29 stycznia 2022

Miłość w czasach zarazy

 

„Miłość w czasach zarazy”


Gabriel García Márquez


Autor/ (ur. 6 marca 1927 w Aracataca, zm. 17 kwietnia 2014 w Meksyku) – kolumbijski powieściopisarz, dziennikarz i działacz społeczny, jeden z najwybitniejszych twórców tzw. realizmu magicznego, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1982) za „powieści i opowiadania, w których fantazja i realizm łączą się w złożony świat poezji, odzwierciedlającej życie i konflikty całego kontynentu”.

Tłumaczenie/ Carlos Marrodán Casas

Tytuł oryginału/ es-co „El amor en los tiempos del colera”

Tematyka/ „Miłość w czasach zarazy” jest epicką historią miłosną. Jednocześnie jest to książka pozbawiona czułostkowości. Pozostawia czytelnika w poczuciu silnego przekonania o potędze, wyrozumiałości i determinacji, które pokonuje wszelkie przeciwności, by doprowadzić do spełnienia miłości. Powieść zaludniona jest niesamowitymi postaciami, przeklętymi lalkami i groźnymi papugami, zawiera wystarczającą ilość doskonałych momentów codziennej nierealności, by zapewnić autorowi zaszczytne miejsce wśród najbardziej znaczących przedstawicieli realizmu magicznego.

Główny motyw/ W dniu pogrzebu męża Ferminy Dazy, jej były narzeczony Florentino Ariza – poeta, kochanek i prezes Karaibskiego Towarzystwa Rzecznego – po raz kolejny deklaruje jej swą miłość. Zbulwersowana Fermina odrzuca go: 51 lat, 9 miesięcy i 4 dni po pierwszym bezceremonialnym odtrąceniu. Następnie Fermina oświadcza, że nigdy więcej nie chce go widzieć. Fabuła powieści przenosi czytelnika o ponad 50 lat wcześniej, do początków miłości Florentiono i Feminy, a także ich dalszego życia, przeplatającego się z historiami wielu innych postaci.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„(…) łatwiej mu było znosić ból cudzy niż własny”.

„Uważał, iż rygorystycznie rzecz ujmując każde lekarstwo jest trucizną, a siedemdziesiąt procent normalnej żywności przyspiesza śmierć”.

„(…) zbyt późno zrozumiał, że naiwność jest najbardziej niebezpieczna, wtedy, gdy daje o sobie znać u kogoś w jego wieku”.

„Nikt nie miał nigdy najmniejszych wątpliwości, że małżeństwo oparte na takich fundamentach musi być szczęśliwe”.

„(…) mądrość przychodzi wtedy, kiedy nie jest już nam do niczego przydatna”.

„(…) co ubyło jej z wiekiem, nadrabiała charakterem i sprytem”.

„Ale to, co ujrzał owego dnia, było fizyczną obecnością czegoś, co dotychczas było zaledwie domysłem wyobraźni”.

„To doprawdy smutne, że mamy jeszcze do czynienia z samobójstwami nie popełnionymi z miłości”.

„(…) większość śmiertelnych chorób posiada swój własny zapach, żaden jednak nie jest aż tak specyficzny jak zapach starości”.

„W tym wieku człowiek jest na wpół zgniły już za życia”.

„Ludzie, których kochamy, powinni umierać razem ze swoimi rzeczami”.

„(…) dziewczyna wyidealizowana alchemią poezji (…)”.

„Przypominała mu, że słabeusze nigdy nie wejdą do królestwa miłości, bo jest to królestwo bezlitosne i okrutne (…)”.

„Tylko zła sława może być gorsza od złego zdrowia”.

„(…) pamięć serca unicestwia złe wspomnienia, wyolbrzymiając dobre i że dzięki temu mechanizmowi udaje nam się znosić ciężar przeszłości”.

„Nauczył ją, że to, co się robi w łóżku, nigdy nie jest nienormalne, jeśli przyczynia się do utrwalania miłości”.

„(…) istoty ludzkie nie rodzą się raz na zawsze w dniu, w którym matki wydają je na świat, ale że życie zmusza je do ponownego i wielokrotnego rodzenia samych siebie”.

„Jestem biedakiem z forsą, a to nie jest to samo”.

„(…) nie ma ludzi o większym zmyśle praktycznym ani bardziej zawziętych kamieniarzy, ani zmyślniejszym i niebezpiecznych administratorów od poetów”.

„(…) życie jest mądrzejsze od nas wszystkich”.

„Chodźmy gdzieś razem popłakać”.

„Miłość, o ile istniała, była czymś zupełnie innym: innym życiem”.

„Ileż to wdów jego życia, począwszy od wdowy Nazaret, pomogło mu dostrzec, jakimi kobietami naprawdę są szczęśliwe mężatki po śmierci swoich mężów”.

„Nienawidziła oberżyn od dziecka, nie skosztowawszy ich nawet, zawsze wydawało jej się bowiem, że mają kolor trucizny”.

„(…) na tym świecie nie ma nic trudniejszego od miłości”.

„Nikt nic nie wiedział, i to w mieście, gdzie wiedziano wszystko, a o wielu rzeczach wiedziano nawet wcześniej, zanim się zdarzyły”.

„Już od czasów szkolnych żywiła przekonanie, że ludzie Kościoła pozbawieni są jakiejkolwiek cnoty pochodzącej z Bożej łaski”.

„Tuż przed końcem, w błysku radości, zdał sobie nagle sprawę, że nigdy nie było mu dane przebywać tak długo w pobliżu osoby, którą tak bardzo kochał”.

„(…) ludzie po amputacji czują bóle, łaskotki, mrowienie w nodze, której już nie mają. I tak teraz wyglądało jej życie: czuła go tam, gdzie już go nie było”.

„Starzy ludzie wśród starych ludzi są mniej starzy”.

„Sto lat temu przesrano mi życie z powodu tego biednego człowieka, bo byliśmy za młodzi, a teraz znowu chcą nam to zrobić, bo jesteśmy za starzy”.

„My, mężczyźni, jesteśmy biednymi niewolnikami przesądów (…)”.


Gabriel Garcia Marquez w książce „Miłość w czasach zarazy" poucza nas, że „Mądrość przychodzi wtedy, kiedy nie jest już nam do niczego przydatna", a nieco dalej parafrazuje swój wywód, twierdząc, iż „Życie jest mądrzejsze od nas wszystkich". Starożytni doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Kosmos oraz to, co rozgrywa się w jego przestrzeni, posiada istotny wpływ na ich życie. Stąd brało się obsesyjne wręcz zainteresowanie dawnych ludzi przestrzenią gwiazd. Oczy skierowane ku niebu poszukiwały odpowiedzi na trapiące ludzkość problemy. Gabriel Garcia Marquez w swoim największym dziele pisał, że „(…) na tym świecie nie ma nic trudniejszego od miłości (…)”. W dzisiejszej rzeczywistości, zakrzywionej pandemią koronawirusa wywołującego COVID-19, zdanie to ma jeszcze trafniejszy wydźwięk, niż 35 lat temu, kiedy zostało napisane.

„Miłość w czasach zarazy” powstała w 1985 r. Jest powieścią obszerną, wielowątkową. Opowiada historię miłości Ferminy Dazy i Florentina Arizy. Fermina decyduje się jednak na małżeństwo z rozsądku. W trakcie związku z doktorem Juvenalem Urbino rodzi się między małżonkami miłość. Ich wspólne życie jest udane. Florentino nigdy się nie żeni. Przeżywa jednak bardzo liczne, mniej lub bardziej długotrwałe, mniej lub bardziej (częściej jednak – bardziej) namiętne romanse. Gdy tylko dowiaduje się, że Fermina została wdową, odwiedza ją. Dawna namiętność wybucha z wielką siłą, o tyle zaskakującą, że obydwoje są już staruszkami. Już sam tytuł powieści sugeruje, że autor podejmuje w książce dwa ważne problemy: miłość (życie) i zaraza (śmierć). Od początku życia towarzyszy nam nieodłączny cień śmierci. Wszak żyjemy, żeby umrzeć. Wcześniej czy później nasze ciała zbrzydną, zaczną się psuć i poczujemy coraz szybszy oddech śmierci. Ale przecież „śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci". Te dwa wypalone w nas piętna będą się przenikać w całej powieści Gabriela Garcii Marqueza. „Miłość w czasach zarazy" rozpoczyna się od  opisu zwłok samobójcy. Lekarz badający nieboszczyka z pewnym zażenowaniem konstatuje, że jest to pierwszy w jego wieloletniej praktyce przypadek, gdy przyczyną użycia cyjanku nie była nieszczęśliwa miłość. „To doprawdy smutne, że mamy jeszcze do czynienia z samobójstwami nie popełnianymi z miłości" - mówi doktor Olivella. To samobójstwo popełniono ze starości, ze strachu przed śmiercią.

Rzecz dzieje się na przełomie XIX i XX stulecia, choć równie dobrze mógłby to być (a może nawet jest) czas nierzeczywisty. Ten okres jest w dziejach Kolumbii niezwykle trudny. Kraj jest targany konfliktami. Zamęt i walki liberałów z konserwatystami trwają ponad 50 lat. Jest to też czas dyktatorskich rządów prezydenta Rafaela Nuneza, załamania gospodarki, konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi o Panamę, na skutek, którego Kolumbia utraciła Kanał Panamski. Gdzieś daleko jest Europa ze swoimi walcami Straussa, kawiarniami Paryża i gondolami Wenecji. Fermina i Juvenal jadą w podróż poślubną do Paryża, który u Marqueza nie jest pokazany wprost, ale przez zawartość kufra Ferminy. Paryż też jest „realnie magiczny". Domy mody, salony, kabarety - Marquez zawsze pokazuje jakiś inny, tajemny świat. Opowiada o czasach minionych, świecie, który już nie istnieje, widzianym przez delikatną zasłonę, świecie starych pożółkłych fotografii, niewinnej miłości, wyzwalającej jednak ciemne moce. „Nie ma większej chwały niż śmierć w imię miłości" - mówi naiwny, romantyczny młodzieniec. Oczywiście umrze. Ale przyczynią się do tego raczej starość i choroby niż miłosny trzepot serca. Bo miłość rzadko zabija nagle, zazwyczaj robi to powoli i systematycznie. Młody liryczny telegrafista staje się powoli ascetycznym odludkiem, więdnie i schnie. A może raczej gnije. Cholera, która towarzyszy tym ludziom przez całe życie, krążąca wciąż nad nimi, przypominająca o swym istnieniu, staje się oczywista jak dzień i noc. Gnijące w słońcu ciała nieboszczyków są tylko naturalnym dopełnieniem krajobrazu. Właściwie my wszyscy gnijemy. Jeżeli śmierć nie przyjdzie w czasie zarazy wybijającej całe miasta, tylko w przerwie (gdy ona na chwilę odchodzi, bo przecież powróci), naszym szczęściem będzie to, że nie spoczniemy w zbiorowych mogiłach, anonimowi, zawinięci w prześcieradła i rzuceni na stos innych trupów. Florentino i Fermina, niegdyś młodzi i piękni, starzeją się, chorują i w końcu umrą, jako ludzie zniszczeni i brzydcy. Marquez pisze alternatywną historię Romea i Julii. Szekspir wyrządziłby straszną krzywdę młodym kochankom, gdyby pozwolił im żyć dalej. Musieliby widzieć, jak się starzeją i zapewne uczucie bezgranicznej miłości zaczęłoby się zamieniać w ślepą nienawiść. Marquez wyrządza bohaterom tę krzywdę. Pozwala im patrzeć na siebie siedemdziesięcioletnich, o brzydkich ciałach i niemiłych zapachach. 


Dowcip Marqueza jest specyficzny. Doktor Urbino usiłuje ściągnąć z drzewa papugę, która tam uciekła. Nie jest to pierwsza lepsza papuga. Potrafi świetnie mówić po francusku, śpiewać mszę po łacinie i recytować wybrane fragmenty z Ewangelii według Świętego Mateusza. „Przenajświętszy Sakramencie. Jeszcze się pan zabije" - krzyczy przerażona służąca i w tym momencie doktor Urbino spada z drabiny i się zabija. Śpiewakowi, który założył się z niemieckim geometrą, że swym śpiewem obudzi całe miasto, w najważniejszym momencie wypadła sztuczna szczęka. Miłość ma wiele wymiarów. „Kapitan Samaritano darzył krowy morskie macierzyńskim niemal uczuciem, bo wydawały mu się damami skazanymi na pobłądzenie na bezdrożach miłości". Kapitan Samaritano kocha krowy morskie, Florentino kocha Ferminę, czas płynie nieubłaganie, zbliża się kolejna zaraza, gdzieś ponad zakochanymi krąży duch Bolivara. Śmierć i miłość idą razem, pod rękę, rozglądając się za kolejnymi ofiarami.

Powieść kończy się, gdy kochankowie-staruszkowie pływają statkiem o wdzięcznej nazwie „Nowa Wierność”, w górę i w dół rzeki Rio Grande de la Magdalena, kochając się i biesiadując. Na maszcie żółta flaga informuje wszystkich, że na pokładzie są osoby zarażone cholerą. Kapitan – jak to kapitan statku – szybko się zorientował, jaka relacja łączy pasażerów zajmujących luksusowy apartament. Wieszając na maszcie żółtą ostrzegawczą flagę, dał im wolność i intymność, ważną zwłaszcza dla Ferminy, która dopiero co została wdową. Na ostatniej stronie powieści czytamy: „Kapitan spojrzał na Ferminę Dazę i dostrzegł na jej rzęsach pierwszy blask zimowego szronu. Następnie popatrzył na Florentina Arizę, jego niezłomne opanowanie, nieustraszoną miłość i przeraziło go spóźnione podejrzenie, że to nie śmierć, ale właśnie życie nie ma granic. –A jak pan myśli, jak długo możemy pływać w to cholerne tam i z powrotem?- zapytał. Florentino miał przygotowaną odpowiedź od pięćdziesięciu trzech lat, siedmiu miesięcy i jedenastu dni, łącznie z nocami. – Przez całe życie – powiedział.”

Gabriel García Márquez w swojej powieści odnosi się do charakteryzujących jego twórczość trwałych tematów: miłości i przeznaczenia. Śmierć i cierpienie są wszechobecne na kartach książki, które symbolizuje pandemia cholery, która dotyka wszystkich: młodych, starych, biednych i bogatych. Podobnie jak zaraza, miłość także potrafi zabijać: śmierć dwóch kochanek Florentino (w wyniku samobójstwa i mordu za zdradę) są tego najlepszym przykładem. Hiszpańskie słowo cholera, colera, oznacza również gniew lub furię. Miłość zatem jest ogniem i umieraniem,  to dziwne, że umieranie daje wciąż nowe siły, które podsycają życie. W tej powieści jednak takie sytuacje sprawiają, że ludzie chcą żyć więcej, a nie mniej. Jeśli przyznamy się dziś do „umierania z miłości”, podejrzewani będziemy jedynie o niezbyt wyszukaną i z gruntu sentymentalną hiperbolę. Z miłości się nie umiera, dla miłości się żyje. Ta klisza języka erotycznego jest jednak hiperbolą tylko ze współczesnego punktu widzenia, w odniesieniu zaś do wiedzy i wyobraźni dawnych wieków staje się niepokojąco dosłowna. W tym świecie bowiem miłość jest egzystencjalnym, fizjologicznym, a nawet metafizycznym kryzysem, niebezpiecznym balansowaniem na granicy życia i śmierci. Dzieje się tak co najmniej z kilku powodów. Nieszczęście, któremu na imię miłość, dopada człowieka poprzez oczy. Zgodnie z tradycją platońską przyjmowano, że proces widzenia jest aktywny, oczy emitują promienie świetlane. W emitowanych przez oczy promieniach kryją się spiritus animales, „duchy z ognia pochodzące”. Bywają one złowrogie, o czym do dziś pamięta choćby ludowy przesąd, każący chronić niemowlęta przed złym spojrzeniem. I właśnie miłość ma wiele wspólnego z owym niebezpiecznym porażeniem przez spiritus animales utajone w promieniach oczu.  Ów proces „miłosnej infekcji” dokonującej się drogą poprzez oczy nazywany był często zarazą, szczególnie, kiedy w jednej kobiecie zaczęło podkochiwać się kilku mężczyzn w tym samym czasie. A zatem tak zaczyna się nieszczęście; ukryte w promieniach oczu zatrute strzały miłości mieszają się z „tchnieniem krwi”, by uderzyć w duchowe i biologiczne centrum przyszłego amanta. Trzeba posiadać także do miłości predyspozycje z którymi się rodzimy. Jedna z kochanek Florentino, Sara Noriega twierdziła, „że miłość to przede wszystkim wrodzony talent. Mówiła: >Albo się z tym rodzisz, albo nigdy się tego nie nauczysz<”. Oczy zabijają, bo zarażają miłością, złowrogie „duchy” docierają do serca niczym zmutowany wirus. Jest w tym przekonaniu i w charakterystyce procesu zakochiwania się potencjał semantyczny, który każe myśleć o ukochanej czy ukochanym jako o złowrogim krzywdzicielu, nieprzyjacielu bądź czarowniku, częściej jednak czarownicy czyhającej na nieświadome serca i umysły. To, rzecz jasna, poziom analizy i refleksji, który inspirował prześladowania i procedury inkwizycyjne.

Oczywiście, jak uczyli medycy, miłosne spełnienie leczy z tej groźnej choroby i przymówki niedoszłych kochanków dadzą się zinterpretować jako prośby o niezbędne lekarstwo. Nieprzypadkowo mężem Ferminy został doktor Urbino. Małżeństwo z nim miało wyleczyć Ferminę z miłości do Florentino. Ale wokół nadal krążyła zaraza, a z nią śmierć. I o ile śmierć jest rozłączeniem duszy i ciała, to miłosne karesy kochanków okazywały się niebezpieczną acz jakże kuszącą igraszką z Tanatosem. Liczne kochanki Florentino i zdrada doktora Urbino ukazują mechanizmy obronne przed lękiem wywołanym umieraniem. Niektóre wątki tradycji platońskiej, żywe w kulturze na przykład renesansu i baroku, utrwalały przekonanie o tymczasowych i - by tak rzec – niezobowiązujących eskapadach duszy poza ciało. Okazją do tego był przede wszystkim sen, który - jak pisał Kochanowski - „uczy umierać człowieka”. We śnie może nastąpić chwilowe odłączenie duszy od ciała, tak że dostępne stają się dla niej doświadczenia intelektualne niezależne od zmysłowych. Takiemu rozstaniu z duszą sprzyjają jednak również inne okoliczności. Do nich należy niewątpliwie pocałunek. Zarówno w tradycji judeochrześcijańskiej, jak i klasycznej wskazać można ślady przekonania, iż podczas pocałunku dokonuje się wymiana dusz. Podobnie jak podczas resuscytacji wykonuje się sztuczne oddychanie aby przywrócić komuś życie, zwrócić mu duszę. Może lepszym tytułem dla książki Márqueza byłby tytuł „Pocałunek w czasach zarazy”?

W książce autor stosuje drugi ze swoich - obok miłości – charakteryzujących jego pracę literacką tematów: przeznaczenie. Co by się jednak stało, gdyby obcięto papudze pióra u skrzydeł i ptak nie odfrunąłby na pobliskie drzewo mangowca? Doktor Juvenal Urbino ma 80 lat, zaś jego małżonka Fermina 72 lata. Wiodą sobie spokojne życie, Urbino mimo swojego wieku nadal praktykuje i ma u boku wierną żonę. Jednak wkrótce sielanka się kończy - Juvenal nagle umiera z powodu własnej nieuwagi: „Doktor Urbino złapał papugę za szyję, wzdychając triumfalnie ça y est. Ale natychmiast ją wypuścił, drabina wymknęła mu się bowiem spod nóg, on zaś wisząc przez chwilę zdał sobie sprawę, że właśnie umiera, bez komunii, bez krztyny czasu na to, by się z czegokolwiek wyspowiadać, bez z kimkolwiek pożegnać, o czwartej siedem w popołudnie w niedzielę Zesłania Ducha Świętego”. W dniu pogrzebu do Ferminy przychodzi niewidziany przez lata Florentin Ariza i wyznaje jej miłość. Czekał na to 51 lat, 9 miesięcy i 4 dni...

 Gabriel García Márquez wyjaśnił kiedyś, że romans Ferminy i Florentino narodził się w jego głowie, kiedy pewnego dnia zobaczył starszą parę, bardzo w sobie zakochaną, tańczącą na pokładzie statku. Márquez powiedział także, że nie mógł napisać „Miłości w czasach zarazy”, kiedy był młody, ponieważ książka zawiera punkty widzenia, o których nie miał pojęcia w swojej młodości. „Myślę, że starzenie się uświadomiło mi, że uczucia i to, co dzieje się w sercu, są ostatecznie najważniejsze." – podsumował kiedyś swój wywiad Gabriel García Márquez.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz