27 czerwca 2022

Błoto

 

„Błoto”

Hillary Jordan

Autorka/ Hillary Jordan urodziła się w Dallas w Teksasie, mieszka w Nowym Jorku. Jest absolwentką Uniwersytetu Columbia, gdzie studiowała kreatywne pisanie. W 2008 roku zadebiutowała powieścią „Błoto”, która od razu przyniosła jej popularność i literackie nagrody.

Tłumaczenie/ Adriana Sokołowska- Ostapko

Tytuł oryginału/ en-us „Mudbound”

Tematyka/ „Błoto" to książka o przyjaźni, ale przede wszystkim - o braku tolerancji i niezrozumieniu. Hillary Jordan pokazuje, że bez względu na kolor skóry czy wyznanie wszyscy jesteśmy tacy sami. Może to banalne i mało odkrywcze, ale w jej wydaniu działa jak terapia szokowa. Wszyscy bohaterowie „Błota" są nieszczęśliwi. I od pierwszych stron, w których dwaj bracia kopią grób dla zmarłego ojca, wiadomo już, że to nie jest książka, która ma czytelnika podnieść na duchu.

Główny motyw/ „Błoto" rozgrywa się w Missisipi przed II wojną światową, w jej trakcie i po zakończeniu. Laura jest nieszczęśliwa, bo wyszła za Henry'ego. Henry też, bo sprowadził swoją rodzinę na farmę, która miała być rajem, a okazała się ulepionym z błota koszmarem. Jamie - brat Henry'ego - pije, bo choć na wojnie był bohaterem, tutaj nie potrafi sobie poradzić z rzeczywistością. Czarnoskóry Ronsel tęskni za wojną. Tam był wybawicielem, tutaj znowu musi wychodzić tylnymi drzwiami „dla kolorowych". Laura wzdycha do Jamiego, który wzdycha do butelki.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Początki to momenty trudne do uchwycenia. Czasami myślimy, że udało nam się do nich dotrzeć, ale wtedy wystarczy spojrzeć wstecz i widzi się jeszcze wcześniejszy początek. Nawet jeśli zaczynamy tak: >Rozdział pierwszy Narodziny<, pozostaje kwestia przodków, skutku i przyczyny”.

„Początek historii zależy chyba od tego, kto ją opowiada. Ale nawet jeśli różni ludzie zaczynają w różnych miejscach, opowieść i tak kończy się tym samym”.

„Prawda jednak nie wygląda tak prosto. Śmierć może i jest nieunikniona, ale miłość – nie jest. W miłości chodzi o wybór”.

„Gdyby objawił się nam sam Jezus Chrystus, ale nie miał przy sobie dyplomu, nie znalazłby przychylności w oczach taty”.

„(…) żyjemy w świecie, w którym nie można liczyć, iż człowiek, z którym siedziało się przy stole i przełamywało chlebem, dotrzyma słowa”.

„Matki potrzebują słów pocieszenia. Są dla nich tak samo ważne jak leki, czasami nawet ważniejsze”.

„Na tym świecie pełno jest białych niespełna rozumu”.

„To niewyobrażalny luksus, gdy nie musimy zmagać się z pytaniami >Czy?< lub >dlaczego?< i gdy nie leżymy w środku nocy, zastanawiając się, co by było, gdyby”.

„Wiele zła na tym świecie zdaje się słodkie jak miód”.

„To ja byłam winna temu, że zakochałam się w wytworze wyobraźni”.

„To, czego nie możemy wypowiedzieć na głos, mówimy w milczeniu”.

„Na tym polega miłość: dajemy to, co możemy, przyjmując to, co musimy”.

„Jednak żeby ta historia skończyła się inaczej, musiałbym przezwyciężyć tyle trudności: urodzenie, wykształcenie, prześladowania, strach, kalectwo i wstyd, a przecież często wystarczy jedna z tych rzeczy, by pokonać człowieka”.

Bohaterowie tej wstrząsającej książki mają błoto za paznokciami i pod skórą. Niektórych ono uwiera, inni już się do niego przyzwyczaili. To powieść z amerykańskim adresem i uniwersalnym memento. Powinna być czytana wszędzie z uwagą – tam, gdzie zło ma się dobrze, i tam, gdzie pośród niego można odnaleźć prawdziwą miłość. Bohaterowie są uwięzieni w emocjonalnie wyżymających się relacjach, od których nie ma ucieczki. Zatopieni są w błocie lęków, uprzedzeń i dyskryminacji. Tytuł powieści to mocna metafora, którą każdy czytelnik powinien rozszyfrować samodzielnie. Książkę „Błoto” Hillay Jordan czytałem w momencie zapadania wyroku w sprawie zabójstwa George'a Floyda. Były policjant Derek Chauvin został przez przysięgłych uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów. Był oskarżony o zabicie Afroamerykanina George'a Floyda podczas brutalnej interwencji policyjnej w maju 2020 roku. Jego śmierć wywołała lawinę protestów i manifestacji przeciwko rasizmowi i brutalności policji w całych USA. „To było morderstwo w świetle dnia, które pokazało całemu światu systemowy rasizm, plamę na duszy naszego narodu” - stwierdził prezydent Joe Biden.

Biblia jest pełna nakazów i zakazów. Nie będziesz zabijał, to po pierwsze (nie chodzi mi o kolejność numeracji przykazań opisanych w Dekalogu tylko o ciężar ich odpowiedzialności). Nie będziesz dawał fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, to po drugie. Nie będziesz cudzołożył, nie będziesz odsłaniał nagości swojej bratowej – to po trzecie i czwarte. Szanuj ojca i matkę, przykazanie, które ma zastosowanie także odwrotne, szanuj swojego syna i córkę. Powinno się także dopisać przykazanie będziesz szanował kobietę jak siebie samego. Zauważcie, że nie zostawiono żadnych furtek. W Piśmie nie ma zdań podrzędnie złożonych, na których można by oprzeć swoje grzechy, na przykład: nie będziesz odsłaniał nagości swojej bratowej, no chyba, że się zagubiłem, zatraciłeś pamięć o dobru i w świetle i wędrujesz przez piekielne otchłanie, a odsłanianie jej nagości jest jedyną drogą, dzięki której znów się odnajdziesz. Albo uduś swojego ojca poduszką, a tylko w taki sposób pozbędziesz się kolejnego „sługusa diabła” i przywrócisz równowagę między dobrem a złem. Nie, Biblia jest kategoryczna w większości spraw. Często zadajemy sobie pytanie czy czasami wyrządzanie zła jest konieczne? Może jest to jedyny sposób, żeby przywrócić dobro? W książce „Błoto” wszystkie te grzechy i przewinienia zostają popełnione: rasizm, zabójstwo, okaleczenie, mizoginia, molestowanie seksualne. I chociaż prawie większość bohaterów wierzy w Boga, modlą się przed posiłkiem, proszą Boga o zdrowie dla siebie i swoich bliskich, śpiewają religijne pieśni pracując przy zbiorze bawełny, zło jest tak bliskie ich sercu jak błoto za paznokciami. „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3, 28] – to chyba jedne z najczęściej powtarzanych i analizowanych fragmentów listów Pawła z Tarsu. Przez sam akt wypowiadania tych słów miała zostać wytworzona nowa rzeczywistość. Wiemy, że tak się nie stało! Wzniosłe idee nie pasują do przyziemnej egzystencji! Czytelnicy na pewno po przeczytaniu książki „Błoto” zadadzą sobie pytania: gdzie w tym wszystkim jest ugruntowana europejska tradycja greckiej demokracji i chrześcijańska zasada równości w Duchu Świętym? A gdzie jest nowoczesna zasada równości praw, socjalistyczna zasada sprawiedliwości społecznej?

Akcja książki „Błoto" rozgrywa się na przestrzeni lat 30. i 40. XX wieku na południu Ameryki, a konkretniej w stanie Missisipi. Henry i Laura McAllan wraz z ojcem nazywanym Papą, rozpoczynają nowe życie praktycznie od zera na niezagospodarowanej, zabłoconej i zaniedbanej farmie. Dość szybko ich optymizm zderzy się z szorstką rzeczywistością. Pola do upraw McAllanowie dzielą z afroamerykańską rodziną Jacksonów. Oprócz znoju dnia codziennego muszą oni zmagać się z najgorszymi formami rasizmu. Po ataku Japończyków na Pearl Harbor, Ameryka przystępuje do II wojny światowej. Na linię frontu zostaje wysłany Jamie McAllan oraz najstarszy z synów rodziny Jacksonów, Ronsel. To wydarzenie w teorii powinno zbliżyć do siebie obie familie. Niestety doprowadzi je do tragedii. „Błoto” porusza wszelkie możliwe w tej sytuacji wątki, okazując na przykładzie głównych bohaterów realia Stanów Zjednoczonych lat 40. XX wieku. Henry reprezentuje pierwsze kilka pokoleń dzieci byłych właścicieli niewolników, którzy muszą radzić sobie w nowej rzeczywistości. Laura uosabia ludzi nieprzystosowanych do życia na wsi przez postępujący rozwój cywilizacyjny, Hap dzieci byłych niewolników usiłujące uniezależnić się od białych w niesprzyjających okolicznościach, a Florence matki młodych ludzi walczących na wojnie. Rosnel i Jamie to weterani nieprzystosowani do życia poza wojskiem. Natomiast senior rodu McAllenów to człowiek z mentalnością starych konfederatów. 


Zaciekle intymna epopeja o ubóstwie, rasizmie, przemocy i podzielonej Ameryce, książka „Błoto” upatrująco odzwierciedla epokę Trumpa. Hillary Jordan doskonale oddaje poczucie Laury, że nie ma miejsca w świecie, w którym otrzymuje ona więcej troski i uwagi ze strony szwagra niż własnego męża, pochłoniętego tylko i wyłącznie pracą na gospodarstwie. Pewnie zyskałaby więcej jego zainteresowania , gdyby wyhodowała sobie ogon i zaczęła rżeć. Dopiero w szóstym roku małżeństwa przyszło jej do głowy, że jeśli usunąć ze słowa „wytrwać” jedną literę, powstanie wyraz o innym znaczeniu: „wyrwać”, czyli „wydobyć siłą, odebrać przemocą, wydrzeć”. W Biblii dużo się mówi o wiernym trwaniu. Mężczyźni i kobiety trwają w Bogu. Mężowie trwają przy żonach, żony przy swoich mężach. Trwa wiara, nadzieja i miłość. Zatem trwanie – wpaja się nam – jest czymś dobrym. Sprawiedliwi trwają, nikczemni - nie. Podczas gdy Henry spełnia swoje marzenie, jako plantatora bawełny, Laura musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, aby wychować dwoje dzieci, prowadzić dom i pomagać w prowadzeniu gospodarstwa najlepiej, jak potrafi pod krytycznym okiem teścia rasisty. Kiedy słoneczna pogoda nagle zamienia się w deszcz, jeden most, który może służyć do ucieczki zostaje zalany rosnącą lawiną żarłocznego błota. Laura przyzwyczajona do życia miejskiego i nowoczesnych udogodnień, podąża za mężem do tego, co jest niewiele więcej niż szałasem w środku pustkowia, aby mógł spełnić swoje marzenie o wiejskim życiu. To nie jest tylko zderzenie nowoczesności z surową, wyczerpującą pracą, ale także z kulturą i standardami edukacyjnymi, a także głęboko zakorzenionym rasizmem, który przenika tę opowieść. Czytelnik otrzymuje przekonujące i graficzne wrażenia brutalności życia rolniczego i wąskich oczekiwań ludzi, wszystkich ras, którzy żyli w tym rejonie w tamtym czasie. Ucisk Afroamerykanów, historia segregacji i brutalnie narzucone założenia kulturowe są tkane w całej powieści, która porusza również temat lojalności rodziny, miłości i cichej desperacji dla lepszego życia. A sama Laura - dlaczego była tak rutynowo łagodna wobec swojego całkowicie podłego teścia i pozornie obojętnego męża? Dlaczego nie zaczęła mówić „nie"? Jej dzieci odgrywają tylko niewielką rolę w tej historii, która wydaje się małym niedopatrzeniem. Scena, kiedy Papa chce wyrzucić pianino z domu, żeby było więcej miejsca dla jego łóżka, a ona się temu sprzeciwia pokazuje jak ważna dla Laury była edukacja jej dzieci. Musimy zrozumieć, że ona też była produktem tamtej epoki.

Rodzina Hapa była smutna i zaniepokojona, gdy Ronsel, ich najstarszy syn, został wysłany do Europy, jako członek 71 Batalionu Pancernego o nazwie Czarne Pantery, który służył pod dowództwem generała George’a Pattona. Kiedy wrócił do domu po II wojnie światowej, był wytrącony z równowagi przez wyzwania dostosowania się do życia cywilnego, zwłaszcza do zjadliwego rasizmu w mieście. Nigdy nie pomyślał, że tak bardzo będzie mu brakowało wojny. Nie tęsknił za wojną jako taką, bitwami czy  nazistowskimi Niemcami. Brakowało mu tego, kim tam był. Wyzwolicielem, bohaterem. W Missisipi stał się kolejnym „czarnuchem”, który chodzi za pługiem. Pojechał walczyć za swój kraj i wrócił, żeby się dowiedzieć, że nic się nie zmieniło. Czarni ludzie dalej jeździli na końcu autobusu, wchodzili tylnymi drzwiami do sklepu, zbierali bawełnę białym i prosili ich o wybaczenie, że żyją. Nieważne, że Afroamerykanie odpowiedzieli na wezwanie białych, żeby walczyć na ich wojnie, dla nich zawsze będą po prostu „martwymi czarnuchami”. Ich mundury nic nie znaczyły dla tutejszych białych obywateli Ameryki. Czytać w gazetach o segregacji rasowej to jedno, ale patrzeć, jak kierowca autobusu wymachuje pistoletem przed nosem i każe zabierać „czarne dupsko z siedzenia”, żeby ustąpić miejsca „białemu grubasowi”, to drugie. Mówili, że nie, „czarni” nie będą walczyć, że podkulą pod siebie ogony i uciekną, gdy tylko dojdzie do prawdziwej bitwy. Że mają za mało dyscypliny, żeby byli z nich dobrzy żołnierze. Że za mało rozumu, żeby obsługiwać czołg. Że mają wrodzone ciągoty do wszelkiego rodzaju niegodziwości – oszustw, kradzieży, gwałtów na białych kobietach. Ronsel przypominał sobie, jak stacjonując w Anglii, biała dziewczyna poprosiła go do tańca, prawie spadł z krzesła z wrażenia. Pocił się w tańcu tak strasznie jak przy ścinaniu bawełny. Wtedy do niego dotarło: nie obchodziło jej, że jest „kolorowy”. Dla niej był zwykłym chłopakiem, który ze stresu zachowywał się w tańcu jak idiota. Ku zaskoczeniu obu mężczyzn, Ronsel zaprzyjaźnił się z Jamiem, bratem Henry'ego, który właśnie wrócił ze służby w Siłach Powietrznych. Nie mogąc rozmawiać z nikim w rodzinie o swoich doświadczeniach i traumach wojennych, Jamie wraz z byłym czołgistą Afroamerykaninem Ronselem stoją obok siebie i upijają się do nieprzytomności, gdy napięcia rasowe przyspieszają w amerykańskiej społeczności. Ten pierwszy nie interesuje się życiem w gospodarstwie poza rozkochiwaniem swojej szwagierki, podczas gdy Ronsel jest niespokojny po latach spędzonych w Europie, gdzie jego rasa nigdy nie była problemem ani ciężarem. Hap i Florence, afroamerykańskie małżeństwo, które pracowało dla Henry’ego i Laury, być może jest stereotypowe i dwuwymiarowe. Z pewnością ich życie można było opisać z większą złożonością. Bunt ich syna Ronsela przeciwko prawom Jima Crowa (podzielone restauracje, przymierzalnie, szkoły i… zakaz małżeństwa lub konkubinatów międzyrasowych. Do tego zakaz wymieniania się podręcznikami w szkole pomiędzy dziećmi różnych ras i grzywny za szerzenie treści proafroamerykańskich), po tym, jak został wiwatowany na ulicach jako bohater jeszcze w Europie, mógł zostać wykorzystany, aby nadać większej głębi charakteru zarówno Ronselowi, jak i jego rodzicom. Dla porównania, pastor Hap Jackson patrzy na swoją małą działkę jako dar od Boga, błogosławieństwo, które faktycznie nadaje jego osobie wyższą rangę niż mogliby sobie tylko marzyć jego przodkowie niewolnicy, którzy nie mieli prawa posiadać ziemi w ogóle. Nawet jeśli jest to surowy, czasami bezlitosny kawałek Ziemi, ale ma jakąś formę własności, bez względu na to, jak jest niepewna.

„Błoto” to wnikliwa lekcja historii, która pokazuje jak południowi biali, zagrożeni nadchodzącymi zmianami, zamienili Afroamerykanów w kozły ofiarne dla wszystkich swoich kłopotów. Książka pobudza nas do wyzwań, aby oprzeć się jakiejkolwiek akceptacji straszliwej plagi rasizmu zarówno w przeszłości, teraźniejszości oraz w przyszłości. Dobrzy i prawdziwie wierzący w Boga ludzie stoją za tym przekonującym i bezkompromisowym dramatem, chcą abyśmy stali twarzą w twarz z dehumanizacją i fanatyzmem rasizmu i jego brutalnymi odgałęzieniami, które izolują ludzi od siebie nawzajem i niszczą społeczności. Powieść działa jako miniatura obrazu z połowy XX wieku, amerykańskiego rasizmu i niesprawiedliwości, a także jako przypomnienie jak powoli rzeczy naprawdę się zmieniają w tym kraju, pomimo tego, że często  obywatele USA uważają się za postępowych myślicieli i miłośników wolności. Zastanawiając się nad niektórymi z trudniejszych wyborów moralnych dokonanych przez bohaterów - gotowość  Laury by przespać się z Jamiem, decyzja Ronsela o porzuceniu Resl i powrocie do Ameryki, wybór Jamie'ego podczas sceny linczu, oddzielne decyzje Florencji i Jamie'ego o zamordowaniu Papy - co byś zrobił w tych samych sytuacjach? Czy to w ogóle możliwe, aby wiedzieć? Czy istnieją jakieś stanowiska moralne, które są absolutne, czy też powinniśmy brać pod uwagę takie rzeczy jak czas i miejsce przy wydawaniu osądów?

Kompozycja „Błota” ma postać serii monologów, w których głos zabierają wszyscy najważniejsi bohaterowie powieści z wyjątkiem Papy. Jego wewnętrzny głos brzmiałby tak rasistowsko i obrzydliwie, że autorka oszczędziła nam tych przykrości. Scena z pierwszych kart książki pokazuje, jakim rasistą był Papa. Kiedy Henry i Jamie kopali grób dla swojego ojca natrafili na grób niewolnika. „Nie możemy pochować ojca w grobie czarnucha – oznajmił Henry – Tego by nie zniósł”. Jak ważne było to, aby nawet po śmierci właściciele ziemscy i rolnicy dzierżawcy nie dzielili tego samego błotnistego zakątka Delty. Rasizm jest częścią środowiska; wisi nad każdą sceną i kształtuje każdą akcję, od przejawów nienawiści po demonstracje przyjaźni. Może to przykre, że wciąż opowiadamy te historie, po 150 latach od wojny domowej, prawie pół wieku po zabójstwie Martina Luthera Kinga, długo po tym, jak historycy zamknęli książki o tych wydarzeniach, a teoretycy próbowali twierdzić, że amerykańskie społeczeństwo stało się społeczeństwem „postrasowym". Ale odtwarzając serca i umysły osób żyjących w labiryncie rasistowskiego społeczeństwa, nie tylko opierając się na wypowiedziach z przeszłości lub recytacji praw uchwalonych i zignorowanych, Hillary Jordan dała nam ponadczasową historię naszej wadliwej, bolesnej historii ludzkości.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz