19 czerwca 2020

Świat według Garpa


      „Świat według Garpa”

John Irving
Autor/ (ur. 2 marca 1942 w Exeter, New Hampshire, USA) – amerykański pisarz i scenarzysta filmowy. Laureat Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany do filmu „Wbrew regułom” (1999) Lasse Hallströma, nakręconego na podstawie własnej powieści „Regulamin tłoczni win”. Zagrał epizodyczne role w filmach „Świat według Garpa” i „Wbrew regułom”.
Tłumaczenie/  Zofia Uhrynowska-Hanasz
Tytuł oryginału/ an-us „The World According to Garp”
Tematyka/ Świetnie wykreowani bohaterowie oraz mnogość wątków – oto główne atuty „Świata według Garpa”. Tak naprawdę ciężko jest podsumować w jednym zdaniu, o czym jest ta książka: studium wynaturzenia i rodzącej się patologii, przejmująca historia wyzwolonej seksualnie feministki, której decyzje zaważyły na losach potomka, opowieść o męskiej żądzy zemsty lub o tragicznej śmierci dziecka... „Świat według Garpa” to powieść o życiu w jego najróżniejszych odcieniach: zarówno tych radosnych, jak i głównie smutnych, przynoszących ból i cierpienie.
Główny motyw/ W roku 1944 do szpitala trafia ciężko ranny członek załogi bombowca, szeregowy Garp. Zaczyna się nim opiekować pielęgniarka Jenny Fields, zagorzała feministka, która nie potrzebuje w życiu mężczyzn, żeby być szczęśliwa. Pragnie jednak ze wszystkich sił mieć dziecko, więc w bardzo niecodziennych okolicznościach dochodzi do aktu seksualnego między pielęgniarką Fields a żołnierzem Garpem, który niedługo potem umiera, a na świat przychodzi jego syn - S.T. Garp. Mały Garp wychowuje się bez ojca w szkole z internatem, gdzie pracuje jego matka. Dojrzewa i rozwija się pod jej czujnym okiem. Najpierw zostaje zapaśnikiem. Potem poznaje Helen Holm, miłość swojego życia, z którą się wkrótce pobierze. W międzyczasie zostaje pisarzem, tworzy pierwszą powieść zafascynowany pewnym austriackim literatem, potem pisze kolejne, płodzi dzieci, żyje z Helen, romansuje i poznaje świat, który na długo ma zapamiętać tego wyjątkowego człowieka.
Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„Ludzie są nielogiczni (…)”.
„Ale cóż, dzieci nieślubne to mimo wszystko też dzieci”.
„W społeczności tak niewielkiej jak Steering wieści rozchodzą się szybciej niż liszaj”.
„Dziękuję panu bardzo, ale ja nie urodziłem się nikim szczególnym”.
„Częścią dojrzewania jest uczucie, że w twoim otoczeniu nie ma nikogo, kto byłby na tyle do ciebie podobny, żeby cię rozumieć”.
„(…) być może cała Europa to nic innego jak wystrojone zwłoki w otwartej trumnie”.
„Śmierć przychodzi na każdego”.
„(…) znaczna część historii jej życia to zarazem historia jego życia (…)”.
„I tylko dzięki sile pamięci zmarli pozostają na zawsze żywi; sprawą pisarza jest, by jego wyobrażenia miały charakter na tyle osobisty, żeby fikcja zachowała żywość naszych własnych wspomnień”.
„Wiele par żyje ze sobą i dopiero po jakimś czasie odkrywa, że się nie kochają; niektóre pary nigdy nie robią takiego odkrycia. Inni pobierają się i ta wiadomość dociera do nich często w zupełnie nieodpowiednim momencie życia”.
„Świat jest opętany żądzą”.
„To tak jakby roślina wypowiadała się o mechanizmach działań ssaków”.
„(…) człowiek rozwija się tylko, kończąc jedno, a zaczynając drugie”.
„Kobieta, która nie wie, co to pociąg płciowy, pozwala sobie pouczać innych, co ma znaczenie ogólniejsze, a co nie. Jest jak papież, który ślubuje czystość, podejmując w imieniu milionów decyzje na temat wstrzemięźliwości. Świat jest naprawdę szalony”.
„Są pewne drobiazgi, zarówno jeśli chodzi o gotowanie jak i pisanie, których nie można przyspieszyć”.
„Nie było takiej osoby wśród dzwoniących, którą bałby się obrazić jeden z przywilejów osoby niepracującej”.
„Sztuka jeszcze nikomu nie pomogła. Ludzie nie mają z niej konkretnego pożytku: nie mogą jej zjeść, nie zastąpi im mieszkania ani pożywienia, a jeśli są chorzy, nie jest w stanie ich uleczyć”.
„Co za dziwny instynkt każe ludziom zawsze oczekiwać, że coś się stanie? Wystarczy tylko zacząć historię o jakimś człowieku czy o psie, a coś koniecznie musi się stać”.
„Zawsze jest dość czasu na zadanie ran, jeśli się wie, gdzie są stare blizny”.
„Nigdy nie przypuszczałam, jakie to świnie z tych mężczyzn, dopóki nie zostałam kobietą”.
„Należała do kobiet, na które nawet na przystanku autobusowym spogląda się tylko do chwili dopóki one nie odwzajemnią spojrzenia”.
„Ostatecznie istnieją różne stopnie głupoty, jak i wszystkiego innego”.
„Śmierć najwyraźniej nie lubi czekać, aż będziemy na nią przygotowani. Śmierć jest sybarytką i kiedy może, wygrywa efekty teatralne”.
„Epilog to w gruncie rzeczy ostrzeżenie na przyszłość, ukryte pod pozorem omawiania przeszłości”.
„Powieściopisarz jest jak lekarz, który widzi tylko przypadki beznadziejne”.
„Ale w świecie według Garpa wszyscy jesteśmy przypadkami beznadziejnymi”.

Powieść „Świat według Garpa” tak naprawdę dotyczy tematu polaryzacji płci. Jest to także opowieść o mężczyznach i kobietach, którzy się od siebie oddalają. Spójrzmy na fabułę: niezwykła, choć szczera kobieta (matka Garpa, Jenny Fields) zostaje zabita przez szalonego mężczyznę, który nienawidzi kobiet; także jej syn Garp zostaje zamordowany przez szaloną kobietę, która nienawidzi mężczyzn. Ale kiedy Irving poprosił swojego wówczas dwunastoletniego syna, Colina, o przeczytanie książki w formie rękopisu, chłopiec zrozumiał ją zupełnie inaczej. Powiedział swojemu ojcu, że opowiada ona o ludziach, którzy boją się śmierci. Może, dokładniej, książka pokazuje nasz lęk o śmierć swoich najbliższych lub kogokolwiek innego, kogo kochamy. Powieści Johna Irvinga to mieszanka postaci, emocji i problemów politycznych, co w połączeniu z bardzo silnym pędem narracyjnym sprawia, że są interesujące i zachęcają do czytania innych dzieł tego autora.
Matka Garpa, Jenny Fields, reprezentuje pod wieloma względami „zdrową” i zarówno „niezdrową” ideę feminizmu, w której równe prawa dla mężczyzn i kobiet są najważniejsze, promuje społeczeństwo, w którym kobiety mogą wybrać sposób, w jaki chcą żyć według własnej hierarchii wartości. Jej „filozofia” życiowa opierała się na autentycznej wierze w indywidualizm; ma bardzo silne przekonanie o znaczeniu wolności osobistej. Niemniej jednak jej poglądy na feminizm obejmują także przekonania, że mężczyźni kierują się tylko pożądaniem i są bardziej agresywni od kobiet. Ten jeden z jej skrajnych punktów widzenia, sprawia, że jej feminizm wydaje się ekstremalny, i choć wiele kobiet przyjmuje ten koncept, to zarówno mężczyźni i kobiety traktują ją z nieufnością. Przedstawienie feminizmu przez Irvinga obejmuje kilka innych kobiecych postaci. Na przykład Helen Holm, żona Garpa, reprezentuje wizję nowoczesnej, niezależnej kobiety, która odgrywa tradycyjną męską rolę w ich związku; ona pracuje i rozwija swoją karierę, podczas gdy Garp zajmuje się domem.
            Książka przedstawia kobiety jako ofiary patriarchatu, a mężczyzn jako jego twórców, co nieuchronnie prowadzi do skrajności i jest fundamentem, na którym opiera się ideologia feministyczna. W „Świecie według Garpa” kobiety te są reprezentowane przez jamesjanki, kobiety, które chirurgicznie usunęły swoje języki w proteście przeciwko gwałtowi na młodej Ellen James. Jamesjanki widzą wszystko w „czerni i bieli”, reprezentują przy tym bardzo radykalną ideę feminizmu, w której wszyscy mężczyźni są postrzegani, jako wrogowie; Jamesjanki nie dążą do powstania sprawiedliwego społeczeństwa, ale raczej do społeczeństwa opartego na wyższości kobiet, w którym mężczyźni są postrzegani, jako podgatunek i najlepiej, gdy są wykluczeni ze zbiorowości kobiet. Ogromną rolę w książce Irvinga pełni seksualność i dylematy moralne z nią związane. Autor odsłania mroczną stronę ludzkiej natury i wywleka z duszy pragnienia, które na co dzień chowamy w najgłębszych zakamarkach swojej podświadomości. Pojawia się też problem odmiennych orientacji i transseksualizmu, reprezentowany w historii przez sympatyczną postać Roberty Muldoon, co na owe czasy było dość śmiałym posunięciem. Jednak najistotniejsza dla fabuły jest wspomniana już wcześniej grupa jamesjanek – kobiet, które rozpętują świętą wojnę przeciw mężczyznom w imię brutalnie zgwałconej dziewczynki, której zwyrodnialcy obcięli język. Ten skrajny odłam ruchu feministycznego, działający wbrew woli swojej ikony, jest wyraźnie potępiany na kartach książki.  Możemy się nie zgadzać z powieścią Irvinga, twierdząc, że wzmacnia ona uprzedzenia zarówno wobec feministek, jak i mężczyzn, ale w odniesieniu do oczywistej przesady daje cenny wgląd w to, jak powstaje skrajny feminizm, a także radykalny antyfeminizm. John Irving twierdzi, że „Świat według Garpa” skupia się na niebezpieczeństwie i absurdzie widzenia wszystkiego przez „fanatyczne okulary”. Warto również dostrzec w książce postacie, które nie głoszą ekstremalnych poglądów, ale faktycznie przedstawiają nowoczesny pogląd na feminizm z przestrzenią dla różnych opinii i głosów, obszar w którym  mężczyźni także są częścią walki o równe prawa dla kobiet.
W „Świecie według Garpa” John Irving wspomina, że kobiety były dyskryminowane przez całą historię ludzkości, a tym samym uzasadnia i wyjaśnia, że ruchy feministyczne powstały, ponieważ w przeszłości dochodziło do ogromnej niesprawiedliwości wobec kobiet i że istnieje wciąż wiele odcieni dyskryminacji w wielu dziedzinach życia społecznego. W „Świecie według Garpa” te niesprawiedliwości zostały wykazane już, gdy opisano, jak powstała szkoła w Steering. Kobiety zostały wykluczone z bardzo ważnej części rozwoju społecznego, jaką jest zdobywanie wykształcenia, ponieważ odmawiano im odpowiedniego dostępu do wyższego poziomu edukacyjnego. Na dłuższą metę ta dyskryminacja pozbawiała kobiety znaczącego wpływu na swoje życie. Oczywiście te niesprawiedliwości w przeszłości wywoływały u nich poczucie dyskryminacji i gniewu, ale z marnym skutkiem. Ten fakt został dodatkowo pokazany na kartach książki, gdy ojciec Helen Holm przenosi się do pracy w  Steering w nadziei, że jego inteligentna córka otrzyma dobre wykształcenie, ponieważ dzieci nauczycieli miały zapewnioną bezpłatną naukę w szkole w której pracują. Jednak Ernie Holm nie zorientował się, że edukacja w tej szkole jest przeznaczona wyłącznie dla chłopców, dlatego jego córka była zmuszona uczęszczać do jeszcze gorszej szkoły publicznej niż do tej pory chodziła. W książce jest oczywiste, że Helen Holm nigdy tak naprawdę nie wybaczy szkole w Steering pozbawienia jej dostępu do wykształcenia. Bardzo niechętnie przyjeżdża po latach pracować tam, jako nauczycielka, i nalega, aby jej epitafium na nagrobku przedstawiało bardzo zdeterminowany feministyczny punkt widzenia i krytykę systemu, który wpłynął na gorsze traktowanie kobiet w czasach jej młodości.
W „Świecie według Garpa” gwałt na Ellen James jest bardzo znaczący, ponieważ symbolizuje ucisk seksualny i potrzebę uciszenia wszystkich kobiet: „Dwóch mężczyzn zgwałciło ją, gdy miała jedenaście lat... Potem odcięli jej język, więc nie mogła powiedzieć nikomu, kim oni byli ani jak wyglądali”. Okaleczenie młodej Ellen James jest w książce oczywiście aktem symbolicznym i środkiem do zademonstrowania męskiej władzy nad kobietami, zastosowanym, aby się „uciszyły”, były posłuszne i by z pokorą akceptowały swój los. Jednak te okrutne działania przyniosły zupełnie odwrotny skutek, ponieważ cierpienie Ellen James zainspirowało do walki o prawa kobiet obywateli w całym kraju. Zaczęły powstawać grupy i stowarzyszenia kobiet, które chirurgicznie usuwały sobie języki, by w ten okrutny sposób solidaryzować się z gwałconymi kobietami, a także zwrócić uwagę polityków i społeczeństwa na problem przemocy wobec kobiet. Garp, na którego również miała wpływ sprawa Ellen James, zaangażował się w pościg za gwałcicielem. Kiedy biegał w parku, spotkał małą dziewczynkę, mającą zaledwie dziesięć lat, która kilka minut wcześniej była napastowana przez mężczyznę. Sytuacja doprowadziła Garpa do szaleństwa dogonił gwałciciela, skutecznie go obezwładnił i przekazał go policji. Następne wydarzenie związane z destrukcyjną formą seksualności, ma miejsce podczas wypadku, w którym jego jeden syn Walt umiera, a drugi syn Duncan traci jedno oko. Te smutne okoliczności zmuszają Garpa do napisania powieści pełnej przemocy, śmierci i nadużyć seksualnych. 

Ponadto Jenny Fields głosi prawo kobiet do decydowania o własnym ciele, twierdzi, że kobiety mają prawo do posiadania dzieci bez mężczyzn. Oczywiście pomysł Jenny na idealną sytuację, w której można posiadać dziecko bez żadnych zobowiązań, należy uznać za bardzo kontrowersyjny w latach 40. XX wieku, kiedy sama była zaangażowana w poczęcie swojego syna. Sposób, w jaki Garp został spłodzony, obecnie również nazwalibyśmy gwałtem. Nie zostało to opisane, jako akt przemocy, ale biorąc pod uwagę, że ojciec Garpa to niczego nieświadomy pacjent w szpitalu, który nie mógł mówić, bronić się ani decydować o swoim ojcostwie, możemy tak interpretować to wydarzenie. Gdyby w tej sytuacji role zostały odwrócone, zbliżenie to zdecydowanie zostałoby nazwane przestępstwem. Jednak wiele kobiet z zadowoleniem przyjęło pomysły, które chciała wprowadzić w życie Amerykanek Jenny, w wyniku czego została rzeczniczką wolności dla kobiet w całym kraju. W tym miejscu Irving określa potrzebę głosu feministycznego, który umożliwiłby kobietom swobodne wyrażanie siebie i podejmowanie własnych decyzji w swoim życiu, niezależnie od opinii polityków i konserwatywnego społeczeństwa. Chociaż Jenny nie chciała być wzorem do naśladowania i nigdy nie nazywała się feministką, jej pomysły były na owe czasy rewolucyjne.
Oprócz Jenny Fields, Irving przedstawia w książce inne kobiety o niezależnych cechach osobowości. Żona Garpa, Helen Holm, także reprezentuje nowoczesną kobietę, dla której ważne są wartości feministyczne. Chociaż nie jest naturalną przywódczynią ani nie angażuje się tak stanowczo w walkę o prawa kobiet, jak Jenny, Helen jest kobietą, która samodzielnie podejmuje decyzje życiowe i sama decyduje, jak chce żyć. Od samego początku była świadoma, że ​​jeśli wyjdzie za mąż to na pewno za mężczyznę, który będzie pisarzem. Co ciekawe, na początku odmawia poślubienia Garpa, dając mu warunek, że dopóki nie opublikuje swojej pierwszej powieści, ona nie zostanie jego żoną. Jednak, gdy Helen Holm decyduje się na romans z jednym ze swoich uczniów, jej niewierność niczym w antycznym dramacie jest surowo ukarana. Sam Garp, kiedy dowiaduje się o jej romansie, nalega, aby natychmiast go zakończyła. Gdy kochanek Helen, Michael Milton, chce ją zobaczyć ostatni raz, mamy wrażenie, że gdzieś w kuluarach powieści odbywa się walka boskich zwolenników i przeciwników tej postaci kobiecej. Helen nie chce wpuścić kochanka do domu, więc nalega on, żeby usiedli w jego samochodzie, zaparkowanym na podjeździe. Nie jest im dane spokojnie zakończyć swoich spraw - Garp specjalnie doprowadza do stłuczki, która kończy się w tragiczny sposób. W jej następstwie umiera syn małżeństwa, a drugi traci jedno oko, co jest największą karą dla ich matki za romans. Zauważmy, że to wydarzenie w pewnym sensie usuwa wszystkie pozamałżeńskie zdrady Garpa z naszego pola widzenia. Chociaż promowanie odwróconych ról domowych przez Irvinga jest dość nowoczesne, spogląda on potępiająco na seksualność kobiet, a seksualność mężczyzn ostatecznie postrzega jako normę.
Dość barwną postacią w książce jest Roberta Muldoon, która wcześniej była potężnie zbudowanym graczem filadelfijskich „Orłów”. Po operacyjnej zmianie płci (i imienia) zaprzyjaźnia się z rodziną Garpa. Z głównym bohaterem dzieli podobne, specyficzne poczucie humoru. Jej atletyczna budowa i ekscentryczne zachowanie zwracały powszechną uwagę otoczenia. Miała w zwyczaju brać przyjaciół w „niedźwiedzi uścisk". Zarządzała Fundacją Fields oraz cieszyła się wielkim uznaniem społeczności Dog’s Head Harbour. Uważała, że potrafi doskonale wyczuwać zarówno próżność mężczyzny, jak i niepokoje kobiet w wieku średnim – „teraz zawsze wiem, co mężczyzna ma zamiar powiedzieć, zanim jeszcze otworzy usta”. John Irving używa Jenny i Garpa, jako przykład ludzi, którzy działają poza oczekiwanymi rolami płciowymi, ale najbardziej wyrazistym przykładem przełamywania granic płci jest właśnie Roberta Muldoon. Irving używa jej do zademonstrowania nie tylko zatarcia granic płci, ale także uprzedzeń seksualnych. Roberta reprezentuje stereotypowe cechy kobiet: jest uwodzicielska, opiekuńcza i współczująca, ale też przejawia szablonowe atrybuty mężczyzn: obrońców ogniska domowego, silnych i agresywnych fizycznie. Autor zmusza czytelnika do kwestionowania tego, co myślą o seksie bohaterowie, jak i sami czytelnicy. Temat ten używany jest w książce jak i w życiu jako przykład ilustrujący stereotypowe różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami. Najbardziej stabilną emocjonalnie i rozsądną postacią jest właśnie transseksualistka Roberta Muldoon. Jest to dość nieoczekiwany pomysł autora, ponieważ do tej pory postaci transpłciowe ukazywane były w literaturze i filmie tylko po to, aby zaszokować czytelnika lub widza, pokazywani byli tylko jako „zboczeńcy” lub dziwacy. Co ciekawe, Roberta w książce Irvinga ma najmniej zmartwień osobistych i nierozwiązanych problemów emocjonalnych, jej osoba pokazuje, że zmiana płci i orientacji seksualnej pozwalała jej lepiej rozumieć mężczyzn i kobiety. Po przybyciu do domu Jenny Fields, dotrzymuje towarzystwa innym poszkodowanym kobietom, szybko staje się ich zaufaną doradczynią i powierniczką.
Garp podziela lęki, jakie odczuwają wszyscy rodzice na świecie oraz rozumie strach o bezpieczeństwo swoich dzieci. Wobec całej przemocy, agresywnego seksu i zniszczeń na świecie, Irving zadaje pytania w jaki sposób rodzic może być pewny tego, że jego dziecko dorośnie we właściwym środowisku? Obawy Garpa wydają się odzwierciedlać obawy samego autora, Johna Irvinga, ale także obawy Amerykanów. Ludzie chcą pocieszyć się wiedzą, że następne pokolenie będzie żyć w świecie bezpiecznym, opierając się o wartości, które przekazali im ich rodzice.
Charakterystyczne dla twórczości Irvinga jest to, że jego bohaterowie są ofiarami własnej wrażliwości i dramatów rodzinnych, na które nie mają najmniejszego wpływu: „Zrozumiałem dość wcześnie, że życiem ludzkim rządzi przypadek. W swoim czasie ciekawy byłem, jak to jest na wojnie i bardzo byłem rozczarowany, że ominął mnie Wietnam moja dziewczyna przypadkiem zaszła w ciążę i wcześnie zostałem mężem i ojcem. Po kilku latach, kiedy wielu moich kolegów ze szkoły wojskowej, uczestników wojny w Wietnamie, leżało już w grobie, zrozumiałem, że pomiędzy mną a okropnościami wojny stanął tylko przypadek, który być może zadecydował o całym moim życiu” mówił pisarz. „Świat według Garpa” to komiczna i współczująca powieść o dojrzewaniu, dzięki której John Irving stał się jednym z najbardziej pomysłowych pisarzy swojego pokolenia. Światowy bestseller od czasu swojej publikacji w 1978 roku nadal jest aktualny i czytany przez następne pokolenia czytelników. Książka została zekranizowana w 1982 roku w reżyserii George'a Roya Hilla z udziałem Robina Williamsa w tytułowej roli. Za swoje role John Lithgow i Glenn Close byli odpowiednio nominowani do nagrody dla najlepszego aktora i aktorki drugoplanowej. „Dziwactwo zwane życiem” – taki oto tytuł mogłaby nosić książka Johna Irvinga, ponieważ „(…) w świecie według Garpa wszyscy jesteśmy przypadkami beznadziejnymi”.
     
           





06 czerwca 2020

Solaris


„Solaris”


Stanisław Lem

Autor/ (ur. 12 lub 13 września 1921 we Lwowie, zm. 27 marca 2006 w Krakowie) – polski pisarz science fiction, filozof i futurolog oraz krytyk. Jego twórczość porusza tematy takie jak: rozwój nauki i techniki, natura ludzka, możliwość porozumienia się istot inteligentnych czy miejsce człowieka we Wszechświecie. Dzieła Lema zawierają odniesienia do stanu współczesnego społeczeństwa i refleksje naukowo-filozoficzne na jego temat.

Tematyka/ Historia opisana w „Solaris”, w zasadzie dość prosta i zwięzła, obnaża naturę ludzką w sposób niemalże bezwzględny. Im dalej zagłębiamy się w powieść, im bliżej przyglądamy się działaniom bohaterów, tym mocniej rysują się nasze, jako gatunku i społeczeństwa, cechy charakterystyczne, które niestety nie zawsze są piękne. „Goście” odwiedzający mieszkańców stacji, jak i oni sami pod ich wpływem, stają się lustrami, w których bez upiększeń oglądamy sami siebie. Mimo to Lem nie osądza rodzaju ludzkiego - pozwala byśmy zrobili to sami, zaglądając w głąb siebie, odnajdując w sobie cechy bohaterów, przyznając się do wad, ale również do zalet.

Główny motyw/ Psycholog Kris Kelvin ląduje na stacji badawczej, zbudowanej na odległej planecie, po to, by poznać sposób funkcjonowania zalewającego ją niemal w całości oceanu, będącego w istocie jednym olbrzymim organizmem. Dwaj naukowcy, których psycholog zastaje na placówce, znajdują się na krawędzi szaleństwa. Ciało trzeciego z nich, samobójcy i niegdysiejszego mentora głównego bohatera, spoczywa w chłodni. Wkrótce i Kelvin zaczyna podejrzewać sam siebie o zaburzenia psychiczne, kiedy materializuje się przed nim fantom tragicznie zmarłej żony, Harey. Pojawienie się owych postaci - widm, symbolizujących zmaterializowane psychologiczne projekcje, reprezentujących najboleśniejsze i najbardziej wstydliwe tajemnice osobowości naukowców, jest skutkiem działań solaryjskiego oceanu.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Jak możecie się porozumieć z oceanem, jeżeli nie potraficie już tego uczynić między sobą?”.

„Czasem jest się błaznem mimo woli”.

„Nie chodzi o to, co chcę, tylko o to, co jest możliwe”.

„Każdej nauce towarzyszy zawsze jakaś pseudonauka, jej dziwaczne wykoślawienie w umysłach pewnego typu; astronomia ma swego karykaturzystę w astrologii, chemia miała ją kiedyś w alchemii, zrozumiałem więc, że narodzinom solarystyki towarzyszyła istna eksplozja myślowych dziwolągów (…)”.

„Ludzie wielkich zdolności i wielkiej siły charakteru rodzą się mniej więcej ze stałą częstością, niejednakowy jest tylko ich wybór”.

„Każdy z nas wie, że jest istotą materialną, podległą prawom fizjologii i fizyki i że siła wszystkich razem wziętych naszych uczuć nie może walczyć z tymi prawami, może ich tylko nienawidzić”.

„Odwieczna wiara zakochanych i poetów z potęgą miłości, która jest trwalsza niż śmierć, owo ścigające nas przez wieki >finis vitae sed non amoris< jest kłamstwem. Ale to kłamstwo jest tylko daremne, nie śmieszne”.

           
         Gatunek science fiction zawsze budził wiele kontrowersji. Dla wypowiadającego się zwykle bez ogródek polskiego pisarza, Stanisława Lema, który krytykował amerykańską science fiction za jej kiczowatą komercjalność. Ograniczenia tego nurtu literackiego były aż nadto oczywiste. Jak na ironię, jego powieść z 1961 roku pt. „Solaris”, stała się pozycją klasyczną gatunku i doczekała się aż dwóch adaptacji filmowych (Andreja Tarkowskiego w 1972 roku i Stevena Soderbergha w 2002 roku). Zgodnie z przewidywaniami, Lem skrytykował obie wersje. Część otwierającą „Solaris” czyta się jak akademicki podręcznik. Jest to opis zakończonych niepowodzeniem prób skontaktowania się z obcą istotą, żyjącą na tytułowej planecie. Solaris jest pokryta przypominającym ocean organizmem, obdarzonym inteligencją przechytrzającą badających ją naukowców. Wszelkie próby teoretyzowania na jej temat okazują się projekcją własnych przekonań uczonych, a przeprowadzane eksperymenty ujawniają psychiczną słabość eksperymentatorów. Bohater książki, Kris Kelvin, prześladowany jest przez istotę stworzoną przez Solaris, będącą odwzorowaniem jego kochanki, która popełniła samobójstwo. Innych bohaterów w podobny sposób prześladują ich własne koszmary. Wersje filmowe książki, znane i na ogół dobrze przyjęte, skupiają się niemal wyłącznie na jej elementach psychologicznych, natomiast samego Stanisława Lema zdecydowanie bardziej interesowała strona naukowa. Żaden film nie jest w stanie oddać beznamiętnego, akademickiego języka, jakim opisane zostały niewyjaśnione zjawiska zaobserwowane na planecie, których nasi bohaterowie nie mają nawet nadziei zrozumieć. Opisując całkowitą obcość i niezrozumiałość istoty odkrytej we wszechświecie, Lem tworzy literacką hybrydę – skrzyżowanie Franza Kafki z Aldousem Huxleyem. Ta nowa, nieznana dotąd mutacja science fiction przykuwa uwagę dlatego, że nie poddaje się prostym interpretacjom.
            Wyobraźmy sobie planetę, która swoją niezwykłością pobija wszystko, co do tej pory znaliśmy. Co więcej, nigdy nawet nie przyszłoby nam do głowy, że coś takiego może istnieć. Solaris – kolos niemal całkiem pokryty niezwykłym, cytoplazmatycznym oceanem, który zdaje się żyć własnym życiem – budzi skrajne emocje wśród całych pokoleń badaczy pragnących zgłębić jej tajemnice. Niezliczona ilość testów przeprowadzanych przez dziesięciolecia i powstałych teorii nie dała jednoznacznej odpowiedzi na najważniejsze pytania. Czy ocean, a może nawet cała planeta, jest istotą żywą, myślącą? Czy to, co dzieje się na jej powierzchni, jest kwestią przypadku, czy działaniem celowym? Czy jest to pierwszy kontakt z inteligentną formą życia pozaziemskiego? Czy uda się z nią porozumieć? Po wielu latach i braku większych efektów entuzjazm przycicha, a stacja badawcza zawieszona tuż nad powierzchnią Oceanu się wyludnia. Psycholog Kris Kelvin, który od zawsze zafascynowany był Solaris, przybywa na stację na zaproszenie swojego przyjaciela i mentora (a także obecnego szefa placówki), doktora Gibariana. Nie do końca wie, w jakim celu został wezwany, a to, co zastaje na miejscu, zupełnie odbiega od jego wyobrażeń. Wszędzie panuje chaos i atmosfera psychozy. Dwóch pozostałych badaczy – Snaut i Santorius – zdaje się pogrążać w szaleństwie, Gibarian odebrał sobie życie, (czym dwaj pozostali zdają się nie przejmować), a sama stacja staje się miejscem wizyt niezwykłych gości. Kris bardzo szybko doświadcza owych odwiedzin na własnej skórze, co budzi w nim zarówno strach i niedowierzanie, jak i nadzieję oraz radość. Kim są i skąd przybywają „obcy”, odwiedzający stację kosmiczną? Jakie są ich zamiary? Ile wspólnego mają ze swoimi ludzkimi pierwowzorami? Czy stworzono ich jako formę kary za nasze błędy? A może są próbą porozumienia się odebraną wprost z naszej podświadomości i wysłaną ku nam jako posłaniec dobrej woli, odpowiedzią na dręczące nas poczucie winy i pragnienia, które ukrywamy nawet przed samymi sobą?

Eksploracja źródeł – to chyba najbardziej powszechny, jak i zapewne najbardziej zrozumiały powód nawiązywania do osobistej przeszłości podczas terapii psychoanalitycznej. Opiera się on na założeniu, że nasze aktualne problemy psychologiczne wynikają nie tylko z warunków zewnętrznych (choć często są one obiektywnie trudne – jak śmierć bliskiej osoby czy rozstanie), ale też – a może przede wszystkim – z utrwalonych w naszej psychice mechanizmów. Te zaś w dużej mierze ukształtowane są przez przeszłe doświadczenia. Eksploracja źródeł i rozpoznanie ich znaczenia umożliwia lepsze zrozumienie aktualnie działających wewnętrznych tendencji i schematów, które z kolei determinują nasze funkcjonowanie w obecnym życiu. Poznanie ich jest więc bardzo pomocne w korygowaniu tych mechanizmów oraz tworzy okazję do głębokiej transformacji schematów (na przykład rezygnowania z dziecięcych misji czy pragnień) oraz do zmiany perspektywy. Wielu z nas nie widzi sensu w opowiadaniu o przeszłości, sądząc, że nikt nie zrozumie naszych doświadczeń tak dobrze (a co dopiero lepiej), jak my sami, bo przecież to my je przeżyliśmy. Wszak nie tylko w chorobie, ale i w najnormalniejszym śnie zdarza się, że rozmawiamy z nieznanymi nam na jawie osobami, że zadajemy tym śnionym postaciom pytania i słyszymy ich odpowiedzi. Choć osoby te są w istocie tylko płodami naszej własnej psychiki, niejako wyosobnionymi czasowo jej pseudosamodzielnymi częściami, to nie wiemy, jakie słowa padną z ich ust dopóty, dopóki się (w owym śnie) nie odezwą do nas. A przecież naprawdę są to słowa spreparowane przez tamtą, wyodrębnioną część naszego własnego umysłu, a zatem powinniśmy je znać już w chwili, kiedyśmy je sami wymyślili, aby włożyć je w usta fikcyjnej postaci. Cokolwiek byśmy zatem zaplanowali i urzeczywistnili, zawsze możemy sobie powiedzieć, że postąpiliśmy tak właśnie, jak postępuje się we śnie.
            Solaris nieustannie sprzeciwia się nie tylko zrozumieniu, ale i analizie. Czy ocean ma świadomość, że to robi? Wysiłki naukowców na rzecz wyjaśnienia tych zjawisk były nieustannie poddawane antropomorfizmowi. Informacje na temat planety (oceanu?) i niektórych poprzednich ekspedycji zyskujemy z kilku raportów, czytanych przez Kelvina. To z nich dowiadujemy się, że poprzez spotkania z oceanem Solaris człowiek otrzymuje wgląd w te cechy, które przed sobą ukrywa. Każdy przychodzący „gość” jest fantomem, złożonym z bezładnej mieszaniny wspomnień i obrazów, zaczerpniętych z podświadomości pracowników stacji kosmicznej. Im dłużej „goście” przebywają na stacji, tym bardziej się uczłowieczają.
 W wersji filmowej „Solaris” z 2002 roku reżyser Steven Soderbergh posłużył się wierszem Thomasa Dylana „A śmierć utraci swoją władzę”:
„A śmierć utraci swoją władzę.
Nadzy umarli będą jednym
Z człowiekiem pod zachodnim księżycem i w wietrze;
Gdy spróchnieją ich kości do czysta obrane,
Będą im świecić gwiazdy u łokcia i stopy;
Chociaż szaleni, odzyskają rozum,
Powstaną chociaż potonęli w morzu;
Choć zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć utraci swoją władzę

A śmierć utraci swoją władzę.
Ci, którzy pod wirami morza
Leżeli długo, też nie umrą z wiatrem;
Rozrywani przez konie, gdy pękają ścięgna,
Łamani kołem nie złamią się jednak;
Wiara w ich dłoniach na pół się przełamie
I na wskroś przemknie przez ich zło o jednym rogu;
Choć końce się rozszczepią, oni wytrzymają;
A śmierć utraci swoją władzę.

A śmierć utraci swoją władzę.
Mewy nie będą krzyczeć przy ich uchu
Ani fala na brzegu z hukiem się nie złamie;
Gdzie zakwitł kwiat, nie będzie wolno kwiatom
Podnosić głowy pod razami deszczu;
Chociaż będą szaleni i martwi jak głazy,
Przez stokrotki litery bytu się przebiją;
Łamani będą w słońcu, aż słońce się złamie
A śmierć utraci swoją władzę”.
Dlaczego wspominam ten wiersz? Rozmaite interpretacje powieści siłą rzeczy są sprzęgnięte z prymarnym wątkiem fabularnym, jakim jest romans Kelvina i Harey. Maciej Płaza słusznie zauważa, że „Solaris” pozbawiona wątku miłosnego byłaby właściwe repliką borgesowskiej „Biblioteki Babel” – czystym poznawczym mitem pokazującym ograniczenia i niewystarczalność poznania, metafizyczne niezaspokojenie człowieka szukającego sensu istnienia i sensu Kosmosu. Tymczasem poprzez historię Kelvina i Harey ukazane zostaje również doświadczenie indywidualne, dramat egzystencji podmiotu uwikłanego w ponadjednostkowy, niekończący się proces poznania. Jednym z istotnych jego wymiarów na Solaris jest wymiar cielesny. Cielesność jest w wewnętrznym świecie powieści silnie spowinowacona z kategorią pamięci. Nie może być inaczej, gdyż kobieta, którą spotyka na solaryjskiej stacji bohater, jest sobowtórem, kopią stworzoną przez Ocean na wzór prawdziwej Harey. Kelvin bierze na siebie winę za samobójczą śmierć ukochanej, co staje się niezabliźnioną raną w jego psychice dlatego też w jego przypadku to właśnie Harey zostaje „wskrzeszona". Problemat cielesny rozpoczyna się już od rozpoznania samej struktury molekularnej bohaterki. Nie jest realną kobietą, lecz stworzonym z cząstek neutrinowych sobowtórem ziemskiej kobiety. Jednocześnie reprezentuje, więc „świat ludzi”, jak i „świat planety”, a w związku z tym również nieokreśloność, symbolizowaną przez samą Solaris. Można w związku z tym zaryzykować twierdzenie, że cielesność jest kategorią, od której należy wyprowadzać wszystkie domysły interpretacyjne. Takie odczytanie jest oczywiście bardzo bliskie dwudziestowiecznemu namysłowi nad rolą ciała. Nie jest już ono postrzegane w kulturze i filozofii, jako temat marginalny. Staje się jednym z centralnych, najczęściej poruszanych problemów w ramach różnych dyscyplin szczegółowych. Ciało jest punktem wyjścia w konstruktach filozoficznych, które przedefiniowały dotychczasowe i utrwalone w tradycji pojęcie „mieć ciało” na „być ciałem”. Innymi słowy: ludzka cielesność jest traktowana, jako źródło podmiotowości. Rozpoznawanie kobiety jako całkowicie nowej osoby odbywa się na poziomie somatycznym, intelektualnym, psychicznym i duchowym. Bohater wyznaje: „Moje ciało przyznawało się do niej, chciało jej, ciągnęło mnie do niej poza rozumem, poza argumentami i lękiem”. Jednak radykalna obcość jej fantomowego ciała, skądinąd doskonałego, początkowo budzi w nim odrazę. Wiedząc, iż nie jest to człowiek, Kelvin wyprowadza Harey do komory startowej, zamyka ją w małej rakietce i wystrzela na orbitę, biorąc „kosmiczny rozwód” z monstrum, które wytworzyła dla niego Solaris. Kiedy jednak Harey pojawia się ponownie – by tak rzec – w nowym swym egzemplarzu, nieświadoma niczego, co stało się z egzemplarzem pierwszym, kiedy dojrzewa i zyskuje świadomość, Kris, wiedząc, iż nie jest to człowiek, akceptuje jej niepojęte istnienie i odpowiada miłością. Stopniowo Harey uświadamia sobie, że jej związek z Kelvinem nie może przetrwać. Bierze na siebie odpowiedzialność za związek z mężczyzną – i postanawia raz na zawsze usunąć swe prawie nieśmiertelne ciało. Przy pomocy fizyka ze stacji dokonuje samounicestwienia. Podobnie jak w „Masce”, Lem konstruuje postać paradoksalną, która właśnie ciało interpretuje jednocześnie jako swoje, lecz także jako obce. Niesamowitość struktury cielesnej bohaterki staje się granicą niemożliwą do przekroczenia, gdyż nie istnieje dla niej życie „poza stacją”. Czy to jednak sprawia, że nie możemy traktować postaci Harey jako osoby? O podmiotowym statusie bohaterki świadczy jej własna pamięć, pamięć głównego bohatera, rozwój świadomości, ale przede wszystkim czyn o charakterze etycznym – samopoświęcenie dokonane w imię dobra drugiego człowieka. Początkowo kobieta kochała mężczyznę, ponieważ miłość ta wpisana była w „autentyczną” Harey. Jednakże „solaryjska wersja Harey” z czasem zaczyna kochać mężczyznę świadomie, już nie jako replika czyjejś osobowości, ale jako osobny byt. Harey staje się, więc „taką samą”, nie zaś „tą samą”. Kris również zdaje sobie sprawę, że uzyskanie rozwiązania, odpowiedzi nie będzie możliwe – nie dowie się, czemu służyły wszystkie rozgrywające się na stacji kosmicznej zdarzenia. Warto zauważyć, że dramatyczność sytuacji zostaje wyprowadzona od reminiscencji, na podstawie której kobieta zostaje zmaterializowana przez planetę, co z kolei przywołuje bolesne wspomnienia – można więc powiedzieć, że dramat solaryjskich kochanków jest dramatem samej pamięci, posiadającej moc sprawczą, która finalnie obraca się przeciwko niej samej. W „Solaris” kobieta poświęca się dla Kelvina – jej śmierć uwalnia go, sprawia, iż ten zostaje „przywrócony światu”.
            Warto zaznaczyć, że sen głównego bohatera ma w sobie wiele z typu literackiego snu, który A. Okopień-Sławińska określa, jako „model wizji poetyckiej”. W modelu tym najważniejsza jest właśnie struktura marzenia sennego oraz przebieg procesu śnienia. Opis snu staje się ekwiwalentem samego procesu tworzenia. W użytym przez Lema sposobie prezentacji sennego świata zanika sytuacyjny, czasowy i ideowy dystans podmiotu wobec drugiego badanego i badającego przedmiotu. Nie ma już żadnej „zewnętrznej perspektywy”. Do najważniejszych cech tego typu oniryczności zalicza badaczka: 
  • zacieranie odrębności i tożsamości poszczególnych zjawisk, które nacechowane bytową niepewnością, bez żadnych usprawiedliwień pojawiają się, przemieniają i zanikają, płynnie przechodząc jedne w drugie;
  • zawieszanie praw przyczynowości i celowości w rozwijaniu sytuacji i wydarzeń;
  • naruszanie związków i motywacji logicznych;
  • osłabianie wyrazistości relacji czasowych i przestrzennych między zjawiskami.
Narracja snu z pewnością przypomina narracyjny model strumienia świadomości, jest w pewnym stopniu asocjacyjna, nieuporządkowana, przez co oddaje zagubienie się podmiotu w sennym marzeniu (lub raczej: koszmarze). Zwraca również uwagę wyraźna defragmentacja przestrzeni. Kelvin nie panuje nad wymiarami własnego ciała, nie posiada ono granic, a przez to też centrum, jakiegoś punktu odniesienia. Można chyba stwierdzić, iż Kelvin śni o Harey nie jako konkretnym bycie, ale raczej jako o łączniku pomiędzy nim a Solaris. To z Planetą wchodzi w dialog na poziomie sensualnym. Zachodzi też osobliwa wymiana „materialna”: najpierw Solaris jak gdyby przyjmuje formę „ludzką”, a następnie mężczyzna przeradza się we fragment koloidalnego morza.
            Podczas pobytu na Solaris Kris uzmysławia sobie, że ludzkość nie chce zdobywać kosmosu, lecz pragnie tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy. Chcemy znaleźć własny, wyidealizowany obraz; to mają być globy, cywilizacje doskonalsze od naszej prymitywnej przeszłości. Tymczasem po drugiej stronie jest coś, czego nie przyjmujemy, przed czym się bronimy. Przecież nie przywieźliśmy z Ziemi samego tylko destylatu cnót, bohaterskiego posągu Człowieka. Przylecieliśmy tu tacy, jacy jesteśmy naprawdę, a kiedy Solaris ukazuje nam tę prawdę – tę jej część, którą przemilczamy – nie możemy się z tym zgodzić.
            Zdziwię się, a nawet będę bardzo zaskoczony, jeśli kiedykolwiek ktoś mi oznajmi, że zrozumiał książkę Stanisława Lema, „Solaris”. Nie jest trudno bowiem przeczytać ją powierzchownie, przejąć się tylko opisami dramatu i przeoczyć fakt, że wokół całej historii działa niewyobrażalna siła, której nie można wyrazić słowami, ani nawet emocjami. Stanisław Lem w „Solaris” opisał planetę – ocean, który tworzy fascynujące formy, których estetykę można kontemplować, lecz już nie rozumieć. Tutaj mamy do czynienia z ograniczoną częścią naszego ludzkiego rozumienia. Ocean na swój sposób pojmuje ludzkie emocje, bowiem istnieją rzeczy i sytuacje takie, których nikt nie odważyłby się ich urzeczywistnić poza swoją myślą. Solaris sprowadza na swoich gości z Ziemi właśnie tą wyolbrzymioną, jak pod mikroskopem ich własną, monstrualną brzydotę, ich wstyd, ułomności i lęki. Wydobywa z zakamarków podświadomości zmarłe osoby, tych, których skrzywdziliśmy i tych, którzy nas skrzywdzili, co jest zdecydowanie oznaką okrutnej strony oceanu. Powieść jest ucieleśnieniem bólu, uwidacznia nam nieuleczalny defekt ludzkiej psychiki, między ciałem a rozumem tej samej osoby. W tej powieści człowieczeństwo podlega podważeniu i zaprzeczeniu. Każdy z nas ma swoje osobiste Solaris.
            Solaris jest więc powieścią mówiącą, między innymi, o relacjach pomiędzy ciałem, pamięcią i snem. Relacje te przywołują bardzo istotny problem natury etycznej – od jakiego poziomu można mówić o byciu osobą, posiadaniu człowieczeństwa? Czy odmienna struktura biologiczna wyklucza posiadanie podmiotowości? Czy też raczej za człowieczeństwo odpowiadają czyny jednostki, jej postępowanie wobec innych? Solaris opowiada również o odpowiedzialności dotyczącej tego, co człowiek kocha i zachowuje w swych wspomnieniach. Bo analiza osób zachowanych w naszej pamięci ostatecznie przynosi również analizę własnego „ja”. I na tym polega mistrzostwo lemowskiego arcydzieła – na hermeneutycznym doświadczeniu samego siebie poprzez kontakt z Innym.
            Samotność generalnie pozwala testować granice człowieczeństwa. O „Solaris” Stanisława Lema napisano wiele, jest to fenomenalna powieść, jedna z najlepszych, jakie w ogóle powstały w języku polskim. Z mojego punktu widzenia warto jednak skupić się także na jej wymiarze antropologicznym. W klaustrofobicznej bazie unoszącej się nad powierzchnią planety Solaris, planety mającej jednego mieszkańca – ograniczony, glutowaty ocean – odbywa się szczególna psychodrama. Psycholog Kris Kelvin staje oko w oko ze swoją podświadomością, reprezentowaną przez jego kochankę sprzed lat, która z jego powodu popełniła samobójstwo. Czy ona jest teraz człowiekiem? Czy stosują się do niej ludzkie normy moralne? Czy wolno się w niej zakochać? Czy ocean to istota myśląca? A może ocean to bóg? Szczególny przypadek ułomnego boga? Takiego, który niechcący zmusza bohaterów, żeby w „sytuacji nieludzkiej zachowali się jak człowiek”? Nie ma żadnej moralnej instancji, do której można by się zwrócić, aby rozwiązać ten problem: trzeba zaryzykować wszystko, nie znając odpowiedzi.