29 czerwca 2017

Japoński kochanek



„Japoński kochanek”

Isabel Allende



Autorka/ (ur. 2 sierpnia 1942 w Limie) – chilijska pisarka.

Tłumaczenie/ Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski.

Tematyka/ „Japoński kochanek” to książka przede wszystkim o miłości, ale także opowieść o starości i umieraniu, o losach japońskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych podczas drugiej wojny światowej, o oderwaniu od korzeni i trudnej walce z konwenansami. To opowieść o rodzinnych sekretach i tajemnicach, często wstydliwych i głęboko skrywanych. Miłosne perypetie bohaterów stanowią „motor napędowy” fabuły. Odnajdziemy w niej również wiele różnych refleksji - o losach jednostek zagubionych w trudnej, społeczno-politycznej rzeczywistości, o przemijaniu, o sensie życia…

 Główny motyw/ Alma Belasco bogata dama ze znanej i szanowanej rodziny niespodziewanie porzuca dostatnie życie i przenosi się do Lark House, nietypowego domu seniora pełnego ekscentrycznych staruszków, tam zaprzyjaźnia się z jedną z pracownic, Iriną Bazili, przed którą stopniowo odsłania swoją przeszłość. Irinę i Setha, ukochanego wnuka Almy intrygują przede wszystkim zdjęcia nieznanego Japończyka i listy, które starsza pani wymienia z tajemniczym kochankiem; razem próbują zrekonstruować pasjonującą historię jej wielkiej miłości, która mimo licznych przeszkód przetrwała kilkadziesiąt lat.

Cytat z książki charakteryzujący problematykę utworu:

„Seniorzy to najzabawniejsi ludzie na świecie. Dużo przeżyli, mówią to, co chcą, i guzik ich obchodzi opinia innych”.

„[…] zaawansowany wiek nie czyni sam z siebie nikogo lepszym ani mądrzejszym, on jedynie uwydatnia to, kim każdy jest od zawsze”.

„Ktoś, kto jest zachłanny, z upływem lat nie staje się szczodry; staje się jeszcze bardziej zachłanny”.

„[…] na starość należy się zakochać; to dobre dla zdrowia i zapobiega depresji”.

„Istnieje różnica pomiędzy starością i starczością. To nie kwestia wieku, tylko zdrowia fizycznego i umysłowego”.

„W każdym wieku potrzebny jest jakiś cel w życiu. To najlepsze lekarstwo na wiele dolegliwości”.

„Nikt nie chce zakończyć życia z banalną przeszłością”.

„Nie jesteśmy starzy dlatego, że skończyliśmy siedemdziesiątkę. Zaczynamy się starzeć w momencie narodzin, zmieniamy w każdym dniem, życie jest ciągłym upływaniem. Ewoluujemy. Jedyna różnica polega na tym, że jesteśmy teraz trochę bliżej śmierci. Co z tym złego? Miłość i przyjaźń się nie starzeją”.

„[…] w życiu najważniejsze jest rozliczenie się z przeszłością, pełne zaangażowanie się w rzeczywistość, włożenie całej energii w teraźniejszość […]”.

„Szczęście nie jest dla wszystkich […]”.

„Niemal wszystkie rany goją się dzięki miłości”.

„Małżeństwo bez namiętności jest jak jedzenie bez soli”.

„Namiętność jest zawsze taka sama, wieczna, ale okoliczności i obyczaje nieustannie się zmieniają […]”.

„Myli się ten, kto twierdzi, że wszelki ogień wcześniej czy później gaśnie
- niektóre namiętności płoną, dopóki nagle nie zgasi ich los […]”.

„Przemilczenia nie są kłamstwami”.

„Bywają przemilczenia i kłamstwa, które są konieczne, tak jak bywają prawdy, które lepiej zachować dla siebie”.

„Serce jest duże, może kochać więcej niż jedną osobę”.

„[…] w małżeństwie nic nie jest bezwarunkowe”.

                 
                       Książka Isabel Allende „Japoński kochanek” jest opowieścią o życiu trzech bohaterów: Almy Belasco, Ichimeiego Fukudo i Iriny Bazili.  Te trzy osoby łączy bolesna przeszłość, poczucie krzywdy osobistej, brak tolerancji, oderwanie od korzeni i walka z konwenansami. Utrwalone ślady krzywd z przeszłości mają bardzo niekorzystny wpływ na bieg ich życia. Czasem mija dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt lat od tych czasów, kiedy doznawali zranienia, a mimo to ślady przeszłości zniekształcają ich bieżące życie. Demony z przeszłości utrudniają im życie, w którym pozornie dzieje się nie najgorzej, nie mają w zasadzie większych problemów poza tym, że zła przeszłość od czasu do czasu ich dopada.  Życie bohaterów z utrwalonymi śladami przeszłości jest pełne kłopotów i ciągłego stresu. Są to postaci, które były albo uwikłane w sytuację przemocy w rodzinie lub też doświadczyły wojennej zawieruchy. Wpływ śladów krzywdy jest ważny nie tylko dla zrozumienia ich sytuacji bieżącej, lecz dla uwolnienia się z tej sytuacji.  
         
                  Irina Bazili zaczęła pracować w Lark House na przedmieściach Berkley w 2010 roku. Miała wówczas dwadzieścia trzy lata i nie wiązała z tym miejscem wielkich nadziei, bo odkąd skończyła piętnaście lat, nieraz zmieniała prace i adres. Nie przyszło jej nawet na myśl, że ten dom seniora okaże się dla niej miejscem idealnym i że przez trzy następne lata będzie tak szczęśliwa jak w dzieciństwie, zanim los namieszał w jej życiu. Dom seniora przypominał bardziej kampus uniwersytecki niż dom starców. Jedzenie było takie same jak w każdej szanującej się restauracji w Kalifornii, obsługa sprawna, personel miły. Starcy mieszkający w Lark House „stanowili niezbity dowód” na to, że wiek i starość, ze wszystkimi ich ograniczeniami, nie przeszkadza w zabawie ani w uczestniczeniu w sprawach tego świata.
        
                 
               Irina wychowywała się w mołdawskiej wiosce zamieszkanej przez starców i dzieci. Nikt nie miał zębów – starcom wypadały z powodu zużycia, dzieci właśnie traciły mleczaki. Nie pierwszy raz w ciągu ostatnich lat na myśl o swoich dziadkach poczuła żal, że ich opuściła. W Lark House miała okazję dać innym to, czego nie mogła zaoferować im; z takim podejściem przystąpiła do opieki nad osobami, które jej powierzono. Szybko zjednała sobie wszystkich mieszkańców domu seniora. 

                     Irina Bazili miała „oficjalną” przeszłość, którą stworzyła przy pomocy Rona Wilkinsa, agenta FBI. Kiedy miała piętnaście lat, sąd przydzielił jej psycholożkę, która zajmowała się nią przez kilka miesięcy. Psycholożka powtarzała, że traumy nie znikają, dlatego że się je zlekceważy. Miała dziesięć lat, kiedy w 1997 roku dziadkowie otrzymali od matki Iriny list, który odmienił jej losy. Matka obejrzała w telewizji program o handlu kobietami i zdała sobie sprawę, że kraje takie jak Mołdawia zaopatrują w młode ciała arabskie i europejskie burdele. Postanowiła nie dopuścić, by jej córkę spotkał ten sam los. Przekonała, więc męża amerykańskiego elektryka, żeby pomógł dziewczynce wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Kiedy w końcu przyszły bilety i paszport, Irina skończyła dwanaście lat. Tyle marzyła o Ameryce, że z czasem zdawała sobie sprawę z otaczającej jej nędzy i brzydoty, których wcześniej nie dostrzegała. Jej wioska wyglądała jak po bombardowaniu, połowa domów była pozabijana deskami albo w ruinie, po nieutwardzonych drogach błąkały się sfory wygłodniałych psów, kury grzebały w śmieciach. Jakimś sposobem dziewczynka trafiła z Kiszyniowa w Mołdawii do Stanów Zjednoczonych. Rodmila matka Iriny i jej mąż Jim Robyns zawieźli przybyłą do swojego domu, który wydawał się Irinie luksusowy, choć był to zwykły drewniany budynek, bardzo zaniedbany, w robotniczej dzielnicy. Opanowanie kilku zdań po angielsku zajęło dziewczynce miesiąc. Rok później mówiła już bez akcentu. Po roku także w drzwiach domu Jima Robynsa stanął Ron Wilkins i pokazał odznakę FBI. Obecność tego nieznajomego mężczyzny oraz zdjęć małej Iriny były dowodem na to, że ojczym ją okłamał. Wszystko, co wydarzyło się w domku krążyło w intrenecie i nadal krąży, nie można tego usunąć ani zniszczyć, zawsze będzie istniało. W każdej minucie w jakimś miejscu na świecie jakiś pedofil będzie ją „gwałcił”, ktoś będzie się masturbował, patrząc na jej cierpienie. Jim Robyns zapewniał ją, że takie zabawy z tatą czy wujkami są normalne. Lecz teraz już wie, że przez resztę życia będzie oglądała się za siebie, przemykała chyłkiem; będzie czuła odrazę, gdy ktoś ją dotknie.
         
                  W Lark House Irina od początku zwróciła uwagę na Almę Belasco. Wyróżniała się spośród innych kobiet arystokratycznymi manierami i polem magnetycznym, które oddzielało ją od innych śmiertelników. Alma zyskała sławę dzięki swoim kimonom, tunikom, apaszkom i szalom w oryginalne wzory w odważnych kolorach. Jej malowane tkaniny sprzedawano w galeriach sztuki po astronomicznych cenach. Kolekcje Almy były inspirowane podróżami po świecie. Nigdy się nie reklamowała, bo nie musiała niczego sprzedawać, żeby zarobić na życie, mimo to jej nazwisko stało się gwarancją niepowtarzalności i doskonałości. Kim więc była Alma Belasco?

          Prawdziwe nazwisko Almy brzmiało Mendel. Ostatni obraz rodziców, jaki zachowała w pamięci, to starszy mężczyzna, brodaty i surowy, ubrany na czarno, w długim płaszczu i kapeluszu oraz dużo młodsza kobieta zgięta wpół od płaczu, stojącą na nadbrzeżu w Gdyni w 1939 roku. W miarę jak statek z żałosnym rykiem odpływał w kierunku Londynu, stawali się coraz mniejsi i mniejsi, coraz bardziej rozmazani, a ona uczepiona burty, nie była w stanie zareagować na ich pożegnanie. Podróż z Gdyni do Londynu a stamtąd transatlantykiem do San Francisco, trwała siedemnaście dni. Wujostwo Isaak i Lillian Belascowie czekali na Almę w hałaśliwym porcie San Francisco.  Tak zaczął się pobyt Almy w dużym domu w Sea Dliff, gdzie miała spędzić – z małymi przerwami – siedemdziesiąt lat. W Europie wojna rozpętała się niczym apokaliptyczny huragan. Wujostwo Belasców pilnie śledziło wieści napływające z Europy, coraz bardziej sprzeczne i niepokojące. W okupowanej przez Niemców Warszawie żyło czterysta tysięcy Żydów stłoczonych w getcie na powierzchni około trzech kilometrów kwadratowych. Wiedzieli, że są wśród nich rodzice Almy, bo starszy brat dziewczynki, Samuel Mendel poinformował ich o tym w depeszy. Za wysokim murem wyznaczającym granice getta w Warszawie Żydzi umierali z głodu i cierpieli z powodu terroru. Mała Alma nauczyła się przeżywać swoje troski w samotności, przekonana, że nikogo nie obchodzą cudze problemy i że przemilczane zgryzoty w końcu się rozpłyną. Alma przez kilkadziesiąt lat musiała dźwigać ten straszliwy bagaż doświadczeń, dopóki miłość nie pomogła jej pozbyć się kilku z nich. Stoicka postawa dopełniała tajemniczej aury otaczającej ją od dziecka na długo przez pojawieniem się sekretów, których musiała dochować. Tym sekretem był Ichimei Fukudo.
                 
                Ichimei Fukudo był czwartym potomkiem japońskich imigrantów Takao i Heideko. Każdego poranka Alma chodziła krok w krok za Ichimeim, podczas gdy on wraz ze swoim ojcem wsadzali rośliny w ogrodzie państwa Belasców. Ichimei opowiadał jej o sekretnym życiu ogrodu, o korzeniach splatanych pod ziemią, niemal niewidocznych owadach, mikroskopijnych kiełkach w glebie. Opowiadał jej o kwiatach, które akurat wyjmował ze szklarni, pokazywał jej krzaczki róż pełne pąków.  Alma wyczekiwała niecierpliwie ogrodników, którzy zjawiali się w każdy weekend. Takao Fukuda zawsze przyprowadzał ze sobą chłopca. Ichimei cierpliwy i zdyscyplinowany, wypełniał swoje obowiązki, nie dopuszczając, by rozpraszała go obecność Almy. Liczył, że pod koniec dnia ojciec da mu pół godziny wolnego, żeby mogli się pobawić. Tak narodziła się miłość miedzy Almą i Ichimeim.

         W wyniku niespodziewanego ataku Cesarstwa Japońskiego na Pearl Harbor w grudniu 1941 roku prezydent Roosevelt wypowiedział wojnę Japonii. Zaostrzyło to istniejącą od ponad wieku nienawiść do Azjatów. Japończycy od lat mieszkający na terenie Ameryki, ich dzieci i wnuki byli podejrzewani o szpiegostwo i współpracę z wrogiem. W marcu San Francisco przebudziło się oklejone zawiadomieniami o przesiedleniu japońskiej ludności. Władze przeszukiwały mieszkania i konfiskowały dobra. Przesiedlono ponad sto dwadzieścia tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci; starców wyciągnięto ze szpitali, niemowlaki z sierocińców, umysłowo chorych z zakładów psychiatrycznych, żeby internować ich w dziesięciu obozach na izolowanych obszarach w głębi kraju. Rodzina Fukudów podczas drugiej wojny światowej przez trzy i pół roku mieszkała w obozie w Topazie, w samym sercu pustyni w Utah.

    Obóz Topaz położony był w pustynnej, bezludnej części kraju, smaganej wiatrem i nękanej przez burze pyłowe. W zasięgu wzroku nie było ani jednego drzewa. Ludzie byli zakwaterowani w ciasnych barakach. Wkrótce więźniowie przekonali się, że temperatura oscyluje tu między żarem ogniska latem a kilkoma stopniami na minusie zimą.  Wymiana korespondencji między Almą a Ichimeim od początku napotykała na przeszkody. Listy Almy, których treść nie zagrażała bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, szły dalej bez cenzury, za to listy Ichimeiego docierały poszatkowane przez cenzurę, tak że dziewczynka musiała domyślać się sensu zdań podkreślonych paskami czarnego tuszu.

      Z książki łatwo się domyślić, że dziecięce przyjaźnie mogą przerodzić się w miłość. I to tę miłość ukrywaną, zakazaną – miłość między Almą Belasco i Ichimeim Fukudą – śledzi Irina z Mołdawii i Seth – wnuk Almy. I nie jest to koniec zawikłanych losów Almy…Wszak nie poślubiła Ichimeiego tylko została żoną swego przyjaciela z dzieciństwa a zarazem kuzyna – Nathaniela Belasco. Dlaczego? To także dość zawiła relacja, gdzie i mąż skrywa swoją tajemnicę.

         Książka Isabel Allende „Japoński kochanek” pokazuje jak trudno uwolnić się od poczucia krzywdy, szczególnie, jeśli dźwigając bagaż przeszłości uwikłamy się w inne problemy. Jaką drogę musi odbyć osoba, która pragnie uwolnić się od tego bagażu, która pragnie wyzwolić się z pułapki niewybaczonej krzywdy? Przypomnijmy jeszcze raz, że człowiek wędrujący tą drogą musi mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa w teraźniejszości, które jest niezbędne, aby móc odbyć tę wędrówkę do przeszłości, żeby zneutralizować bolesne ślady. Pierwszy etap tej wędrówki to zajęcie się własnym życiem emocjonalnym, ponieważ wokół śladów i blizn po cierpieniu zawiązały się znaczące, trwałe węzły, splatając kilka podstawowych rodzajów bolesnych uczuć z przeszłości. Te węzły powodują, że człowiekowi brakuje miejsca na przeżywanie uczuć, które przynosi bieżące życie; jego świat uczuć jest przepełniony zatrzymanymi, zapętlonymi, bolesnymi przeżyciami z przeszłości, a nie ma miejsca na nowe uczucia. Bohaterowie muszą zbliżyć się w jakiś sposób do tego węzła, rozsupłać go, zrobić coś dla bolesnych uczuć z przeszłości, uwolnić się... „Japoński kochanek” to powieść, której tytuł sugeruje, że może to być gorący romans. Jednak nie dajcie się zwieść, bowiem mimo tego, że w książce pojawia się wątek romantyczny, to nie tylko na nim skupia się autorka. Ta powieść to przepiękna historia o miłości, o starości, która niestety nierozerwalnie łączy się ze śmiercią, o niespełnionej miłości, bólu i poczuciu straty. Czytając tę książkę naprawdę możemy rozczarować się życiem i zastanowić nad jego sensem lub bezsensem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz