05 grudnia 2021

Przysięga wierności

 

„Przysięga wierności”


Szmuel Josef Agnon


Autor/ urodził się w 1888 roku, jako Szmuel Josef Halewi Czaczkes w Buczaczu, położonym na odległych, galicyjskich rubieżach monarchii Franciszka Józefa, w dawnych dobrach Potockich, na skrzyżowaniu prastarych szlaków handlowych. Podług legendy, którą sam skrupulatnie podtrzymywał, przyszedł na świat 9 dnia miesiąca aw. Data nie bez znaczenia: Tisza beAw to dzień postu i żałoby po zburzonej Świątyni, a więc emblematycznej żydowskiej tragedii, a jednocześnie dzień, w którym należy spodziewać się narodzin Mesjasza. Nawet, jeżeli Agnon naprawdę urodził się, kiedy indziej, to Tisza beAw, ze swoją wieloraką symboliką katastrofy, grzechu, zerwania, nadziei i odkupienia, (chociaż niekoniecznie powrotu do dawnych form życia religijnego i społecznego), doskonale ilustruje napięcia w jego twórczości. A jest to pisarstwo głęboko tradycyjne i zarazem pełne zwątpienia i ambiwalencji, sycące się niegdysiejszą chwałą Syjonu i Jerozolimy, lecz czerpiące przede wszystkim z wielowiekowej kultury intelektualnej Żydów stworzonej poza Jerozolimą i nieodwracalnie naznaczonej duchem diaspory, którą Agnon konsekwentnie nazywał gola – wygnaniem. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1966.

Tłumaczenie/ Piotr Paziński

Tytuł oryginału/ he שבועת אמונים Szewuat emunim

Tematyka/ „Przysięga wierności” to opowieść, co najmniej dwuznaczna. Można odczytywać ją jako rzecz właśnie o agunah: dawnym przyrzeczeniu, które wciąż wiąże przynajmniej jedną ze stron. Stąd wplecione w tekst obrazy z „Księgi Rodzaju” i „Pieśni nad pieśniami”. W myśl takiej interpretacji Szoszana byłaby biblijną Rachelą albo Bogiem Izraela, Jakob z kolei mężczyzną, który odrzuca wszelkie ziemskie pokusy, byle tylko z nią żyć. A z nią żyć się nie da, jest chora i lunatykuje… Z drugiej strony, seksualność Jakoba jest zagadką: być może jest gejem, obojętnym na wdzięki sześciu młodych, atrakcyjnych dziewczyn, które go adorują, może lęka się związków z kobietami, a może pragnie tylko świętego spokoju. W finałowej scenie, kiedy te dziewczyny się o niego ścigają, obawia się, że wyścig wygra najatrakcyjniejsza. Dotąd Agnonowi w jego pisaniu towarzyszyły pokolenia rabinów i mędrców, w „Przysiędze wierności” dołączył do nich jeden mędrzec nowy: Zygmund Freud.

Główny motyw/ „Przysięga wierności” to opowieść o młodym biologu, Jakobie Rechnitzu, który w Wiedniu, jako dziecko przyjaźni się z Szoszaną Eherlich, córką zamożnego konsula; przysięgają sobie, że gdy dorosną, wezmą ślub. Mijają lata, Jakob wyjeżdża do Jafy, jako naukowiec odkrywa nieznane gatunki morskich roślin. Ugania się za nim sześć pięknych dziewczyn, dostaje zaproszenie do objęcia katedry na uniwersytecie w Nowym Jorku – aż nagle w Palestynie zjawiają się Szoszana z ojcem.

Cytaty z książki charakteryzujące problematykę utworu:

„Tak czasem bywa, że posada znajduje człowieka, a nie człowiek posadę”.

"Był jak ktoś, kto próbuje ugasić pragnienie morską wodą. Coraz bardziej spragniony”.

„Są chwile i miejsca, że człowiek nic nie mówi, nawet w towarzystwie”.

„Wszystko ma swoją porę, a każde przedsięwzięcie swój czas”.

„Jeśli od dziewczyny w Jafie usłyszysz coś o Grecji albo o Rzymie, o Safonie czy Medei, wiedz, że dowiedziała się tego od Rechnitza”.

„A z przyjemnymi rzeczami jest tak, że człowiek, który się nimi cieszy, innym też przynosi radość”.

„Świat toczy się po staremu, z gazetami jest podobnie. Chcą, żebyśmy zajmowali się sprawami, które one uznają za ważne. Przez nie ludzie robią się do siebie podobni, wszyscy zaczynają mieć to samo zdanie”.

„Wydaje mi się, że każdy człowiek jest ciekawy na swój sposób”.

„Z każdym pokoleniem zmieniają się obyczaje. Nasi przodkowie pili ziółka na sen, my pijemy po to, żeby nie spać. Cóż jest takiego na świecie, że warto nie spać?”.

„Ludzie Wschodu wolą oliwę zamiast tłuszczu zwierzęcego”.

„Cóż, wygląda na to, że nauka to wygodna kochanka, rywalki jej nie wadzą”.

„Dobrzy bogowie czasem pozwalają śmiertelnikom przez krótką chwile poczuć życie wieczne”.

„Tak już jest z ludzką pamięcią, że jedne wspomnienia pociągają za sobą następne, czasem bliskie, czasem odległe”.

„Nie ma organizmu na świecie, który nie byłby podatny na jakąś chorobę”.

„Bywa, że człowiek wyjdzie z domu i widzi takie rzeczy, że nie dowierza własnym oczom. A co dopiero w dalekich i dziwnych krajach”.

„Nie ma na świecie dwóch identycznych rzeczy, może z wyjątkiem mądrali i szyderców, oni wszędzie i zawsze są tacy sami”.

„Herbata jest dobra na każdą okazję”.  

             

            W biblijnej Księdze Liczb możemy przeczytać oto takie zdanie: „Jeśli mężczyzna złoży ślub Panu albo zobowiąże się do czego przysięgą, nie może łamać swego słowa, ale winien wypełnić dokładnie to, co wyrzekł swymi ustami. Gdy kobieta złoży ślub Panu lub podejmie jakie zobowiązanie, to w wypadku, gdy jest jeszcze młoda i mieszka w domu swego ojca, a ojciec wie o jej ślubie czy zobowiązaniu, które uczyniła, i nie sprzeciwia się, wówczas ślub, jakikolwiek by był, i zobowiązanie będą ważne”. (Lb 30: 3) Więcej na temat ślubów i przysiąg możemy dowiedzieć się z Miszny z traktatu Nedarim – ten tekst Talmudu bardzo szczegółowo omawia rodzaje przysiąg, ich ważność oraz następstwa religijno-prawne, na wypadek ich nie przestrzegania. Talmud stwierdza, że kara za złamanie ślubowania powinna być tak bolesna jak śmierć dzieci. Shulchan Aruch wyraźnie ostrzega ludzi, aby nie składali ślubów w ogóle i stwierdza, że osoba, która nawet, jeśli dotrzymała ślubowania powinna być nazywana niegodziwcem i grzesznikiem. Wielu religijnych Żydów praktykuje sposób wystrzegania się ślubowania wymawiając słowo „b'li neder” („bez ślubowania"), gdy obiecują coś zrobić, aby podkreślić, że nie składają przysięgi. Przed świętem Rosz Haszana, niektórzy Żydzi mają zwyczaj wykonywania rytuału znanego jako „hatarat nedarim” (dosłownie „unieważnienie ślubów."). Jest to rytuał, mający na celu uwolnienie ludzi od wszelkich złożonych przysiąg, które mogą być postrzegane jako obietnice. Zwyczaj odbywa się w obecności trzech osób, które występują w roli  trybunału religijnego. Jest to część większego procesu introspekcji i pokuty wprowadzającej osobę do Żydowskiego Nowego Roku i święta Jom Kippur, święta pokuty. Aby to zrozumieć musimy posiadać odrobinę wiedzy o czasach antycznych, gdzie nie było takich instytucji jak biuro notarialne, gdzie nie spisywano jeszcze umów prawnych, aktów ślubnych czy innych dokumentów urzędowych. Wszystkie umowy cywilnoprawne były zawierane ustnie.  

            W książce „Przysięga wierności” Szmuel Josef Agnon podejmuje temat przysięgi i mocy jej przestrzegania. Do opowiedzenia tej historii posiłkuje się historią biblijnego Jakuba. Z Księgi Rodzaju (28: 10 – 32: 3) dowiadujemy się o oszustwie Labana. Obiecał, że da Jakubowi Rachelę, swoją młodszą córkę, za żonę. Kiedy jednak przychodzi czas spełnienia obietnicy, podsuwa mu starszą córkę Leę. Jakub więc pyta Labana, dlaczego go oszukał. Na co ten odpowiada: „Nie czyni się tak w miejscu naszym, aby dać młodszą przez pierworodną”. Eliezer Aszkenazy (zm. w 1567 r.), komentując wypowiedź Labana, odczytuje w jego słowach sarkazm i drwinę z Jakuba. Czyż Jakub nie musiał uciekać z domu, dlatego, że jako syn młodszy wykradł błogosławieństwo należne pierworodnemu? „U nas się tak nie robi” – mówi Laban, szydząc z Jakuba. A więc historia życia biblijnego Jakuba jest historią łamania zasad, ślubów i przyrzeczeń. Szmuel Josef Agnon w swojej książce „Przysięga wierności” na nowo opisał historię biblijnego Jakuba, która rozgrywa się na początku XX wieku w Jafie, współcześnie w dzielnicy Tel Awiwu.

            Jafa to morska piękność nad morzem śródziemnym, fale czule muskają jej brzegi, codziennie otula ją błękit nieba. Ludzi w niej mrowie: Żydzi, Arabowie i chrześcijanie, zajęci handlem, pracą na statkach i załadunkiem towarów. Ale byli w Jafie i tacy, którzy nie zajmowali się podobnymi sprawami. Na przykład nauczyciele, wśród nich Jakob Rechnitz. Po studiach ukończonych z tytułem doktora Jakob Rechnitz dołączył do grupy podróżujących w drugiej aliji do Palestyny, podczas masowej imigracji Żydów pobudzonych ideami syjonizmu, która trwała w latach 1904–1913. Zobaczywszy, że Kraj jest piękny, a jego mieszkańcy żyją cicho i spokojnie, powiedział sobie: „gdybym znalazł jakąś pracę, może bym tu zamieszkał”. Jafa podbiła jego serce tym mocniej, że leży nad morzem, a pasją Rechnitza była flora morska. Zdarzyło się, że odwiedził szkołę, w której brakowało nauczyciela łaciny i niemieckiego. Spodobał się dyrekcji i zaproponowano mu pracę, a on ją przyjął.

            Rechnitz był z wykształcenia botanikiem, specjalistą od nauk przyrodniczych, ale miejsce nauczyciela przyrody było zajęte, a łaciny i niemieckiego wolne, wobec tego przydzielono mu łacinę i niemiecki. Trzeba jednak powiedzieć, że Rechnitz nadał się na to stanowisko. A więc został nauczycielem i obowiązki wypełniał sumiennie. Wybierał odpowiednie książki, nie przeciążał nudnym materiałem, nie był surowy i nie wywyższał się ponad innych nauczycieli, z których większość była samoukami. Życie było proste, działo się niewiele. Dni płynęły spokojnie, a ludzie odnosili się do siebie życzliwie. Potrzeby były skromne i łatwe do zaspokojenia. Człowiek wstawał rano, pił herbatę, zjadał kawałek chleba z oliwkami i jarzynami, potem szedł do swoich zajęć, pracował do obiadu i wracał do domu przed zmierzchem, gdzie czekał na niego dymiący samowar. Sąsiedzi odwiedzali się nawzajem, popijali herbatę z konfiturami. Jakoba Rechnitza chętnie podejmowano w każdym domu. Cieszył się, gdy ludzie próbowali rozmawiać z nim po niemiecku. A to dlatego, że doktor Rechnitz przybył z kraju Najjaśniejszego Pana Cesarza Austro-Węgier. 


