07 października 2024

Zmierzch

 

„Zmierzch”

Osamu Dazai

Autor/ Prozaik japoński, przedstawiciel nurtu dekadenckiego. Był autorem pesymistycznych utworów, w których poruszał problemy zubożałej arystokracji i inteligencji japońskiej. Do najbardziej znanych jego dzieł należy powieść Shayō (Zmierzch 1947) oraz opowiadania: Omoide (Wspomnienia, 1933), Dōke-no hana (Błazeńskie kwiaty, 1935) i Ningen shikkaku (Zatracenie, 1948). Dzieła autorstwa Osamu Dazaia naznaczone są dramatycznymi osobistymi doświadczeniami. Pisarz w trakcie tworzenia swoich utworów chętnie korzystał z elementów własnej biografii. Dazai uważany jest za jednego z czołowych przedstawicieli gatunku określanego mianem shishōsetsu lub watakushi-shōsetsu (私小説), czyli „powieści o sobie”.

Tłumaczenie/ Mikołaj Melanowicz

Tytuł oryginału/ ja 斜陽 Shayō

Tematyka/ Mimo że w powieści występują cztery postaci, każda z nich reprezentuje myśli i zachowania autora, który przedstawia proces degradacji wartości, zachodzący wraz z upadkiem jego arystokratycznej klasy podczas powojennego chaosu. Tytułowy zmierzch można odczytywać także jako koniec ery arystokracji, której symbolem jest z wolna dogorywająca, słabnąca z każdym dniem matka. Ostatnia dama Japonii uosabia tradycję oraz kulturę świata, który sukcesywnie zanika, blaknie, staje się historią, ustępując pola bezwzględnej nowoczesności. Ponadto zmierzch to oznaka ciemności, a więc rzeczy nieznanych i jednocześnie przerażających, budzących niepokój oraz lęk – dokładnie takie odczucia dominują w okresie powojennym w Japonii, będącym czasem gwałtownych przemian, przewartościowania i upadku autorytetów.

Główny motyw/ Bohaterka „Zmierzchu”, Kazuko sprzedała dom w Tokio i wraz z matką przeniosła się na Półwysep Izu. Ojciec już nie żył, a jej arystokratyczna rodzina straciła majątek i wpływy. Kazuko rozumie, że osiągnięty w nowym domu spokój jest pozorny, a wokół niej pogłębia się złowieszczy cień. Oto pewnego dnia dowiaduje się, że jej młodszy brat przeżył wojnę i wraca do domu, by wkrótce znów wyjechać do Tokio. W jego pokoju znajduje pamiętnik z czasu studiów, w którym brat opisał swe cierpienia i gniew młodego literata i narkomana, który stał się udręką dla siostry. Czytając wyznania brata, Kazuko przypomina sobie, co robiła w tym czasie. I tak się rozwija główny wątek fabularny tej powieści…

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Sam tytuł nie czyni jeszcze człowieka arystokratą. Niektórzy ludzie bez tytułu, lecz obdarzeni naturalną klasą, są wspaniałymi arystokratami”.

„Tutaj łajdacy jak Naoji szybko nie umierają! Giną ludzie grzeczni, piękni i łagodni”.

„Nauka to inna nazwa próżności. Jest dążeniem ludzi do utraty człowieczeństwa”.

„Wolałabym już raczej, żeby ktoś do mnie powiedział: >Umieraj<, niż mnie krytykował”.

„Ludzie zawsze robią poważną minę kiedy kłamią. Ach, ta powaga współczesnych przywódców”.

„(…) świat nie jest taki, jak go sobie wyobrażałam, że jest zupełnie innym, odmiennym i dziwnym organizmem”.

„Wydawało mi się, że po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się o istnieniu ściany rozpaczy, zbudowanej z wielu rzeczy, z którymi nie można sobie poradzić ludzkimi siłami”.

„Rewolucja i miłość są w rzeczywistości najprzyjemniejszymi i najsmaczniejszymi rzeczami na tym świecie (…)”.

„Chcę wierzyć, że człowiek urodził się dla miłości i rewolucji”.

„Czy poczucie szczęścia nie jest czymś, co przypomina złoty piasek, połyskujący w głębinach na dnie rzeki smutku”.

„Wciąż pozostajemy dziećmi mimo upływu czasu”.

„Dlaczego miłość cielesna jest zła, a miłość duchowa dobra? Nie rozumiem tego. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie ma między nimi różnicy”.

„Skoro człowiek przyszedł na ten świat i jeśli już musi jakoś wypełnić swoje życie, to kto wie, może nie należy potępiać ich zachowania pozwalającego im jakoś przeżyć?”.

„Człowiek, który ma prawo do życia, powinien również mieć prawo do śmierci”.

„Nie ma więc powrotu do porzuconego świata; pozostało mi tylko miejsce na galerii dla obserwatorów, którego z fałszywą uprzejmością, podszytą gniewem, użyczył mi lud”.

„Wszyscy ludzie są tacy sami”.

„Ha, ha, bez względu na to, jak bardzo starałby się udawać kogoś innego, będzie takim samym człowiekiem jak inni”.

„Marksizm głosi wyższość ludzi pracy. Nie twierdzi, że wszyscy są tacy sami. Demokracja broni godności jednostki. Nie twierdzi, że wszyscy są tacy sami”.

„Urodzenie dziecka kochanego mężczyzny i wychowywanie go, będzie dokonaniem mojej moralnej rewolucji”.

„W obecnym świecie najpiękniejsi są ci, którzy stali się ofiarami”.

Osamu Dazai, ceniony w Japonii autor, przez całe, zakończone samobójstwem w 1948 r. życie, zmagał się z poczuciem osamotnienia, trudnościami w pisaniu, uzależnieniem od alkoholu i leków oraz chorobą psychiczną. W jego książkach powracają wszystkie te wątki, towarzyszą opisom zmian społecznych, które następowały w Japonii, gdy po II wojnie światowej upadał obecny przez kilkaset lat porządek społeczny. Dazai pisze, że „boi się logiki świata”. Jednak w „Zmierzchu” narrację prowadzi już kobieta, bo książka oparta jest na pamiętnikach Shizuko Ōta, matki jego nieślubnego dziecka i zubożałej arystokratki. Fikcyjna Kazuko musi z matką opuścić Tokio i przenieść się do willi na prowincji. Utrzymują się z wyprzedawania przedmiotów, które zgromadziły w czasach, gdy arystokratyczna rodzina dobrze sobie radziła. Czekają też na brata Kazuko, Naoji’ego walczącego na wyspach Pacyfiku. Jego powrót zmusi rodzinę do wyjścia z letargu i do wprowadzenia w życiu zmian, które dla Kazuko oznaczać będą wyjście poza normy obowiązujące dla ówczesnych Japonek, ale także te, którym podlegają kobiety we współczesnej Japonii. Powieść jest absolutną klasyką, przetłumaczoną przez znawcę literatury japońskiej prof. Mikołaja Melanowicza. Wstęp autorstwa Karoliny Bednarz doskonale wychwytuje połączenia między sytuacją opisaną przez Osamu Dazai a tym, co odczuwają ludzie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Powieść ta, która doskonale odzwierciedlała japoński nastrój zaraz po wojnie, wniosła nawet wkład w język japoński, ponieważ jej japoński tytuł – shayo – doprowadził do powstania słowa shayozoku, które oznacza coś w rodzaju zubożałej arystokracji. Historia Dazaia opowiada o zubożałej arystokracji, a konkretnie o jednej rodzinie. Historia koncentruje się na kobiecej bohaterce, Kazuko. Po rozwodzie Kazuko wróciła do matki. Gdy stan zdrowia matki pogorszył się, Kazuko zaczyna tracić sens w swoim życiu; bo to właśnie ten związek definiował jej życie. Wkrótce wkracza w egzystencjalistyczny świat, w którym nie może już czerpać znaczenia od innych ludzi. Jak na ironię, wolność, jaką daje jej śmierć matki (nie jest już z nikim związana) staje się jej egzystencjalnym niepokojem. Natomiast połączenie strachu wojennego i sprzecznego zbiorowego sposobu myślenia pozostawia jej brata Naoji zdezorientowanego, ponieważ jego życie było kierowane przez kolektywną naturę Japonii, był rozczarowany, gdy w końcu został odesłany do domu po wojnie. Ta wolność, jak sądzę, przyczynia się również do jego decyzji o popełnieniu samobójstwa. Nie miało sensu, aby nadal żył, ponieważ nie widział już żadnego celu, jaki dawało mu kolektywne społeczeństwo tradycyjnego państwa w „Kraju kwitnącej wiśni”. Było to samobójstwo w kraju i epoce, która nie dawała szans na powrót do utraconego świata tradycji.                      

Powieść otwiera osobliwa scena. Uważny czytelnik nie przejdzie obok niej obojętnie. Zasadzi się w nim i będzie nawiedzać na następnych stronach. Zanurzy go w chmurze domniemań i możliwych interpretacji. Główna bohaterka, Kazuko siedzi ze swoją Mamą przy obiedzie. Mamą pisaną zawsze przez wielkie M. Mama jest dystyngowana, Mama wszystko robi „arystokratycznie”, a jej dzieci zawsze spoglądają na nią z należytym szacunkiem i podziwem. Jest nieskazitelna we wszystkim, co robi, nawet w sposobie spożywania posiłków. A książkę otwiera stłumiony krzyk Mamy podczas jedzenia zupy, co jest zaskakującym oderwaniem od rutyny. Zatroskana Kazuko pyta: „Włos?” Ten domniemany włos, niewytłumaczalny krzyk dręczy nie tylko córkę, ale i czytelnika. Tłumią się mroczne sekrety, niewytłumaczalny strach, jakaś trauma, lęk o los potomstwa, a może krzyczą w niej wszystkie Mamy? Krzyczy w niej cała upadła Japonia? Kazuko zaczyna prowadzić się niemoralnie, łamie wiodące zasady rodzinnego arystokratycznego życia. Najpierw się rozwiodła, a później zaszła w ciążę z żonatym powieściopisarzem, panem Ueharą, dilerem narkotyków jej brata. „Człowiek narodził się z miłości i rewolucji", myśli. Rewolucja była skierowana przeciwko starej moralizatorskiej Japonii, która straciła swoją autentyczność wraz z porażką w wojnie. A jej miłość? Arystokratyczna i zamożna rodzina Kazuko przed wojną nie zaakceptowałaby człowieka o takiej reputacji i z tak niskiej warstwy społecznej. Dziewczyna wędruje po Tokio w poszukiwaniu swojego kochanka, bezwstydnie nie przejmując się tym, że ma żonę, dziecko i liczne kochanki. Jej oddanie się mu zadecyduje o jej przyszłości, ale cóż to za przyszłość... W swoim eseju „Mit Syzyfa” francuski powieściopisarz Albert Camus zastanawia się, czy bezsensowny świat wymaga samobójstwa? Naoji postanawia popełnić samobójstwo. „Kiedy udawałem przedwcześnie dojrzałego, ludzie zaczęli plotkować, że jestem przedwcześnie dojrzały. Kiedy udawałem lenia, ludzie opowiadali, że jestem leniem. Kiedy udawałem, że nie potrafię pisać powieści, ogłaszali, że nie potrafię pisać. Kiedy udawałem, że kłamię, ludzie mówili, że jestem kłamcą. Kiedy udawałem, że jestem bogaty, ludzie opowiadali, że jestem bogaczem. Kiedy udawałem obojętność, ludzie mówili, że jestem zimnym draniem. Ale kiedy naprawdę było mi ciężko i mimo woli wydawałem jęki bólu, ludzie opowiadali, że udaję cierpienie. Nic tu się nie zgadza”. Kazuko wybiera życie. To, czy ktoś może dalej żyć w tego rodzaju świecie, zależy od własnych ideałów, które sobie ustanowił. Poprzez wiarę w miłość i niemoralność Kazuko odnajduje sens w bezsensownym świecie. „Mamo, ostatnio odkryłam coś, co różni człowieka od zwierzęcia. To prawda, że człowiek posługuje się językiem, ma wiedzę i mądrość, umie myśleć, tworzyć porządek społeczny. Ale czy zwierzęta w różnym stopniu nie mają tego rodzaju cech? Kto wie, może też mają własną religię? Człowiek pyszni się, że jest panem wszystkich stworzeń, ale przecież w swej istocie nie różni się chyba od innych istnień. Choć nie, jednak różni się jedną rzeczą. Wiesz, czym, Mamo? Inne istoty absolutnie tego nie mają, tylko człowiek. Jest to posiadanie tajemnicy. Rozumiesz, Mamo, co mam na myśli?”. Dominującym aspektem życia matki staje się poświęcenie dla dzieci, które i tak zostają jej odebrane przez wojnę. Patrzy ona bowiem na upadek syna, już nie arystokraty i niedoszłego literata, lecz uzależnionego od alkoholu i narkotyków, wiecznie bez pieniędzy człowieka, oraz wewnętrzną krucjatę córki, której zupełnie nie rozumie. Córka stoi bowiem po drugiej stronie barykady. Nie chce podążać za starymi prawdami i wymaganiami, chce być panią własnego losu. Wybory życiowe Kazuko oraz Naojiego mogą być odczytywane zatem jako substytut dwóch dróg, którymi podążyć mogą następne pokolenia, pokolenia przychodzące już po „zmierzchu starego świata”. 

Analiza samej historii pozwala rozpoznać, że tytułowy „Zmierzch” jest symbolem degradacji japońskiego społeczeństwa, w tym jego uświęconych tradycją wartości i moralności. Może być również symbolem samego upadku rodziny arystokratycznej. Pod innym kątem analizy może równie dobrze symbolizować nową nadzieję poprzez rozproszenie – kiedy słońce zachodzi, sygnalizuje kolejny wschód słońca, ale najpierw zgodnie z prawami Kosmosu muszą nastąpić ciemności.

W książce „Zmierzch” znajduje się wiele symboli, takich jak wąż, choroba i śmierć matki, liść, który gnije i ciąża Kazuko. Wąż, który często kojarzony jest z negatywnymi archetypami, oznacza fałszywą osobowość bohaterów, ich rozproszenia i popełnione zdrady. Przykładem takiej zdrady jest romans Kazuko z panem Ueharą, który jest już żonaty. Innym jest romans Naojiego z Sugą, która jest również mężatką. Kolejnym symbolem jest matka, przedstawiana jako dobra arystokratka o wysokiej moralności, symbolizująca samą Japonię. Jej choroba reprezentuje pogorszenie się społeczeństwa i upadek jego moralności. Jej śmierć oznacza odejście dobrego pokolenia z zasadami. Dlatego w powieści jest symbolicznie nazywana „Ostatnią damą w Japonii". Liść, który gnije, nie spadając z gałęzi, oznacza nadgniłe życie Kazuko. Zdaje sobie sprawę z tego, że przemija jej młodość, że straciła wszystko (męża, matkę, brata, status), a także sama stała się zdeprawowaną kobietą. Trzyma się swojej miłości do człowieka upadłego, będącej jedyną rzeczą, o którą walczy, do końca. Jej ciąża na końcu powieści oznacza nowy początek i nową nadzieję, gdy buntuje się przeciwko przeszłości oraz przeciwko starym zasadom. Może również oznaczać odrodzenie się narodu japońskiego. Niemniej jednak, z innego punktu widzenia analizy, dziecko może być reprezentacją przyznania, że tylko nowe pokolenie może rozpocząć prawdziwą odbudowę lub odnowę zrujnowanego społeczeństwa i że pokolenie Kazuko i jej rodzina nie mogą już sami przywrócić starej moralności. Ciągle powraca motyw węży, które zawsze kojarzone są z niższymi w sensie ewolucyjnym, a zarazem odbieranymi jako gorsze, popędami i impulsami. Efektem tego jest wyolbrzymiona  potrzeba bezpieczeństwa. Pojawiają się one regularnie, zwykle jako zapowiedź śmierci, nawet w pewnym momencie Kazuko pali jaja węża, które jej zdaniem sprowadzają na rodzinę klątwy. Ogień jest również zapowiedzią jej osobistej rewolucji, kiedy Kazuko prawie podpala dom, a co za tym idzie całą wioskę.

W 1947 roku Dazai ukończył pisanie „Zmierzchu”, w którym doszedł do wniosku, że jedyną szansą na przeżycie jest pójście pod prąd powszechnych ideałów. Kazuko, która prowadzi nas przez kolejne strony powieści, pragnie jednego – urodzić swoje nieślubne dziecko. Dla niej decyzja ta jest ucieleśnieniem osobistej rewolucji, kulminacją buntu przeciw ucieleśnieniom osobistej rewolucji, które wyznaczały jej dotychczasowe życie: jako arystokratki i – przede wszystkim – kobiety. Kilkakrotnie wspomina w swoich listach do mistrza swojego brata, pana Uehary, o tym, że nie chce żyć według zasad opisywanych w „Wyższej nauce dla kobiet” – zasad, które zalecały posłuszeństwo wobec ojca, męża, a potem syna. Kazuko nie chce być dobrze wychowaną dziewczyną z wyższych sfer, żyjąc według nauk sprzed stuleci, ani ideałem „dobrej żony ani mądrej matki”, która wpajała podczas wojny rządowa propaganda. Nie chce należeć do żadnego mężczyzny. Chce tylko jednego – urodzić dziecko. Dla Osamu Dazaia w „Zmierzchu” upadek to nie sposób na lepsze życie – raczej jedyny sposób, żeby w ogóle przeżyć. Kazuko nazywa Naojiego i Ueharę (jego mistrza i towarzysza pijackich eskapad) „ofiarami okresu przejściowego moralności”. Jako jedyna się nie poddaje i stara się żyć, nawet jeśli oznacza to pójście pod prąd wyuczonej moralności, w przeciwieństwie do większości dzieł Dazaia, w których bohaterowie poddają się upadkowi.

Nie bez powodu niektórzy nazywają powojenne pokolenie młodych Japończyków „pokoleniem Zmierzchu”: każdy czytelnik w Japonii odnajdywał w którymś z bohaterów cząstkę siebie. Wojna zostawiła w ludziach poczucie bycia ofiarami propagandy „świętej wojny” i tego, że tak wielu za tą propagandą ślepo podążało. A przede wszystkim poczucie beznadziei – że tak ogromne poświęcenie nigdy nie zostało wynagrodzone. Mroczny czar powieści bazuje w dużej mierze na dekadenckiej atmosferze otaczającego samego autora – uzależnionego od narkotyków, tonącego w rozpaczy i nienawidzącego siebie, na długo przedtem, zanim kultura kasutori[1] rozlała się na resztę społeczeństwa. Jego osobiste demony, które gnębiły go przez większość życia, pomogły idealnie zarysować bolączki i marzenia okresu po zakończeniu wojny – po „upadku” całego narodu.

„Zmierzch" to opowieść o poszukiwaniu siebie w świecie wywróconym do góry nogami. To poetycka i przejmująca historia ludzi, którzy próbują jakoś funkcjonować, szukając swojej formy buntu. Pełne symbolicznych retrospekcji, przetykane fragmentami intymnych listów i dzienników obrazy z życia na tle przemian, jakie po przegranej wojnie zachodziły w japońskim społeczeństwie.

           

 

 


[1] kasutori,  nazwa wzięła się od kasutori shochu, bimbru produkowanego po wojnie, ulubionego napoju ówczesnego światka artystycznego, żyjącego w kulcie opartym na degeneracji i nihilizmie.

 

05 października 2024

Zatracenie

 

„Zatracenie”

Osamu Dazai

Autor/ (jap. 太宰 Dazai Osamu), właśc. Shūji Tsushima (jap. 津島 修治 Tsushima Shūji; ur. 19 czerwca 1909, zm. 13 czerwca 1948) – prozaik japoński, przedstawiciel nurtu dekadenckiego. Był autorem pesymistycznych utworów, w których poruszał problemy zubożałej arystokracji i inteligencji japońskiej. Do najbardziej znanych jego dzieł należy powieść Shayō (Zmierzch 1947) oraz opowiadania: Omoide (Wspomnienia, 1933), Dōke-no hana (Perły błazenady, 1935) i Ningen shikkaku (Zatracenie, 1948).

Tłumaczenie/ Henryk Lipszyc

Tytuł oryginału/ ja 人間失格, Ningen Shikkaku

Tematyka/ „Zatracenie” to bardzo przejmująca opowieść o braku umiejętności wpasowania się w rzeczywistość, ramy okalające byt człowieka. To obraz cierpiącego mężczyzny, któremu nikt nie potrafi pomóc, wszystko go drażni, nic go nie cieszy, a życie traktuje jak wroga. To powieść o tym, że życie jest chorobą, na którą wciąż nie ma leku tak przynajmniej zdaje się wołać autor ze stron swojego ostatniego dzieła. Krótko potem popełnił samobójstwo.

Główny motyw/ „Japończycy mają prawdopodobnie tak dużo słów na określenie samobójstwa, jak Eskimosi na określenie śniegu”, pisała Phyllis I. Lyons we wstępie do monografii poświęconej postaci Osamu Dazaia. W przypadku zwykłego samobójcy pytamy o jego biografię. W przypadku samobójcy-pisarza zaglądamy do jego dzieł. „Zatracenie” dość wiernie oddaje jeśli nie nagie fakty z życia Dazaia, to przynajmniej jego rozterki i wewnętrzne zmagania. Bohaterem tego krótkiego, trzyczęściowego utworu jest Yozo, syn zamożnego właściciela ziemskiego z północy Japonii, zaangażowanego w politykę i często odwiedzającego Tokyo. O dzieciństwie Yozo dowiadujemy się z tzw. „Dziennika pierwszego”, choć jest wątpliwe, by małoletni bohater prowadził dziennik. Są to raczej wspomnienia człowieka, który stoi u kresu życia i swoją opowieść snuje właśnie z tej perspektywy. Yozo tylko z pozoru jest zwykłym dzieckiem. W głębi duszy pozostaje na wskroś samotny. Jego życiem rządzą poczucie wstydu i chorobliwy strach przed ludźmi, wszechogarniająca obawa o to, że nie sprosta oczekiwaniom dorosłych.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Ludzie nie śmieją się z zaciśniętymi pięściami”.

„Już nawet portret pośmiertny ma w sobie więcej wyrazu, pozostawia jakieś wrażenie”.

„(…) ogarnął mnie głęboki smutek na myśl o tym, jak żałośnie przyziemnymi istotami są ludzie”.

„Ale zapewne ludzie już tacy są i lepsi nie będą”.

„Tymczasem z natury byłem dokładnym przeciwieństwem tego, co rozumie się przez >łobuza<”.

„Wiadomo, światem rządzą koneksje”.

„Wydaje mi się, że życie ludzkie pełne jest przejawów jaskrawej, jawnej nieszczerości, do tego stopnia, że oszukujący się nawzajem ludzie nie zdają sobie nawet sprawy, że się oszukują, ani też, o dziwo, nie czują się z tym źle”.

„(…) obaj należeliśmy do tego samego gatunku zagubionych osobników, którym obce były zajęcia wypełniające ludziom życie”.

„(…) gdzieś w głębi człowieczeństwa kryje się coś upiornego, coś, czego w kategoriach samej ekonomii nie da się wytłumaczyć”.

„Słyszałem, że niektórzy faceci grzeją sobie wodę do kąpieli, paląc w piecu miłosne listy od kobiet”.

„Powiadają: >koniec pieniędzy – koniec romansu<”.

„Po prostu nie mogłem pojąć dziwnego zjawiska, że kobiety nie widzą najmniejszego związku między tym, co robią, kiedy idą z kimś do łóżka, a tym, co następuje potem, po obudzeniu się. Żyją nadal tak, jak gdyby za sprawą całkowitej utraty pamięci żyły w dwóch różnych, oddzielonych od siebie światach”.

„Wiem, że jestem lubiany, ale chyba zawsze brakowało mi zdolności do kochania innych”.

„Mogłem wierzyć w piekło, ale nie umiałem uwierzyć, że istnieje raj”.

„Czyż nie jest tak, że dwie osoby w ogóle się nawzajem nie rozumieją? Że nawet jeśli uważają się za serdecznych przyjaciół, naprawdę nic o sobie nie wiedzą? I tak przeżywają w tej nieświadomości całe życie, po czym opłakują przyjaciela, gdy w gazecie przeczytają jego nekrolog”.

„Od tamtej pory nabrałem przekonania, przyjąłem wręcz jako dewizę, że społeczeństwo to nic innego jak jednostka”.

„Trudne problemy świata ludzkiego oznaczają trudne problemy jednostki”.

„Wydawało mi się zawsze, że piękno dziewictwa to po prostu jakiś sentymentalne urojenia naiwnych poetów, ale to coś żywego, coś, co naprawdę istnieje”.

„Żyje na świecie tak wielu na różny sposób nieszczęśliwych ludzi, co ja mówię – wszyscy ludzie na świecie są nieszczęśliwi”.

 

„Zatracenie” to historia człowieka, który nienawidzi samego siebie i który nie ma nikogo, kogo mógłby winić za swoją tragedię, za własne złe wybory i niesprzyjające okoliczności. „Okiem kadrującym” w książce jest anonimowy narrator, który otrzymał trzy zdjęcia mężczyzny o imieniu Yozo i trzy notatniki napisane przez niego. W tych notatkach jest opis wczesnego dzieciństwa Yozo, jego dorastanie i dorosłość, opisy charakteryzują się suchą pogardą zarówno do siebie, jak i ludzi wokół niego. Yozo czuje się niezrozumiany przez ludzi, ponieważ sam ich nie rozumie. Czuje się wyobcowany oraz inny, od samego początku mówi, że nie uważa się za człowieka. Aby sobie z tym poradzić, rozwija w sobie osobowość klauna, który żartuje, chce, aby ludzie byli rozbawieni jego wybrykami, wtedy nigdy nie dostrzegą, co kryje się za maską żartownisia. Yozo charakteryzuje się kilkoma rzeczami, pierwszą z nich jest wielki strach przed ludźmi, drugą jest nienawiść do samego siebie. Błaznuje, ponieważ boi się, że ludzie zdadzą sobie sprawę, że nie jest człowiekiem jak reszta. Wszystko, co robi w całej powieści, wynika z tego, że jest tak mocno przerażony tym, że może być postrzegany, jako dziwoląg. Ten strach przejawia się jako lęk społeczny, niezdolność do powiedzenia ludziom „nie" lub spierania się z innymi oraz ogólny brak sprawczości, jeśli chodzi o dokonywanie dobrych wyborów.

Bycie błaznem było dla niego sposobem na przypodobanie się ludziom. Sparaliżowany strachem przed drugim człowiekiem, nie mógł przestać o nim myśleć. I oto dzięki błazeństwu udawało mu się znaleźć  jakąś wątłą nić łączącą go z ludźmi. Umizgiwał się z przylepionym do twarzy sztucznym uśmiechem, a jednocześnie, zlany zimnym potem, czuł w głębi serca desperacki lęk, jak gdyby ocierał się o skrajne niebezpieczeństwo. Jako dziecko nic nie wiedział nawet o swoich najbliższych krewnych – ani czy im ciężko, ani jakie mają poglądy. I już wtedy, przerażony, nie wiedząc, jak sobie poradzić w tej nieznośnej sytuacji, opanował po mistrzowsku sztukę błaznowania. Mówiąc inaczej, nie wiedzieć kiedy stał się dzieckiem, które nigdy nie mówiło prawdy. Na wspólnych rodzinnych zdjęciach z tamtych czasów wszyscy mają poważne miny i tylko twarz Yozo wykrzywiała się w dziwacznym uśmiechu. Ot, był to jeszcze jeden przykład smutnej, młodzieńczej błazenady. Ani razu nie zdarzyło się, by odpowiedział na uwagę kogoś z dorosłych. Nawet błahe upomnienie spadało na niego jak grom z jasnego nieba i prawie odchodził od zmysłów ze strachu. Przekonany, że w tych upomnieniach zawarta była jakaś odwieczna, nienaruszalna ludzka prawda, nie śmiał się sprzeciwić, a skoro, myślał, że nie potrafi sprostać wymogom płynącym z tych prawd, po prostu nie zasługiwał, by przebywać wśród ludzi. Toteż nie umiał ani oponować, ani bronić się. Nabrał przekonania, że kiedy ktoś go ruga , to na pewno wina jest po jego stronie, i przyjmując pokornie te ataki, żył w strachu bliskim szaleństwa. 

W nieustannym strachu przed ludźmi, bez odrobiny pewności siebie, chowając w sercu udrękę, skrywając melancholię i nieśmiałość, przyjął pozę beztroskiego optymisty i stopniowo doszedł do perfekcji w odgrywaniu roli błazeńskiego dziwadła. Byleby zabawić ludzi, mniejsza o to jak, i w ten sposób znaleźć się samemu poza ich tak zwanym „życiem”, a to, sądził, nikomu nie sprawiłoby chyba wielkiej różnicy. Żeby tylko nie narazić się swoją osobą, być nikim, być powietrzem, niebem – to pragnienie wzbierało w nim nieustannie. No i, najlepiej jak umiał, usłużnie zabawiał swoim błaznowaniem rodzinę, stawał na głowie, żeby rozbawić służących i służące, których rozumiał jeszcze mniej niż członków rodziny.  


Co robi dziecko, które się boi? Zamyka się w sobie lub skrywa swój lęk pod płaszczykiem wesołości. Yozo receptę na swój strach znajduje w błazenadzie. Rozśmieszyć wszystkich, wszystko obrócić w żart, w coś niepoważnego – oto strategia malucha. Głupkowata wesołkowatość pozwala ukryć swoją rozpacz. Pozwala też powstrzymać się od podejmowania decyzji i od wyrażania jednoznacznych sądów. „Jeśli coś mi się podobało – czytamy dalej w «Dzienniku pierwszym» – nie umiałem tego powiedzieć, ale równie ciężkim przeżyciem było przyjęcie tego, co mi się podobało. Ogarniał mnie wtedy nieopisany lęk. I podchodziłem do tej rzeczy niepewnie, z wahaniem, jakbym miał zjeść coś okropnie gorzkiego albo jakbym coś podkradał. Inaczej mówiąc, nie umiałem dokonać najprostszego wyboru w rodzaju «czy to, czy tamto». Mam wrażenie, że była to jedna z tych przypadłości, które złożyły się na to, co po latach nazwałem «życiem przepełnionym wstydem»”. Wstydem, który wiąże usta, nawet wówczas, gdy jak mały Yozo zostajesz wykorzystany seksualnie przez pokojówkę.

Pierwsza, najkrótsza część „Zatracenia” pozostawia w ustach coś cierpkiego. Poczucie niesmaku, obrzydzenia nie tylko światem, w którym Yozo przyszło żyć, ale również samym Yozo – chodzącą niepewnością, lękiem i kłamstwem. Wszystko, co przydarza się mu później, jest konsekwencją owego pierwotnego wyobcowania. Chłopiec dostaje się do szkoły oddalonej od rodzinnego domu. Tam szkolny kolega Takeichi demaskuje jego fanfaronadę i bycie na pokaz, ale jednocześnie pomaga mu odkryć w sobie talent malarski. Yozo maluje ekspresyjne autoportrety w stylu Modglianiego, jednak ostatecznie nikomu z wyjątkiem Takeichiego ich nie pokaże. Gdy w przyszłości zajmie się zawodowo rysowaniem komiksów, nigdy nie wróci do stylu, który pozwolił mu wyrazić siebie. Zawsze będzie krył się za konwencją, obowiązującą manierą. Po przenosinach do tokijskiego liceum poznaje Horikiego, który uczy go palić, pić sake i podrywać dziewczyny. „Nie trzeba było wiele czasu – stwierdza Yozo – bym ja także pojął, że alkohol, papierosy i kobiety to całkiem niezły, choć krótkotrwały, sposób na lęk przed ludźmi”. Wkrótce zaczyna chodzić do domów publicznych. Wstępuje też do tajnego koła młodych komunistów. Pociąga go jego nielegalny charakter, tak jak i wszystko to, co pozostaje na marginesie, w cieniu, w którym można się skryć. Niedługo jednak zagrzewa miejsca między komunistami. Powoli zaczyna się staczać. Wpada w alkoholizm, notorycznie się zapożycza. Wdaje się w romans z zamężną kobietą i wraz z nią usiłuje odebrać sobie życie, rzucając się do morza. W przeciwieństwie do swojej towarzyszki nie umiera i wiedzie dalej nędzne życie z dodatkowym poczuciem winy. Próbuje wejść w związek z młodą wdową z dzieckiem, lecz i tym razem zadanie go przerasta. Ucieka, przez chwilę żyje z szefową baru w Kyobashi, jednej z dzielnic Tokyo, a następnie poślubia młodą, niewinną sklepikarkę Yishiko. Przez moment udaje mu się żyć bez picia, jednak gdy staje się świadkiem gwałtu na własnej żonie, wraca do alkoholu i dodatkowo zostaje morfinistą, lądując na koniec w szpitalu dla obłąkanych.

Czy sam Yozo jest obłąkany? Kim jest? Jaki typ człowieka reprezentuje? I czy nadal jest człowiekiem? Sam Yozo pisze o sobie per „śmieć”. „Utraciłem prawo do nazywania się człowiekiem. Definitywnie przestałem już nim być”. Czy jest to również konstatacja Dazaia? Czy tak mógłby o sobie powiedzieć? „Są ludzie, których strach przed innymi doprowadza do stanu, w którym pragną ujrzeć na własne oczy coś naprawdę upiornie przerażającego. Mają w sobie coś takiego, że im łatwiej poddają się emocjom, im bardziej ulegają lękom, tym bardziej pragną, żeby burza, która nimi targała, była jeszcze gwałtowniejsza. Ach, ci wszyscy malarze, poranieni i nękani przez upiory zwane ludźmi, uwierzyli w końcu w zjawy, dojrzeli upiory w biały dzień, w przyrodzie. I nie próbowali kamuflować ich wygłupem, lecz starali się przedstawić je najwierniej, jak umieli, i śmiało, zdecydowanie, jak powiedział Takeichi, malowali >upiory<. Tak, to będą moi przyszli sprzymierzeńcy (…)” – podsumowuje w pewnym momencie Yozo.

Nasz los, choć nie cały, został wyrzeźbiony jeszcze przed naszym urodzeniem. Większość ludzi nie rozumie, że nikt nie wybiera bycia tu na Ziemi. Nie wybieramy rodziny, kultury ani środowiska, w którym się urodziliśmy, a jednak nasze dziecięce lata odgrywają największą rolę w kształtowaniu tego, kim staniemy się w przyszłości. Podczas gdy wszyscy mamy zdolność do rozwoju i podejmowania własnych decyzji, na wiele sposobów nasze ścieżki zostały wybrane dla nas przed naszym urodzeniem. Przez całe życie próbują wmówić nam, że emocje czynią nas słabymi, ale także czynią nas ludźmi. Dla mnie Oba Yozo jest podręcznikowym przykładem „złej wiary" Jeana-Paula Sartre'a. Motywem przewodnim Sartre’owskiego egzystencjalizmu było poczucie absurdalności jednostkowego istnienia – wyobcowania (obcości), wykorzenienia, samotności. Yozo próbował dopasować się do formy społeczeństwa, jednak nie mogąc zrozumieć innych ludzi, doszedł do wniosku, że to on nie jest człowiekiem. Człowiek, jak widzi go Sartre, jest zawsze „bytem w sytuacji”, nieustannie konfrontującym się z rzeczywistością zewnętrzną, światem rzeczy, a zarazem ze swoją własną egzystencją i innymi ludźmi. „Zła wiara” jest w istocie „samookłamywaniem się” (,„samo-negacją”), fałszowaniem rzeczywistości, zasłanianiem prawdy przed samym sobą, celem usprawiedliwienia siebie i swoich działań. Yozo obawia się, że może być nawiedzany przez duchy, w szczególności przez jego zmarłego kolegę z klasy Takeichiego. Na pewno zdiagnozowano u niego PTSD. Przemoc, której doświadczył, jako dziecko, na początku jest trudna do odczytania przez czytelnika. Kiedy był już dorosły, relacje Yozo z kobietami były w najlepszym razie dysfunkcyjne, a on często jest zjadliwie mizoginiczny.

Fakty mniej więcej się zgadzają. Tak jak Yozo, Dazai pochodził z północy. Podobnie jak Yozo na krótko związał się z komunistami. Pił dużo i zachłannie, walcząc pod koniec swojego krótkiego życia z alkoholizmem. Nigdy nie ukończył studiów. Trzy razy próbował się zabić wraz z kobietą, z którą aktualnie był. „W pierwszym przypadku kobieta umarła, w drugim przeżyła, w trzecim oboje, Dazai i jego partnerka, umarli”. Żył na krawędzi. Był outsiderem, który zupełnie świadomie dążył do autodestrukcji. Innym wytłumaczeniem jest przedstawienie Dazaia i Yozo jako ofiar rodziny – jej konserwatywnych, sztywnych reguł, które tłamszą jednostkę, dominującego ojca, a później starszego brata, który choć pojawia się w „Zatraceniu” akcydentalnie, odegrał dużą rolę w życiu autora, autorytarnie decydując o jego losie. Jednak, jak pisze Phyllis I. Lyons, „jeśli brat Dazaia wywierał dużą presję na to, by ten przerwał swoje lewicowe zaangażowanie i przez lata zakazywał mu wstępu do rodzinnego domu, to wspomagał Dazaia nawet po tym, gdy ten nie miał jakiegokolwiek prawa się tego spodziewać”. Rodzina Dazaia może i była konserwatywna, ale nie ponad obowiązującą miarę. I była dość cierpliwa wobec jego późniejszych wyczynów.

Ostatecznie jedyne w pełni przekonujące wytłumaczenie skomplikowanego losu Dazaia, jego samobójczych myśli i autodestrukcyjnych zachowań, kryje się w nim samym. Nie na zewnątrz, tylko wewnątrz. W głębi pielęgnowanego skrycie przekonania, że to nie poszczególne elementy tego życia skłaniają ludzi do samobójstwa, lecz że całe życie jest samobójstwem – jedną wielką fikcją, w której nic nie jest prawdziwe, a każdy ludzki gest podszyty jest fałszem. Siłą powieści Dasaia jest to, że podobnie jak czytelnik „Notatek z podziemia”, podczas lektury „Zatracenia” mamy ochotę wykrzyczeć: „Niechże pan, z łaski swojej, mówi o sobie tylko i o swoich niedolach w podziemiu, ale niech się pan nie waży mówić: «my wszyscy»”. Wiemy bowiem doskonale, że nicości może kiedyś doświadczyć każdy z nas.

Książka „Zatracenie” Osamu Dazai jest na wpół autobiograficzną opowieścią opartą na głębokim poczuciu depresji i wyobcowania autora. Wielu uważa ją za jego list samobójczy; Dazai i jego kochanka Tomie Yamazaki utopili się wkrótce po jej publikacji.

 

 

01 października 2024

Zamach

 

„Zamach”

Yasmina Khadra

Autor/ Mohammad Moulessehoul, algierski pisarz. Do 2001 roku ukrywał swoją tożsamość i płeć (Yasmina Khadra to imiona jego żony). Robił to ze względu na algierską cenzurę. Urodził się na Saharze, w miejscowości Kenadsa, a część jego przodków była czarnymi Afrykanami. Absolwent Korpusu Kadetów w Algierze. Były oficer armii algierskiej. W 2000 roku wyjechał z Algierii.

Tłumaczenie/ Beata Kowalska

Tytuł oryginału/ fr „L’Attentat”

Tematyka/ Utwór przypomina mały traktat o moralności, na co wprost wskazują liczne rozważania głównego bohatera o tym, co słuszne, dozwolone i dobre, jak też – pośrednio – fabularne stawianie wszystkich postaci (również drugoplanowych) w obliczu niezmiernie trudnych decyzji. W tym egzystencjalnym piekle dobro okazuje się zjawiskiem niezwykle nieoczywistym i relatywnym, wiecznie zależnym od perspektywy, której nie sposób ujednolicić czy ustandaryzować. Pacyfistyczna w wymowie powieść sugeruje, że brak komunikacji i wzajemne nieporozumienia małżonków odzwierciedlają relacje między Izraelczykami i Palestyńczykami.

Główny motyw/ Bohaterem powieści jest Amin, dobrze zasymilowany i darzony szacunkiem lekarz pochodzenia palestyńskiego, pracujący w szpitalu w Tel Awiwie, starający się ocieplić wizerunek swojej społeczności. To postać niejako na rozdrożu, wyobcowana z obu kultur, gdyż funkcjonując na pograniczu odmiennych społeczności, jest on przez obie częściowo odrzucany i zarazem akceptowany. Wehikuł fabularny powieści zaskakuje: pewnego dnia w stołecznej restauracji zamachowiec wysadza się pośród dziesiątków przypadkowych osób, zabijając dziewiętnaście z nich. Wkrótce bohater-narrator odkrywa, że to jego równie głęboko zasymilowana żona (Siham) była terrorystką-samobójczynią. Powieść w dużej mierze opowiada historię o prywatnym śledztwie prowadzonym przez Amina i o psychologicznym spustoszeniu, spowodowanym zupełnie niezrozumiałym dla niego czynem małżonki.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Matka zawsze taka była, promienna i zarazem smutna, jak woskowa świeca”.

 

„Ten, kto ci powiedział, że mężczyźni nie płaczą, nie wie, co znaczy być mężczyzną”.

 

„Łzy są tym, co w nas najszlachetniejsze”.

 

„Zmarli są nieżywi, skończeni. Gdzieś tam już odsiedzieli swoją karę. A żywi to duchy, jeszcze zanim wybije ich godzina…”.

 

„Czasem dobrym chęciom brakuje odwagi i konsekwencji”. 

 

„Nie poznaję świata, w którym żyję”.

 

 „Niezależnie od rozmiarów zniszczeń żaden kataklizm nie sprawi, że Ziemia przestanie się obracać”.

 

„Czasem mi się zdaje, że poznałem granice ludzkiej głupoty, ale zaraz się okazuje, że nie dotarłem nawet na jej obrzeża…”.

 

„Życie to nie bajka, tylko długi tunel pełen pułapek i psich gówien”.

 

„Prawdziwą tajemnicą nie dzielisz się z nikim”.

 

„Czy mijające się orszaki pogrzebowe obu stron czegoś nas nauczyły?...”.

 

„Sądzisz, że wiesz. Wówczas tracisz czujność i żyjesz, jakby wszystko było w najlepszym porządku. Z czasem przestajesz obdarzać należycie tą uwagą różne rzeczy. Ufasz. Czegoś więcej mógłbyś wymagać?”.

 

„Kto patrzy na morze, odwraca się od nieszczęść tego świata”.

 

„Jesteśmy niezdolni do oceny moralnej zarówno wtedy, gdy mamy rację, jak i  wtedy, gdy jesteśmy w błędzie”.

 

„Małżeństwo to zawsze kwestia przypadku”.

 

„Czasami gniew rządzi się własnymi prawami, jak małżeństwo”.

 

„Nie idzie się na śmierć jak na bal. Kiedy się szykujesz do zrobienia ostatecznego kroku, musisz mieć wątpliwości”.

 

„Nie sądzisz, że działacie na szkodę rodzaju ludzkiego? Co z niego zostanie za kilka pokoleń, skoro najlepsi odchodzą po to, żeby tchórze, hipokryci, szarlatani i łajdacy mogli się mnożyć jak szczury?”.

 

„Nawet gdy przygotowujemy się na najgorsze, zawsze dajemy się zaskoczyć. I jeśli nieszczęśliwie pozwolimy się zepchnąć na dno, od nas i tylko od nas zależy, czy tam zostaniemy, czy wypłyniemy na powierzchnię”.

 

„Nie mogę uwierzyć, że ktoś, kto powinien żyć blisko Boga, może być tak daleki od ludzi, tak nieczuły na ich ból”.

 

„Czegoście nakładli jej do głowy, że stała się potworem, terrorystką, fundamentalistką samobójczynią, choć nie mogła znieść skomlenia psa?”.

 

„Nie wierzę w proroctwa przekładające męczeństwo nad zdrowy rozsądek”.

 

„Nic z tego, co posiadam, nie jest moją własnością. A już najmniej życie drugiego człowieka”.

 

„Żadna rzecz na ziemi nie jest naprawdę twoja. Ani ojczyzna, o której mówisz, ani grób, w którym w proch się obrócisz”.

 

„Kto zbyt wiele marzy, zapomina żyć”.

 

„Nie możemy się obwiniać o wyrządzone nam krzywdy, tylko o te, które wyrządziliśmy sami”.

 

„Przy tym, co tu się dzieje, piekło to sanatorium”.

 

„Tam gdzie nie ma marzeń, śmierć jest wybawieniem…”.

 

„W ludzkim szaleństwie są tylko dwa ekstrema. To chwila, w której uświadamiamy sobie własną niemoc, i ta, w której zdajemy sobie sprawę z kruchości innych”.

 

„Wkładając różę do wazonu, nie czynimy jej honoru, lecz ją wynaturzamy”.

 

„Żyd zrodził się wolny jak ptak, niezdobyty jak Pustynia Judzka. Nie wytyczył granic swej ojczyzny i omal mu jej nie odebrano, bo przez długi czas myślał, że w Ziemi Obiecanej żaden mur nie może przeszkodzić mu patrzeć dalej, niż niesie się jego krzyk”.

 

„Skąd więc tyle nienawiści u ludzi tej samej krwi? – Stąd, że nic nie pojęliśmy z proroctw ani podstawowych reguł rządzących życiem”.

 

„Najpierw zwróć wolność Panu Bogu. Zbyt długo jest więźniem fałszywej pobożności”.

 

„Mogą ci zabrać wszystko: majątek, najpiękniejsze lata, wszystkie radości i zasługi, nawet ostatnią koszulę – zawsze pozostaną ci marzenia, na których odbudujesz odebrany ci świat”.

 

Izrael jest krajem szczególnym. Jako jedyne państwo współczesne powstał decyzją woli swych obywateli, a nie został przez nich odziedziczony po wcześniejszej formacji państwowej, jaka sprawowała nad nimi władzę. Nawet w rozwiniętych demokracjach państwo jest starsze od jego uznania przez obywateli za swoje. Budowa demokracji zasadza się na oswajaniu takiego obcego państwa, które pozostawało jednak nadal strukturą zewnętrzną dla swych poddanych – nawet jeśli z poddanych stawali się obywatelami. W Izraelu inaczej.

Druga wojna światowa, a następnie dekolonizacja, przeorały mapę świata, kończąc konflikty o długiej nieraz historii (jak polsko-ukraiński) i rozpętując nowe. Konflikt izraelsko-palestyński jest jednym z nielicznych nadal nierozwiązanych. Oznacza to, że dla jego pełnej analizy potrzeba głębszej wiedzy niż w innych przypadkach, a rezultat tej analizy może w znacznym stopniu zależeć od tego, co uznamy za początek konfliktu. Nawet określenie „izraelsko-palestyński” jest mylące, jako że konflikt już trwał, gdy nie było jeszcze ani izraelskiego państwa, ani palestyńskiego narodu. Ta złożoność zniechęca i sprzyja wybraniu (jakiegoś) pojedynczego elementu, a następnie uznaniu, że to on stanowi o naturze konfliktu. Zaś zajęcie stanowiska wobec tego elementu wystarcza dla oceny całości. Ten spór był punktem wyjścia izraelsko-palestyńskich negocjacji pokojowych, które w 1993 r. zaowocowały porozumieniami z Oslo. Miały one doprowadzić w ciągu pięciu lat do powstania państwa palestyńskiego. Jak wiemy, nic z tego nie wyszło. Przyczyną była najpierw nieustępliwość strony palestyńskiej, która odrzuciła i kompromis z Camp David w 2000 r., i kolejny kompromis zaproponowany w 2008 r. przez izraelskiego premiera Ehuda Olmerta, następcy Arafata Mahmudowi Abbasowi oraz krwawa kampania, jaką rozpętali palestyńscy terroryści podczas drugiej intifady, organizując zamachy terrorystyczne na restauracje i autobusy.

Po pierwszych zamachach terrorystycznych Jerozolima zrozumiała swą pomyłkę i uznała, że ci spokojni brodaci religianci naprawdę wierzą w to, co wynika z Karty ich ruchu – że Izrael nie ma prawa do istnienia, a Żydzi do zamieszkiwania na islamskiej ziemi Palestyny – chyba że mieszkali już tam, kiedy Palestyna, za sułtana, była ostatni raz islamska. Hamas został zdelegalizowany, a Izrael wszczął tajne negocjacje z Fatahem, które w 1993 r. doprowadziły do podpisania porozumień z Oslo. W Jerychu i Strefie Gazy władzę przejęła Autonomia Palestyńska. Dalszy postęp negocjacji zablokował jednak nie uznający ich Hamas, który serią zamachów samobójczych, w których na przestrzeni kilku lat zginęło 1,2 tys. Izraelczyków, wysadził w powietrze zaufanie Izraela, że pokój z Palestyńczykami jest możliwy. Izrael wycofał się jednak jednostronnie w 2005 r. ze Strefy Gazy, do której nie rości sobie żadnych praw, i władzę objął tam – w demokratycznych wyborach – Hamas, wykorzystując ogromną niepopularność skorumpowanego Fatahu. A żeby Gazańczykom nie przyszła do głowy zmiana ich słusznego wyboru, działaczy Fatahu publicznie zrzucano z wysokich pięter budynków, pokazując, jaka będzie cena sprzeciwu; żadne wybory się już zresztą nie odbyły. Następnie Hamas, zgodnie ze swą Kartą, rozpoczął rakietowy ostrzał Izraela, jako pierwszy krok do jego zniszczenia. Izrael odpowiedział zbrojnie i tak rozpoczął się cykl przemocy, który rzeź z 7 października 2023 roku przeniosła na niewyobrażalnie dotąd krwawy poziom.

Tak zwane rozwiązanie dwupaństwowe dla jednych jest hasłem wyborczym, pustym frazesem, dla innych stało się nieaktualne. Liberalni i lewicowi dziennikarze krytykują je, licząc na powstanie niezależnej Palestyny. Czy w obecnym układzie geopolitycznym jest jeszcze miejsce na pytanie o wartość ludzkiego życia? Czy Izrael, stosujący taktyki prewencyjne chroniące ludność cywilną, jest dzisiaj wrażliwszy na cierpienie mieszkańców Strefy Gazy?  


Bohaterem powieści „Zamach” jest Amin, dobrze zasymilowany i darzony szacunkiem lekarz pochodzenia palestyńskiego pracujący w szpitalu w Tel Awiwie, starający się wytworzyć pozytywny wizerunek swojej społeczności. To postać niejako na rozdrożu, wyobcowana z obu kultur, gdyż funkcjonując na pograniczu odmiennych społeczności, jest on przecież przez obie częściowo odrzucany i zarazem akceptowany. Fabuła powieści zaskakuje: pewnego dnia w zatłoczonej restauracji zamachowiec samobójca wysadza się pośród dziesiątków przypadkowych osób, zabijając dziewiętnaście z nich w tym dzieci, które świętowały urodziny swojego kolegi. Wkrótce bohater-narrator dowiaduje się od policji, że to jego równie głęboko zasymilowana żona Siham była terrorystką-samobójczynią. Powieść w dużej mierze opowiada historię o prywatnym śledztwie prowadzonym przez Amina i o psychicznym spustoszeniu spowodowanym zupełnie niezrozumiałym dla niego czynem małżonki. Życie jej nie rozpieszczało. Matka osierociła ją, gdy Siham miała osiemnaście lat. Umarła na raka. Ojciec zginął w wypadku drogowym kilka lat później. Upłynęła cała wieczność, nim się zgodziła poślubić doktora Amina. Bała się, że zawzięty los znów ją wysadzi z siodła. Po niemal dziesięciu latach małżeństwa, mimo miłości, którą otulał ją mąż, wciąż drżała o swoje szczęście, pewna, że może je stracić przez byle głupstwo. A przecież los bezustannie im sprzyjał. Wyprowadzili się z robotniczego osiedla, gdzie mieszkania nie miały nic do pozazdroszczenia klatkom dla królików. Meble posiadali z płyty wiórowej, w oknach brakowało zasłon. Jednak dorobili się wspaniałego domu w jednej z szykownych dzielnic Tel Awiwu i pokaźnego konta w banku. Każdego lata odwiedzali krainy „mlekiem i miodem płynące”. Byli w Paryżu, Frankfurcie, Barcelonie, Amsterdamie, w Miami i na Karaibach. Mieli mnóstwo przyjaciół, zarówno wśród Izraelczyków i Arabów. Często przyjmowali gości i bywali w wielkim świecie. Amin, dzięki licznym nagrodom za prace naukowe i osiągnięcia zawodowe, zyskał solidną reputację w Izraelu. Nie wyobrażał sobie, jak to się dzieje, że ktoś normalny, zdrowy na ciele i umyśle, w imię jakichś fantazmatów czy urojeń nagle poczuwa się do boskiej misji, rezygnuje z marzeń i ambicji, by zadać sobie straszliwą, najbardziej barbarzyńską śmierć? Był przecież chirurgiem. Uważał, że ciało dostarcza nam dość bólu, by człowiek zdrowy na ciele i umyśle szukał go gdzie indziej.

Początkowo Amin nie chce uwierzyć, że Sihem mogła popełnić takie okrucieństwo. Był pewny, że jego żona wkrótce wróci z wizyty od swojej starej babci w Kfar Kanna. Bardzo emocjonującym rozdziałem w książce jest opis ofiar zamachu, którzy są przewożeni karetkami na izbę przyjęć. Widzimy jak Amin (nie wiedząc jeszcze kto popełnił ten okrutny czyn) reanimuje ofiary, wyciąga odłamki szkła z ciał dzieci i empatycznie uspokaja jednego pacjenta, który odmawia przyjmowania pomocy od kogoś, kogo uważa za wroga (Araba). Pełny zasięg eksplozji emocji pojawia się dopiero wtedy, gdy Amin wraca do domu, wyczerpany, tylko po to, by zostać wezwanym z powrotem do szpitala, aby zidentyfikować ciało swojej żony – lub to, co pozostało z jej tułowia. Niedowierzanie ustępuje miejsca przerażeniu, gdy w skrzynce pocztowej pojawia się ostatni list od Sihem, wysłany z Betlejem. Życie, ambicje, wartości i przyjaźnie Amina rozpadają się. Pogrąża się w koszmarze pijaństwa i rozterki, w którym bada każde założenie dotyczące jego życia, narodowości i małżeństwa. Żydowska koleżanka Amina, doktor Kim Yehuda, próbuje go wyciągnąć z powrotem znad krawędzi szaleństwa. Jednak bohater próbuje odtworzyć ostatnią podróż Sihem z Tel Awiwu do Betlejem oraz z Betlejem do miejsca zamachu w Tel Awiwie. Podobnie jak inni bohaterowie thrillerów noir, które Yasmina Khadra, autor „Zamachu” zdaje się podziwiać, Amin jest wielokrotnie bity: przez Szin Bet[1], sąsiadów w Tel Awiwie i przez „bojowników” Hamasu w miastach Betlejem i Dżeninie na Zachodnim Brzegu, które w tym czasie było oblężone przez armię izraelską. Jest pouczany przez imamów i niedoszłych męczenników. Trzyma się zarówno swojego profesjonalizmu, jak i człowieczeństwa. Jedyna bitwa, w którą wierzył, to bitwa, którą toczy chirurg, a która polega na przywracaniu życia w miejscu, w którym śmierć postanowiła wykonać swoje podstępne manewry.

Podróż do Betlejem była ucieczką do przodu, a jego pseudomęstwo – oszukiwaniem samego siebie. Chciał stawić czoła doskonale zorganizowanej organizacji terrorystycznej, hartowanej przez lata spisków i aktów zbrojnych, organizacji, która była i nadal jest twardym orzechem do zgryzienia, nawet dla najlepszych agentów służb specjalnych Izraela. A jedyną bronią, którą posiadał, było poczucie krzywdy oszukanego męża i rozszalała, bezsilna wściekłość. W takim pojedynku nie ma miejsca na uczucia, a tym bardziej na rozczulanie się. Liczą się tylko działa, pasy wypchane materiałami wybuchowymi. Po spotkaniu z przywódcą religijnym oraz z dowódcami Hamasu nie przypuszczał, że proces rozkładu jest aż tak daleko posunięty, że szanse są aż tak nierówne. O nienawiść zatruwającą umysły po obu stronach, o upór, z jakim odmawiają porozumienia i trwanie w morderczym zapamiętaniu.

Niekwestionowanym atutem książki „Zamach” jest umiejętne pokazanie psychologii człowieka przeżywającego kryzys poznawczy. Obszerna paleta uczuć bohatera została plastycznie odmalowana – wstyd, szok, gniew, przerażenie – wszystkie one są przekonująco przedstawione w pierwszoosobowej narracji prowadzonej w czasie teraźniejszym, dzięki której czytelnik staje się poniekąd świadkiem epistemologicznych dociekań Amina. Tekst jest stylistycznie dość spokojny, brak w nim poetyckich uniesień, metafor czy wybuchającego fajerwerkami języka. Dzięki temu zabiegowi uwaga czytelnika skupiona zostaje na przeobrażeniach psychologii postaci. Pomimo wysokiego poziomu introspekcji (Amin jest świadomy agresji, która się w nim rodzi), bohater nie próbuje okiełznać negatywnych emocji i decyduje się na rozpaczliwe poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o motywacje żony. Psychologia nowo zrekrutowanej terrorystki została ukazana nader przekonująco, jej logika jest przejrzysta i widać, jak jej frustracja została przekuta w desperację. Poszukujący rozumowego wyjaśnienia czynu żony Amin paradoksalnie przeistacza się w Siham – postać silnie motywowaną emocjami i daleką od zdroworozsądkowej kalkulacji.

Autorowi udało się nie popaść w demagogię i tendencyjność z jednej strony, zaś z drugiej uniknął wykreowania świata o ograniczonym wachlarzu odcieni szarości. Sam czyn zamachu nie wskazuje palcem winnych terroryzmu ani dominującej sytuacji ekonomiczno-społecznej w Palestynie. Utwór przypomina mały traktat o moralności, na co wprost wskazują liczne rozważania głównego bohatera o tym, co słuszne, dozwolone i dobre, jak też – pośrednio – fabularne stawianie wszystkich postaci (również drugoplanowych) w obliczu niezmiernie trudnych decyzji. W tym egzystencjalnym piekle, w którym jedna ze stron konfliktu boi się iść do restauracji lub wsiąść do autobusu, a druga obawia się pocisków z moździerzy i buldożerów wojskowych, dobro okazuje się zjawiskiem niezwykle nieoczywistym i relatywnym, wiecznie zależnym od perspektywy, której nie sposób ujednolicić czy ustandaryzować. Pacyfistyczna w wymowie powieść sugeruje, że brak komunikacji i wzajemne niezrozumienie małżonków odzwierciedlają relacje między Izraelczykami i Palestyńczykami. W równaniu politycznym którąś ze stron zawsze toczy nienawiść, a ta, w świecie powieści oraz w świecie realnym przeradza się i tym sposobem błędne koło się zamyka.

W swojej istocie „Zamach" opowiada o zaufaniu – fundamencie każdej dobrej relacji, czy to osobistej, czy politycznej. Książka Yasmina Khadra pokazuje, jak poważne mogą być konsekwencje, gdy zaufanie zostaje zdradzone lub, co gorsza, okazuje się, że nigdy go nie było. Amin został pozbawiony wolności, bez kochającej żony i bez poczucia swojego miejsca w społeczeństwie izraelskim czy palestyńskim. Książka zaczyna się i kończy krwawym izraelskim atakiem w Dżeninie i przedstawia palestyński opór wobec izraelskiej inwazji na Zachodni Brzeg w kwietniu 2002 roku;  podczas operacji „Tarcza Obronna", która była odpowiedzią Izraela na serię niszczycielskich ataków terrorystycznych. Na przykład po ataku na Seder paschalny w hotelu w Netanji, w którym zginęło 30 osób, a 140 zostało rannych.

 

 

           

 

 


[1] Szin Bet (שב) –  izraelska służba specjalna, odpowiedzialna za kontrwywiad i bezpieczeństwo wewnętrzne.