10 stycznia 2024

Mury Hebronu

 

„Mury Hebronu”

Andrzej Stasiuk

Autor/ Polski pisarz, poeta, publicysta, eseista, dramaturg, wydawca. Wydalony kolejno: z liceum ogólnokształcącego, technikum, zasadniczej szkoły zawodowej. We wczesnych latach 80. zaangażowany w działalność Ruchu Wolność i Pokój. Zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu. W 1987 roku wyjechał z Warszawy i zamieszkał w Wołowcu, w Beskidzie Niskim. Jego książki zostały przetłumaczone na wiele języków, m.in. na angielski, fiński, francuski, holenderski, niemiecki, rosyjski, norweski, ukraiński, węgierski, włoski, czeski i rumuński. Wraz z żoną Moniką Sznajderman prowadzi wydawnictwo Czarne, specjalizujące się w literaturze środkowoeuropejskiej, szczególnie w reportażu.

Tytuł oryginału/ pl „Mury Hebronu”

Tematyka/ Prawdziwą mitologię i realizację odwiecznych opowieści o męskiej inicjacji znajdziemy w „Murach Hebronu”, czyli powieści, od której zaczęła się archetypiczna wędrówka po obszarach męskiej tożsamości. Wędrówka iście piekielna, bo debiut Stasiuka przypomina to, o czym pisze Robert Bly w Żelaznym Janie – katabazę[1], czyli upadek, pierwszy etap duchowej drogi mężczyzny, który zostaje ze wszystkiego ograbiony i musi zmierzyć się ze swoimi słabościami i ograniczeniami. Bohater „Murów Hebronu”, więzień odbywający karę za dezercję, zstępuje na samo dno swojego jestestwa, gdzie nie ma nic prócz bólu, apatii i tęsknoty. To jego nowa topografia istnienia. Jedyne, co mu pozostaje, to on sam, a właściwie jego ciało.

Główny motyw/ Na doświadczeniach więziennych oparte są opowiadania z debiutanckiego zbioru „Mury Hebronu” (1992). Są to obrazki z życia w celi, zapis nagiej, odczłowieczonej egzystencji w świecie, w którym rządzi siła i chytrość. Drastyczne opisy poniżenia oraz przemocy i zarazem patos połączony z liryzmem, sarkazm i artyzm, wyrafinowanie językowe, umiejętność poetyckiego skrótu - oto cechy całej prozy Stasiuka.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Pamięć za dnia oddana do biura rzeczy znalezionych, do biura rzeczy zbędnych i nie moich”.

„W nędznym świetle żarówek krew ma kolor czarny”.

„Dzieciakom się wydaje, że im mocniej nienawidzą, tym są silniejsze”.

„Naogląda się człowiek telewizji i potem myśli, że w życiu jest tak samo”.

„Jak się zaczyna kraść, to trzeba się pogodzić z tym, że prędzej czy później brama kryminału jebnie za plecami”.

„Nawet we śnie widziałem żarówkę”.

„Trzeba wiedzieć, kto jest kurwą, a kto człowiekiem”.

„Nie wiem, jak to jest z tymi babami, małolat. Zawsze mi wierzyły. Może ja mam poczciwą mordę, a może one takie głupie”.

„Tutaj nie liczy się to, co ci się podoba, ale to, co postanowią ludzie”.

„Kryminał nie jest dla tych, którzy wpierdolili się do niego przez przypadek i żałują za grzechy”.

„Jak coś się łatwo zaczyna, to kończy się piekłem”.

„Wystarczy zamknąć oczy i jak ktoś dobrze nawija, to jest jak w kinie”.

„Lecz jego to już nie dotyczyło, bo na horyzoncie bielały mury Hebronu”.

            Wokół prozatorskiego debiutu Andrzeja Stasiuka pojawiła się aura skandalu, bowiem tekst określany często mianem „epifanii spod celi” podejmował w sposób niesłychanie drastyczny, przedstawiając wręcz z naturalistyczną dokładnością obrazowania, eksplorację środowiska kryminogennego. W „Murach Hebronu” brutalność więziennej rzeczywistości z jej skrajnościami w postaci homoseksualnych gwałtów odzwierciedla wulgarny język, którym komunikują się postaci pochodzące ze środowiska przestępczego. Recepcja książki została dodatkowo wzmocniona wątkiem biograficznym jej autora, który jak wiadomo wszystkim, którzy znają życiorys Stasiuka, odbywał wyrok za dezercję z wojska. Z fenomenologicznej perspektywy dzieło wchodzi na rynek jako fikcja literacka, twór intencjonalny i jego racja bytu istnieje w umyśle odbiorcy, tak więc doszukiwanie się analogii pomiędzy bohaterem stworzonym przez świadomość autorską w świecie przedstawionym utworu z postacią autora jest bezprawne. Pojawiła się u Stasiuka konstrukcja bohatera – człowieka wykluczonego ze społeczeństwa, ale bardzo dobrze funkcjonującego na jego marginesie. Obrazoburczość zogniskowana jest tutaj wokół usiłowań mających na celu zbudowanie etyki indywidualnej, odmiennej od etycyzmu prozy lat osiemdziesiątych. Do tematu wieloaspektowego wykluczenia jednostki w społeczeństwie Stasiuk w swojej prozie wracać będzie wielokrotnie. W opowiadaniach więziennych już dostrzec można rysy bohatera typowego dla prozy Stasiuka. Zazwyczaj jest to pozornie silny mężczyzna, brutalny, cyniczny, zdolny do zbrodni, którego można oskarżać o amoralizm. Pod tą maską skrywa się jednak często zagubienie, samotność, słabość, brak poczucia sensu, a także tęsknota za uczuciem, za bliskością, przyjaźnią, pokłady wrażliwości.

            Zanim przejdziemy do szerszej analizy rewizyjnej, w swej wymowie chciałbym zatrzymać się na chwilę przy samym tytule książki i wyjaśnić, czym jest miasto Hebron.

Hebron jest jednym z czterech świętych miast Izraela. Izrael ma cztery święte miasta: Jerozolimę, Tyberiadę, Safed i Hebron. Hebron jest jedynym, w którym Żydzi stanowią obecnie niewielką część populacji, ale zajmuje szczególne miejsce w sercach narodu żydowskiego. Po raz pierwszy Hebron jest wspomniany w Biblii jako miejsce, gdzie Abraham zbudował ołtarz, aby służyć Bogu, po tym, jak Bóg powiedział mu: „Powstań, obejdź kraj [Kanaan] wzdłuż i wszerz [Kanaan], gdyż tobie go oddam” (Bereszit, 13:17-18). Miejsce, w którym się osiedlił, określa się jako „równinę Mamre, która znajduje się w Hebronie”. W Mamre Abraham usłyszał nakaz Boży, aby obrzezać siebie i każdego potomka płci męskiej. W wielu przypadkach Tora określa, że wcześniejsza nazwa Hebronu to Kirjat Arba („miasto czterech”). Raszi cytuje tradycję midraszową, według której ta nazwa pochodzi od podania o czterech gigantach, którzy tam mieszkali: Ahiman, Szeszaj, Talmai oraz ich ojciec. Innym wyjaśnieniem tej starszej nazwy jest to, że tam zostały pochowane cztery małżeńskie pary: Adam i Ewa, Abraham i Sara, Jicchak i Riwka oraz Jakow i Lea.

Bóg dał Żydom sprawiedliwe prawa, które nie tolerowały żadnego grzechu ani wykroczenia. „Jeżeli kto zabije człowieka, poniesie śmierć” – 3 Mojż. 24:17; „Oko twoje nie zlituje się: życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę” – 5 Mojż. 19:21. Zdarzyć się jednak mogło, że ktoś w jakichś nieprzewidzianych okolicznościach stał się zabójcą, nie mając wcale złych zamiarów wobec swej ofiary. Co wówczas mu groziło? Według prawa groziła mu śmierć. Lecz czy byłoby to sprawiedliwe przed Bogiem? Bóg, znając człowieka i jego niedoskonałość wiedział, że nie będzie on w stanie doskonale wypełniać Jego praw. Dlatego też przygotował sposób na oczyszczanie się z win i upadków. Dlatego Żydzi otrzymali nakaz wydzielenia miast schronienia. Miasta te były rozmieszczone na terenach wszystkich pokoleń. Spośród tych 48 miast sześć zostało wydzielonych jako miasta schronienia lub ucieczki. Oto one:

• Kedesz w Galilei na pogórzu Neftalego

• Sychem na pogórzu Efraima

• Hebron na pogórzu Judy

• Beser należące do plemienia Rubena

• Ramot w Gilead należące do Gada

• Golan w Baszanie należące do Manassesa.

Na dwa pokolenia przypadało jedno miasto schronienia. Zabójca miał prawo wyboru miasta, w którym chciał się schronić, by uniknąć śmierci z rąk mściciela krwi. Mścicielem krwi mógł być powinowaty zabitego lub ktoś spoza jego rodziny. Miasta dawały ochronę dla wszystkich Izraelitów i przybyszów mieszkających między nimi (Jozue 20:7-9). Nie każdy zabójca mógł znaleźć schronienie. Z tej szansy mogli korzystać tylko zabójcy „z nieobaczenia”. Szczegóły podaje 4 Księga Mojżeszowa 35:22 i następne: „Jeśli uderzył kogokolwiek znienacka bez wrogiego nastawienia albo rzucił nań jakimkolwiek narzędziem bez złego zamiaru”. W takich wypadkach zabójcę przyjmowały miasta schronienia, a starsi miasta nie wydali go w ręce mściciela krwi, lecz mieszkał pomiędzy obywatelami jednego z tych miast. Skazaniec mógł wrócić do domu z miasta schronienia, kiedy zmarł arcykapłan. Różne narody zapewniały mordercom oraz innym przestępcom prawo skorzystania z azylu. Schronieniem takim była chociażby świątynia bogini Artemidy w starożytnym Efezie. Na temat podobnych sanktuariów powiedziano: „Niektóre miejsca święte stawały się wylęgarniami przestępców i często trzeba było ograniczać liczbę takich azylów. W Atenach na udzielanie schronienia prawo zezwalało tylko określonym świątyniom (na przykład niewolnikom wyznaczono świątynię Tezeusza). Za czasów Tyberiusza zgrupowania rzezimieszków w przybytkach stały się tak niebezpieczne, że prawo udzielania azylu ograniczono do kilku miast (w roku 22”). 


Niewątpliwie taka książka jak „Mury Hebronu”, może wręcz uchodzić za podręcznikowy przykład konstruowania męskiej tożsamości i męskiego obrazu świata. Budowanie przez Stasiuka świata fikcji poprzez pryzmat spojrzenia mężczyzny jest swoistym dopełnieniem oraz domknięciem jego prozy. Istotna w kontekście męskiego bohatera jest jeszcze jedna kwestia – mit biograficzny, który Stasiuk świadomie tworzy i który towarzyszył odbiorowi jego twórczości od samego początku. Od „Murów Hebronu” zaczyna się mitologizowanie Stasiukowej biografii, a i on sam ją ulepsza i konstruuje na nowo, przy okazji ją „umetafizyczniając”. Stasiuk łamie własny mit o czadowym życiorysie. Wojsko, dezercja, samobój, więzienie – jakie to przewidywalne. Świadomość bohatera zamknięta jest w jego ciele, które tym razem odmawia mu posłuszeństwa. „Ja” bohatera nie czuje się w nim bezpiecznie, nie ufa mu, obserwuje je i intensywnie wsłuchuje się w „bulgotanie krwi” i „szelest mięśni”. Bohater jest więc nagi i całkiem bezbronny, czuje się rozbity, czuje też, że jego oczy, uszy, dłonie, nos tracą swoją rolę i są zupełnie niepotrzebne. Dopiero wraz z momentem podążania w stronę tytułowych murów Hebronu następuje powolne scalanie jego ciała, które tożsame jest z ponownym scalaniem jego osobowości. Ten moment, kiedy mężczyzna rodzi się na nowo, jest najważniejszym etapem jego duchowego rozwoju. Bohater odbył w więzieniu swoisty obrzęd przejścia i rozpoczął nowe życie – brutalne, pełne agresji, przemocy i rywalizacji.

Stary więzień objaśnia reguły nowego życia, reguły męskości, których bohater będzie musiał przestrzegać, jeśli chce uczestniczyć w więziennej wspólnocie. Sam bohater podczas monologu więźnia milczy, ale jego obecność jest znakomicie wyczuwalna dzięki licznym zwrotom opowiadacza do jego osoby. To milczenie może być wyraźnym symptomem pozwalającym zauważyć pewne pęknięcie w budowaniu męskiej tożsamości. Wydaje się, że Andrzej Stasiuk specjalnie igra z „efektem kobiety” właśnie poprzez specyficzną konstrukcję podmiotu. Bohater nie akceptuje do końca reguł rządzących męskim światem. W tym kontekście znaczące może być ostatnie opowiadanie  tomu. Bohater przemierza celę wzdłuż i wszerz, monotonnie i miarowo odliczając kroki, by w końcu udać się w kierunku Hebronu, biblijnego miejsca, gdzie ukojenie znajdowali wszyscy więźniowie: „Gdy mijał tysięczny kilometr, obejrzał się za siebie i zobaczył klawisza myszkującego w celi. Klawisza chodzącego w kółko i w kółko w nadziei, że za którymś zwrotem odnajdzie szczelinę, którą wydostał się więzień. Lecz jego to już nie dotyczyło, bo na horyzoncie bielały mury Hebronu”. Nie oznacza to, że bohater ucieka przed swoją męską tożsamością, ale przed więzieniem, które, paradoksalnie, może tej tożsamości zagrażać. Reakcja na scenę gwałtu jest wiele mówiąca – mężczyzna został tam potraktowany przedmiotowo, został wykorzystany i zhańbiony, do końca swego pobytu w więzieniu skazany na szykany i pełnienie roli kozła ofiarnego. Staje się obcym, podrzutkiem, kimś balansującym między tożsamością mężczyzny a tożsamością kobiety. Kimś takim jest Maria – więzień. Jego tożsamość psychiczna i fizyczna zostaje zawieszona, to tylko „kobiece imię i bezużyteczny penis”. Nie przypomina nawet człowieka.

            Więzienie jest wszędzie, bohaterowie noszą je w sobie i nie istnieje żaden inny świat, któremu można by je przeciwstawić. Symbolem tej absolutnej jednolitości jest szarość. Metafora świata ciepniętego na pół staje się w pewnym momencie narracji podstawą zupełnie nieoczekiwanej wolty o podtekście politycznym. Dodajmy, że jest to jedyna tego rodzaju wycieczka w „Murach Hebronu”, która wszakże wydaje się szczególnie znacząca: „Brama była wielka, stalowa, pomalowana na szaro. Wszystkie więzienne bramy, jakie widziałem, pomalowane były na szaro. Oni tej farby muszą mieć do chuja i jeszcze trochę. Tej, i jeszcze czerwonej. Pomyśl - cały kraj ciepnięty na dwa kolory”. Wymowna alternatywa dwóch kolorów więziennej szarości i komunistycznej, „radzieckiej” czerwieni - jedyna pojawiająca się w tekście alternatywa, czyni rzeczywistość Stasiukowej opowieści tym bardziej przygnębiającą, że obraz zaprezentowanej tu metafory rysuje się na tle narracji na ogół nadzwyczaj realistycznej i przez to sam nabiera cech realistyczności. W pewnym sensie zresztą był on realistyczny. Przygnębiająca szarość i bardziej jeszcze od niej przygnębiająca czerwień - oto jak wyglądała w „Murach Hebronu” Polska w latach osiemdziesiątych, piekło podłości i okrucieństwa, przed którymi nie ma ucieczki. Operowanie metaforą często staje się w utworach Stasiuka sposobem wyjścia w narracji poza ciasną perspektywę „Murów Hebronu”, z konieczności ograniczoną. W rozdziale „Opowieści jednej nocy” akcja toczy się po części poza murami więzienia, bo należą do niej przywołane w retrospekcji różne wydarzenia z życia narratora. Inaczej jest w pozostałych tekstach. W ostatnim utworze cyklu spacer po celi - przestrzeni zamkniętej, która tylko w wyobraźni, poprzez zabieg odliczania kroków może być wielokrotnie rozbudowana - przekształca się naraz w prawdziwą wędrówkę. Dwie przestrzenie - zamknięta i otwarta - stanowiące dwa człony porównania, w pewnym momencie utożsamiają się, zespalają w metaforze i okazują się jedną, otwartą na daleki horyzont przestrzenią. Skomplikowana metafora rozwija się w narracji, gdzie nakładają się na siebie realistyczna relacja („Poznałem każdy kąt, rysę na ścianie, a szczury nie boją się mnie. Ja przestałem bać się szczurów”) oraz projekcja wyobrażeń i odczuć narratora - część opowieści dotycząca wchodzenia bohatera do szczurzych jam, sygnalizująca swoistą, odczuwaną przez więźnia „przynależność” do miejsca, w którym siedzi.

            Morze wulgaryzmów, przemoc, perwersje. Świat osadzonych mężczyzn, ale także strażników, to świat bez wartości moralnych, bez wstydu, często bez naturalnych, ludzkich odruchów, takich jak współczucie. Akcja się toczy, a wraz z nią codzienne życie więźniów, którzy już bez nadziei dopuszczają się czynów niegodnych człowieka. Stasiuk ukazuje ludzi, u których ujawniają się czysto zwierzęce instynkty, które ich obezwładniają i rządzą ich zachowaniem. Obserwujemy, jak codzienna egzystencja „mieszkańców" zaczyna sprowadzać się do zaspokajania niewielu potrzeb, zdaje się, że jedynie bezpieczeństwa (aby przeżyć wśród innych, często brutalnych towarzyszy) i przyjemności (żeby jakoś uprzyjemnić sobie swoją karę). Książka z pewnością przytłacza, a niektóre sceny wręcz rażą swoistym okrucieństwem i patologią prezentowanych zachowań. Dlatego odradzam ją osobom szczególnie wrażliwym. Czy poleciłbym ją reszcie? Niekoniecznie. Kto chce, niech czyta, ale na własną odpowiedzialność. Pozycja Stasiuka jest z pewnością pozycją szczególną. Mało jest aż tak mocnych przekazów w literaturze, podróży w głąb ludzkiego, ukrytego, szatańskiego Ja. Niektórym może rzeczywiście otworzyć nieco oczy na to, co może stać się z człowiekiem w ekstremalnych warunkach.

            W świadomości dzisiejszego czytelnika nie ma już „tamtego” Stasiuka. Uliczne życie, edukacja przerwana po szkole podstawowej, dezercja, próba samobójcza, więzienie – wszystko to postanowił podobno wykreślić ze swojego życia w dniu, gdy wraz z przyjacielem wdrapał się na dźwig stojący przy budowanym w latach 80. hotelu Marriott. Kiedy ujrzał Dworzec Centralny wielkości paczki papierosów, uznał, że zostawi dom i spełni swoje największe marzenia.



[1]  (gr. κατάβασις 'zejście' od κατά 'w dół' i βαίνω 'iść') – literacki topos zejścia bohatera do świata umarłych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz