nieproszony gość. Pewnego dnia do willi przybywa mężczyzna z zabandażowanymi rękami - Caravaggio. Był starym przyjacielem rodziny ojca Hany, Patricka i kiedy usłyszał o jej położeniu, gdy wracał do zdrowia w szpitalu kilka kilometrów dalej postanowił ją odszukać. W Kanadzie, gdzie wiele lat temu Caravaggio znał Hanę był złodziejem. Opowiedział jej, w jaki sposób jego umiejętności złodziejskie zostały wykorzystane podczas wojny i jak były mu przydatne w pracy dla brytyjskiego wywiadu w Afryce Północnej. Powiedział jej, że Niemcy złapali go na próbie kradzieży aparatu fotograficznego z pokoju pewnej kobiety. Torturowano go i odcięto mu kciuki, pozostawiając ręce okaleczone i prawie bezużyteczne. Chociaż nieco wyzdrowiał, nadal był uzależniony od morfiny. W willi wspomina chwile spędzone z Haną jeszcze przed wojną w Kanadzie i razem opłakiwali śmierć jej ojca, który zginął na froncie we Włoszech.

            Gdy Hana grała na fortepianie w bibliotece do willi wbiegło dwóch żołnierzy brytyjskich i stanęli obok niej podczas jej muzycznego „popisu”. Jednym z nich był „Łosoś” indyjski Sikh wyszkolony jako saper. Po wysłuchaniu muzyki zaczął sprzątać willę z bomb wiedząc, że Niemcy często wkładali bomby pułapki do instrumentów muzycznych. „Łosoś” i „angielski pacjent” dogadywali się bardzo dobrze, ponieważ obaj byli ekspertami od broni i materiałów wybuchowych. Lubili ze sobą rozmawiać i dzielić się różnymi historiami z działań wojennych. „Łosoś” rozbił namiot w ogrodzie willi i stał się częścią „rodziny”, która już tam mieszkała. Codziennie wyjeżdżał do miasta, aby usuwać miny i pogrzebać innych saperów, którzy ginęli podczas rozbrajania bomb. Praca „Łososia” była wyjątkowo niebezpieczna. Jednak z czasem zaczął podkochiwać się w Hanie by wkrótce stać się jej kochankiem.

         Osią fabuły „Angielskiego pacjenta” jest problem moralny. Zapytany o swoją przeszłość angielski pacjent zaczyna symulować, że w wyniku poparzeń stracił pamięć. Jednak Caravaggio, jeden z bohaterów książki, odkrywa tożsamość pacjenta. Był to książę Laszlo de Almasy, węgierski podróżnik i badacz pustyni. Almasy w przededniu wojny przekazał niemieckiej armii mapy pustyni, co umożliwiło atak na Tobruk i niemalże doprowadziło do zwycięstwa nazistów w wojnie w Afryce Północnej. W czasie tej ofensywy sam Caravaggio został pojmany i poddany torturom. Sądzi on, że Almasy jest winny zdrady i pragnie wymierzyć mu sprawiedliwość, tym bardziej, że już wcześniej zabił wszystkich innych odpowiedzialnych za więzienie i tortury, jakie sam musiał znieść. Tak, więc kluczowe pytanie stojące przed czytelnikiem brzmi: czy Almasy postąpił źle, przekazując wrogowi mapy? Pozostała część książki podejmuje ten problem poprzez opowieść o tym, co doprowadziło go do tego wyboru. Przed wojną Almasy był głęboko zakochany w zamężnej kobiecie, Katherine Clifton. Znaczna część książki pokazuje ich pełen pasji romans. Jednak tuż przed wybuchem wojny Katherine zostaje poważnie ranna w wypadku lotniczym na pustyni, w którym ginie także jej mąż. Almasy, który jest tego świadkiem zanosi ją do kryjówki w jaskini i obiecuje wrócić z pomocą. Jednak jego pierwsza próba uzyskania tej pomocy od armii brytyjskiej kończy się niepowodzeniem. Almasy, człowiek bez dokumentów i z obcym akcentem, zostaje oskarżony o szpiegostwo i aresztowany. Po ucieczce od Brytyjczyków udaje się do niemieckiej armii. Chcąc uzyskać tam pomoc, musi jednak zaoferować coś w zamian. Aby dotrzymać obietnicy złożonej Katherine, w imię głębokiej miłości, którą ją darzy, główny bohater oddaje, więc kluczowe dla losów wojny mapy w ręce Niemców.

            Autor „Angielskiego pacjenta”, dając imię jednemu z bohaterów książki „Caravaggio”, miedzy innymi daje do zrozumienia, że istnieje coś takiego jak „zmiana pokoleniowa”. Obraz barokowego malarza Caravaggia pod tytułem „Dawid z głową Goliata” przedstawia Dawida trzymającego w lewej ręce odciętą głowę Goliata. Tak naprawdę ukazuje twarz Dawida, która jest portretem młodego malarza Caravaggia, a odcięta głowa Goliata symbolizuje twarz malarza, starszego mężczyzny, w okresie, kiedy tworzył obraz. Tytułowa postać wyłania się z głębokiego mroku i staje w ostrym świetle, w prawej ręce trzyma nagi miecz, na którym widoczna jest inskrypcja "H-AS OS", stanowiącą skrót łacińskiego przysłowia „Humilitas occidit superbiam” („Pokora zabija dumę”). Wyciągnięta ręka Dawida z głową Filistyna symbolizuje oś czasu, ocenę własnej śmiertelności, własnego przemijania. Bohater książki Caravaggio zdaje sobie sprawę, że kiedy widzi „Łososia” wie, że młody Hindus symbolicznie jest jego Dawidem. Świadomość, że musi ustąpić miejsca młodemu saperowi (mimo, że dzieli ich wiek, narodowość, pochodzenie rasowe i religia aby mógł być z Haną) pokazuje jak trudno jest porzucić dumę i pogodzić się, że doświadczenie starości współcześnie jest przede wszystkim doświadczeniem zmiany i reakcją na zmianę, próbą z nią sobie poradzenia. Umieramy z bogactwem kochanków, smakami, które przełknęliśmy, z myślami, w które zanurzaliśmy się i przepływaliśmy jak w rzece mądrości, marzeniami, po których wspinaliśmy się jak po drzewach, z obawami, w których się ukryliśmy, jak w jaskiniach… W książce istnieje opis „Jaskini pływaków” znajdującej się w masywie górskim Dżabal al-Uwajnat położonym na terytorium Egiptu niedaleko granicy z Libią i Sudanem. Jak ustalili badacze, malunki pochodzą z młodszej epoki kamienia i zostały wykonane ok. 8000 lat temu. Jeśli przyjąć, że rzeczywiście przedstawiają one pływających ludzi, są to najstarsze zachowane wizerunki pływaków. Skąd, bowiem pływacy na środku Sahary? Czy zatem naskalne malowidła z Dżabal al-Uwajnat naprawdę przedstawiają pływaków? Pomimo wiedzy o drastycznej zmianie klimatu, jaka nastąpiła w okolicach równika po ciepłym i wilgotnym okresie subpluwialnym, naukowcy nie są, co do tego zgodni. Czy sylwetki rzekomych pływaków są tak naprawdę wizerunkami zmarłych udających się w zaświaty? Podobnie sądzi dziś francuski antropolog Jean-Loïc Le Quellec. Nawet, jeśli tak jest, ta prehistoryczna wędrówka do krainy zmarłych i tak przybiera znaną wszystkim miłośnikom sportów wodnych formę. Z wyciągniętymi przed siebie rękami i głową uniesioną jak przy żabce, nasi przodkowie z epoki późnego kamienia dosłownie „odpływają” na tamtą stronę. Kto wie, może właśnie tak wyglądało ich wyobrażenie o pośmiertnym żywocie – zmarły człowiek łagodnie zanurzał się w chłodne wody neolitycznego Styksu.

            Wiele scen w powieści dotyczy dzielenia się jedzeniem. Na początku książki Hana gryzie śliwkę zębami, wyciąga pestkę i podnosi miąższ owocu do ust „angielskiego pacjenta”. Podobnie „angielski pacjent” pamięta, że ​​był karmiony przez Beduina, którego rozpoznawał tylko poprzez smak jego śliny. Karmienia te przedstawiane są jako akty miłości, intymne pocałunki, potrzeba bliskości. Jest to zmysłowe i duchowe karmienie, wymiana między dwojgiem ludzi, którzy mogą, ale nie muszą być po tej samej stronie konfliktu, którzy mogą, ale nie muszą się spotkać w tym samym czasie.

            Często jakaś książka staje się bardzo ważnym atrybutem innej książki, jak „Dzieje” Herodota, które pojawiły się w „Angielskim pacjencie“. Wśród kart tej książki „angielski pacjent” przechowuje osobiste listy, mapy, rysunki i fotografie. Wspomnienia znów stają się przepustką do przeszłości. Pamięć pomału wraca. Ale on już zniszczył wszystko po drodze – miłość, przyjaźń, zaufanie, nadzieję. Lepiej nie pamiętać, że nie ma już, do czego wracać. Zerwane powiązania, utracone miejsca, krzywdy, które łamią. Hana wie, że ten mężczyzna leżący obok niej jest jednym z wybranych, którym dane jest zawsze stać, obok, którzy mogą zrywać swe powiązania i zastępować utracone miejsca innymi. „Są ludzie, których krzywdy łamią, i ludzie, którzy nie dają się złamać. […] Jest jakaś straszna niesprawiedliwość w losie takich ludzi, maskowana powłoką ich uprzejmości”. Przywołane w książce przez autora opisy z Herodota stawiają pytania, co ustanawia tożsamość człowieka. Język objawia się, jako jeden ze znaczników tożsamości. Jednak „angielski pacjent” mówi różnymi językami - angielskim, niemieckim i dialektem plemiennym z Afryki, dlatego pozostaje niezidentyfikowaną obcą postacią. Zawsze jest coś, czego nie wiemy o „angielskim pacjencie”. Czy on jest „barbarzyńcą”? Czy skorzystał na śmierci innych w kontekście wojny? Czy on jest zdrajcą? Czy jest odpowiednikiem kanibali Herodota z historii XX wieku? Te pytania „najeżdżają” w powieści i pozostają bez odpowiedzi. Tajemnica otaczająca tytułowego bohatera budzi podejrzenie, że on sam mógł zachowywać się w brutalny sposób, niezgodny ze sprawiedliwością lub prawem. Chociaż różne postacie próbują wypełnić luki w swoich historiach i niszczą psychiczne „rozpadliny”, które historia utworzyła w tkance ich jaźni, tożsamość „angielskiego pacjenta” pozostaje płynna, a zatem podejrzana. Natomiast inni bohaterowie powieści, sami zranieni i okaleczeni przez życie i wojnę, zbierają się wokół łóżka „angielskiego pacjenta”, i próbują pogodzić się z własnymi kolejami losu. Ciężko poparzony pacjent staje się, jak zauważa Stephen Scobie, ich projekcją, ponieważ każda postać odbija swoje prawdziwe lęki poprzez obraz innego, bardziej skrzywdzonego przez los człowieka.

            Rozmowy - „angielskiego pacjenta”, który leży na „kanapie” i Caravaggia, który siedzi lub spaceruje po pokoju - nabierają aury freudowskiego dyskursu psychoanalitycznego. Częstotliwość tych „sesji” i proces „przeniesienia” - w którym analizowany myśli własnymi sprawami i przekazuje je analitykowi - oraz „przeniesienie przeciwne” (przez analityka) ustanawia ustawienie psychoanalityczne. Ale to ustawienie jest odwrócone, ponieważ pierwotnym celem analityka - Caravaggia - jest jego własne uzdrowienie - a nie pacjenta, do którego może dotrzeć jedynie poprzez próbę ułożenia rozsypanych fragmentów psychiki pacjenta na swoje prawidłowe miejsca w psyche-duszy. Próbując zmusić „pacjenta” do wypowiedzenia się, Caravaggio podziela podejście Freuda i jego pewność znalezienia w każdym dyskursie małych fragmentów prawdy o sobie samym. Narcyzm, który został okradziony ze swego libidinalnego przedmiotu przez rozpad ja, zostaje zastąpiony przez masochistyczną przyjemność bycia „mścicielem”. Po wysłuchaniu historii opowiedzianej przez „angielskiego pacjenta” Caravaggio traci pragnienie ukarania Almas’ego. Bo nasza psychika jest jak pustynia: „Nie można rościć sobie praw do pustyni, ani jej posiadać – to kawałek materiału niesiony przez wiatr, nigdy nieprzytrzymywany przez kamienie”.

            Inne pozycje książkowe do których odwołuje się w swojej powieści Ondaatje pomagają bohaterom lepiej zrozumieć i interpretować świat oraz siebie nawzajem. Symbolizują także niesamowity związek między osobistymi narracjami a historią powieści,  są ważne na wielu poziomach i pozwalają nam lepiej zgłębić powieść Ondaatje. Na przykład „angielski pacjent”, tytułowy bohater i zarazem główny bohater, nosi ze sobą zużytą i mocno opatrzoną notatkami „Historię” Herodota, a jego bliski przyjaciel Madox pielęgnuje kopię „Anny Kareniny” Lwa Tołstoja, która symbolizuje dramat, jaki rozegra się w tej historii. Książki i opowiadania mają w powieści głęboką moc i są często opisywane, jako siła podtrzymująca życie. Na przykład, gdy Hana czyta książki „angielskiemu pacjentowi” z biblioteki, która znajdowała się w zrujnowanej willi, czy za każdym razem, gdy wchodzi do domu nowej przyjaciółki, idzie bezpośrednio do półki z książkami i „wdycha” ich zapach. Hana używa nawet książek z biblioteki willi do odbudowy zniszczonych schodów, co sugeruje, że książki są nie tylko częścią ludzi, ale są również niezbędne do budowy świata.

            Krytycy książki zaobserwowali trzy poziomy etycznej krytyki „Angielskiego pacjenta”. Po pierwsze: książka przedstawia w pozytywnym świetle wybór, który jest po prostu moralnie zły. Po drugie: przechodzi się w nim do porządku dziennego nad wyborem, który - nawet jeśli nie jest moralnie zły - łamie ważny obowiązek polityczny. Po trzecie:  racje moralne zostają w nim sprowadzone do indywidualistycznych kategorii zdrady i lojalności z pominięciem bezosobowych wymagań moralnych, które były kluczowe podczas II wojny światowej. W 1996 roku książka została zekranizowana. Film został nagrodzony dziewięcioma Oscarami, w owym czasie był to przebój kinowy Anthony'ego Minghelli z gwiazdorską obsadą - Juliette Binoche, Ralph Fiennes i Kristin Scott Thomas.

            Książka pokazuje - tak jak powieść Lwa Tołstoja „Anna Karenina”, że są ludzie, którym dane jest się pokochać, ale nie jest im dane być ze sobą. W „Angielskim pacjencie” kochankowie za swój czyn zostają nie tylko ukarani śmiercią, ale karą bardziej boleśniejszą zapożyczoną wręcz z tragedii greckiej, zostali pochowani w oddzielnych grobach: ona gdzieś na Pustyni Libijskiej, on w małym włoskim prowincjonalnym miasteczku. Jestem zdziwiony, że Michael Ondaatje za książkę „Angielski pacjent” został nagrodzony tylko Nagrodą Bookera, ta pozycja zasługuje na większe uznanie w świecie literackim.

           

           

20 grudnia 2019

Autopsja


„Autopsja”


Robert McLiam Wilson




Autor/ (ur. 1964 w Belfaście) - północnoirlandzki powieściopisarz. W prozie Wilsona uderza nadzwyczaj szeroka gama odczuć: tragizm, komedia, realizm, absurd, wnikliwość polityczna...

Tłumaczenie/ Maria Grabska-Ryńska

Tematyka/ Oryginalny tytuł powieści, „Ból Manfreda", zdradza jej główny temat, bowiem w swojej mrocznej, zdyscyplinowanej prozie Wilson przywołuje ból w jego najrozmaitszych postaciach: zadawany innym i sobie, szalejący wewnątrz i czyhający w świecie zewnętrznym, wykalkulowany i samoczynny, sprawiający radość i siejący przerażenie. Niepokojąca książka o ohydnym życiu, zmarnowanej miłości i miłosiernej śmierci. Wilson do głębi wstrząsa czytelnikiem, obnażając z precyzją chirurga wnętrze człowieka, który dobrowolnie skazuje się na cierpienie fizyczne i psychiczne. Źródłem tego cierpienia jest miłość, zazdrość i pragnienie bezwzględnego przywłaszczenia sobie ukochanej osoby.

Główny motyw/ W „Autopsji" dostajemy zapis ostatnich dni życia głównego bohatera, angielskiego Żyda Manfreda. Już od pierwszych zdań powieści Wilson kreśli znakomite, niemal anatomiczne studium rozwoju bólu i prób jego oswajania. Jest to szczególny ból, który Manfred w sobie trzyma, pielęgnuje i bezwarunkowo akceptuje. Opisana chłodnym stylem choroba pustosząca od wewnątrz ciało Manfreda współgra z chorobliwym światem, w który wrzuciła bohatera wielka historia. Świat ten to między innymi cywilizowana Anglia, której rzeczywistość wydawałoby się daleka od tętniących nazizmem Niemiec, z których wyemigrowali rodzice Manfreda i skąd przyjechała jego żona. Angielska rzeczywistość jest również okrutna i bezwzględna, choć jest to okrucieństwo na inną skalę. Na angielską potworność składa się monotonia bezbarwnej codzienności. Ta europejska ziemia obiecana okazuje się krajem martwym, w którym nie ma miejsca dla Żydów. Dlatego Manfred umiera wykorzeniony, w świecie dojmująco obcym.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Wojna zniszczyła w nim tę iskierkę niewinności, która istocie ludzkiej jest niezbędna”.

„Pragnienia są niebezpieczne, sprawiają ból”.

„Lustro opowiadało mu fantastyczne baśnie o dostatku i szacunku; tymczasem rzeczywistość odbiegała coraz dalej od tego, o czym mówiło lustro (…)”.

„Pokaż mi swoje obsesje, a powiem ci, kim jesteś”.

„Zdolność przewidywania bywa źródłem wielu drobnych przyjemności”.

„Nawet starość i niedołężność mogą stać się pożywką dla dobrego humoru”.

„Czasem trudno pamiętać, że przeszłość nie jest, jak sądzą ludzie, czarno-biała”.

„Ale kiedy szorował kuchenkę, mył lodówkę lub kredens, nigdy nie udawało mu się zetrzeć nalotu samotności i winy”.

„Człowiek samotny bezboleśnie marnotrawi cenne towarzystwo, jakim jest czas”.

„Jeśli potrafisz namówić ludzi, by umierali, bez trudu zdołasz namówić ich do zabijania”.

„Wojna pokazała mu, że wszystkich można winić za wszystko i każda para rąk jest brudna”.

„Szept jest najlepszą pożywką manii prześladowczej (…)”.

„Piękne kobiety zawsze skłaniały go do refleksji na temat śmierci”.

„Kompleks wyższość ludzi urodziwych nie różni się zbytnio od kompleksu niższości, na który cierpi brzydota. Kobiety zarówno piękne, jak i brzydkie nikną w architekturze swego ciała. Uroda nie jest prawdziwym dobrodziejstwem”.

„Dla człowieka, który cierpiał przez całą noc, świat jest zawsze rozczarowaniem”.

„Goje często mylą uprzejmość ze słabością”.

„Pielęgnował martwy żal za umarłym marzeniem”.

„Natura w istocie swojej jest brutalna i okrutna”.

„Pozór przerodził się w coś na kształt subiektywnej prawdy”.

„Niewidomy, uczył się kochać ślepo”.

    

Jesteśmy zbyt podekscytowani by zawracać sobie głowę codziennością. Mamy poczucie, że wiedziemy pełniejszy żywot. I wszystko by było cudownie, gdyby – jak powiedział pacjent pewnego psychiatry – nie ta „cholerna” rzeczywistość. Raz na jakiś czas ściąga nas na ziemię. Musimy wrócić z wyprawy wysokogórskiej, przestać gromić kosmitów, przerwać liczenie oddechów. Nie różni się to wiele od działania używek —kac, ból głowy, świat jest do niczego. Trzeba szybko dostarczyć nowej porcji używki lub fluoksetyny. To, do czego uciekamy budzi nas z odrętwienia, daje poczucie, że żyjemy, w naszych żyłach pojawiaj się więcej krwi, przez chwilę świat wydaje się kolorowy. Trzaskamy przeciwników w grze komputerowej, z wypiekami na twarzy śledzimy przygody detektywów i czarnoksiężników, wczytujemy się w katalogi znaczków, śledzimy z fascynacją wywodów o tym jak zostać bogatym czy być zawsze szczęśliwym albo też z przekrzywioną głową śpiewamy psalmy, powtarzamy mantry czy liczymy oddechy. Ludzie od zawsze uciekali od problemów: alkohol, narkotyki, wyprawy wojenne, hazard, pracoholizm, zaawansowane kolekcjonerstwo, przeprowadzka do leśniczówki lub planujemy wyjazd do jakieś aśramy… Dziś oferta dla eskapistów jest szczególnie rozbudowana: gry komputerowe, wirtualne społeczności, Facebook, czytanie blogów (takich jak ten), pisanie blogów (takich jak ten), bieganie maratonów, bicie rekordów na siłowni, sporty coraz bardziej ekstremalne – sami wiemy jak wielka jest oferta, tego, co pozwala oderwać się od tej bolesnej, nudnej, szarej i zimnej rzeczywistości.

Robert McLiam Wilson za sprawą „Autopsji” dołączył do znamienitego grona pisarzy antyeskapistów.  Słowa Irlandia, patriotyzm i narodowa tożsamość nie padają w tej książce ani razu.  Co więcej, akcja „Autopsji” osadzona jest we współczesnym Londynie, a jej bohaterowie to nie Irlandczycy, lecz Żydzi. Nie znaczy to jednak, że Wilsonowi udała się ucieczka od  idei innego irlandzkiego pisarza noblisty Seamusa Justina Heaneya. On ją raczej przełożył z wymiaru narodowego na wymiar osobisty, tworząc opowieść, której główny bohater, Manfred, decydując się na zakończenie swojego przegranego życia postanawia czas, który mu został, przeznaczyć na odkopanie swojej historii. To opowieść okrutna, bezlitosna, zarówno dla narratora, bo pozwala mu na odkrycie całej podłości jego życia, jak i dla czytelnika, bo oto miły, schorowany staruszek w kapciach, którego zdążyliśmy już obdarzyć sympatią okazuje się być ukrytym sadystą.  I tak, z pasją hieny cmentarnej, Manfred odkopuje wartość swoich młodzieńcze ideałów, walki o normalność po doświadczeniach na froncie, odnajduje szaloną miłość do żony, Emmy, i radość wspólnego budowania rodzinnego gniazda, wreszcie na nowo poznaje smak uczuć rodzicielskich. Przywołuje na nowo historię swojej żony, czeskiej Żydówki cudem ocalałej z obozu w Teresinie, a co za tym idzie, historię Zagłady. Seamus Justin Heaney twierdził, że na historię trzeba zareagować. Reakcją Manfreda jest ślepa agresja.

Biorąc pod uwagę ton spowiedzi Manfreda, trzeba przyznać, że Wilson wykazał się imponującym talentem. Czytelnik wyczuwa, że obcuje z prozą z krwi i kości, intymną, nieprzegadaną, jest zawsze świadkiem czegoś interesującego, nawet, jeśli jest to bolesne. Wydaje się, że ponieważ Irlandczycy utracili swój język ojczysty, teraz próbują to nadrobić w angielskim, pisząc precyzyjnie, prosto, dojrzale. Precyzja jego języka to precyzja broni palnej, trafia prosto w oczy, pozostawiając czytelnika oniemiałego ze smutku i bólu nad zmasakrowanym życiem. Pisząc „Autopsję” Wilson dokopał się do najczarniejszych historii, zarówno w makro jak i mikro skali, uniknął jednak koniunkturalnego epatowania brutalnością, konstruowania rzeczywistości na podstawie binarnych przeciwieństw, luksusu łatwego osądu. Zbolali czytelnicy po lekturze tej książki mogą odkryć ziemię pod paznokciami. Zupełnie tak jakby współuczestniczyli w rozkopywaniu grobu.

            Manfred bohater książki „Autopsja” od dawna chciał umrzeć. Kiedy więc odkrył w swoim zużytym ciele nowy ból, postanowił zachować to w tajemnicy. Oczywiście nie planował samobójstwa. Dawniej Manfred zachłannie kochał życie. Miało dlań mnóstwo czarownych powabów; pożądał go niczym młody kochanek. Niektóre z jego wspomnień wciąż jarzyły się własnym euforycznym światłem. (W miarę jak Manfred wiądł ze starości, wspomnienia stawały się coraz bardziej jędrne i rumiane). Jego była żona Emma przysporzyła mu niezaznanych wcześniej mąk tęsknoty, lecz swego czasu czerpał z niej zarówno siłę, jak słabość. Każdy dzień, każdy wysmakowany tom przeszłości był spełnieniem. Zaznał wiele dobrego, ale także uczynił wiele złego. Zadawał krzywdy i sam ich doznawał. „Wojna zniszczyła w nim tę iskierkę niewinności, która istocie ludzkiej jest niezbędna”. A rozstanie z żoną obróciło go w proch. Bez niej jego życie stało się jałową manifestacją nicości. Od ponad dwudziestu lat spotykali się raz w miesiącu na zimnej parkowej ławce. Ich syn Martin, wyrósł na mężczyznę, którego Manfred nie potrafił kochać. Czuł się jak wypalony żużel. Chciał nie tylko umrzeć, ile przestać żyć. Pragnienie śmierci miało dla niego równie mało sensu jak wszystko inne. Emma „zabiła” go przed dwudziestu laty. Odkąd odeszła, Manfred był już tylko chodzącym, odpychającym „trupem”. Nocami przeglądał jej stare listy. Teraz rozumiał, od początku wiedziała, jak to się skończy. Drzemiący w niej strach przed Manfredem miał w swoim czasie wybuchnąć z niszczycielską siłą. Manfred pamiętał własne listy, namiętne i ekstrawaganckie. Listy Emmy zawsze były chłodne i ostrożne, bez śladu zaangażowania. Pilnowała, żeby nie zostawiać za sobą „śladów”.

Manfred, jako stary już człowiek czuł, jak jego życie kona wraz z kończącym się stuleciem i wraz z nim odchodzi w niebyt. Ani on, ani jego wiek nie mieli się, czym pochwalić. Teraz łączył ich wieczorny dramat dwóch głupców babrających się w żrących sentymentach. Obu czekał taki sam koniec. Nadchodzące lata były im wrogie. Śmierć zdawała się czymś łatwym. Pomału umierał on i stopniowo odchodził wiek XX. Kiedyś, dawniej, samobójstwo wydawało się proste. Przed drugą wojną światową miał miejsce ten przykry wypadek: jego ukochana dziewczyna odebrała sobie życie. Była miłą dziewczyną, chociaż niezbyt ładną. Miała dziewiętnaście lat. Manfred był taktowny i kochał ją troskliwie. W końcu pewnego wieczoru zadzwoniła prosząc, aby ją odwiedził. Chwile przed jego przyjściem wyskoczyła przez okno. Manfred mocno to przeżył. Przygniatała go świadomość, że w jakiś sposób ją zawiódł. Nie czuł się jednak winny. Rozpacz kobiet uważał, to dla umysłu fenomen niezgłębiony, niemający nic wspólnego ze światem mężczyzn. Ta sprawa zostawiła mu w duszy nieprzyjemną, zimną gorycz. Jego matka płakała tak bardzo, że Manfred nie miał już żadnych łez do dodania. Wielu miłych, życzliwych mu ludzi mówiło źle o zmarłej, tak, że żal chłopaka wkrótce się ulotnił;, pozostało głównie zdziwienie i zażenowanie. Teraz, gdy wyglądał własnej śmierci, rzadko pozwalał sobie na mniejszy lub większy żal.

Odkryty i ujawniony ból przybierał na sile. Ból był po prostu jakąś wiadomością, zaszyfrowaną informacją. Obecność bólu stała się nieustanna, natarczywa. Od czasu do czasu, kiedy ból był naprawdę nie do zniesienia, Manfred kuśtykał do kuchni i otwierał szafkę, w której trzymał leki. Ale podświadomość dalej przypominała mu o krzywdach, których nie dało się już naprawić. Kilka pierwszych lat separacji Manfred przeżył jak w celi śmierci, otępiały z żalu i wstydu. Potem znalazł mieszkanie, w którym miał spędzić następne dwie dekady. Przyzwyczaił się do samotności. Jej niezmienność koiła go i postarzała. Nim dobiegł do pięćdziesiątki, czuł się jak Matuzalem. Boleśnie tęsknił za Emmą. Pierwszy rok był czarną plamą, przeczekany, ale niezapamiętany. Manfred czasami się zastanawiał, jak zdołał go przeżyć. Pracował, jadł i oddychał w pozbawionej światła, wyzutej z myśli apatii. Wciąż się spotykali. Nie wiedzieć, czemu, wciąż chciała się z nim spotykać. Zakaz, który narzuciła, nadal obowiązywał, choć ślady pobicia dawno się zagoiły. Raz w miesiącu siadał, więc na ławce w parku z odwróconą twarzą, oczyma niewidzącymi i mokrymi od łez. Nikomu nie mówił, jak wyglądają ich rozmowy. Ludzie uznaliby je za absurdalne, za dowód choroby psychicznej, jego lub jej. Kolegom z pracy nawet by przez myśl nie przeszło, że Manfred nie mógł podczas spotkań spojrzeć na żonę. Ich syn Martin, jako dziecko w ogóle nie wiedział, że się spotykają.

Bił ją za to, że żyła przed nim i bez niego. Bił ją za krzywdy, które wyrządził jej, kto inny. Bił ją za wojnę i za Holocaust. Za jej urodę, za syna, za jej milczący stoicyzm. Bił ją, bo ją „kochał”. Zawsze był zazdrosny o nienazwaną przeszłość Emmy. Był zazdrosny o wszystko: o autobus, którym jeździła do szkoły, o jej spódniczki i buty. O zasłyszane dźwięki, oglądane widoki, myśli, które chodziły jej po głowie. Wiedział, że jest mu wierna- musiał się, więc zadowolić zazdrością o inne rzeczy: o dom, o syna. A przede wszystkim o wojnę. Za drugim razem pobił ją, dlatego, że podejrzewał, iż w obozie padła ofiarą gwałtu. Był zazdrosny o jej pobyt w miejscu zwanym Birkenau. Z oddalenia Emma rządziła jego życiem o wiele skuteczniej, niż gdy byli razem, stała się jego jedyną wartością. Każda samotna chwila w obskurnym mieszkaniu była pieczołowicie pielęgnowanym rytuałem jej nieobecności. Manfred roił sobie, że niewidzialna żona czuwa nad nim, widzi i słyszy wszystko, co on czyni w samotności. Te fantazje nadały kształt jego bezcelowemu życiu. Czuł jednak, że jak w bajce musi nastąpić koniec, konkludujący i ostrzegawczy morał. Dowód miłości, dowód pokuty. Teraz wiedział, co widziała jego żona w lustrze, patrząc na własną twarz naznaczoną jego rękami. Widziała Gehennę, druty Birkenau i stosy trupów zabitych bez powodu. Patrzyła, jak część jej duszy umiera, bo tak się dzieje z ludźmi, którzy przeżyli piekło.  

            Jak to się dzieje, że ofiary przemocy lub nadużyć psychicznych, po bolesnych doświadczeniach osobistych, nie wyciągają z nich wniosków i dopuszczają się krzywdzenia innych? Istnieje wiele połączonych ze sobą mechanizmów psychologicznych, które doprowadzają do takich sytuacji. Spójrzmy na ten problem poprzez dzieciństwo Manfreda. Jego ojciec tak bardzo bał się ciemności, że jego życie było ciągłym pościgiem za światłem dnia. Latem wstawał o czwartej i kład się przed zmrokiem, pospiesznie, by zdążyć przed nocą. Zimy, gdy mrok dłużył się nieznośnie, wprawiały go w panikę, której nie potrafił ukryć. Cała rodzina musiała się dostosowywać do obłąkańczego rozkładu dnia, którego rytm dyktowała fobia. Paradoksalnie może właśnie dzięki temu Manfred i jego dwaj bracia nigdy nie bali się ciemności, nawet, kiedy byli mali. Pokochali noc, bo jakimś cudem budziła w ojcu trwogę. Pomału role w rodzinie odwracały się, to synowie stawali się dla swojego ojca „ojcami”. Ojciec wiedział to i lękał się, że zaczną nim pogardzać, toteż stał się bardziej szorstki, częściej demonstrował swą niepewną męskość. Chłopcy rośli, ojciec pochylał się i kurczył. Mówił, więc coraz głośniej i coraz bardziej się bał. Matka była kiedyś figlarną, rozchichotaną dziewczynką. Jej pogodna natura przysparzała rodzinie wielu zmartwień. Nim skończyła szesnaście lat, stała się sławna na niektórych odcinkach Mile End Road w Londynie. Opowiadano, jak „zagrała na nosie” najbardziej poważanemu rabinowi w Londynie, gdy przyłapano ją na niewybaczalnym występku palenia papierosów w szabas. Gardziła mężczyznami, nie lubiła Żydów i otwarcie wyśmiewała brodatych młodych chasydów z pejsami zwisającymi spod kapeluszy. Swe odstępstwo od norm, bolesny dopust dla męża, traktowała, jako powód do dumy, wyróżniało ją, bowiem spośród innych. Uważała się za Angielkę, o swoim żydostwie pamiętała tylko w rzadkich chwilach wzruszenia albo, gdy ją obraził jakiś bezczelny goj. Naśladowała amerykańską modę i podziwiała chrześcijanki, których kobiecość rozkwitała według niej znacznie pełniej. Zarówno ona, jak i jej synowie poddani byli woli pana domu, ale to matka trzymała ster. Z cieniem wstydu Manfred przyglądał się małżeństwu rodziców. Był świadkiem drobnych rebelii i kompromisów. Matka nie była piękna i Manfred wiedział, że to ją boli. Tęskniła za urodą rozdawaną przez Stwórcę w sposób arbitralny. Idąc z nią ulicą, chłopiec czuł, jak rani ją obojętność przechodzących mężczyzn. I oto w stosunku do matki także role się odwróciły. Manfred pieczołowicie udawał, że wierzy w jej urodę. Wszedł w rolę swojego ojca. Ona zaś nazywała go swoim małym mężczyzną i oczekiwała, że będzie składać jej hołdy, do jakich dorośli mężczyźni nie byli skorzy.

            On i jego bracia pobierali nauki w chederze. Przez długie nudne lata wkuwali Talmud pod okiem starców mamroczących modlitwy, których nie rozumieli. Później dwaj starsi bracia poszli do żydowskiej szkoły publicznej, któregoś wszakże wieczoru matka i ojciec strasznie się pokłócili, skutkiem, czego chłopców przeniesiono do gojskiego przybytku edukacji. Posłano tam i Manfreda, kiedy podrósł. On i jego bracia byli jedynymi Żydami w szkole. Ponieważ ojciec nie zarabiał tyle pieniędzy, ile w swoim mniemaniu powinien zarabiać, dom zaczął podupadać. Matka chodziła niezadowolona, krzyczała, że to wszystko jego wina. Stare meble, spadek po poprzednich, roztropniejszych pokoleniach, znikały z różnych kątów. Wkrótce w domu zapanowała schizofreniczna atmosfera. Matka z ponurą miną dokonywała cudów, żeby związać koniec z końcem. Ilekroć brakowało pieniędzy, na jej twarzy tygodniami gościła gradowa chmura. Rozpaczała, że nie ma córki. Prowadziła dom nieudolnie i niechętnie. Kilka lat musiało minąć, nim Manfred zauważył, że ojciec zawsze znajduje pretekst, by zerwać znajomość z każdym, komu zaczynało się dobrze powodzić. Kiedy chłopiec w końcu przejrzał tę taktykę, czuł bolesny wstyd, ilekroć ojciec skreślał kolejnego przyjaciela, który zdradzał go odnosząc sukces. Dominacja matki nad ojcem zwiększała się w miarę, jak synowie dorastali. Podkopywana pozycja ojca rodziny szybko legła w gruzach, a kilka wątłych prób uratowania resztek autorytetu spełzło na niczym. Żona nie znosiła żadnego sprzeciwu. Staruszek mógł się zżymać- już nikt go nie słuchał. Jego bezsilność nie była dla Manfreda zaskoczeniem. Wiedział, że ma ona źródło w jakiejś starej ranie, jakiejś zastarzałej waśni między rodzicami. Ze słów padających w rozmaitych sprzeczkach wywnioskował, iż w początkowym okresie małżeństwa ojciec starał się podporządkować sobie żonę i najwyraźniej użył wobec niej przemocy. Był to błąd, o którym nigdy nie pozwoliła mu zapomnieć. Teraz Manfred już rozumiał znaczenie zawoalowanych aluzji i pretensji, których jako dziecko nie potrafił pojąć. Wstyd mu było za nich oboje.

            Manfred, stygmatyzowany nieciekawym dzieciństwem, pogardzający ojcem i spośród rodzeństwa najmniej kochany przez matkę, wyrasta na samotnika i dziwaka. Parentyfikacja w rodzinie, samobójstwo pierwszej dziewczyny, wybuch II Wojny Światowej i kilkuletni los frontowego żołnierza, odciska na nim swoje piętno, zaburzając percepcję prawidłowego postrzegania świata. Miłość życia, zawłaszczająca całego Manfreda, miłość absolutna ze wszystkimi jej przypadłościami, aż po dramat rozgrywający się w czterech ścianach mieszkania. Bije żonę, nie kocha syna, zło, odbywające swój triumfalny pochód przez życie Manfreda, ani na moment nie zwalnia kroku, chwilami przyczaja się i usuwa w cień, by w odpowiednim momencie uderzyć ze zdwojoną siłą. Casus oprawcy i ofiary znakomicie ze sobą korespondują. Na nic zdaje się próba przemiany naszego bohatera, nikt w nią nie wierzy, najmniej zaś sam zainteresowany. Doświadczenia z dzieciństwa w dużym stopniu kształtują przyszłość człowieka. Jest masa osób, które wyszły z domów pełnych przemocy, i choć nienawidziły tej agresji z całego serca, własną rodzinę budują na podobnych zasadach. I analogicznie, kiedy wychowujesz się w normalnym, przyjaznym środowisku, szanse na to, że się stoczysz, oczywiście w dalszym ciągu są, ale jednak mniejsze niż w przypadku osoby, którą z każdej strony otacza to co najgorsze. O ile jednak o negatywnym wpływie środowiska na rozwój młodego człowieka mówi się sporo, tak kwestia „dobrego domu” nie budzi większego zainteresowania. Ba, niekiedy nie uważa się tego nawet za jakikolwiek bonus. Pytanie tylko, czym jest ten „dobry dom”…? W biografii Manfreda tkwi brzemię nienazwanego doświadczenia, na tyle dotkliwego, że życie i pamięć o jego życiu stają się dla niego ciężarem. Przygnieciony nim Manfred wypatruje tylko śmierci.

„Autopsja” to ostre, bez znieczulenia dokonywane cięcia na żywym organizmie. Brzydki stary i schorowany człowiek podejmując próbę rozliczenia się z życiem, oddaje ciało we władanie potężnego, nowotworowego bólu, a sumieniu wystawia rachunek. Bilans wypada jednak nieciekawie, oto doświadcza miłości, którą bezwzględnie niszczy, pielęgnuje nienawiść, bo to łatwiejsze. Rozpacza nad grozą wojny i Holokaustu, wstydliwie rozczulając się nad sobą. Wojenne demony wojny, wściekła zazdrość, pycha i chora miłość, wystawiają Manfredowi rachunek i mam nieodparte wrażenie, że teraz wszystko się bilansuje. Ta europejska „ziemia obiecana” okazała się martwą krainą, w której nie ma miejsca dla Żydów. Dlatego Manfred umiera wykorzeniony, w świecie dojmująco obcym.


30 listopada 2019

24 godziny z życia kobiety


„24 godziny z życia kobiety”

(i inne opowiadania)


Stefan Zweig



Autor/ (ur. 28 listopada 1881 w Wiedniu, zm. 22 lutego 1942 w Petrópolis) – austriacki poeta, prozaik, dramaturg i tłumacz. Głównym jego przedmiotem zainteresowania - jako pisarza - była psychologia człowieka. Znajdował się on pod znacznym wpływem pracy  Zygmunta Freuda. Ocenia się, że był dobrym znawcą ludzkiej psychiki, co znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości. Wyraźne ślady jego pasji życiowej noszą m.in. liczne opowiadania w tym nowela „24 godziny z życia kobiety”.

Tłumaczenie/ Zofia Rittnerowa, Maria Wisłowska, Izabella Czermakowa

Tematyka/ Książki Stefana Zweiga są ostrzeżeniem, że zawsze stracić można to, co wydaje się, że jest i będzie zawsze. Ufna wiara w rozsądek może okazać się zgubna i przegrać z szaleństwem i nienawiścią, które rozleją się na skalę masową. Stefan Zweig był ulubionym pisarzem Zygmunta Freuda. Zweig powiedział, że Freud „pogłębił i poszerzył naszą wiedzę o ludzkim umyśle jak nikt inny w naszych czasach” i przypomniał sobie swoje rozmowy z Freudem, jako jedną z „największych przyjemności intelektualnych” w jego życiu. Korespondencja i przyjaźń między tymi dwoma mężczyznami rozpoczęła się w 1908 roku, kiedy Zweig wysłał Freudowi kopię jednego ze swoich dramatów. Ich przyjaźń trwała aż do śmierci Freuda.

Główny motyw/ Sześćdziesięcioletniej kobiecie, Pani C., która na skutek towarzyskiego skandalu spowodowanego ucieczką zamężnej kobiety z młodym mężczyzną, przypomina sobie historię sprzed 20 lat. Postanawia opowiedzieć o 24 godzinach ze swojego życia, które na zawsze ją zmieniły. Dwadzieścia lat wcześniej, tuż po śmierci swojego męża poznała w kasynie młodego Polaka, nałogowego hazardzistę. Spędziła z nim noc, właściwie nic o nim nie wiedząc. Mężczyzna wyznał jej tylko, że przegrał wszystko, co miał. Z zamiłowania do hazardu okradł nawet własną rodzinę. W zamian za obietnicę, że już nigdy więcej nie przekroczy progu kasyna, Pani C. wręczyła mu potrzebną sumę pieniędzy. Spłaciwszy długi miał rozpocząć nowe życie. Ale jeszcze tego samego wieczoru Pani C. ponownie spotkała go przy zielonym stoliku. Upokorzona publicznie, zdruzgotana nawet po wielu latach nie zdołała jednak o nim zapomnieć.



 Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Bo w czasie podróży morskiej najmniejsza drobnostka staje się wydarzeniem: żagiel na horyzoncie, delfin w skoku, nowo odkryty flirt, przelotny żart”.

„(…) gdy się jest młodym, myśli się, że gorączka i śmierć dopada tylko innych”.

„Nie przychodzi się do doktora pod osłoną welonu”.

„A ostatecznie… ostatecznie… nikt nie zachodzi w ciążę od gry w golfa (…)”.

„Nie… nikt nie jest winien… Przeznaczenie!”.

„Bo nic na świecie nie dorówna utraconej miłości dziecka (…)”.

„Tylko samotne dzieci potrafią zamknąć swoją namiętność w sobie (…)”.

„A nie ma nic straszniejszego niż samotność wśród ludzi”.

„Wyobraźnia ludzi na ogół nie sięga poza granice ich własnego istnienia”.

„(…) natura w momentach najwyższego napięcia wydobywa często z człowieka tak wielki tragizm, iż żaden obraz, żadne słowo nie zdoła go odtworzyć”.

„Dwie godziny rozmowy na plaży i filiżanka czarnej kawy w ogrodzie wystarczyły, aby trzydziestoletnia kobieta, o nieskazitelnej opinii, zdecydowała się rzucić męża i dwoje dzieci i pójść na oślep za nieznajomym młodzieńcem”.

„Moim zdaniem zaś kobieta, która idzie śmiało i swobodnie za głosem instynktu, uczciwsza jest od tej, która z zamkniętymi oczyma zdradza męża w jego własnych ramionach”.

„Dla mnie osobiście większą przyjemnością jest zrozumienie ludzkich spraw niż ich osądzanie”.

„Połowa prawdy nie liczy się, wartość ma tylko prawda całkowita”.

„Dla tych, którzy nie mają własnych przeżyć, namiętny niepokój bliźnich stanowi pożywkę dla nerwów podobnie jak teatr lub muzyka”.

„Tylko ludzie, którzy żyli długo bez namiętności, zdolni są poznać w ciągu jednej chwili całą jej gwałtowną, druzgocącą jak lawina, przytłaczającą jak orkan potęgę”.

„Im człowiek starszy, tym mniej obawia się swojej przeszłości”.

„(…) nawet dwadzieścia cztery godziny życia mogą całkowicie zdecydować o losach kobiety (…)”.

„A poza tym, czyż nie jest właściwie diabelnie łatwo uważać się za wielkiego człowieka, skoro się nie ma najbledszego pojęcia, że żył kiedyś na świecie jakiś Rembrandt, Beethoven, Dante czy Napoleon?”.

„(…) właśnie tacy ludzie pozornie dalecy od spraw tego świata, na kształt termitów budują sobie w swojej szczególnej materii jakiś osobliwy i absolutnie niepowtarzalny skrót świata”.

„W szachach jak w miłości, partner jest nieodzowny (…)”.

„(…) trudno biedni ludzie muszą gotować na wodzie”.

„(…) w każdym zawodzie ci, co naprawdę coś umieją, są także najlepszymi kupcami”.

„Po raz pierwszy odczułem rzeczywistość w tym fantastycznym zdarzeniu”.

„(…) bo na górze i w dole życia panują te same formy”.

„Cóż jest warte życie, skoro lada wiatr rozwiewa ślady naszych stóp?”.

„(…) jakże często ironia losu łączy rzeczy wstrząsające z zabawnymi!”.

„Zwykle bowiem natura, zgodnie ze swym mistycznym prawem, aby ocalić iskrę twórczą- nastawia dziecko niechętnie i pogardliwie względem zamiłowań ojca”.

„Ponieważ wszelki duch powstaje z krwi, wszelka myśl - z namiętności, wszelka namiętność - z natchnienia (…)”.

„Czy można być młodzieńcem przez jedną godzinę i starcem przez następną?”.

„Nie ma większej namiętności na świecie, niż młodzieńcze uwielbienie-najbardziej nieśmiałe, najbardziej zalęknione, najbardziej wstydliwe, bardzo kobiece uczucie…”.

„Nic chyba nie drażni bardziej wyobraźni młodego człowieka, niż denerwująca gra niepewności i domysłów”.

       

Stefanowi Zweigowi wybitnemu austriackiemu pisarzowi pochodzenia żydowskiego – największą sławę przyniosły jego nowele („Strach”, „Amok”, „List od nieznajomej”, „24 godziny z życia kobiety”, „Nowela szachowa”) jak również jego historyczne biografie („Maria Antonina” ̧ „Maria Stuart”, „Jospeh Fouché”, „Balzac”, „Freud”). W swojej twórczości literackiej Zweig poświęcał się również aktualnej sytuacji politycznej tworząc dzieła w duchu pacyfizmu lub też zajmował się ideą moralnego zjednoczenia Europy, co nadaje jego utworom szczególnej wartości. Ideały o które Zweig „walczył” przy pomocy pióra także w obecnych czasach nie straciły na aktualności. Zwłaszcza na podstawie nowel Austriaka można zaobserwować, iż Zweig znajdował się pod silnym wpływem Zygmunta Freuda. Dzięki temu pisarz odniósł duży sukces i cieszył się uznaniem ówczesnych czytelników. Jednak również z tego samego względu poddawany był krytyce. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż w swoich nowelach – podobnie jak w powieściach – Zweig obdarowywał sympatią te postacie, które nie zwyciężały lecz pozostawały pokonane - i to na nie autor kierował szczególną uwagę. „Zweig stawiał pokonanych ponad zwycięzcami, poniżonych ponad wywyższonymi, pokonanych, których mimo to zwyciężali, wysuwał na pierwszy plan. Sympatią obdarzył nie Lutra, lecz Erazma (Triumf i tragizm Erazma z Rotterdamu), nie Kalwina, lecz Castello, nie królową Elżbietę, lecz Marię Stuart”. Jak słusznie stwierdza Hartmut Müller są to postacie, które tylko pozornie zostają pokonane, gdyż w aspekcie moralnym racja znajduje się po ich stronie. To, co zostało zauważone w odniesieniu do powieści historycznych Zweiga, dotyczy także jego psychologicznych nowel. W swoich opowiadaniach Zweig często ukazywał konstelacje postaci w których związek, uczucia dla jednego lub obojga protagonistów mają fatalne konsekwencje. W opublikowanej w 1922 roku noweli „List od nieznajomej” Zweig ukazuje romantyczną miłość, która nosi znamiona obsesyjnej.

Zarówno początek jak i cały tekst bazują na skrajnych przeciwieństwach a utwór determinuje dychotomia: życie versus śmierć, gorąca miłość versus ignorancja i obojętność, znany pisarz versus nieznajoma autorka listu, wierność versus niewierność, sen versus rzeczywistość. Dokładne określenie czasu akcji nie jest możliwe, wiadomo jedynie, że akcja dzieje się w dniu czterdziestych pierwszych urodzin literata R. Obie główne postacie – w przeciwieństwie do filmu nakręconego w 1948 przez Maxa Ophülsa – pozostają u austriackiego pisarza bezimienne. Narracja zmienia się od trzecioosobowej do pierwszoosobowej. Miejscami zdarzeń są Wiedeń i Innsbruck. Nie zostają one jednak szczegółowo przedstawione. Fokus skierowany jest na bohaterów i ich postawy życiowe oraz uczucia. Nasuwa się spostrzeżenie, że intencją Zweiga było wyeksponowanie modelu zachowań i skierowanie zainteresowania na portret wewnętrzny bohaterki, bez zbędnego odciągania uwagi czytelnika na środowisko czy ówcześnie panującą sytuację polityczną. Nakreślona zostaje natomiast przynależność postaci do różnych warstw społecznych, co odciska piętno na ich życiu.

Akcję można streścić w następujący sposób. Kiedy literat R. wraca do domu, otrzymuje list, który wkrótce rozpoczyna czytać. List stanowi wyznanie pewnej – w tytule wspomnianej – nieznajomej. Autorka listu nie przedstawia się, lecz wyznaje historię swojego życia i swojej miłości. Poprzez to zostaje wywołane wrażenie autentyczności: inicjały wskazują na anonimowy charakter pisma. Utwór ma kompozycję ramową. Jej właściwą część stanowi list, który rozpoczyna się od wzruszającej i wywołującej współczucie wiadomości: „Moje dziecko umarło wczoraj (…)”. Bezimienna autorka listu pisze w obliczu śmierci. Po odejściu swojego małego dziecka czuje się samotna i domniema, że niedługo podąży za synem. Zapewnia również, że list zostanie dostarczony odbiorcy wyłącznie w przypadku jej zgonu. Ta sceneria sprawia, że opowiedziana historia wydaje się być wiarygodna. W obliczu śmierci się nie kłamie. Należy jednak nadmienić, że przedstawiona w tekście perspektywa jest mocno subiektywna i zostaje opisana z punktu widzenia kobiety – autorki listu. Mężczyzna nie otrzymuje żadnej sposobności do przedstawienia swojej wersji wydarzeń. Jest typem homme fatale, który nieświadomie prowadzi kobietę do upadku. Na uwagę zasługuje również fakt, że w tekście bohater nie został szczegółowo opisany, stanowiąc raczej obiekt gorącego uczucia i będąc projekcją wyobrażeń. Historia przedstawiona jest z retrospektywy i rozpoczyna się przed 15 lub 16 laty, w dniu, w którym 13-letnia dziewczynka poznaje pisarza R. Protagoniści przynależą do innych światów, zarówno w aspekcie socjalnym jak i mentalnym: ona jest nieśmiałym dzieckiem z dość ubogiej mieszczańskiej rodziny. On natomiast dojrzałym mężczyzną, który osiągnął już sukces. Często wybiera się w podróże, interesuje się innymi kulturami, posiada w domu włoskie rzeźby, indyjskich bożków, obrazy i zgodnie ze swoją profesją dużą ilość książek. Autorka listu wyznaje mężczyźnie miłość, która przypomina niejako romantyczną obsesję. „Byłeś dla mnie wszystkim, moim całym życiem“.

Główny problem polega na niemożności wzbudzenia uczucia u wybranego mężczyzny. Najpierw, jako trzynastolatka (na skutek młodego wieku) bohaterka nie jest w stanie skierować na siebie uwagi. Jej pozycja jest uniżona i należy zauważyć, że autorka listu nie podejmuje żadnych kroków, aby ukochany odwzajemnił jej miłość lub aby nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Bohaterka przejdzie na skutek dojrzewania przemianę zewnętrzną, ale wewnętrznie pozostanie wierna swojemu wybrankowi. Po kilkuletniej rozłące wróci do Wiednia jako dojrzała kobieta i nawiąże romans z pisarzem. Z jednej z trzech wspólnie spędzonych nocy narodzi się dziecko, na które nieznajoma przekieruje swoje uczucie. Kolejnym obliczem miłości w tekście będzie, zatem miłość matki do dziecka. Fromm twierdzi, że miłość matki do dziecka jest najwyższym stopniem miłości ze względu na swój altruistyczny charakter. Dzięki miłości do dziecka kobieta będzie czuła się szczęśliwa widząc w maleństwie odbicie ojca, a tym samym zachowa poniekąd jego część tylko i wyłącznie dla siebie. Bohaterka już jako rodzicielka spróbuje jednak jeszcze raz związać się z pisarzem, lecz ku swojemu przerażeniu odkryje, że ten jej nie pamięta. Nigdy jej nie poznał, mimo, że dla niej był wszystkim. Celem listu nie jest jednak wywarcie presji na ukochanym mężczyźnie, lecz wyznanie prawdy. Autorka przyznaje jednocześnie, że jednej rzeczy nie mogła wybaczyć: tego, że nigdy jej nie rozpoznał. Z tego względu pisarz aż do momentu otrzymania listu pozostanie nieświadomym swojego ojcostwa.
                
Opowiadanie „Amok” także zajmuje się pożądliwością i jej konsekwencjami. Lekarz obiecał przeprowadzenie zabiegu aborcji, ale stawia warunek, którego kobieta nie jest w stanie spełnić. Historia rozgrywa się w holenderskich Indiach Wschodnich, w kolonialnym świecie, który znamy z książek Williama Somerseta Maughama: lekarz bohater opowiadania ma skłonność do „zakochiwania” się w dumnych kobietach. Ta najistotniejsza w książce historia doskonale ilustruje upodobanie Zweiga do umieszczania swoich bohaterów w skrajnych sytuacjach w „sytuacjach granicznych” i odkrywania, jak sobie w takich wypadkach radzą. Zweig ukazał na przykładzie wybranych przypadków, jak namiętności ukryte w człowieku mogą determinować jego życie. Jego postacie – tutaj postać lekarza erotomana – są ofiarami swojej natury i popędów. Całą historię o tragicznym w skutkach zakończeniu poznajemy z relacji doktora, który opowiada ją przypadkowemu współpasażerowi na statku. Opowiada, bo nie radzi sobie z emocjami i potrzebuje słuchacza. Nie chce pomocy, nie usprawiedliwia się, może jedynie liczy trochę  na zrozumienie.

Monako to małe księstwo na Riwierze, nowoczesne miasto, które przyciąga bogatych i czarujących, a także „wspinaczy” społecznych i turystów, którzy chcą po prostu skosztować dobrego życia. Otoczona terytorium francuskim enklawa rodziny Grimaldi jest drogim miejscem do życia, ale zamożni ludzie zawsze mieli zwyczaj wydawać obficie pieniądze - zwłaszcza w kasynach w Monte Carlo. Od 1856 r. kraj jest rajem dla hazardzistów, który łatwo zamienia się w piekło dla tych, którzy uzależniają się i tracą więcej, niż mogą sobie pozwolić. Takie skazane na zagładę postacie również znalazły drogę do literatury. Jednym z nich jest młody polsko-austriacki arystokrata, którego obecność przy stole do ruletki stanowi specjalne dwadzieścia cztery godziny z życia pewnej kobiety, o czym opowiada Stefan Zweig w swojej powieści „24 godziny z życia kobiety”.

„24 godziny z życia kobiety” to powieść osadzona wśród członków europejskiego społeczeństwa z wyższych sfer spędzających wakacje na Riwierze. Dziesięć lat przed wybuchem Wielkiej Wojny w 1904 r. żona jednego z gości hotelowych i matka dwóch nastoletnich dziewcząt ucieka z młodym Francuzem, którego poznała zaledwie kilka godzin wcześniej. Następnego dnia goście dyskutują o jej skandalicznym zachowaniu przy stole, a narrator z perspektywy pierwszej osoby zdecydowanie opowiada się za młodą kobietą. Kilka dni później pani C. (Angielka w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat), która była na przyjęciu - prosi młodego narratora, aby przyszedł do jej pokoju, ponieważ czuje, że może mu powiedzieć wstydliwy epizod swojego życia bez potępienia i ponieważ ma nadzieję, że tego rodzaju spowiedź uspokoi jej sumienie. Narrator słucha jej historii, która miała miejsce w Monte Carlo około 1880 roku. Była wdową od dwóch lat i wypełniała swój czas obserwując ręce hazardzistów przy stole do ruletki w kasynie, tak jak nauczył ją jej mąż. Pewnej nocy zręczne dłonie młodego mężczyzny, niewiele starszego niż jej dwóch synów przyciągnęły jej uwagę i nie mogła już ich puścić. Nie wiedziała wtedy, że hazardzista, do którego należały był polsko-austriackim arystokratą ani nie mogła sobie wyobrazić, że spotkanie to przewróci jej życie do góry nogami przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny i (aby go uratować od samego siebie) narazi na szwank reputację. Nie mogła powstrzymać się od przygody, ale jak się okazało, nie jest tak łatwo zreformować hazardzistę, jak myślała.

            Nowela szachowa” Stefana Zweiga to także jego pożegnanie z pisarstwem. W lutym 1942 r., krótko po ukończeniu noweli Zweig, urodzony w Austrii, ale w tym czasie mieszkający na emigracji w Brazylii, popełnił samobójstwo ze swoją żoną Lotte. Nie dożył sukcesu tej książki. Została przetłumaczona na kilka języków, sprzedano ją w milionach egzemplarzy i jest uważana za jedno z najlepszych literackich przedstawień szachów. Ale nowela wciąż wywołuje dwuznaczne uczucia. Zweig po raz kolejny demonstruje swoją wielką sztukę zacieśniania opowieści, a czytelnik z zapartym tchem śledzi losy doktora B., głównego bohatera powieści: naziści torturowali go w więzieniu, więc aby nie oszaleć „ucieka” w świat szachów, rozgrywając tysiące gier przeciwko sobie. Kiedy zostaje wydalony z kraju na statku, który ma wywieźć go na wygnanie, spotyka mistrza świata w szachach Mirko Czentovica - i gra przeciwko niemu, aby sprawdzić, czy potrafi grać w prawdziwe szachy z prawdziwym zawodnikiem szachowym. Symbolicznie pojedynek między Dr. B. i Czentoviciem oznacza walkę między kulturą, edukacją i intelektem, którą reprezentuje B., a światem narodowego socjalizmu, który symbolizuje Czentovic. Jako szachista Czentovic szybko zyskał sławę, ale jako człowiek był tępy i płytki, zainteresowany tylko pieniędzmi i władzą.

Uczucia, w tym miłość – podobnie jak w „Amoku” czy „24 godzinach z życia kobiety”–w pewnym sensie przyczyniły się do upadku postaci. Śmierć i fakt, że ukochany nawet w obliczu śmierci i czułego listu nie mógł przypomnieć sobie kobiety, dla której był wszystkim, oznacza porażkę. Nieznajoma podążała za swoimi uczuciami i padła ich ofiarą. Bez ukochanego mężczyzny nie mogła sobie wyobrazić życia, a kiedy śmierć zabrała jej ostatnią nadzieję na szczęście – jej dziecko –nie była w stanie przeżyć. Z drugiej jednak strony należy zauważyć, że bohaterka w pewnym sensie odniosła zwycięstwo, gdyż jej uczucie nigdy nie straciło na intensywności. Ona sama zresztą nie postrzegała siebie jako ofiarę, wręcz przeciwnie - nawet u kresu życia dziękuje mężczyźnie, któremu zawdzięcza jedyne szczęście.

Inna opowieść rozpoczyna się, kiedy Roland - bohater opowiadania „W odmęcie uczuć” świętuje swoje sześćdziesiąte urodziny i trzydziestą rocznicę nauczania na Wydziale Języków i Literatury. Jego koledzy i studenci stworzyli mu książkę-prezent, która była kompletną biografią jego kariery naukowej. Brakowało tylko opisu tego, kto zainspirował go do rozpoczęcia kariery naukowej. Pozostała część opowiadania dotyczyła młodości Rolanda i jego doświadczeń z nauczycielem, które zainspirował jego drogę akademicką. Roland uczęszczał na uniwersytet w Berlinie, gdzie był znudzony i pozbawiony inspiracji, w wyniku czego nie brał do siebie poważnie swoich studiów. Spędzał miesiące leniuchując w kawiarniach i śpiąc z wieloma kobietami zamiast uczęszczać w wykładach. Pewnego dnia jego ojciec pojawia się niezapowiedziany w jego berlińskim mieszkaniu i zastaje Rolanda in flagranti z dziewczyną. Ten incydent tworzy bardzo zabawną i niezręczną scenę w książce. Roland jest tak zawstydzony swoim zachowaniem, że zgadza się opuścić Berlin i studiować na uniwersytecie w małym prowincjonalnym miasteczku w środkowych Niemczech. Tam spotyka nauczyciela, który zmieni jego życie i napełni go trwającą całe życie pasją do literatury. Kiedy po raz pierwszy przybywa na swój nowy uniwersytet, Roland wysłuchuje wykładu o Szekspirze, który wygłasza charyzmatyczny profesor. Wszyscy słuchający studenci są urzeczeni swoim wykładowcą. Roland proponuje profesorowi pomoc w opracowaniu planu na rozwinięcie Uniwersytetu oraz pomoc przy pisaniu książki filologicznej. Mieszka w tym samym budynku, co nauczyciel i jego żona, więc szybko powstaje między nimi bardzo bliska więź. Roland zjada posiłki z parą, spędza wieczory w gabinecie nauczyciela, a nawet organizuje różne spotkania towarzyskie. Profesor jednak czasem jest przyjazny, a czasem trzyma go na dystans. Student nie wie, co o tym myśleć i wręcz cierpi psychicznie. W końcu profesor wyznaje mu powód swojego zachowania.

Od samego początku staje się jasne, że nauczyciel i jego żona tworzą bardzo dziwne małżeństwo. Nigdy nie okazują sobie nawzajem uczuć i wydają się być bardziej współlokatorami niż mężem i żoną. Kiedy Roland spędza czas z żoną profesora, sugeruje jej, że nie są szczęśliwym małżeństwem i że nauczyciel jest raczej trudną osobą do życia. Ale prawdziwe szczegóły dotyczące specyficznych relacji między mężem i żoną nie zostają ujawnione do samego końca książki. Przez cały czas spędzany z nauczycielem Rolanda prześladują ciągłe zmiany nastroju jego mentora. Czasami jego nauczyciel jest zachęcający i uprzejmy, a potem nagle staje się obraźliwy, odległy i zimny. Roland ciężko pracuje na studiach, aby zaimponować swojemu nauczycielowi, nawet ze szkodą dla swojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Roland ma wrażenie, że „chodzi po skorupkach jaj”, ponieważ nigdy nie wie, czy jego nauczyciel będzie dziś uprzejmy czy okrutny. Uczucia nauczyciela i powody jego zmiennego zachowania nie są ujawniane do końca książki. Opowiadanie Stefana Zweig jest bardzo interesujące z tego powodu, że, przypomina czytelnikowi, że często nauczyciel (wykładowca) nigdy nie wie, jaki wpływ może mieć na życie i karierę swoich uczniów lub studentów. Roland poznał takiego człowieka, któremu podziękował za długą i udaną karierę, ale nigdy nie powiedział swojemu nauczycielowi o wpływie, jaki miał na jego intelektualną drogę życiową i zawodową. Znaczące jest to, że w opowiadaniu nigdy nie pada imię profesora; pozostaje on bezimienną istotą, chociaż ma tak niesamowity wpływ na los Rolanda. Co więcej, nie może być bardziej trafnego tytułu dla tej książki niż: „W odmęcie uczuć”. Roland jest zdezorientowany swoim stosunkiem do nauczyciela, a także jest zagubiony relacją między profesorem i jego żoną. I do samego końca czytelnik jest niepewny, co dokładnie dzieje się z nauczycielem. To wzruszające, mocne i krótkie opowiadanie, które gorąco polecam.

Postaci Zweiga, autorki z „Listu od nieznajomej” czy lekarza z „Amoku”, są przykładami na to, że gdy człowiek całkiem zawierzy swoim uczuciom, może to nieść ze sobą fatalne konsekwencje. Bohaterowie zatracają się w wartościach, które wyznają i za które walczą, na koniec ponoszą śmierć. Lekarz popełnia samobójstwo chcąc wyświadczyć zmarłej ostatnią przysługę i dotrzymać przyrzeczenia; autorka listu po śmierci syna nie odnajduje w sobie woli walki i ulega chorobie, która zabrała jej dziecko. Wśród postaci Zweiga znaleźć można także osoby o słabszym charakterze, które popełniają samobójstwo, popadają w depresję, ulegają hazardowi, zdradzają i w konsekwencji tego żałują. Należy jednak podkreślić, że Zweig, który wykazywał duże zainteresowanie i wrażliwość dla duszy człowieka i który w swoich utworach nawiązywał do psychoanalizy Freuda, nie był ani lekarzem, ani psychologiem, lecz artystą. Jego wizja literacka jest inspirowana Freudem i zagadnieniem ludzkiej natury, nie jest zaś naukowym studium przypadku. Zweig posługując się wiedzą z obszaru psychoanalizy pokazuje, „jakie skutki może wywołać niestałość uczuć, kiedy człowiek zawierza swym instynktom, nie bacząc na konsekwencje, do jakich może doprowadzić wsłuchanie się w głos natury”. Jak zauważa Stefan Kaszyński (znawca literatury austriackiej), Zweig nie ocenia swoich bohaterów w aspekcie moralnym, lecz przedstawia zmagania się ze słabościami ludzkiej natury i tłumaczy je przy pomocy psychoanalitycznych teorii, które za życia Zweiga były popularne.