05 września 2020

Życie grobowe


„Życie grobowe”
(Grave life)

Małgorzata Żerwe

Literatura faktu
Autorka/ (ur. 13 III 1954 Lublin), artystka wizualna i dźwiękowa, kuratorka wystaw, autorka reportaży artystycznych i społecznych, publicystka i dziennikarka radiowa.
Tematyka/ Małgorzata Żerwe, znakomita dziennikarka i reportażystka opublikowała książkę o nagrobkach z całego świata. W „Życiu grobowym”  („Life in the Grave") prezentuje efekt swoich podróży po nekropoliach kilkudziesięciu miast, wśród nich są: La Paz, Rio de Janeiro, Dublin, Reykjavik, Atlanta, Paryż czy Gdańsk. O niektórych z odwiedzonych cmentarzy pisze pod postacią literackich miniatur.
Główny motyw/ Artystka z równym staraniem docenia wysiłki o podniesienie estetyki miejsc ostatniego spoczynku tych najbogatszych i tych najuboższych. Na jej fotografiach możemy, więc zobaczyć żółty plastikowy kwiat zrobiony z butelki po detergencie na meksykańskim cmentarzyku położonym na jednej z wysp na Morzu Corteza czy nagrobek kierowcy w formie czerwonej ciężarówki w La Paz. Małgorzata Żerwe nawiązuje do historii architektury, prezentując sarkofagi z czasów rzymskich w prowansalskim Arles. Szuka związków miejsc i form komemoracji ludzi, śladów ich zawodów, statusu społecznego, wysublimowania estetycznego, na przykład w szwajcarskich rzeźbach nagrobnych przedstawiających akty kobiece.
Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:
„Jasne! Napijmy się piwa, zanim przeminiemy z wiatrem i wylądujemy sześć stóp pod ziemią”.
„»Ciocia Bella zmarła w wieku sześćdziesięciu trzech lat w lutym 1852 roku«. Cóż za odkrycie! Niewolników chowano w bezimiennych i na pewno nie tak okazałych grobach”.
„Tu śpimy snem wiecznym, ja i moja ukochana Bibi, kochająca towarzyszka przez czternaście lat. Razem za życia, razem po śmierci”.
„Starzy Indianie nie umierają, tylko znikają”.
„Tu ruskie żołnierze leżą”.
„Serce Twoje w dłoniach miałem, serce Twoje całowałem. Niech Ci lekką będzie ziemia, pa, kochanie, do widzenia!”

            Na początku zacznijmy od biblijnej historii dotyczącej Kaina i Abla. Historię tych dwóch braci można zawrzeć w kilku zdaniach. Starszy z nich, Kain, był rolnikiem, zaś młodszy, Abel – pasterzem. Odmienna kultura determinowała ich sposób wyrażania siebie wobec Boga: jeden składał w ofierze plony ziemi, drugi zwierzęta. Harmonijnemu zróżnicowaniu między nimi kładzie kres spojrzenie Kaina na relację jego młodszego brata z Bogiem. To, że Abel cieszy się większą przychylnością Stwórcy, staje się przyczyną zazdrości starszego z braci. Pan Bóg zwraca uwagę na jego twarz zdeformowaną rozgoryczeniem, zdradzającą pierwsze oznaki nienawiści wobec krewnego. Mimo pomocy ze strony Stwórcy, Kain nie potrafi zaakceptować inności brata i zabija go. Ponowna rozmowa z Bogiem objawia tylko całkowite zamknięcie się bratobójcy na innych, w tym również na Wszechmogącego, który, z powodu wzięcia w obronę zamordowanego brata, zostaje uznany przez Kaina za osobistego wroga. Starszy brat ucieka ostatecznie sprzed Bożego oblicza, zrywając swą relację z Bogiem poszukującym cały czas jego dobra.
Stara legenda żydowska wyjaśnia późniejsze działanie Adama dotyczące pochówku Abla, ponieważ do tego wydarzenia nie istniała na świecie śmierć, nie było też tradycji i rytuału grzebania zwłok. Pies, który pilnował trzody Abla za jego życia, także i po jego śmierci pozostał przy jego ciele i czuwał nad nim. Adam i Ewa zaś usiedli i płakali, bolejąc po synu i nie wiedzieli, co mają począć ze zwłokami, bo nie znali jeszcze grzebania umarłych. Nadleciał kruk, co utracił małżonka, wygrzebał w ziemi dziurę, umieścił w niej martwego ptaka i zakopał go przed oczyma Adama i Ewy. Rzekł więc Adam: „Jak zrobił ten kruk, tak i ja zrobię”. I wziąwszy zwłoki Abla, wykopał grób w ziemi i pogrzebał swojego syna. Bóg wynagrodził kruki za ich czyn. Jaką im dał nagrodę? Ich pisklęta są białe, a ptaki dorosłe są czarne, dlatego ubrania żałobników w tradycji judeochrześcijańskiej są koloru czarnego.
Na starożytnym cmentarzu, pogańskim albo chrześcijańskim, grób był obiektem, który miał dokładnie wskazywać, gdzie złożono ciało (pamiętać przy tym należy, że zwłoki niewolników i ludzi ubogich, którzy nie mieli paru groszy na opłacenie stosu i grobu wyrzucano na śmietnisko). Na grobie znajdował się napis obejmujący imię zmarłego, jego sytuację rodzinną, czasem jego stan i zawód, wiek, datę śmierci. Informacjom tym często towarzyszyła podobizna. Krótko mówiąc, widoczny grób miał jednocześnie informować, gdzie znajduje się ciało, kim był zmarły, a wreszcie przypominać jego wygląd i cechy osobowości. Grób wyznaczał, więc bardzo dokładnie miejsce kultu żałobnego oraz przekazywał następnym pokoleniom pamięć o zmarłym. Starożytni bali się sąsiedztwa zmarłych i trzymali ich z daleka od siebie. Szanowali groby po części, dlatego, że obawiali się powrotu zmarłych; uprawiany przez nich kult grobów miał zapobiegać „powrotom” zmarłych i nękaniu żywych. Pogrzebani albo spaleni, zmarli byli nieczyści; znalazłszy się zbyt blisko, mogli skalać żywych. Te dwa obszary należało tak odseparować, aby uniemożliwić wszelki ich kontakt, poza dniami ofiar przebłagalnych. Regułę tę ustanawiało prawo Dwunastu Tablic: „Aby żaden nie był pogrzebany albo spalony wewnątrz miasta", a powtarzał kodeks Teodozjusza, który nakazywał usuwać z Konstantynopola wszelkie zwłoki. Dlatego więc starożytne cmentarze zakładano zawsze poza miastami, wzdłuż dróg, jak via Appia w Rzymie.
Muszę tutaj zaznaczyć, że tradycja oraz zagadnienia teologiczne dotyczące roli i znaczenia cmentarza zdecydowanie się różnią: w judaizmie i islamie niedopuszczalna jest ekshumacja zwłok. Pierwsza wzmianka o żydowskim pochówku pojawia się na kartach Księgi Rodzaju, kiedy Abraham po śmierci swojej żony Sary, zakupił skrawek ziemi, aby ją w niej pochować (Księga Rodzaju 23:2-20). W tradycji żydowskiej cmentarz powstaje już w chwili nabycia działki z przeznaczeniem na cele grzebalne – uzyskuje swój status szczególny jeszcze przed dokonaniem tam pierwszego pochówku. W judaizmie święte jest zarówno to, co duchowe, jak i to, co fizyczne. Dusza jest źródłem świętości, podczas gdy ciało jest naczyniem, które nosi w sobie świętość. Zgodnie z tradycją i prawem żydowskim, ludzkie ciało jest święte nawet po śmierci i pozostaje takim aż do Dnia Sądu Ostatecznego. Dlatego kości tych, którzy odeszli pozostają święte i nienaruszalne. Tradycja mówi, że dusza i ciało pozostają połączone nawet po śmierci, więc jeżeli narusza się kości tu, na ziemi, to naruszony zostaje także spokój duszy w niebie. Ponieważ kości są święte, muszą być traktowane z najwyższym szacunkiem. Ciała zmarłych muszą być pogrzebane w ziemi (co wyklucza zarówno kremację, jak i pozostawienie ich ponad poziomem gruntu) i pozostać nienaruszone. Dlatego ekshumacja jest w judaizmie ściśle zabroniona, z wyjątkiem szczególnych i nadzwyczajnych przypadków.  Idąc za starodawną tradycją chrześcijańską, "Kościół usilnie zaleca, by ciała zmarłych chowane były na cmentarzu lub w miejscu świętym” – czytamy w instrukcji Kongregacji Nauki Wiary. Właśnie tak Kościół potwierdza wiarę w zmartwychwstanie ciała - a także coś jeszcze. Przez pochowanie w ten sposób Kościół uwydatnia „wysoką godność ludzkiego ciała, jako nierozłącznej części osoby, której historię to ciało współdzieli”. Skoro Kościół katolicki tak wielką wagę przypisuje do szacunku wobec ciała człowieka po jego śmierci, rodzi się pytanie, w jaki sposób traktuje ekshumacje. Nie zabrania ich. Zgadza się na ich przeprowadzanie (także na cmentarzach, którymi zarządza) na umotywowaną prośbę osób uprawnionych do pochowania zwłok, na zarządzenie prokuratora lub sądu, a także wtedy, gdy trzeba przenieść szczątki zmarłych w inne miejsce np. z powodu likwidacji cmentarza. Kościół nie pozwala jednak na bezczeszczenie szczątków ludzkich przy żadnej okazji.
Autorka powołuje się w swojej książce na sytuację, jaka miała (ma) miejsce na cmentarzu w Gdańsku. Zmarli pochowani na tym cmentarzu przetrwali początki nazizmu w Wolnym Mieście, wojnę światową, wejście i wyjście Armii Czerwonej, potem kolekcjonerów złomu i kamiennych płyt, biesiady bezdomnych i domnych, radosną twórczość grafficiarzy. Czasem w Zaduszki ktoś zapalał znicz na miejscu ledwo widocznego grobu – kilka wytartych, pisanych gotykiem słów: ruhe …gott …geb. 1863.. A potem teren ogrodzono i pojawiła się tablica inwestora, wkroczyły koparki i dźwigi. Po drugiej stronie ulicy Nadmorski Dwór, w zamkniętym osiedlu, już mieszkają szczęśliwcy. Deweloper zachęca przyszłych nabywców zgrabnymi sloganami: „Wakacje na co dzień”, „Bliżej morza”, „Wyjątkowe apartamenty”. U nich, za wysokim płotem, budowa jeszcze trwa. Widać tylko dźwigi przenoszące betonowe konstrukcje. Podobno ma tam być teren rekreacyjny, a deweloper postawi tablicę upamiętniającą. Podobno. „Czy oglądając horrory na swych gigantycznych plazmach, nowi lokatorzy wyjątkowych apartamentów będą wyobrażali sobie sequel »Nocy żywych trupów«?” - zadaje pytanie autorka, Małgorzata Żerwe. Ja również pytam siebie: co nas odróżnia, ludzi „cywilizowanych”, obywateli tzw. oświeconego Zachodu od innych? Szacunek dla zmarłych? „Memento mori” – Pamiętaj, że umrzesz. „Non omnis moriar” (Horacy) – Nie wszystek umrę. Czy owe cytaty już przestały nas czegoś uczyć? 

Wobec faktu śmierci prędzej czy później musi stanąć każdy żyjący człowiek. Wbrew temu powszechnemu prawu, znamienne jest przekonanie, że życie ziemskie nie kończy się z ustaniem funkcji biologicznych ciała. Niemal każdy człowiek ma wewnętrzne przekonanie o istnieniu życia pozagrobowego, które, będąc dla niego może jeszcze odległą perspektywą, jest postrzegane zwykle jako wielka tajemnica, przeniknięta ogromnym szacunkiem. Jest też pewna tajemnica i ironia w historiach niektórych nagrobków i ich „właścicieli”. Na cmentarzu Apalachicola w USA na Florydzie nie znajdziemy grobów rdzennych mieszkańców, pochowano ich w rezerwacie. Tutaj nagrobki mają żołnierze Konfederacji czy rozbitkowie ze statków, groby kupców i przemysłowców otaczają finezyjne wykute kraty. Są włoskie nazwiska: Messina, Bruni, Gianfranco – pięknie wykaligrafowane przez dziewiętnastowiecznego kamieniarza. Autorka, cofając się w poszukiwaniu lepszej perspektywy, wpadła na pionową płytę. Na niej napis: „AUNT BELLA,  a faithfull servant of H.F. SIMMONS for over forty years.”, „»Ciocia Bella« zmarła w wieku sześćdziesięciu trzech lat w lutym 1852 roku”. Cóż za odkrycie! Niewolników chowano w bezimiennych i na pewno nie tak okazałych grobach. Bezimiennych, bo prawo nie pozwalało, by uczyli się czytać i pisać. Czasami krewni kładli w miejscu pochówku jakiś charakterystyczny kamień. Państwo Simmons musieli być bardzo przywiązani do swojej służącej, skoro zdecydowali się ją wyróżnić. Kupili lub dostali Bellę, jako dorosłą kobietę. Więcej z nagrobka autorka nic nie odczytała. Ale odnalazła grób H.F, Simmonsów. Był w opłakanym stanie, kamienna płyta przewróciła się frontem do ziemi i o nich niczego już się nie dowiemy. 
Na cmentarzu Vevey w Szwajcarii istnieje logo przedstawiające człowieczka w meloniku i z laseczką. Pojawia się nie tylko na bramie cmentarza – Chaplin króluje w całym Vevey. Tutaj, po opuszczeniu Hollywood, oskarżony o sympatyzowanie z komunistami, aktor z czwartą żoną i dziećmi znalazł swój azyl. Oona była o trzydzieści sześć lat młodsza od męża. Spoczywają we wspólnym grobie obsadzonym bratkami. Trumnę Chaplina po dwóch miesiącach od pogrzebu skradziono z cmentarza i zażądano od wdowy sześciuset tysięcy franków za jej zwrot. Policja po kilku tygodniach namierzyła cmentarne hieny – dwóch mechaników samochodowych, Bułgara i Polaka, który okazał się pomysłodawcą owego niecnego występku. Po aresztowaniu wskazał policji miejsce zakopania trumny i Charlie Chaplin mógł wrócić do swojego grobu z widokiem na Alpy. Trumnę na wszelki wypadek przykrywa gruba betonowa płyta.
Wesoły Cmentarz w rumuńskiej miejscowości Săpânța to jeden z najbardziej znanych w tej części Europy. Tutaj z nagrobków przemawiają zmarli: opowiadają, jak żyli i jak umarli. Na obrazkach widzimy, jak doją krowy, wypasają owce, ścinają drzewa, jadą traktorem etc., etc. Możemy się dowiedzieć, że trzyletnia dziewczynka zginęła pod kołami czerwonego samochodu. Wesołe nagrobki na Wesołym Cmentarzu są niebieskie, więc czerwień przyciąga wzrok. Z daleka Małgorzata Żerwe zobaczyła czerwone majtki i wesołe czerwone botki półnagiej, czarnowłosej anielicy. Z góry przyglądają się jej dwie męskie głowy. Czyżby to był grób nierządnicy? Nic podobnego, z bliska botki okazały się sercem, a tekst na nagrobku, przetłumaczony przez znajomą Rumunkę, dopowiedział resztę: „Moje dzieciństwo było zbyt krótkie. Nie dane mi było żyć i zadbać o rodziców. Musiałam odejść i opuścić moją siostrę. Droga siostro, jak długo żyć będziesz, troszcz się o mój grób, połóż na nim kwiaty i nie zapomnij o mnie aż do śmierci, bo byłam dobrą siostrą. Nie mogłyśmy być razem, ja musiałam umrzeć”. A twarze dwóch mężczyzn, spoglądające z góry na półnagą dziewczynę – do kogo należą? Czy spojrzenia rzucane z grobowej płyty mogłyby należeć do tych, którzy nie mieli szans adorować zbyt młodej dziewczyny za życia?
Aż trudno uwierzyć, że w Berlinie są aż 224 nekropolie – z tego 136 z nich należy do różnych wspólnot wyznaniowych. Ich mnogość wynika z tego, że kiedy w XIX wieku były zakładane, znajdowały się poza rogatkami miasta. Szczególną pozycję zajmuje wśród berlińskich nekropolii kirkut w Weissensee, we wschodniej części miasta. Jeden ze starszych stołecznych cmentarzy: 115 tysięcy grobów zajmuje powierzchnię 22 hektarów. Pierwszy pochówek odbył się tu w 1880 roku. Stare lipy, klony, dęby i topole wyznaczają przebieg alei. Nie jest zbyt intensywnie pielęgnowany, bo tak nakazuje prawo religijne – dlatego zarasta dziką zielenią. Przez to jest jednym z bardziej romantycznych miejsc. Czasami aż trudno rozpoznać groby, gdzie leżą zasłużeni dla miasta obywatele: rabin Martin Riesenhuber, kompozytor Lazarus Lewandowski, wydawcy Gottfried Bermann i Samuel Fischer, gastronom Bertold Kempowski czy właściciel domu towarowego Hermann Tietz. Jak to możliwe, że w byłej stolicy III Rzeszy zachował się tak duży cmentarz? W kraju, gdzie powstała zbrodnicza ideologia, która nakazywała zniszczenie narodu żydowskiego z jego dziedzictwem kulturowym i artefaktami. Natomiast na terenie Polski nie zachowały się – z małymi wyjątkami – cmentarze żydowskie. Płyty nagrobne zwane macewami (kamienne, szklane, drewniane), które zawierały ogromny duchowy, artystyczny przekaz zniknęły, by posłużyć za chodniki, zbudowano z nich stodoły, obory, koryta dla świń.
„Życie grobowe” - tak brzmi tytuł książki Małgorzaty Żerwe, która nie jest albumem z fotografiami cmentarzy, ale książką do oglądania, czytania i słuchania. Autorka długo szukała tego tytułu. Żaden, z tych, jakie wcześniej przychodziły jej i wydawcy do głowy, nie był adekwatny. Bo ta książka nie ma nic wspólnego z eschatologią, z życiem pozagrobowym. Jest ona wyrazem fascynacji nekropoliami, którą przejawiała właściwie od dziecka. Wychowywała się w Lublinie przy pięknym, wielkim cmentarzu... Niektóre groby autorka opisała w postaci mikroreportaży. Są też historie nieopowiedziane pozostawiające miejsce dla wyobraźni. Na przykład zdjęcie z Cmentarza Osobowickiego we Wrocławiu, gdzie w jednym z grobów spoczywa „Unknown Biker”. Tyle tylko możemy odczytać z tej tablicy. Ale dlaczego ten nieznany motocyklista został pochowany w polskim grobie, z tą angielskojęzyczną inskrypcją? Cóż, Małgorzata Żerwe nie stawiała sobie za cel wyjaśnienia każdej takiej historii. Czytelnik, czy raczej oglądacz może ją sobie interpretować dowolnie. Jest też w jej książce trochę miejsc, powiedzmy, stereotypowych. Odwiedziła sławne cmentarze i groby sławnych ludzi. Piękne są grobowce na cmentarzu w Atlancie, gdzie jest pochowana Margaret Mitchell, autorka „Przeminęło z wiatrem”. Publikacja powstała, jak określiła to autorka, „ze szwendania” po świecie, a zdjęcia pochodzą z krajów prawie całej Europy, obu Ameryk i z południowej Afryki. Tak naprawdę to opowieść o świecie ukryta w strefie pośredniej pomiędzy żywymi a umarłymi, pomiędzy przestrzenią codzienności (miasta, wsi, pustkowia) a przestrzenią cmentarza. Jaki jest ten świat, jakie jest życie (i towarzysząca mu śmierć)?