            Kiedy księżyc nie świecił i gdy nie było widać gwiazd, drogę oświetlały mu oczy dziewcząt. Wiele dziewczyn interesowało się Jakobem Rechnitzem i on też interesował się wieloma dziewczynami. Na pewno niejedna myślała o tym, żeby wyjść za niego, i możliwe, że on też chciał się z którąś ożenić, chociaż jeszcze nie widział siebie, jako męża i nie miał pojęcia, która z dziewczyn mu się podoba. Tak czy owak, odwiedzał Rachelę Halperin, spacerował z Leą Lurią, odwiedzał Osnat Magergut, plotkował z Raja Zabłudowska, gawędził z Mirą Werbrzycką, a niekiedy spotykał się z Tamarą Lewi. Czasem spacerował ze wszystkimi naraz, nocą, brzegiem morza, kiedy fale czule gładziły plażę, a niebo muskało ziemię. A ponieważ było ich razem siedmioro, to znaczy Rechnitz i sześć dziewcząt, i spacerowali w nocy, mówiono o nich w mieście „siedem planet”. Inny młodzieniec na jego miejscu do szczęścia nie potrzebowałby nic więcej, jednak Jakob Rechnitz myślami był gdzie indziej. Kochał morze i badanie flory morskiej. Był aktywny nawet w te miesiące, gdy pogoda w Jafie ściąga na ludzi senność i osłabia ich ducha. Z morza, które przynosi zysk armatorom, kupcom służy do przewożenia towarów, a rybakom do łowienia ryb, on wydobywał rośliny. Odkrył gatunki, jakich nie widział dotąd inny uczony. Napisał o nich swojemu profesorowi, a ten ucieszył się niezmiernie, że wybrzeże Kraju Izraela ma wreszcie prawdziwego badacza. Ogłosił artykuł Jakoba w czasopiśmie Cesarsko-Królewskiego Towarzystwa Zoologiczno- Botanicznego z siedzibą w Wiedniu i namawiał ulubionego ucznia, aby wytrwał w swoich dociekaniach, ponieważ wód Kraju Izraela i ich roślin nikt dotychczas nie zgłębiał. Ale Rechnitza namawiać nie było trzeba. Już dawno przylgnął do morza, jak zatoka przylega do brzegu. Codziennie wychodził i zbierał to, co fale dla niego wyrzuciły, a jeżeli pora była odpowiednia, wynajmował łódź rybacką. Rosły tam, w morskich odmętach, uczepione klifów, skał i głazów, jak kwiatowe ogrody, gąszcze krzewów, cieniste zagajniki zatopione w wodzie. Wyglądały jak oliwki, jak korale, jak pawie pióra, spozierały oczyma koloru siarki albo purpury niczym żywe istoty. Z miłości do morza i morskich roślin Rechnitz mówił o nim w najczulszych słowach: „mój sad owocowy, moja winnica”. Po powrocie z morza płukał znaleziska w słodkiej wodzie, żeby pozbyć się soli, którą były przesiąknięte, a potem rozkładał je na płaskim talerzu. Ktoś, kto zastałby go przy tych czynnościach, mógłby pomyśleć, że Rechnitz przyrządza sałatkę, tymczasem on przez swoje wodorosty zapominał o kawałku chleba. Był przeto panem swojego czasu. Studiował, zbierał rośliny, badał ich całe mnóstwo. Gdy znalazł gatunek dotąd nieodkryty, wysyłał go za granicę w nadziei, że profesorowie mogą wiedzieć o nim coś więcej. Jeden nazwano jego imieniem: Colrapha Rechnitzi. Nie minęło wiele czasu, a poproszono go o napisanie artykułu o większych wodorostach Morza Śródziemnego do antologii profesora Horsta.

            Jednak żeby zrozumieć pasję Jakoba Rechnitza do roślin morskich musimy cofnąć się do czasów jego dzieciństwa, kiedy to poznał pana Gottholda Ehrlicha, który pomógł chłopakowi wyjechać do Ziemi Izraela, a wcześniej podjąć naukę w gimnazjum. Pan Gotthold Ehrlich był majętnym kupcem i konsulem honorowym małego kraju, niezajmującego większego miejsca na mapie. Ogród jego rezydencji sięgał aż po dom ojca Jakoba. W dzieciństwie Jakob bawił się z Szoszaną, jedyną córką Ehrlicha, kapryśną dziewczynką, która wybrała sobie Jakoba spośród wszystkich dzieci i nie pozwalała innym z nim się bawić. Powtarzała: „Jakob jest mój. Jak dorosnę, wezmę go sobie za męża”. Na potwierdzenie swoich słów odprawiła rytuał: obcięła sobie pukiel włosów i jeden kędzior Jakobowi, wymieszała je i spaliła. Powstały popiół zjedli i przysięgli sobie wierność.

            Pewnego dnia, krótko przed Chanuką, Jakob Rechnitz dostał list z Afryki od pana Gottholda Ehrlicha. Konsul zawiadamiał, że od roku podróżują z córką po świecie i teraz, wracając do domu z Egiptu, chcieliby zobaczyć Ziemię Świętą i święte miasto Jerozolimę. Wiadomość uradowała Jakoba. Po pierwsze, zobaczy konsula. Po drugie, będzie mógł, chociaż w niewielkim stopniu odpłacić mu za wyświadczone dobro.  W owych dniach Jakob często wracał myślami do konsula i do jego domu, do suto zastawionego stołu i do jego żony pani Ehrlichowej. W wspomnieniach znów spacerował z małą Szoszną, widział jak zrywa kwiaty i wije z nich wianki, i jak ślizga się na zamarzniętej sadzawce w ogrodzie. Lato i zima, wiosna i jesień, wszystkie pory roku pomieszały się i zlały w jedno dobro i piękno. Ile wiosen i ile zim minęło od tamtych czasów? Rezydencja konsula stoi teraz zamknięta, nikt nie siada do stołu, a ogród wydaje owoce i kwiaty, których nie wącha żaden domownik. Pani Gertrude nie żyje, a Szoszana jeździ z ojcem od kraju do kraju, bo od dnia śmierci pani Ehrlichowej konsul nie zaznał spokoju i szuka go w zajęciach, które człowieka zwykle ze spokoju wytrącają. Pewnego dnia Jakob wszedł do pokoju nauczycielskiego i zobaczył starszego mężczyznę w eleganckim ubraniu. Siedział i czekał na niego. Obok niego wysoka i ładna dziewczyna. Kiedy Jakob powitał swojego dobroczyńcę, Szoszana podała mu rękę, ciepłą i przyjemną, zwróciła się do niego po imieniu i popatrzyła jak ktoś, kto patrzy i widzi tylko przeszłość. Jej spojrzenie było badawcze i pełne namysłu, jakby rozmyślała o tym, co minęło, i porównywała. Jakob był skonsternowany. Nie przyszło mu do głowy, że Szoszana uważa się za tak mu bliską, by zwracać się do niego po imieniu. Serce mu waliło. Był tak zmieszany, że nawet na nią nie patrzył. On też rozmyślał o tym, co minęło, ale nie porównywał dawnej Szoszany z tą Szoszaną, która stała teraz przed nim.

            Jakob robił wszystko, aby umilić pobyt w Jafie konsulowi i jego córce. Rozmawiali przy obiedzie i kolacji, pili kawę i spacerowali po plaży. Podczas jednej z takich wieczornych wycieczek nagle oczy Jakoba zaokrągliły się, jakby miały wyskoczyć z orbit. Zmieniła mu się twarz. Był jak malarz, któremu objawiło się coś, czego dotąd nie widział, i próbuje to na gorąco uchwycić. Przypomniał sobie sadzawkę w ogrodzie konsula i wodne rośliny, które oglądał tam w zachwycie. Czy nie wtedy pokochał rośliny wodne? Minęło dwadzieścia jeden lat od dnia, kiedy razem z Szoszaną pierwszy raz weszli do sadzawki, a on nazbierał mokrych roślin. Dziwne, przez tyle lat tamto wspomnienie nie wracało do niego. Teraz zobaczył okrągłą sadzawkę ukrytą wśród krzewów i kwiatów, które Szoszana zbierała, żeby wić wianki. Nagle Szoszana wskoczyła do wody, zniknęła na chwilę i z powrotem się wynurzyła. We włosach, po których ściekała woda, miała pełno wodorostów. Wyglądała jak syrena. Na wspomnienie jej włosów przypomniał sobie dzień, gdy dziewczyna ścięła sobie pukiel, jemu obcięła jeden z kędziorów, wymieszała je i spaliła, a potem zjedli popiół i przysięgli sobie wierność. I jak popiół z włosów Szoszany zmieszał się z popiołem z jego włosów, tak samo tamten dzień, gdy złożyli przysięgę wierności, zmieszał się Jakobowi z dniem, gdy nad brzegiem morza Szoszana mu o niej przypominała. 

            I tutaj dochodzimy do sedna tematu z książki Szmuela Josefa Agnona, a mianowicie do psychologii człowieka. Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy, jako pierwszy zwrócił uwagę, że doświadczenia dzieciństwa mają decydujący wpływ na psychikę każdego z nas. Choć zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy, źródło większości naszych problemów tkwi w dzieciństwie. To wtedy kształtuje się nasz charakter i system wartości. Dziś wszyscy psychologowie zgodnie twierdzą, że charakter człowieka kształtuje się w pierwszych latach życia. I choć zazwyczaj niewiele z nich pamiętamy, to właśnie ten okres decyduje o tym, co jest dla nas w życiu ważne, jaki mamy zawód, jakimi jesteśmy partnerami, rodzicami, pracownikami. Okazuje się, że każdy z nas mniej lub bardziej nieświadomie powiela doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego i kopiuje życiorysy rodziców. Wcześniej czy później, często ku własnemu zdumieniu, odkrywamy, że bardzo wiele nas z nimi łączy. Dziedziczymy ich zalety, kłopotliwe nawyki, uciążliwe cechy charakteru. Jakob, bohater z książki „Przysięga wierności” tak dobrze czuł się w domu konsula i jego żony, tak dobrze był przez nich traktowany, niemal jak syn, że podświadomie całe swoje życie poświęcił badaniom flory morskiej, która symbolizowała bezpieczny świat jego dzieciństwa. Freud nawet mówił o tzw. dziecięcej amnezji, zaniku pamięci. Nieświadomie wypieramy uczucia i obrazy, które były dla nas trudne. Zapominamy o rzeczach złych. Jakby chcąc obronić się przed wszystkimi nieprzyjemnymi doznaniami, pamiętamy jedynie fragmenty wydarzeń i to często w zmienionej, znacznie lżejszej wersji. W książce autor podsuwa czytelnikom podpowiedź: i konsul Gotthold Ehrlich i Zygmunt Freud pochodzili z Wiednia gdzie narodziła się psychoanaliza.

            Na kartkach książki „Przysięga wierności” widzimy fascynującą historię Jafy, kroczymy śladami Jakoba Rechnitza i Szoszany Erlich, którzy wystawili starą miłość na próbę czasu. Historia kończy się zaciętym wyścigiem siedmiu dziewczyn do „mety” - serca Jakoba Rechnitza. Stara Jafa jest najfajniejszym miejscem Tel Awiwu nazywaną przez Izraelczyków „Narzeczoną morza". Jeżeli będziecie w izraelskiej stolicy, zajrzyjcie tam koniecznie. Warto podumać o pięknej historii tego miejsca: według mitologii greckiej na rafach Jafy Perseusz uwolnił Andromedę w momencie, gdy miał ją połknąć potwór morski. Również Biblia kilkukrotnie wspomina o Jafie, jako porcie, z którego wypłynął prorok Jonasz, udając się do Tarszisz. Według Tanachu Jafę miał założyć Jafet zaraz po ustąpieniu potopu, który przyniósł sławę jego ojcu – Noemu. I pomyślcie o Jakobie Rechnitzie, kiedy fale wyrzucać będą na plażę roślinę Colrapha Rechnitzi. W tym samym czasie Arabowie z Jafy przyrządzą wam kawę w miedzianych tygielkach. Słodką, gotowaną z przyprawami o intensywnym smaku kardamonu.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz